Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Więcej o panowie

Arto Paasilinna - Nieludzki lokaj przewielebnego Huuskonena

Finladia, lata 90. XX wieku. Przewielebny Huuskonen, znany z niewyparzonej gęby, która nawet w kościele luterańskim powoduje, że bywa wzywany do zwierzchności na dywanik, dostaje od swojej wspólnoty na 50. urodziny małego niedźwiadka. Mimo niechęci żony zaprzyjaźnia się z nim, daje mu na imię Diabełek, zwierzę - mimo że psotne - okazuje się bardzo pojętne i chętne do nauki różnych sztuczek. Niestety, w konsekwencji różnych historii, w tym spędzenia zimy w niedźwiedziej gawrze wraz z pewną badaczką zwierząt, Huuskonena zostawia żona, a kościół przenosi go do innej parafgo urlopuje, więc pan i jego zwierzę ruszają na podbój Europy. Zataczają pełen krąg, a że damy ciągną do przewielebnego jak, nomen omen, miś do miodu - czy to wspomniana naukowczyni, starsza sąsiadka czy radziecka radiotelegrafistka - ten układa sobie życie od nowa.

To raczej groteska niż realizm, jakoś nie ufałabym niedźwiedziej motoryce na tyle, żeby dawać mu koszule do prasowania, ale historia jest dość zabawna i czasem prowadzi w niespodziewaną stronę, chociażby na ekumeniczny kongres na Malcie. Są momenty bardziej wzruszające, są irytujące, ale bardzo miło się czytało.

Inne tego autora.

#142

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek października 22, 2026

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: 2026, beletrystyka, panowie - Skomentuj


Douglas Stuart - John, syn Johna

Cal właśnie skończył studia w Edynburgu i mimo dobrych wyników tuła się po znajomych, szukając pracy w zawodzie; sypia na sofach, podjada z lodówek, pracuje za głodowe stawki. Jedyną stałą rzeczą jest telefon od ojca, który jak zegarynka dzwoni dwa razy w tygodniu, żeby usłyszeć, co u syna, opowiedzieć o życiu we wsi i wspólnie się pomodlić. Bo ojciec jest z tych ortodoksyjnie religijnych, jego życie kręci się wokół kościoła, na drugim planie jest hodowla owiec, wełna i tkanie. Kiedy Cal słyszy, że jego babka Ella nie czuje się za dobrze, stwierdza, że na jakiś czas wróci na rodzinną wyspę na Hebrydach. Na jakiś czas, bo po studiach w dużym mieście nie wyobraża sobie życia w zaściankowej społeczności, tym bardziej, że nie ma odwagi przyznać się nikomu w domu, że jest gejem. Nikomu poza Dollem, kumplem od dziecka i wielką miłością. Ale wraca i próbuje sobie znaleźć cokolwiek do roboty, żeby nie patrzeć na surową twarz ojca, wiecznie niezadowolonego ze wszystkiego - jak się Cal zachowuje, jakie ma włosy, jak się ubiera. Im dalej, tym trudniej, tym bardziej, że Doll wcale nie chce się z nim widywać, za to dużo pije. Za dużo. Wtem zmienia się narrator i ojciec, John, opowiada, jak to wygląda z jego perspektywy, ukrywającego się w małej religijnej wspólnocie geja, którego żona odeszła, żeby nie stać na jego drodze do szczęścia. Wydawałoby się, że to idealna chwila na wyznania i pojednanie, ale nie.

To historia ludzi, którzy nie umieją ze sobą rozmawiać, mimo że są sobie bardzo bliscy. John i jego była żona Grace, Cal i Doll, John i jego odchodzący w demencję brat, Cal i Grace, John i Innes, sąsiad i wielka miłość Johna, Innes i jego brat Sorley, wreszcie Cal i John; chyba jedyną osobą, która ze wszystkimi rozmawia jest Ella, tyle że ona jest napływowa, z Glasgow i nikt jej na wyspie nie traktuje poważnie.

