Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Więcej o klub-srebrnego-klucza

Josephine Bell - Osaczona

Reg i Mavis Holmesowie mieszkają w narożnym domu przy Redland Close i Sandfields Avenue. Mają półroczną córeczkę Joy i od kilku miesięcy mieszka z nimi sublokatorka, spokojna i godna zaufania panna Trubb, która - w razie potrzeby - zajmie się dzieckiem, kiedy wychodzą. Problemy zaczynają się, kiedy panna Trubb pod ich nieobecność próbuje otruć się gazem, a następnie okazuje się, że sublokatorka właśnie wyszła z więzienia po 15-letnim wyroku za dzieciobójstwo. Wszyscy są przerażeni, panna Trubb zachowuje się co najmniej dziwnie, niczego nie wyjaśniając[1], ewidentnie jest z nią coś nie tak, ale Regowi ewidentnie nie pasuje łatwa diagnoza o chorobie psychicznej - zaczyna analizować sprawę sprzed lat, przyglądać się współczesnym dowodom i - wbrew opinii publicznej, w tym zniechęcającej go do jakichkolwiek akcji policji[2] - zaczyna własne śledztwo. Problem w tym, że oryginalna sprawa miała miejsce w czasie wojny i w międzyczasie świadkowie rozproszyli się po świecie, a dokumenty uległy zniszczeniu. Stopniowo wychodzą na jaw coraz to nowe okoliczności sprawy sprzed 15 lat, a zachowanie siostry panny Trubb jest coraz bardziej niepokojące.

To przyjemna ramotka ze świata, gdzie ludzie mieli dwa ubrania - jedno na co dzień, drugie na “okazje”, nie było szczepień na polio, a komunikację załatwiało się regularnie dostarczanymi listami. Nie polecam jej natomiast młodym rodzicom, nie tylko ze względu na zabójstwo 3-latka sprzed lat, ale z powodu absurdalnego podejścia państwa Holmesów do bezpieczeństwa ich córki. 6-miesięczne dziecko śpi w osobnym pokoju “zgodnie z nowoczesnymi zwyczajami”, żeby nie przeszkadzać rodzicom. Bezrefleksyjnie jest wystawiana w wózku pod okno na drzemkę, z babcią śpiącą na fotelu w domu[3]; matka zostawia wózek ze śpiącą dziewczynką pod sklepem, bo w środku tłok; w ostatniej chwili rodzice zmieniają zdanie i parkują samochód ze śpiącym maluchem na podjeździe zamiast zostawić śpiące dziecko w aucie przy ulicy; wreszcie - mimo wiadomego już niebezpieczeństwa, że ktoś dziecko obserwuje - odchodzą od leżącego na kocu w parku malucha w poszukiwaniu starszego dziecka znajomej.

[1] “W wypadkach próby samobójstwa policja przychodzi tu, aby pacjent, po odzyskaniu przytomności, złożył zeznanie. Samobójstwo jeszcze wciąż jest przestępstwem, chyba pan wie o tym.”.

[2] “Wizyta w policji rozczarowała Rega. Inspektor Brown skłonny był uważać, że to tylko kawał. Albo też, że to dowodzie że panna Trubb jest niespełna rozumu i że jej stan jest coraz gorszy. Przypuszczalnie znajdą ją na szynach kolejowych albo w rzece, i w ten sposób wreszcie będą mieli spokój.

[3] “Siedziałam wygodnie w fotelu i czytałam gazetę, a Mavis wyskoczyła do sklepu po chleb. Wózek z Joy stał tuż za oknem, tak żebym mogła mieć ją na oku. Siedziała, bawiąc się grzechotką. Chyba się zdrzemnęłam, bo nie słyszałam żadnych kroków na ścieżce.

Inne z tego cyklu.

