Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Więcej o Czytam

Jerzy Edigey - Morderca szuka drogi

Akcja zaczyna się dość niepozornie - malarz podaje się za znajomego dyrektora Galerii Trietiakowskiej i dzięki temu nikt nie niepokoi go, kiedy kopiuje akwarele Chagalla. Oczywiście po zakończeniu prac okazuje się, że spryciarz zabrał oryginały, a zostawił całkiem dobre kopie. Milicja w osobach pułkownika Sierpuchowa - starszego, bardziej elastycznego funkcjonariusza - i podporucznika Karsawina - młodego gniewnego (“jesteś w Polsce trzy godziny i już ci się wszystko nie podoba”), który chciałby szybko, szybko oraz zadaje dużo pytań - rozpoczyna śledztwo, które szybko utyka po znalezieniu zwłok malarza. Panowie sprawnie typują, że obrazy mogą wyjechać za granicę i rzeczywiście - trop wiedzie do Polski, a potem na Węgry, skąd dzieła i morderca mogą przemieścić się przez Jugosławię do Włoch, a potem nawet do USA. Dzięki temu radzieccy milicjanci odwiedzają Warszawę, Budapeszt i Szeged, gdzie mają czas na zawieranie przyjaźni (również bliższych, z piękną recepcjonistką), ucztowanie w najbardziej polecanych lokalach i nieco śledztwa. Sporo pościgów, zwrotów akcji, kolejny denaci znaczą ślad ucieczki mózgu całej operacji, na szczęście przestępca nie jest sprytniejszy od organów.

Się przynosi: paniom bukieciki kwiatów, kilka owoców, czekoladki, panom dobre słowo, co wystarczy oprócz odrobiny tupetu, żeby uzyskać dostęp do muzeum.

Się pije: kawę i koniak, kompoty i soki owocowe, soplicę, gruziniak, Egri Leányka.

Się je: pielmienie z masłem (najlepsze na prospekcie Leningradzkim w Moskwie), rybę w galarecie.

Się przywozi: radziecki koniak i czerwony kawior z Moskwy oraz haftowaną serwetkę od mamusi.

Się uprawia rozrywkę:

(...) - Pojedziemy do kongresowej, tam jest striptiz.
- A tfu! - żachnął się Sierpuchow. - Za stary jestem, żebym gołe baby oglądał.
Podporucznik Ksarsawin nie był od tego daleki, żeby jednak obejrzeć te gołe baby.

Się uczy języków: [Karsawin narzeka, że w Polsce nie ma otczestwa i nie wie, jak się zwrócić do poznanej atrakcyjnej recepcjonistki, wtedy słyszy o tym, że jest przydatna fraza “pani”, co go nieco irytuje] U nich nawet zwykły tofel to pantofel.

Inne tego autora.

#120/#21

Napisane przez Zuzanka w dniu Friday September 11, 2026

Link permanentny - Kategorie: Słucham (literatury), Czytam - Tagi: 2026, kryminal, panowie, prl - Skomentuj


Graham Greene - Spokojny Amerykanin

Lata 50., I wojna indochińska. Brytyjski dziennikarz Fowler jest korespondentem Timesa w Sajgonie, ale w zasadzie głównie go zajmuje piękna Phuong, z którą ma romans. Nie dziwi to specjalnie, bo wszystko, co napisze, przechodzi przez podwójne sito cenzury, wartość korespondencji jest niewielka, dodatkowo ma poczucie, że jako bezstronny reporter - wszak to konflikt między Francją a emancypującym się Wietnamem - nie powinien się w nic angażować. Wtem pojawia się Pyle, młody Amerykanin, który od pierwszego wejrzenia się w Phuong zakochuje. Wybór dla dziewczyny jest dość prosty - Fowler jest stary i nie da pożądanej stabilności, bo w Anglii pozostała żona, która nie chce dać mu rozwodu, zaś Pyle jest młody, z perspektywami i może zapewnić Wietnamce bilet do USA. Można by więc sprowadzić całość intrygi do konfliktu o dziewczynę, której obaj panowie odbierają sprawczość, ale już na wstępie wiadomo, że Pyle zginął. Fowler wyjaśnia, jak do tego doszło i jakie były konsekwencje.

