Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Więcej o Fotografia+

O zwiedzaniu w upale

[16.08.2026]

Było ciepło, nie ma co, uczciwe ponad 30 stopni, które im starsza jestem, tym gorzej znoszę. Dlatego, jeśli nie było w planach nadmorza, miasto zwiedzałam raczej oszczędnie, więc albo metro i szukanie chłodu w klimatyzacji, albo wieczorami. Odwiedziłam Muzeum Cywilizacji Bizantyjskiej, gdzie ciemnoskóre Madonny z brzydkimi Jezuskami, dużo dzbanków i szkła, trochę monet i mnóstwo mozaik. Sklepik z pamiątkami dość ubogi, ale można w restauracji z widokiem na wieżę OTE wypić coś zimnego.

Wieczorem zaciągnęłam nieco oporną nastolatkę do portu, przy którym mieszkaliśmy tym razem, do muzeum na zdekomisjonowanym niszczycielu Velos, gdzie można pokręcić się po kupie żelastwa i wejść w ciasne bebechy pod pokładem.

[19.08.2026]

Ostatniego dnia zaplanowaliśmy plener przed powrotem na lotnisko, więc - korzystając jeszcze z pobytu w Salonikach i samochodu - podjechaliśmy na stromą górkę do Heptapyrgionu, bizantyjsko-osmańskiej twierdzy nad miastem. Tam było gorąco w okolicach południa - twierdza to w zasadzie same mury obronne i podwórka, bez zachowanych wnętrz poza kapliczką. Jeśli się nie chce płacić za bilet, to dla widoków wystarczy obejść twierdzę dookoła, bez wchodzenia do środka; z wejściem całość da się obejść w kwadrans. Młodzież poniżej 18 lat (albo dłużej, jeśli z Unii) nie nigdzie nie płaci. Zaparkować można darmo bezpośrednio pod twierdzą, ale parking jest mały i może nie być miejsca. Da się dojechać autobusem linii 23, można też wejść pod górkę piechotą, ale w upał mocno niekoniecznie, chyba że ktoś lubi ekstrema.

Adresy:

GALERIA ZDJĘĆ.

Napisane przez Zuzanka w dniu Saturday August 29, 2026

Link permanentny - Kategorie: Listy spod róży, Fotografia+ - Tagi: grecja, saloniki - Skomentuj


O łagodnym falowaniu

[13-19.08.2026]

Wróciłam do Salonik z zamiarem zwiedzenia wszystkich okolicznych plaż, o co prosiła nastolatka (znaczy, że ma być woda, a nie że objeżdżamy wszystko, to był mój oryginalny plan). Planu nie wykonaliśmy, bo okazało się, że najmilej jest na najbliższej plaży w Perei, gdzie zatoczka, turkusowa płytka po horyzont woda i muszelki[1]. Za niebagatelną kwotę 5,99 euro kupiliśmy kółko-donut, które wprawdzie nieco farbowało w zetknięciu ze sprejem SPF, ale pozwalało na leniwe kołysanie się na falach, bardzo polecam. Siedzieliśmy przy Golden Star City Resort, gdzie całkiem dobrze karmili (półmisek frytek!), można też wynająć leżaczki.

Pojechaliśmy też do Epanomi, gdzie - jak się już przejedzie przez piaszczystą drogę do końca plaży - można się kąpać z zardzewiałym wrakiem. Mimo że malowniczo wyglądał na zdjęciach, z bliska już tak raczej powinien mieć wywieszoną tabliczkę “Tężec dla każdego”. Więc niekoniecznie. Nie zarejestrowałam też, że Grecja jest mocno nieczynna 15 sierpnia, więc odbiliśmy się od pobliskiej winnicy Gerovassiliou; miałam wrócić jak będzie otwarte, ale nie wróciłam.

[1] Z muszelkami była taka zabawa, że w większości te najładniejsze - długie spiralne - zawierały w sobie krabiki. Krabik wychodził, machał szczypczykami, po czym robił nagle *plop* i znikał w środku muszli. Bardzo fajne, trochę straszne.

GALERIA ZDJĘĆ.

