Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Zygmunt Zeydler-Zborowski - 7 kanarków Maurycego

Cała ta historia nigdy by się być może nie zdarzyła, gdyby Maurycy poszedł do kina.
… co jest pewną przesadą, bo historia się i tak by zdarzyła, tylko Moryś nie byłby w nią zaangażowany (a dwa kanarki miałyby dłuższe życie). W każdym razie, Moryś - młodzieniec raczej pierdołowaty i mało przebojowy - wraca do domu zamiast iść do kina, bo narzeczona, Joanna, wystawiła go do wiatru. Niespodzianka, zastaje w łóżku swojego współlokatora, Krzysztofa, właśnie Joannę w negliżu (tak, też uważam, że to było proszenie się o kłopoty). Ponieważ, jak wspomniałam, Maurycy nie jest zbyt asertywny, to właśnie on wyprowadza się z mieszkania na stryszku, biorąc ze sobą 7 kanarków, mimo że mieszkanie jest jego[1]. Zatrzymuje się u znajomej, Tereni, córki profesora; w nocy budzi go ktoś wchodzący przez okno do profesora, który niedługo potem - ale dalej to środek nocy - daje mu list i prosi o dostarczenie na drugi koniec miasta. Na miejscu Maurycy znajduje, tak, zwłoki właśnie Krzysztofa, panikuje i ucieka, ze strachu - wszak miał motyw - wybiera strategię wyparcia, nic nie zaszło, nic nie widział, tym bardziej, że indagowany profesor wypiera się całej sprawy, zrzucając to na zwidy. Co ciekawe, Krzysztof dzwoni do Maurycego i informuje go, że na jakiś czas wyjechał, a ojciec Krzysztofa pokazuje list nadany w Paryżu, pisany ręką syna, z informacją o zadomowieniu się w nowym miejscu.

Dopiero w połowie książki pojawia się duet Walczak-Downar (obydwaj w randze kapitana); trafiają przypadkiem po awarii samochodu do pałacu w Koronowie, gdzie odpoczywa warszawska śmietanka - między innymi ojciec Krzysztofa z młodą żoną i profesor, ojciec Tereski. Właściwe śledztwo zaczyna się od samobójczej śmierci profesora, który ewidentnie przestraszył się widoku władzy wykonawczej. Po nitce do kłębka trafiają do Maurycego i zaczyna ich zastanawiać fakt tajemniczego wyjazdu Krzysztofa. Tło jest bogate - aktor-pederasta[4], fałszerstwo czeku (czego Walczak nie cierpi, bo nic tak go nie nudzi, jak przestępstwa finansowe), kolekcja obrazów odzyskanych po wojnie, rzut oka na studiującą na Politechnice młodzież, znudzoną żonę przy mężu (niedwuznacznie zainteresowaną Downarem, bo to - mimo zagrypienia - mężczyzna postawny i przystojny) czy szantaż z powodu kolaboracji w czasie wojny. Do wyjaśnienia zbrodni przydają się kanarki Maurycego oraz para rogów, które zniknęły z pewnej ściany.

Się je: chleb z masłem i świeżą szynką, kawiorek, śledzik, tatar, sardynka, jajeczko w majonezie (na przyjęciu pod wódeczkę), bryzol i tort (w Bristolu), rumsztyki, a po rumsztykach steki cielęce i omlet z konfiturami na deser (w Kaskadzie), bitki wołowe z makaronem i omlet z dżemem (w pałacu w Koronowie, pyszne, ale mało!).
Się je (jak się jest kanarkiem): jabłka, biszkopty, sałatę, siemię lniane, osasepię (ususzona muszla mątwy).
Się reaguje na milicję:

- Panie profesorze, przyjechali z milicji.
Wiadomość ta wywołała konsternację. Na całym bowiem świecie, niezależnie od ustroju i szerokości geograficznej, słowo „milicja" czy „policja" oddziałuje w sposób deprymujący na ludzi choćby nawet najuczciwszych.

Się mówi slangiem: ustawić cizię na chatę, wyrolować zaflitowanego piklafona (?!?).
Się pije: wódkę [2], koniak, francuskie białe wino „Haut Sautene”, krupnik[3], wiśniak, drinki z jałowcówki, wermutu i soku ananasowego, grzaniochę (na grypę, oczywiście, z piwa, jaj i ćwiartki wódki).
Się pali: giewonty, Moryś nie pali.
Się przebiera: porucznik Kobiela za montera od telefonów w celu dokonania przeszpiegów w mieszkaniu podejrzanej.
Się nie ceni: kina amerykańskiego:
Film był podły, mocno szmirowaty. Wyszli z kina zniechęceni.
- Przepraszam, że zaprowadziłem cię na taką chałę - powiedział zmartwiony Maurycy.
Uśmiechnęła się i wzięła go pod rękę.
- Przecież to nie twoja wina, Moryś. Nie wszystkie filmy amerykańskie są dobre.

