Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Teneryfa - jak dolecieć i co przywieźć

To notka podyktowana w zasadzie już tylko przedwiosenną tęsknotą za ciepłem i kolorem, niczym więcej. Ale ponieważ czasem pojawiają się pytania, poniżej kilka porad związanych z Teneryfą (oczywiście absolutnie anegdotycznych i subiektywnych).

Jak dolecieć: tu niestety mogę udzielić odpowiedzi wymijającej, bo ze względu na brak czasu na szukanie okazji poszłam do biura podróży i kupiłam wyjazd w pakiecie z hotelem. Według szybkiego wyszukiwania w sieci - z wielu lotnisk (Pyrzowice, Modlin, Balice, Berlin-Schoenefeld) latają tanie linie, można optymalizować koszt zwłaszcza poza sezonem.

Mywalit - guilty pleasure TŻ-a / Poznań wita

Drogi na wyspie, chociaż kręte, często absurdalnie pod górę i wąskie, nie są niebezpieczne. Kierowcy przestrzegają ograniczeń, na mijankach grzecznie przepuszczają, podczas 5 dni, kiedy jeździliśmy po wyspie, nie trafiliśmy na żadną niebezpieczną sytuację. Oczywiście nie jest bardzo komfortowo, jak droga wspina się pod ostrym kątem, a moc silnika niewielka; podobnie jeśli kończy się benzyna, a do najbliższej stacji może być spory kawałek. Samochód wypożyczyliśmy w hotelu (mieszkaliśmy w małej miejscowości, a ze względu na terminy, chcieliśmy wypożyczyć auto w sobotę, a okazało się, że lokalna wypożyczalnia jest zamknięta, bo w listopadzie niesezon), ceny przyzwoite (taniej niż w sezonie na Sycylii).

Hotel - mieszkałam w La Quinta Park Suites w małej miejscowości Santa Ursula. Wprawdzie najbliższa plaża była 8 km dalej, w Puerto de la Cruz, ale na terenie hotelu jest basen i spa, do tego cisza i świetne jedzenie (nie polecam opcji "śniadanie + obiadokolacja", mimo robienia sporych tras wróciłam 2 kg cięższa, spisek).

Co warto przywieźć?

  • Sosy mojo rojo (czerwony, z ostrą papryczką) i mojo verde (zielony łagodny, z kolendrą i pietruszką) - dostępne w chyba każdym markecie (nie tylko w okolicach turystycznych) w dwupaku za niewielkie pieniądze.
  • egzotyczne dżemy i chutneye - z papryki (z cynamonem i goździkami), z kaktusa, z banana (z cynamonem i rumem) czy z papai i pomarańczy. Jeśli nie chcecie ryzykować nadbagażu, można dostać przetwory w małych słoiczkach 100 ml (da się przewieźć w podręcznym).
  • Savia de Palma - miód palmowy/syrop palmowy, płynny, gęsty słodki syrop, pozyskiwany z lokalnych palm.
  • likier z drzewa smoczego (drag's liquer) - niskoprocentowy napój alkoholowy (20%) z draceny; największy wybór w sklepie przy Draco Milenario w Icod de los Vinos.
  • lokalne wina - tu nie sugeruję konkretnych, bo wypiliśmy kilka na miejscu, nie przywieźliśmy do domu. Warto pytać nawet w mniejszych sklepach.
  • Widok na dolinę z tarasu hotelu Bungalowy z trasą do minigolfa, zagłębie kotów i jaszczurek Widok na zatokę, niestety bez zejścia do plaży Przyjazny lokales Zwinna jaszczurka / Ogródki przy bungalowach

    GALERIA ZDJĘĆ (lot i hotel).

    Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek luty 19, 2018

    Link permanentny - Tagi: santa-ursula, wyspy-kanaryjskie, teneryfa - Kategorie: Koty, Listy spod róży, Fotografia+ - Komentarzy: 2