Książka była wydana w Polsce w 1956 roku i sympatie wtedy ewidentnie były po stronie socjalistycznego Vietkongu, w przeciwieństwie do zachodniej narracji, gdzie jako “rozjemca” (zwany tutaj “trzecim graczem”) weszło USA, żeby zaprowadzić porządek. Jak już wspominałam przy okazji "Sympatyka", dziś również na Zachodzie pobudki Fowlera nie budzą niechęci. Qbść cemrjvqljnyavr, Clyr wrfg ntragrz, xgóel hmoenwn obwójxv, żrol Jvrganz fmlopvrw cbmolł fvę bxhcnagój v cbwnjvłb fvę zvrwfpr qyn jfcbzvnartb gemrpvrtb tenpmn. Gb fvę Sbjyrebjv oneqmb avr cbqbon, ob Nzrelxnava hjnżn śzvreć pljvyój, xgóeml tvaą j mnznpunpu obzobjlpu, mn avrvfgbgaą j xbagrxśpvr uvfgbevv. V qyngrtb Natyvx qbcebjnqmn qb mnovpvn tb, n avr m cemrjvqljnyarw mnmqebśpv b Cuhbat.

#119/#20

Napisane przez Zuzanka w dniu Thursday September 10, 2026

Link permanentny - Kategorie: Słucham (literatury), Czytam - Tagi: 2026, beletrystyka, panowie - Skomentuj


Robert Jackson Bennett - Zatruty kielich

Imperium co roku zbroi się na porę deszczową. Wtedy pod chroniące miasto mury podpływają niebezpiecznie blisko lewiatany, niewyobrażalnie wielkie morskie potwory, które - jeśli się przedostaną - na trwałe niszczą ziemię i wszystko, co na niej się znajduje ze względu na swoją niesamowitą krew. Dopóki mury są solidne i obstawione przez armię, niebezpieczeństwa można uniknąć, ale wystarczy, że pójdzie coś nie tak i świat się posypie. Problem pojawia się niespodziewanie bliżej centrum Imperium, gdzie w luksusowej rezydencji bogatych Hazów zostają znalezione zwłoki jednego z urzędników, brutalnie zabitego przez skażenie szybkorosnącą trawę, przerastającą żywe ciało w ciągu minut. Na miejscu nieco niepewnie wizję lokalną przeprowadza mnemorytnik Kol, początkujący asystent ekscentrycznej detektyw Dolabry. Młody wącha fiolkę i z precyzją nagrania zapamiętuje wszystko, co widzi, Dolabra dostaje więc pierwszorzędną relację bez wychodzenia z domu; twierdzi, że nadmiar bodźców przeszkadza jej w rozumowaniu. Chwilę później ekipa dociera na obrzeża, gdzie tuż przed pojawieniem się lewiatana zawaliła się część murów, również z powodu zamordowania grupy ludzi przez zakażenie ich trawą. Teraz to nie tylko tajemnica do rozwikłania, ale bezpośrednie niebezpieczeństwo dla całego Imperium.

Już po przeczytaniu pierwszych rozdziałów byłam zachwycona, bo to połączenie odjechanego ni to magicznego, ni to biotechnicznego świata jak u Mievilla z sarkastycznym humorem powieści detektywistycznej. Imperium, gdzie domy są zbudowane z przetworzonego papieru, pije się rytualnie herbatę, trzęsienia ziemi, drewniane sandały, gdzieś już to widziałam. Do tego ludzie są uszeregowani w sztywnej hierarchii, nie tylko na podstawie urodzenia, ale umiejętności i modyfikacji, osiąganych metodą prób i błędów przez aplikację substancji z magicznej (a może tylko umiejętnie przetworzonej) krwi lewiatana. Wspomniany mnemorytnik ma wzbogaconą pamięć, inni mają podbite zdolności do walki, szybkość czy wyczuwanie zapachu; wiadomo, zawsze są efekty uboczne, rozwinięcie jakiejś zdolności może oznaczać ograniczenie innych funkcji lub zmiany wyglądu. Ale najlepszym elementem są dialogi, zwłaszcza jeśli uczestniczy w nich złotousta, choć nieokrzesana detektyw Dolabra, jebaniutka.

Mam od jakiegoś czasu trudną do określenia obawę przed sf, że bariera wejścia, że sztafaż przykrywający mizerną intrygę nie wystarczy - tu absolutnie tego nie miałam, od razu weszłam w świetnie skonstruowany, egzotyczny świat, b. zadowolona. Czekam na kolejne tomy, drugi już jest po polsku.