[1] No też nie do końca. Rzewna historia, wywalili Morysia za niewinność z akademika, plątał się po ulicy, aż zgarnął go życzliwy staruszek, właściciel kanarków, i zaproponował mieszkanie w zamian za opiekę nad ptaszkami, po czym umarł, a młodzieniec zaniedbane mieszkanie w kamienicy do rozbiórki przejął. A potem pozwolił mieszkać Krzysztofowi, synowi zamożnego architekta, który pokłócił się z ojcem i bez skrupułów wystawił Morysia za drzwi.

[2]

- Nie powinnaś mnie prowadzać na te ochlaje. Tylko sobie niszczę zdrowie (...).
- Nikt ci nie każe pić. Jak ci szkodzi, to nie pij.
Czekał tylko na to, żeby się odezwała. Wybuchnął.
- Łatwo ci mówić „nie pij". To się tylko tak gada. Spróbuj coś załatwić u nas w Polsce bez wódki. Zobaczysz. „Panie inżynierze, skoczymy na jednego", „Panie inżynierze, musimy to oblać", „No jak to? Nie napije się pan z nami?", „Heniu, cyk na drugą nóżkę", „Heniu, jak Boga kocham, ze mną się nie napijesz?". I tak wszędzie i tak w kółko. Aż do obrzydzenia. A spróbuj odmówić. Natychmiast stajesz się śmiertelnym wrogiem, człowiekiem podejrzanym, niegodnym zaufania, przyjaźni. Wychodzisz z obiegu, kończysz się. Tylko ten, kto chla wódę, ma u nas jakieś szanse życiowe.
Ale to nie do końca tak, że to żona zmusza męża do wypitki:
Zaróżowiona nienaturalnie twarz i błyszczące oczy świadczyły o tym, że pan inżynier pił do obiadu nie tylko fructovit.
- A, pan kapitan! (...) Napije się pan czegoś mocnego?
- Dziękuję, już piłem.
-Już pan pił? Cha, cha, cha. To dobre, to wspaniałe. Ja, prawdę mówiąc, też już piłem. Ale nie można inaczej. Trzeba dbać o zdrowie. Ta epidemia grypy[3]...

[3] Ponieważ jest sezon grypowy, chorują i świadkowie/podejrzani, ale też i Downar, który mimo gorączki łazi po mieście. Walczak leczy “domowymi metodami” i Downara, i - jak poniżej - profesora, bo *zupełnym przypadkiem* nosi ze sobą flaszkę spirytusu.

- Zabieraj to lekarstwo i aspirynę. Dosyć mam tego świństwa. Pan kapitan będzie mnie leczył krupnikiem, staropolskim krupnikiem. Czy słyszał kto, żeby dawna szlachta chorowała na grypę? Skądże! W dawnej Polsce grypa była zupełnie nieznana. A dlaczego? Bo pili krupnik, gorący krupnik. I nie tylko krupnik — dodał ciszej.
Pani profesorowa spojrzała na męża z wyrzutem.
- Ależ Józieczku, co ty wyprawiasz? Obawiam się, że masz większą temperaturę.
- Zrób nam krupniczku, kochanie - powiedział energicznie chory, który w obecności gościa czuł się o wiele śmielszy.
- Nie mam przecież spirytusu - próbowała argumentować sterroryzowana kobieta.
Walczak poderwał się i pobiegł do przedpokoju.
- Mam spirytus! - zawołał triumfalnie i wyjął ćwiartkę z palta.
Profesorowa musiała skapitulować.

[4]

Idziemy na ubaw.
- Gdzie?
- Do Podjemskiego. Nie znasz go?
- Do tego aktora?
- Właśnie. Zaprosił nas na wieczór.
Maurycy skrzywił się niechętnie.
- Słyszałem, że to jakiś zboczeniec.
- No pewnie. Stary pedał. Ale co ci szkodzi. Nie bój się.
- Nie zgwałci cię. Nie lubi takich drągali.
(...)
Ciekawie przyglądał się temu pulchnemu mężczyźnie, którego gładka, mocno napudrowana twarz przypominała raczej twarz podstarzałej kobiety.

Inne tego autora tu.

#119

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota września 26, 2020

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: 2020, kryminał, panowie, prl - Skomentuj


Białystok - Pałac Branickich, czyli do czego może doprowadzić zamiłowanie do oliwek

W zasadzie niespecjalnie planowałam odwiedziny w Białymstoku, bo w okolicach Hajnówki było i tak mnóstwo dobra, ale to reszta wycieczki, znudzona zapewne smażonymi w panierce, orzekła, że a może by tak jakaś grecka restauracja w pobliżu. Najbliższa, jak się okazało, była właśnie w Białymstoku, a że było to mniej więcej po drodze z Kruszynian (oraz w planach był też Supraśl, niestety pominięty z braku czasu i ochoty). W ten sposób trochę przypadkowo trafiłam do Pałacu Branickich, czego się nie spodziewałam, ale skoro restauracja była tuż obok - los tak chciał. I jak restauracja niespecjalnie zachwyciła (wszystko w miarę smaczne, ale bez rewelacji, zwłaszcza przesuszone w piecu dolmadakia, plus kelner zignorował moją prośbę o usunięcie pomidora z listy składników sałatki, co mnie zawsze irytuje niepomiernie, zwłaszcza w przypadku komponowania sałatki na bieżąco), tak ogrody przy pałacu - perełka. Goniła nas burza, stąd mocno zaakcentowane niebo i pięknie kontrastujące światło.

