Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Więcej o prl

Zygmunt Zeydler-Zborowski - Bardzo dobry fachowiec

Skojarzenia to przekleństwo, więc cały czas miałam w głowie Johna Pollacka, który przyjechał do Odessy łapać motyle[1]. Amerykanin Eddie Rolson przyjeżdża do Polski, żeby wyśledzić i zlikwidować byłego sekretarza włoskiego mafiozo, który nie dość, że ukradł kompromitujące dokumenty, to jeszcze zaszantażował pracodawcę ich ujawnieniem. Rzecz oczywiście się rozgrywa na kontrastach między Zachodem a Wschodem, Polska to dziki kraj, gdzie nie można ani skorumpować milicji, ani złapać taksówki[2]. W finale zlecenie zostaje wykonane, chociaż z przeszkodami, ale Rolson nie opuszcza Polski i nie inkasuje wynagrodzenia, bo milicja jest od niego sprytniejsza.

Się otacza luksusem: aparat w futerale z jaszczurczej skóry, cadillac, ubranie z niebieskiego tropiku, przeciwsłoneczne okulary w grubej oprawie.

Się pije: niechętnie alkohol w pracy (Rolson, woli sok pomarańczowy i coca-colę), koniak (również gruziński), wódkę, czerwone wino, kompot, kawę, Martini dry z sokiem z cytryny, wodę sodową z syfonu.

Się jada: gotowaną kapustę (popularne w Polsce); masło, szynkę, sardynki, ser tylżycki, bułkę paryską; krakersy i słone paluszki (pod koniak), polędwicę z groszkiem, lody, babkę piaskową; ser, chleb, jajecznicę z kiełbasą krakowską i parówki; krem sułtański, melbę i torty (i się tyje).

Się pali: Winstony (i używa zapalniczki z gazem usypiającym).

Się przechowuje: cukier w puszce po herbacie “Jubileuszowej”.

Się uprawia pożycie intymne: kilkukrotnie.

[1] Oczywiście wiem, że na podstawie książki powstał odcinek “07 zgłoś się”, konkretnie “Przerwany urlop”, gdzie w rolę mordercy wcielił się Troński.

[2] Do wszystkiego są kolejki - do taksówek, po bilety do kina, po pomarańcze.

Inne tego autora.

#5/#2

Napisane przez Zuzanka w dniu Thursday January 15, 2026

Link permanentny - Kategorie: Słucham (literatury), Czytam - Tagi: 2026, kryminal, panowie, prl - Skomentuj


Anna Kłodzińska - Błękitne okulary

To jeden z tzw. produkcyjniaków, z jakich słynęła Kłodzińska - źle ludzie robią złe rzeczy tylko dla zysku, wydaje im się, że są sprytni, ale milicja jest sprytniejsza. Grupa mężczyzn zawiązuje spisek, spotykają się w nielegalnym salonie gier w prywatnym mieszkaniu, a jeden z nich - tajemniczy doktor Hacen - zleca im przekręty i skoki, z których kasą dzielą się równo. Nie spotykają Hacena poza szulernią, wiedzą o nim tylko tyle, że jest stary, schorowany, siwy, mówi szeptem, bo miał operację krtani i nosi niebieskie okulary. Sprawa zaczyna się sypać, kiedy pewien prokurator znajduje swojego kolegę otrutego cyjankiem i nie wierzy w samobójstwo[1]; potem pewien nieco szemrany adwokat ulega wypadkowi w swojej łazience. Milicja odkrywa, kim jest Hacen i - zdradzam fabułę - kapitan Szczęsny przebiera się za niego, żeby wyciągnąć z konspiratorów zeznania, kto zabił, a kto kradł.

Się pije: radebergera (na bogato), likier bananowy z kubańskiego sklepu, kawę Neskę, Fruktovit, Istrę, wódkę (ukradkiem, w filiżance), koniak, whisky & soda (w Londynie), wodę mineralną (na wytrzeźwienie), angielską gorzką, wódkę eksportową, wermut, lekko podgrzany burgund, czarną kawę z jarzębiakiem, Armagnac i Hennesy .