#119

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek października 14, 2021

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: 2021, klub-srebrnego-klucza, kryminal, panie - Skomentuj


Umberto Pesco - Ryba płynie za mordercą

W kategorii złych kryminałów, które są tak złe, że w dalszym ciągu złe, ten jest całkiem wysoko. Nieudana zżynka z Chandlera - zapijaczony detektyw ponad prawem, bo zakumplowany z policją (która też nie waha się przyłożyć przesłuchiwanemu), szybki w pięści i w szantażu, co wydajnie pomaga mu w śledztwie, krąży po mieście, robiąc tylko przystanek na zaciągnięcie do łóżka atrakcyjnej kobiety, a ponieważ ma więcej możliwości niż policja, wyjaśnia sprawę i odchodzi w glorii zwycięzcy. Dodatkowo książka jest chaotyczna, dialogi niejasne, autor używa zabiegów typu “wtedy powiedział to zdanie i wszystko zrozumiałem”, zostawiając czytelnika w ciemności. Stylizacja włoska polskiego autora (Ireneusza Iredyńskiego) głównie skupia się na opisach mafii, pretensjonalnego bogactwa[1] i różnych gatunków alkoholu. Szydera z psychoanalizy, którą para się jeden z podejrzanych, służy głównie napiętnowaniu erotyzmu kobiet[2].

Lata 50., Rzym. Umberto Pesco jest ogólnie znanym włoskim detektywem, chociaż jednocześnie doskonale zachowuje anonimowość podczas prowadzenia śledztwa (pismaki dowiadują się kim jest tylko przez spisanie numerów rejestracyjnych jego samochodu). Pojawia się u niego bogaty producent filmowy, Carlo Barenzo, który wynajmuje go jako ochroniarza, bo jakby ktoś grozi mu śmiercią. Oczywiście zanim Pesco podejmuje się właściwej pracy, potentat ginie i detektyw czuje się zobowiązany do przeprowadzenia śledztwa. Padają kolejne trupy - właścicielka podłego hoteliku, gdzie Barenzo został zabity i amerykański mafiozo, który, jak się okazuje, szantażował producenta, dodatkowo ktoś chce zabić też i samego Pesco. Pobocznym wątkiem są podchody Pesco do kochanki milionera, Marii, do której detektyw się dobiera mimo niesprzyjającej sytuacji, bo przepełnia go pożądanie. Finał też jest zżynką z nurtu noir, xgb vaal fmnagnżbjnł qrangn, xgb vaal tb mnovł, xbaxergavr Znevn, m xgóeą qrgrxglj vqmvr qb łóżxn v j svanyr xnżr wrw mavxnć, ob wrfg mn łnqan, nol bqqnjnć wą cbyvpwv, cbmn glz fvę m avą cemrfcnł, jvęp wnx gb. Fcenjvrqyvjbśpv fgnwr fvę mnqbść, ob qnzn tvavr j jlcnqxh fnzbpubqbjlz.

Się pali: dużo (np. 10 papierosów w kilka godzin).

Się pije: wermut i wodę sodową, koniak, dżin (kilkukrotnie w ciągu dnia, oczywiście narrator nie ma żadnego problemu alkoholowego), smirnowa z kolorową etykietą, cocktail na oliwce, dobre wino z lodówki (mimo wczesnej pory, bo “trunek czuje się zawsze pewniej w żołądku niż w naczyniu, tak jak człowiek czuje się lepiej przy barze niż w trumnie.”), szkocką whisky, bordeaux chateau des mille secousses.

- Czy brat lubił alkohol?
- Lubił.
- W jakich porach dnia pił?
- Włoch pije przez cały dzień - odpowiedział Barenzo.

[1] Jedynym „hobby” milionera było dobre jedzenie. Z relacji moich informatorów wynikało, że trzymał on kilku kucharzy, specjalistów od narodowych kuchni. Słyszałem o kucharzu francuskim, perskim, hiszpańskim i angielskim. Co do umiejętności tego ostatniego nie miałem większego przekonania.

Zauważyłem, że w tym domu nie ma drzwi w normalnym sensie tego słowa.
Między pokojami były przegrody z grubego szkła, osadzone na metalowej osi. Stwarzało to wrażenie, że dom nie jest podzielony na pokoje. Brakowało tu przytulności, lecz było dużo światła, ciekawe formy architektoniczne i zimny ład przedmiotów i ścian, mający jeden cel: jak największej przydatności dla mieszkańców. Weszliśmy do pokoju, którego jedną ścianę stanowiła szklana płyta. (...) Pod ścianami stały niskie fotele, a właściwie kilka kolorowych płatów gąbki, ułożonych w stos; oparciem był również płat gąbki. Na środku pokoju stał niski stół, blat jego tworzyła płyta z masy plastycznej w kolorze żółtym. Wokół stołu, to jest przy każdej z jego metalowych nóg, stały proste stołki, zrobione z metalowych prętów i krążka żółtej masy.