Jeśli znacie jakieś inne ciekawe miejsca w Białymstoku, podzielcie się - myślę, że za jakiś czas tam wrócę.

Adresy:

GALERIA ZDJĘĆ.

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek września 25, 2020

Link permanentny - Kategorie: Listy spod róży, Fotografia+ - Tagi: podlasie, polska, bialystok - Skomentuj


Ewa wzywa 07 85-87

Ignacy Seweryn Kryński - Szwedka #85

Spis osób:

  • Ignacy Seweryn Kryński (37) - narrator i autor(!), zwany Sawką
  • Hanka Rut - narzeczona Sawki, plastyczka
  • Cyryl Goldman - pęta się przy Hance, młodzieńczo śliczny i beztroski
  • Katarzyna - przyjaciółka Hanki, ma okrągłe, ptasie oczy
  • Paweł Maciak - od 4 lat mieszka w Kazimierzu, artysta, pozuje na Chrystusa
  • Zyta - żona Pawła, duża i tęga, ale zgrabna i sprężysta, dobrze prowadzi samochód
  • Woźniakówna - nastolatka z podrapanymi nogami, pechowa pasażerka pociągu
  • kapitan Jacek Białowiejski - rozpracowuje morderstwo Brikson
  • Gunnar Brikson (29) - zamordowana szwedzka turystka
  • Stanisław Malkiewicz - znany grafik, również mieszka w Kazimierzu
  • Markowska - ze spożywczego, jechała pociągiem krytycznego dnia
  • Wanda Jagielska - dziennikarka z telewizji, Malkiewicz z nią nie gada, ale Markowska i owszem
  • porucznik Kinga Borzęcka - oficer Stołecznej Komendy MO, rozpracowuje morderstwo Jagielskiej
  • Andrzej Jagielski - eks-mąż Wandy, pracownik Radiokomitetu, it’s always a husband, więc podejrzany o zabójstwo żony
  • Tadeusz Barański - kolejarz, pechowo rozmawiał ze Szwedką w pociągu
  • Jurek Burski - korespondent Sawki ze Stanów
  • Mr Ogorec (Ogórek) - polski właściciel chińskiej knajpki w Nowym Jorku
  • Michał Burany - zapuszczony malarz, lokator Sawki, z niewiadomych powodów utrzymywany przez Hankę
  • pani Janicka - spontanicznie sprząta u Sawki oraz gotuje obiady
  • Marcin Rut - profesor, stryjeczny dziadek Hanki, ma dobrą pamięć i mało go dziwi
  • Antosia - pracuje u profesora Ruta, lubi sobie strzelić kielicha
  • Anna - matka Hanki, Francuzka, nie żyje
  • Henryk - ojciec Hanki, bratanek profesora, znany lekarz, aktualnie podobno w Hongkongu
  • Krysia - pomoc domowa Maciaków
  • pułkownik Stanisław Bieda - wtyka Sawki w komendzie, szef Białołęckiego

Sawka, rencista po wczesnym zawale (przy czym bliżej nie wiadomo, czym się wcześniej zajmował - filozof z wykształcenia, naukowiec, dyplomata, autor powieści kryminalnych?), nie za bardzo ma co ze sobą robić po wyjeździe ekscentrycznej narzeczonej-artystki (USA, Meksyk i Izrael). Wybiera się więc w odwiedziny do kolegi w Kazimierzu, ale zamiast odpoczynku trafia w sam środek śledztwa - ktoś zabił pasażerkę pociągu, którym jechał. Niedługo potem giną kolejne osoby - dziennikarka, która podobno rozmawiała z naocznym świadkiem, kolejarz widziany z zamordowaną Szwedką, nastolatka siedząca w przedziale Sawki. Jak się łatwo domyślić, narrator nie ma poczucia zagrożenia, mimo że dookoła niego dzieją się rzeczy dziwne. A to dostaje wiadomości o narzeczonej z różnych źródeł, ktoś nawet - wbrew faktom - widział ją w Warszawie, a to nachodzą go wynajmujący poddasze na starym mieście malarze-lekkoduchy, sugerując, że narzeczona nie odmawia im pieniędzy, ktoś bywa (i pali papierosy) w jego mieszkaniu pod jego nieobecność, wreszcie ktoś uderza go w głowę i Sawka budzi się w szpitalu.

Rozwiązanie intrygi jest dramatyczne - zaprzyjaźniona milicja zbiera wszystkich zainteresowanych w mieszkaniu Sawki, podaje szereg faktów, kierując podejrzenia w dość absurdalnym kierunku i liczy na to, że obecny w pokoju morderca straci zimną i krew i się przyzna. Oczywiście tak się kończy, a winny popełnia w więzieniu samobójstwo.

W telewizji: drużyna Górskiego i Watergate Nixona.
Się pije: ogólnie dużo, a w detalu białą wódkę, koniak i domową nalewkę.

