Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Więcej o panowie

Maciej Płaza - Golem

Mała miejscowość na Podolu, początek XX wieku. Do sztetla przybywa dziwny chasyd, bezimienny kulawy i głuchy pielgrzym, zapewne chce dostać jakieś błogosławieństwo od rew Gerszona, cadyka-cudotwórcy. Cadyk daje mu na imię Rafael i pozwala mieszkać w komunie, Rafael chętnie wynajmuje się za miskę strawy do pracy, nikomu nie wadzi, a nawet zaczyna się z ludźmi ze sztetla zaprzyjaźniać. Nie jest głupi, a nawet wręcz przeciwnie, bardzo spostrzegawczy, szybko rozpoznaje, kto się czym zajmuje, kto ma z czym kłopot, kto jest z kim w konflikcie. I wtem dzieje się coś dziwnego - Rafael uzdrawia umierającą na zakaźną chorobę dziewczynkę, mimo że sam na chorobę zapada. Cadyk jest zaniepokojony, bo to oznacza, że zlecą się pobożni Żydzi, którzy będą chcieli, żeby chasyd im też dopomógł. Więc może lepiej cud zignorować, zwłaszcza że sytuacja między mieszkańcami Liścisk a Polakami z okolic robi się coraz bardziej napięta i istnieje niebezpieczeństwo pogromu.

Nie jestem smakoszką literatury żydowskiej, owszem, jako dziecko czytywałam “Przy szabasowych świecach”, ale ominął mnie fenomen np. Bashevisa Singera. Gdzieś jednak sobie tę znajomość pojęć z kultury żydowskiej wyrobiłam, bo soczysty opis zwyczajów i codzienności mnie wciągnął od razu (no dobrze, zaczynałam kilka razy, ale tym razem[1] czytało się gładko). To mroczna, mistyczna historia o traumie, o próbie utrzymania tego, co historia powoli przeznacza do lamusa, o poszukiwaniu własnego miejsca w świecie; oczywiście całość można czytać alegorycznie, rozciągając to na chasydyzm, zanikające zwyczaje i nadciągający kres wielonarodowej i wieloreligijnej koegzystencji.

[1] Musiałam wprowadzić pewien rygor, bo liczba zaczętych książek zaczęła być dwucyfrowa. Mogę czytać jedną papierową, drugą na kindlu, trzecią z ekranu i opcjonalnie słuchać audiobooka, ale nie mogę skakać z początku na początek dopóki nie skończę którejkolwiek. Na razie idzie mi dobrze, zaczęłam tylko trzy na kindlu w tym tygodniu.

Inne tego autora.

#60

Napisane przez Zuzanka w dniu Wednesday May 13, 2026

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: 2026, beletrystyka, panowie - Skomentuj


Kazimierz Korkozowicz - Będę zamordowana

Koniec sierpnia, polskie wybrzeże. Piękna panna Justyna przybywa do nadmorskiego pensjonatu dla odpoczynku po tragedii - zmarł jej ojciec, profesor Skoroń. Jak się okazuje, ktoś go otruł w zaskakujący sposób, a że przed śmiercią wraz z córką kończył strategiczne badania nad farbą prześwietlającą kliszę, teraz w niebezpieczeństwie jest i Justyna, a odpoczynek jest tak naprawdę strategią w celu wykrycia przestępcy. Panna Justyna jest przekonana, że zarówno przestępca, jak i chroniący ją śledczy jest już na miejscu w pensjonacie, a w celu rozpoznania ma prowadzić dziennik, w którym zapisuje obserwacje dla oficera prowadzącego, zwanego przez nią Czarnym Jegomościem. Poza śledztwem i podejrzewaniem każdej osoby, jest jak na wakacjach - słońce, plaża, podrywki i sojusze. Panie szukają wielbicieli, panowie nie ukrywają spojrzeń na doskonałe figury w kostiumach kąpielowych, nawet jeśli buzia jest brzydka albo właścicielka jest histeryczką (sic!). Dramatyczny zwrot akcji następuje w połowie, kiedy to panna Justyna zostaje znaleziona martwa, co jest nieco nieortodoksyjnym rozwiązaniem fabularnym. Gnx, qboemr fvę qbzlśynpvr, wrw mtba wrfg fsvatbjnal j pryh cebjbxnpwv moebqavnemn.

