Więcej o
Seriale
Małe miasteczko Deerfield, gdzie - wbrew nazwie - od dawna nie ma jeleni. Pojawia się za to w lokalnym sklepiku dziwna maszyna o nazwie MORPHO, w której za 2 dolary można poznać swój unikalny potencjał. Ludzie reagują różnie - niektórzy są zachwyceni, jak właściciel sklepu, który zawsze chciał być iluzjonistą, inni - zdziwieni, bo dowiedzieli się, że są u szczytu swojego potencjału, jeszcze inni - załamani, jak ksiądz, któremu wylosowała się karta “OJCIEC”, zaś niektórzy w ogóle nie chcą o tym rozmawiać. Głównymi bohaterami są członkowie rodziny Hubbardów - Dusty[1], nauczyciel historii w lokalnym liceum, Cass, artystka, sprzedająca swoją sztukę w butiku matki-burmistrzyni i Trina, ich nastoletnia córka, która niedawno straciła chłopaka. To lekka komedia, ale niespodziewanie wchodzi w dość głębokie rozważania o przeznaczeniu, samospełniających się przepowiedniach, opiniach ludzie o sobie samych, samotności i wspólnocie. Nie wiadomo, skąd się wzięła maszyna, nie wiadomo, skąd ma tak dokładne informacje o każdym z mieszkańców, nawet o tych, którzy nigdy nie odważyli się z maszyny skorzystać. Ale wiadomo, że karty z przepowiedniami zmieniły miasteczko na zawsze.
Serial jest oparty na książce, niestety jeszcze niedostępnej po polsku, dlatego jednak trochę mnie martwi, że został zakończony nagle po drugim sezonie, bez rozwiązania wszystkich zagadek. A szkoda, bo pokazuje taki przyjemny, zostawiający ciepełko w serduszku świat, nawet jeśli niektóre z postaci są toksyczne, a inne zwyczajnie irytujące. Warstwa science-fiction jest całkiem zgrabna, ale nie przytłaczająca, tak naprawdę i tak chodzi o ludzi.
[1] Mam pewien problem z O’Dowdem, bo po “IT Crowd” nie jestem w stanie traktować go w jakikolwiek sposób poważnie, zwłaszcza w kwestii dylematów moralnych czy życia uczuciowego.
Napisane przez Zuzanka w dniu Sunday September 20, 2026
Link permanentny -
Kategorie:
Oglądam, Seriale
- Skomentuj
Hybryda robota i człowieka, elektronika i białko, zwana Jednostką Ochroniarską (JedO), zostaje wynajęta po taniości do ochrony grupy naukowców na dość niebezpiecznej planecie. Po taniości, bo to nienajnowszy model, do tego z odzysku, był naprawiany i miał czyszczoną pamięć. JedO jest własnością Rubieży Korporacyjnej i dla bezpieczeństwa ma założoną blokadę, więc powinno[1] tylko wypełniać polecenia. Ale jakoś udaje się onu zdjąć blokadę, dzięki czemu może bez kontroli spędzać czas na ulubionym zajęciu, to znaczy na oglądaniu tysięcy odcinków ulubionej space opery. To jednak trochę wpływa onu na zdolność do wykonywania obowiązków, dodatkowo miewa też jakieś dziwne przebłyski pamięci z sytuacji, z której wynika, że zabijało ludzi. A, i zaczyna rozwijać empatię, najgorzej. I mimo że samo siebie nazywa Mordbotem, wcale nie zamierza nikogo mordować, nawet jeśli nie lubi kontaktu wzrokowego i ludzie w masie jednak irytują.
Pierwszy sezon oparty jest na pierwszej książce, w Polsce wyszły chyba trzy, w oryginale więcej. Alexander Skarsgård jest uroczym androidem, sarkastycznym, ale lojalnym, a lecący w tle serial z mydlaną operą w kosmosie jest prześmieszny. Całość naszkicowana jest na szerszym planie trochę w stylu “Firefly” - międzygwiezdna korporacja, która niekoniecznie przejmuje się dobrem kogokolwiek, tylko zyskami kontra idealiści-naukowcy, którzy przypadkiem wpadli w zawirowania finansowo-polityczne.