Hakan Nesser - Sprawa Ewy Moreno

Ewa Moreno jedzie na urlop do swojego chłopaka. Problem w tym, że szef, korzystając z jej wakacyjnej destynacji, zleca jej na pierwszy dzień urlopu dodatkową sprawę - przesłuchanie przestępcy, który twierdzi, że ma ważne informacje i chce je przehandlować w zamian za obniżenie wyroku. Nie może przekazać sprawy komu innemu, bo przestępca domaga się policjanta płci żeńskiej. Ewa się oczywiście zgadza, bo kto by wybrał dawno zaplanowany urlop nad pracę (jest to wątek, który pojawia się zaskakująco często u Nessera). W pociągu spotyka 18-letnią Mikaelę, która jedzie do kliniki psychiatrycznej, żeby poznać swojego biologicznego ojca, o którym się dowiedziała kilka dni temu. Ewa początkowo dzieli czas między swojego chłopaka (chętnie) i rozmowę z cwanym delikwentem (niechętnie), ale kiedy okazuje się, że poznana w pociągu Mikaela zniknęła, włącza się w śledztwo ze szkodą dla stosunków z chłopakiem. Kolejne zwłoki (mężczyzna zmordowany ciosem w oczodół, fachowa robota) na plaży, nikt nie chce rozmawiać o wydarzeniach sprzed 16 lat, które doprowadziły ojca Mikaeli do psychiatryka, wreszcie kolejne zaginięcie - tym razem ojca; wszystko to sprawia, że Ewa - w przeciwieństwie do lokalnego szefa policji, który jakoś nie wspiera śledztwa - czuje się jak u siebie. Niestety na koniec przesłuchiwany przestępca spuszcza na nią bombę - ma dowody na to, że jeden z policjantów z Maardam jest pedofilem.

Prywatnie: Ewa ma biseksualnego brata w Rzymie oraz siostrę-narkomankę/prostytutkę, lokalizacja nieznana. Z obojgiem nie ma kontaktu. W zasadzie z nikim nie ma kontaktu, bo i z chłopakiem się nie dogaduje.

Się je: ratatouille z curry, indyjskim kminkiem i gęstą śmietaną, czerwone włoskie wino, ser malevoli z plastrami gruszki (też często pojawia się u autora, chyba lubi to zestawienie).

Inne tego autora tutaj.

#13

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela luty 18, 2018

Link permanentny - Tagi: skandynawia, panowie, kryminał, 2018 - Kategoria: Czytam - Komentarzy: 2


Trzy billboardy za Ebbing, Missouri

Na podrzędnej drodze pod małym miasteczkiem ginie zgwałcona nastolatka. Jej matka, Mildred, (McDormand), rozczarowana brakiem postępu w śledztwie, wystawia trzy billboardy z imiennym zapytaniem do szeryfa, kiedy doczeka się ujęcia sprawcy. Co ciekawe, to nie brutalne przestępstwo, a wytknięcie braku aktywności szeryfowi (Harrelson), który - nie ma wątpliwości, uczciwie pracuje, ale wyczerpał możliwości - budzi w miasteczku wściekłość, tym bardziej, że szeryf jest śmiertelnie chory. Absurdalnie niezaangażowani ludzie (dentysta, agresywny weteran przejazdem w mieście, młodzież szkolna) i tacy bardziej zaangażowani - współpracownik szeryfa, oficer Dixon (który, umówmy się, nie jest najostrzejszym nożem w szufladzie) czy były mąż Mildred (oskarżający ją o doprowadzenie do śmierci córki), zaogniają konflikt. Momentem przełomowym jest śmierć szeryfa; po tym miasteczko wrze, mimo że szeryf pozostawił dość jasny przekaz po swojej śmierci, że to nie efekt ostatnich wydarzeń, a stan jego zdrowia zmusił go do tego kroku.

Brzmi absolutnie dramatycznie, ale to film genialnie zaplanowany - każda sytuacja, po której sztywnieje gardło, a łzy lecą z oczu, jest kontrapunktowana celną drwiną, zabawnym (i mam tu na myśli naprawdę zabawny, inteligentny humor) dialogiem czy wreszcie takim pokazywaniem bohaterów, że określenie ich po pierwszej scenie jako kretyna, bydlaka, tępaka bywa zupełnie błędne wraz z rozwojem akcji. Aktorzy - niesamowici (jak będę duża, chcę być jak Mildred), przy minimum środków wyciskają wszystko ze scen, wiarygodność 10. W tle piękne pejzaże, rasizm, lekka drwina z amerykańskiego systemu prawnego. Jak na razie to dla mniej najlepszy film ubiegłego roku.