[2]

- Pana zawód?
- Psychoanalityk. (...)
- Praktykuje pan?
- Bardzo rzadko. Przyjmuję wyłącznie przyjaciół i oczywiście nie pobieram honorariów. Dzięki hojności Carla nie musiałem zarobkować. Nie wiem, jak będzie teraz, ale muszę się panu przyznać, że nie lubię przyjmować przekwitających kobiet, które przez całe godziny opowiadają o obłych przedmiotach, które im się przyśniły. (...)
A więc pewnego dnia zjawiła się w tym domu piękna kobieta i oświadczyła, iż jest amazonką pędzącą na koniu z mieczem w dłoni. Spytałem ją: „Czy to się pani śni?” - „Ach! Nie, mnie się wydaje”. Poradziłem więc jej, by wyszła za mąż. Nie wiedziałem, że tą radą zaspokoję jej najskrytsze pragnienia. (...)
- To jeszcze nie koniec - zwrócił się do niej Barenzo, przymrużając lewe oko. - Trzy miesiące później przeczytałem w gazecie, iż ta miła pani przebiła prawdziwym mieczem swego świeżego męża. Gdy się zjawiła policja, owa pani siedziała w stajni, na koniu, w pełnym rynsztunku amazonki.

Inne z tego cyklu.

#118

Napisane przez Zuzanka w dniu środa października 13, 2021

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: 2021, klub-srebrnego-klucza, kryminal, panowie - Skomentuj


Mika Waltari - Błąd komisarza Palmu

Wracając jeszcze do pierwszego tomu cyklu o komisarzu Palmu, dogrzebałam się do oryginalnego wydania “Klubu Srebrnego Klucza” i odkryłam kilka niespodzianek. Inne tłumaczenie (z niemieckiego tłumaczyła Anna Maria Linke), pozbawione wesołych śródtytułów oraz znacznie skrócone, nowe wydanie ma ponad 220 stron, połowa tomiku “Klucza” - raptem 140; oczywiście zniknął passus o Dzierżyńskim; co zabawne, pani Skrof - występująca w kolejnym tomie jako bohaterka książki napisanej przez stażystę - nosi nazwisko Kroll; a w tomiku oprócz “Krwawego śladu” (“Kto zabił panią Skrof”) jest też druga historia, również ze zmienionym tytułem - “Niebezpieczna gra” (dla odmiany w tłumaczeniu Marii Olszańskiej).

Bruno Rygseck - parszywa owca w rodzinie bogatej helsińskiej arystokracji - ulega śmiertelnemu wypadkowi podczas kąpieli. Komisarz Palmu ze swoim wiernym asystentem zostaje wysłany na miejsce głównie dla porządku, nawet zwierzchnik kpi sobie z zamiłowania komisarza do znajdowania przestępstwa tam, gdzie go nie ma. Problem w tym, że już na pierwszy rzut oka sprawa śmierdzi - podczas potencjalnego wypadku duża grupa osób czekała na denata, niektórzy z dość poważnymi pretensjami, dodatkowo wizja lokalna potwierdziła podejrzenia, że to morderstwo. Mimo niechęci rodziny do przesłuchania i prób wyciszenia sprawy przez zwierzchników, kiedy ginie kolejna osoba, tym razem otruta, Palmu zaczyna wyciągać ze świadków historię “żartów” denata, które zapewne doprowadziły do zbrodni. Okazuje się, że Bruno wymyślił zabawę w to, kto dokona najgorszego przestępstwa i ujdzie mu to na sucho (on sam z premedytacją truje ukochanego kota swojej ciotki), zamordowanie Bruna zgrabnie wpisuje się w ten żart. Tytuł moim zdaniem jest błędny, bo finalnie okazuje się, że to nie Palmu popełnił błąd, a jego asystent.