#138

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek października 15, 2026

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: 2026, beletrystyka, panowie - Skomentuj


Ken Kalfus - Choroba małżeńska

Kiedy 11 września 2001 roku runęły wieże WTC, cały świat patrzył na to z przerażeniem, a zwłaszcza ci mieszkańcy Nowego Yorku, którzy mieli bliskich czy to w biurowcach, czy w samolotach. Zaskakujące jest więc, że zarówno Joyce patrzy się na ruinę z nadzieję, bo liczy na to, że był tam jej mąż, zaś Marshall myśli z radością o tym, że jego żona miała lecieć jednym z tych samolotów. Jak się łatwo domyślić, para się od jakiegoś czasu burzliwie rozwodzi, ale skoro oboje cudem uniknęli śmierci - on uciekł z płonącego budynku, ona jednak nie miała potrzeby lecieć - to może się coś zmieni. Ale nie, jeśli już, to pojawia się jeszcze większa zajadłość, żeby skrzywdzić to drugie; mimo że mają dwójkę małych dzieci i wspólne mieszkanie z kredytem, którego żadne z nich nie utrzyma samodzielnie.

Okładka zapowiada czarną komedię, ale obserwowanie rozkładu niegdyś kochającego się związku jest zwyczajnie smutne. Zmroziła mnie scena, w której Marshall buduje bombę, żeby wysadzić w powietrze siebie, żonę i dzieci, a Joyce beznamiętnie próbuje zlokalizować usterkę, skoro do wybuchu nie doszło. Narracja przeskakuje między obojgiem małżonków, a nawet przez chwilę do głosu dochodzi ich czteroletnia córka, która widzi zaskakująco dużo, co niekoniecznie stawia oboje w dobrym świetle. Powtórzę - humoru nie znalazłam, do czytania niekoniecznie, chyba że kogoś interesuje amerykańska trauma po 9/11.

#133

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek października 5, 2026

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: 2026, beletrystyka, panowie - Skomentuj


Łukasz Orbitowski - Wróg

Opowiada o starożytnym Rzymie, ale jednocześnie brzmi jak ktoś żyjący współcześnie, a jego rozmówczynią jest, jak się szybko można domyślić, psychiatrka. To sam Neron, dla którego Antium Rzym i kilka innych prowincji są domem rodzinnym, a jego historię stronniczo a kłamliwie opowiedzieli ci, co go przeżyli. Ale czemu wspomina o straży pożarnej i gaszeniu pożarów, wolontariacie w sztabie wyborczym Samoobrony i wreszcie o podpaleniu domu towarowego? Bo że nie przyznaje się do podpalenia Rzymu, to nie dziwi. Kto rozmawia z lekarzem - strażak Stanisław z Krakowa, czy świadomość Nerona, która w nim się obudziła podczas utraty przytomności w pożarze? Nie wiadomo. Sam Stanisław tego nie wie, ale upiera się, że musi opowiedzieć swoją historię, bo to w niej jest wyjaśnienie, czemu ze strażaka stał się piromanem i mordercą. Tego dla odmiany się nie wypiera, chociaż szczegółowo uzasadnia każdą zbrodnię, którą musiał popełnić jako cezar.

Jeśli by chcieć traktować tę książkę jako historyczną, zapewne można się srodze rozczarować, ale z drugiej strony to takie samo świadectwo jak tych wszystkich, którzy o Neronie i jego czasach pisali, niektórzy kłamali dla zysku, niektórzy ze strachu, niektórzy szczerze wierzyli w swoją wersję historii. Tak też brzmi Staszek, jego historia jest spójna i wciągająca, chociaż oczywiście nie do sprawdzenia. Może jest chory psychicznie, może rzeczywiście w jego głowie pojawiła się jaźń Nerona, nie ma rozstrzygnięcia.

Inne tego autora.

#132

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela października 4, 2026

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: 2026, beletrystyka, panowie - Skomentuj


