Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Genialna przyjaciółka

Zawsze obiecuję sobie, że poczekam, aż będzie dostępna całość, żeby nie czekać na kolejne sezony, zwłaszcza jak nie są rozdzielną całością. Tu wytrzymałam cztery lata, aż pojawił się sezon trzeci, więc za karę będę czekać kolejne dwa (przy dobrych wiatrach) na sezon czwarty, ostatni. Ale nie żałuję, bo bardzo oglądalny.

Serial jest fabularnie[1] wierną ekranizacją książek, ale z jednej strony dodaje do nich nową jakość, porządkując wydarzenia, które w książce są czasami przemieszane chronologicznie i obudowane dygresjami, z drugiej odziera je jednak z części tła historycznego, które jest bardzo istotne w książce. Aktorzy są doskonale dobrani, zarówno dziewczynki z pierwszych sezonów, jak i późniejsze dorosłe, grające Lilę i Lenù, podobnie drugi plan. Nieco irytowała mnie zamierzona sztuczność scenografii Dzielnicy w Neapolu, jej umowność, bez zieleni, celowo sterylnie brudnej (bez śmieci, ale wszystko szare, zniszczone i zapuszczone, nawet jeśli do poprawy życia wystarczyłaby warstwa farby), a jednocześnie doceniłam rozmach, z jakim oddano lata 50., 60. i 70. we Włoszech. I chyba bardziej niż w książkach nie lubiłam żadnej z bohaterek, wchodząc mentalnie w rolę rodzica.

[1] Tak, musiałam przeczytać ponownie wszystkie cztery tomy cyklu, bo uwierały mnie niedomówienia serialu. Za dwa lata będę pewnie musiała sobie czwarty tom przypomnieć.

#55-58

Napisane przez Zuzanka w dniu środa kwietnia 27, 2022

Link permanentny - Kategorie: Czytam, Oglądam, Seriale - Tagi: 2022, beletrystyka, panie - Skomentuj


Peter Dickinson - Tajemnica plemienia Ku

W jednej z londyńskich kamienic ktoś zamordował wodza plemienia Ku, Arona. Kilkunastoosobowe plemię okazuje się pochodzić z Nowej Gwinei, a do Londynu zostało sprowadzone przez etnografkę, Ewę Ku, która wraz z ojcem-pastorem badała ludy prymitywne. Inspektor Pibble natrafia na mur milczenia ze strony członków plemienia, Ewa z kolei opowiada mu o wierzeniach i zwyczajach oraz twierdzi, że ani nie mógł wodza zabić żaden mężczyzna z plemienia, ani nikogo obcego nie było w kamienicy. Uwagę policji zwraca młody awanturnik, który również trafił na Nową Gwineę, spłodził dziecko z jedną z czarnych kobiet, a aktualnie wraz z nową, atrakcyjną (białą!) żoną również mieszka w kamienicy. Jego żona, jak się okazuje, jest dawną ukochaną jednego ze współpracowników Pibble’a, sprawa robi się więc nieco osobista. Rozwiązanie zagadki jest dość niespodziewane i brutalne, zaś Pibble ląduje z rozbitą głową w szpitalu.

Niestety książka jest przenudna, zaczynałam ją chyba z trzy razy, do zapomnienia natychmiast po przeczytaniu. Mam jeszcze jedną książkę tego autora, przeczytam, żebyście Wy nie musiały.

Inne z tej serii.

#54

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek kwietnia 26, 2022

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: 2022, kryminal, panowie, z-jamnikiem - Skomentuj


Piotr Stankiewicz - Pamiętam

Dla ścisłości - to nie jest książka w sensie fabularnym, tylko hasłowo wypisane wspomnienia autora z trzech dekad: lat 80. - wczesne dzieciństwo, 90. - szkoła/liceum i 2000. - studia. Wspomnienia są różne, od bardzo osobistych, rodzinnych do prawie że pokoleniowych: wymiana pieniędzy w połowie lat 90., wszechobecne palenie papierosów, “Dynastia” w telewizji, egalitarnie oglądana przez wszystkich. Część wspomnień jest dla mnie obca, zwłaszcza wszystkie związane ze sportem, pamiętam np. fenomen Małysza, ale nigdy nie oglądałam i nie interesowało mnie, żeby w tym uczestniczyć, ale ja tutaj jestem raczej marginesem. Jak mówi jedna z notek na okładce, to opowieść o melancholii i kalejdoskopie wspomnień z ostatnich 30 lat.

