Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Bogomił Rajnow - Umierać tylko w ostateczności

Bułgarski student ucieka za granicę. Władze nic z tym nie robią, ale są czujne i słusznie, bo kilka lat później student przez pośrednika zaczyna szukać kontaktów ze starymi znajomymi. Dwóch wywiadowców zostaje wysłanych za wspomnianym pośrednikiem do Londynu, gdzie jeden z nich zostaje zdemaskowany. Drugi udaje się więc incognito do gniazda przestępców w Soho, do szajki niejakiego Drake’a. Wielokrotnie pobity i zaszantażowany zdjęciami przy zwłokach najpierw niesławnego studenta, potem kolejnego rzezimieszka, “zgadza się” na współpracę, która finalnie prowadzi do przemytu heroiny przez Bułgarię. Akcja jest dramatycznie niespójna i zagmatwana - boss jest psychopatą, skłóca wszystkich swoich współpracowników, zastępuje jedną kochankę inną, wszystkich straszy śmiercią z rąk niejakiego Marka, a do tego wszystkiego współpracuje z eks-agentem CIA, który nie jest wcale eks-agentem. Narrator teoretycznie jest cynicznym detektywem, ale naprawdę idzie tylko z prądem, a jego głównym celem nie jest bynajmniej aresztowanie Drake’a czy zablokowanie kanału przerzutowego, tylko absurdalne uniknięcie skandalu dyplomatycznego (“państwo socjalistyczne niszczy kapitalizm za pomocą narkotyków”).

Jak najdzie Was ochota, żeby przeczytać kryminał, dziejący się w egzotycznym kraju, to jednak poszukajcie czegoś innego. Większość akcji (poza epizodem w miejscowości letniskowej w Bułgarii) dzieje się w Londynie, ograniczonym początkowo do jednej zapyziałej uliczki, a pod koniec przejściem zdawkowo przez zabytki miasta. Są kluby nocne i równie zdawkowo opisana rozpusta pt. striptiz, a narrator zostaje pchnięty przez Drake’a w ramiona szansonistki, której nie udaje się podwójna gra i zamiast donosić na przystojnego (wiadomka) Bułgara, chodzi z nim do łóżka (oczywiście opisy są aluzyjne, wszak trzeba trzymać pion moralny w socjalizmie).

#17

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek lutego 11, 2020

Link permanentny - Tagi: panowie, kryminał, 2020 - Kategoria: Czytam - Skomentuj


Terry Pratchett - Równoumagicznienie

W małej wiosce w Ramtopach za chwilę przyjdzie na świat ósme dziecko ósmego syna, co według dyskowych zasad oznacza, że dziecko zostanie magiem. Umierający mag przekazuje dziecku swoją laskę, tyle że okazuje się, że bynajmniej nie urodził się chłopiec. Babcia Weatherwax, lokalna czarownica, próbuje skanalizować energię małej Esk w kierunku czarownicowej magii ziemi, ale odziedziczona po magu laska działa na dziewczynkę w niekontrolowany sposób. Mimo uzasadnionej niechęci babci, udają się w daleką drogę do Ankh-Morpork, na Niewidoczny Uniwersytet. Mimo listów wysyłanych przez babcię i mimo że po drodze poznały maga i aspirującego samouka, Simona, na miejscu okazuje się, że rzeczywiście nikt nie chce kobiet na Uniwersytecie. Chyba że wchodzą bocznym wejściem.

Fabuła tego tomu jest jeszcze szczątkowa (dziewczyna chce być magiem, odbywa podróż, jest zniechęcana, ale ratuje młodego człowieka i świat przed Mrocznymi Kreaturami, więc władze Uniwersytetu akceptują jej moce), ale jest już dużo dobrego - babcia Weatherwax i jej zamiłowanie do używanej odzieży, feminizm i girl power (1987! a czyta się jak współczesną powieść), a jako bohater absolutnie pozytywny pojawia się Bibliotekarz.

Inne tego autora tutaj.

#16

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela lutego 9, 2020

Link permanentny - Tagi: sf-f, panowie, 2020 - Kategoria: Czytam - Skomentuj


Harlan Coben - Już mnie nie oszukasz

Maya jest byłą oficer Armii USA, zwolnioną po nagłośnieniu nagrania z akcji w Iraku, w której zginęli cywile. Cierpi na PTSD, śpi tylko dzięki chemii, bo w swojej głowie ciągle słyszy krzyki i wybuchy. Jednak nie tylko przeszłość wojskowa kładzie się cieniem na jej życiu - kilka miesięcy wcześniej ktoś torturował i zamordował jej siostrę Claire, a kilkanaście dni była świadkiem śmierci swojego ukochanego męża Joe, zabitego podczas napadu w parku. Na pogrzebie męża jej przyjaciółka sugeruje, że dla bezpieczeństwa powinna zamontować ukrytą kamerę i obserwować, czy jej 2-letnia córeczka jest bezpieczna z nianią. Kiedy to niechętnie robi (niechętnie, bo niania jest córką dawnej niani męża), odkrywa na nagraniu dziewczynkę, bawiącą się z mężczyzną, który wygląda jak Joe. Skonfrontowania niania traktuje ją gazem łzawiącym i ucieka z kartą SD, jedynym potencjalnym dowodem, że jej mąż żyje. Odczytanie testamentu się nie udaje, bo władze nie wystawiły aktu zgonu, a siostra męża w zaufaniu zwierza się, że skoro nie pozwolono rodzinie zobaczyć ciała, może to oznaczać, że Joe jednak nie zginął. Maya zaczyna prowadzić prywatne śledztwo, czując, że obydwie śmierci - siostry i męża - są powiązane i ignorując detektywa, który zdaje się ją podejrzewać. Ślad, jaki zostawia siostra, prowadzi ją do hackera-demaskatora, Rudzinskiego, odpowiedzialnego za zakończenie jej kariery wojskowej.