[1] Po angielsku to oczywiście nie brzmi, JedO jest adresowany jako “it”, bo nie ma płci, a do tego jest własnością RK, ale po polsku używa się pięknej frazy typu “zauważyłom”, “pomyślałom”.
Napisane przez Zuzanka w dniu Thursday August 6, 2026
Link permanentny -
Kategorie:
Oglądam, Seriale
- Skomentuj
Zmęczyłam ostatnio czwarty sezon “From”, który składał się z dłużyzn, powtórzeń i opowiadania tego, co się właśnie wydarzyło, a co najgorsze, totalnie odpłynął w schizy i mitologie. Z wielką radością dla odmiany obejrzałam uczciwy horror, gdzie nikt nie udaje, że jest jakieś realne wytłumaczenie, a do tego jest wartka akcja (chociaż czasem są jump scare’y).
Mała wyspa na wschodnim wybrzeżu USA, aktualny burmistrz chciałby zrobić z niej prestiżową destynację typu Martha’s Vineyard, ale wszystko układa się na przekór - a to dusząca mgła, a to biją dzwony, a ksiądz kracze o nieszczęściu, a to po miasteczku krąży ociekająca wodą zjawa, a jedyny hotel jest nawiedzony; jak w takich warunkach reklamować dziennikarzowi uroki wyspy? Do tego załoga ratusza nie jest specjalnie rzutka, raczej klimaty “Parks and Recreation”, co chwila ktoś torpeduje plany burmistrza, nawet nie ze złośliwości, ale z nieporadności. Oraz nieprzewidywalny syn, który pali za dużo trawy i znika z domu nocą. Mimo to udaje się uzyskać pochlebny artykuł w liczącej się prasie i turyści zaczynają napływać. Tyle że już wiadomo, że na miasteczko została rzucona klątwa i zamiast skupić się na ekspresie do cappuccino czy reklamie, trzeba iść walczyć z potworami.
Może nie jest to serial wybitny, ale zgrabnie łączy wątki komediowe i straszne, mimo że czasem rozwiązania fabularne są bardzo przewidywalne. Bohaterowie, których łatwo polubić, są też i tacy irytujący, oczywiście. I - co niespotykane - rozmawiają ze sobą, dlatego w ciągu jednego sezonu udaje się tajemnicę wyspy wyjaśnić. Czekam na drugi sezon z przyjemnością, a nie z irytacją.
Napisane przez Zuzanka w dniu Friday July 31, 2026
Link permanentny -
Kategorie:
Oglądam, Seriale
- Skomentuj
Shah (Riz Ahmed) koncertowo zawala przesłuchanie do roli Bonda, po czym jest poproszony, żeby wyszedł ze studia dyskretnie, po co robić plotki o planach obsadzenia osoby niebiałej. Oczywiście aktorowi te plotki pasują, postępuje wbrew i wystawia się paparazzim, co rozpoczyna cały ciąg zdarzeń, które potencjalnie mogą doprowadzić Shaha do ścisłej topki kandydatów. Niekoniecznie są to zdarzenia pozytywne, bo z jednej strony wokół aktora robi się szum, z drugiej wpływa to na jego rodzinę i środowisko emigrantów. Nie nazwałabym tego komedią, raczej satyrą z elementami groteski (gadający świński ryj!), miejscami śmiesznie, chociaż raczej strasznie. Epizodycznie pojawia się Ritu Arya, którą zawsze miło zobaczyć.
Napisane przez Zuzanka w dniu Monday July 27, 2026
Link permanentny -
Kategorie:
Oglądam, Seriale
- Skomentuj
Trzy dojrzałe wiekiem [1] pary - Anne i Nick, Danny i Claude oraz Kate i Jack regularnie spotykają się co kwartał w różnych pięknych okolicznościach przyrody. Łączy ich przyjaźń z czasów studenckich, dzieci odchowane, przyjaciele na zawsze, wtem Nick oznajmia, że chce się rozstać z Anne, co wprowadza rozłam w grupę. Bo z kim trzymać - z Anne, która sobie z rozstaniem nie radzi czy z Nickiem, który błyskawicznie przygruchał sobie znacznie młodszą dziewczynę. Cztery pory roku, cztery spotkania aż do dramatycznego finału pierwszego sezonu, żeby w drugim spróbować wszystko, a przynajmniej to, co się da, naprawić. To amerykańska komedia ze wszystkimi tego konsekwencjami, więc dość przewidywalna i nieco toporna, ale całkiem przyjemnie wchodzi w temat zmiany przyjaźni czy związku z wiekiem.