Dla mnie każde zdanie, akapit było podstawą do wykonania w głowie analogicznej konstrukcji, jak to wyglądało u mnie, osoby prawie o dekadę starszej od autora. Że pamiętam ludzi palących w restauracjach przy posiłku, podobnie w pociągu, nawet jeśli przedział był dla niepalących. Że pamiętam brzydki, brązowy płaszczyk z burym sztucznym gryzącym futerkiem, który uszyła mi babcia i mnie w szkole wyśmiewali. Że pamiętam, jak matka rudowłosej koleżanki goniła mnie przez pasy, żeby skrzyczeć, bo podobno koleżankę wyzywałam od rudzielców. Że pamiętam, że szatnie męskie i damskie w liceum dzielił prysznic, w którym nie było z założenia ciepłej wody, a drzwi nie miały zamków, więc zdarzało się, że pod prysznic wchodziły najodważniejsze chłopaki, dziewczyny nigdy, nawet, jakby któraś trzymała drzwi od strony męskiej szatni. Że pamiętam, że przychodząc na studia informatyczne nie miałam swojego komputera, uczyłam się częściowo “na sucho”, czasem udawało się wejść do pracowni, ale rzadko była wolna, czasem korzystałam z czyjegoś komputera w akademiku, a najczęściej dostępne były terminale na Novellu, ale służyły tylko do łączenia się z Internetem. Tak, sama mogłabym napisać taką książkę, ale pewnie powieliłabym ¾ wspomnień autora. Więc nie napiszę.

#53

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek kwietnia 25, 2022

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: 2022, biografia, panowie - Skomentuj


Kazuo Ishiguro - Klara i Słońce

Klara wraz z innymi sobie podobnymi przebywa w sklepie, czasem w głębi sklepu, czasem we wnęce, czasem nawet na wystawie. Na wystawie najlepiej, bo nie dość, że mogą ją zobaczyć dzieci i może jedno ją wybierze, to jeszcze tam jest najlepszy dostęp do życiodajnego Słońca. Nie, Klara nie jest światłolubnym zwierzęciem ani rośliną, jest SP - sztucznym przyjacielem - samoświadomym androidem, który dostrojony do “swojego” dziecka, będzie najlepszym przyjacielem i towarzyszem. Potem, w trakcie właściwych wydarzeń, kiedy Klara zostaje wybrana przez kilkunastoletnią Josie, wyjaśnia się, skąd w ogóle taki pomysł. To świat na krawędzi katastrofy (ekologicznej? biologicznej? politycznej?), dzieci jest coraz mniej, sporo z nich - jak Josie - jest chora, uczą się zdalnie, odseparowane od kontaktu z rówieśnikami, a organizowane raz na jakiś czas “spotkania integracyjne” nie spełniają swojej socjalizującej roli; mocno pobrzmiewa tu świeże doświadczenie z lockdownów i ogólnoświatowego zamknięcia, z którego nasze dzieci, i nie tylko dzieci, będą się naprawiać przez kolejne lata. Klara obserwuje i analizuje, choć ma dość skąpą bazę wiedzy, czasem miałam poczucie, że jej orientacja jest na poziomie autonomicznego odkurzacza (co pada kilka razy jako obelga), czasem wykazywała niesamowitą wprost intuicję i inwencję. Choroba Josie, jej przyczyny, różnica między nią a mieszkającym w sąsiedztwie Rickiem, trudne decyzje matek, nieobecność ojców, te wszystkie rzeczy częściowo autor wyjaśnia, częściowo zostawia niedopowiedziane (na przykład co oznacza wycofanie się ojca Josie z życia i jego substytucja ze stratą dla świata, przy jednoczesnym zapewnieniu córki, że nie jest kretynem, chociaż ludzie go tak postrzegają). Ale to chyba mniej istotne od samej analizy sztucznej świadomości - czy jesteśmy w stanie stworzyć taki program, że będzie ludzki, co to w ogóle znaczy “ludzki”, czy da się sklasyfikować wszystkie ludzkie motywacje, zachowania i uczucia tylko za pomocą nazwania ich? Wrócił znany z innych książek trop idealnego służącego/dawcy organów, który emocje zastąpił analizą i bezwzględnym samopoświęceniem i jest z tego absolutnie zadowolony, chociaż tak naprawdę to tylko czerpanie wdrukowanej radości z sytuacji bez wyjścia.