Rzeczywiście jest tu fabularna zaskoczka, a nawet trzy (obungrexn prybjb jloenłn śzvreć venńfxvpu pljvyv, żrol hengbjnć nzrelxnńfxvpu żbłavreml, wrw fvbfgen mbfgnłn mnovgn cemrm wrw zężn, xgóel jpnyr avr olł zvłl, glyxb olł cflpubcngą, mnś mqmvjvravr an jvqbx antenavn avrżlwąprtb zężn jlavxnłb m snxgh, żr gb Znln fgemrynłn j cnexh, n avr cemlcnqxbjv ancnfgavpl), tyle że całość śledztwa jest dość nijaka. Nawet jak Cobena, zachowanie bohaterów jest co najmniej nieracjonalne.

Inne tego autora tu.

#15

Napisane przez Zuzanka w dniu środa lutego 5, 2020

Link permanentny - Tagi: panowie, kryminał, 2020 - Kategoria: Czytam - Skomentuj


John Steinbeck - Grona gniewu

Tom Joad wychodzi przedterminowo z więzienia, co cieszy go ogromnie, bo wreszcie zobaczy swoją rodzinę i będzie mógł oddychać świeżym powietrzem farmy w Oklahomie. Kiedy dociera na miejsce, jego rodzina, zmuszona przez zachłanne banki, planuje przenieść się do żyznej i obfitującej w pracę Kalifornii. Sprzedaż dorobku całego życia przynosi grosze, bo sprytni handlarze doskonale wiedzą, jak wykorzystać efekty kryzysu; całe oszczędności idą na rozsypującą się ciężarówkę i podróż. Im bliżej Kalifornii, tym więcej wątpliwości przynoszą rozmowy z napotkanymi ludźmi, niektórzy z nich właśnie wracają, załamani tym, że wbrew kolorowym ulotkom jednak nie ma pracy albo jest za grosze, a mieszkańcy i lokalna policja są nadzwyczaj niechętni “Oklakom” i traktują ich jak przestępców. Rodzina nie dociera w całości do celu - babka i dziadek umierają po drodze, starszy syn, Noah i Connie, mąż Rosysharn, ciężarnej córki, odłączają się, aby szukać szczęścia i pracy, Tom wplątuje się w awanturę z policyjnymi prowokatorami i musi się oddzielić od rodziny. Wygłodzeni, zmuszani do pracy za marne centy, które ledwo wystarczają na przeżycie, tracą wszystko i - ponieważ przychodzi zima - nie mają perspektyw na zmianę.

Beletryzujące rozdziały z odyseją rodziny Joadów przeplatane są bardziej reportażowymi wstawkami, w których autor opisuje mechanizmy przymusu ekonomicznego, obserwuje społeczne zmiany budowania wspólnot wśród wygnańców, przepaść, dzielącą obywateli tego samego kraju o różnym statusie czy wreszcie budzące się ruchy socjalistyczno-związkowe.

Zmęczyłam się lekturą, nie tylko dlatego, że trudny temat czy spora objętość. Bohaterowie są zbyt schematyczni i pozbawieni cech indywidualnych (przegrany ojciec, straceńczo odważna matka, lekkomyślny syn, kapryśna córka w ciąży, psotne nastolatki, sprawiające kłopot, ksiądz, który stracił wiarę czy wuj w depresji), nie byłam w stanie się do nich przywiązać ani czuć cokolwiek, kiedy znikali z nurtu fabuły. Jakkolwiek to ważna pozycja historycznie, tak niespecjalnie dobrze się zestarzała, a bogaty, powolny rytm narracji autora sprawia, że odkładałam książkę co kilka stron, żeby poczytać coś innego. Nie że nie polecam, ale na pewno nie sięgnę ponownie.

Inne tego autora tutaj.

#14

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek lutego 4, 2020

Link permanentny - Tagi: panowie, beletrystyka, 2020 - Kategoria: Czytam - Komentarzy: 6


Helena Sekuła - Kieliszek bordeaux

Ginie Igor Ordon, ekscentryczny rzemieślnik, zajmujący się ceramiką, również przemysłową. Major Korosz, jeden z najzdolniejszych inspektorów milicji, w pracowni zamordowanego odkrywa, poza artystyczną ceramiką, kota[1]. Nie odkrywa natomiast cyjanku, którym zaprawione było tytułowe wino w kieliszku denata. Milicja nie narzeka na brak podejrzanych - Ordon miał zasłużoną opinię bon vivanta i znawcy kobiet[2]: była żona Barbara, konkubina Monika, kochanka i sponsorka Ilona były trzymane od siebie z daleka za pomocą uczynnego, choć nie wylewającego za kołnierz gospodarza Aniołka i cynicznej asystentki Ewy. Im głębiej śledztwo wchodzi w życie denata, tym więcej brudu się pokazuje - zakochana w nim dziewczyna, która się stoczyła w wódkę i popełniła samobójstwo, mnóstwo długów i procesów sądowych, wyrok i kara więzienia[3], wreszcie mężczyźni nienawidzący go za powodzenie u kobiet i same kobiety, zwłaszcza porzucone lub oszukane. Major najpierw zbiera wszystkie dowody i poszlaki, po czym najpierw metodą eliminacji, a potem drobną prowokacją łapie mordercę.

