Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Ewa wzywa 07

Nie wiem, jak Wy, ale ja pasjami uwielbiam kryminały, w których na wstępie autor prezentuje listę osób. Ponieważ nie jest to praktyka powszechna, przygotowałam spis bohaterów samodzielnie.

Danuta Frey-Majewska - Maska śmierci #37

Lista osób:

  • Prowadzący śledztwo - kończy zaocznie prawo, oczekuje na awans, żona i 6-letnia córka (nieistotne dla fabuły).
  • Janusz Rogosz - kierownik sklepu z obuwiem, denat.
  • Paweł Szulc - właściciel sklepu z pamiątkami w Kamieniu.
  • Wanda Szulc - żona, siwa i zniszczona, ale bogata z domu.
  • Maria Karasek - kierowniczka Domu Kultury.
  • Lucjan Karasek - mąż Marii, zaopatrzeniowiec z Zakładów Skórzanych „Jedność” w Kamieniu.
  • Kazimierz Kwiatek - przewodniczący kamieńskiej rady narodowej.
  • Andrzej Marzec - sekretarz partii, naczelny dyrektor Jedności”.
  • Irmina Marzec - przy mężu, nie pracuje, bo ma rodzinę we Francji.
  • Wiesław Cuper - zastępca Marca.
  • Krystyna Cuprową - rudowłosa, atrakcyjna żona Wiesława.
  • Krzysztof Makarewicz - sekretarz partii w Kamieniu.
  • Bogdan Chmielnik - komendant straży pożarnej.
  • Michał Krawczyk - sierżant milicji.
  • Justyna Krawczyk - żona porucznika, wcześniej zamężna z Rogoszem.
  • Anatol Najda - producent galanterii skórzanej.

Na sylwestrowym balu w Kamieniu bawili się notable i cała towarzyska “śmietanka”. Impreza zakończyła się odkryciem denata w masce śmierci, Rogosza. W trakcie śledztwa okazało się, że w mętne interesy w sklepie Rogosza (sprzedaż wyrobów prywatnych, a nie tylko państwowych, zgroza) umoczona jest połowa miasteczka. Jako że rzecz się dzieje zimą, a miasteczko jest tuż przy granicy z Czechosłowacją, w trakcie śledztwa odbywa się dramatyczny pościg za uciekającym za granicę przestępcą, co prowadzący śledztwo przypłaca chorobą (którą ignoruje, bo pracować trzeba).

Po walutę się jeździ do Warszawy. “Spotkanie (...) z waluciarzami zostało uzgodnione wcześniej, tak jak i wcześniej uzgodniono sygnał rozpoznawczy - bukiecik sztucznych fiołków w klapie płaszcza. Wymiany dewiz na złote polskie dokonano w ubikacji Pałacu Kultury”.

Władysław Krupiński - Tajemnica gotyckiej komnaty #38

Lista osób:

  • Stary - naczelnik z autorytetem.
  • Prowadzący śledztwo - lubi ładne panny.
  • Kazimierz Groński - lat 28, kustosz zamku w Waśniewicach, denat.
  • Zawierciński - poprzedni kustosz, również denat.
  • Iwona - kierowniczka muzeum w Waśniewicach, ładna i budzi zaufanie, niestety ma narzeczonego.
  • Barmanka - fertyczna i dobrze zbudowana, do tego rozsądna i rozgarnięta oraz dyskretna.
  • Robotnicy - czyszczą pałacowe piwnice, ale chlapią ozorami na lewo i prawo.
  • Rybak - mieszka w okolicy od dawna, ma dobry słuch.
  • Bruno “Czarny Smok” - oficer SS, właściciel białego mercedesa.

Pracowników zamku w Waśniewicach prześladuje pech - jeden z kustoszy ginie potrącony przez samochód, drugi zostaje wyrzucony z promu Gdynia-Kopenhaga, którym udawał się na prestiżową konferencję historyków sztuki. Obrotny funkcjonariusz udaje się do Waśniewic, gdzie z atrakcyjną panną Iwoną odkrywa tajną komnatę pod piwnicą, w której - oprócz zaminowania (na szczęście nasz bohater był przypadkiem saperem) znajdują szkatułkę ze zrabowanym przez hitlerowców precjozami i dokumentami niemieckich oficerów. Jak się łatwo domyślić, za morderstwami kustoszów stali zbrodniarze wojenni, napływowi i mieszkając w okolicy. Co mnie zastanawia, to że według opowieści jednego z przestępców, którego milicjant sprytnie podszedł, udając kogoś z RFN, kustosz Groński był zabijany dwukrotnie - raz utopiony w jeziorze za pomocą lasso, ale ponieważ następnego dnia był z powrotem w zamku, wytoczono ciężką artylerię i wysłano go na pechowy rejs.

