Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

O tym, że Wałbrzych niespecjalnie piękny (podobno)

[16-17.11.2019]

Nakręcona lekturą, do której boję się wrócić, chciałam do Wałbrzycha. Słyszałam wokół, że szpetne to miejsce, światło zawraca, żeby nie oświetlać i w końcu Wałbrzycha (poza przejazdem przez i rzutem oka na pastelowe blokowiska i lanczem w Zmianie Tematu) nie zobaczyłam. Za to…

… Zamek Książ jest i owszem. I owszem, byłam zachwycona, jak dawno nie. Nocowałam w hotelu Zamkowym, który - co powinno dać do myślenia - ma doskonały widok na zamek, stąd nie nocuje się w samym zamku. Z zalet - można o poranku przejść przez zamkowe ogrody bez tłumu zwiedzających, jak kto lubi wstawać bladym świtkiem. Nastawiona na relaks i korzystanie z nietypowo pięknego i ciepłego listopadowego weekendu, byłam raczej na outdorze niż we wnętrzach (nie bez żalu, wiadomo); z bogatej oferty zwiedzania wybrałam Ogrody Światła. Tak jak większość przenośnych instalacji ze światełkami jest dość siermiężna, tak tu i zgadzał się klimat (Daisy Hochberg von Pless czy tańczące w ogrodzie pary), i wykonanie z tych bardziej starannych. Grzeję się myślą, że wiosną-latem może i nie będzie światełek, ale będzie kwiecie, bo chciałabym wrócić, żeby tym razem wszystko. Oraz catspotting: co najmniej dwa (chociaż może cały czas chodziłam za tym samym czarnym kotem).

Widok z łóżka o poranku / Zamek Poranne mgły z lewej / Widok z prawej Kotki Nocą / Ogród świateł

... Palmiarnia również i owszem, mimo że częściowo w remoncie. Jak w zamku udało mi się pominąć sklep z pamiątkami, tak stąd wyszłam z “paprocią z antenką” (Doryopteris cordata).

Strzałkowiec grzechotkowy / Kawiarnia Oranżeria / Kroton Rhipsalis pilocarpa / ?

Tuż obok Wałbrzycha zupełnie niespodziewanie jest zabytkowa perełka - Szczawno Zdrój (dla wiekowych kuracjuszy bardziej znane jako Ober/Bad Salzbrunn). Niska zabudowa willowa (czy jestem na zawsze fanką niemieckiej architektury kurortowej? ależ!), zasypany złotymi liśćmi Park Zdrojowy (z okazjonalnymi kuracjuszami), obłędnie piękna Hala Spacerowa i tuż obok Pijalnia Wód Mineralnych. Totalnie chcę być emerytką i grzać się na bogato oszklonym pięterku Pijalni z pijałką (nowe słowo!) w ręku; jak nie masz pijałki, to za 30 groszy można plastikowy kubeczek (i 2,5 zł za wstęp). Wstydliwie wyznam, że absolutnie nie czuję różnic w smaku między Młynarzem, Mieszkiem i Dąbrówką, chociaż A. Mieszkiem pluła bardzo, a chyba Dąbrówka jej wchodziła znacznie lepiej. Wczesny obiad w leżącym opodal Dworzysku, gdzie lokalnie i z wyróżnieniem przewodnika Gault&Millau.

Hala Spacerowa Pijalnia wód Park Zdrojowy / Pod lwem

GALERIA ZDJĘĆ (sporo).

Napisane przez Zuzanka w dniu środa listopada 27, 2019

Link permanentny - Tagi: szczawno-zdroj, ksiaz, walbrzych, polska - Kategorie: Listy spod róży, Fotografia+ - Komentarzy: 4