#118

Napisane przez Zuzanka w dniu Wednesday September 9, 2026

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: 2026, kryminal, panowie, sf-f - Skomentuj


dr Frank Tallis - Jak przestać się martwić

Są ludzie, co się nie martwią niczym i są ludzie, co się martwią wszystkim. Jak już niejednokrotnie wspominałam, należę do tej drugiej grupy, 0.8 Filifionki. Może mniej przejmuję się szeroko pojętym końcem świata, katastrofą klimatyczną, wojnami i tym, że o polityce największych krajów świata decydują psychopaci, ale nie mogę spać, bo trzymam kreden^W^W analizuję idiotyczne scenariusze typu co jutro muszę zrobić przed wyjściem do biura i w jakiej kolejności. Poradnik Tallisa niekoniecznie dał mi 100% receptę na wyłączanie niepokoju, ale dał kilka narzędzi.

Otóż martwię się, bo tak mam. Nie zmienię tego. Mogę najwyżej skrócić czas martwienia się przez: (1) zdefiniowanie, co konkretnie mnie martwi, (2) ustalenie, czy muszę się z tym rozliczyć właśnie teraz (zwykle nie, ale powiedz to mózgowi o 2 w nocy), (3) oszacowanie prawdopodobieństwa, czy czarny scenariusz zajdzie, (4) przygotowanie rozwiązania. Brzmi łatwo i podobno im dłużej się “trenuje”, tym krótszy czas między rozpoczęciem martwienia się a wyjaśnieniem głowie, że już jest zaopiekowany temat, idź spać.

Nie jest to długa książka, warto sobie przeczytać, trochę układa. Oczywiście nie oznacza to recepty na każde natarczywe zmartwienie, ale im mniej, tym lepiej. Oraz, wiadomo, życie lepsze dzięki chemii.

#117

Napisane przez Zuzanka w dniu Tuesday September 8, 2026

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: 2026, panowie, poradnik - Skomentuj


Helena Sekuła - Siedem domów Kuny

Nietypowo, chociaż są przestępstwa i dwa trupy, to nie jest w zasadzie kryminał, ale historia dorastania osieroconej Pelagii. Niemowlę zostało podrzucone pod dom dziecka, z karteczką z personaliami i kilkoma artefaktami, między innymi złotym medalionem ze zdjęciem pięknej kobiety, pieczołowicie przechowanym dla niej w kolejnych placówkach wychowawczych. Ale nie jest to słodka bajka, bo to lata 60. w rozkwicie PRL-u. Brzydkie, wycofane, dzikie dziecko przechodzi przez kolejne placówki, pragnąc tylko przynależeć do kogoś, kto za to nie dostaje pensji. Po czym pojawia się Nonna, elegancka dama, która z niewiadomych przyczyn interesuje się małą Pelką, ale potem znika; Pelka zaczyna uciekać, żeby ją odnaleźć. Po kilku próbach odnajduje i wrasta w dziwną przestępczą rodzinę, która docenia Pelkową zręczność; przyuczają ją do roli kuny - włamywaczki. Po początkowych sukcesach sprawa się sypie, Pelka wraca do systemu, ale już jako pensjonariuszka zakładu poprawczego, gdzie ma na swoją obronę tylko pięści, spryt i szybkość. To ostatnie daje jej niespodziewanie przepustkę do klubu sportowego i nadzieję, że zmieni swoje dotychczasowe życie. Oczywiście nastolatka nie zaprzestaje szukania swojej matki, mimo że wszyscy twierdzą, że jej nie odnajdzie.

W zasadzie to jedna z tych historii, gdzie przestają być istotne realia, a na pierwszy plan wychodzi psychologia dorastania i wpływu otoczenia na kształtowanie się czyjejś osobowości. Dorastanie bez miłości jest trudne, nie dziwi specjalnie, że Pelka, zwana później Kuną i Mustelą, lgnie do każdego, kto okazuje jej choć minimum zainteresowania, nie analizując motywów. W tle przemiany - stan wojenny, który Pelkę przypadkiem odnajduje za granicą, co pozwala skontrastować zachodni blichtr z tym, co w Polsce. Dobroczynność, działacze sportowi i resortowi, prostytucja i złodziejstwo, przy czym ci drudzy wcale nie są aż tak mniej moralni od pierwszej grupy. Podsumowując, przyszłam po tanią rozrywkę, a dostałam historię, od której nie mogłam się oderwać.

Się kupuje: komplet Doroszewskiego za ogromną cenę na warszawskim wolumenie, materac z gąbki w Pewexie.