Jak poprzednio, policjanci bez skrępowania z siebie szydzą przy każdej okazji. Palmu jest obśmiewany za chęć poocierania się o wyższe sfery, bo chętnie zgodził się pilnować płaszczy w Pałacu Prezydenckim na przyjęciu z okazji Święta Niepodległości. Jego asystent, narrator, wielokrotnie przewraca oczami, kiedy Palmu kwestionuje rolę psychologii w śledztwie, a nawet ignorując namacalne dowody zebrane przez techników, twierdząc, że tylko dedukcja wystarcza do rozwiązania każdej sprawy, a do tego nie trzeba wychodzić zza biurka (“Nieoficjalnie twierdzę jednak, że w uformowaniu się tego przeświadczenia znaczną rolę odegrały tusza komisarza oraz jego niechęć do wszelkiego wysiłku o charakterze wyraźnie nieumysłowym”). Dla odmiany ten cytat miałby szansę pojawić się w wersji ze Srebrnym Kluczem:

- Niech ich diabli wezmą, tych wszystkich Rygsecków! - zdenerwował się Palmu i jeszcze nigdy nie słyszałem, by kogoś tak brzydko sklął.
Mam jednak nadzieję, że i czytelnik tym razem mu to wybaczy. Pierwszy raz w życiu uzmysłowiłem sobie, co znaczy władza pieniądza, i zaświtała mi myśl, że socjalizm nie jest chyba jednak aż taki zły.

Inne tego autora, inne z tego cyklu.

#116

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota października 9, 2021

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: 2021, klub-srebrnego-klucza, kryminal, panowie - Komentarzy: 3


R.Azderball i R. Frister - Naszyjnik kapitana Holicza

Tytułowy kapitan Holicz jest przedwojennym policjantem, który płynnie przeszedł do służby w socjalistycznej Polsce. Ma żonę, w której towarzystwie znajduje prawdziwy odpoczynek, ale jeśli praca wzywa, to nie waha się zostawić małżonki samej w np. w kinie czy czekającej ze stygnącą kolacją. Dużo pali, raczej nie pije. Uwielbia samotnie spacerować po mieście, gdzie z upodobaniem (i fotograficzną pamięcią) kolekcjonuje detale architektoniczne.

Skrzypce Stradivariusa

Niejaki Konieczny zgłasza kradzież skrzypiec, podobno z pracowni Stradivariusa, w których posiadanie wszedł dość nieetycznie[1]. Milicja zaczyna iść tropem - muzyk kupuje je w antykwariacie, ale ktoś podmienia mu futerał w zatłoczonym tramwaju. Holicz przypadkiem widzi plakat z informacją, że kwartet skrzypcowy jedzie do Berlina, organizuje więc przeszukanie w pociągu tuż przed granicą, bezskutecznie. Ostatecznie śledztwo wiedzie na prom, gdzie skrzypce lądują na dnie morza i nie wiadomo, czy rzeczywiście były zabytkowe.

Się czyta: fascynujący artykuł o międzynarodowym kongresie astronautów (Holicz).

Się pali: “Giewonty”, no chyba że się nie pali:

Po chwili wyprostował się, sięgnął po papierośnicę i otwartą podał Koniecznemu.
Gospodarz podziękował: — Nie palę. Szkoda zdrowia.
Kapitan stuknął papierosem o blat stołu.
— I nigdy pan nie palił?
— Nie, nigdy. Oszczędzam na kamienicę.

Się je: w jarskiej restauracji, łososia w luksusowej restauracji, popijając “czystą” (głowa potem nie boli).

[1]

— Ależ tak, nabyłem je podczas okupacji od pewnego niezwykle zamożnego muzyka. Był Żydem i wie pan, jak to w getcie... Musiał sprzedać.
(...) — Zwłaszcza że źródło kupna też było niezbyt legalne — w trącił znów Holicz. Konieczny potwierdził:
— Tak to prawda. Skrzypce zabrało gestapo jakiemuś żydowskiemu muzykowi w getcie i sprzedało za bezcen. Teraz Modrak obiecał je spieniężyć. Oczywiście za granicą — dodał ciszej tonem wyjaśnienia. (...)
Pańskie brudne okupacyjne geszefty objęła, niestety, amnestia.

Dwaj panowie L.

