Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Więcej o panowie

Wojciech Wiktorowski - Akcja mleczna

Ewa wzywa 07, zeszyt 137

Spis osób:

  • kapitan Andrzej Zawadzki - inspektor KGMO, jest przerażony mimo pozornego spokoju
  • kapitan Kalicki - przyjaciel Zawadzkiego
  • Krystyna - sekretarka majora, szefa Zawadzkiego
  • major Adamiec - siwowłosy, obcesowy, ale jednak wspiera podwładnych
  • Antoni Sperkowicz - roznosiciel mleka, denat, trochę pił, ale opinię miał dobrą
  • major Krzysztof Nałęcz - śmierdzi mu piwem z ust[1]
  • pułkownik Jak-mu-tam - płaski, matowy głos, nie grozi, ale dobrze radzi
  • inspektor Ilczuk - niepozorny, acz arogancki cywil w szarym garniturze
  • Jerzy Deczel - bibliotekarz, człowiek z dziurą w życiorysie[2]
  • stażysta Kamiński - sierżant z wydziału gospodarczego, człowiek dyskretny
  • kierowniczka poradni zdrowia psychicznego - zażywna dama w średnim wieku, niestety sama nie wygląda jak uosobienie zdrowia psychicznego
  • panienka z rejestracji - niezbyt rozgarnięta, ale o wyglądzie, który mógł zrujnować podświadomość starego Freuda
  • Miller - lekarz psychiatrii, jedna z ofiar szaleńca
  • Więckowski - kolega Millera, zastąpił go w poradni
  • Majewski, ps. Bekalosz - złodziejaszek i awanturnik, później cinkciarz
  • kapral Malicki - kierowca służbowego audi, patrzy na kapitana Zawadzkiego w niemym podziwie

Kapitan Zawadzki boi się kolejnej sprawy. Kiedy ją dostaje, wcale mu się stan psychiczny nie poprawia - masowe zatrucie w wieżowcu na Gocławiu, prowadzące do śmierci 56 osób oraz zabójstwo roznosiciela mleka, prawie go załamuje. Wkurza go lekarz, popisujący się wiedzą fachową (a serio, zwyczajnie tłumaczący, co to sztuczna nerka i jaki jest plan leczenia), do mdłości doprowadzają chorzy na korytarzach. A jak do śledztwa dołącza wulgarny major Nałęcz[1], klepiący go silną łapą po ramieniu i szukajacy podejrzanych metodą na krewnego zagranicą, jest jeszcze gorzej. Jego szef nie przyjmuje rezygnacji ze śledztwa, wprost sugerując, żeby mu nie zawracał dupy. Udaje mu się wprawdzie obalić teorię, że to zamach terrorystyczny w wykonaniu sił imperialistycznych, ale - z kilkudziesięcioma zamordowanymi - szukanie motywu jest nierealne. 78 dzień dochodzenia (prawie 3 miesiące później), tony papieru, wywiady, aresztowane kilkanaście osób (i wypuszczone), wykluczeni są szpiedzy, dywersanci i terroryści oraz pacjenci szpitala psychiatrycznego; na naradzie zespół dostaje ultimatum - albo wygenerują podejrzanego, albo po 90 dniach dochodzenie zostanie zamknięte, bo zasoby i koszty(!). Pojawia się anonim, sugerujący przyjrzenie się niejakiemu Deczelowi, który ewidentnie typowany jest na kozła ofiarnego. Zawadzki odwiedza dyskretnie mieszkanie Deczela, potem miejscowość, w której odbywał służbę z dramatycznym finałem, wreszcie zastawia pułapkę.

To mocny psychologicznie kryminał; Zawadzki w depresji, ledwo radzący sobie z narastającym wewnętrznym niepokojem, nie ulega naciskom[3] i chce do końca pozostać wierny prawdzie. Mimo sugestii zwierzchników i pokrewnych organów (nienazwanych, ale oczywiście wiadomo, że chodzi o SB), żeby zająć się byłym milicjantem, co mogłby być łatwym rozwiązaniem ze względu na sprokurowane przez prawdziwego mordercę dowody, decyduje się rzucić swoją karierę na szalę i - oszukując kolegów - spektakularnie zakończyć śledztwo. Przemycona też jest oględnie sprawa z przeszłości, kiedy trzech milicjantów tak intensywnie przesłuchiwało podejrzanego, że ten zmarł, a jego ojciec popełnił samobójstwo. Cóż, zdarzało się.