Złapałam się na tym, że właśnie chciałam użyć identycznej frazy co przy “Nie opuszczaj mnie”, że to dziwna książka, niedokończona. Wygląda na to, że tak celowo autor konstruuje swoje światy (które oczywiście nie są sf, wcale), żeby zostawić ten nieuregulowany kawałek, różnicę między naszym dziś, a opisywanym w książce kiedyś, żeby czytelnik sobie dokleił w głowie, ile nam jeszcze brakuje do przyszłości. Nie czytało się tego źle, ale jednak wolałabym więcej wyjaśnień, mniej niedomówień.

Inne tego autora.

#52

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela kwietnia 24, 2022

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: 2022, panowie, sf-f - Skomentuj


Michael Palin - Korea Północna. Dziennik podróży

Po długich przygotowaniach Michael Palin w 2018 roku wraz z ekipą trafia do Korei Północnej, gdzie próbują nakręcić serię programów o państwie, o którym wiadomo niewiele więcej ponad to, co oficjalna propaganda życzy sobie pokazać. Z właściwym sobie sarkastycznym humorem podróżnik opisuje ograniczenia, jakie napotkali przed i w trakcie filmowania, opiekę smutnych panów w czarnych garniturach, pieczołowicie skonstruowany plan wyprawy i mimo tego wszystkiego ludzkie oblicze za zasłoną systemu. Dwa tygodnie w Korei to z jednej strony festiwal absurdów - zakaz fotografowania monumentalnych posągów wielkich wodzów od tyłu, nie podpięty do prądu skaner bezpieczeństwa na lotnisku, przez który trzeba przepuścić i tak cały bagaż i sprzęt, bo procedury, przedstawienie zaaranżowane dla ekipy, żeby pokazać im taką Koreę, jaką władze chcą się pochwalić, z drugiej strony jednak to melancholijna obserwacja ludzi, którzy nie mieli innej opcji niż zaadaptowanie się do ekstremalnych warunków państwa-więzienia, z jego niedostatkami, fasadowością, kultem jednostki (jednostek) i legendami założycielskimi, w które lepiej uwierzyć i ich nie kwestionować.

Edycyjnie książka jest ładnie wydana, z dobrej jakości zdjęciami (chociaż przydałyby się pod nimi podpisy), zaskoczyło mnie jednak rozepchanie książki przez dodanie między poszczególnymi rozdziałami kartki ze wzorkami. Owszem, wzorki ładne, każdy inny, ale sensowność tego jest dla mnie żadna. Tytuły rozdziałów doskonale oddzielają jeden od drugiego, a dodatkowo odpada opcja, że rozdział zawsze ma się zaczynać od prawej strony, bo jedna czy dwie kartki ze wzorkami wypadają właśnie po prawej, gdy rozdział kończy się na stronie lewej. Prawie 20 pustych stron, po co. Dodatkowo zdarzają się czasem kiksy w tłumaczeniu/redakcji, na przykład gdy Łuk Zjednoczenia w Pyongyang z oryginalnej wysokości 98 stóp rośnie w opisie do prawie 100 metrów.

Inne tego autora.

#51

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek kwietnia 21, 2022

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: 2022, panowie, podroze - Skomentuj


Ryszard Ćwirlej - Mordercza rozgrywka

Poznań, 1986. W drodze między stacją Poznań Garbary a akademikiem na Dożynkowej znika studentka. 1987. Na dancingu w hotelu Polonez ginie wokalistka, zastrzelona. Sprawę zaczyna spontanicznie prowadzić Teoś Olkiewicz, który przypadkiem załatwiał sobie na tymże dancingu fuchę w roli ochroniarza dwóch prostytutek; zarządza spisywanie wszystkich gości, a perkusistę, który umierającą kobietę podtrzymywał, na wszelki wypadek zamyka. Sensowne śledztwo wdraża dopiero Mirek Brodziak, wprawdzie na kacu, ale bezbłędnie odkrywa, że postrzelona dziewczyna przyszła z pokoju Szweda, również martwego i zapewne nie grali w tym pokoju w karty. W karty z kolei grał Gruby Rychu, problem w tym, że tuż przed zgarnięciem całej puli do willi na Mazowieckiej weszli zamaskowali szuszfole i zabrali wszystko, dodatkowo uszkadzając fizycznie niektórych graczy, w tym Rycha. Wszystkie trzy śledztwa - zaginięcia studentki, morderstwa w Polonezie i kradzieży walorów w walucie - zaczynają się ze sobą łączyć, po części dzięki nieporadnym, choć zaskakująco trafnym, czynnościom śledczym Olkiewicza i już bardziej celowym Brodziaka, którego wspomaga Rychu. Problem w tym, że w każdym pojawia się jak zły duch esbecja, która stoi zarówno za kradzieżami, jak i morderstwem i kolejnym wątkiem z przemytem.