W licznych oddziałach PKO mają miejsce napady, zrealizowane z wykorzystaniem modus operandi znanego przed wojną kasiarza, Lolka Metsuły, zwanego Hrabią. Wtedy nie udało się przestępcy skazać, bo zawsze miał doskonałe alibi, a po wojnie poszła plotka, że Hrabia nie żyje. Holicz oczywiście w to nie wierzy, wysyła pocztą kurierską listy przez Medykę do Lwowa, bezpośrednie do Pragi, Ankary i Casablanki, a przez prywatnych znajomych (bo milicja nie utrzymywała łączności z departamentem kryminalnym) do Północnej Afryki. Kapitan kontynuje też śledztwo lokalnie, krążąc po miejscach, gdzie przed wojną bywał Metsuła, chociaż zniszczenia w stolicy mu życia nie ułatwiają. Rozwiązanie zagadki łatwo wykoncypować z tytułu opowiadania.

Się czyta: sierżant Kropidło wgłębia się w “Przygody Sherlocka Holmesa”.

Się pali: np. “Wawele”, nawet jeśli szef prosi, żeby nie palić. A pali się, bo zawód oficera śledczego niemal zawsze wyrabia w człowieku nałóg palenia. — Nikotyna niszczy zdrowie, lecz ułatwia pracę i koi nerwy — mawiają funkcjonariusze milicji, dla których spokój i opanowanie często stanowi o sukcesie.

Się pobiera odciski palców: metodą na szklankę.

Się pije: czystą eksportową pod zakąski, wino pod słodycze, mocną herbatę gruzińską.

Się chodzi do lokali:

„Krokodyl" jest lokalem wysokiej kategorii. Kelnerzy chodzą tu we frakach i odznaczają się szczególną umiejętnością obliczania rachunków. Przy drzwiach stoi tęgi cerber w liberii, przyjmuje napiwki, woła taksówkarzy i odpędza w mrok staromiejskiego rynku gości zbyt mocno „podgazowanych". Na niektórych stolikach płoną świece. W karcie dań, u dołu, obok podpisu kalkulatora, widnieje uwaga: „za świeczkę dopłata 9,- zł“.

Tajemnica czerwonego ołówka

Najkrótsza historia, kilkanaście stron. W okolicach Łodzi pozornie nie związani ze sobą ludzie nagle zaczynają szastać pieniędzmi - kupują domy, piją nie na kredyt, naprawiają zepsute samochody, a “dzieciska dostały nowe kiecki”. Dopiero 5 lat później, dzięki współpracy kap. Holicza, udaje się szajkę złapać, zaczynając od woźnego, który był zatrudniony w obu okradzionych bankach. Jednym ze śladów było użycie stempla z rzadko stosowanym krojem czcionki — marachamitelem(?!) czternastopunktowym.

Pieniądz jest okrągły - w tej historii wyjaśnia się sens tytułu całego zbiorku: Na wystawach sklepów jubilerskich wabią oczy rozmaite naszyjniki: ze srebra i ze złota, z pereł i z bursztynu. Naszyjnik kapitana Holicza jest całkowicie inny. Niby najcenniejsze kamienie nizał kapitan wątki, fakty i fakciki, adresy, nazwiska i kryptonimy.

Skarb Państwa jest okradany przez wieloosobową, międzynarodową szajkę przestępczą, która wywozi z Polski walutę, a przywozi na sprzedaż np. zegarki marki „Schaffhausen“ czy „Delbana“ (“dodatkowe straty wynikłe z dezorganizacji rynku były całkowicie niewymierne“). W celu wykrycia całej siatki, milicja rozpoczyna trwającą ponad dwa lata szeroko zakrojoną akcję wywiadowczą, dokładając jednemu z przestępców tzw. “ogon”, chorążego, który będzie pilnował delikwenta przez kilkanaście miesięcy. Nawet kapitan Holicz pracuje incognito, ”podczas swoich nocnych eskapad tańczył z niezliczoną ilością kobiet i przepijał do wielu mężczyzn, gdy tylko istniało źdźbło podejrzenia, że mogą mieć coś wspólnego z interesującą go sprawą”, ale nie czerpie z tego radości! Wreszcie we współpracy ze wschodnioniemiecką Volkspolizei wszyscy zostają aresztowani, bo każdy przestępca jest w którymś momencie nieostrożny, a aparat wie wszystko.

