Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Więcej o Z głowy, czyli z niczego

Środa, jak co tydzień

Waga wzbiła się na wyżyny absurdu i mimo diety ("jem to, co zwykle, ale z wyrzutami sumienia") nie planuje spaść. Zaprzyjaźniłam się z panią Magdą, specjalistką od dietetyki i mam schudnąć. Zakładając, że nie będę sama siebie oszukiwać, zacznę jeść regularnie, a nie wtedy, kiedy sobie o tym przypomnę, wyrzucę kabanosy, czekoladę, panierkę i jelly beansy... to zmieszczę się w dżinsy, w które się mieściłam w październiku. Do lata. Można się śmiać.

Poza tym udało mi się dzisiaj zatankować pełen bak i dopiero w tym momencie zorientować się, że jestem bez walorów pieniężnych. I bez jakichkolwiek dokumentów. Albowiem nie wiem, gdzie jest mój portfel. Wspominałam, że moje życie to nieustająca fala sukcesów? Tak.

I jeszcze ma być sporo zimniej. Kiedy już się przyzwyczaiłam. Niezachwyt. Tylko ten Edynburg za dwa tygodnie trzyma mnie w pionie.

Napisane przez Zuzanka w dniu Wednesday March 6, 2013

Link permanentny - Kategoria: Z głowy, czyli z niczego - Skomentuj


Bez tytułu: 2013-02-21

Mam dwa służbowe moleskiny (dwa, bo ubiegłoroczny ma jeszcze puste kartki i przecież można go używać) oraz jeden podróżny, a i tak - jak szewc niepewny swego rękodzieła - notuję wszystkie myśli w głowie. A potem, haha, ależ oczywiście, że zapominam.

Poza tym dzisiaj wyprało mnie z czegokolwiek. Więc i z notesem nie byłoby ze mnie pożytku.

Napisane przez Zuzanka w dniu Thursday February 21, 2013

Link permanentny - Kategoria: Z głowy, czyli z niczego - Komentarzy: 11


O uroku użycia pluralis

Pani i pan, wchodzą do ogródka w mallowej restauracji, w zasadzie pustej. Pan steruje w kierunku lady, pani scenicznym szeptem napomina: "Najpierw siadamy, bo musimy się rozebrać". Po czym pani zdjęła kurtkę, pan nie zdjął nic, nawet czapki i razem poszli do kasy.

Napisane przez Zuzanka w dniu Tuesday February 19, 2013

Link permanentny - Kategoria: Z głowy, czyli z niczego - Komentarzy: 5



Nie chcę

Weszłam w świat jednolinijkowców, z formą narzuconą przez medium. Elaboruję się w sytuacjach służbowych, wprowadzając wstęp, rozwinięcie i zakończenie oraz koniecznie jakiś mocny charakter dla ożywienia akcji. Prywatnie 160 znaków z niejakim obrzydzeniem do dwóch zdań. Nie umiem przejść do drugiego akapitu, nie wspominając o suspensie.

Napisane przez Zuzanka w dniu Monday February 11, 2013

Link permanentny - Kategoria: Z głowy, czyli z niczego - Skomentuj


Blue Monday

Ze względu na gabaryt, jakiego nabrałam przez zimę, zdecydowałam się nie kupować nowych spodni, bo dotychczasowe całkiem fajne. A jak kupię nowe, to nie ma szans, że będę robić jakiekolwiek wysiłki[1] w celu zmieszczenia się w posiadane. Dlatego dziś założyłam legginsy. Dawno nie czułam się tak atrakcyjna dla siebie.

Już za drugim razem udało mi się wydrukować w pracy wędrujący dokument[2]. Za drugim bo za pierwszym razem machałam identyfikatorem po ekranie dotykowym, a nie po czytniku. Ekran dotykowy bynajmniej nie identyfikuje.

Mam ochotę dodać nową kategorię pt. "Nieustające pasmo sukcesów"[3].

[1] Restauracja w nowym budynku fabrycznym nie pomaga. Od 12 patrzę na zegarek, żeby o 13 wystartować po pyszną zupkę i co ino. Menu bywa na stronie na facebooku.

[2] True story - puszcza się na drukarkę, macha identyfikatorem i z dowolnej drukarki wylatuje cieplutki wydruk.

[3] Nie żebym nie odniosła dziś sukcesiku. Poszłam do banku zanieść cesję ubezpieczenia mieszkania, której się bank domagał. Przed ponagleniem! I przed naliczeniem kary umownej. Normalnie nie jak ja.

Napisane przez Zuzanka w dniu Monday January 21, 2013

Link permanentny - Kategoria: Z głowy, czyli z niczego - Komentarzy: 2