Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Historia małżeńska

Charlie (Driver) to ambitny reżyser teatralny, Nicole (Johansson) - zaczynała jako gwiazdka w filmach dla nastolatków, ale z czasem się wyrobiła. Są na krawędzi rozstania - on zdradził, ona nie chce już mieszkać w Nowym Jorku, tym bardziej, że dostała propozycję serialu w Los Angeles. Mogliby się rozstać polubownie, ale muszą ustalić, co z 8-letnim synem - jak dzielić się opieką, gdzie będzie mieszkał, kto komu będzie zasilać konto alimentami. Mediacje nie zadziałały, Nicole decyduje się na spotkanie z agresywną adwokatką, która nadaje zupełnie inny ton rozmowie.

Nasłuchałam się dużo dobrego o tym filmie, tym większe było moje rozczarowanie. Para chce się rozstać polubownie, nie wychodzi im, wytaczają armaty w postaci prawników, z czego nikt - poza prawnikami - nie korzysta, dociera do nich, że jednak lepiej będzie, jeśli się dogadają sami, koniec filmu. Owszem, Dern i Alda przyćmili parę małżeńską, ale to nie było specjalnie trudne, bo Driver gra jedną miną, a Johansson ma coś takiego w twarzy i mimice, że mnie odrzuca i męczy mnie zwykle, kiedy na nią patrzę (chociaż na przykład w Jojo Rabbit tego nie czułam). Film jest niby komedią, niby obyczajówką, ale całość mogę skwitować “Ach, Amerykanie” i więcej do tematu nie wracać.

Napisane przez Zuzanka w dniu środa listopada 10, 2021

Link permanentny - Kategoria: Oglądam - Skomentuj


Tatiana Țîbuleac - Lato, gdy mama miała zielone oczy

Alex skończył szkołę i planuje wyjechać z kolegami na lato do Amsterdamu - łatwo dostępna marihuana i seks, nęcące. Zgadza się jednak spędzić z matką ostatnie wspólne wakacje na francuskiej wsi, mimo tego, że matki serdecznie nienawidzi. A ma za co - po śmierci młodszej siostry matka zapadła się w siebie i przez kilka miesięcy w stanie prawie katatonicznym nie reagowała na jakiekolwiek potrzeby dorastającego wtedy syna, który, również w ciężkiej żałobie, nie radził sobie z emocjami. Nienawiść powoli się rozwiewa, kiedy okazuje się, że matka ma szybko postępujący nowotwór i chce spędzić z synem ten krótki czas, który pozostał jej do końca. Narracja Alexa-nastolatka, który uczy się odpowiedzialności i poznaje swoją przyszłą żonę, przeplata się z narracją Alexa-dorosłego, samotnego artysty po wypadku, który wspomina to lato jako najpiękniejsze w życiu. Sporo niedopowiedzeń, dużo wzruszeń i emocji w trakcie lektury.

#128

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek listopada 8, 2021

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: 2021, beletrystyka, panie - Skomentuj


Ogród 2021

Wiem, wiem, miało być co miesiąc, a wyszło jak zwykle. Na swoje usprawiedliwienie mam, że w tym roku długo było zimno i wegetacja udawała, że nie ma wiosny, potem zdarzało się życie, w efekcie o wiele mniej czasu spędziłam w ogrodzie niż chciałam, chęci do zabawy z aparatem też było mniej. Żonkile i narcyzy nie obrodziły, hiacynty sprzed lat powoli obumierają, a tulipany też jakoś nie zachwycająco, mam wrażenie, że nawet te, co się ładnie rozwinęły, nieco już oparszywiały. Taki rok chyba. W zasadzie nic nie wyrosło z wysianego drobiazgu - wilce, nasturcje, kocimiętka, miechunka - nic, żodyn, niente. Pojawił się za to krzaczek łubinu, pigwowiec zarzucił kwieciem (nie że owocami, no bez przesady) i bez, dużo bzu było w tym roku. Piwonie na poziomie stanowiska, natomiast nędzny krzaczek dalii do dzisiaj nie wypuścił pączków, a nawet jeśli wypuści, to jakby już po sezonie.