Folklor lokalny: kolejarz mieszka w Poznaniu przy Żupańskiego 13.

Się czyta: powieść Remarqua o doktorze Rawiku (cywilnie ubrany pracownik MO).

Się pali: “Wczasowe” (chorąży Dawski, dwie paczki dziennie).

Się pije: okocimskie piwo.

Gorzkie migdały

Joanna Hortek, najlepsza aktorka sceny, osoba zarówno atrakcyjna, jak i inteligentna, grała główną rolę w nowej sztuce. W dniu premiery niestety nie pojawiła się w teatrze, zaniepokojony inspicjent pojechał do wynajmowanego przez nią mieszkania (“kredą nakreślone literki K + M + B pozwalały przypuszczać, że właścicielka jest osobą wierzącą”), gdzie znalazł na podłodze zwłoki aktorki. Śledztwo skierowało się kierunku pewnego dziennikarza, który nie dość, że był sprawcą wczesnej ciąży aktorki, właśnie ją zostawił, to jeszcze jego rodzina miałą zakład galwanoplastyczny, w którym można się było zaopatrzyć w sporą ilość cyjankali. Finalnie to nie on okazuje się być mordercą, ale… Teraz, gdy śmierć artystki została definitywnie wyjaśniona, może to chyba przyznać... Jako przedstawiciel prawa nie mam do niego żadnych pretensji. Jako człowiek potępiam go i uważam za moralnego sprawcę śmierci Joanny Hortek. Jest pan wolny (...).

Się pije: dobry francuski likier „Triple Sec Cointreau".

Się pali: oczywiście “Wawele”.

Za mundurem panny sznurem: ”Z wysepki na przystanku dziewczyna w białym kostiumie przesłała mu zachęcający uśmiech. [Funkcjonariusz] Zlustrował ją trochę bezwstydnym spojrzeniem”.

Inne z tego cyklu.

#113

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek października 4, 2021

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: 2021, klub-srebrnego-klucza, kryminal, panowie, prl - Skomentuj


Robert Brutter - Spadek na życzenie

Mimo że akcja dzieje się w Londynie, czuć, że nie jest książka pisana przez rodowitego Brytyjczyka - owszem, zawiązek akcji jest dość egzotyczny jak na PRL, ale bohaterowie nie robią wrażenia rdzennych mieszkańców (zwłaszcza komisarz Scotland Yardu, Calder); autorem wydanej pod pseudonimem powieści jest Polak, Andrzej Grembowicz.

Jack Lemon, rzutki dziennikarz, natyka się w gazecie na dziwne ogłoszenie:

Przyszli spadkobiercy! Sytuacja nigdy nie jest beznadziejna!
Biuro usług spadkowych, Pimlico, Sutherland Street 37.
Przechodzi nad tym do porządku dziennego, bo nie jest nawet świadomy, że niedługo los jego przyjaciółki, uroczej[1] Pameli Jones, będzie ściśle spleciony z osobą, która owe ogłoszenie opłaciła. Państwo Beynam, para małżonków w kłopotach finansowych, pojawia się w biurze Rogera Holla w Pimlico, gdzie wykupują u niego za grubą kwotę 10 tysięcy funtów, możliwość szybkiego uzyskania spadku po ciotce. Holl obiecuje załatwienie sprawy w ciągu miesiąca, bez dowodów, świadków i podejrzeń. I rzeczywiście, ciotka Mary umiera niespodziewanie na serce na parkowej ławce. Po otwarciu testamentu okazuje się jednak, że ciotka, będąca w niezbyt dobrych stosunkach z siostrzenicą, zostawiła połowę majątku… Pameli Jones, córce jej przyjaciółki, która ją często odwiedzała, w przeciwieństwie do siostrzenicy. Małżeństwo Beynamów zaczyna Pameli grozić, w trakcie pogróżek wymyka im się kilka słów za dużo, co pozwala pannie Jones podzielić się wątpliwościami ze swoim przyjacielem dziennikarzem. Ponieważ nie ma żadnych dowodów na morderstwo, Lemon rozpoczyna śledztwo samodzielnie i odkrywa więcej takich nagłych a niewyjaśnionych zgonów, a kiedy panna Jones mimo młodego wieku ląduje w szpitalu z zawałem, wie, że jest na dobrym tropie.