Się pije: brandy, czerwone Nebbiolo z Piemontu, Orvieto białe słodkie i wytrawne z Umbrii, Veuve Clicquot z Szampanii (zlewki z lokalu klasy LUX), bełt, różowe musujące węgierskie i wódkę, kawę, jabłecznik, soki owocowe i mokkę (na pokazie mody), wódkę zaprawioną zielem trojanki.

Się je: pulardę w maladze, zupę, dzwonko sielawy, chłodnik na chlebowym kwasie, pieczone mięso i truskawkowe lody, kiszkę pasztetową i płonące naleśniki, befsztyk, frytki, pieczoną kurę z sałatą i winem; przystawki, melbę i sery (na francuskim przyjęciu); zupę regeneracyjną z puszki z mięsem dzika, doprawianą tymiankiem i rozmarynem, zacierkową na mleku.

Się idzie na francuski targ:

Sałata francuska, chińska, podobna do liści mniszka, belle dame, piękna pani czyli srebrzysta lebioda, szparagi i najróżniejsze łodygi, kłącza, bulwy, jakich nigdy nie widziałam. Owoce z Francji i całego świata. Jabłka z Normandii i afrykańskie ananasy z zielonym czubem, obłe awokado obok ociekających sokiem melonów. Greckie oliwki prosto z beczki, nabuzowane słońcem pomidory z Majorki.
I owoce morza. Pryzmy jeży morskich, krewetek, raczków, muli z Langwedocji hodowanych w ,morskich rozlewiskach; różowe kraby obłożone morszczyną, langusty jak potwory ze złego snu.
Szynki westwalskie, ze Szwarcwaldu, z Yorku, paryskie, parmeńskie, z Piemontu, suche wędliny, salami z Owernii. Wieprzowina i wołowina podzielone wedle gatunków, tusze baranie i jagnięcie, drób nadziewany orzechami, śliwkami, cząstkami pomarańczy i całe stosy małych ptaszków, każdy otulony płatkiem słoniny.

Inne tej autorki.

#116

Napisane przez Zuzanka w dniu Monday September 7, 2026

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: 2026, kryminal, panie, prl - Komentarzy: 2


Knut Hamsun - Głód

Chistiania, koniec XIX wieku. Narratorowi, bezimienny literatowi (dziennikarzowi?) kończą się pieniądze, nie pierwszy raz i nie ostatni, gospodyni niedwuznacznie sugeruje, że mógłby zapłacić, nie bardzo już ma co zastawić w lombardzie, ale przecież zaraz za chwilę napisze taki artykuł, że będzie opływał w pieniądze. Tylko musi coś zjeść, bo bez jedzenia nie jest w stanie pisać. Ale skąd pieniądze, nie będzie żebrał, ma swoją godność.

Mam już zwycięzcę w konkursie na tegorocznego Najbardziej Męczącego Bohatera. Typ zajmuje się, jak w żydowskim szmoncesie, kręceniem dookoła pracy, bo nie pracą. Tu pójdzie, tam przyśnie, tu się uniesie honorem, napisałby taki artykuł, ale nie ma świecy, tu zastawi ostatnią kamizelkę, a uzyskane walory roztrwoni, a jak jest głodny, to żuje drewniane wióry, albo się kaleczy, wszak krew jest odżywcza. Z zasobów została mu źle pojmowana duma, więc odmawia pomocy nawet jak ją mu ktoś proponuje, a dodatkowo nie przyznaje się, w jak bardzo kiepskiej sytuacji jest. W zasadzie to chciałby umrzeć, ale jednak nie umiera, do tego zakochuje się w przypadkowo poznanej na ulicy pannie. Po czym ucieka na statek, żeby zacząć nowe życie.

Dla słabszych (to ja) książka zaopatrzona jest w posłowie wyjaśniające ważną rolę tej powieści w literaturze norweskiej, kontrast z mieszczańską stabilizacją, łamanie norm i społecznych tabu:

Zmory egzystencji inteligenckiego proletariusza, jego dumne gesty niezależności i wisielczą grę z własną nędzą, z sytym otoczeniem, z losem przeciwnym, z niezrozumieniem mieszczanina dla jego aspiracji (...)
Witold Nawrocki

Nie dziękujcie. Jedyna zaleta - jest krótka i jak już myślałam, że pójdę po gumkę, żeby strzelać bohaterowi w ucho za każdym razem, jak zrobi coś głupiego, to się skończyła. No nie zachwyt.

#115

Napisane przez Zuzanka w dniu Saturday September 5, 2026

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: 2026, beletrystyka, panowie - Skomentuj