Więcej o
panowie
Finlandia, lata 50 XX wieku, jeszcze pobrzmiewają echa ledwie zakończonej wojny. Gunnar Huttunen kupuje stary młyn, próbuje go wyremontować i oferuje mieszkańcom okolicznych wsi usługi. Brzmi sensownie, problem w tym, że młynarz jest nieco ekscentryczny - mówi zbyt szczerze, czasem wyje jak wilk, czasem udaje zwierzęta lub celnie parodiuje innych ludzie ku radości dzieci i zgorszeniu rodziców, zwłaszcza tych parodiowanych. Ma też ogromne poczucie sprawiedliwości, więc kiedy czuje się źle potraktowany, jego reakcja bywa gwałtowna. Próbuje sobie z tym radzić, zwłaszcza że się zakochuje i udaje się po poradę do lokalnego doktora, który lekkomyślnie przepisuje mu coś, co dziś pewnie nazwalibyśmy substancjami psychoaktywnymi. Efekt jest katastrofalny, doktor nie bierze odpowiedzialności, zaczyna się nagonka na pechowego młynarza, co kończy się umieszczeniem go w szpitalu psychiatrycznym. A z “Lotu nad kukułczym gniazdem” wiadomo, że jak się trafi do takiej placówki, to dostaje się łatkę wariata na zawsze. Na szczęście Huttunen ucieka i zaczyna żyć obok wsi, irytując wszystkich coraz bardziej.
Nie nazwałabym tej historii pogodną, raczej przerażającą, chociaż jest rzeczywiście dość humorystyczna. Zawiera mnóstwo celnych obserwacji na temat odstawania i ostracyzmu, jakim otacza się osoby dziwne z jakiegoś powodu, nawet jeśli problemem nie jest sama odmienność tych osób, a nieelastyczne zasady społeczne, cwaniactwo i egoizm otoczenia. Doskonale się czytało, uśmiechnęłam się raz czy dwa, ale pozostało mi poczucie niesprawiedliwości mimo - w pewnym sensie - pozytywnego zakończenia.
#127
Napisane przez Zuzanka w dniu Thursday September 24, 2026
Link permanentny -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
2026, beletrystyka, panowie
- Skomentuj
Mieszkający na Florydzie Eddie Rico, najstarszy z braci, jest “księgowym” - pod przykrywką legalnego biznesu zbiera haracz z kontrolowanego przez mafię hazardu. Jednocześnie przychodzi list od matki z Nowego Jorku i niespodziewanie pojawia się u niego jeden z braci, Gino, który również oddaje usługi Organizacji - jest sprawnym zabójcą. Pół roku wcześniej razem z trzecim bratem - kierowcą Tonym - przeprowadzili udaną akcję zlikwidowania jednej z przeszkadzających osób. Z listu matki Eddie już wie, że Tony zniknął, a od brata dowiaduje się, że Organizacja podejrzewa go o przeciek i usiłuje go znaleźć. Gino odmawia zabicia brata i ucieka, Eddie zaś myśli, że rzecz go nie dotyczy. Ale jest w błędzie, bo dostaje zadanie odnalezienia Tony’ego i przeprowadzenia z nim rozmowy “naprawczej”. Eddie sam nie wie jeszcze, co wybierze - wierność rodzinie czy mafii, ale wie, że przy każdej opcji ma wiele do stracenia.
Nietypowo, to nie powieść detektywistyczna, a thriller moralnego niepokoju, do tego dziejący się w USA, a nie we Francji. Nie ma śledztwa ani tajemnicy, wszystko dzieje się w głowie protagonisty, który wie, że bez względu na to, co wybierze, będzie żałował, bo albo pogrąży brata, albo straci swoją żonę i dzieci oraz pozycję, na którą latami ofiarnie pracował.
Inne tego autora, inne z tego cyklu.