Się je: bułkę z masłem i jajka (na śniadanie w pensjonacie), jabłka, winogrona.

Się pije: kawę, wino do brydża.

Się zażywa: cholamid na bóle wątroby.

Się pali: powszechnie, a dla konspiracji papierosy “Mewa”.

Się wpada w afekt (sic!):

Zesztywniałam, stawiając opór, ale go pokonał. W jego oczach ujrzałam pożądanie.
— Najdroższa, nie opieraj się...
Próbowałam wyrwać się z uścisku, jednak trzymał mnie mocno. Jego twarz zwisała nad moją. W tej chwili ujrzałam przed sobą inną twarz, tamtą, zatroskaną twarz cyrkowego klowna...
— Nie, Robercie! Nie w ten sposób! — Oparłam mu obie dłonie o piersi i zdołałam oderwać się od niego.
— Każdy sposób jest dobry, aby cię zdobyć! — wykrzyknął, rzucając się ku mnie.

Inne tego autora, inne z tej serii.

#59

Napisane przez Zuzanka w dniu Tuesday May 12, 2026

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: 2026, kryminal, panowie, prl - Skomentuj


Maciej Siembieda - 444

Do Jakuba Kani, prokuratora z IPN, zgłasza się dziennikarz i próbuje go zainteresować sprawą zagubionego w pomroce dziejów obrazu Matejki, przedstawiającego chrzest Władysława Warneńczyka. Jak się okazuje, to graficzny zapis tzw. Proroctwa Arby, dzięki któremu co tytułowe 444 lata islam może się zjednoczyć z chrześcijaństwem. Jak pokazują wyimki historii z roku 1000, 1444 i 1888 oraz wiadomości w telewizji, jeszcze się nie udało. Na szczęście Kania, współpracując z piękną stewardesą, wnuczką PRL-owskiego prokuratora oraz zaprzyjaźnionym Żydem, doprowadza nie dość, że swojego szefa do irytacji, ale kładzie podwaliny pod szansę pojednania, antycypowaną przez autora na rok 2332.

Jeśli podobały się Wam ”Bezcenny”, “Kod Leonarda da Vinci” czy - kiedyś - książki z cyklu “Pan Samochodzik”, to jest książka (cykl) dla Was. Mnie nie podeszła specjalnie, zwłaszcza elementy z narracyjnymi rekonstrukcjami wydarzeń sprzed lat, chociaż nawet współczesne śledztwo - z szefem-bucem z nadania - było dość ciekawe, ale to raptem ⅓ książki, reszta to beletryzacja fikcyjnych i mniej fikcyjnych wydarzeń z historii świata, przez które przedzierałam się jak przez rzepak. Znać też upływ czasu - głównymi antagonistami są wyznawcy islamu, którzy przez stulecia usuwają “kamienie ze ścieżki Proroka” i ich motywacja jest coraz bardziej nierealistyczna, idąc w terroryzm. Ale nic to, głównym wsparciem Kani jest eks-funkcjonariusz Mosadu, z pochodzenia Polak, ostoja cnót wszelakich, ucieleśnienie rozsądku i zupełne przeciwieństwo tych dziwnych ludzi w burnusach. Źle się to zestarzało. Waham się przed kolejnymi z cyklu.