W długi weekend wbiłam się w klin ładnej pogody między październikowymi słotami i listopadową dramą, posadziłam - oprócz dotychczasowych cebulek - tulipany: 'Pretty woman', 'Toronto', 'Paul Scherer', 'Upstar', 'Creme Upstar', 'Purple dream' i miks odmian pełnych; miks hiacyntów i narcyzy pełne 'Replete'. Do zobaczenia na wiosnę.

GALERIA ZDJĘĆ.

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela listopada 7, 2021

Link permanentny - Kategorie: Fotografia+, G is for Garden - Komentarzy: 1


Vaclav Čtvrtek - Rumcajs

Chronologicznie pierwszy tom o przypadkach sprawiedliwego zbójnika z Rzaholeckiego Lasu. Rumcajs, szewc z Jiczyna, naraża się staroście Humpalowi, ponieważ nie wyraża zachwytu wielkością stopy urzędnika. Rozzłoszczony Humpal zamyka warsztat szewca, zmuszając rzemieślnika do zmiany ścieżki kariery. Nie wiadomo dokładnie na czym zbójowanie polega, bo Rumcajs raczej nikogo nie napada, a większość czasu spędza na kontestowaniu aparatu państwowego w osobie starosty, księcia pana, pruskiego generała, a nawet samego cesarza. A to zamyka księcia pana w jiczyńskiej wieży, a to wysyła pszczoły, żeby go pokąsały, księżnę Majolenę odrzut wysyła aż do pobliskiego Kropidlna,a cesarza obraża wykrzywiającą się kobyłą. Potrafi przechytrzyć smoka, olbrzyma i ogromnego suma oraz lokalnych bogaczy, którzy utuczyli się na krzywdzie biedoty. Pojawia się też Hanka - zbójecka żona, która nie odstaje od Rumcajsa sprytem i nosi z dumą pierścionek ze słonecznego promienia.

Inne tego autora.

#127

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota listopada 6, 2021

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: 2021, dla-dzieci, panowie - Komentarzy: 1


The L Word: Generation Q

Nie powiem, że tęskniłam jakoś specjalnie, chociaż poprzednią edycją serialu wspominam raczej pozytywnie; minęło sporo czasu, świeżość, z jaką The L-word wniósł w popkulturę kwestię homoseksualności, już nieco spowszedniała. W “Generacji Q” pojawiają się bohaterki sprzed nastu lat - Bette (i epizodycznie Tina), Shane i Alice. Bette rozstała się z Tiną, ale wspólnie wychowują nastoletnią już Angie, dodatkowo fabuła pierwszego sezonu kręci się wokół kampanii wyborczej Bette na (pierwszą nieheteronormatywną) burmistrz Los Angeles. Shane pojawia się nagle po rozstaniu z żoną, pieniądze zarobione na sprzedaży ekskluzywnych salonów fryzjerskich inwestuje w bar dla osób queer. Alice prowadzi wzięty talk show i jest w związku z kobietą po rozwodzie, matkując (z różnym efektem) jej dzieciom. Dołączają nowe osoby - transpłciowy terapeuta Micah, Dani i Sophie - tuż przed ślubem, Finley - rozbrykana, nadużywająca alkoholu, element chaosu, transspłciowa Tess, barmanka po odwyku czy Nat - konkubina Alice i Gigi - była żona Nat, obecna ciągle w ich życiu.