#126/#23
Napisane przez Zuzanka w dniu Wednesday September 23, 2026
Link permanentny -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
2026, klub-srebrnego-klucza, kryminal, panowie
- Skomentuj
Zbiorek opowiadań, interesujących w formie, niekoniecznie łatwych w treści. Są historie pogodne, jak ta o ojcu, który śnił przyzwoicie o Avie Garner czy o spacerze ze starą matką, która tęskni za dawnym porządkiem świata. Są nowelki niepokojące - o więzieniu, nieco przypominającym zakład psychiatryczny - gdzie przetrzymywani są ludzie normalni czy o chatce w lesie, gdzie narrator mieszka z qhpunzv mtjnłpbalpu v mnzbeqbjnalpu qmvrjpmąg. Niektóre oniryczne i dziwne, jak ta o rzeczniku praw umarłych, którymi żywi sobie wycierają gęby bez potrzeby bądź o pięknej żonie brutalnego barona, o której prawda wychodzi na jaw podczas sekcji szczególnie szpetnego wieprza. Co ciekawe, co najmniej jedno z opowiadań było napisane współcześnie, bo to już świat z Internetem, chociaż opisywany z nietypowej perspektywy mnicha sprzed 2000 lat. Chyba tytuł jest zaskakująco trafny, treść zostaje w czytelniczce jak drzazga.
Inne tego autora.
#124
Napisane przez Zuzanka w dniu Friday September 18, 2026
Link permanentny -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
2026, beletrystyka, opowiadania, panowie
- Skomentuj
Dwójka rezolutnych 9-latków - Ika i Groszek - mieszkają w jednej kamienicy, chodzą do jednej klasy i zwyczajnie lubią ze sobą spędzać czas. Wtem jeden z sąsiadów wtacza na podwórko zdezelowanego Opla Kapitäna, planując go naprawić. Pewnego deszczowego popołudnia nudzące się dzieci słyszą w radio komunikat o zaginięciu małego Jacusia, po czym okazuje się, że samochód mruga do nich światłami. To początek pierwszej z przygód - samochód potrafi mówić, sam się prowadzi i pomaga Ice i Groszkowi odnaleźć porwanego chłopca. Podczas przygody drugiej podwozi dzieci na opuszczone lotnisko, gdzie odbiera ich równie wiekowy Jak, z którym lecą do Afryki ratować pasażerów zaginionego samolotu. Wreszcie podczas leniwego popołudnia w Kazimierzu (gdzie jechało się z Warszawy 4 godziny pociągiem, a potem godzinę autobusem) Kapitan zabiera dwójkę bohaterów do statku kosmicznego, gdzie - nieświadomi - mają przekonać mieszkańców planety Vega, że wbrew krążącej w mediach opinii, ludzie nie są tak do końca źli.
Zacznę od tego, że żałuję, że nie przeczytałam tej książki w dzieciństwie, bo zapewne - patrząc na mój eklektyczny gust - byłaby jedną z moich ulubionych. Co jest o tyle dziwne, że maniakalnie czytałam wszystkie lektury, a mój egzemplarz oznaczony jest jako lektura klasy V. Więc jakim cudem?! Teraz już za bardzo przeszkadza mi dydaktyczny smrodek, jakim książka jest przepojona. Samochód zaczyna swoją opowieść od historii wojennej, wyjaśniając, że był Dobrym Niemcem[1] (sic!). Dzieci wzajemnie się mitygują, żeby nikt nie zarzucił im, że są niegrzeczne, bo grzeczność przede wszystkim. Milicjanci są pomocni, no chyba że przypadkiem mają tak samo na imię jak poszukiwany listem gończym. Wreszcie dwójka dzieci jako niewinni ambasadorowie - tu już przewracałam oczami co chwila.
[1] Muszę zresztą przyznać - choć tu, w Warszawie, brzmi to trochę… niedobrze - że rzecz się działa w Niemczech. Bo ja właśnie stamtąd pochodzę. Ale umówmy się, że porządny samochód tak jak porządny człowiek potrafi zachować swoją porządność na każdym miejscu kuli ziemskiej.
#123/#22
Napisane przez Zuzanka w dniu Thursday September 17, 2026
Link permanentny -
Kategorie:
Słucham (literatury), Czytam -
Tagi:
2026, mlodziezowe, panowie, prl
- Komentarzy: 3
Mimo że na samym początku po wybuchu w laboratorium technik eksperymentalnych zostają znalezione zwłoki naukowca Kriwoszeina i pojawia się nieco zahukany kapitan Onisimow, to nie jest kryminał, tylko filozoficzna powieść science-fiction. I to absurdalnie bardzo aktualna, albowiem eksperyment Kriwoszeina polega na tym, że zmontował sobie super mózg elektronowy, który wtem osiągnął próg świadomości[1] i za jego pomocą uprawia vibe coding[2], konstruując z protoroztworu organizmy żywe. Najpierw króliki, a wyniki nieudanych eksperymentów kicają skrycie po parku, a potem ludzie, wszystko w celu uszlachetnienia radzieckiego człowieka. Dużo filozofowania o tym, co konstytuuje świadomość i jakim ograniczeniom powinna taka zabawa w demiurga polegać, a wszystko podlane socjalistyczną ideologią. Przezabawne są motta poszczególnych rozdziałów, głównie składające się z notatek niejakiego inżyniera K. Prutkowa typu “Ci, którzy uważają, że życie ludzkie w stosunku do dawnych czasów zmieniło się tylko powierzchownie, przyrównują ognisko, przy którym spędzali wieczory troglodyci, do telewizora, umilającego czas współczesnym. Porównanie to jest dyskusyjne, ponieważ ognisko i świeci, i grzeje, telewizor zaś tylko świeci, a i to z jednej strony”.