Stefan Kos - Śmierć krąży o zmroku #086

Spis osób:

  • Jan Dymek - stróż nocny w magazynach spółdzielni “Przyszłość”, znalazł zwłoki ofiary “wampira”
  • Irka Pawelczyków - kioskarka, poszła jakiś czas temu do biura i nie wróciła
  • sierżant Chomoński - MO Poręba, powolny, ale czujny
  • kapitan Kęski - KG MO, jeden z najbardziej twardych i upartych w służbie, choć wolno awansuje
  • porucznik Patryk - zdolny analityk, odpowiada za mapy i wykresy
  • Maria Wasilewska (24) - denatka, niezamężna, ale w zaawansowanej ciąży[1], pracownik umysłowy
  • Stanisław Geza - reporter “W Służbie Narodu”[2], rozpytuje tu i ówdzie, bo ma urlop
  • Wytycz - jasnowidz, mieszka opodal we wsi Gołąb, po seminarium duchownym
  • stara Wasilewska - matka zabitej, próbuje manewrować śledztwem
  • inż. Zbigniew Melczarek - obiekt szkalowania anonimami, wdowiec z willą
  • doktor Herbst - znany i szanowany lekarz, ginekolog z klauzulą sumienia
  • Zofia Narowska - pielęgniarka z kardiologii
  • Wilhelm Szmit - syn sąsiadów Narowskiej, trochę durnowaty i nie panuje nad popędem[3]
  • Marta Krzyżogórska - skądinad rozwódka, kochanka Melczarka, ma duże, białe piersi
  • gosposia jasnowidza - dwa złote zęby i czarne oczy, co to się rozjeżdżają na boki, wścibska i zawistna
  • Herbstowa - internistka, katoliczka
  • Krzysztof Lebioda (40) - magazynier z Zakładach Mechaniki Precyzyjnej, w stałej niezgodzie z żoną
  • Snopkiewicz - niezbyt zdolny architekt z Poręby

W okolicach Poręby zgwałcono i zamordowano 9 kobiet. Milicja ochrzciła mordercę Pętlarzem (od pętli, jaką dusił swoje ofiary) i - jako że pojęcie seryjnego mordercy były już znane w PRL (a nie tylko na zgniłym Zachodzie) - przygotowała szczegółowe analizy zachowania, z mapą, trasą kolei, którą się potencjalnie przemieszcza, a nawet związkami z fazami księżyca. Ba, zajmują się nawet profilowaniem (psycholog, socjolog, psychiatra i seksuolog), czytają opracowania Jamesa Russela (tego od wampira z Bostonu, “Zielonego Człowieka”). Zamordowanie Marii i pozyskanie jej pamiętnika poszerza krąg podejrzanych o mieszkańców Poręby, tym bardziej, że samotna dziewczyna była w ciąży, zniknął pierścionek z brylantami, który ukrywała przed matką, a w jej torebce znaleziono 15 tys. złotych i plan domu, co sugerowało jednak motyw osobisty. W pamiętniku w zawoalowany sposób pisała o spotkaniach i swoich oczekiwaniach, posługując się pseudonimami i metaforami; sprytny redaktor Geza powoli odkrywa, kim był “Boj”, “Doktorek” i “M.D.”. Odwiedza również, na prośbę matki zamordowanej, lokalnego jasnowidza. Milicja otrzymuje też dziwne anonimy, kierujące śledztwo w stronę inżyniera, budującego od kilku lat willę. Półtora ofiary później (jedna przeżyła dzięki stalkerowi) milicja aresztuje “wampira”.

[1] Ciąża jest tak “zaawansowana”, że jeszcze nie widać. Absurdalnie, nie budzi to niczyjego zdziwienia, nikt nie zadaje pytań o ojca. Matka Wasilewskiej jest wręcz obrażona, że milicja sugeruje iż jej córka chodziła do ginekologa.

[2] Mimo że po szkole milicyjnej. Przez to trochę z niego szydzą na komendzie, ale jest - jako “swój” - dopuszczony do tajemnicy śledztwa.

[3] Wilek Szmit swego czasu na siłę pocałował Zofię i zasugerował, że tak mu się podoba, że ją zgwałci. Potem śledził ją we mgle, co uratowało dziewczynie życie, bo spłoszył “wampira”. Widać jak na PRL było to nadzwyczaj romantyczne, więc w finale milicja zostaje zaproszona na ślub pary.

Się używa: pudru “Celia”, kremu do rąk “Uroda”, czerwonej szminki “Max Factor”.
Się pije: koniak do kawy, piwo (dla zdobycia informacji), Martel (w zacisznym motelu).
Się planuje aborcję: podobno wystarczyło 15 tys. (chociaż dama prosiła o 50 tys. na początku).
Się ma: papieża na ścianie.
Się nosi: jaskrawe kreacje na wysoki połysk w stylu Maison Ciuch.
Się pali: sporty.

