Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Aleksandra Marinina - Stylista

W Moskwie giną nastoletni chłopcy, podobni do siebie, do tego z nietypową, semicką urodą. Niestety, znajdowane są tylko zwłoki ze śladami przemocy erotycznej, a śmierć spowodowana jest przedawkowaniem narkotyków. Celem ekipy Gordiejewa jest oczywiście znalezienie zwyrodnialca oraz - pośrednio - ukrycie tego przed prasą, która bardziej zaszkodzi, wyciągając potencjalną kwestię żydowską. Jeden z potencjalnych śladów prowadzi na luksusowe osiedle “Marzenie”, gdzie przypadkiem mieszka tłumacz Sołowiow, były ukochany Kamieńskiej, który ją przed laty okrutnie skrzywdził[1]. Anastazja wchodzi więc cała na biało, bo Sołowiow owdowiał i w wyniku tajemniczej choroby został inwalidą, udaje niezwiązaną z milicją prawniczkę, pozwala się podmacać i mami obietnicą, że może jeszcze to coś, co było między nimi, nie wygasło, a mężem Anastazji Sołowiow ma się nie przejmować[2]. Giną dwie osoby - asystent i najświeższa kochanka Sołowiowa, więc przy okazji w drugim nurcie śledztwa ekipa odkrywa, że Sołowiowa ktoś inwigiluje, tajemnicza choroba, która sprowadziła go na wózek była pobiciem, a w wydawnictwie, dla którego tłumaczy książki, dzieją się jakieś dziwne historie, w które uwikłana jest modelka Oksana i tajemniczy wszystkowiedzący Wadim[3].

W wyniku okrutnie pokrętnej metody - przeanalizuj wszystkie wypożyczalnie wideo, w których ktoś wypożyczał filmy z semicko wyglądającym aktorem, znajdź w okolicy wybranych wypożyczalni ludzi, którzy świadczą usługi, porównaj ich odciski palców (na przykład metodą na podmienioną szklankę) z odciskami palców znalezionymi na miejscu kradzieży kaset wideo - zostaje wytypowany homoseksualista[4] Czerkasow, potencjalnie związany z nieżyjącym już chłopcem, pasującym do wzorca zaginionych. Niestety, jeden ze zirytowanych[5] wywiadowców puszcza farbę, więc milicja chcąc nie chcąc musi podejrzanego aresztować. Oczywiście Nastia wie, że to nie on, więc dla dobra śledztwa idzie z Czerkasowem na umowę, że do wyjaśnienia sprawy będzie oficjalnie winny i zatrzymany, a potem się go wybieli (bo jak nie, to i tak pójdzie siedzieć, jak ktoś znowu zabije młodego chłopca). Wyjaśnienie motywu porwań, narkotyzowania, gwałtów i wreszcie zabójstw chłopców jest - nawet jak na Marininę - absurdalne: Pmrexnfbj zvnł an fghqvnpu qmvrjpmlaę, Avaę, n xvrql jlfmłn an wnj wrtb bevragnpwn, cnaan mbfgnłn bśzvrfmban v hcbxbemban. Zężn Aval cemrm yngn telmłb hcbxbemravr żbal, jlzlśyvł jvęp fmngnńfxą vageltę - fcbjbqbjnł cemrqnjxbjnavr h pułbcnxn Pmrexnfbjn benm mnłbżlł oheqry qyn ubzbfrxfhnyvfgój, qb xgóertb cbeljnł pułbcpój j hyhovbalz glcvr hebql nerfmgbjnartb, anexbglmbjnł vpu, n xvrql hzvrenyv, cbqemhpnł m qbjbqnzv jfxnmhwąplzv an Pmrexnfbjn; ebovł gb avrfgrgl gnx avrfcelgavr, żr zvyvpwn glyxb cemlcnqxvrz fvę grtb mjvąmxh qbcngemlłn.