Jerzy Siewierski - Zaproszenie do podróży #39

Lista osób:

  • Kapitan Filip - milicjant po przejściach, jest winny zabitemu koledze przysługę.
  • Beatka - studentka anglistyki z Krakowa.
  • Mama Beatki - wdowa po koledze kapitana Filipa.
  • Prorok Józio - niby hipis, a hochsztapler, nie pije alkoholu.
  • Wanda - czarnooka atrakcyjna bibliotekarka z Koszykowej.
  • Domicela Kwaśniewska - hipiska z sinymi ustami, z bogatego domu.
  • Wilfried Stafford - rudy Anglik, poeta, lubi żubry.
  • Jerzy Żaklicki - student, drągal i cinkciarz.
  • Marek Rozbicki - hipis, ćpa witaminę B complex.
  • Sierżant Walczak - spec od psów policyjnych.
  • Porucznik Stanisław Watucki - śmiertelnie znużony funkcjonariusz, ale specjalista od podrywu.
  • Doktor - nie taki prawdziwy, co leczy, ale dyplomowany socjolog.
  • Halinka - atrakcyjna protokolantka, niestety prowadza się z jakimś piegusem.

Kapitan Filip miał jechać na urlop, ale zamiast urlopu rozpoczyna prywatne śledztwo na prośbę żony zabitego na służbie kolegi: szuka jej córki, studentki Beaty, która oświadczyła, że wybiera bycie hipiską. Rozpoczyna inwigilację tzw. środowiska, dzięki kontaktom z prorokiem Józiem (znanym organom) trafia do hipisowskiej komuny, gdzie dostaje propozycję obejrzenia seksu grupowego albo wąchania rozpuszczalnika tri. Nie jest zainteresowany, tym bardziej że znajduje zwłoki Beatki, co nadaje sprawie statusu oficjalnego. W śledztwie pomaga doktor socjologii, analizujący subkulturę polskich hipisów (“hippiesów”) i wyjaśniający, że to nie są hipisi prawdziwi, bo w PRL-u a) nie ma konsumpcjonizmu, więc automatycznie nie ma przeciwko czemu protestować, b) w Polsce nie ma marihuany ani haszyszu.

Się pije: koniak (Napoleon u doktora, a prywatnie to soplicę, jarzębiak, a jak premia to Budafok).
Się pali: wiadomo, dym wisi w powietrzu, szef pali fajkę, bo “zdrowa”. Hipisi palą papierosy na astmę, sprzedawane przez przedsiębiorczego proroka Józia.

Inne z tej serii tu.

#27

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela kwietnia 28, 2019

Link permanentny - Tagi: prl, panowie, panie, kryminał, 2019 - Kategoria: Czytam - Skomentuj


Elizabeth Strout - Olive Kitteridge

Olive jest dziwna. Ma kochającego męża, syna, pracę, którą lubi - jest nauczycielką matematyki w małym miasteczku, mimo to w prawie każdej, czasem zupełnie neutralnej, sytuacji czuje do otoczenia niechęć. Nie umie w small talk, nigdy nie przeprasza, jest silna, oschła i wymagająca. Mimo to, jest osobą wrażliwą, uczciwą, pełną współczucia, wspierającą (na swój sposób, bez tkliwości). Opowiadania, bardziej nawet niż serial, sklejają z okruszków scen wielostronny obraz małomiasteczkowej, starzejącej się kobiety o bogatym życiu wewnętrznym, pozbawionej lukru ogłady i prostolinijnej. Jest opowieść o gwałtownie zakończonej miłości do kolegi ze szkoły, nauczyciela. O trudnym dla obu zupełnie innych osobowości wieloletnim związku małżeńskim, zakończonym najtrudniejszym czasem, kiedy mąż po udarze przeszedł w stan wegetacji. O kontaktach między matką a synem, najpierw nastolatkiem zazdroszczącym tzw. trudnym dzieciom, że mają więcej uwagi i troski jego matki niż on, potem już dorosłym, chcącym respektowania dla swoich wyborów życiowych, innych niż oczekiwane przez matkę. I o samotności, nawet jeśli są ludzie dookoła; na ile im pozwolić w kontakcie ze sobą, jak uniknąć uzależnienia od innych, którzy mogą zniknąć z życia i zostawić pustkę, jakim kosztem to się dzieje.