I jak można oglądać ten serial dla wysmakowanych scen erotycznych (z piersiami niezakamuflowanymi stanikami) czy przyjemności patrzenia na ładne osoby płci dowolnej, tak jeśli szukacie fabuły, to jej w zasadzie nie ma. Jest drama, są tzw. zagadnienia oraz scenki. Drama, bo ktoś się rozstaje, ktoś popełnił błąd, ktoś niechcący się z kimś przespał; dramy jest dużo, w zasadzie u każdego. Zagadnienia, bo wielokrotnie miałam wrażenie, że ktoś wynotował sobie na czekliście queerowe tematy i po kolei zaznaczał te, które się już pojawiły: osoba transpłciowa nie chce być postrzegana przez pryzmat płci z jaką się urodziła - jest; osoba z niepełnosprawnością fizyczną odczuwa pociąg seksualny - jest; seksualność jest spektrum - jest; związek między osobami z różnych klas społecznych - jest; etniczność i Black Lives Matter - jest; Big Pharma i negatywny wpływ na POC - jest; dzieci w związkach homoseksualnych z całą gamą problemów (czy dziecko powinno poznać dawcę, czy matka niebiologiczna jest matką, czy można nie chcieć dzieci) - jest; czy biseksualizm jest zdradą homoseksualizmu - jest; akceptacja rodziców dla orientacji… A scenki, bo czasem niektóre postaci i sytuacje pojawiały się tylko po to, żeby wygrać jakiś temat - trójkąt, poliamoria, wsparcie podczas choroby bliskiego, terapia hormonalna u nieletnich, dawstwo organów, alkoholizm (Finley przez pół sezonu daje sobie radę, chociaż jest, jak to się mówi, raczej wesoła, po czym nagle jest alkoholiczką, która nie panuje nad swoim życiem), narkotyki. Nie czekam na kolejne sezony, choć oczywiście obejrzę (team Shane, nieustająco, ale jak na wziętą fryzjerkę, to fryzurę ma straszną).

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek listopada 5, 2021

Link permanentny - Kategorie: Oglądam, Seriale - Skomentuj


Agatha Christie - Pora przypływu

Rodzina Cloadów żyje dzięki wsparciu Gordona Cloada, bogatego wdowca, który hojnie wspomaga rodzeństwo, łożąc na utrzymanie ich posiadłości, hobby czy życie na odpowiedniej stopie. Niestety w 1944 roku następują po sobie dwa smutne wydarzenia - wiekowy już Gordon żeni się z młodziutką wdową Rosaleen, a niedługo potem ginie w nalocie na Londyn, nie pozostawiając testamentu, w efekcie cały majątek dziedziczy żona. Rodzina jest oburzona, tym bardziej, że młodą Rosaleen opiekuje się jej brat Dawid, były komandos i awanturnik, który odcina rodzinę od łatwo dostępnych bezwrotnych pożyczek. Po zakończeniu wojny i po zakończeniu służby wojskowej do rodzinnego majątku wraca Lynn, siostrzenica Gordona. Ma wyjść za swojego kuzyna i razem z nim prowadzić farmę, ale niespecjalnie jej się to uśmiecha, bo przywykła na wojnie do życia pełnego przygód, a i farma podupada bez wsparcia bogatego wuja. Do miasteczka przybywa tajemniczy mężczyzna, który szantażuje brata Rosaleen, twierdząc, że za adekwatnym wynagrodzeniem nie zdradzi rodzinie Cloadów, że pierwszy mąż Rosaleen wcale nie umarł, co w efekcie może pozbawić ją praw do spadku. Łatwo się domyślić, że po nagłej śmierci mężczyzny to właśnie Dawid jest głównym podejrzanym. Lynn, na przekór rodzinie, nienawidzącej Rosaleen i Dawida, zakochuje się w tym ostatnim i jako jedyna nie wierzy, że to on zamordował szantażystę. Giną jeszcze dwie osoby, a Herkules Poirot w swoich spiczastych lakierkach wyjaśnia sprawę, ukrywając jednak niektóre drobniejsze wykroczenia osób zaangażowanych w zbrodnie, co sprawiło, że uniosłam nieco brew w łagodnym zdziwieniu.