[1] Otóż 23-letnia wtedy Kamieńska nawiązała romans z żonatym wykładowcą i jednocześnie doktorantem swojej matki. Sołowiow nie był jakoś specjalnie chętny, ale ze strachu przed promotorką przed dwa lata pozwalał się Nastii kochać, zanim dał jej do zrozumienia, że cała sytuacja jednak go nie satysfakcjonuje.

[2] Opowiada oczywiście o wszystkim mężowi, bo szczerość przede wszystkim, po czym ustawia perspektywę:

- (...) Więc mam się szykować do rozwodu? - Losza, jak ci nie wstyd! (...) To tylko praca, Loszeńka. Nic więcej. (...) Losza, przestań się zamęczać, na miłość boską. O tym, że Sołowiow nic dla mnie nie znaczy, wiedziałam już parę lat temu. I wcale nie musiałam go w tym celu odwiedzać. Potrzebowałam jedynie powodu, który mogłam mu podać. (...) Zapomnijmy o tym, Losza, dobrze? Po co robisz z igły widły? Pytałeś, dlaczego nie chcę kolacji, więc odpowiedziałam, że odwiedziłam Sołowiowa. I tyle. Mogłabym ci powiedzieć, że byłam u Tiutkina albo Chrienkina, i spałbyś sobie spokojnie. Nie myśl o Sołowiowie.

[3] Wadim proponuje Oksanie układ - będzie kochanką jednego z współwłaścicieli wydawnictwa przez kilka lat, a potem przejmą wszystkie aktywa wydawnictwa, a Oksana będzie mogła pokierować swoim życiem, jak chce:

Pomimo modnego zawodu i związanego z nim stylu życia Oksana w kwestiach rodziny i małżeństwa wyznawała ugruntowane przez wieki poglądy. Za mąż należy wyjść z miłości, a nie z wyrachowania. Będąc przy tym dziewczyną nowoczesną i nieco zepsutą panującą wokół swobodą obyczajów, w innych sprawach uważała za możliwe wyznawanie bardziej cynicznych zasad. Dla realizacji określonego celu i dla pieniędzy można pójść do łóżka z kimkolwiek, można udawać zakochaną, można odgrywać płomienną namiętność. Ale wyjść za mąż kobieta może tylko za mężczyznę, z którym będzie szczęśliwa przez wiele lat, najlepiej aż do starości.

[4] Jakież okrutne kocopoły o homoseksualiźmie autorka przypisuje Czerkasowowi (i nie tylko):

Próbując zrozumieć swój pociąg do chłopców i znaleźć dla niego logiczne uzasadnienie, dużo czytał, a także kontaktował się z aktywnymi homoseksualistami i odkrył, że pożądanie mężczyzn nie jest brudnym i odrażającym wynaturzeniem, lecz częścią pewnego systemu poglądów estetycznych, których korzenie sięgają, jakkolwiek paradoksalnie to brzmi, dogmatów religii chrześcijańskiej. *Nieprzypadkowo podczas obrzędu chrztu dziewczynek, w odróżnieniu od chłopców, nie dopuszcza się do ołtarza, jako że nawet w niewinnym, mogłoby się wydawać, okresie niemowlęctwa już są uważane za nieczyste*. Miłość między mężczyznami nie jest występkiem, lecz czymś niespotykanie pięknym, jeśli dostarcza radości obu partnerom.

[5] Otóż wywiadowcy nie byli w ogóle objęci żadnym kodeksem pracy, normą były zarwane nocki i weekendy, a dodatkowo, żeby uzyskać cokolwiek u ekspertów, za własne pieniądze kupowali flaszki z dobrym alkoholem, kwiaty i luksusowe czekoladki. Swałow, który zdradził dziennikarzom szczegóły sprawy, chciał wymiksować się z nieopłacalnej pracy, a mógł to tylko zrobić przez szybkie zakończenie śledztwa:

Giennadij Swałow nie lubił pracować w soboty, to było zupełnie oczywiste. Nastia zastanawiała się ze zdziwieniem, jak wygląda jego praca w wydziale kryminalnym, skoro urządza sobie dwa dni wolne w tygodniu.

Inne tej autorki tu.