Czarownica / Czarownica 2

Pierwsza część sprzed kilku lat to historia Śpiącej królewny opowiedziana z perspektywy Złej Wróżki. Maleficent (pejoratywnie przetłumaczona jako Diabolina) jest władczynią Kniei, baśniowej krainy często najeżdżanej i niszczonej przez ludzi. Zakochuje się w Stefanie, człowieku, którego uważa za przyjaciela, niestety dżentelmen wyżej sobie ceni rękę królewny, więc usypia czarownicę i odcina jej skrzydła, dzięki czemu ma trofeum pozwalające mu na przejęcie tronu. Kiedy Stefanowi rodzi się córka Aurora, rozczarowana do ludzi Maleficent przybywa na jego dwór i rzuca klątwę (16 urodziny, kołowrotek, ale że nie jest tak naprawdę zła, tylko zawiedziona, daje też pocałunek miłości). Stefan błyskotliwie wysyła niemowlę daleko od siebie, pod Knieję, pozostawiając ją pod opieką trzech idiot^Wkwiatowych wróżek. Łatwo się domyślić, że czarownica zaczyna się dzieckiem opiekować i po jakimś czasie kocha je jak własne. W finale jest skrzętnie ukryty kołowrotek, chory psychicznie ojciec, piękny książę i wreszcie pocałunek (może niekoniecznie taki, jak u Grimmów, ale wróżba się spełnia). Ładna, kolorowa historia, nieco niezbilansowana nastrojem, bo sporo czasem dość prostych gagów przeplata się z prawdziwym dramatem skrzydzonej czarownicy. Oraz ludzie są źli.

Część druga zaczyna się kilka lat po obudzeniu Aurory, która aktualnie jest władczynią Kniei. Chce wyjść za mąż za pięknego księcia, który wprawdzie jej nie obudził, ale i tak się zakochał. Maleficent jest sceptyczna, tym bardziej, że ktoś porywa magiczne stworzenia z kniei, ale zgadza się na spotkanie z przyszłymi teściami - sympatycznym królem Johnem i knującą coś złego królową Ingrith. Na kolacji rozwija się piękna awantura, Ingrith dźga męża wrzecionem, wina spada na czarownicę, od której odwraca się również Aurora. Podwójnie rozczarowana Maleficent odlatuje, źli ludzie strzelają do niej żelazem i ją ranią, ale w ostatniej chwili zostaje uratowana przez latającego mężczyznę z rogami. Teraz płynnie przechodzimy w sielską krainę Avataru[1], gdzie mieszka nieznana rasa stworów, wyglądających na krewnych czarownicy[2]. Zepchnięci przez ludzkość na margines świata, dzielą się na tych, którzy chcą ze wsparciem czarownicy ludzkość zgładzić oraz na tych, co wierzą w unię między gatunkami. Intryga Ingrith, która znalazła sposób na unicestwienie magicznych stworzeń, polaryzuje ekipę Latających Rogaczy, które decydują się jednak napaść na królestwo ludzi.

Ponownie, ludzie są źli, kibicujemy Kniei i czarownicy (a potem Latającym Rogaczom, mimo że większość z nich chce rozwiązań ostatecznych). Niestety, fabuła pokazująca to jest dość pretekstowa, piękne obrazki scen walki chaotyczne (zbrojenie się, próba broni, lecą, nie strzelać, lecą, strzelać, grać, lecą, zawracają, lecą, strzelać…), a całość niezbilansowana. Slapstikowe żarty (zamiana największego złola w kozę czy trening uśmiechu przed uroczystą kolacją) kontra holocaust zamkniętych w kaplicy bohaterów i wielkie poświęcenie jednej z ważniejszych postaci mogą przejść jako akceptowalne w odbiorze 10-latki (chociaż twierdzi, że było trochę nudne), ale nie robi to dobrego filmu. Punkty dodatkowe za świetną Jolie i Ejiofora, reszta niestety albo grała charakteryzacją albo nie grała w ogóle (dwie miny Fanning).

[1] Jest to absolutnie piękne graficznie, ale też absolutnie nieuzasadnione fabularnie [2].

[2] Tym bardziej, że Maleficent nie jest świadoma, że pochodzi z innego gatunku niż pozostali mieszkańcy Kniei oraz nie wyjaśnia się, czemu akurat tam dorastała sama i skąd się wzięła.