Autorka sprytnie rozpoczyna nie od samej zbrodni, a od poszukiwań zaginionej w halnym turystki, Moniki Vessel, która okazuje się być ostatnią konkubiną Ordona. Przy okazji pojawia się dość zabawny z perspektywy czasu epizod w szpitalu, gdzie pacjentka kradnie luminal, a lekarz proponuje pacjentce papierosa oraz potencjalnie suicydalną pacjentkę nazywa psychopatyczną (chociaż zaskakująco atrakcyjną). W ogóle damska uroda jest clou opowieści:

Patrząc na tę piękną kobietę major skojarzył sobie, że w najbliższym otoczeniu Ordona nie spotkał kobiety brzydkiej. Wszystkie były ładne, interesujące i coś sobą reprezentowały. Ale Barbara była chyba najładniejsza z nich wszystkich. Wysmukła, średniego wzrostu z masą płomiennorudych włosów, miała subtelną delikatną twarz o bardzo jasnej gładkiej karnacji.
Major nagle zdał sobie sprawę, że stoi i po prostu gapi się na nią z zachwytem i że ona o tym wie, że prawdopodobnie jest przyzwyczajona do tego rodzaju niemego podziwu.
- Pani jest bardzo piękna - usprawiedliwił swoje milczenie. - Przed chwilą widziała pani uosobienie zachwytu - chciał zażartować.

Gorzej niestety z damskimi walorami intelektualnymi, panie są określane jako “wykolejona” [Ewa] bądź “słaba, kobieca, dość lękliwa o miernej inteligencji i słabej odporności psychicznej” [Barbara]. Oraz emancypacja prowadzi do prób samobójczych, więc lepiej nie ryzykować zbyt samodzielnej kobiety.

Bawiąc-uczyć: wypalanie ceramiki i działanie pieca wysokotemperaturowego.
Nagrody: bernardyn Bari odznaczony honorową odznakę GOPR.
Się pije: wódkę, wino (tytułowe), koniak Meukow, jarzębiak.
Się pali: “Rarytasy”.

[1] “Puszysty, perski kot przerwał drzemkę, leniwie podniósł się z nagrzanej podłogi i wygięty w łuk wlepił w niego bursztynowe ślepia”. Szczęśliwie sierotkę zgadza się adoptować gospodarz domu, Wincenty Aniołek(!). Niestety, wbrew moim podejrzeniom, kot nie ma znaczenia dla fabuły.

[2]

Panie! Nieraz to i żal, i śmiech brał... Bywało, taki zmarnowany rano idzie, przystanie na papierosa, to mówię: panie Igorze, kapusty nie przekwasisz, kobiet nie przekochasz. To on śmieje się i powiada: ale próbować trzeba…

[3]

A nie mówił panu, za co w więzieniu siedział?
- Co miał nie mówić, mówił! Nie za żadną hańbę, a za politykę siedział, to nie żaden wstyd. No nie? Jak były błędy i wypaczenia... no wie pan, ten kult jednostki, to go jako takiego więcej starszego z AK - posadzili, bo partyzant był. A za Gomułki to go wypuścili i sprawiedliwość oddali, bo panie, przecież za ojczyznę się narażał, wszak nie?

Inne tej autorki tutaj.

#13

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek lutego 3, 2020

Link permanentny - Tagi: prl, panie, kryminał, 2020 - Kategoria: Czytam - Skomentuj


Listopad w mieście

[11.11.2019]

W tamtym roku nieco bokiem przeszliśmy obok stosunkowo krótkiego korowodu Świętego Marcina, bo remont ulicy, dlatego w tym roku doznałam zaskoczenia, widząc cały Poznań i przyległe województwa (a pewnie i z Warszawy przyjechali, bo u nich na 11.11 niezbyt miło) zgromadzone na Świętym Marcinie. Maj coś tam widział, bo stał na klombie, ja mogłam najwyżej w niebo popatrzeć. Szukam miejscówki na przyszły rok, żeby cokolwiek widzieć poza tłumem. Wcześniej: 2018, 2016, 2013 i 2011.

Ponieważ ostatni raz Muzeum Narodowe (a nie tylko wystawy czasowe) odwiedziłam w 2011 roku, myślałam, że będzie to świeże przeżycie dla młodzieży. Zapomniałam oczywiście, że moje dziecko odbywało półkolonie przez ostatnie kilka lat, w ramach których bywało w MN co najmniej raz na sezon. Innymi słowy - nuda. Mnie, wiadomo, się podobało, kilka obrazów bym chętnie widziała w domu.

Nowością miało być zwiedzanie krypty pod Farą. Zapisy na Facebooku z dużym wyprzedzeniem, bo impreza, mimo że cykliczna, jest oblegana. I jak kościół jest przepiękny, tak podziemia niespecjalnie. Kilka połączonych piwnic, kilkadziesiąt osób, przewodnik zafiksował się na szkodach poniesionych przez kościół podczas wojny i PRL-u, gdzie to nie szanowano zwłok trzymanych w krypcie, za to wstawiono wino, bo temperatura zawsze idealna. Z mojej perspektywy przywiązanie do starych kości nie jest czymś wartym kultywowania, lepiej trzymać wino. Młodzież się trochę znudziła, trochę pobała, raczej nie powtórzymy zwiedzania.