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek luty 16, 2018

Link permanentny - Kategoria: Oglądam - Skomentuj


Evzen Bocek - Arystokratka na koniu

Z przykrością muszę stwierdzić, że nie jestem w stanie streścić fabuły tego "odcinka", bo trudno tę książczynę nazwać częścią cyklu (57 minut czasu lektury na kindlu). W środku opisane są wakacje 1997, podczas których w zamku Kostka: Maria udziela wywiadu plotkarskiej gazecie po głodówce, prozaku i orzechówce, ale wywiad się nie ukazuje, bo książę Szwarzenberg zakochał się w striptizerce, senior Kostka nie płaci nikomu pensji, bo chce mieć pieniądze dla siebie, pojawia się sklerotyczna babcia Kostka, umiera księżna Diana, więc matka Marii jest w żałobie. Trafiłam gdzieś na określenie "sitcom" i to chyba dobrze oddaje jakość wydawnictwa - powtarzalne gagi, sytuacja od początku do końca fabuły nie ulega zmianie, codziennie rano nowy odcinek, w którym bohaterowie wymazali zdarzenia dnia poprzedniego, brakuje tylko śmiechu w tle.

Inne tego autora tutaj.

#12

Napisane przez Zuzanka w dniu środa luty 14, 2018

Link permanentny - Tagi: panowie, czechy, beletrystyka, 2018 - Kategoria: Czytam - Komentarzy: 2


Jakub Żulczyk - Ślepnąc od świateł

Jacek jest człowiekiem kulturalnym, obeznanym ze sztuką, małomównym, ale dużo myślącym. Budzi zaufanie, a to się przydaje w jego fachu - trzeba mieć zaufanie do dilera narkotyków dobrej jakości. Dzień pracy rozpoczyna się wieczorem, bo wtedy rusza ta prawdziwa Warszawa: celebryci rozpoczynają imprezy, kreatywni z wielkich agencji oddychają po kolejnym dniu i muszą rozładować napięcie, znudzone bogate panie domu potrzebują chwili wytchnienia od swojego pustego życia. A Jacek tylko przejeżdża swoim anonimowym, dyskretnym samochodem, nie ocenia, czasem pójdzie na rękę i pozwoli na mały kredyt. Tak się buduje markę. I do pewnego momentu ten cały układ działa - bezpieczna anonimowość, brak innych związków niż handlowe, wsparcie narkotykowej mafii i rosnące zapasy gotówki, która pozwala na opuszczenie tego pustego świata w chwili, kiedy się już praca znudzi. Jacek planuje kilka tygodni w Argentynie, zamierza jeszcze tylko załatwić kilka interesów, zanim wskoczy na pokład samolotu, bo czas przed Bożym Narodzeniem to czas owocny w tym biznesie. Problem w tym, że sytuacja się komplikuje, nagle pojawia się była dziewczyna, która - mimo że okazała się suką - jednak ciągle coś dla Jacka znaczy. Nagle jeden z biznesów nie idzie tak jak trzeba, a krnąbrny dłużnik nie ulega perswazji tak jak powinien.

6 dni, podczas których wpadasz w coraz głębszą studnię, grzęźniesz razem z bohaterem, zaczyna do Ciebie docierać, że Jacek może do końca nie jest tym dżentelmenem-detalistą, za jakiego się podaje; brak snu, coraz większe problemy, zaczynasz się zastanawiać, czy dowieziesz bohatera na lotnisko. Mocna, gęsta proza na gorączkę (doskonale wchodzi przy ponad 38°C). Może irytować maniera wkładania w prozę faz deliryczno-onirycznych, ale - jak wspomniałam - człowiek z podwyższoną temperaturą jakoś to akceptuje; znacznie mniej akceptuje obraz świata, brudnego, bez wyjścia, gdzie można tylko zejść na dno, gdzie każdy jest bandytą lub dziwką. Najgorsze w tym wszystkim jest miasto - gnijące, aktywujące się nocą, nie do opanowania. W warstwie językowej - świetna książka, pół internetu obsiane jest cytatami; podziwiasz bohatera, doceniasz jego erudycję, tyle że w pewnym momencie łapiesz się na tym, że to wszystko lukier, a pod spodem pozostaje sam brutalizm mafijnych porachunków, o którym autor wie zaskakująco wiarygodnie dużo.

#11

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota luty 10, 2018

Link permanentny - Tagi: polska, panowie, beletrystyka, 2018 - Kategoria: Czytam - Skomentuj


O tym, że nie da się czasem spotkać w grudniu

[9-10.12.2017]

Najpierw mieliśmy spotkać się z A. i jej chłopakami na miejscu, w Muzeum Techniki. Ponieważ różne rzeczy po drodze, minęliśmy się. Przerzucając się sms-ami i wiadomościami, spotkałyśmy się w przelocie następnego dnia na śniadaniu. Szkoda, bo i chłopaki chcieli się z Mają spotkać, i ja z A. zamienić kilka słów, bo w Poznaniu jakoś też się tak samo mijamy. W każdym razie sobota w grudniowym Berlinie przewidywalnie miła - Spectrum (nieustająco Domek Czarownicy robi zamieszanie w błędniku), restauracja Athena na Tempelhofer Ufer i spacer po Kurfürstendamm do jarmarku przy Gedächtniskirche. Przy okazji odwiedziłam sklep firmowy Taschen, gdzie jednak zaskoczyło mnie, że książki są raczej tylko po niemiecku. Szczęśliwie da się wszystko zamówić przez Internet i mimo okresu przedświątecznego przesyłka z prezentem po angielsku przychodzi w ciągu kilku dni do Polski.