W serialu inni dookoła Olive byli tłem. Tutaj niektóre opowiadania pokazują perspektywę życia innych mieszkańców miasteczka, Olive przemyka się tam epizodycznie. Pianistka grająca w restauracji myśli o swoim związku z żonatym, toksycznym mężczyzną. Bogata rodzina po tym, jak ich syn zabił narzeczoną, zamyka się w czterech ścianach, żeby nie słyszeć, co ludzie mówią za ich plecami, a mimo to w dalszym ciągu są pełni pogardy dla innych. Powracający po latach złamany młody człowiek chce popełnić samobójstwo, ale rozmowa z Olive i uratowanie życia przypadkowo topiącej się dziewczynie wszystko zmienia. Sielankowa prowincja pełna jest różnych ludzi, ale na najniższym poziomie wszyscy z nich i tak potrzebują kogoś obok.

#26

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek kwietnia 22, 2019

Link permanentny - Tagi: panie, beletrystyka, 2019 - Kategoria: Czytam - Skomentuj


Natalia Osińska - Fluff

Uwielbiam, jak za pomocą sprytnego manewru autorka skupiła się na zupełnie nowych bohater(k)ach pierwszoplanowych, absolutnie nie zaniedbując dotychczas poznanych. Matylda, epizodycznie przewijająca się przez poprzednie tomy, jest zakochana w Tośku (od niedawna - Danielu). Naukę do matury przerywa tylko na kreację siebie w sieci, czekając na ten jeden lajk, a może i komentarz. Zamiast Daniela komentuje jednak Victory, cosplayerka i - jak się okazuje - celebrytka. Dziewczęta spotykają się na Pyrkonie; Matylda oczywiście jest niepewna, bo zdarzało się jej nazmyślać w sieciowych rozmowach, tymczasem okazuje się, że Wika wprawdzie nie zmyślała, ale poza Internetem jest... dziwna. Wycofana, nijaka (koloru dodają jej tylko przebrania, w które inwestuje całą siebie) i bardzo ostrożna. Fascynuje Matyldę, która rzuca się w przyjaźń całą sobą, motywując Wikę do pojawienia się na maturach i próbując rozkręcić jej sklep internetowy. Matka Matyldy obserwuje to z ciekawością entomologa, ale i niepokojem, kompletnie nie jest w stanie zrozumieć, co się dzieje z jej córką. Po maturach i wielkim kryzysie w kinie, wszyscy bohaterowie spotykają się na weselu Sandry, siostry Leona (Wika z bratem grają na weselu, Matylda ma robić zdjęcia, a Daniel... jest sobą). Gdzieś za Gnieznem Leon usiłuje poukładać sobie życie z rodziną i Danielem, a Matylda próbuje zrozumieć Wikę.

To, co jest chyba dla mnie najbardziej zachwycające w książkach o tęczowym Poznaniu, to że tak naprawdę to wszystko jedno, czy to historia o dziewczętach, chłopcach, transseksualistach czy wreszcie parach hetero. Zakochanie jest takie samo - niepewność na początku, motyle w brzuchu w fazie, kiedy już wiadomo, że obie osoby TAK, czy wreszcie umiejętność radzenia sobie z przeszkodami, bo nie zawsze jest sam fluff. Oczywiście, pary nieheteronormatywne mają trudniej, bo nie mają pisanych setkami lat ewoluujących skryptów; z jednej strony sytuacja, kiedy starszy brat Wiki jest skonsternowany, bo kazał siostrze uciekać, jeśli sytuacja na randce jest według niej niebezpieczna, a tymczasem Wiki poczuła się zagrożona przy Matyldzie, budzi lekki śmiech, z drugiej strony wcale nie trzeba mieć innego zestawu genitaliów, żeby potencjalnie drugą osobę skrzywdzić.

Nie jest zaniedbane też starsze pokolenie. Nie ma wprawdzie za dużo Idalii, ale jest Marcin i jego łagodna rezygnacja oraz Joanna, mama Matyldy, która usiłuje zarządzać zmianą za pomocą profesjonalnych poradników, z różnym skutkiem. Poznajemy też rodziców Leona, co rzuca światło na historie opisane w Slashu i Fanfiku. Moim nowym idolem został nowy mąż Sandry (pokolenie 1,5), liczę na jego większą obecność w tomie czwartym. Bo będzie tom czwarty?

Inne tej autorki tutaj.