#58

Napisane przez Zuzanka w dniu Monday May 11, 2026

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: 2026, kryminal, panowie - Komentarzy: 1


Ben H. Winters - Podziemne Linie Lotnicze

Pamiętacie ”Kolej podziemną”? Ta książka nawiązuje do historii opisanych przez Whiteheada, ale rzeczy dzieją się współcześnie, w alternatywnych Stanach Zjednoczonych, w których jednak nastąpiła secesja i 4 południowe stany utrzymały przywilej niewolnictwa. Czarni są wolni w pozostałych stanach, ale ta wolność może być im odebrana - zdarza się, że wolni są porywani do pracy na Południu, podobnie jak uciekinierzy są - z użyciem nowoczesnej technologii - wyłuskiwani z ogólnej populacji i surowo karani. W teorii są przepisy dotyczące humanitarnego traktowania niewolników, w teorii produkty wytworzone w strefie bezpłatnej pracy powinny być oznaczane, dzięki czemu mogą być bojkotowane, ale jak wiadomo z naszej historii, bardzo łatwo to wszystko obejść. Narratorem jest “Victor”, były niewolnik, który - niekoniecznie z własnej woli - jest łowcą uciekinierów. Teraz ma znaleźć w wolnym Indianapolis pewnego specyficznego uchodźcę, który jest ukrywany przez tajną organizację pomocową, tytułowe Podziemne Linie Lotnicze.

To dystopia w stylu ”Mirażu” Ruffa, świat niby znany, z istniejącą techniką, ale zaburzony. Przepięknie pokazane jest zakłamanie polityczne, gdzie w teorii nikt nie kupuje towarów pochodzących ze stanów niewolniczych, ale ochoczo przymyka oko, kiedy towar przejdzie przez spółkę-pośrednika, który przeszyje metki. Podobnie jest z organizacjami pomocowymi - w dalszym ciągu działa symbol “Zabić drozda”, uratować Czarnych może tylko biały dobroczyńca, nikt nie zostawi całości organizacji w tak niepewnych rękach. Do tego dochodzi dramat narratora, który zlicza w głowie wszystkie sytuacje, kiedy doprowadził do aresztowania zbiega, ale nie dlatego, żeby się napawać sukcesem, tylko każda sytuacja to kolejna zbrodnia na swoich braciach (nie darmo nosił służbowe imię Brother), bo do współpracy jest zmuszony. Podobnie jak wielu innych Czarnych, podobnie jak wszyscy, którzy oficjalnie się od niewolniczych stanów odcinają.

#54

Napisane przez Zuzanka w dniu Wednesday April 29, 2026

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: 2026, panowie, sf-f - Skomentuj


Kazimierz Błahij - Złoty koń boga Trzygława

Narrator, bezimienny porucznik ze Stołecznej, zostaje tymczasowo oddelegowany do wykrycia sprawcy kradzieży zabytkowej figurki, odkrytej podczas wykopalisk w prasłowiańskim Salinie. Na miejscu pracuje jego znajomy, Andrzej, który dzieli się obficie wiedzą historyczną, ale nieco mniej informacjami praktycznymi. Chwilę potem ginie szwedzki doktorant, ewidentnie nie był to wypadek, umiera zakochana w Andrzeju archeolożka, tutaj też początkowa teoria o samobójstwie się rozwiewa, a finalnie ktoś napada, na szczęście nieskutecznie, na prowadzącego wykopaliska profesora. Rozwiązanie jest dość zaskakujące, jak na polski kryminał, zawiera oczywiście ślad wiodący w przeszłość. Wielki finał następuje podczas inscenizacji napadu Wikingów na Prasłowian, w którym to spektaklu mieszkańcy wioski chętnie uczestniczą, chociaż wraz z księdzem protestowali przeciwko wykopaliskom.