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek listopada 25, 2019

Link permanentny - Kategoria: Oglądam - Skomentuj


Ewa wzywa 07 22-23-24

Emilia Cassa-Kasicka - Krzyk w nocy #022

Spis osób:

  • Pietrzakowa - lubi postawić na swoim, sąsiadka Kuchów
  • Pietrzak - z zawodu introligator, ale zaryzykował i został prywaciarzem
  • Karol Kuch - z zawodu dyrektor, poszukiwany najpierw przez szofera, potem przez milicję
  • Irena Kuchowa (35) - piękna, ale podobno niewierna, córka sławnego architekta Moliny
  • major Krupczyński - lubi samodzielność podwładnych, ale lubi też wydawać polecenia
  • porucznik Piotr Sępołowicz - śledczy, żonaty, co istotne dla fabuły
  • dyrektor naczelny - nie puścił Kucha na delegację, co rozpętało całą falę zbrodni
  • Jadwiga Mędrzanka - sekretarka Kucha, podobno prześladowana przez Pyzika
  • Jan Pyzik - inżynier wynalazca, podobno prześladuje Mędrzankę i już bez wątpliwości ma żal do Kucha
  • Wiesław Listkiewicz - urzędnik, ale z romantyczną duszą, co go zgubiło
  • sierżant Kluska - na posyłki
  • Wacław Guziński - milicyjny specjalista od rzeczy zakazanych
  • Teresa Kaperska - de domo Kuch, badylara, siostra dyrektora
  • Kaperski - przy żonie, a wcześniej z niejednego pieca chleb jadł, ale jednak niepełnosprytny
  • Zenobia - przystojna dama w typie “córa natury”(?!), ale w nietwarzowych okularach
  • Rita Sępołowicz - małżonka porucznika, kobieta nader przedsiębiorcza
  • pani Barszcz - majestatyczna krawcowa pani Rity
  • Anna - siostrzenica Barszczowej, żona Edwarda Kucha, równie ładna, co Irena, ale podobno głupsza
  • Edward Kuch - kuzyn tego Kucha
  • kapral Kowalczyk - przyjmuje meldunki na posterunku
  • Listkiewiczowa - zaniepokojona żona urzędnika, który lubił autostop i gitarę
  • sierżant Gwizdalski - posterunkowy w Cieszynku, znajomy Sępołowicza

Pan Pietrzak nie lubił wtrącać się w cudze małżeństwa, nie poszedł więc sprawdzić, czemu u sąsiadów po awanturze nagle ucichło, mimo że żona brzęczała mu nad uchem. Dlatego dopiero następnego dnia już z milicją i szoferem, który miał przyjechać po dyrektora Kucha, zostały odkryte zakrwawione zwłoki pani Ireny i żadnego śladu jej męża. Niebawem okazało się, że Kuch przywłaszczył sobie wynalazek jednego z inżynierów i chciał mocno dostać się za granicę drogą służbową. Od tego momentu akcja jest dwutorowa - milicja po kolei rozpracowuje kolejne tropy (rodzina, spalony wrak samochodu z tajemniczą zawartością, dawna kochanka), a Kuch usiłuje sfingować własną śmierć i bezpiecznie oddalić się do NRD. Nietypowo, jedną z potencjalnych ofiar przestępcy ratuje żona porucznika, Rita Sępołowicz, która decyduje się na własne śledztwo wbrew sprzeciwom męża (girl power!).

Nietypowe gadżety: Kuchowie mają przezroczystą kanapę z Francji (zgaduję, że plastikową), w środku chłodzoną lodem. Bez sensu, kto chciałby tyłek sobie odmrażać, ale podobno można też wlewać ciepłą wodę, żeby ją podgrzać.

Wynalazca wyjaśnia rolę katalizatora, korzystając z przypowieści o trzech braciach, mądrym mulle i wielbłądach.

Barbara Nawrocka - Śmierć czarnoksiężnika #023

Spis osób:

  • kapitan Korda - lubi eksperymenty śledcze, nie lubi cyrku
  • doktor Osaka - pseudonim sceniczny Jerzego Kalickiego, wcześniej magika cyrkowego, aktualnie denata
  • Maria Kalicka - zbolała wdowa albo cyniczna morderczyni, filigranowa dziewczynka
  • porucznik Zygmunt Gabler - podwładny i przyjaciel Kordy
  • Gryglak - ekspert balistyki, zgryźliwy, ale robotny
  • młody Orlando - zastąpił Kalickiego w roli prestidigitatora, a miał być chemikiem
  • dyrektor cyrku - stroskany biznesmen
  • Jolka - dziewczyna Gablera, za ładna dla niego
  • Trolo - akrobata, chętnie by pocieszył wdowę
  • Viola - partnerka akrobaty, chętnie by wdowy nie pocieszała
  • dama z pieskami - wyglądała na dobroduszną
  • treser fok - ponury facet
  • pogromca lwów - z poczuciem humoru
  • Inez Capanaboco - woltyżerka
  • technik cyrkowy - człowiek z poczuciem obowiązku