Niestety, to bardzo podła książeczka, w której autor poszedł na łatwiznę, wprowadzając motyw ezoteryczny - zbrodniarz jestbfboą b anqanghenyalpu hzvrwęgabśpvnpu ovbraretvpmalpu, xbaxergavr hzvr młą raretvą htbqmvć j bfboę, xgóeą qbglxn. Cemrfgęcpl hśzvrepnwąprtb avrjvaar fgnehfmxv cemrpvjfgnjvn fvę ovbraretbgrencrhgn, xgóel wnx j yhfgemr bqovwn łnqharx fxhzhybjnartb młn v tbqmv avą j ngnxhwąprtb tb Ubyyn, cemrm pb gra tvavr an zvrwfph. Londyn jest mały, wszyscy się znają, a do wykrycia sprawcy przyczynia się fakt, że w każdym przypadku ktoś pamięta tajemniczego mężczyznę o nietypowej powierzchowności (brunet o jasnoniebieskich oczach i bladej cerze), który rozmawiał tuż przed śmiercią z nieszczęśliwymi spadkodawcami.

Się pali: tak, nałogowo.

[1] Jack Lemon, poza byciem dziennikarzem, jest też znawcą kobiecej urody. Z zachwytem obserwuje zgrabne ciało Pameli, która krząta się po jego mieszkaniu, przygotowując śniadanie (podczas gdy on leży w łóżku i wydaje odgłosy godowe, mające zachęcić Pamelę do aktywności erotycznej o poranku), ocenia nogi świadkini, wreszcie - w szpitalu przy łóżku silnie kontuzjowanej przyjaciółki - uprawia flircik z pielęgniarką (króciutki dialog, a w środku tyle maczyzmu i protekcjonalności).

- Wygląda pani zupełnie fantastycznie w tym fartuszku - powiedział. - Na miejscu pani męża nie wypuszczałbym pani w ogóle z domu. To dla niego straszne ryzyko.
- No, proszę - uśmiechnęła się pielęgniarka. - A nie wygląda pan na podrywacza.

Inne z tego cyklu.

#112

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota października 2, 2021

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: 2021, klub-srebrnego-klucza, kryminal, panowie - Skomentuj


Mika Waltari - Kto zabił panią Skrof

Starsza pani Skrof zażyła środki usypiające, nie zauważyła chyba, że wykipiała jej owsianka, zgasł płomień pod gazem, a w efekcie w szczelnie zamkniętym mieszkaniu (obawa przed przeciągami!) zabrakło powietrza i zatruła się ze skutkiem śmiertelnym. Ona i jej wiekowy jamnik. I jakby nie dociekliwość komisarza Palmu i bezimiennego narratora, jego stażysty[1], którzy odkrywają, że jamnik bynajmniej się nie zatruł, tylko ktoś mu skręcił kark, sprawa byłaby zamknięta. A tak przez kilka dni policja odkrywa mnóstwo śladów, dwa testamenty, sporo ludzi życzących źle nieboszczce - w tym jej pasierbicy i siostrzeńca, a jeszcze więcej takich, którzy chcieli uszczknąć jej milionów. W efekcie śledztwa zostaje odkrytych kilka nielegalnych zachowań, jedna para się ze sobą łączy mimo przeciwności, a morderca popełnia samobójstwo.

Ostatnio zaczęłam dzielić książki na te, które się przyjemnie czyta (mimo tematyki), i na te, które nie. Waltari należy do pierwszej grupy - jego bohater, komisarz Palmu, jest sarkastyczny, świetnie punktuje wszelkie idiotyzmy, które widzi, nie waha się łyknąć sobie kielicha w czasie śledztwa, a drzemki w pracy traktuje jako niezbędną okazję do refleksji. Bardzo lubię też formę - każdy rozdział rozpoczyna się od streszczenia akcji w postaci zabawnych śródtytułów typu: W ograniczonym budżecie policji kryminalnej nie przewidziano środków na rozrywkowe przejażdżki dryndami na gumach. * Martwy pies jest gorszy od żywego lwa. * Kurt Kuurna mówi o jedwabnym nocniku, a młody Lankella nie przyznaje się do zdeptania kwiatów. * Dwa ululane pawiany i zaginione tenisówki. * Komisarz Palmu nie pojmuje swawoli Barona i zaprzecza, jakoby był mizoginem[2]. Opisy sztuki awangardowej, uprawianej przez Kurta Kuurnę (oczywiście za każdym razem musiałam to półgłosem przeczytać), są przezabawne[3], a czytając rekonstrukcję zbrodni, w której stażysta symuluje duszenie jamnika na pozorancie, uśmiechnęłam się pod wąsem.