Wielka Brytania po zakończeniu II wojny światowej jest w kryzysie - przydziały żywnościowe i odzieżowe, znaczna pauperyzacja zamożnych przed wojną, wreszcie rosnąca nienawiść do “innych”. Poirota z niechęcią odsyła “do siebie” 80-letnia staruszka, a wszelkie zło jest zrzucane na “przyjezdnych” (”Amerykanie! Murzyni! Polacy!”). Jest sporo szczerej mizoginii - Lynn nie cierpi towarzystwa innych kobiet i ich gadaniny, damy pojawiające się na kartach książki są odpowiednio wyzute ze wszelkiej moralności, głupiutkie, niezaradne, łatwo ulegające wpływom oraz największym szczęściem w ich życiu jest małżeństwo. Nawet Lynn, początkowo niechętna powrotowi do przedwojennej idei mariażu z nudnym kuzynem, w finale mtnqmn fvę an śyho cb glz, wnx bqemhpbal xhmla wą qhfv v yrqjb hpubqmv m żlpvrz; fxbeb pupvnł wą mnovć, gb manpml, żr wrfg anzvęgal v wą btebzavr xbpun.

Inne tej autorki tutaj.

#126

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek listopada 4, 2021

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: 2021, kryminal, panie - Skomentuj


O spacerach zorganizowanych - Żelazko

[18.09.2021]

W sierpniu 2011 spacerowałam z I. po mieście i przypadkiem zobaczyłam, jak kończy żywot budynek przy Ogrodowej 19. Teoretycznie tytułowe Żelazko, nazywane tak obiegowo jako aluzja do nowojorskiego Flatironu, nie miało zostać zburzone, ale przy okazji demolki kamienicy obok okazało się, że budynki miały wspólną ścianę i burząc jeden miasto dostało dwa zniszczone budynki w pakiecie. Przez kolejne lata na skądinąd urokliwym punkcie styku Ogrodowej i Krysiewicza straszyły ruiny, można jeszcze ciągle zobaczyć je na Google Street View:

Fast forward do 2021. W ramach miejskich spacerów architektonicznych organizowanych przez poznański SARP mogłam zobaczyć, jak wygląda częściowo odtworzony budynek Żelazka od środka - niestety tylko garaże i klatki schodowe oraz restaurację Blonde & Bikini - oraz od zewnątrz (dwa ostatnie można samodzielnie, bez zorganizowanej imprezy) i posłuchać o detalach odbudowy. W restauracji odstępstwem od oryginalnego planu są m.in. ogromne okna, z których widać prześlicznie kamienice na Ogrodowej. Ubolewam, że nie było opcji wejścia na jeden z tarasów i popatrzenia z góry na okolicę.

W gratisie kilka zdjęć ze spaceru po okolicznych bramach.

GALERIA ZDJĘĆ.

Napisane przez Zuzanka w dniu środa listopada 3, 2021

Link permanentny - Kategorie: Fotografia+, Moje miasto - Tagi: photowalk, sarp, zbudowane - Skomentuj