Podczas mrożącego krew w żyłach numeru cyrkowego ginie artysta, doktor Osaka. Jego asystentka, a prywatnie żona, strzela do niego, ale zamiast - jak w planie - strzelić ślepymi nabojami, z pistoletu wylatują naboje ostre. Milicja drogą mozolnych wywiadów usiłuje ustalić, czy był to wypadek, samobójstwo (Kalicki sam podmieniał ostre naboje na ślepe) czy morderstwo (albo żona, albo ktoś ją wrobił). Co niespotykane, śledztwo nie kończy się wyjaśnieniem zbrodni, jedynie - na podstawie amatorskiego nagrania występu - oczyszcza Marię z zarzutu morderstwa. W tle dużo dyskusji o tym, czym jest sztuka cyrkowa i mnóstwo psychologizowania.

Gender codzienny:

- Lubi pan płacić za gaz, światło, radio?
- Nie, nie robię tego - roześmiał się Korda. - Żona.

Się je: schaboszczaka, sznycel wiedeński, karpia po grecku i szczupaka w galarecie.

Inne tej autorki tutaj.

Maciej Patkowski - Polowanie na kozła #024

Spis osób:

  • narrator - funkcjonariusz incognito (porucznik), przeszkolony na gajowego
  • żona leśniczego - niestara, ale zniszczona i spracowana
  • leśniczy - szczupły i niezbyt wysoki, nie nosi latem skarpet do sandałów
  • Stara Józefowa - gruba, z niekompletnym uzębieniem, ale całkiem cwana jak na pijaczkę
  • Kazimierz Lewko - oficer milicji, lokalny kontakt gajowego
  • Walter (Włodek) Gierat - Amerykanin pochodzenia polskiego, ofiara celnego strzału
  • Sokoła - siostrzeniec nadleśniczego, przyszedł na polowanie pijany[1] i źle się skończyło
  • nadleśniczy - niespecjalnie lubi rodzinę siostry
  • szwagier nadleśniczego - ekscentryczny przedwojenny hrabia, ojciec Sokoły
  • dziewczyna - brązowooka blondynka, nie zna się na mapach, ale wpada w oko Kazikowi

Amerykanin pochodzenia polskiego przyjeżdża do Polski na polowanie. Pechowo zostaje postrzelony ze skutkiem śmiertelnym, a następnie okradziony z drogiego sztucera. Ponieważ przez rok nie udaje się wykryć sprawcy, milicjant incognito przyjeżdża jako nowy gajowy (po kilkumiesięcznym przeszkoleniu), żeby jako “lokalny” mieć inny wgląd w sprawę. Niedługo po jego przyjeździe ktoś zabija starą Józefową, dziką lokatorkę opuszczonego domu; wygląda na to, że stara pijaczka nie kłamała, mówiąc, że widziała kogoś, kto zgubił pelerynę. Okolica jest dość odludna, a czasy na tyle nieskomplikowane, że da się policzyć i sprawdzić wszystkie regularnie kursujące pojazdy mechaniczne, stąd pojawia się wątek siostrzeńca nadleśniczego, który mimo wzmożonej ostrożności wśród pracowników służby leśnej, kłusuje w okolicy. Zbrodniarza udaje się odkryć za pomocą grzebania w przeszłości oraz prowokacji; w finale ginie tytułowy kozioł oraz niewinny pies.

Autor używa języka dość kwieciście, przez co pojawiają się karkołomne konstrukcje typu “[autobus] stary sfatygowany klekot, marzący o rencie inwalidzkiej”, siano w materacu wydaje dźwięk przypominający “szepty zaszytej w płótno łąki”. Niestety, weny mu nie starcza do wymyślenia personaliów bohaterów (poza drobnymi wyjątkami), przez co czyta się całość dość topornie.

Się pali: kenty i carmeny.
Się pije: soplicę ze sklepu PKO.

[1] A to jakaś nowość. Trzeźwi myśliwi.

Inne z tego cyklu tutaj.