GALERIA ZDJĘĆ.

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela lutego 2, 2020

Link permanentny - Kategorie: Maja, Fotografia+, Moje miasto - Skomentuj


Mariusz Czubaj - Martwe popołudnie / R.I.P.

Hłasko, nazwany tak chyba tylko po to, żeby bohaterowi zadawano pytanie, czy rodzina, nie wzbudził ani mojego zainteresowania, ani - tym bardziej - sympatii. Eks-policjant, aktualnie zajmujący się poszukiwaniem zaginionych, co do których policja się poddała czy analizą zabezpieczeń biznesmenów, obawiających się podsłuchu czy szantażu. Współpracuje z Bonnie i Clyde’em[1], Bożeną i Czesławem, również eks-policjantami, zajmującymi się wyszukiwaniem zza komputera i z użyciem dawnych kontaktów i różnymi egzotycznymi czynnościami typu hodowla larw w rozkładającym się mięsie. Ma też brata, eks-wojskowego i eks-reportera ze stref wojennych z zaawansowanym PTSD, który pojawia się w losowych momentach bez wpływu na fabułę.

W “Martwym popołudniu” detektyw szuka zaginionego specjalisty od marketingu politycznego na polecenie tajemniczego biznesmena, Króla, o którym nic nie wiadomo (poza tym, że jest stary, cyniczny i ma uroczą wnuczkę lub prawnuczkę, którą Hłasko chętnie by zmiętosił). W tle dochodzi do kilku zabójstw - posła, szukającego haków na ludzi na stanowiskach, polityka mieszkającego z matką (która to zbrodnia w ogóle nie zostaje przyklejona do fabuły) i drobnego dilera narkotyków. Hłasko przechodzi przez krąg znajomych zaginionego, szydząc z hipsterskiej Warszawki, po drodze nadeptuje komuś na odcisk, giną przypadkowi ludzie, wreszcie na podstawie dokumentów z przeszłości odkrywa tajemnicę zaginięcia. Przy okazji wysadza w powietrze kilka osób, ale bez konsekwencji.

“R.I.P.” jest bardziej osobiste. Podczas próby remontu Hłasko zdejmuje wiszące 30 lat plakaty i odkrywa notatkę, zapisaną ręką zaginionego przed 30 laty ojca - datę zaginięcia i numer telefonu. Numer telefonu prowadzi go do Starych Kiejkutów (tak, tych z tajnym ośrodkiem), decyduje się więc na wzięcie sprawy zaginięcia siostrzenicy znanej pani mecenas, Hyżej. Na miejscu jest tajemniczy guru z sektą szukających oświecenia ludzi oraz demoniczny Koenig, który wraz z synami trzęsie okolicą. Sytuacja się zagęszcza, jak Hłasko w trofeach Koeniga znajduje własność ojca, zaś pokazywanie zdjęć zaginionej dziewczyny powoduje, że ktoś próbuje detektywa zabić.

Doceniam próbę nadania opisom tu i teraz - Hłasko ogląda “House of Cards”, słucha audiobooka “Gry o tron”, a kiedy pojawia się tajemniczy mściciel w koloratce, rzuca aluzjami do “Kaznodziei” i irlandzkiego wampira. Poza tym wszystko się dzieje w próżni - policja ignoruje udział detektywa w strzelaninach i innych zajściach z uszkodzeniami ciała oraz jego obecność w miejscu zbrodni (poza skorumpowaną policją w Kiejkutach, która dowozi Hłaskę na rzeź).

[1] Tak naprawdę to pracuje z Clyde’em, Bonnie (“miała w sobie tyle delikatności i subtelności, ile zamek typu Gerda”) jest tylko meblem, czasem występującym w roli straszaka przy niektórych zbyt ekstrawaganckich zabawach Clyde’a. Odbiera telefony do Clyde’a, obmywa rannego Hłaskę, proponuje kotlety i jej prominentną cechą jest jej *komiczna* (według autora/narratora) wielkość (“Jej potężny biust falował pod kraciastą koszulą. W innej sytuacji może pozwoliłbym sobie na jakiś żart, ale tym razem nie było mi do śmiechu”).

Inne tego autora tutaj.

#11-12

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota stycznia 25, 2020

Link permanentny - Tagi: panowie, kryminał, 2020 - Kategoria: Czytam - Skomentuj


Chernobyl

Rozmach i skala miniserialu oddają skalę tragicznej awarii elektrowni atomowej z 1986 roku, kiedy to z niewiadomych przyczyn wybuchł jeden z reaktorów, rozsiewając finalnie po sporej części Europy substancje promieniotwórcze. Zaczynając od technicznego nieprzygotowania załogi i ludzkiej ułomności, ukrywania przez ówczesną władzę wad konstrukcyjnych reaktora, niewystarczających urządzeń (dokładny dozymetr schowany w sejfie, na co dzień używane urządzenia o małej skali), radzieckiej polityki dezinformacji i zamiatania pod dywan czy wreszcie braku precedensu w naprawianiu skutków awarii o takiej skali, to wszystko składa się na dramatyczną sekwencję wydarzeń, emocjonującą jak najlepszy thriller. Pomijając dobrze odrobioną część techniczną (mozolne dochodzenie do przyczyn awarii), to opowieść o kosztach prawdy, która miała ochronić kolos na glinianych nogach (ZSRR), a które finalnie ponieśli zwykli ludzie - strażacy, przekonani, że gaszą zwykły pożar, pracownicy, którzy zamiast zwykłej dniówki zarobili śmiertelną dawkę promieniowania czy mieszkańcy wysiedleni na zawsze (nie wspominając o trudnych do zbadanie skutkach dla populacji Europy). W poszczególnych odcinkach zmienia się perspektywa - od tragedii w skali mikro (śmierć strażaków w wyniku choroby popromiennej) do skali makro (wpływ awarii na politykę i naukę). Realia epoki - doskonałe, zupełnie ignoruję przy tym fakt, że wszyscy mówili po angielsku, taka konwencja.