Justyna Dżbik-Kluge - Polacy last minute

Podtytuł tej książki to “Sekrety pilotów wycieczek” i raczej na tym skupia się autorka w rozmowach z pilotami i rezydentami zarówno sieciowych biur podróży jak i indywidualnych przedsięwzięć. Owszem, jest dużo pikantnych szczegółów na temat zachowania Standardowego Polaka na wakacjach (nadużywanie alkoholu, “bo mi się należy”, kradzieże, chomikowanie jedzenia, niechęć do zwiedzania, pogarda dla innych i ich kultury, instrumentalne traktowanie obsługi, brak kultury i higieny), ale akcent położony jest głównie na to, jak sobie z takimi zachowaniami radzą pracownicy obsługi turystycznej lub jaki jest psychiczny koszt radzenia sobie. Przez to reportaż jest raczej tendencyjny, opisujący niewygody pracy w turystyce, długie godziny robocze (również w nocy), odcięcie od rodzin, trudności w opanowaniu grupy i wyczerpujące psychicznie ciągłe bycie na dyżurze, reagowanie na kryzysy (w tym na przykład śmierć turysty), okazjonalnie zbalansowany gratyfikacjami w postaci podziękowań, zaproszenia na ślub przez turystów bądź możliwości “bezkosztowego” dotarcia do miejsc ekskluzywnych. Zirytowała mnie sekcja dotycząca podróżowania z dziećmi, demonizująca leniwych rodziców, z tezą, że jak się ma małe dzieci, to się powinno z nimi zostać w domu; owszem, zgadzam się, że to inny typ wyjazdu niż bez dzieci i tyle. Rozdziały, które mnie z kolei zasmuciły z kilku względów, opisywały turystykę incentive travel - wyjazdów jako nagroda dla pracowników, najczęściej niezainteresowanych zwiedzaniem ani w ogóle miejscem, do którego jadą, skupionych na szeroko pojętej integracji.

Książka jest świeża, ale poza wstępem, który lekko dotyka rewolucji, jaka dokonuje się właśnie w turystyce za sprawą pandemii i ograniczeń, zawiera materiał zebrany w czasach przed marcem 2020. Nie odpowiada mi też format luźnych wypowiedzi, zebranych w tematyczne rozdziały, bez próby podsumowania czy wniosków. Po przeczytaniu mam poczucie, że był to zestaw artykułów na temat, a nie książka.

#125

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela października 31, 2021

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: 2021, panie, reportaz - Skomentuj


Szarszyk, 29/06/2008 - 29/10/2021

Pożegnałam wczoraj Szarszyka po 13 latach razem. Kotkę, która obdarzała mnie bezgraniczną miłością, spała obok mojej poduszki, mruczała jak traktor, opierała pyszczek na mojej dłoni i jakby mogła, to by ze mnie nie schodziła. Umiała zrobić stójkę, wystarczyło dać jej znak ręką. Owszem, afektu starczało jej głównie dla mnie, nie cierpiała towarzystwa innych kotów, od biedy zgadzała się na bycie obok swojej siostry, ale i to nie za często. Obiektywnie była kotem-taranem, z upierdliwością 10, z obiegową ksywką Baleron ze względu na gabaryt, trudno ją było upilnować. Czasem zastanawiałam się, po co ją karmię i jak łatwo dałam się omamić ślicznymi oczami i trójkolorowym, miękkim futerkiem, z którego po wielokroć obiecywałam, że zrobię sobie mufeczkę. Nie zrobiłam.

Rzeczy zadziały się szybko - na początku maja Szarsz się rozchorował, objawowo wyleczony przeszedł mozolnie przez skomplikowaną diagnostykę - badania krwi, USG, biopsję dwóch guzów, z których jeden okazał się nieszkodliwym tłuszczakiem, a drugi otorbioną śruciną. Tak, to kot, co do ogrodu wychodził okazjonalnie, pod opieką, bo jakkolwiek był piękny, tak na inteligencji nieco zbywało, a mimo to jakiś - brak mi słów na określenie, a nie chcę poniewierać jego matki, co ona winna, no nie pykło z wychowaniem, współczuję - osobnik go dał radę postrzelić. Kot podleczony, chwila przerwy, nagle w lipcu kot zaczął kompulsywnie lizać ściany i zalegać w jednym miejscu. Ponownie diagnostyka, dramatycznie złe wyniki krwi i kolejny guz, tym razem już ewidentnie złośliwy i szybko rosnący. Ledwo kot się zagoił po inwazyjnej operacji, nowotwór zaczął narastać.