Się je: chleb Graham z twarożkiem; kanapki, bigos, rybki z puszki, truskawki ze śmietaną, sałatkę jarzynową z domowym majonezem (w salonie gier); kajzerki z szynką konserwową i bułgarskim dżemem ze śliwek; baleron, chleb, wędzone rybki w oliwie z puszki, ser i masło; lody i ciastka (w kawiarni); pomidorową, barszcz i bigos; solone migdały (na zakąskę); szczupaka w galarecie, ryby faszerowane, szynkę, sałatkę z drobiu i sosy; kurczęta po polsku i sałatę; kefir z młodymi ziemniakami i naleśniki.

Się pali: Carmeny, Sporty, Pall Malle (Francuz, o dźwięcznym nazwisku Moron (sic!)).

Się zażywa luksusu w kąpieli: gałka sosnowa i lawendowe mydło.

Się zażywa: fanodorm, proszki z krzyżykiem.

Się kupuje: żyletki w komisie.

Bawiąc-uczyć: badanie tkanek na okrzemki, żeby potwierdzić utopienie.

[1] Pojawiają się czasem cudownie odjechane komentarze typu, że denat nie był pederastą, ale mógł się z tym kryć, może dlatego leżał w dzień w szlafroku na tapczanie.

Inne tej autorki, inne z tej serii.

#3/#1

Napisane przez Zuzanka w dniu Saturday January 10, 2026

Link permanentny - Kategorie: Słucham (literatury), Czytam - Tagi: 2026, kryminal, panie, prl - Skomentuj


Anna Kłodzińska - Malwina przegrała milion

1983[1]. Fabryka w Golewicach finalizuje zakup technologii katalizatora od francuskiej firmy, kiedy to firma nagle zrywa negocjacje i jej przedstawiciele wyjeżdżają. To oznacza katastrofę, bo bez katalizatora nie ruszy produkcja potrzebnych nawozów sztucznych. Grupa inżynierów unosi się honorem i stwierdza, że sami wykminią technologię, nie trzeba opóźniać rozpoczęcia produkcji, czekając na laboratorium z Centrali. I wszystko prowadziłoby do wykonania planu, gdyby nie pojawiające się dziwne zdarzenia - ktoś odkręcił kurki u jednego z inżynierów, mieszkanie drugiego spłonęło, trzeci się czymś zatruł, a w jego samochodzie zginęła przypadkowa osoba. Włącza się milicja, która zaczyna podejrzewać, że ktoś sabotuje prace. W drugim wątku pokazana jest perspektywa i motywacje sabotażystów - jednemu oczy się świecą do dolarów, jakie ma dostać z centrali w Monachium, drugi chciałby robić bomby w Stanach, trzeci marzy o luksusie. Oczywiście milicja jest zawsze o krok z przodu, a po serii przebieranek i udawanek, następuje wielki finał. Spoiler alert: inżynierom udaje się mimo przeciwności wynaleźć katalizator.

Się opowiada zabawne dowcipy: o zgwałceniu martwej kobiety, bo Francuz gwałciciel myślał, że to Angielka.

Się czyta: Archera “Czy powiemy panu prezydentowi?”. Co ciekawe, mam wydanie zmienione pt. “Co powiemy pani prezydent?”

Się je: pierożki z mięsem ze zsiadłym mlekiem, ziemniaki również ze zsiadłym mlekiem; jarzynową, mielony z sałatą i coś, co nazywało się kompotem, a smakowało jak rozpuszczone landrynki (u “Truciciela”); chłodnik na śmietanie z jajkiem, kurczaka z sałatą, kompot z truskawek (w domu rodzinnym); sandacza w galarecie, pieczywo, masło, bulion z pasztecikiem, bryzol dla pani i golonka dla panów (w hotelowej restauracji); kaszankę po staropolsku, zrazy po chłopsku (drogo w skansenie); sałatkę z pomidorów i jajecznicę z 6 jaj (na śniadanie, jest też szynka); wspólnie - trzeba oddać kartki żywnościowe osobie gotującej obiady.