Andrzej Krzysztof Barcz - Madonna z Piaskowej Góry #087

Spis osób:

  • Paweł Wert - konserwator, a naprawdę porucznik incognito
  • ksiądz proboszcz - zaaferowany starszy pan
  • Jerzy Braniecki - poprzednik Werta, kochliwy
  • Zatłokowa - wynajmuje pokoje, dobra parafianka, ale długi język
  • Marta Nowak - nauczycielka, kochała się w Branieckim
  • Dzidek Tobola - skórzana kurtka i koszula w kratę, zarządza budową browaru we wsi
  • Zosia - kelnerka w Regionalnej, mini i senny wzrok
  • Kazimierz Waśko - lokalny zakapior, lubi wypić i popatrzeć na gołe panie
  • Irena Firas - prowadzi sklep galanteryjny, skupiona na zawartości portfela
  • doktor Detyniecki - kolekcjoner, organizuje obiady czwartkowe
  • Nowocień - weterynarz, z żoną w Bułgarii
  • Korda - przedwojenny rejent, skłócony z Branieckim i z Firasową
  • Sobociński - kierownik poprawczaka, wdowiec, odmładza się koszulą w kropki i baczkami
  • Zajączkowski - kierownik cukierni, lubi się otaczać zamożnymi
  • Jadwiga Zajączkowska - żona cukiernika, o niepokojąco dużym biuście i tzw. reputacji
  • Łucja Detyniecka - żona doktora
  • Filip - bratanek doktora, student, chętny do współpracy z milicją
  • Józefowa - gosposia u doktorostwa
  • Witold Kowalewski - stomatolog, czasem kłamie
  • starszy sierżant Kujawiak - przypadek i szczęście pomagają mu w pracy
  • major Baliński - zwierzchnik Werta
  • Borowicz - kulejący woźny szkolny, snuje się po mieście i dużo widzi
  • kapitan Morski - niewysoki, ale przystojny, o twarzy zeszpeconej blizną na policzku
  • Stefania Wójcik - znalazła zwłoki Borowicza, pisał jej podania do urzędu
  • Stefańska (87) - sąsiadka Borowicza, wiekowa, ale wszystko pamięta
  • Józek Michalak - popijał z Waśką
  • Anita Falango - rewelacyjna (podobno) gwiazda striptizu

Kościół z XIV wieku w małym miasteczku. Konserwator zabytków podczas renowacji odkrywa cenną rzeźbę, niestety zostaje zamordowany, a rzeźba znika. Na jego miejsce przybywa funkcjonariusz incognito i szybko rozgryza lokalne układy towarzyskie - kto się z kim przyjaźni, kto kogo nie lubi, kto się w kim kocha i kto mówi nieprawdę. W finale zbiera wszystkich poznanych mieszkańców w willi doktora i opisuje przebieg śledztwa, żeby na końcu wskazać jedną z obecnych na spotkaniu osób.

Się pali: klubowe[1].
Się je: sery, miód i konfitury na plebanii, schabowego w “Regionalnej”, bulion z żółtkiem, ragout z baraniny (u doktora), jajeczniczkę z bułką (u gospodyni).
Się pije: koniak i piwo, domową nalewkę, White Horse/Martel.
Się wiesza: Kossaki, Axentowicze, Fałaty i Malczewskiego.
Się ma: meissenowskie filiżanki (sic!).
Się czyta: Córkę rzeźnika Harasymowicza oraz Borgesa.

[1]

- Poproszę paczkę Klubowych.
Mężczyzna mrugnął do kioskarki, a ona dyskretnie podała mu paczuszkę “Eros”.
- Panie poruczniku, mam małą prośbę. Jest taka seria: “Ewa wzywa 07”. Dają mi tylko trzy egzemplarze, a ludzie tak się o to dopominają. Czy mógłby pan powiedzieć w zarządzie dwa słowa, żeby przysyłali więcej?...

Inne tego autora:

  • Rendez-vous w hotelu „Royal”

Inne z tego cyklu tutaj.

#118

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek września 24, 2020

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: 2020, kryminał, panowie, prl - Skomentuj


The Boys

”The Boys” (Chłopaki) to ekranizacja komiksu, powtórzę więc, jakie mam podejście do ekranizacji. Nie oczekuję, a wręcz nie chcę nawet, żeby były linearnym przeniesieniem książki na ekran, jak było kiedyś w przypadku “Sin City” czy ostatnio “Dobrego omenu”; mam wtedy poczucie, że konsumuję dokładnie tę samą treść. A wolę nową, więc jeśli dostaję coś na motywach, ale doskonale mi się to ogląda (patrz “Preacher”), to taka opcja mi najzupełniej odpowiada.

Superbohaterowie są realni - ratują i zwykłych obywateli, ale też podejmują się czasem bardzo ważnych akcji w celu zadbania o światowy ład ku pożytkowi wszystkich nacji, chociaż oczywiście przede wszystkim USA. Dlatego Annie ogromnie się cieszy, że może dołączyć do prestiżowej drużyny Supów, Siódemki i jako Gwiezdna/Starlight nieść pomoc swoimi mocami. Tyle że nie. Nie chodzi ratowanie nikogo, tylko o wspieranie mocarstwowej polityki Stanów oraz własne interesy korporacji Voight, która zajmuje się marketingiem, merczendajzingiem i PR-em Supów. Większość wyczynów znudzonych, egotycznych i często brutalnych superbohaterów jest zamiatana pod dywan, ale czasem - jak w przypadku śmierci Robin, przez którą przebiegł naspidowany A-Train, najszybszy człowiek na świecie - trzeba przeprosić i zaofiarować rekompensatę. Niestety, Hugh, narzeczony Robin, nie jest zainteresowany ani nieszczerymi przeprosinami, ani ochłapkiem w postaci 45 tys. dolarów, chce zamiast tego zemsty. Do drużyny werbuje go Billy Butcher/Rzeźnik, człowiek z przeszłością w służbach, również skrzywdzony przez superbohatera, Ojczyznosława/Homelandera.