Się pije: koniak (na atak paniki), jarzębiak (na zachętę u majora), kawę (ze specjalnego przydziału), radziecki winiak, herbatę w szklankach z koszyczkiem.
Się pali: nawet i pół paczki na raz, carmeny (śmierdzą!), czasem się nie pali, bo w tytoniu się zawieruszyły drewniane drzazgi i się nie da palić.
Się truje: amanityną.
Się je: posiłek regeneracyjny podczas pracy na miejscu zbrodni.
Bawiąc-uczyć: klasyfikacja trucizn oraz sposoby prowadzenia śledztwa.

[1] Wygląda na to, że współpracownik z nadania jest z SB: “Przyjechało aż sześć osób. Dwie z nich inspektor znał tylko z telewizji, starszego jegomościa w generalskim mundurze miał okazję widzieć przez krótką chwilę na jakiejś naradzie w resorcie. O pozostałych dwóch panach w ciemnych garniturach nie mógł powiedzieć zupełnie nic. Podobnie było w przypadku szóstej osoby - młodego, atletycznie zbudowanego człowieka ubranego w skórzaną kurtkę i kraciaste spodnie”.

[2] Jak się okazuje, kilkanaście lat pracował w milicji, ale odszedł z powodu problemów psychicznych.

[3]

- (...) Wyniki odbierze pan osobiście i przekaże mnie. Tylko i wyłącznie mnie osobiscie. Czy to jasne?
- No… niezbyt jasne… - inspektor uśmiechnął się ironicznie.
- Ale czuje się pan dobrze? Wzrok, słuch - wszystko w normie?
- Sądziłem jednak…
- Gówno mnie to obchodzi. Nie interesują mnie wasze opinie i sądy. Macie wykonać polecenie, jasne?

Inne z tego cyklu tutaj.

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek czerwca 22, 2021

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: 2021, kryminal, panowie, prl - Skomentuj


Isaac Asimov - Pozytonowy detektyw

Książka w wersji Iskier z 1960 roku nosi błędny tytuł “Pozytronowy detektyw”, w innych wydaniach poprawiony już na “Pozytonowy”.

Bliżej nieokreślona, ale daleka przyszłość. Ludzkość w większości wyemigrowała na inne planety, gdzie żyje “w luksusie na słabo zaludnionych, a pełnych robotów światach”. Ci, co pozostali na Ziemi, mieszkają w ciasnych miastach, a w zasadzie w wielopiętrowych ogromnych hangarach, żeby uniknąć niefiltrowanego promieniowania i nieoczyszczonej atmosfery (stąd oryginalny tytuł “The Caves of Steel”). Detektyw Lije (Elijah) Baley zostaje poproszony o śledztwo w sprawie morderstwa dokonanego w eksterytorialnym Kosmopolu, należącym do Przestrzeńców, podczas którego - z przyczyn dyplomatycznych - ma współpracować z… robotem, R. Daneelem Olivawem. Robot jest androidem, nieodróżnialnym na pierwszy rzut oka od człowieka, ale że Ziemianie robotów nienawidzą, sprawa jest bardzo trudna. Lije przykłada się jednak do swojej pracy, podejrzewa wszystkich - swojego partnera-robota, Przestrzeńców (którzy mogli chcieć spowodować skandal dyplomatyczny), wreszcie odkrywa istnienie wśród Ziemian frakcji niechętnych bliższym kontaktom z Przestrzeńcami.

To w mniejszym stopniu kryminał (chociaż oczywiście też), ale raczej antyutopia pokazująca przyszłość z rozwarstwionym społeczeństwem żyjącym w świecie wiecznego niedoboru, gdzie klasa pozwala na dostęp do lepszego jedzenia i mieszkania, zaś praca - zabierana przez roboty - jest towarem deficytowym. Równie ważne co znalezienie mordercy jest dla Elijah udowodnienie, że robot - nawet wyposażony w ogromną bazę danych i lepsze możliwości przetwarzania informacji - nie jest równie dobrym śledczym, co człowiek. Finał jest dość przewrotny, z wieloma wcześniejszymi zmyłkami w fabule.