Mimo że emocjonujący, dla mnie to zdecydowanie nie jest najlepszy serial 2019. Może przemawia moja niechęć do paradokumentów, może przeszkadzały mi rozjazdy fabuły serialu ze źródłami, nie wiem. Warto obejrzeć mimo drastyczności (sceny zabijania zwierząt, które mieszkańcy musieli zostawić podczas ewakuacji to jeden z bardziej przerażających momentów serialu), ale raczej jednorazowo.

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek stycznia 23, 2020

Link permanentny - Kategorie: Oglądam, Seriale - Skomentuj


Ewa wzywa 07 34-35-36

Walerian Drohiczyn - Feralny wtorek #034

Spis osób:

  • Bartłomiej Władysław Miś (69) - denat, znaleziony przy torach, przedwojenny oficer
  • maszynista Galiński - kolejarz, udziela pierwszej pomocy, acz nieskutecznie
  • Fetczak - podejrzany parokroć o udział w napadach, lubi wypić
  • dróżnik Kiwilsza - zatrudnia do prac prostych
  • Klonowicz Sebastian, syn Jana - znajomy Fetczaka, ze wsi Barbara
  • Bożena Małaszewicz - elegancka i zatroskana, siostrzenica BW Misia, rozwiedziona i z córką Alinką
  • Janina Kałużyńska - siostra Misia, nie żyje już podczas drugiego śledztwa
  • Stefan Kałużyński - szwagier Misia, nie żyje już podczas drugiego śledztwa
  • kapitan Jerzy Majski - pomocnik i przyjaciel narratora
  • Koński - znajomy Misia, handlarz obrazów i łowca okazji
  • Kazimierz Pomian-Zakrzewski z Waśniewic - wielbiciel Rodakowskiego, wybitny kolekcjoner
  • Beniamin Sztos - współpracownik Misia, nie pomaga w pierwszym śledztwie, bo nie żyje od 2 lat
  • Sztosowa - żona Sztosa, żyje, ale nie pomaga ani w pierwszym, ani w drugim śledztwie, bo jest paskudna, stara i bardzo głupia
  • Rytwiańska - znajoma Misia, kolekcjonuje stare książki
  • porucznik Waldek Tchórzewski - łebski chłopak, chociaż jąkała, za to z idealnym manicure
  • Krzysztof Gar - handlarz, ale niezbyt szanowany w środowisku, długowłosy i z bokobrodami
  • Profesor Rokicki - znawca sztuki
  • Wojciech Borowik - z wykształcenia aktor, kolekcjoner i bibliofil
  • Józef Polanowski - z Łodzi, handlarz obrazów
  • Stanisław Siaś - kumpel Gara od szemranych interesów
  • hrabia Goczałkiewicz z Przystałowic - poprzedni właściciel pięknego obrazka Watteau
  • Kupść - handluje książkami
  • Maliszewscy - kupili Kossaki i się nie wstydzą
  • Szymon Potocki - obywatel szwedzki od dwóch lat, właściciel okazałego zakładu krawieckiego
  • Grzegorz Fariaszewicz - pośredniczył w sprzedaży szkicu Michała Anioła, ale od roku nie żyje
  • Kazimierz Fariaszewicz - syn Grzegorza, elektronik, jeszcze żyje
  • Krzysztof Gródecki - z Fariaszewiczem robił w handlu obrazami
  • Ramocka - pracownica antykwariatu, za drobną opłatą robi za ręczne ksero

Narrator opowiada o kontynuacji umorzonego śledztwa sprzed 7 lat, kiedy to znaleziono przy torach zwłoki niejakiego Misia, starszawego znawcy antyków. Milicja zafiksowała się wtedy na tym, że w domu Misia znaleziono napisany przez niego odręcznie samobójczy list oraz listę poleceń dotyczącą jego rzeczy. Śledztwo jest otwarte, ponieważ “znaleziono potencjalnego mordercę” (czego bliżej autor nie precyzuje), a kolejna ekipa szuka dowodów i powodu zbrodni. Już sama obdukcja wskazuje, że Miś nie był w stanie sam sobie sprokurować wszystkich uszkodzeń, wyskakując z pociągu, dodatkowo jest sporo niejasności w sprawie zaginionego szkicu podobno spod ręki Michała Anioła, pomniejszych Kossaków czy wreszcie złotych monet, jakie miał starszy pan. Milicja poza wypytywaniem znajomych denata, którzy pamiętają zaskakująco dużo jak na taki upływ czasu (poza tymi, co już nie żyją, co nadaje większego realizmu) dokonuje prowokacji, markując chęć zakupu wspomnianego szkicu Leonardo[1]. Odkrywa też, jak kolekcjonerzy i handlarze sztuki oszukiwali Skarb Państwa oraz trafia na małą orgietkę w górskiej willi. Zbrodniarz wpada, bo nie pomaga mu dywersyfikacja źródeł dochodu.