Odbicia / Prąd / Domek czarownicy Energia powietrza / Mgła / Transport U-bahn Kurfürstendamm / Gedächtniskirche

Następnego dnia udało nam się nie spotkać z K. i P., ponieważ przedłużyło nam się śniadanie, potem krążyliśmy dramatycznie po okolicach Wyspy Muzeów, szukając miejsca do zaparkowania, a dodatkowo kupiłam bilety do Pergamonu on-line, co gorąco polecam, bo omija się kilometrowe kolejki (ale omija się też opcję na spotkanie ze znajomymi, więc coś za coś). Gorąco polecam, bo powiedzieć, że Pergamon robi wrażenie, to nic nie powiedzieć. Nie jest ważne, czy to, co widać w muzeum, zostało odtworzone z garstki kamieni (oraz w jaki sposób pozyskanej), efekt jest taki, że weszłam, opadła mi szczęka i tak krążyłam z półotwartymi ustami, próbując ogarnąć wzrokiem kawał historii starożytnej. Brama Ishtar - 14 metrów wysoka, 30 metrów szeroka, zupełnie nie dziwi mnie pełna przechwałek inskrypcja króla o tym, po co jest brama (żeby się zachwycić i paść na kolana, zdecydowanie cel osiągnięty mimo upływu tysięcy lat). Mnóstwo lol-contentu na płaskorzeźbach - nic tak nie cieszy 8-latki jak szukanie kolejnych scenek, na których ludzie-orły cieszą się, że mają wiaderko i owocek. Fantastyczne arabskie dywany, z dużą nutą smutku, bo sporo tych pięknych rzeczy zniszczało w Syrii wraz z ludźmi, którzy byli potomkami autorów. Bardzo konkretnie planuję całą Wyspę na jakiś letni dzień.

Inskrypcja / Źródło inspiracji "Niekończącej się opowieści" Człowiek orzeł ma wiaderko i owocek / Kciuki aprobaty

Berlinerdom, Trzy dziewczęta i chłopiec, wreszcie jarmark przy St. Marienkirche.

GALERIA ZDJĘĆ
Poprzednie wizyty: "Spectrum" - 2016 i 2014; jarmark przy St. Marienkirche 2014, 2013 i Gedächtniskirche 2014.

W tle "Avalon" Roxy Music. To płyta bezczasowa, pasuje i do grudniowych wspomnień, i do lutowej rekonwalescencji.

Adresy: Taschen Berlin - Schlüterstr. 39.
Restauracja hinduska Appka - Maybachufer 23.
Restauracja grecka Taverna Athene - Tempelhofer Ufer 12.
Pergamonmuseum - Bodestraße.

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek luty 9, 2018

Link permanentny - Tagi: Niemcy, berlin - Kategorie: Listy spod róży, Maja, Fotografia+ - Komentarzy: 7


La casa de papel / Dom z papieru

Silene, uciekającą właśnie przed policją po nieudanym skoku, zatrzymuje na ulicy sympatycznie wyglądający mężczyzna w okularach i proponuje jej udział w unikatowym napadzie. Decyzję nie jest trudno podjąć, bo alternatywą jest powrót do rodzinnego domu, gdzie policja już zastawiła na nią pułapkę przy współudziale jej rodziców. Mężczyzna w okularach, Profesor, zebrał 8 specjalistów i zaplanował kradzież ponad 2 miliardów euro w nienamierzalnych odcinkach. Ba, nawet wygląda na to, że podczas kradzieży nikt nie ucierpi. Szybko się okazuje, że mimo przepracowania każdego szczegółu, zawsze jest jakiś element, który może zawieść (ze szczególnym uwzględnieniem elementu ludzkiego), stąd grube emocje. Ba, często widz jest wprowadzany w błąd, żeby w kolejnym odcinku przekonać się, czy rzeczywiście sytuacja wymknęła się Profesorowi spod kontroli.