Jakie to jest pyszne! Krew się leje strumieniami, ironia i sarkazm na każdym kroku, wysoko powiewający gwiaździsty sztandar jest nieco powalany, a etos superbohatera można sobie schować; bardzo łatwo jest uwierzyć, patrząc na przykład na ludzi u władzy, że obdarzeni nadnaturalnymi mocami, a przy tym zabezpieczeni przez korporację finansowo i politycznie, Supowie (Supy?) niewiele sobie robią z prawa czy humanitaryzmu. Aktorsko - perełka, trzon obsady świetny, dawno nie widziana, a ślicznie starzejąca się Elisabeth Shue jest jednakowo urocza jak i demoniczna, sporo mrugnięć do widza - np. Haley Joel Osment jako czytający w myślach. I fabuła wcale nie jest taka ostatnia.

Aktualnie dostępne jest półtora sezonu, nie mogę się doczekać kolejnych odcinków sezonu drugiego. Ale nie narzekam, bo to wkurza Ojczyznosława.

Napisane przez Zuzanka w dniu środa września 23, 2020

Link permanentny - Kategorie: Oglądam, Seriale - Komentarzy: 2


Nad dachami Poznania

[25.08.2020]

W zasadzie to chciałam w uroczy wtorkowy wieczór iść zupełnie gdzie indziej, ale w końcu trafiłam na którąś tam, kto-by-to-liczył, rocznicę ślubu na kawę z pianką do Patio Prowansja. Restauracja mieści się na dachu hotelu Kolegiackiego, trzeba rezerwować, albo - tak jak ja - wbić się i liczyć na wolny stolik bądź leżak. I ten widok, niebo od zachodu prosto z katalogu. Chwilowo okolica jest jednym wielkim rozkopem, ale podobno już za chwilę oddadzą plac Kolegiacki przechodniom.

Adres: Pl. Kolegiacki 5.

PS Jedno ze zdjęć powyżej zaliczyło porcyjkę sławy na Insta, zrepostowane przez @thecultureloverz, @moja_polska, @poznaninpixels, @polandphotos i @bestcitybreaks (5 slajd).

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek września 22, 2020

Link permanentny - Kategorie: Fotografia+, Moje miasto - Skomentuj


Colson Withehead - Kolej podziemna. Czarna krew Ameryki

Cora od urodzenia mieszka na plantacji. Nie zna swojej daty urodzin, bo jej matka nie znała kalendarza, zna za to rodzinne opowieści - czy to o babci, która została porwana w Afryce i w ładowni, wszak była towarem, przewieziona do Stanów Zjednoczonych i rozdzielona z rodzeństwem i plemieniem, czy o matce, która wyszarpała dla siebie kawałek poletka, na którym hodowała warzywa. O więcej nie zapyta, bo babcia umarła, a matka uciekła, zostawiając ją samą, wyrzuconą poza społeczność. Nie jest więc jej aż tak trudno podjąć w pewnym momencie decyzję o ucieczce, mimo że nie ma żadnych szans poza plantacją, ale też nie ma żadnych szans na plantacji.

To opowieść fabularna, nawet można nazwać ją przygodową, o losach tych nielicznych niewolników, którzy próbowali uciekać z obozów pracy, jakimi były w większości plantacje bawełny. Nie wiedzieli, co i czy w ogóle coś ich czeka poza plantacją, zwłaszcza że dzięki doskonale wyposażonym w narzędzia i siatkę kontaktów łowcom niewolników większość wracała w kajdanach, żeby zostać brutalnie zabita jako odstraszający przykład. Corze ucieczka się udaje, odkrywa tytułową kolej podziemną, przewożącą zbiegłych niewolników do innego stanu, gdzie prawo jest łaskawsze dla uciekinierów. Problem w tym, że ląduje w kolejnych odsłonach tego samego więzienia - zamknięta na strychu, żeby nie narażać pomagających jej białych, w sielankowym “domu przejściowym”, gdzie poznaje prawdziwy cel resocjalizacji niewolników, wreszcie w komunie, gdzie próbuje ułożyć sobie życie. I o tym po części jest ta historia - o szansach na aklimatyzację w świecie, gdzie nie było miejsca na ciemnoskórych, celowym niszczeniu kultury i świadomości ludzi zmuszanych do pracy, pozbawianych rodzin, o amerykańskim majątku, zbudowanym na zaprawie z krwi Afrykanów na terenach zagrabionych Natywnym Amerykanom.

To też portret nielicznych białych przewijających się przez karty opowieści - dobrej pani, uczącej swoich niewolników czytać i obiecującej im wolność w testamencie, psychopatycznym właścicielu zabijającym dla przyjemności, łowcy niewolników z etosem, ale i bezwzględnością, zawiadowcach Podziemnej Kolei i abolicjonistach (tych z przypadku i tych z wyboru) czy lekarzach-eksperymentatorach, korzystających z ciał niewolników do testów bez ich wiedzy, co tym bardziej przeraża, że - mimo fabularyzowania - niewiele tutaj zostało zmyślone przez autora.