Napisane przez Zuzanka w dniu Saturday August 22, 2026

Link permanentny - Kategorie: Listy spod róży, Fotografia+ - Tagi: grecja, perea, epanomi - Skomentuj


O przelotach

[16/19.07.2026]

W stronę do Czarnogóry trafił nam się szponciarz Wojciech, który najpierw poprosił o podniesienie rąk wszystkich, którzy lecą pierwszy raz, po czym wyjaśnił, że kapitan też. To od razu wprowadziło atmosferę wesołego autokaru, nawet kiedy się przyznał, że z tym kapitanem żartował, to jego drugi lot. Mistrzowsko zachwalał zdrapki i wolnocłówkę, myślę, że mógł iść na konkurs z Gardło Sobie Podrzynam Dibblerem, nawet nastolatka uśmiechnęła się pod wąsem raz i drugi. Ponieważ wylądowaliśmy grubo przed czasem, były fanfary i klaskane. Z powrotem mieliśmy w obsłudze rodowitego Poznaniaka, który mówił gwarą, już nie taki żartowniś, ale był lokalny akcent, chociaż powrót bez fanfar. Oraz wprawdzie nastolatka zajmuje miejsce przy oknie, ale czasem pozwala mi usiąść na czas startu i lądowania, z czego skwapliwie skorzystałam, bo widoki na góry i jeziora przepięknie.

PS Mówcie mi Mistrzyni Pakowania, bo w drodze powrotnej z Malagi spakowałam w ciemno walizkę na 20,0 kg.

GALERIA ZDJĘĆ.

Napisane przez Zuzanka w dniu Friday August 7, 2026

Link permanentny - Kategorie: Listy spod róży, Fotografia+ - Tagi: czarnogora, podgorica - Skomentuj


O konsumpcji, również sztuki

[16-19.07.2026]

Wspominałam, że Czarnogóra nie jest za duża? To i muzea są raczej kameralne, takie na kwadrans oglądania. Oraz - ponieważ nie jesteśmy w Unii - młodzież płaci, skromnie, ale płaci, ale ze względu na tempo zwiedzania nie narzeka specjalnie. Odwiedziliśmy maleńkie Muzeum Historii Naturalnej z odrobiną lokalnych muszli, kamieni, owadów i wypchanych zwierząt (klimatyzowane!).

Sztukę ogląda się w podobnie mikroskopijnych porcjach w czterech różnych lokalizacjach na jednym bilecie; odwiedziliśmy dwie - galerię przy deptaku i muzeum Sztuki Współczesnej w parku Petrovica. Trochę malarstwa, trochę rzeźby, trochę instalacji wideo, mój ulubiony obraz to Kobieta z Birkenstockiem.

No i jedzenie - tanie, pyszne, bałkańskie. Z niespotykanych zjawisk - rachunek jest przynoszony od razu po zamówieniu.
Adresy:

Your Time La Cultura Marenda / Skopski Merak Gloria Jean's Coffee / La Cultura / Your Time

GALERIA ZDJĘĆ.

Napisane przez Zuzanka w dniu Sunday August 2, 2026

Link permanentny - Kategorie: Listy spod róży, Fotografia+ - Tagi: czarnogora, podgorica, sztuka - Skomentuj


O spontanie

[16-19.07.2026]

Jeszcze nie przetrawiłam czerwcowo-lipcowego wyjazdu do Andaluzji, a już pojechałam do Czarnogóry na weekend, konkretnie do Podgoricy. Nie planowałam tego jakoś specjalnie z rocznym wyprzedzeniem, w zasadzie to chciałam polecieć do Kopenhagi, ale mnie niedużo trzeba (tani lot, tani apartament, znajoma opowiadająca, że w Czarnogórze fajnie), żeby zmienić plany. Miałam wyjątkowo natężony reisefieber, ale wyjazd - pomijając może upał[1] i ząb[2] - okazał się bardzo przyjemny i wypoczynkowy. Było jedzone, było dużo pite, zimnego i bardzo zimnego (może stąd katar po powrocie), było chodzone, było głaskane[3], było wzdychane do księżyca (głównie w stylu “za duże kontrasty!”). Można na dowód, a płaci się euro, ale dla odmiany się nie jest w Unii, więc są różne zabawne kontrasty - a to w knajpach się powszechnie pali, w sklepach są Zupełnie Inne Marki (no dobra, była Terravita i Pudliszki) czy też napisy są niekonsekwentnie dwualfabetowe. Poza tym czysto, ludzie ładni i mówią w języku prawie że zrozumiałym dla Polaków.