Narratorką jest specjalistka od napadów, Silene, aktualnie nosząca pseudonim Tokio. W zaatakowanej przez drużynę Mennicy Narodowej w Madrycie poza nią jest ekspert od zabezpieczeń (Rio), znawca materiałów wybuchowych i drążenia tuneli (Moskwa) z synem-mięśniakiem (Denver), ekspertka od fałszowania pieniędzy (Nairobi), dwóch silnych i milczących mężczyzn o etnicznym pochodzeniu, obeznanych z bronią (Helsinki i Oslo) oraz psychopatyczny znawca ludzkich zachowań (Berlin). A, i zakładnicy - pracownicy banku oraz przypadkowa grupka uczniów, odwiedzających Muzeum Pieniądza, nieprzypadkowo w skład której weszła córka ambasadora Wielkiej Brytanii, 67 osób. Profesor obstawia całość z zewnątrz i z gracją wkręca się w bliską okolicę prowadzącej negocjacje specjalistki, Raquel (w czym pomaga wydatnie fakt, że matka Raquel ma Alzheimera, a sama policjantka wiele problemów ze sobą).

Wiadomo, przy takiej skali przedsięwzięcia czasem trzeba zawiesić niewiarę na kołku (serio - opieranie akcji na tym, że uda się założyć w okularach policjantowi podsłuch to jednak za dużo nawet dla mnie; ale może są ludzie, którzy nie zwrócą uwagi na taki drobiazg jak metalowy krążek o pół centymetra średnicy wspawany w zausznik, nie wiem, nie oceniam) i nie zadawać pytań np. w jaki sposób wyżywić przez ładne kilka dni ponad 70 osób. Z takimi założeniami to bardzo smaczny serial, zwłaszcza że nieamerykański i z ciekawymi rozwiązaniami fabularnymi.

Absolutnie czekam na drugi sezon.

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek luty 8, 2018

Link permanentny - Kategorie: Oglądam, Seriale - Komentarzy: 1


Kamil Fejfer - Zawód. Opowieść o pracy w Polsce. To o nas

Wielką fanką ironiczno-depresyjnego profilu Magazynu Porażka na Facebooku będąc, nastawiłam się chyba na coś innego niż 10 felietonów o tym, że w zasadzie wszędzie w Polsce jest kijowo pracować. Owszem, jest coś złowrogo nie tak, że pracownik naukowy z dorobkiem zarabia mniej kasjerka w markecie (i równie złowrogie jest to, że za ciężką pracę kasjerki również nie ma sensownego wynagrodzenia, które pozwala zasypiać bez strachu i mieć oszczędności), że udawanie etatu przez umowę-zlecenie bądź jednoosobowądziałanośćgospodarczą nie jest chronione prawem pracy (#BTDT, dwie niezapłacone faktury), a celem korporacji jest wyżęcie z pracownika wszystkiego, co wymagane, mamiąc go wizją awansu i kartą Benefit. No jest źle. Niestety, nie ma recepty na to (poza wyjazdem za granicę, gdzie z kolei nikt człowieka nie tytułuje kierownikiem i nie ma kolegów czy rodziny). Nie jest to lektura na depresję, na rosnący licznik odrzuconych (lub - gorzej - pozostawionych bez odpowiedzi) cefałek, niestety, nie jest to lektura na żaden stan ducha, tylko smutny signum temporis.

#10

Napisane przez Zuzanka w dniu środa luty 7, 2018

Link permanentny - Tagi: polska, panowie, felietony, 2018 - Kategoria: Czytam - Skomentuj


Carl Zafon Ruiz - Więzień nieba

Przedświąteczny kryzys 1957 roku daje się we znaki w księgarni Sempere i Syn, co motywuje ojca do wstawienia na wystawę świątecznej szopki w celu przyciągnięcia klienteli. Efekt zostaje osiągnięty, aczkolwiek oprócz klientów właściwych pojawia się tajemniczy starzec bez ręki, który dokonuje zakupu nietypowego prezentu dla... Fermína Romero de Torres. Akcja rozdziela się na dwa tory: współcześnie Daniel Sempere, aktualnie młody ojciec, śledzi dziwnego mężczyznę, próbując zapobiec problemom w życiu przyjaciela, który właśnie się dowiedział, że będzie ojcem, a na dniach ma zostać młodym małżonkiem; jednocześnie Fermín rozpoczyna wreszcie swoją opowieść o przeszłości, której unikał od lat. Historia wydarzeń z 1939 roku, kiedy to Fermín został osadzony w więzieniu Montjuic i poznał Davida Martina (bohatera "Gry Anioła"), wyjaśnia tajemnicę nagłej śmierci matki Davida, Isabelle (asystentki Martina) oraz ujawnia trochę przeszłości samego Fermína.