#74

Napisane przez Zuzanka w dniu środa września 25, 2019

Link permanentny - Tagi: panie, kryminał, 2019 - Kategoria: Czytam - Skomentuj


Ryszard Ćwirlej - Ostra jazda

Tuż przed wyborami w 2015 roku dziennikarz (jak się potem okazuje, z podszeptu byłego SB-ka Bieleckiego) publikuje kłamliwy artykuł sugerujący, że Fred Marcinkowski, aktualnie szef wydziału kryminalnego, donosił SB na kolegów. Asekurancko Marcinkowski zostaje wysłany na urlop, jego stanowisko tymczasowo zajmuje karierowicz/idiota Barszczak, a Blaszkowski z pomocą Brodziaka, jego kumpla Grubego Rycha i - po części odpowiedzialnego za całą aferę - Teosia Olkiewicza usiłują sprawę odkręcić. Jednocześnie trwają też trzy śledztwa - jedno w sprawie śmierci żołnierza na poligonie w Biedrusku, co wojsko usiłuje nieudolnie ukryć, podobnie jak potencjalną kradzież 10 skrzynek trotylu; drugie, w którym znana z “Jedynego wyjścia” starszy sierżant Aneta Nowak chce wykryć, kto zabił prostytutkę pod Wronkami, w czym niespecjalnie pomaga nowy zwierzchnik i trzecie, gdzie poszukiwana jest karetka pogotowia, zwędzona w Szamotułach.

Dużo wątków społecznych - emigracja zarobkowa z Ukrainy (kończąca się, w tym przypadku, handlem ludźmi i zmuszaniem do prostytucji), nieprzepracowana trauma po Afganistanie, dawni aparatczycy z SB, usiłujący użyć dawnych wpływów na swoją korzyść czy wreszcie sytuacja polityczna, która doprowadziła do zwycięstwa PiS. Niestety, i tym razem pojawiają się wątki, które przy stylizacji na PRL mogłam zrzucić na “takie wtedy były czasy”, ale niespecjalnie mogę zaakceptować współcześnie. Olkiewicz, poza knajpą na Półwiejskiej ma także burdel pod Poznaniem, gdzie chętnie korzysta darmo z uciech cielesnych swoich pracownic (nie przepracowują się, bo w końcu ma 80-tkę na karku), przy czym uważa się za dobrego pana, bo nikomu się krzywda nie dzieje, dba o dziewczynki, a że bierze od tego procent, cóż - takie prawa rynku.

Inne tego autora tutaj.

#73

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek września 24, 2019

Link permanentny - Tagi: panowie, kryminał, 2019 - Kategoria: Czytam - Skomentuj


Asyż

[23.08.2019]

Asyż od innych miasteczek różni się kolorem - starówka jest w kolorze kremowego różu. Poza tym, jeśli nie liczyć nieco odmiennego od innych asortymentu sklepów z pamiątkami (od bransoletek z symbolem Św. Franciszka po pełne umundurowanie kościelne), nie różni się od innych miasteczek na wzgórzu. Spędziłam w nim miłe popołudnie, również za sprawą cukierni Gran Caffè (Corso Giuseppe Mazzini, 16A), gdzie Majut dostał pyszne ciasto czekoladowe, które okazało się absolutnie bogatym ganaszem (i które jedliśmy następne trzy dni, a o cenie obiecałam sobie nie wspominać, ale jak pani za ladą wypisuje na kartce cyfry i pokazuje, czy aby na pewno zdajemy sobie sprawę z kosztu, to jednak czasem warto się zastanowić, mogliśmy wziąć jedną porcję na trzy osoby).

Nawet jak niekoniecznie mi w stronę religii, tak kościoły w Asyżu zmiatają z nóg. Niestety, o wstydliwie poukrywanych tabliczkach z zakazem jakiegokolwiek fotografowania przypomina skwapliwie (i po włosku, ale z natężeniem zrozumiałym i nie dla autochtonów) ochrona obiektu. W Bazylice Św. Franciszka zrobiłam jedno zdjęcie, nieco więcej w kościele św. Rufina, gdzie z kolei od aparatu gorszy był mój dekolt, który nakazano przykryć mi granatowym poliestrem.