#25

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota kwietnia 20, 2019

Link permanentny - Tagi: panie, beletrystyka, 2019 - Kategoria: Czytam - Skomentuj


Wielkopolska w weekend - Radojewo

[14.04.2019]

Oczywiście jest tak, że mieszkając 14 lat w Suchym Lesie, nie wiedziałam, że w zasięgu ręki mam takie urocze miejsce jak Kokoryczkowe Wzgórze[1] (ba, nie wiedziałam, że porastająca je fioletowo-biała roślinka to kokorycz), więc aktualnie musiałam przejechać przez cały Poznań, żeby się przespacerować po pozostałościach najpierw przyklasztornego, potem przypałacowego parku z XIX wieku. Pałac w dalszym ciągu istnieje, niestety tylko w postaci zrujnowanej bryły. Krajobrazowy park jest o tyle ciekawy, że częściowo położony jest na stromej skarpie i w naturalny sposób łączy się z lasami porastającymi dolinę rzeki. Na samym szczycie wzgórza znajduje się ruinka, co ciekawe, zaprojektowana jako ruina od samego początku. Podobno można znaleźć zapomniany cmentarz, mnie się nie udało. Przy wejściu do parku jest gospodarstwo z koniem i kozami, wszystkie bardzo przyjacielskie; plotki głoszą, że kozom zdarza się wypuścić do parku na szaber. Wczesną wiosną park jest żółty od kwitnącej złoci (łąkowej i żółtej) i rannika zimowego. Potem przechodzi w fiolety za sprawą kokoryczy (pełnej i pustej) i miodunki ćmej. Aktualnie jest faza fioletowa. I soczyście zielona, odżywająca po tygodniu porannych przymrozków i przejmującego wiatru.

Jak widać po zdjęciach, wyprowadziłam na spacer nowy gadżet, budząc pewne zdziwienie wśród spotkanych w parku ludzi (“To pani jest wróżką?”). Nie jest to oryginalna kula Lensball, której reklamy pojawiają się na instagramie, tylko tańszy ekwiwalent z amazon.de (głównie z powodu ceny, ale też z powodu konieczności przesyłki z USA i potencjalnego zamieszania z cłem), na pierwszy rzut oka nie widzę różnicy. Do kuli jest dołączona szklana podstawka, która jest zdecydowanie lepszym rozwiązaniem niż czasem pojawiająca się w zestawach drewniana (drewno widać jako brązową plamę na “górze” zdjęcia, szkła nie), nie ma za to zamszowego woreczka ani ściereczki, niezbędnych do czyszczenia i przenoszenia, ale to można ogarnąć we własnym zakresie (noszę kulę w nieużywanym woreczku od długiego obiektywu). Z góry wspomnę, że owszem, to nie jest narzędzie profesjonalnego fotografa, ale ja profesjonalna zdecydowanie nie jestem i traktuję kulę jako fajną zabawkę. Ze znalezionych wad: nieustająco trzeba ją wycierać, bo ślady paluchów widać bardzo oraz trzeba mieć nieskazitelny manicure do zdjęcia “z ręką”, bo wstyd inaczej (tak, wiem, mam obrzępolone skórki na kciuku). Nie zaobserwowałam zjawiska, że kula skupia promienie słońca i wypala dziurę w ręku po kilku sekundach, może kwestia pory roku i wysokości słońca. W każdym razie dzisiaj, jak to mówią Amerykanie, poszłam do miasta ze zdjęciami w kuli. W przyszłości postaram się ograniczać.

Link do sklepu (nieafiliacyjny) - amazon.de - są różne wielkości, ja mam kulę o średnicy 80mm, co wydaje mi się sensownym rozmiarem do łatwego trzymania w ręku (kuli 150mm już bym nie dała rady utrzymać inaczej niż na wyciągniętej dłoni) i do uzyskiwanych efektów. Ale jak kto ma power w łapie, to czemu nie.

Kokorycz z bliży / Kokorycz z dali Pałac rodziny von Treskov, AD 2019 Kokorycz (biała, nie wiem czy to pusta, czy pełna) / Coś, co nie jest miodunką Poplątane Ruinka kapliczki / Pole kokoryczy Zielono mocno Zielone / Przydatny pieniek jest przydatny Drzewostan Kapliczka / Pozostałości pałacu

GALERIA ZDJĘĆ.

[1] O tym, że zaraz obok mam Rezerwat Meteorytów Morasko, wiedziałam od zawsze. Czy udało mi się pojechać? Oczywiście, że nie. Nie bądźcie jak Zuzanka, odwiedzajcie fajne miejsca blisko domu.