Ze smutkiem stwierdzam, że chyba dla mnie formuła antydatowanych milicyjnych kryminałów się wyczerpała albo ten tom jest szczególnie nieudany. Może raz czy dwa uśmiechnęłam się pod wąsem, czytałam małymi kawałkami, zagryzając powtórką znacznie ciekawszej Ferrante (o czym za czas jakiś). Fabuła, mam wrażenie, jest nieco niedopracowana - wątek zaginionej studentki wprawdzie wiąże się z akcją właściwą rok później, ale jest potraktowany absolutnie pretekstowo, bez satysfakcjonującego wyjaśnienia, co i dlaczego się zdarzyło półtora roku wcześniej. SB jest bardzo wygodnym chłopcem do bicia, odpowiadając za całe zło ówczesnego aparatu, chociaż niewiele się różni ani od szlachetniejszej milicji, ani od zbirów Rycha. Brakuje mi także wyjaśnienia, na co SB zbierało w nietypowy sposób zasoby finansowe, ostatecznie doprowadzając do całego ciągu zbrodni.

Inne tego autora tutaj.

#50

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek kwietnia 18, 2022

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: 2022, kryminal, panowie, prl - Skomentuj


Czasem

[15.08.2021 / 2.01.2022]

Co którąś niedzielę, rzadziej w sobotę, chodzę na śniadanie do Projektu Wilson, a czasem nie. Potem czasem do parku, czasem nie. Czasem wślizgnę się na klatkę schodową jednej z ulubionych kamienic, czasem nie. Czasem jest słońce i kolor, czasem nie.

Sierpień / styczeń Styczeń Styczeń Sierpień Styczeń Styczeń Sierpień Sierpień Styczeń / sierpień

GALERIA ZDJĘĆ.

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela kwietnia 17, 2022

Link permanentny - Kategorie: Fotografia+, Moje miasto - Tag: park-wilsona - Skomentuj


Jan Ekström - Maurowie

1 maja ma odbyć się uroczysty obiad z okazji 80. urodzin dyrektora Vade’a. Dzień wcześniej, w Noc Walpurgi, dziarski choć antypatyczny senior znika. Początkowo sprawa jest zlekceważona przez rodzinę i zaproszonych na przyjęcie gości - młodą żonę Annę i jej dwie siostry, Almę i Agdę, obie z dorosłymi dziećmi, córkę Vade’a Monikę i jej narzeczonego Jonasa, sprawą przejmuje się jednak sekretarka i asystent kryminalny Durell. Ciało starca zostaje znalezione następnego dnia w rzece opodal, zaczepione o zabytkowe posągi. Durell mozolnie odtwarza ostatni dzień ofiary, dowiadując się o kolejnych przykrych historiach w kontaktach Vade’a ze światem (i vice versa), typując kolejnych podejrzanych i wreszcie wybierając tę osobę, której pękła żyłka.

W tym tomie wprawdzie nie ma listy postaci, ale jest plan okolicy, co pomaga zrozumieć topografię zbrodni, w której zwłoki wylądowały zaczepione u stóp zabytkowych posągów z brązu (tytułowych Maurów). Bardzo polubiłam sympatycznego asystenta kryminalnego Durella[1], wielbiciela kolorowych strojów (w tym eleganckich pantofli ze skóry w kolorze wołowej krwi) i opery, mieszkającego z ciotką-emerytką, psem, kotem, papużkami i rybkami akwariowymi (ale niezłomnie zaglądającego w dekolty sweterków ładnych pań). Jego szef, komisarz Sargren, przez cały czas akcji jest przeziębiony, lekarz-patolog ma irytujący pryszcz na czole, który nieustannie drapie, a asystentka patologa odsuwa sobie skórki przy paznokciach końcówką długopisu.

Się je: raki z odrobiną kawioru pod ogonem, opiekany chleb, wino reńskie (po teatrze), jajka na miękko, masło, chleb, marmolada, dzbanek z kawą, płatki owsiane (na śniadanie), omlet z krewetkami (na lancz), kanapeczki z homarem, rokforem, rzodkiewkami, gęsim pasztetem, winogronami, krążkami jajka, czarnym kawiorem (na kolację), zraziki (domowej roboty, do odgrzania).