PS Oraz wyszłam ze strefy komfortu, idąc na spotkanie z ludźmi, którzy też tę książkę czytali.

#117

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek września 21, 2020

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: 2020, beletrystyka, panowie - Skomentuj


Berlin - Gärten der Welt

To nie tak, że trafiłam do dzielnicy Marzahn (a konkretnie Marzahn-Hellersdorf) śladami serialu ”Dogs of Berlin [1]; okazało się, że przypadkiem właśnie tu mieszczą się Ogrody Świata, całkiem świeży obiekt rekreacyjny dla dużych i małych. Celowo podjechaliśmy od strony Hellersdorfer Strasse, żeby zacząć od kolejki gondolowej - wejść jest więcej, ale wtedy kolejka jest typowo rekreacyjna; bilet na kolejkę jest w dwie strony z opcją przystanku przy wieży widokowej i torze saneczkowym (warto zachować do wyjścia z obiektu, bo inaczej może być smutno). Na wieżę widokową można windą w opcji dla leniwych, ze szczytu przepięknie widać blokowiska Marzahn i Hellersdorf, w tym najdłuższy mural świata (przejeżdżałam obok, przepiękny!). Młodzież oczywiście nie odpuściła zjazdu saneczkami (takimi korytkami na szynach), ja nie jestem fanką przeżyć ekstremalnych, ale wyraziłam ostrożną chęć - nie było dramatu, trochę panikowałam przy zakrętach, na szczęście projektanci byli lepszymi inżynierami niż ja. Młodzież oczywiście zachwycona, choć narzekała, że można było szybciej, więcej i bez powolnego powrotu pod górę.

Same ogrody, do których można albo ponownie przejechać kolejką, albo przejść się piechotą ze wzgórza widokowego, są spore i mają mnóstwo prześlicznych zakątków. Niektóre kawałki były zamknięte (oranżeria balijska czy labirynt), niektóre ominęłam, bo wycieczka była głodna, więc muszę wrócić za rok, zwłaszcza że w 2021 mają otworzyć dwa nowe ogrody. Najciekawszy chyba był Ogród Chrześcijański (Christlicher Garten) ze złotym płotem z biblijnych wersetów, piękny Ogród Japoński, nader przyjemny zwłaszcza w upalny dzień Ogród Wodny i pachnące obłędnie Rozarium. Dla młodzieży młodszej plac zabaw, dla starszych kawiarnie.

GALERIA ZDJĘĆ.

[1] Za to już zupełnie celowo pojechałam zobaczyć budynek zwany Bierpinsel, ale o tym w następnym odcinku.

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota września 19, 2020

Link permanentny - Kategorie: Listy spod róży, Maja, Fotografia+ - Tagi: berlin, niemcy, ogrod-botaniczny, garten-der-welt - Komentarzy: 1


Tak czy owak / Por H o por B

Hache i Belén, przyjaciółki z podmadryckiej Parli, przeprowadziły się do Madrytu. Na chwilę rozstały się z powodu kłótni; Belén zniknęła na trochę, robić karierę aktorską. Wróciła nagle, z sukcesem w postaci reklamy preparatu na hemoroidy, mimo początkowego oporu Hache, która do swoich licznych kłopotów - niewiernego chłopaka i dwóch kiepsko płatnych prac - nie chciała dokładać chaosu, jaki Belén potrafi wprowadzać w życie. Dziewczyny kręcą się po kultowej dzielnicy Malasaña, rozwiązując liczne problemy swoje i swoich rodzin - pomagają w wesołym miasteczku, skąd wracają z kozą, idą na hipsterską imprezę z narkotykami, sprzedają nagrobek czy pracują jako kelnerka w barze sushi (Belén) czy strażniczka w muzeum figur woskowych (Hache). Hache dodatkowo ma rękę w gipsie, co utrudnia jej życie, ale też dostarcza finalnie sporo radości.

To strasznie sympatyczny i zabawny serial, no chyba że komuś przeszkadza szydera z hipsterki. Madryt, słońce, kolory, przerysowany gej (uwaga, nie ma gołych piersi, ale są gołe juwenilia), ekscentryczna sąsiadka; cały czas miałam wrażenie, że to film Almodovara. Oraz jak wszyscy szybko mówią!

Zaczęło się od króciaka, gdzie dwie dziewczyny rozmawiają o chłopaku jednej z nich (tutaj z angielskimi napisami); mniej więcej w takim klimacie jest cały serial, chociaż oczywiście bardziej dynamiczny.