Napisane przez Zuzanka w dniu środa kwietnia 17, 2019

Link permanentny - Tag: radojewo - Kategorie: Listy spod róży, Wielkopolska w weekend, Fotografia+ - Komentarzy: 5


Ian Rankin - Kaskady

Była flama Rebusa, Gill, zostaje nowym komendantem. Okazuje się trudnym partnerem, bo jednak bardziej dba o politykę niż o ludzi[1]. A śledztwo niełatwe i medialne, bo zaginęła córka zamożnego bankiera. Nikt nie żąda okupu, ale w okolicy posiadłości bankiera pojawiła się zagadkowa drewniana trumienka z laleczką. Rebus odkrywa we współpracy z Jean, kustoszką Muzeum Narodowego (z którą nie tylko prowadzi śledztwo, ku irytacji Gill), że takie laleczki pojawiły się w XIX wieku przy okazji kradzieży zwłok na badania oraz - z niezauważoną wcześniej regularnością - po zastanawiających zaginięciach w latach 70. i 80. Dokooptowują też emerytowanego patologa, profesora Devlina, prywatnie sąsiada zaginionej, który - nudząc się bez pracy - analizuje stare dokumenty sekcji. Poza Jean i patologiem, do ekipy Rebusa trafia sierżant Ellen Wylie, którą Gill zniszczyła na pierwszej konferencji prasowej, posterunkowa Siobhan Clarke, zdolna i ambitna policjantka, która wraz z lubiącym gadżety posterunkowym Grantem Hoodem usiłuje eksplorować drugą linię śledztwa - tajemniczą cybergrę, w której uczestniczyła zaginiona. Największym problemem tego zespołu jest to, że nikt ze sobą nie rozmawia, każdy samodzielnie prowadzi jakiś wątek. Niestety, to efekt udzielającego się stylu pracy Rebusa.

Rzecz się dzieje w 2001 roku, więc ta cyberprzestrzeń jest taka bardziej umowna - tajemniczy Quizmaster wysyła wskazówki pocztą, często zmieniając serwery. Żeby uzyskać jakiekolwiek informacje, trzeba kontaktować się ze specjalną komórką ds. Internetu, a i to niekoniecznie z dobrym efektem.

Kwiatek z tłumaczenia: “błękitne kamionkowe naczynia pokryte glazurą w kształcie talerzy i wazonów”.

Inne tego autora tutaj.

[1] Chociaż nie do końca. Upiera się, żeby Rebus poszedł na lekarza i podjął walkę ze swoim alkoholizmem; oczywiście Rebus to traktuje jako akt zazdrości (skoro wybrał Jean) i wtrącanie się w życie prywatne (whisky - Tallisker, Macallan, Laphroaig - i piwo to takie niewinne hobby[2], w końcu, nawet jak pod wpływem alkoholu policjant zaczyna przesłuchiwać podejrzanego albo ładuje się do mieszkania zaginionej).

[2] Poza muzyką. Mam wrażenie, że cytowana playlista w głowie Rebusa jest coraz bardziej kompulsywna, a pojawiające się wtręty - toporne ("– Plotki, Bill. To tak, jak z tym albumem Fleetwood Mac: najlepiej nie słuchać").

#24

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek kwietnia 15, 2019

Link permanentny - Tagi: panowie, kryminał, 2019 - Kategoria: Czytam - Skomentuj


Embarcadero

Firma Alejandry sprzedaje zaprojektowany przez nią budynek za grube miliony euro. Oscar, mąż Alejandry dzwoni do niej z wyjazdu służbowego z Frankfurtu, gratuluje i sugeruje, żeby jednak zrobili sobie dziecko. Alex zasypia szczęśliwa, ale budzi ją telefon z policji z prośbą o identyfikację zwłok męża, który popełnił samobójstwo. Tak zaczyna się czas zmiany w życiu kobiety, z jednej strony to koszmar - okazuje się, że jej mąż od 8 lat dzieli czas na życie z nią i z inną kobietą, do której jeździ zamiast podróżować służbowo (bo i z pracy go wyrzucono kilka lat wcześniej). Z jednej strony, bo oznacza też zaskakującą zmianę - Alex poznaje Veronicę, ekscentryczną kochankę męża, mieszkającą na pięknej prowincji (przy tytułowej przystani). Zamiast jednak jej nienawidzić, zaprzyjaźnia się z nią i wynajmuje od niej pokój, udając badaczkę ptaków. Powoli odkrywa kolejne tajemnice Oscara i dociera do niej, że chyba jednak Oscarowi ktoś pomógł przenieść się na tamten świat. Ma to oczywiście wpływ na dotychczasowe życie Alejandry - nie jest już zadowolona z zaprojektowanego budynku, jej przyjaciółka okazuje się o wszystkim wiedzieć, a matka-pisarka (Cecilia Roth) w tajemnicy przed nią zaczyna pisać książkę o wydarzeniach z życia córki.