Jako że czytałam książkę w e-booku, mam pytanie do szczęśliwych posiadaczy papierowego wydania z serii (1968) - czy był tam wtręcik w końcówce rozdziału 12:

Naczelny kat Rosji, Dzierżyński, który posłał na śmierć dziesiątki, jeśli nie setki tysięcy ludzi, potrafił rozczulić się do łez, słysząc piękną muzykę. Miał do niej szczególną słabość.

[1] Stażysta jest specjalistą w swojej pracy, mimo braku doświadczenia.

Uważam też, że Palmu nie ma prawa traktować mnie jak idiotę, który wyłącznie koneksjom rodzinnym - drugi mąż mojej ciotki jest sekretarzem w Ministerstwie Sprawiedliwości - zawdzięcza wielki honor odbywania u niego stażu.

[2] Ależ oczywiście, że jest mizoginem. Wszyscy są, łącznie z panią Skrof. Podejmowanie pracy zawodowej przez kobiety to “dziewczęce mrzonki”, gdyż najlepiej wypełni życiową misję, jeśli pozostanie w domu i będzie pomagać macosze, która ostatnimi laty zaczęła trochę niedomagać. Nawet młody stażysta, chętnym oczkiem patrzący na wszystkie ładne panie, pojawiające się w śledztwie, jest zdania, że coś z nich będzie, jeśli je lepiej wychowa (czytaj: żeby nie były zbyt przedsiębiorcze, a bardziej posłuszne).

- No tak, takie są kobiety. Próżno się po nich spodziewać logiki posunięć. Ale piękne to było.
(...) - Ale przecież sama powiedziała... - zacząłem i umilkłem.
- Kto by wierzył słowom kobiety? - zapytał drwiąco Palmu. - I jaśniejsze oczy potrafią zwieść i... i... hm. Ma się rozumieć, że nie jestem żadnym migo... mizy...
- Mizoginem - podpowiedziałem instynktownie.
Oczywiście jest też ageistą. Za zwyrodniałą uznaje tancerkę, która - mimo że jest posunięta w latach (sic!) - usiłuje przytrzymać przy sobie młodego studenta.
- Niechże mi pan powie, panie komisarzu, tak tylko dla zabawy, ile dałby mi pan lat?
Palmu nieco się zmieszał, lecz nawet na chwilę nie odwrócił spojrzenia.
- Jeżeli łaknie pani komplementów, panno Salmia, to bardzo panią rozczaruję - odrzekł nieuprzejmie. - Pozuje pani na dziewiętnastolatkę, ale byłbym gotów się założyć, że skończyła już pani dwadzieścia pięć.
Ożywienie Iiri Salmii prysło bez śladu, gorycz przeszła w zmęczone przygnębienie.
Zupełnie cichym głosem tancerka odpowiedziała:
- Jest pan bardzo uprzejmy, panie komisarzu. W rzeczywistości mam trzydzieści trzy lata. Nie, proszę nic nie mówić... kosmetyka twarzy, ćwiczenia fizyczne... każdy rok był dla mnie istnym piekłem.

[3] Z kolei wiszący na ścianie obraz w pięknej oprawie był zapewne poligonem nowych technik. Wyglądało to tak, jak gdyby malarz najpierw stłukł na płótnie kałamarz, a następnie na tak sprokurowaną plamę nałożył dwa sadzone jajka, przeciętą marchew i pudełko zapałek z podobizną hotelu Kamppi na etykiecie. Pod spodem starannie przyklejono wycięty z jakiejś fotografii obraz parlamentu.

Inne z tego cyklu, inne tego autora:

#110

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela września 26, 2021

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: 2021, klub-srebrnego-klucza, kryminal, panowie - Skomentuj