Parkowaliśmy na parkingu Porta Nuova, którego część jest bezpłatna (ale zwykle zapchana pod korek), a część płatna (ale niedrogo); na starówkę wjeżdża się ruchomymi schodami. Ruchome schody fajne same w sobie.

Widok z murów Asyżu Asyż z daleka / Ruchome schody z parkingu Asyż z bliska Arkady przy bazylice Św. Franciszka / Wnętrze W odcieniach różu Bazylika Św. Franciszka Dawna świątynia Minerwy z zewnątrz / Wnętrze Dolny taras bazyliki Asortyment pamiątkowy / Zejście do bazyliki

Catspotting: 2.

GALERIA ZDJĘĆ.

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek września 23, 2019

Link permanentny - Tagi: umbria, asyz, wlochy - Kategorie: Listy spod róży, Fotografia+ - Skomentuj


Ewa wzywa 07 13-14-15

Henryk Gaworski Fotografia mówi prawdę #013

Spis osób:

  • inżynierowa Irena Biernacka - dobrze zakonserwowana 40-latka
  • inżynier Władysław Biernacki - solenizant, dyrektor i zwierzchnik gości
  • Staszek Biernacki - syn gospodarzy, 20-latek, jest na czym oko zawiesić
  • Henryk Suchocki - się spóźnia na imprezę, ale ma aparat fotograficzny
  • inżynier Roman Berwid - obiecujący pracownik, entuzjasta polowań
  • inżynier Danuta Kawecka - fioletowa blondynka o obłędnej figurze
  • inżynier Fadler - taki trochę mąż przy żonie, chociaż niezbyt wierny
  • Zofia Fadlerowa - z domu Klemmer, wujenka Suchockiego
  • Stefania Olszewska - korpulentna, lubi kwiatowe wzory i nie jest inżynierem ani żoną inżyniera
  • inżynier Rawicz - zarządza karniaki dla spóźnialskich, nie pali
  • kapitan Grot - niby nie traktuje spraw poważnie, ale zaskakuje celnymi uwagami, do tego elegancki
  • porucznik Rybacki - nie jest zachwycony fachowością zwierzchnika, ale zmienia zdanie
  • sierżant Gniotek - dowodzi ekipą poszukiwawczą

Po mocno zakrapianej imprezie u inż. Biernackiego znika Suchocki, urzędnik pocztowy, miłośnik polowań. Milicja przesłuchuje uczestników imprezy i nie jest zaskoczona, że u jednego z gości znajduje zakrwawioną koszulę i aparat fotograficzny zaginionego. Jednak mimo aresztowania, podejrzany zostaje wypuszczony, bo nie ma zwłok ani dowodu, że wyekspediował Suchockiego na tamten świat. Porucznik Rybacki jest zirytowany swoim szefem, bo to jego pierwsza poważna sprawa, a kapitan Grot sobie lekko z niego drwi i wydaje dziwne polecenia, które zaskakująco okazują się mieć sens. Sprawa wyjaśnia się dzięki tytułowemu zdjęciu, absolutnemu przypadkowi (młody Biernacki dwukrotnie obserwuje bardzo dziwne sytuacje) oraz spotkaniu pięknej inżynier Kaweckiej i porucznika Rybackiego. To ostatnie w finale opowieści doprowadziło do spotkania prawie wszystkich obecnych na imieninach Biernackiego, gdzie porucznik prawie że w stylu Poirota wyjaśnił, na czym polegało przestępstwo oraz zapowiedział ślub z panią inżynier.

Rybacki aż gwizdnął z przejęcia.
- Cholera (...)
- Przekleństwa nie powinny raczej wchodzić w zasób słów używanych przez milicję - skarcił go kapitan.

Się je: śledzika (podkład pod wódeczkę), sałatkę, schab na zimno, rybę, jajko, pomidory, sarninę.