Się pije: whisky, Veuve Clicquot, szampana (do kurcząt).

Się wychowuje:

Gdy matka uderzy dziecko, odczuwa ono ból, choć wychodzi mu to na pożytek. Matka jeszcze bardziej odczuwa ból. Dziecko zapomni, matka nie. Dziecko zaśnie, matka nie. Kiedy dziecko się zbudzi, będzie nowy dzień, wszystko wybaczone, rozumiesz…

Się pali: cygara (Durell, Vade), papierosy (Vincenzo).

Się robi: dwudniowe pranie - oczywiście piorą panie, a skomplikowanym procesem sortowania (biała bielizna, ścierki do namoczenia, oddzielnie kolory, oddzielnie wełna, skarpetki osobno, nylon też) zachwyca się młody mężczyzna, nie żeby zaproponował współudział, nie, nie, tylko się interesuje!

[1] Odkrycie podziałało na niego jak marchew podetknięta pod pysk osła. Ogarnęła go pokusa, żeby posunąć się dalej. W przeciwieństwie do osła rzadko opierał się pokusie.

Inne tego autora, inne z tej serii.

#49

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek kwietnia 15, 2022

Link permanentny - Kategorie: Czytam, Fotografia+ - Tagi: 2022, kryminal, panowie, z-jamnikiem - Skomentuj


Tayari Jones - Nasze małżeństwo

Celestial i Roy są rok po ślubie, ogromnie w sobie zakochani, starają się o dziecko, właśnie przyjechali w odwiedziny do rodziców Roya. Nie nocują jednak w domu teściów, żeby uniknąć skrępowania wybrali motel opodal, co niestety okazało się najgorszym możliwym wyborem. W wyniku zbiegu okoliczności - miejsce noclegu, kłótnia małżeńska, rozmowa z przypadkową osobą, wspólna noc zostaje przerwana przez wyłamującą drzwi policję i aresztowanie Roya pod zarzutem gwałtu. Co z tego, że Celestial stoi za nim murem i zeznaje, że spędzili całą noc razem, skoro ofiara twierdzi, że rozpoznała napastnika i był nim właśnie Roy, jedyny czarny mężczyzna w motelu. Roy ląduje w więzieniu z wyrokiem 12 lat. Historia związku opisywana jest z perspektywy różnych osób - Roya, Celestial, Andre - od zawsze przyjaciela i sąsiada Celestial i rodziców obojga, czasem obiektywnie, czasem przez pryzmat ich własnych doświadczeń.

Poza wątkiem walki o utrzymanie małżeństwa i tożsamości, autorka wchodzi w temat systemowej nierówności prawnej wobec Czarnych i postrzegania ich w społeczeństwie jako potencjalnie niebezpiecznych, bez względu na stan faktyczny. Zabrakło mi trochę szczegółów dotyczących śledztwa, procesu i rozwiązania całej sprawy, tym bardziej, że więzienna epopeja Roya była prominentną częścią całej książki. Oczywiście przez cały czas spodziewałam się jakiegoś dramatycznego zwrotu akcji, ale poza trudnymi do wyobrażenia sobie wyborami Celestial - młodej mężatki, planującej dziecko w stabilnym związku, której stabilizacja nagle legła w gruzach na kilkanaście lat - takich zwrotów tutaj nie ma, chociaż jest kilka niespodzianek fabularnych. Nie mogłam się oderwać.

#48

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek kwietnia 14, 2022

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: 2022, beletrystyka, panie - Skomentuj


W palecie pasteli

Jak co roku, w Starym Browarze wyroiło zające. Oprócz klasycznych fioletowych pojawiły się aż cztery kolory, tym razem w pastelowym zielonym, różowym i - podejrzewam, że na ostatnią chwilę - dodano żółte i niebieskie. Sprzedaż teoretycznie przez Internet, punkt 9 w sobotę, praktycznie można było cieszyć oko informacją o przeciążeniu serwera, a w tych sekundach, kiedy strona sklepu się wyświetlała, znikały kolejne kolory do kupienia. Nie polecam, nie pozdrawiam, wcale ich nie chciałam kupować.

GALERIA ZDJĘĆ oraz wcześniejsze.

Napisane przez Zuzanka w dniu środa kwietnia 13, 2022

Link permanentny - Kategorie: Fotografia+, Moje miasto - Skomentuj