Się je: kiełbasę z kefirem.
Się pije i pali: tak.
[1] Być może frazy typu „Badanie możliwości samoorganizacji układu złożonego w układ o wyższym stopniu komplikacji przed integralnym (nie zróżnicowanym pod względem sygnałów i symboliki) wprowadzaniu różnorodnej informacji na drodze rozbudowywania układu zgodnie z jego sygnałem wyjściowym” przypominają mi to specjalizację magisterską pt. Kooperacyjne Systemy Informatyczne w Środowisku Wirtualnej Organizacji Działań, gdzie trzeba było generować tonę papieru dla zaspokojenia apetytu profesora nadzwyczajnego K.
[2] Kriwoszein opisuje to, co właśnie obserwuję na żywo - wprawdzie prompty dla AI nie są wprowadzane w mowie naturalnej, tylko za pomocą odbierania impulsów elektrycznych ze specjalnie okablowanej głowy inżyniera, ale czy to różni się czymkolwiek od programowania metodą “tak/nie” w kolejnych iteracjach? Nie przypuszczam. I tak samo jak AI, nie wiadomo co w kodzie, tak tutaj w jaki sposób mózg elektronowy buduje z protein kolejne istoty - tego Kriwoszein i jego “współpracownicy dowiadują się już po zapuszczeniu kodu na produkcję.
Inne z tej serii.
#122
Napisane przez Zuzanka w dniu Tuesday September 15, 2026
Link permanentny -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
2026, panowie, sf-f, z-jamnikiem
- Skomentuj
Wracamy do Björnstad chwilę po wydarzeniach “Miasta niedźwiedzia”; Kevin znika z miasta po traumatycznej konfrontacji z Mają, a Maja próbuje wrócić do normalności, ale spotyka się z ostracyzmem jako ta, która “zniszczyła” Kevina, a co za tym idzie, całą drużynę. Do Petera zgłasza się pewien gładki polityk, który obiecuje znaleźć sponsorów dla upadającego klubu, ale pod pewnymi warunkami, między innymi kosztem pozbycia się Grupy - kibicowskiej bojówki. To nie jest w miasteczku mile widziane, co mieszkańcy dają dyrektorowi klubu odczuć. Mira, matka Mai, usiłuje odciąć się od niszczącego jej rodzinę klubu i mieć wreszcie coś swojego. A niedobitki drużyny - Amat, Bobo, Benji i wypuszczony z poprawczaka Vidar - każdy z nich ma swoje demony, z którymi walczy. Wszystko finalnie sprowadza się do dwóch meczów - pierwszego i ostatniego w sezonie - z Hed, największym rywalem Björnstad; to dwa mecze o wszystko, więc po obu stronach barykady wyciągnięte zostają najbardziej drastyczne narzędzia, żeby pognębić przeciwnika.
Z jednej strony warto czytać tomy w serii po kolei, z drugiej - cały początek drugiego tomu to streszczenie tego, co wydarzyło się w poprzednim, tak że da się wejść z marszu. Można się zżymać na manierę autora, który udziela tylko częściowej informacji, każąc się domyślać tragedii przy każdym wyjściu do lasu, każdym spotkaniu, każdym nieszczęściu, w każdej wspomnianej strzelbie i potknięciu. Ja się na to doskonale łapię, aż musiałam przerywać czytanie na korzyść nieco mniej emocjonalnej autobiografii Zappy, chociaż Backman bynajmniej nie stroni od humoru i pewnej uszczypliwości, więc to nie tak, że drama dramę pogania. Ale ładunek emocjonalny jest duży, nawet jeśli widać, jakimi środkami osiągnięty.
Inne tego autora.
#121
Napisane przez Zuzanka w dniu Monday September 14, 2026
Link permanentny -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
2026, beletrystyka, panowie
- Skomentuj