[1]

Trochę kłopotu było z forsą. 300 tysięcy służbowych pieniędzy na pokaz nie jest otrzymać łatwo. Waldek przysięgał, że nie zgubi. Podpułkownik z Komendy Głównej, który załatwiał wypożyczenie tej góry banknotów, domagał się stanowczo, aby Tchórzewskiego cały czas konwojowało dwóch uzbrojonych funkcjonariuszy. Łaskawie zgodził się, aby byli oni w cywilu. Żarty na bok. Ostatecznie w trójkę zagwarantowaliśmy własnymi pensjami, że pieniądzom nic się nie stanie.

Ewa Szczypiorska - Prezent dla Barbary #035

Spis osób:

  • porucznik Jacek Mikucki - opalone czoło i ciemne włosy zwracały uwagę przechodniów
  • major Olszewski - jeden myślący funkcjonariusz więcej dla niego wart niż zastępy fachowców[2]
  • pułkownik Zieliński - ma tremę, wypuszczając młodziaka na akcję
  • Szczęsny Surkowski (70) - ulubiony aktor Mikuckiego, niestety występuje w nekrologu
  • inż. Rawicz - wysoki, przystojny i elegancki nawet w rannych pantoflach
  • Joanna Rawiczowa - niby na poziomie[1], ale ma brudno w domu
  • Jurek Rawicz (14) - co nietypowe, lubi milicjantów
  • Surkowska - siostra aktora, niezamężna nauczycielka, hoduje koty wbrew woli brata
  • Józef Karwicz - emerytowany radca prawny
  • Eugeniusz Michalski - kierownik apteki, farmaceuta, gotuje cuchnące świństwa we wspólnej kuchni
  • Krystyna Michalska - młoda żona Eugeniusza, w ciąży, okrągła buzia, oczy i figura
  • Maria Surkowska - de domo Kowalska, była żona aktora
  • Józefa Grzesik - kuchta u Surkowskiego, leży w szpitalu z połamanymi nogami
  • Marian Olkowiak - młody malarz, krętacz, a mimo to ulubieniec Surkowskiego
  • Nowacki - nie oddał Surkowskiemu pożyczonych 10 dolarów
  • Paulette Olkowiak - nowoczesna Francuzka, podobno moralność nagina do piękna
  • prof. Łużyński - specjalista od pajęczaków
  • Stanisław Mikucki - ofiara popularności kuzyna
  • doktor Gałęski - chirurg ze szpitala na Bielańskiej
  • Paweł Deczyk - mechanik samochodowy Surkowskiego
  • plutonowy Kwiatkowski - nie dostał odznaki sprawnego wywiadowcy, ale ma klucz francuski
  • proboszcz z Sobkowa - młodzieniec w dżinsach i sandałach na bosych stopach

Porucznik Mikucki wraca właśnie z nieudanego urlopu z Bułgarii (4 tygodnie padało!), gdy dowiaduje się z gazet o śmierci ulubionego aktora, Surkowskiego. Ponieważ marzy od dawna o wielkiej, samodzielnej sprawie, nie waha się przerwać urlopu kilka dni przed czasem, gdy szef proponuje przyjrzenie się okolicznościom śmierci aktora. Niby wszystko jest w porządku, ale szybko okazuje się, że aktor nie był lubianym człowiekiem zarówno w domu (własność aktora, ale kwaterunkiem rozparcelowany wśród przypadkowych lokatorów), jak i wśród znajomych; w dokumentach aktora śledczy znajduje kopie listów z pogróżkami i groźbami spraw sądowych. Po jakimś czasie[3] okazuje się, że przeczucie było słuszne - śmierć Surkowskiego nie była naturalna, bo w jego organizmie znaleziono jad skorpiona. Rozwiązanie sprawy dość absurdalnie opiera się na tym, że porucznik odwiedza rodzinną miejscowość i wścieka się na widok zrewitalizowanego kościółka (“Matka Boska, spowita w szale na tle różowego nieba, miała twarz girlaski”), dzięki czemu odkrywa kradzież zabytku, ustala podejrzanego i sposób podania denatowi trucizny.

Seksizm codzienny:

Porucznik Mikucki przyjrzał się uważnie młodej celniczce. Była ładna i zgrabna. Niemniej jednak jej głowa, uczesana w mnóstwo loczków, nie sprawiała wrażenia specjalnie myślącej. Miał ochotę trochę z nią porozmawiać, ale autokar już ruszał.
… i zrobiło mu się jej bardzo żal. Ponieważ jednak zaraz sobie przypomniał, że dzisiaj to już druga kobieta, nad którą się się lituje, więc zadał sobie ironiczne pytanie: Ciekawe jestem, czy gdyby obie były mniej ładne, też wzbudzałyby we mnie takie gorące współczucie?”

Bawiąc-uczyć: klasyfikacja skorpionów.

Się pali: giewonty.

[1]

Należała do tego typu kobiet, które przy najbardziej czcigodnych gościach potrafią siedzieć na kanapie z podwiniętymi nogami, a mimo to nikt ich nie określi jako źle wychowane. Natomiast przy niej nikomu nie wpadłoby na myśl tak siedzieć.

[2] W zachwycie nad intelektem Mikuckiego proponuje mu rękę swojej 12-letniej córki. Oczywiście za jakiś czas.

[3] Realia: na wyniki badania krwi w Instytucie Chorób Tropikalnych czeka się 6 tygodni.