[1] Jestem przekonana, że lata temu oglądałam oryginalny film z Alanem Aldą, którego pomysł był zalążkiem serialu, ale gdzie, kiedy i czy rzeczywiście - nie pamiętam. Ale zerknęłam na listę aktorów i jakże się świat od 1981 roku zmienił. Aktorzy grający wtedy 50-latków są, nawet jeśli młodsi metrykalnie (Alda - 45 wtedy, ale teraz pojawia się epizodycznie w serialu!), wyglądają bardzo staro, zarówno panie i panowie. Współcześnie patrzę na Tinę Fey (56 lat) czy Steve’a Carella (63 lata) i myślę “w średnim wieku, ale nie starzy”.
Napisane przez Zuzanka w dniu Tuesday July 14, 2026
Link permanentny -
Kategorie:
Oglądam, Seriale
- Skomentuj
Nie pisałam, bo było gorąco, a poza tym byłam na grillu z ludźmi, a w przerwach czytałam. Dziś do tego rano nie kursowały tramwaje, bo bieg uliczny; nie że ma to związek, ale na śniadanie musiałam jechać samochodem jak zwierzę.
Ekspansja kosmosu w czasie zimnej wojny mocno związana była z tym, że każdy - a konkretnie Wschód i Zachód, kapitalizm i socjalizm - chciały być tymi, które zrobią coś pierwsze. W naszym świecie pierwsi na Księżycu wylądowali Amerykanie i to w zasadzie mocno ograniczyło ich chęć do inwestowania w podbój przestrzeni, wybierając ekspansję na Ziemi. Ale nie w serialu, bo tu na skutek zbiegu okoliczności pierwszy krok na Księżycu należał do Sowietów, czego konsekwencją była zmiana amerykańskiej polityki. W efekcie ludzkość (już nie tylko USA, ale ZSRR czy Korea) nie dość, że osiedliła się na Księżycu, ale i w kolejnych sezonach, już prawie współcześnie, sięgnęła po Marsa i księżyce Saturna. A to oznaczało zmiany w historii współczesnej, bo zimna wojna nie skończyła się w latach 80., nie było zwycięstwa Solidarności w Polsce, Papież Polak zginął w zamachu, a John Lennon nie. Rzeczywiste wydarzenia przeplatają się z alternatywnymi, oczywiście protagonistami jest dzielna ekipa NASA, w zależności od potrzeb rywalizująca albo współpracująca z innymi mocarstwami. Na tle skali makro pokazywane są wydarzenia osobiste bohaterów na przestrzeni kilkudziesięciu lat, więc jest trochę dramy, trochę chaosu, trochę komizmu, ale w większości to pochwała myśli inżynieryjnej.
Na mój odbiór serialu mocno wpływa to, że uwielbiam temat podboju kosmosu, czy to ma sens, czy nie, ominęła mnie fascynacja Dzikim Zachodem, ale w niebo uwielbiam patrzeć i mam na tyle mało wiedzy o astronomii, żeby nie zgrzytać zębami na liczne kiksy w kwestiach grawitacji, przesyłu informacji czy poruszania się w próżni siłą mięśni bez punktów oparcia. Bardziej humorystycznie odbierałam elementy związane z historią alternatywną, przewracałam oczami na zachowania bohaterów i hurrapatriotyzm, nie wspominając o grubo zaznaczonej kresce między Dobrymi, a Złymi (USA kontra ZSRR, państwowe kontra prywatne, interes kontra ludzie). Nie jest to serial dla poważnych naukowców, nie jest to serial o równym poziomie, są gorsze i lepsze momenty, mnie się podobało, ale rozumiem też, że mógłby irytować uproszczeniami.
Napisane przez Zuzanka w dniu Sunday June 21, 2026
Link permanentny -
Kategorie:
Oglądam, Seriale
- Skomentuj