Serial jest świetny na wielu płaszczyznach. Niejednoznaczny, z wieloma wątkami i często pokazujący te same sytuacje z różnych perspektyw; pojawia się prowincjonalny policjant/muzyk rockowy po przejściach i nieco obszarpany, ale atrakcyjny przewoźnik. Wreszcie sama postać Veroniki, to chyba chciał osiągnąć Żuławski w Szamance, ale mu nie wyszło - jest uczciwa, kobieca, odważna i na trwałe zjednoczona z okolicą, w której mieszka. A i okolica - koło Albufery - jest piękna i malownicza, sama rzuciłabym pracę, żeby siedzieć cały dzień na tarasie i patrzeć na plażę opodal.

Pierwszy sezon nie przynosi odpowiedzi na pytanie, kto zabił Oscara, za to zostawia dość rozwojowe zawieszenie akcji.

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela kwietnia 14, 2019

Link permanentny - Kategorie: Oglądam, Seriale - Skomentuj


O wiośnie w Dublinie

[25-29.04.2019]

Czasem jest tak, że wszystko się układa. Na przykład na służbowy wyjazd do Dublina ktoś przekręca pokrętło temperatury i kiedy ruszam z szarego Poznania, gdzie na lotnisku marzną mi paluszki, w Irlandii robi się tydzień Prawdziwej Wiosny. Słonko, bezwietrznie, kilkanaście stopni, kwiecie kwitnie, a i trawa zieleńsza. Owszem, raczej wzdychałam tęsknie zza biurowej szyby do świata na zewnątrz, ale pojeździłam sobie DART-em w jedną i w drugę stronę (mentalnie walcząc ze sobą, żeby wsiadać jednak na innym peronie niż podpowiadała mi prawostronna logika), przeszłam się molo w Dun Laoghaire (o wschodzie słońca![1]) i policzyłam kolorowe drzwi w niskich domkach pomiędzy DL i Sandycove, tęsknie spoglądając na Maritime Museum (i inne okolice). Z intensywnej wycieczki do Limerick zostały mi powidoki zielonych pól, na których wypasają się kudłate i mniej kudłate krówki, biegają radosne koniki oraz malowniczo rozsypują się owce.

Blackrock, widok na Dun Laoghaire Latarnia na East Pier, Dun Laoghaire / Wschód słońca / Gazebo (tamże) Blackrock, stacja DART (moja ulubiona) Drzwi i puby Drzwi, chyba gdzieś pod Sandycove DART na zewnątrz / DART w środku Wschód słońca, molo w Dun Laoghaire Restauracja hotelowa / Śniadanie Widok z molo na port, ta wieża to Muzeum Morskie (nie kościół) Zachód słońca / Marina w Dun Laoghaire Marina Liffey po wschodzie słońca

Restauracje:

[1] Nie było to AŻ takie wyrzeczenie, bo i tak źle sypiam na wyjazdach oraz w Irlandii jest o godzinę wcześniej, więc poranek o 6 rano tam to jak u nas o 7. Bez dramatu. I uniknęłam jetlaga, bo zaraz po powrocie była zmiana czasu.

GALERIA ZDJĘĆ. Poprzednio: o DART (chociaż według niektórych to nie metro) i Dun Laoghaire oraz kilka panoramek tamże.

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota kwietnia 13, 2019

Link permanentny - Tagi: irlandia, blackrock, dun-laoghaire, dublin - Kategorie: Listy spod róży, Fotografia+ - Komentarzy: 2


Ant-Man i Osa

Pojechali na zieloną szkołę wszyscy nasi, więc film bez dubbingu.

Scott Lang kończy dwuletni okres aresztu domowego (z zakazem korzystania z urządzeń elektronicznych oraz kontaktu z dawnymi współpracownikami), kiedy przypadkiem jego umysł łączy się z umysłem zaginionej przed laty w przestrzeni kwantowej Janet, żony Howarda Pyma i matki Hope. Następną rzeczą, jaką zauważa, jest to, że zamiast niego w domu znajduje się mrówka-robot (z policyjną bransoletką na odnóżu), a on sam jedzie zminiaturyzowanym samochodem do Tajemniczego Laboratorium Pymów. Okazuje się, że dzięki wizycie Langa w przestrzeni kwantowej, udało się nawiązać kontakt z zaginioną 30 lat temu superbohaterką i może uda się ją sprowadzić. Fabuła jest raczej z tych szalonych i najlepiej streszcza ją chyba porównanie do przerzucania gorącego kartofla. Wszyscy - czarnorynkowy handlarz elektroniką, skorumpowany policjant, dawny współpracownik Pyma i jego rozedrgana kwantowo podopieczna - chcą przejąć laboratorium, dzięki czemu po całym San Francisco na zmianę ktoś się ściga (doskonały patent z pudełkiem Hot Wheelsów), ktoś maleje lub rośnie albo się naparza w mniej lub bardziej wyrafinowany sposób. A skoro San Francisco, to jest malowniczy pościg w dół Lombard i dramatyczna scena na Fisherman’s Wharf. Jak to zwykle w filmach Marvela, jest cameo Stana Lee oraz - co bardziej wyjątkowe - niesporczaka.