#91

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota listopada 23, 2019

Link permanentny - Tagi: prl, panowie, panie, kryminał, 2019 - Kategoria: Czytam - Skomentuj


Tom Phillips - Ludzie. Krótka historia o tym, jak spieprzyliśmy wszystko

Może - jako ludzkość - nie spieprzyliśmy wszystkiego, ale patrząc na wymienione w książce przykłady, sporo ludzi, czasem z ogromnym wpływem na otoczenie, podejmowało spektakularnie złe decyzje, z efektami niektórych walczymy i dziś. Autor wymienia fiaska wielkich przedsięwzięć narodowych (polityka kolonialna Szkocji), militarnych (Napoleon i Hitler pod Moskwą czy pijane wojska walczące same ze sobą), biznesowych (użycie ołowiu do wzbogacenia benzyny czy freonu do chłodzenia), nie wspominając o gigantycznych pomyłkach w ingerencjach w środowisko naturalne. Czasem jest to efekt braku przewidywania czy stanu ówczesnej wiedzy, czasem rzecz można wyjaśnić zwyczajnie głupotą i wadami genetycznymi (zwłaszcza z przypadku niektórych dynastii), niestety głównie chodzi o pieniądze.

Czyta się przyjemnie, chociaż to przyjemność podszyta smutkiem (bo, do cholery, jedna decyzja kilkaset lat temu ma efekty i dziś); nie jest to książka sensu stricto historyczna, raczej zbiór anegdot o wielkich porażkach.

#90

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek listopada 22, 2019

Link permanentny - Tagi: popularnonaukowe, panowie, 2019 - Kategoria: Czytam - Skomentuj


Fleabag

Za dużo pije, za dużo pali, spotyka się z przypadkowymi mężczyznami, do tego pozwala zagląda w swoje życie kamerze, komentując często sytuacje z cynicznym poczuciem humoru. Nie ma imienia, tytuł serialu to - mam wrażenie - jej autoironiczne przezwisko (“Pchlara”, ktoś nie zasługujący na szacunek), jest tą mniej udaną z dwóch sióstr, ich matka umarła na raka, a ojciec wszedł w związek z socjopatyczną przyjaciółką żony, matką chrzestną dziewcząt (Olivia Colman). Jej kawiarnia, którą prowadziła kiedyś z przyjaciółką (która zginęła w absurdalny sposób), nie przynosi zysku. Fleabag jest zbyt dumna, żeby poprosić o pomoc finansową ojca czy siostrę, Chloe, aktywną bizneswoman, chwyta się więc wszystkiego, żeby utrzymać się na powierzchni. Za ironią i dowcipem narratorki, nie liczeniem się z normami społecznymi i - w pewnym stopniu - hedonizmem, kryje się tragedia (a nawet kilka), które powoli przesiąkają na powierzchnię w pierwszym sezonie. Drugi sezon, początkowo nie planowany, jest nieco mniej dramatyczny, choć równie zabawny. Zaczyna się od poronienia, matka chrzestna oznajmia, że planuje ożenić się z ojcem dziewcząt, a Fleabag poznaje katolickiego księdza (Andrew Scott!).

Po pierwszym odcinku poczułam lekkie rozczarowanie, bo jednak nie jest to całkiem nowatorski serial (bo feministki[1], mocne kobiety, które nie wstydzą się, że mają fizjologię i potrzeby erotyczne oraz zburzenie czwartej ściany widziałam już wcześniej), szybko mi jednak przeszło, bo i doskonała, charyzmatyczna Phoebe Waller-Bridge, fabuła z powolnym odkrywaniem przeszłości, angielski humor i nieprzewidywalność[2] oraz DIALOGI.

[1] Scena z “I SOMETIMES WORRY I’D BE LESS OF A FEMINIST IF I HAD [A] BIGGER [CHEST]” - milion dolarów.

[2] Ale serio, jak już myślę “O, tu pojechała po bandzie”, to dwie sceny później mam poczucie, że w zasadzie to nie było takie ryzykowne, teraz dopiero.