Lokalna milicja jest opisana dość bezlitośnie - a to starszy sierżant Puterko Boguchwał (sic!) ma twarz proboszcza z głębokiej prowincji, zaś komendant cieszy się eleganckim wystrojem biura: Pięknym ozdobnikiem marsowej postaci komendanta, mężczyzny raczej tłustawego i już po czterdziestce, była figura nagiej kobiety z brązowego gipsu, która w uniesionych wysoko ramionach trzymała lampę osłoniętą zielonym biurowym kloszem. Owa figura stała oczywiście na biurku, obok popielniczki z muszli, wypełnionej po brzegi niedopałkami, oraz ogromnego kałamarza z wetkniętym piórem.

Się pali: oczywiście (narrator z milicyjnego nawyku kładzie papierosy pod poduszkę), “Grunwaldy”.

Się pije: herbatę parzoną na prymusie, kawę na śniadanie, piwo z eksportowymi nalepkami, oranżadę, herbatę z rumem, kawę „Nesca".

Się je: w środę: jarzynową i pierogi z serem, a na deser kompot; w czwartek - schab; kiełbasę w podłej knajpie pod śniadaniową ćwiartkę; jajecznicę na śniadanie; maliny prosto z krzaka, kołduny i popija starką (w 1919).

Się opowiada anegdotki:

- Pamiętacie tego, który ukradł żyrandol w teatrze? – wtrącił Żyła. Roześmieliśmy się. Rzeczywiście, przed paroma laty pewien plastyk wymontował z foyer teatru ogromny świecznik i zawiesił go sobie w ogrodzie, na werandzie.

Się ma teorie spiskowe: magister Rudzka nie została otruta strychniną, tylko MARIHUANĄ.

Się interweniuje: Odetchnąłem. Dwaj milicjanci prali pałkami wyrostków i szarpali się z kobietami.

Się przywozi: od żony czystą bieliznę dla tajniaka (“cholernie się tu brudzę. Sam nie wiem, z czego. Może nie jestem przyzwyczajony do wczasów, co?”).

Inne tego autora, inne z tej serii.

#53

Napisane przez Zuzanka w dniu Tuesday April 28, 2026

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: kryminal, panowie, prl, z-jamnikiem - Skomentuj


Karl Ove Knausgård - Wiosna

Tak, podchodzę do kolejnych tomów w rytmie pór roku. Nie ma to specjalnego znaczenia, ale daje mi jakieś złudne poczucie osadzenia w kalendarzu, bo kto bogatemu zabroni. Ostatni tom cyklu planuję na lato.

Tym razem zmienia się narracja, chociaż oczywiście są dygresje. Najmłodsze dziecko przyszło przedwcześnie na świat trzy miesiące wcześniej i autor opisuje jeden dzień z życia. O tyle opis jest nietypowy, że w domu nie ma Lindy, ówczesnej żony autora, a niemowlakiem zajmuje się on, starsze dzieci i teściowa. Jak się okazuje i co było przemilczane w poprzednich tomach, żona w ciąży miała nawrót depresji i mimo wsparcia farmakologicznego po urodzeniu dziecka została w szpitalu. Karl Ove opisuje codzienny kołowrotek, który odciąga go od pisania, nie unika wspominania tego, że sytuacja go irytuje i gorzkich słów pod adresem żony, żeby wzięła się i ogarnęła. Jednocześnie widzi, jak bardzo choroba obezwładniła Lindę i jak bardzo nie jest w stanie z nią walczyć. Więc oczywiście - jako czytelniczka - przewracam oczami, czytając dobre rady dla osoby w depresji, ale z drugiej strony ktoś musi zajmować się trójką dzieci i zadbać o to czwarte, a to jest nie do uciągnięcia przez jedną osobę, która do tego powinna pracować. Zaskakująco, ten tom mnie chyba najbardziej wzruszył, a już historia z zapomnianym mlekiem, portfelem i kończącą się benzyną - przerażająca.

Inne tego autora.

#52 (całkiem nieźle jak na kwiecień!)

Napisane przez Zuzanka w dniu Sunday April 26, 2026

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: 2026, biografia, panowie - Skomentuj