Się pije: piwo żywieckie (w kawiarence pod komisariatem), wermut (u znajomego komendanta w Kazimierzu), likier (u Kaweckiej, a atmosfera taka intymna).

Helena Turbacz Świecznik Maurów #014

Spis osób:

  • profesor Antoni Watmar - historyk sztuki, mieszka w bliźniaku należącym do konkubiny
  • Bożena Watmarowa - żona Watmara, bezczelna herod-baba, naukowiec
  • Pułkownik Henryk Bator - znany ze skąpstwa, ale dba o dobro śledztwa
  • Major Andrzej Ruban - wpada na błyskotliwe pomysły, choć czasem groteskowe
  • Dorota Swarożyc - konkubina Watmara, filigranowa i z oczyskami[1], ale też z przeszłością
  • Porucznik Wilczek - kierownik stołecznego oddziału wywiadowców, brzydzi się wodą, bo od tego organizm rdzewieje
  • Doktor Bolesław Swarożyc - lekarz w “psychiatryku”, brat Doroty
  • bezimienny szwagier Watmarowej - kierownik apteki
  • Michał Sykstus - rzeczoznawca-numizmatyk, sąsiad Swarożyców
  • Ryszard Żeruski - fotograf, znajomy i współpracownik Watmara, oldboj
  • Maria - sympatia Żeruskiego, określana przez złośliwe kumy jako rudy koczkodan

Profesor Watmar traci przytomność na pokładzie samolotu Warszawa-Paryż, którym udawał się na konferencję. Po awaryjnym lądowaniu zostaje, wraz z żoną, przewieziony do szpitala w Poznaniu, ale nie udaje się go uratować; lekarze stwierdzają przedawkowanie skopolaminy. Żona okazuje się być w separacji i bardziej jest zainteresowana bagażem byłego męża i kontynuacją podróży. Konkubina profesora, ekspedientka z Desy, jest dla odmiany załamana, a dodatkowo boi się, bo po raz kolejny ma wrażenie, że ktoś w domu szpera i czegoś szuka. Kluczowy jest zabytkowy świecznik z Cordoby, a konkretnie jego kopia, którą profesor przewoził w bagażu. Jak się okazuje, w świeczniku był sprytny schowek na numizmaty. Milicja wpada na pomysł, żeby ustalić, jakie to były monety za pomocą pobrania mikro-próbek z najcenniejszych monet na rynku, rozsianych oczywiście po kolekcjonerach. ”Jak to sobie major wyobraża - skrytykował pomysł inspektora Wilczek. - Panie, daj pan trochę potrzeć tego Wespazjana, bo ja jestem hobbysta pocieracz!”. Zbrodnia - jak się wyjaśnia w toku śledztwa - to efekt chciwości.

Bawiąc-uczyć: starożytne numizmaty (już wiem, co to jest anepigraf).

Się lata: Air France

Się je: na bajecznie kolorowych tackach [stewardesa] roznosiła porcje nadziewanego kurczęcia w przejrzystej galarecie garnirowanej owocami, sardynki, koreczki z kaparami, mikroskopijne kanapeczki z kawiorem.

Się pije: armagnac.

Się czyta: Egipcjanina Sinuhe Waltariego (major).

[1] (“niezła (...) ale z takich, co to najpierw ślub, a później te rzeczy…”).

Artur Morena - Umrzesz o północy #015

Spis osób:

  • Marcin Koriol - prezes spółdzielni INTERPOLEX
  • Artur Morena - narrator, były porucznik milicji, aktualnie pisuje powieści sensacyjne
  • Beata - piękna sekretarka, żona Marcina
  • Robert Koriol - brat Marcina
  • Arkadiusz Koriol - ojciec Marcina
  • Paulina Koriol - żona Roberta, kobieta niemłoda, ale interesująca
  • Franio Glindas - cwaniaczek, ma wyśledzić, kto straszy Marcina anonimami
  • Inspektor Anioł - organizuje wraz z kapralem kocioł w domu Koriolów
  • kapral Ludwik Filipek - sprawny funkcjonariusz, choć młody wiekiem
  • Cyprian Ursyn - agent ubezpieczeniowy