Napisane przez Zuzanka w dniu środa listopada 20, 2019

Link permanentny - Kategorie: Oglądam, Seriale - Skomentuj


Bill Bryson - Herbatka o piątej

Bill Bryson, Amerykanin mieszkający od 40 lat w Wielkiej Brytanii, objeżdża wybrane prowincjonalne miejsca, niektóre - opisane w “Zapiskach z małej wyspy” - odwiedza ponownie po 20-30 latach, do innych trafia po raz pierwszy, tropiąc jakieś wydarzenie lub historię. Po części to zbiór humoresek o brytyjskich absurdach, po części to tęsknota za Wielką Brytanią sprzed globalizacji, internetu i kolejnych reform rozmontowujących na przykład koleje, a między wierszami to nostalgiczna tęsknota za czasami, kiedy autor był młody, za funta można było zjeść posiłek życia, a samochody spotykało się raz na kwadrans, a nie stało w wielogodzinnych korkach. Niekoniecznie nadaje się jako przewodnik turystyczny, ale można wyjąć sobie garść zabawnych i celnych cytatów:

[...] zasadniczo Eastleigh sprawiało wrażenie miejscowości, w której można albo napić się kawy, albo usiąść i popatrzeć, jak gołębie defekują.
Z zaskoczeniem się dowiedziałem, że drogi są numerowane zgodnie z określonym systemem, ale potem sobie przypomniałem, że jest to system brytyjski, co oznacza, że w niczym nie przypomina systemów stosowanych w innych krajach. Pierwsza zasada, na której opiera się każdy brytyjski system, brzmi, że jego systemowość musi być pozorna.
Czy to nie zdumiewające, jak wielu ludzi na świecie nas nienawidzi? Większość z nich nigdy nie spotkamy, a przecież naprawdę nas nie lubią. Nienawidzą nas wszyscy twórcy oprogramowania w Microsofcie i większość osób, które odbierają telefony w agencji turystycznej Expedia. Pracownicy TripAdvisor by nas nienawidzili, gdyby nie byli takimi zasranymi idiotami. Nienawidzą nas wszyscy pracownicy hoteli, którzy mają kontakt z klientami, oraz wszyscy bez wyjątku pracownicy linii lotniczych. Nienawidzą nas wszyscy ludzie, którzy kiedykolwiek pracowali dla British Telecom, łącznie z tymi, którzy zmarli przed naszym urodzeniem; BT zatrudnia w Indiach całe rzesze personelu pomocniczego tylko po to, żeby nas nienawidził.
Przez wiele lat sądzono, że nie krzyżowaliśmy się z nimi, ale dzisiaj wiemy, że jesteśmy w dwóch procentach neandertalczykami. Nie rozumiem, dlaczego kwestia ta budziła tak wielki opór naukowców. Jeśli rozejrzymy się wokół siebie, to zobaczymy mnóstwo ludzi, z którymi ktoś sypia, mimo że bezspornie wyglądają mniej nęcąco niż niejedna neandertalska panna siedząca przy ognisku.
Lubię Norfolk. Mieszkałem tam od 2003 do 2013 roku i nabrałem przekonania, że nie ma w tym hrabstwie nic, czego nie dałoby się naprawić za pomocą kilku wzgórz i odrobiny zmienności genetycznej. Jak mawiał mój syn Sam: „Norfolk: za dużo ludzi, za mało nazwisk”.
Oczywiście nic już nie pamiętam (mam sześćdziesiąt trzy lata), ale przez chwilę wiedziałem i byłem zachwycony.

#89

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek listopada 19, 2019

Link permanentny - Tagi: panowie, felietony, 2019 - Kategoria: Czytam - Skomentuj


André Aciman - Znajdź mnie

“Znajdź mnie” to zbiór nowel, osadzonych kilkanaście-dziesiąt lat po gorącym włoskim lecie Elio i Olivera.

Michael, ojciec Elio, już rozwiedziony, spotyka w pociągu Florencja-Rzym Mirandę, dwukrotnie młodszą od siebie dziewczynę. Błyskawicznie odczuwają wspólnotę doświadczeń, po wizycie u ojca Mirandy spędzają razem noc, czując, że znają się od zawsze i doskonale się rozumieją. Chcą mieć dziecko.