Technikalia: ludzie żywią się przetworzonymi drożdżami, nieliczne hodowle zwierząt dostarczają pożywienia luksusowego. Na Ziemi żyje 8 miliardów ludzi, stłoczonych w wielomilionowych miastach, ze wspólnymi jadalniami i łazienkami, przemieszczających się za pomocą ruchomych chodników o różnej prędkości (w tym ekspresowych). W zależności od “zaszeregowania” zawodowego, rodzinom przysługuje prawo do dziecka, własnej łazienki, lepszego jedzenia czy biletu na solarium.

Inne z tej serii.

#61

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota czerwca 19, 2021

Link permanentny - Kategorie: Czytam, Fotografia+ - Tagi: 2021, klub-srebrnego-klucza, kryminal, panowie, sf-f - Skomentuj


Filip Springer - Dwunaste: Nie myśl, że uciekniesz

Nie umiem jednoznacznie zaklasyfikować tej książki - jest to jednocześnie reportaż z poszukiwania źródeł i wpływu tzw. Prawa Jante, opowieść o pisaniu książki, wreszcie trochę przewodnikowej historii skandynawskich mostów jako więzi łączących lub rozdzielających różne grupy społeczno-geograficzne. Punktem wyjścia była skandalizująca swego czasu książka Aksela Sandemose’a, a konkretnie jeden z jej egzemplarzy, w którym ktoś (Springer podejrzewa, że był to tajemniczy szkutnik-samotnik, zwany Ole) przypisał realne nazwiska bohaterom powieści Sandemose’a, co spowodowało spore poruszenie.

Nie umiem też jednoznacznie powiedzieć, że zrozumiałam, co jest sensem tej książki - próba diagnozy Skandynawów z ich brakiem emocji i niechęci do kontaktów oraz wszystkiego, co wychyla się poza “normę”? Czy może próba dyskusji z mitem Jante, który wszyscy negują, ale jednocześnie jest ciągle obecny? Albo chęć pokazania kilkudziesięciu zdjęć i mniej typowego obrazu Norwegii i Danii? Jakikolwiek ten sens by nie był, nie trafiło to do mnie zupełnie, przemęczyłam się z szacunku do autora i faktu, że jest to jedna z nielicznych książek, jakie kupiłam w wersji papierowej (bo zdjęcia; niestety tak samo ciemne i niekontrastowe jak w Szczygła Osobistym Przewodniku po Pradze).

Inne tego autora tutaj.

#59

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek czerwca 15, 2021

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: 2021, panowie, reportaz - Skomentuj


Maurice S. Andrews - Dymisja nadinspektora Willburna

Ponieważ powoli kończą mi się książeczki z serii “Ewa wzywa 07”, wygrzebałam sobie nową-starą serię o podobnym poziomie srogości, konkretnie “Klub Srebrnego Klucza”. Są tu i zacne kryminały z PRL-u, trochę obyczajówki, nieco science-fiction i klasyki światowej; czasem mimo zagranicznie brzmiących nazwisk są to produkty polskie - jak ta książka. Akcja “Dymisji” z podtytułem “Zagadka w Punham” dzieje się w Londynie, w trakcie akcji pojawia się sporo dywagacji o roli brytyjskiego policjanta[1], tymczasem autorem jest piszący pod pseudonimem Andrzej Szczypiorski.

Zaawansowani w latach i tuszy podinspektorzy Silas i Groves prawie jednocześnie pojawiają się w podłym hoteliku na krańcach Maida Vale, gdzie recepcjonista znalazł zwłoki niejakiej Fanny Moore. Panowie, mimo że od dawna ze sobą pracują, serdecznie się nie lubią, obaj są “równie ociężali i równie zawiedzeni w swoich ambicjach”. Sprawa niby prosta - skoro morderca nie opuścił hoteliku i w nim go nie ma, recepcjonista kłamie, więc to on jest winny, zwłaszcza że zataił fakt znajomości z denatką, a chwilę później wyszedł na jaw handel narkotykami[2]. Problem w tym, że ich zwierzchnik - nadinspektor Wilbur, człowiek, który ma trzy typy humoru: jest zły, wściekły lub doprowadzony do ostateczności - oznajmia, że sprawa nie jest taka trywialna, jak się wydaje i mają szukać do skutku. Do podinspektorów dołącza faworyzowany przez Wilbura inspektor Ullman - młody i wytworny, pachnący wodą Yardleya. Sprawa morderstwa Fanny łączy się z kolejnym zabójstwem - ktoś, posługujący się tym samym nazwiskiem co tajemniczy narzeczony Fanny, rezerwuje pokój w innym hoteliku, a następnego ranka pracownik hotelu znajduje zwłoki policjanta Ashleya. Śledztwo się gmatwa, Wilburn podejrzewa, że Ashley zginął, bo był kochankiem Fanny, sprawny czytelnik już w 20% książki domyśla się, kto zabił, policjantom z Yardu trzeba na to więcej czasu. Tytułowa dymisja nie ma związku z wynikiem śledztwa - Wilburn i tak planował emeryturę, żeby zająć się polowaniami w swoim majątku na prowincji.

