Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Petra Soukupová - Zawsze jest ktoś

Nie pisałam, bo byłam w Berlinie, o czym niebawem. Książkę dostałam od ^dees, która zachęciła słowami “wciąga, ale lekkie nie jest”. I powiadam Wam, jak przy poprzedniej książce miałam PTSD, to Soukupová to suma wszystkich strachów o przyszłość.

Narracja jest trójstronna - o wydarzeniach opowiada Vera, żona i matka dwójki nastolatków oraz dzieciaki - starsza Maja i młodszy Misiek. Vera czuje się całkiem ok, ma dobry związek z Michałem, dzieciaki sobie radzą, chociaż weganizm Mai jest kłopotliwy, Misiek jak to Misiek, jeszcze jest młody i sprawia zwykłe, chłopackie problemy, jak coś zbroi, praca w bibliotece jest spokojna, ale satysfakcjonująca, zwłaszcza że aktualnie kończą się przygotowania do ważnej imprezy. Jedynym cierniem w bukiecie są rodzice - mieszkają na wsi, domagają się przyjeżdżania co weekend, a wtedy zaczyna się festiwal toksyczności. Dziadkowie obiecują dzieciakom basen, który wybudowali specjalnie dla wnuków, ale zapominają podgrzać wody; ostatnio babcia nakarmiła Maję pyszną zupką… na kurczaku; Vera słyszy o tym, jak bardzo jest nieudania i zawiodła nadzieje, w przeciwieństwie do starszej siostry, która chociaż mieszka w Anglii. Vera się wije, bo poczucie obowiązku, z drugiej strony wcale nie ma ochoty na zmarnowanie weekendu narzuconego przez matkę, obiecuje wizytę kiedyś, niedługo, za chwilę wakacje. Wtem matka umiera i na narratorkę spada zimny prysznic - musi zorganizować pogrzeb i zająć się ojcem, który ma początki demencji oraz schorowanymi psami z hodowli matki, których ojciec - jak się okazuje - nie cierpi i nie umie o nie dbać. Na siostrę nie może liczyć. A wszystko to 100 kilometrów od Pragi, bo rodzice się “pobudowali” i nawet nie w cichości ducha liczyli, że córka się do nich wprowadzi.

To jest tak gęsta proza, że aż można kroić nożem. Z kolejnych relacji ukazuje się obraz rozsypującej rodziny, której Vera nie jest w stanie skleić sama, podobnie jak rozdzielić czas między dwójkę coraz bardziej jej potrzebujących dzieci, męża i pracę. Krzyczałam w duchu do kindla, że potrzebuje wsparcia, nie udźwignie, że ktoś mógłby jej pomóc, że nie musi być dzielna i sama wszystko, że za chwilę sama się wypali i nie da rady. Rollercoaster emocjonalny, nie mogłam się oderwać, boję się kolejnych książek tej autorki.

Inne tej autorki:

.

#113

Napisane przez Zuzanka w dniu Sunday December 14, 2025

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: 2025, beletrystyka, panie - Komentarzy: 2

« Beatriz Serrano - Ogród rozpaczy ziemskich - P. G. Wodehouse - Niezastąpiony Jeeves »

Komentarze

A.I.
Ale przecież właśnie w tym problem, że ona w swojej głowie uważa, że "musi" - gdzie ZTCP mąż ją np. namawia na terapię już dużo wcześniej, niż ona się ostatecznie decyduje; zresztą on próbuje też ją wesprzeć na inne sposoby - ale sęk w tym, że nie da rady pomóc komuś, kto tej pomocy nie chce... Mam wśród bliskich mi osób takie, które mają to w głowie, że muszą same i koniec; wiele lat i wysiłku mnie kosztowało, żeby dać sobie spokój z próbami przekonania, że wcale nie (ale i tak czasem cicho zgrzytam zębami, gdy). Dlatego pisałam o terapii, jest kluczowa, bez terapii ta postawa się nigdy nie zmieni...
Zuzanka
No właśnie o to chodzi, przecież ona sobie świetnie daje radę, jak nie ona, to kto, przecież jej siostra mieszka w Londynie i tyle lat czekała na dziecko. Mnie mroziło, jak łatwo wpaść w otchłań, gdzie każda decyzja prowadzi do większych problemów i pozornie nie ma wyjścia.

Skomentuj