Świetny film familijny, nie jest brutalny, a przemoc jest dość komiksowo-umowna (powiększający się kilkadziesiąt razy budynek zapewne zgniata stojących na powierzchni ludzi, ale tego nie widać, więc nie ma problemu); tak jak w przypadku Ant-Mana mam wątpliwości (krwawe crash-testy ze zmniejszaniem owieczek), tak tutaj myślę, że dla 9-10 latka może się już przyjąć. Dialogi bardzo dobre, niewulgarne. Będę testować.

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek kwietnia 12, 2019

Link permanentny - Kategoria: Oglądam - Skomentuj


Pat Conroy - Książę przypływów

Więc owszem, dlatego raz na jakiś czas lubię przeczytać jakąś podłą książkę, żeby potem docenić te fantastyczne. “Księcia przypływów” możecie zapewne znać z ekranizacji (Nolte/Streisand), ja nie znałam[1], co pozwoliło mi się w pełni[2] cieszyć fabułą książki.

Współcześnie (w latach 70.) Tom Wingo, bezrobotny trener i nauczyciel angielskiego, mąż i ojciec trzech córek, dowiaduje się o jednocześnie o kolejnej próbie samobójczej swojej siostry-bliźniaczki Savannah, poetki, oraz o tym, że jego ukochana żona chce się z nim rozstać, a on sam nie jest takim ojcem, za jakiego zawsze się uważał. Opuszcza więc rodzinne okolice i jedzie do Nowego Jorku, żeby przemyśleć swoje życie i związek oraz spotkać się z siostrą. Na miejscu dowiaduje się, że siostra jest w katatonii, potrafi wypluwać z siebie tylko chaotyczne frazy, a jej psychiatra, dr Lowenstein, próbuje z tego rozszyfrować przeszłość. Od tej pory spotkania Toma z dr Lowenstein przeplatają się z opowieściami o trudnym dzieciństwie w rozlewiskach Karoliny Południowej. Brutalny ojciec, ofiara dwóch wojen (II i w Korei), często nieobecny, ale podczas czasu w domu egzekwujący przemocą swoją wizję wychowania dzieci; pojawia się pierwowzór wątku z “Gnoju”, gdzie kilkulatki modlą się, żeby ojciec zginął na wojnie albo marzą, żeby udało się zmienić przeszłość i ich rodzice nigdy się nie spotkali. Ciężko doświadczona matka, rodząca (poza trójką żywych) martwe dzieci, dodatkowo opętana ambicją wejścia do wyższych sfer w lokalnej społeczności; gorzknieje z czasem, według narratora buduje swój świat na kłamstwie, co ma niebagatelny wpływ na dzieci. Do tego dochodzą dramatyczne wydarzenia, czasem w postaci rodzinnych legend (peregrynacje ojca w czasie II wojny światowej), czasem przywołane po wieloletnim wyparciu.

I przy tym wszystkim to książka absurdalnie pogodna, mimo przerażających wspomnień. Tom, Savannah i Luke budują sobie fantastyczny świat, w którym wzajemnie się chronią przez zewnętrzną grozą. Naznaczony religijnym szaleństwem, ale łagodny dziadek Amos jest lokalną ciekawostką, kiedy co roku na Wielkanoc wyciąga krzyż i odtwarza drogę krzyżową na ulicach miasteczka (i tylko raz krzyż był na kółkach). Babcia Tolitha, która opuściła męża i syna, jest bigamistką, ale nie boi się podjąć ryzyka przepieprzenia całego majątku na podróż dookoła świata oraz z wielką radością kładzie się w trumnie, żeby spłatać psikusa lokalnej plotkarce. Tom, główny kronikarz rodziny, który jako jedyny pamięta przeszłość i - z biegiem wydarzeń - opowiada o wszystkim zaangażowanej pani doktor, jest człowiekiem o ogromnym poczuciu humoru, dzięki czemu nawet opis zabijania i przemocy jest kontrapunktowany nieco ironicznym komentarzem. Wiadomo, jest to mechanizm przystosowania, sprawdzający się nieco lepiej niż szaleństwo siostry czy idee-fixe starszego brata. To wszystko nałożone jest na nostalgiczny obraz nieistniejącego już Południa - krainy rybaków, ludzi prostych, ale uczciwych; miejsca, gdzie wszystko było możliwe - domowa menażeria z tygrysem, kradzież morświna z parku rozrywki czy włamanie i pozostawienie w domu znienawidzonego człowieka rozkładających się zwłok ogromnego żółwia.