Mimo mrocznej tematyki - więzienia w żadnym chyba systemie politycznym, a już zdecydowanie we frankistowskiej Hiszpanii - nie są tematem lekkim, książka to kopalnia pysznych dialogów (bo nie tylko Fermín jest człowiekiem złotoustym, bez względu na mizerię sytuacji); są szlachetni przestępcy i równie szlachetne damy negocjowalnego afektu, bandytami okazują się za to ludzie na stanowiskach. Epizodycznie pojawia się Cmentarz Zapomnianych Książek.

Niestety, ten tom ma kilka wad - absurdalnie największą z nich jest mikra objętość. Zanim akcja w ogóle zdążyła się rozkręcić - koniec (zgaduję, że to kamyk pod kolejną część, ale zdecydowanie dynamika na tym traci). Część wątków pozostaje nierozwiązana (np. dokąd Bea wybierała się, skoro nie na spotkanie z byłym narzeczonym), kolejne są skwitowane jednym prawie że zdaniem (co się stało z Martinem i jego wieloletnim prześladowcą). Irytację budzi przejście Davida i Bei ze stanu radosnego zakochania do siermiężności życia małżeńskiego, w którym ona dba o dom i dziecko, a on siedzi w pracy, wracając czasem nad ranem, bo akurat ma męskie sprawy przy alkoholu.

Inne tego autora tutaj.

#9

Napisane przez Zuzanka w dniu środa luty 7, 2018

Link permanentny - Tagi: panowie, hiszpania, beletrystyka, 2018 - Kategoria: Czytam - Skomentuj


Rita

Jeśli myślicie, że nie ma nudniejszego serialu niż obyczajówka o szkole, to setnie się mylicie. Przede wszystkim szkoła jest w Danii, gdzie niekoniecznie typowe rozwiązania pedagogiczne są w cenie, a ludzie - oczywiście dalece nie wszyscy - bywają dość nietradycyjni w swoich poglądach i zachowaniu. Rita jest nauczycielką i to całkiem niezłą - dobrze dogaduje się z dziećmi, nawet tymi problematycznymi. Jak sama mówi, wybrała bycie nauczycielką, żeby chronić dzieci przed niektórymi rodzicami (co w trakcie kolejnych sezonów, kiedy pojawia się jej matka i ojciec, niejako wszystko wyjaśnia). Absurdalnie, sama niespecjalnie dobarze dogaduje się ze swoimi dziećmi - najmłodszym Jeppe, który właśnie odkrywa, że jest homoseksualistą, średnią Molly, która na progu dorosłości nie jest w stanie zachowywać się jak dorosła czy wreszcie z najstarszym Rocco, w stabilnym związku, tuż przed założeniem rodziny. Rita postępuje zawsze po swojemu, ale ma przy okazji wiele deficytów, w czym nie pomaga rozwiązywanie problemów za pomocą alkoholu i przygodnego seksu[1].

Uwielbiałam pierwsze trzy sezony - skomplikowany związek między Ritą a dyrektorem szkoły Rasmusem, przerywany różnymi epizodami z innymi panami[2], walkę o trudnych uczniów, drugoplanowych nauczycieli (zwłaszcza Hjordis, która jest niesamowitym połączeniem szczeniaka i elfa, absolutnie przy tym nieirytującym). Czwarty sezon, mam wrażenie, został zaplanowany jako schyłkowy - Rita po zamknięciu szkoły, której poświęciła sporo swojego dorosłego życia, wraca do miasteczka, w którym się wychowywała, żeby tam podreperować lokalną szkołę. Niestety, jest to sezon najsłabszy, bo Rita głównie przemyka się po swoich śladach, kiedy miała 16 lat i próbuje naprawić to, co wtedy zaszło.

[1] Totalnie wierzę, że jak się ma prozopagnozję, to można wyrwać w pubie bwpn fjbwrw anwoneqmvrw ceboyrznglpmarw hpmraavpl.

[2] Wprawdzie kibicowałam bardzo dynamice duo Jonas-Rita, ale scenarzyści mniej (robiąc z tego pierwszego palanta zamiast erotomana), więc moim faworytem został Said.

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek luty 6, 2018

Link permanentny - Kategoria: Seriale - Skomentuj