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek września 18, 2020

Link permanentny - Kategorie: Oglądam, Seriale - Komentarzy: 3


Emily St. John Mandel - Stacja Jedenaście

Podczas przedstawienia “Króla Leara” na scenie na zawał umiera znany aktor, Arthur Leander. Jeevan, który rezygnuje z bycia paparazzim, a chce zostać ratownikiem medycznym, wdziera się na scenę i udziela pierwszego pomocy do przybycia karetki. Wszystko to obserwuje Kirsten, dziecięca aktorka. Aktor umiera, ale nie dlatego ta noc dla wszystkich będzie znacząca - właśnie wybuchła epidemia “gruzińskiej grypy”[1], ogromnie zaraźliwa i nieuleczalnie śmiertelna. Przepełnione szpitale, ludzie próbują wyrwać się z miast w bezpieczne miejsca, coraz więcej śmierci, stopniowo cywilizacja upada - nie ma kto nadzorować fabryk, produkcji prądu, zamiera internet. Właściwa część opowieści, przerywana dygresyjnymi historiami z przeszłości, skupionymi wokół Arthura i jego bliskich, dzieje się dwadzieścia lat później, na opustoszałej ziemi. Kirsten, osierocona przez rodziców, podróżuje z trupą aktorsko-muzyczną, dostarczając ocalałą muzykę klasyczną oraz sztuki Szekspira enklawom ocaleńców. Czasem trafiają do ludzi, którzy są wdzięczni za powiew starego świata, czasem muszą uciekać, napotykając na agresję i zdziczenie. Oczekiwana wizyta w jednej z osad, gdzie zostawili parę przyjaciół, oczekujących dziecka, zmienia ich plany, kiedy okazuje się, że osadę przejął samozwańczy prorok. Uciekają przed nim śladem przyjaciół, do Muzeum, miejsca, gdzie podobno zostały resztki cywilizacji.

Ta opowieść to zgrabnie splecione wątki z życia najpierw aspirującego, potem już sławnego aktora i ludzi, którzy w jego życiu byli. Niektórzy z nich należą do tych 99% ludzkości, która nie przeżyła pandemii, ale ich wpływ na przyszłość żyjących był istotny. Czasem związek jest pretekstowy - Kirsten wozi ze sobą unikatowe komiksy (tytułową “Stację Jedenaście”), tworzone przez wiele lat przez Mirandę, pierwszą żonę Arthura; Clark - przyjaciel i prawnik aktora - ocalał, wsiadając do nieskażonego samolotu do Toronto, żeby zorganizować pogrzeb przyjaciela; wreszcie Jeevan, ostrzeżony przez znajomego, kiedy dowiadywał się tragicznej nocy o życie Arthura, odizolował się z bratem z zapasami wody i jedzenia. Widziałam zarzuty, że książka jest nijaka i o nic w niej w sumie nie chodzi, a związki między ludźmi są przypadkowe i nieznaczące. Częściowo się z tym zgadzam, rzeczywiście nie ma tutaj spektakularnego finału czy zaskoczenia, ale historia jest ciekawa, a samo podejście do pandemii, upadku świata czy wymierania ludzi, którzy są skłonni odczuwać nostalgię za samolotami, telewizją czy internetem - bardzo realne.

[1] Grypy, dodajmy, zlekceważonej początkowo, wszak Gruzja i Rosja są po innej stronie świata. Do pierwszego samolotu z zarażającym pasażerem. Książka jest z 2015, jakbyście się zastanawiali.

#116

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek września 14, 2020

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: 2020, panie, sf-f - Skomentuj


Białowieża, feat. Rezerwat Pokazowy Żubrów

[18.08.2020]

Chciałam zacząć od wspomnień, wszak w Białowieży i w Rezerwacie bywałam od dziecka, co najmniej 3 razy, ale… niewiele pamiętam. Oderwane sceny, dzik wychodzący na drogę, rower z przywiązaną poduszką zamiast fotelika dziecięcego, muzeum z wypchanymi zwierzętami, w którym mamie pękł sznur koralików.

Rezerwat, oględnie mówiąc, nie był najciekawszym punktem wycieczki, mimo że Majut ogromnie się podekscytował widokiem żubronia z bardzo bliska, ogromnie ale krótko, daleko jeszcze i czy możemy już na obiad. W upalne wczesne popołudnie zwierzęta się pochowały w cień, na tyle daleko, że większości nie było w ogóle widać. Kilka saren, dziki, żubry, konie polskie i podobno łoś, chociaż ja nie widziałam delikwenta. Za to na dobrym przykładzie mogliśmy dziecku pokazać, na czym polega bunt dwulatka (a rodzicom buntowniczki powiedzieć, że to przejdzie).

Ponieważ po upalnym początku dnia wtem spadł rzęsisty deszcz, zamiast Skansenu Architektury Drewnianej i dworca Białowieża-Pałac (ogromnie żałuję), Muzeum Lalek (po szybkim rzucie oka na zdjęcia niekoniecznie) czy trasy spacerowej Żebra Żubra (następnym razem koniecznie!), po bardzo miłym obiedzie w “Pokusie” (Pałacowa 15), zmokliśmy w drodze na punkcik widokowy opodal. Cała okolica to zielone, czasem podmokłe łąki, lasy i pola po horyzont; bociany przylatują tu gromadnie w ramach programu socjalnego Gniazdo+.

GALERIA ZDJĘĆ.

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota września 12, 2020

Link permanentny - Kategorie: Listy spod róży, Fotografia+ - Tagi: podlasie, polska, bialowieza, ogrod-zoologiczny - Komentarzy: 1