Jakieś dwa-trzy lata później. Elio na koncercie muzyki kameralnej spotyka dwukrotnie starszego od niego (widzicie wzorzec?) Michela, tutaj pójście do łóżka zajmuje im całe dwa dni, bo obaj się wahają. Michel częstuje Elio singlemaltem oraz pokazuje zabytkową partyturę po ojcu (a konkretnie po przyjacielu ojca); pół nowelki to śledztwo, jaka jest wymowa zapisanej muzyki, kto był jej autorem i kim był dla ojca. Michael i Miranda mają półtorarocznego syna, Olliego.

Oliver wydaje pożegnalne przyjęcie w Nowym Jorku przed przeniesieniem się do New Hampshire. Zaprasza poznaną na jodze Erykę oraz kolegę z wydziału Paula, bo oboje mu się erotycznie podobają. Wyobraża sobie trójkąt z nimi, ale tak naprawdę myśli o Elio.

Syn Michaela i Mirandy jest już kilkulatkiem, była żona (matka Elio) jest nie do końca sprawna, wszyscy - wraz z Elio i Oliverem - mieszkają we włoskiej willi z pierwszej części opowieści. Chłopaki się na początku na siebie nieco boczą, ale błyskawicznie się odnajdują w pościeli, jakby nie minęło 20 lat. Śniadania, wyprawa do Aleksandrii, zrozumienie i szczęście, wybaczmy sobie ostatnie 20 lat oddzielnie.

Więc to nie jest zła książka - dużo mądrych dialogów o byciu razem czy utrzymaniu tego czegoś, co sprawia, że chce się żyć. Że na poznanie kogoś jest dobry czas w każdym momencie życia, nawet jak ma się poczucie uczuciowego bankructwa. Tyle że jednocześnie jest tak boleśnie naiwna i wybiórcza, że krzywiłam się podczas czytania. Nie wiem, czy ma sens jako samodzielna pozycja, raczej ukłon dla fanów.

Drobna niedoróbka redakcyjna - zacytowane przez autora angielskie tłumaczenie wiersza Kawafisa (autorstwa starszego Durrella) jest niekompletne, co widać przez porównanie z polskim przekładem.

Inne tego autora tutaj.

#88

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek listopada 14, 2019

Link permanentny - Tagi: panowie, beletrystyka, 2019 - Kategoria: Czytam - Skomentuj


Roz Chast - Porozmawiajmy o czymś przyjemniejszym

Jest taki moment w życiu dorosłego człowieka, kiedy odkrywa, że jego rodzice nie będą żyli wiecznie. Ba, nagle okazuje się, że tego czasu jest mało, a rodzice ze sprawnych i zdolnych do opiekowania się sobą nagle stali się zależni i coraz bardziej chorzy. Takiego odkrycia dokonała autorka, kiedy po 10 latach skupienia na mężu, dzieciach i pracy, dotarło do niej, że jej rodzice wymagają wsparcia. „Porozmawiajmy o czymś przyjemniejszym” to powieść graficzna o starości, zniedołężnieniu i powolnym procesie umierania obojga rodziców. Jej matka - zawsze silna i apodyktyczna - zaczęła mieć problemy z utrzymaniem równowagi i jelitami, ojciec zaczął obsuwać się w demencję. Mimo ironicznego sposobu narracji, jest to mocna i trudna opowieść o nowej roli w życiu, na którą nikt autorki - jedynaczki - nie przygotował. Roz musi odpowiedzieć sobie na szereg pytań: jak długo rodzice mogą zostać w dotychczasowym mieszkaniu sami, bez wsparcia? Jak namówić ich na dom spokojnej starości? Co zrobić z rzeczami nagromadzonymi przez 50 lat ich życia? Ile razy tłumaczyć ojcu, że nikt nie ukradnie mu książeczek oszczędnościowych, a szczególnie sąsiadka z niemieckim akcentem? Wreszcie, na ile miesięcy i lat starczy pieniędzy, żeby rodzice mogli odejść w spokoju? Oraz kiedy zacząć o tym rozmawiać, skoro żadna pora nie jest dobra?