I to jest ten moment, kiedy musisz podjąć decyzję, czy chcesz patrzeć na powolne umieranie kogoś, kto ci ufa, czy jednak schowasz swoje uczucia i egoizm w kieszeń i pozwolisz stworzeniu odejść, zanim ból przesłoni wszystko. I to nie jest łatwe. Dobrze, że są opcje. Że Szarsz mógł zasnąć po raz ostatni na kanapie, obok mnie. Każdy zasługuje na spokojne odejście.

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota października 30, 2021

Link permanentny - Kategorie: Koty, Fotografia+ - Komentarzy: 7


Václav Erben - W zasięgu ręki

Przedwojenna praska kamienica przy ulicy W Pstroszce 14 (nie udało mi się wyśledzić, czy to rzeczywista ulica), dawniej luksusowa - z windą, dywanem na schodach, wielkimi i jasnymi mieszkaniami - po latach już nie zachwyca. Ściany się sypią przez brak remontów, kabina w windzie wyłożona jest sklejką, schody gołe, a przestronne mieszkania podzielone są czasem w absurdalny sposób na małe klitki (na przykład korytarz ze ścianką z dykty w miejscu żyrandola, przez co wieczorem trzeba sobie świecić latarką albo trzymać otwarte drzwi). Dom zamieszkuje cała galeria barwnych postaci z różnych środowisk - profesor uniwersytecki z piękną córką (jeśli zastanawiacie się, czy Exner zachwyci się jej długimi nogami, to tak, i w mieszkaniu i na stryszku, a panna nawet dostanie od ojca po buzi, kiedy wyjdzie na jaw, gdzie spędził noc kapitan), śpiewaczka operowa z matką-emerytką i tłustym jamnikiem Bibinką, dyrektor po awansie społecznym, który toczy wojnę ze znienawidzonym zięciem, kelner, emerytowany adwokat, celnik, aktorzy, malarz - przypadkiem będącego kochankiem znajomej Exnera, rudowłosej Gabrieli Stein czy homoseksualista, który użycza lokalu innym kolegom. Para kelnerów wynajmuje pokój na godziny ludziom w potrzebie, zdeklasowana dama została wróżką, złota rączka prywatnie podejmuje się wszelkich napraw i remontów. Wreszcie właściwa akcja zaczyna się od dwóch sióstr, starszych pań - dwukrotnie rozwiedzionej Fikejzowej i wdowy Libanowej, które usiłują sprzedać daczę oraz zamienić się na mieszkanie, bo są skłócone ze wszystkimi; chwilę potem zlecają złotej rączce remont w ich mieszkaniu i wyjeżdżają do sanatorium. Problem w tym, że dopiero po jakimś miesiącu staje się oczywiste, iż do kurortu nie dotarły, a ich walizki czekają na odbiór na dworcu. Kapitan Exner rozpoczyna mozolne przesłuchania wszystkich mieszkańców i osób spowinowaconych z siostrami, odkrywa zwłoki zamurowane w piwnicy, przy okazji dokopując się do całego mnóstwa drobnych przestępstw, animozji i wykroczeń.

Historia prowadzi w przeszłość, a jako że rzecz dzieje się w Pradze, nie dziwi specjalnie tło historyczne - kamienica przed wojną należała do zamożnej rodziny żydowskiej, która - mimo posiadania kontaktów i ogromnego majątku - straciła życie w Teresinie. To wątek raczej nie do pomyślenia w polskim kryminale z czasów socjalistycznych. Zbrodnia doprowadzi do odkrycia pozostałości majątku (pozostałości, bo podobno trzon rodzinnej fortuny Berdischów spoczywa nadal w szwajcarskim banku) - dzieł znanych czeskich malarzy, Kandinsky'ego czy Klee oraz pięknej, zabytkowej Tory. Przemycona nawet jest informacja o zastanawiającym rasowo profilu Exnera.

Inne tego autora.

#124

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek października 28, 2021

Link permanentny - Kategorie: Czytam, Fotografia+ - Tagi: 2021, kryminal, panowie - Komentarzy: 2