Się pali: Marlboro, Ekstra mocne, Pall Malle, Chesterfieldy, Gauloise’y (we Francji).

Się chowa: wódkę w tajnym schowku w tapczanie, bo inaczej mąż wszystko wychla.

Się pije: 2 piwa (więc trzeźwy), zimne mleko, colę, domową nalewkę smorodinówkę, koniak (i zagryza czosnkową kiełbasą dla zabicia zapachu), dry martini z lodem (pod słone paluszki), szkocką, wermut, petit crème, anyżówkę, piwo wzmocnione żytem (pod ogórek lub pomidora), “Neskę” ze śmietanką, sodową z syfonu.

Się przekupuje: paczką kawy, zagranicznymi papierosami, angielską herbatą.

Się nosi: kolorowe skarpety do sandałów, dżinsowe spodnie modnie wytarte na kolanach, koszulkę z idiotycznym napisem “I love you” (przez którą właściciel o mało co nie pobił jakiegoś pedała, który napis wziął do siebie).

[1] Jest to o tyle istotne, że - według “Amerykanina” - fala uchodźców politycznych nie jest już miło witana za granicą. Burzliwe czasy są wspomniane również w odniesieniu do jednego drugoplanowego bohatera, który zaangażował się w wielką politykę, ale po kilku miesiącach mu się znudziło i wrócił do Golewic. Dyrektor zakładów zwierza się, że po październiku zrehabilitowano mnie, ale to nie to samo.

Inne tej autorki.

#110/#29

Napisane przez Zuzanka w dniu Monday December 8, 2025

Link permanentny - Kategorie: Słucham (literatury), Czytam - Tagi: 2025, kryminal, panie, prl - Skomentuj


Jadwiga Wojtyłło - S.O.S.

Rafał i Agata prowadzą radiową audycję interwencyjną, narażając się wszystkim w mieście - kurii, radzie adwokackiej, zarządowi dróg publicznych, związkom zawodowym. Tym razem uparli się wbrew ustaleniom milicji, która zamknęła śledztwo, że wyjaśnią, kto doprowadził Ewę Schmidt, ekspedientkę z “Delikatesów”, do odebrania sobie życia[1]. Na to nakłada się zniknięcie 20-letniej córki Rafała, Elżbiety, która ewidentnie wdała się w jakąś aferę. Na początku dochodzenie dziennikarz prowadzi sam, dopiero kiedy zaczyna padać gęsto trup, a sprawa Ewy niebezpiecznie zbliża się do jego rodziny, informuje zaprzyjaźnionego oficera milicji. W finale przestępca zostaje ujęty za pomocą podstępu na pełnym morzu.

Czuć lata 70., rzecz się kręci wokół pożycia intymnego na różnych poziomach, a dodatkowo czuć oddech Zachodu za sprawą tzw. prywaciarzy. Pamiętam, że słuchałam tej książki w radio w odcinkach, jeszcze w latach 80., wtedy oczywiście byłam zachwycona, bo opisywany luksus i rozmach był czymś, czego wtedy nie widziałam wokół siebie. Teraz już rzecz jest raczej przaśna, a nie prestiżowa.

Się pali: “Ekstra mocne” bez filtra (określane jako gwoździe), “Sporty”, „Damskie”.

Się pije: żytnią z cytryną (w butelce po koniaku), pejsachówkę (bo lepsza od śliwowicy), galaretki z bułgarskich kompotów, napój firmowy z plasterkami cytryny, sok porzeczkowy, Cocacolę, winiaczek, mleko ze złotymi i srebrnymi kapslami, wodę mineralną “Perła Bałtyku”, Kryniczankę, kawę parzoną po polsku w szklankach, jarzębiak, grzany krupnik po staropolsku, napój z kompotu rozwodnionego przegotowaną wodą, “niebieską” (wódkę), “Budafok”.

Się dba o urodę: kremem Yardley „Beauty Magie”, węgierskim balsamem do rąk „Kez”.