14 maja, godzina 14. Ktoś zaprasza Morenę - jak się okazuje - dawnego znajomego sekretarki Beaty, do siedziby firmy jej - jak się okazuje - męża. Ktoś grozi mu (mężowi, nie Morenie), że zginie tego dnia o północy. Mimo niechęci Koriola do przyjęcia jakiejkolwiek pomocy, wyjaśnia się, że to prawdopodobnie efekt jakiegoś zajścia właśnie z dnia 14 maja w Madrycie przed kilkoma laty. Oczywiście Koriol nie pomaga w żaden sposób, odmawiając odpowiadania na pytania, zamiast tego wraz z Beatą popadając z jednej teorii spiskowej w drugą. Proponuje jednak Morenie, że jeśli przeżyje potencjalny zamach o północy, Morena dostanie brylant o wartości 10 tys. dolarów. Jednocześnie do willi Koriolów wjeżdża milicja, prowadząc podobno śledztwo w sprawie lewej platyny i oznajmia, że nikt nie opuści budynku (również Marcin i Morena). W zamkniętym domu, w pokoju bez okien, Koriol ginie, a zbrodniarz - choć wykryty w ciągu 24 godzin od wprowadzenia Moreny do akcji - uchodzi karze.

Rozwiązanie zagadki jest nieco pretensjonalne: vtłl m gehpvmaą, hzvrfmpmbar j tłójpr ynfxv bsvnel, hehpunzvnar zrpunavmzrz j wrtb jłnfalz mnolgxbjlz mrtnexh - bovr emrpml zbeqrepn cemltbgbjnł mnjpmnfh v mqbłnł cbqzvravć whż j mnzxavęgrw jvyyv.

Dygresyjnie (czytaj: dla wypełnienia stron), Morena opowiada pani Beacie o swoich powodach odejścia/zwolnienia z milicji.

Amatorska psychologia:

Czy przypuszczasz - tak mówił kapitan Anioł - że innych oficerów czy podoficerów milicji nie wzruszają tragiczne niekiedy losy przestępców? Kradzież bochenka chleba popełniona z głodu? Sytuacja najuczciwszego pod słońcem człowieka, który z zazdrości i z szaleństwa do jakiego może doprowadzić miłość, zabija w porywie gniewu zwykłą dziwkę, którą naprawdę kochał, dziwkę wielokrotnie u nas notowaną?

Szowinizm powszechny:

- Kobiety są predestynowane do popełniania głupstw. Jednak od mężczyzn wymagam charakteru i działania z pełną świadomością i odpowiedzialnością. Zabiłbym tego człowieka, już panu powiedziałem. Wtedy Beata wróciłaby do mnie. Ukarałbym ją i byłaby… Czy chciał powiedzieć „szczęśliwa”?

Niektóre kobiety pozbawione są wyobraźni. Może nawet większość kobiet, kiedy myślą lub mówią o mężu.
- Po co jej wyobraźnia -stwierdził lakonicznie kapral - jeżeli ma takie ciało. Z takim ciałem kobieta dalej zajdzie niż z wyobraźnią i inteligencją.

Inne z tego cyklu tutaj.

#72

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek września 19, 2019

Link permanentny - Tagi: panowie, panie, kryminał, 2019 - Kategoria: Czytam - Skomentuj


O tym, jakie kopytka mają alpaki

[15.09.2019]