Aleksander Minkowski - Kiedy wracają umarli #036

Spis osób:

  • Agnieszka Brel - niepospolitej urody, a przy tym zaskakująco skromna, tyle że denatka
  • Katarzyna Kwiryn - współlokatorka Agnieszki, ładna, lecz w zimnym, skandynawskim typie
  • Władek Grela - poczciwina, nos w podręcznikach, zakochany bez wzajemności w Agnieszce
  • Krzysztof Brel - brat Agnieszki, marynarz, przystojny, ale nie podobny do siostry[1]
  • Antoni Wojda - narzeczony panny Kwiryn, prywatna inicjatywa
  • Francesco Lago - papuzi król[2], właściciel hurtowni farmaceutycznej z Ameryki Południowej
  • Nr 1 - marynarz, siwy i kudłaty, z kwadratowymi, włochatymi dłońmi (Jerzy Rysa)
  • Nr 3 - marynarz, dwa metry wzrostu, w barach metr, nogi prostowane na beczce i białe zębiska (Witold Płaz)
  • Erna Roll - zna wszystkie języki marynarskie, 20 lat temu musiała być ładna
  • Mulewicz - magazynier w porcie, nagle umiera na zawał serca
  • Karpiak - następca Mulewicza, wuj Agnieszki
  • kapitan Ryszard Julski - niewysoki, krępy, włosy opadają mu na czoło
  • porucznik Zbigniew Blady - wysoki i bardzo szczupły, doskonały pływak
  • redaktor Derkacz - włącza się w sprawę jako czwarta władza
  • Kurt Hesse - bosman z Heliosa, znajomy Wojdy

Z komunikatu w prasie wynika, że studentka III roku AM w Gdańsku, Marta Brel, została zamordowana na plaży w Sopocie. Milicja rozpytuje wśród znajomych dziewczyny, bez specjalnego efektu. Porucznik Blady, nowy w wydziale, jest zirytowany, bo w śledztwie widać spore braki (nie są przesłuchiwane kluczowe osoby) oraz ma wrażenie, że część informacji jest zatajana. Redaktor Derkacz, kolega Julskiego, dostaje zlecenie na napisanie o sprawie, ale - tak jak Blady - ma poczucie, że można by w sprawie zrobić więcej. Wydarzenia zaczynają toczyć się szybciej, kiedy z Antwerpii przypływa chłopak Agnieszki (przedstawiany jako jej brat); jednocześnie w mieście pojawia się przemycone złoto. Rozwiązanie, jak się łatwo domyślić, sugeruje już sam tytuł (zbeqrefgjb qmvrjpmlal olłb fsvatbjnar, n wrw oeng/pułbcnx olł cbqfgnjvbalz zvyvpwnagrz).

Bawiąc-uczyć: zasada działania jednorękiego bandyty, wycieczka do Tivoli w Kopenhadze. Co ciekawe, w Antwerpii jest popyt na złotówki.

Się pije: śmierdzącą i mdłą wódkę w Danii, piwo, setę z ogórkiem konserwowym, “iazembiak, please!”, egri burgundi.
Się pali: silesje, larki, sporty, caporale, carmeny.
Śmierdzi: śledziem i bigosem.

Rasizm i seksizm powszechny:

- Ja też miałem Murzynkę - powiedziałem do Nr 1. - W Dakarze. Senegalki są brzydkie, ale jej babkę musiał popieścić jakiś mieszaniec, bo nie była całkiem czarna. Piersi miała jak Jane Mansfield, mówię ci, woltyżerka, żaden cyrk by się nie powstydził.
- Podobno tutaj można rwać na frajer - powiedziałem. - Dunki nie robią z tym ceregieli.
Po kilku minutach jasnowłosa piękność wślizgnęła się skromniutko do gabinetu i postawiła na biurku dzbanek, dwie filiżanki i cukierniczkę.

[1] A tak naprawdę Marcin Szczęśniak (zwany Lalusiem), chłopak Agnieszki. Marynarz, stawia pierwsze kroki w przemytniczym biznesie.

[2] Miał na sobie pomarańczowe spodnie i szafirową marynarkę (...) Brunet z hiszpańskim wąsikiem, taki śmieszny facet. Pod koszulą nosił apaszkę w purpurowe grochy.

Inne z tego cyklu tutaj.

#10

Napisane przez Zuzanka w dniu środa stycznia 22, 2020

Link permanentny - Tagi: prl, panowie, panie, kryminał - Kategoria: Czytam - Skomentuj