To mocna i przejmująca książka, ale napisana tak, że mam ochotę do niej wrócić, nawet kosztem przebijania się przez kilkaset stron opowiadających o koszmarnym dzieciństwie, które zostawiło na wszystkich dzieciach Wingo blizny.

[1] A chcę? Nie rozczaruję się filmem sprzed lat?

[2] Mimo tłumaczenia Łozińskiego. Nie porównywałam z oryginałem, ale przy czytaniu nie znalazłam wielu baboli (niezrozumiałych zdań, bo kilka niezgrabności i niekonsekwencji i owszem - “szkolarskie pismo”, “słoje Masona” czy “entuzjastki drużyny”).

#23

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek kwietnia 8, 2019

Link permanentny - Tagi: panowie, beletrystyka, 2019 - Kategoria: Czytam - Skomentuj


Umbrella Academy

Tego samego dnia 1989 roku na całym świecie jednocześnie rodzi się czterdzieścioro troje dzieci, mimo że żadna z ich matek nie była w ciąży. Siedmioro[1] z nowonarodzonych adoptuje ekscentryczny miliarder, sir Reginald Hargreeve, który odkrywa, że mają nadnaturalne moce. Jedynka (Luther) jest nadludzko silny, Dwójka (Diego) miota ze 100% celnością bronią, Trójka (Allison) umie frazą wywierać wpływ na ludzi, Czwórka (Klaus) rozmawia ze zmarłymi, bezimienny Piątka potrafi się teleportować (i - jak się okazuje - podróżować w czasie), Szóstka (Ben) zamienia się w ogromną ośmiornicę, zaś Siódemka (Vanya)... nie ma żadnych mocy i jest przez oschłego opiekuna wykluczona. Hargreeve buduje z dzieci drużynę superbohaterską, prasa trąbi o kolejnych sukcesach. Przeskok do współczesności. Luther od 4 lat prowadzi misję na księżycu, Allison jest znaną aktorką (ale straciła przy rozwodzie prawo do opieki nad córką), Diego jest eks-policjantem zwolnionym ze służby, Klaus jest na krawędzi przedawkowania narkotyków, Ben nie żyje, zaś Vanya jest drugorzędną skrzypaczką bez większych sukcesów w życiu. Wszyscy zbierają się na pogrzebie “ojca”, zorganizowanym przez kamerdynera Pogo (mówiącego szympansa) i Matkę (robota-opiekunkę). W tym momencie pojawia się zaginiony przed laty Piątka (58-letni, acz wyglądający na 15 lat, które miał w momencie zaginięcia) i oznajmia, że za 8 dni nastąpi apokalipsa, więc fajnie było coś z tym zrobić. Niedługo potem pojawia się para podróżników w czasie (Hazel i Cha-cha), którzy mają w planach zabicie Piątki oraz Leonard, żywotnie zainteresowany Vanyą.

Po pierwszym dwóch czy trzech odcinkach miałam ochotę rzucić w kąt. Męczące oko ciemne ujęcia z plamami światła (artsy-fartsy, ale ja jestem ślepawa i nic tam nie widzę), fabuła pierwszych odcinków jest raczej ekspozycyjna i nie wciągają. I wtem wszystkie wątki się splatają, a do końca jest napięcie. Są doskonałe i zróżnicowane postaci (szczególnie uwielbiam Klausa jako element chaotyczny i tarantinowską Cha-chę, graną przez niesamowicie opanowaną Mary J. Blige), jest tajemnicza organizacja, dbająca o spójność linii czasu przez usuwanie kluczowych dla historii osób (książę Ferdynand, JFK) i mnóstwo reperkusji z dzieciństwa cudownych dzieci, które po latach dopiero się ujawniają. I jeszcze ta muzyka[2], świetnie dobrana, taka, jaką lubię.

[1] Ha, czemu tylko siedmioro? Co z pozostałymi 36 dziećmi, ha? Pojawią się w drugim sezonie?

[2] The Kinks, Queen ("Don't stop me now"), Nina Simone, The Doors, Radiohead, Bay City Rollers czy Hooverphonic.

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek kwietnia 5, 2019

Link permanentny - Kategorie: Oglądam, Seriale - Komentarzy: 1