Frederik Pohl - Człowiek Plus

2026. Ludzkość nie przerwała zimnej wojny, a ekspansja w kosmos wydaje się jedynym rozsądnym wyjściem w związku z przeludnieniem Ziemi i rosnącym zagrożeniem globalnym konfliktem. Amerykanie w tajemnicy szykują cyborga - wzbogaconego elektroniką człowieka, który będzie w stanie przeżyć bez kombinezonu na Marsie i być może ułatwi założenie tam kolonii. Pierwsze próby nie udają się, dopiero trzeci człowiek - Roger Torraway - daje nadzieję na powodzenie eksperymentu, ale i jego przekształcenie we wspomaganego cybernetycznie nadczłowieka nie odbywa się bez poświęceń i bólu. Roger traci fizycznie kawałki siebie na korzyść protez, również narządy rozrodcze, ale chyba bardziej dramatycznym momentem jest przefiltrowanie odbieranych bodźców przez komputer, co daje przyczynek do długich dywagacji, do którego momentu człowiek pozostaje jeszcze człowiekiem. Finał jest nieco przewrotny, bo okazuje się, że całość projektu olłn cemrcebjnqmban cemrm vagryvtragaą fvrć xbzchgrebją, xgóen pupvnłn hengbjnć yhqmxbść v nhgbznglpmavr fvrovr.

Tak, dobrze czytacie - to crossover wątków z “For All Mankind” i “Pamiętników “Mordbota”, tyle że z perspektywy 1976. I przez te 50 lat (... napisałam 50? Przecież to było 30 lat temu!) jednak świat się nieco zmienił. Nie mam już siły się czepiać tego, że wprawdzie się jeździ do pracy automatycznym samochodem, ale dalej się czyta papierowe gazety i korzysta z naziemnych linii telefonicznych, ale skupienie akcji na tym, czy żona Torrawaya go zdradza i czy ma erotyczne myśli na widok pięknej pielęgniarki, jest zwyczajnie słabe. Tak, jest też radosny opis seksu w nieważkości, bo przecież coś trzeba robić podczas miesięcy podróży na Marsa. Nie jest to aż tak zła książka, zwłaszcza że całkiem interesująco dotyka się do tematu AI, ale odświeżenie socjologiczne zdecydowanie by jej pomogło.

#130/#24

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek września 29, 2026

Link permanentny - Kategorie: Słucham (literatury), Czytam - Tagi: 2026, panowie, sf-f - Skomentuj


Robert Heinlein - Piętaszek

Marjorie Baldwin (albo Piętaszek Jones) jest SIL - Sztuczną Istotą Ludzką, zwaną też artefaktem. Nie do odróżnienia z wyglądu od zwykłych ludzi, ma jednak nadludzkie zdolności regeneracyjne, szybkość, siłę, inteligencję i co ino, dzięki czemu doskonale sprawdza się w zadaniach specjalnych. Pracuje dla tajemniczej korporacji jako kurierka i poznajemy ją, kiedy jakimś cudem zostaje pojmana przez wroga, ale niczego nie ujawnia mimo obficie opisywanych przez autora tortur (typu tjnłg tehcbjl pml bqpvanavr cvrefv). Po uratowaniu bierze urlop, ale wtem wydarzenia Czerwonego Czwartku - serii zamachów, które destabilizują kruchy pokój międzynarodowy - odcinają ją od zasobów i szefa. Pół tomu usiłuje się przedostać do swojego kraju, drugie pół - usiłuje dyskretnie opuścić Ziemię na życzenie swojego zmarłego szefa, kiedy już do swojej korporacji powróci. A, i odzyskać kontakt z przyjaciółmi poznanymi w trakcie wydarzeń, bo teraz są jej rodziną.

Co mnie podkusiło, żeby wyjąć tę ramotkę (44 lata to już ramotka!), to sama nie wiem. Kiedyś zachwycałam się Heinleinem[1] i jego wizjami, dziś zastanawiam się, dlaczego główną cechą protagonistki jest nimfomania przedstawiana jako “zdrowe podejście do seksu”. Piętaszek udostępnia swoje ciało każdemu, kto ma na nią ochotę, bo ona ochotę ma zawsze, nawet jeśli jest sponiewierana i skrzywdzona. Fabuła jest pretekstowa, przetykana rozważaniami o tym, czy człowiek sztucznie wyhodowany jest rzeczywiście gorszy od urodzonego naturalnie; nie, a nawet lepszy, chociaż to społecznie niewygodna prawda. Nieźle się czyta, taka przygodówka dla fanów rozebranych bohaterek, ale na koniec nie zostaje żadna głębsza myśl.

[1] Czy “Obcy w obcym kraju” też mnie aktualnie będzie mierzić? Ostatni raz czytałam go ponad 20 lat temu!

#129

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek września 28, 2026

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: 2026, panowie, sf-f - Skomentuj