Zygmunt Zeydler-Zborowski - Śpiewający żółw

Narratorem jest Zygmunt, autor kryminałów (sic!). Znienacka dostaje anonimowy list z prośbą o niesprecyzowaną pomoc przy uratowaniu porwanej Anny, jednak tajemniczy mężczyzna w taksówce marki “Warszawa” w ostatniej chwili rejteruje i nie zdradza żadnych szczegółów. Autor wyjeżdża z żoną do Zakopanego[1] (co ciekawe, mieszkają w osobnych pensjonatach), żeby jeździć na nartach (żona, Zygmuś niechętnie), pisać książkę (Zygmuś), spotykać się z innymi ludźmi (żona z głupawym narciarzem, Zygmuś z sąsiadką z nogą w gipsie). Wtem znajomy milicjant zabiera Zygmunta na miejsce znalezienia zwłok, gdzie Zygmunt rozpoznaje w denacie wspomnianego kierowcę taksówki. Dzięki zapamiętanemu detalowi samochodu organy identyfikują jedną Annę (ale okazuje się, że znikła[2]), a niedługo potem na milicję zgłasza się kolejna Anna, twierdząc, że zamordowany to jej chory psychicznie mąż. Kiedy autor chce wrócić do Zakopanego, żeby kontynuować wypoczynek/pracę, pojawia się jego młoda[3] żona, informuje o planowanym rozwodzie i wielkiej miłości do kogoś właśnie poznanego, po czym pakuje walizkę i znika. Na bazie mętnych przesłanek Zygmunt jedzie więc za nią na Wybrzeże (cały czas trzymając pokój w Zakopanem). Tu znowu kolejny obcy mężczyzna zabiera go na przejażdżkę, tym razem pociągiem, szantażuje losem wiarołomnej żony i każe nic nikomu nie mówić. Żona znajduje się z gachem dzięki zaradnemu, choć niewyględnemu koledze pana Miecia, Zygmuś znowu zatrzymuje pokój w Zaiksie (już ma dwa) i wprowadza się do chaty opodal willi, w której mieszka żona. Wdaje się w bójkę z szoferem gacha (a może porywacza?), po czym włamuje się do opustoszałego domu, gdzie nakrywa go wdowa po zamordowanym w górach. Finał jest ogromnie chaotyczny - wszyscy są podejrzani, Zygmunt szantażuje mordercę za pomocą ogryzka jabłka (identyfikacja po zębach), brakujące zwłoki i zaginieni się odnajdują, a kilkoro przestępców ląduje za kratkami, pozostawiając do rozpracowania resztę siatki znanemu skądinąd Stasiakowi z wywiadu.

Trivia: podkoszulek antyreumatyczny rozmiar 6.
Się je: kiełbasę szynkową, ciasto z prodiża, śledzie w oliwie, polędwicę (w Wierzynku), polędwicę z borówkami (w zakopiańskiej Halamie), cytrynową zupę z ryżem i pieczeń wołową, polędwicę po angielsku (w Watrze), kiełbasę, sardynki, ser (na kolację), jajecznicę z trzech jaj, pół litra mleka, dwa duże rogale i masło (w barze mlecznym), wątróbkę (w Zaiksie), krupnik i smażone ryby (u rybaka), chleb, bryndzę i powidła śliwkowe.
Się pije: nalewkę (w tym porzeczkową), żytniówkę, jarzębiak, koniak, wódkę (pod kiełbasę), setkę i piwo (pod śledzia), radziecki koniak.
Mental load: mąż narzeka, że żona na drogę nie zrobiła herbaty w termosie.
Bawiąc-uczyć: klasyfikacja gatunkowa żółwi (nie śpiewających).

Szowinizm codzienny:

[3] Henryk opowiedział mi o swojej rodzinie i spytał, czy zadowolony jestem z nowej żony. Odparłem, że nie narzekam.
- Ładna babka. Bardzo efektowna. Tylko trochę dla ciebie za młoda.
Uśmiechnąłem się.
- Na razie nie czuję tej różnicy wieku, a co będzie dalej, to zobaczymy.
- Zawsze byłeś ryzykant.
Wziąłem Henryka pod rękę.
- Daj spokój. Nie przesadzaj. Nie możesz ode mnie wymagać, żebym się żenił z jakimś starym pudłem. Wystarczy, że sam już nie jestem pierwszej młodości.
- Szuka pan kogoś?
- Szukam.
Przez chwilę milczał a potem znowu się odezwał:
- Pewnie pan żony szuka.
- Zgadł pan - uśmiechnąłem się kwaśno. Pokiwał głową.
- Dla mnie to, panie, nie nowina. Trzy razy już w życiu szukałem żony. Tak, tak, trzy razy. I muszę panu w zaufaniu powiedzieć, że za każdym razem żałowałem jak znalazłem. A niech idzie w czorty. Co się pan będziesz przejmował i jeszcze dopłacał do tego zniknięcia. Powiadam panu, że to nie żaden interes. W ogóle to nie interes się żenić. Ile by to człowiek nerwów i pieniędzy zaoszczędził, żeby się nie żenił. Głupi zwyczaj i bardzo niepraktyczny. (...)
A doświadczony człowiek mówił dalej:
- Absolutnie nie opłaca się szukać żony. Sama się znajdzie. Przekona się pan. Prędzej czy później wróci z płaczem do domu. Wtedy tylko trzeba porządne manto kobiecie spuścić i będziesz pan miał spokój do końca życia. Chyba, że się pan chcesz pozbyć baby, no to w takim razie rozwód.
Trochę się bałem, żeby przez roztargnienie nie nacisnęła spustu. Kobiety miewają takie niekontrolowane odruchy, szczególnie kiedy są podniecone.

[1]

Dziwne. Do Zakopanego prawie wszyscy przyjeżdżają aby uprawiać sporty zimowe, a żadna taksówka nie jest zaopatrzona w bagażnik przystosowany do wożenia nart.

[2] Więc Downar, również zaprzyjaźniony, wraz z narratorem podszywają się pod prasę, żeby sąsiadka zaginionej Anny wpuściła ich do jej mieszkania, które następnie - głównie archiwum zdjęć, bo Anna jest fotografką - przeszukują.

Inne tego autora tu.

#9

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek stycznia 21, 2020

Link permanentny - Tagi: prl, panowie, kryminał, 2020 - Kategoria: Czytam - Skomentuj