#87

Napisane przez Zuzanka w dniu środa listopada 13, 2019

Link permanentny - Tagi: panie, komiks, 2019 - Kategoria: Czytam - Skomentuj


Marcin Kącki - Fak maj lajf

Sensacyjny szmatławiec "Tylko życie" ma duży budżet zarówno na procesy sądowe, jak i pozowane zdjęcia, na których dzięki zdeterminowanym statystom (Norze, która się chce przebić z pozycji małomiasteczkowej piękności do wielkiego świata, gejowi Fifi, nie wahającemu się sprzedać szczegółów alkowy kogoś znanego, który publicznie jest oczywiście hetero) czy sprzedajnym celebrytom, którzy za podbicie rankingu nie mają problemu z wystawieniem kochanki czy żony na żer gawiedzi. “Dziennikarze” nie mają problemów, żeby zarobić kosztem nieszczęścia ludzi, których dzieci zginęły w tragicznym wypadku bądź zaszantażować polityka jego prywatnością w celu uzyskania korzyści (finansowej bądź politycznej). Wtem ktoś uruchamia stronę upolujgnoja.pl, gdzie zbiera zdjęcia naczelnego gazety w kompromitujących sytuacjach i informuje o nagrodzie za każde kolejne zdjęcie, co nakręca spiralę nienawiści.

Dużo wątków - zarządzanie wizerunkiem w polityce, oddolny ruch społeczny rozpoczęty przez cwanego dealera narkotyków, zarabianie ciałem u obu płci, popularność jako wyznacznik sukcesu, brutalne porachunki przestępcze, zemsta - łączy się ze sobą w finale, ale nie jest to wiarygodne rozwiązanie fabularne.

Są takie książki, które zaczynasz czytać i z każdą stroną wiesz, że powinnaś przestać, bo nie będzie lepiej. To właśnie taka książka. Brutalna, pokazująca świat pełen brzydoty, układy, w których nikt nie wygrywa, nie ma przypadku, tylko jest ustawiona scenka, z której ktoś może czerpać korzyść. Autor wiele wątków czerpał z (okrutnej) rzeczywistości, co nie sprawiło, że odłożyłam książkę z ulgą, bo wystarczy otworzyć dowolną gazetę, żeby w taki świat trafić z powrotem (wywłaszczanie lokatorów; bandytyzm, w tym stadionowy; przemoc wobec słabszych - dzieci, kobiet, homoseksualistów, bezdomnych; wielkie nadużycia w polityce; układy).

Inne tego autora tutaj.

#86

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek listopada 12, 2019

Link permanentny - Tagi: panowie, beletrystyka, 2019 - Kategoria: Czytam - Skomentuj


O jesieni w Dublinie

[7-10.10.2019]

47k kroków w cztery dni, ale głównie w okolicach biura. Krótki wieczorny deszczowy spacer do centrum pod statuę Molly Malone, dużo DART-em i prawie codziennie pyszna rybka w Fish Shack. Tak jak wiosną, było cieplej niż w Poznaniu; jechałam z cieknącym nosem i drapaniem w gardle, mimo wiatru naprawiłam się w trzy dni. Czas tym razem był bardziej na niekorzyść, bo o poranku wstawałam po ciemku, nie miałam motywacji do spędzania czasu na molo. No i w pracy byłam, praca męczy.

Dun Laoghaire Dun Laoghaire - ratusz dzień / noc Sandycove Porterhouse Central Bar / Dublin Widok z molo na DL Widok na Sandycove Blackrock, wybrzeże Blackrock Fish Shack: zapiekanka z czedarem i wędzoną rybą / Fish & chips Najlepsze w hotelu (łosoś!) / Wnętrza Fish Shack: gulasz rybny / Ośmiornica w panierce

Restauracje:

  • Fish Shack - 1 Martello Terrace, Sandycove: niekrępujące i - jak na Dublin - niedrogie rybne bistro.
  • Porterhouse Central Bar, 47 Nassau St, Dublin: podobno najdłuższy bar w Dublinie, mają cydr z liskiem (i podobno jakieś piwa)
  • The Wooden Spoon, 3 Bath Pl, Blackrock: duże kanapki i świeże sałatki, głównie na wynos.
  • Itsa… bagel, The Pavilion, Unit 1 & 2, Marine Rd, Dún Laoghaire: bajgle z zawartością
  • Casper and Giumbini's, The Pavillion, Unit 8, Marine Rd, Dún Laoghaire: bardziej na wieczór, mięsa i ryby.

GALERIA ZDJĘĆ.

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota listopada 9, 2019

Link permanentny - Tagi: irlandia, dun-laoghaire, dublin, blackrock - Kategorie: Listy spod róży, Fotografia+ - Skomentuj