Jeśli szukacie historii o złych praktykach w pracy w “brytyjskiej” (por. autor) policji, to jest to świetne źródło. Wilburn wyśmiewa podinspektorów, bo są grubi i brzydcy, nie cierpi młodych ”opętanych demonem szybkości, jazzu i przygody” i - ponieważ cierpi na bezsenność - nie waha się wzywać podwładnych o 4 rano, bo akurat wpada na pomysł, żeby wydelegować im zadanie.

Się pali: playersy.
Się pije: whisky ballantine’s (chociaż jest gorsza od szkockiej!).
Się jest ponad prawem, kiedy się jest pastorem:

— Jestem poddany prawom boskim, mój panie! Wasze prawa mam w pogardzie!
Willburn był bezsilny wobec takiego cynizmu. Ten pastor wydawał mu się przez chwilę uosobieniem zła. Ale kiedy przyjrzał mu się uważniej, stwierdził, że ma przed sobą po prostu człowieka szalonego. Milles nie był normalny. Był ofiarą niezwykłych sił, sprzecznych z sobą i tworzących zadziwiającą konstrukcję. Fanatyczny, moralizatorski zapał tego kapłana splótł się nierozerwalnie ze zgubnym nałogiem. Dało to w efekcie skrzywienie psychiczne, ciekawy przypadek kliniczny dla psychiatrów, ale nie dla detektywa.

[1]

Ullman pomyślał, że właściwie taki policjant w C.I.D., pełniący służbę dyspozycyjną w oddziale operacyjnym, może dosłownie wszystko, o ile usłyszy jedno zdanie sędziego z City: „Zgadzam się!” Albowiem sędzia z City ma prawo wydawać rozkazy flocie, armii i siłom powietrznym. Ma prawo otoczyć Londyn, aresztować Anglię, zablokować Kanał. Ma prawo wydać rozkaz okupowania Szkocji i wysadzenia w powietrze Parlamentu. Ma prawo aresztować wszystkich poddanych monarchy, z wyjątkiem siebie samego. Ma prawo być Panem Bogiem, ale nie ma prawa siedzieć w obecności króla. Albowiem nie jest pierwszym lordem Beaverbrock ani pierwszym lordem Marlborough, ani pierwszym lordem Duncer. Jest po prostu sędzią z City i może wykonywać władzę dla dobra Imperium i sprawiedliwości, ale nie może usiąść na krześle w pałacu buckinghamskim, jeżeli monarcha jest w pobliżu.

[2] Przestępca chytrze ukrywa mechanizm ukrytego przejścia za tomami Shelleya i takimż kodem posługuje się w notatkach handlowych:

Bez kłopotu zestawił listę pięciu nazwisk stałych odbiorców jubileuszowego wydania dzieł Shelleya. Ci miłośnicy romantycznej poezji zadowalali się czasem jedną trzecią tomu, czasem zaś byli tak spragnieni kontaktu z literacką tradycją Anglii, że monitowali o dostarczenie im dalszych siedmiu tomów Shelleya. Z zeszytów Sedge’a wynikało niezbicie, że Shelley był najpłodniejszym twórcą wszystkich czasów.

Inne z cyklu tutaj, zaś inne tego autora tam.