I tak, potwierdzam, w samej Podgoricy nie ma żadnych spektakularnych zabytków, są mosty przez rzekę i widoki, ale to bardzo przyjemne miejsce na weekend, a ze względu na to, że w Czarnogórze wszędzie blisko, warto mieć na uwadze jako stałą lokalizację przy jeżdżeniu tu i ówdzie. Bardzo zielono, drzewa, parki, malownicze wzgórza, ogłuszające cykady, w zieleni i kwiatach pomniki (słynny spomenik Josipu Brozu Tito), mnóstwo restauracji i pubów, letnimi wieczorami tłumy, nieco mniej tłumnie o porankach.

GALERIA ZDJĘĆ.

[1] Jak w Polsce się przyjemnie schłodziło, tak w Podgoricy poza pierwszym dniem, gdzie drobny deszczyk, było ostre słońce i temperatury 38-39. Trochę dużo.

[2] Z ubiegłorocznego letniego weekendu w Berlinie wracałam bez wypadniętego wkładu korzeniowego, tym razem wtem ukruszył mi się ząb na froncie. Boję się jechać na następne wakacje!

[3] To nie tak, że najciekawszą częścią Muzeum Historii Naturalnej, o czym niebawem, był kot, ale nie mówię, że nie spędziłam czasu przed wejściem z prześlicznym burasem. Oraz warto uważać na psy, które się kręcą po mieście. Zachęcił mnie do kontaktu śliczny labradorowaty pod restauracją, po czym - pogłaskany - zamerdał całym psem i stwierdził, że teraz jesteśmy jego ludźmi i idzie z nami. No przecież nie wsadzę takiego dużego psa do podręcznego! Na szczęście trzy ulice dalej został przy ewidentnie zaprzyjaźnionym zakładzie fryzjerskim. No ale serio.

Napisane przez Zuzanka w dniu Wednesday July 29, 2026

Link permanentny - Kategorie: Listy spod róży, Fotografia+ - Tagi: czarnogora, podgorica - Skomentuj


Andaluzja małomiasteczkowo

[26.06-2.07.2026]

W Haza del Trigo i okolicach czuję się już jak w domu. Wiem, gdzie są najlepsze żelki (w Sumie w Castell del Ferro, czerwona lukrecja z kwaśną posypką - Gourmet albo Miguelañez, ostatnio wykupiłam wszystkie, jeszcze mi zostały trzy paczki, oszczędzam). Jadę w sobotę na targ po oliwki i owoce. Na kawę chodzę do Caferini. Na plażę jeżdżę do La Mamoli. Na tarasie siedzę z prześlicznym, mruczącym kotem Klusią. Czytam Time i Epokę, pijam tylko Ballantine’a, palę Winstony.

Tym razem też w nieco okrężnej drodze z lotniska zatrzymałam się w Torremolinos na obiad, grecka tawerna[1], właściciel poproszony o ketchup do frytek stwierdził “Wiem, jesteście z Polski”, po czym okazało się, że ma matkę Polkę i całkiem dobrze mówi “smacznego”. Oraz na plaży najładniejsze muszelki, muszę na dłużej następnym razem.

[1] La Tortuga Oooh my Greek - C. Salvador Allende 50, local 6, Torremolinos, Málaga.

W drodze / Torremolinos Torremolinos Torremolinos Lotnisko Malaga / Torremolinos La Mamola Castell del Ferro / Asortyment na targu Lokales z Castell del Ferro La Mamola

GALERIA ZDJĘĆ.

Napisane przez Zuzanka w dniu Saturday July 25, 2026

Link permanentny - Kategorie: Koty, Listy spod róży, Fotografia+ - Tagi: haza-del-trigo, la-mamola, castell-del-ferro, torremolinos, andaluzja, hiszpania - Skomentuj