Się zarabia: robiąc saszetki na eksport (Ale w dobrą stronę: wyłącznie do Związku Radzieckiego.)

Się ozdabia: reprodukcjami postępowej grafiki meksykańskiej.

Się nie kupuje: słonych paluszków wieczorem, bo to nie Paryż.

Się czytuje: “Elle” (z wypożyczalni), “Brigitte”.

Się je: chleb z masłem, torcik firmowy z bitą śmietaną w “Lotosie”, kartofle odsmażane na słoninie.

Się zażywa luksusu: gin z tonikiem czy „Cuba Libre”, mocna, brazylijska kawa, angielskie biskwity (wysypane z pomarańczowej blaszanki z napisem „Gaytime Assortment”, słone orzeszki, egipska chałwa i grecki sok pomarańczowy “Dodoni”, tytoń „Amphora”, whisky „Queen Anne”, herbata „Liptona”, gra radio Luksemburg, a siedzi się w białych skórzanych fotelach.

Się ma niespodziewane trudności: - Gehenna - zawołał [XXX]. - Dzisiaj trudniej zrobić dobrą pornografię niż „Pana Tadeusza”, Te wszystkie figury, wie pan.

[1] - Pan ciągle myśli, że tam gdzieś pod spodem… A to była depresja. Tak jak powiedzieli w śledztwie. Depresja, proszę pana. Kobietom to się zdarza.

Inne z tej serii.

#104

Napisane przez Zuzanka w dniu Thursday November 27, 2025

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: 2025, kryminal, panie, prl, z-jamnikiem - Komentarzy: 2


Jerzy Edigey - Niech pan zdejmie rękawiczki

Pani Eufemia Kwiatkowska, emerytowana nauczycielka muzyki, mieszka w “kołchozie” - współdzielonym mieszkaniu z nieprzyjaznymi jej współlokatorami. Kiedy wreszcie otrzymuje przydział na mieszkanie na nowowybudowanym osiedlu Za Wiatrakami, nie waha się, nawet jeśli mieszkania mają niedoróbki i chodzi plotka, że ktoś morduje starsze panie[1]. Plotka okazuje się prawdą. Mimo to pani Eufemia wywiesza ogłoszenie o lekcjach muzyki, bo w związku ze zmianą zamieszkania musi znaleźć nowych klientów. Zaprzyjaźnia się też z państwem inżynierostwem, których córeczkę uczy gry na pianinie i szybko nawiązuje kontakt z dzielnicowym sierżantem Lipkowskim, który ma pomysł, żeby wykorzystać ją jako przynętę. Jako potencjalnych złoczyńców Lipkowski typuje tzw. złote rączki, którzy świadczą nielegalnie usługi remontowo-stolarskie - zamontują zamek, wyheblują okno, żeby się zamykało, położą kafelki czy wręcz naprawią to, co spieprzyli, oddając mieszkanie. Całość jest utrzymana w dość lekkim klimacie, z dużym udziałem starszej pani w rozwiązaniu sprawy. Dzielnicowy też okazuje się sprytniejszy od Komendy Głównej Milicji, co zostaje finalnie zaakceptowane po początkowej niechęci do udziału sierżanta w śledztwie.

Się pije: kawę (gorzką, bo cukier daleko i wstyd prosić o podanie).

Się marzy: o zakupie Taunusa (taki europejski Ford!).

Się nosi: drogi zegarek “Omega”.

Elektronika: radio „Aga”, telewizor „Granit” - istotny dla śledztwa, “Philips” - nowoczesny, z Zachodu.

[1] Oczywiście, że pojawiają się żarciki z potencjalnego tła seksualnego napaści - wszyscy są zgodni, że przecież 60-latki nikt nie tknie, bo stara i do tego brzydka, mimo wspomnianych przypadków gwałtu na osobie 80+. Ale to we Francji (ciągle aktualnie, niestety).

Inne tego autora.