#58

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek czerwca 14, 2021

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: 2021, kryminal, panowie, klub-srebrnego-klucza - Skomentuj


Andrzej Kakiet - Silniejszy niż śmierć

Ewa wzywa 07, zeszyt 134

Spis osób:

  • Konrad Hederle - adwokat, znajomy Kramera, walczy kosztem swojego zdrowia o klientów
  • Andrzej Kramer - narrator, sprawozdawca sądowy i detektyw amator
  • Jerzy Jastrzębski - Wydział Zabójstw, znajomy Kramera
  • Małgorzata - dba o swoją reputację, więc zabrania kochankowi przychodzić pod pracę
  • Elżbieta Koszewska - nabiera się na poranne słońce w górach
  • Klara - ofiara lekkomyślności i zaufania
  • Maciek - zakopiańczyk, przewodnik tatrzański
  • Staszek, Kazik, Gienek - GOPR-owcy

Nie wiem, czy to przypadek, czy zamierzenie, ale fabuła tego i poprzedniego tomiku jest podobna i dzieje się w tych samych miejscach (weźcie poprawkę, że nie znam gór w ogóle).

Dwutorowa narracja. W jednym wątku Kramer, sprawozdawca sądowy z tajemniczą przeszłością, jedzie odpocząć w Tatry. Próbuje też na prośbę kolegi z Wydziału Zabójstw wyjaśnić przyczyny śmierci młodej kobiety sprzed kilku lat, która spadła z dość niebezpiecznej trasy. Kiedy w tym samym miejscu zostaje znaleziona kolejna młoda kobieta (żywa, ale umiera nie odzyskawszy przytomności w szpitalu), Kramer już wie, że to seryjny morderca i przypomina sobie jeszcze jedną taką sytuację z przeszłości, w której uczestniczył osobiście. W drugim wątku sprytny zbrodniarz opisuje, w jaki sposób wchodzi w życie kolejnych kobiet, żeby ich otoczenie o tym nie wiedziało i - kiedy się nimi znudzi - zawozi je w góry, żeby wrócić już z gór samotnie. Tym razem szczęście mu nie dopisuje - wprawdzie wylegitymował się w schronisku fałszywym dowodem, ale dziewczyna przeżyła oraz już w autobusie odkrywa, że chyba zgubił prawdziwy dowód. Finał jest dość zaskakujący - zbeqrepą wrfg xbyrtn aneengben, nqjbxng. Fgenpvł żbaę j oheml śavrżarw, Xenzre cbzntnł wrw fmhxnć v manynmł mjłbxv; cb glz jlqnemravh pbś zh fvę cemrfgnjvłb j tłbjvr, jvęp fmhxnł xbpunarx cbqboalpu qb avrżlwąprw żbal v xvrql bqxeljnł, żr gb wrqanx avr ban (frevb?!), gb wr jljbmvł j Gngel.

Się pije: wódkę[1].
Się je:

Któraś z kelnerek przyniosła wreszcie danie.
- To jest zimne! - zabrała głos matka rodu.
- Niemożliwe.
- Jak to niemożliwe! Niech pani spróbuje sama.
- Ja już jadłam.
- Skandal! -zahuczał gość. - Czekamy pół godziny i jeszcze jest zimne!
- Jak tyle pan siedzi, to faktycznie mogło wystygnąć - z godnością odparła kelnerka i odeszła.

[1] Narrator otwarcie nadużywa alkoholu, bo gryzie go tajemnicza (do pewnego momentu) przeszłość i ma deliryczne koszmary z psychodelicznym ptakiem, inni zaś…

Znałem takiego Krzyśka. Do niego przychodziła taka duża ośmiornica i ołowianymi żołnierzykami grała z nim w wojnę w fałdach brudnej pościeli, gdzie głównie wegetował. Zawsze wygrywała i za karę kazała mu przetapiać te figurki na żywy, roztopiony ołów. Wlewała mu go następnie do ucha. Można powiedzieć, że go zawodowo załatwiała, bo był kiedyś krytykiem teatralnym. Dobrym krytykiem... Źle, nie tak. Ona mu groziła, że to zrobi i to było najgorsze. Tak mi opowiadał i ja mu wierzyłem. „Boże kochany, niech ona wreszcie to zrobi i niech się to skończy" - szeptał mi kiedyś nieprzytomnie, a ręce trzęsły mu się tak, że wylało się prawie całe piwo. które miał w szklance.

Inne z tego cyklu tutaj.

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek czerwca 10, 2021

Link permanentny - Tagi: 2021, kryminal, panowie, prl - Kategoria: Czytam - Skomentuj