#102/#27

Napisane przez Zuzanka w dniu Sunday November 23, 2025

Link permanentny - Kategorie: Słucham (literatury), Czytam - Tagi: kryminal, panowie, prl - Skomentuj


Kazimierz Błahij - Śledztwo na dobranoc

Do nadmorskiego pałacu w Kolbaczu zjeżdża zespół śledczy, bo gość z RFN nie dość, że zostaje znaleziony martwy, to jeszcze mieszkańcy pałacu - ogrodnik i dozorca z 18-letnią córką, kustosz pałacu i gospodyni/kucharka - spontanicznie pochowali denata na lokalnym cmentarzu. Odkopane zwłoki oczywiście noszą ślady przemocy, prowadzący śledztwo na zmianę opowiada o tym, co się dzieje, albo cytuje protokoły z przesłuchań i rozmów roboczych. Mieszkańcy twierdzą, że gościa zamordował duch, który regularnie nawiedza budynek. Cała akcja dzieje się w ciągu jednej nocy, a o poranku - po przejściu przez całą historię dawnych właścicieli pałacu - wyjaśnia się, po co tak naprawdę gość przyjechał do Polski, co chciał wywieźć i kto go zabił, co jest o tyle trudne, że a) najpierw wszyscy kłamią, b) potem każdy przyznaje się do zbrodni.

Książka pisana jest bardzo wymyślnym językiem, pojawiają się przedziwne frazy typu “nogi wystoperczone przed kominkiem”, dodatkowo protokoły chyba w założeniu mają pokazywać zabawne dialogi[1] podczas śledztwa. Na plus - zaczyna się od listy postaci, więc - jak odciąć osoby dodane dla kontekstu historycznego i wyjaśnienie nadnaturalne - liczba podejrzanych nie jest duża. Ślad prowadzi w daleką przeszłość, ale i wracają historie z okresu drugiej wojny światowej oraz nieustająca niechęć do Niemców[2]. Społecznie - nikt się nie dziwi, że niespełna 18-latka jest w ciąży ze znacznie starszym od niej mężczyzną, ważne, że się kochają. Prowadzący śledztwo kumpluje się ze swoim współpracownikiem oraz jest w kiepskich stosunkach z patologiem.

Się je: pieczywo, wędlinę, chleb z masłem i znakomitym dżemem.

Się pije: herbatę, spirytus (niechętnie, chociaż na miodzie), wódkę, bimber (na chrzcinach u naczelnika poczty, gdzie są wszyscy mieszkańcy niedalekiej wsi).

Się pali: fajkę ze zwykłym tytoniem z “Bosmanem”, ale zagraniczniak przywozi „Prinz Albert — Extra Cut”.

Szowinizm codzienny: kobiety utrzymują w tajemnicy tylko to, czego naprawdę nie wiedzą.

Się windykowało od władców: Czytałem jego [dawnego właściciela Kolbacza] listy. Do Albrechta Pruskiego o pięćdziesiąt tysięcy talarów, do Amsterdamu o pożyczkę, żebraczy list na Wawel, aby przynajmniej spłacili sześćdziesiąt tysięcy talarów, które Johann wyłożył na zakupienie w Hiszpanii insygniów koronacyjnych dla Zygmunta. Tu będzie się pan śmiał: król zamówił sobie w Domu Bankowym Johann Colbatz — młodą lwicę i ząb mamuta... To wszystko szło na kredyt. Płacił zaś Johann.

[1]

- Co to mogło być? - zastanawia się lekarz.
- Święty Mikołaj z mydłem.
- Dlaczego z mydłem? - zastanawia się Kunicki.
- Bo dziwnie, rozumie pan? Dziwnie, głupio i nijako.

[2]

- A to niby turysta, a to to, a to tamto. Grzeczne teraz, kłaniają się, gutenmorgen, a swoje robią.
- Niby co robią, pani Łasakowa?
- Niby to pan nie wie.

Inne z tej serii.

#101

Napisane przez Zuzanka w dniu Thursday November 20, 2025

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: 2025, kryminal, panowie, prl, z-jamnikiem - Komentarzy: 2