Żeby nie trzymać Was w niepewności, alpaki mają kopytka miękkie jak psia łapa, zupełnie nie zrogowaciałe, za to - tak jak psy - z pazurami, które trzeba przycinać. Co za tym idzie, zwierzę łatwo sobie może kończynę zranić albo sparzyć o gorący asfalt. Dlatego na spacer z alpaką z “Przytul alpakę” można umówić się późnym popołudniem (w moim przypadku o 17), kiedy już nawet w upalny dzień temperatura spada do akceptowalnych wartości. Może i alpaki nie są specjalnie towarzyskimi zwierzętami (nie kładą się na kolanach, nie merdają ogonem, nie mruczą), ale są absolutnie mięciutkie i cieplutkie, ładnie pachną, pozwalają się przytulić i nawet zbytnio nie brykają podczas spaceru, chyba że znajdą coś soczystego do skubnięcia na poboczu. Aktualnie na spacery wychodzą dwa samczyki - Primek i Ptysiek, samiczki podobno są humorzaste, bo hormon. Poza alpakami, które mają miękkie pyszczki i śliczne rzęsy, w hodowli są dwa małe koty (takie w wersji “weź na ręce, a ja włączę moduł mruczący”) oraz właściciel, który opowiada o alpakach wszystko. I wydaje marchewkę do karmienia.

Na spacer z alpakami można umawiać się jeszcze przez jakiś czas w tym roku, potem dopiero na wiosnę. Adres: Kowalewska 30, Suchorzew, facebook.

GALERIA ZDJĘĆ (niewiele, bo emocji mnóstwo). A o tym, co robiłam do 17, niebawem.

Napisane przez Zuzanka w dniu środa września 18, 2019

Link permanentny - Tag: suchorzew - Kategorie: Listy spod róży, Wielkopolska w weekend, Fotografia+ - Skomentuj


Gorzkie wino

Nastawiłam się na samo dobro: mądrą opowieść o dojrzałych kobietach dla dojrzałych kobiety, w pięknych okolicznościach przyrody (Napa) i jeszcze do tego zabawny (Poehler, Fey, Dratch). Tym bardziej mi szkoda, bo film okazał się - owszem - ładny wizualnie, ale miałki, nudnawy, pełen klisz i nie prowadzący do żadnego katharsis. 6 zaawansowanych wiekowo pań, których jedyną wspólną cechą było to, że 20+ lat temu pracowały jako kelnerki w pizzerii, zjeżdża do pięknej hacjendy w Napa, żeby przez weekendową popijawę uczcić 50. urodziny jednej z nich. Mimo wielu wzniosłych słów o pięknie tak długo utrzymanej przyjaźni (czytaj: rozmawiającymi ze sobą przez telefon i spotykającymi się okazjonalnie) i mówieniu-sobie-wszystkiego, szybko okazuje się, że połowa z pań bynajmniej nie dzieli się swoimi problemami z innymi (jedna straciła pracę i wstydzi się do tego przyznać, druga żyje w fasadowym związku i 50. urodziny są dla niej momentem dramatycznie przykrym, trzecia boi się odebrać telefonu od lekarza, bo obawia się diagnozy nowotworu), a te, które się nimi dzielą, nie trafiają na podatny grunt do rozmowy (pracoholiczka, której koleżanki nie pozwalają mówić o jej karierze, lesbijka, której opowieści o podbojach są zwyczajnie ignorowane czy ostatnia z przyjaciółek, dla której wszystko poza domem jest wyjściem ze strefy komfortu, co stanowi głównie powód do kpin i irytacji). Problem w tym, że wiadomo o tym od samego początku, nie trzeba było angażowania jasnowidzki, która za pomocą kart tarota sprzedaje paniom “złe wróżby” czy wprowadzania Tammy, bezpośredniej właścicielki domu, stanowiącej głos rozsądku. Do tego sama akcja wlecze się, jest przerywana często nie pasującymi gagami bądź piosenkami, śpiewanymi przez bohaterki. Nie wiem, po co jest wprowadzona postać Devona, kucharza-dozorcy-kierowcy, który przez dwa dni gotuje paellę i jest na każdym kroku uciszany przez panie (chyba że chodzi o sprzedanie one-linera “he comes with the house”).

Co na plus - naprawdę piękne pejzaże, dobre aktorki (choć w średnich rolach), całkiem zabawna kpina z tradycji weekendowego wyjazdu na siłę czy artystowskich porywów (wernisaż dzieł ku czci Fran Drescher, jadalne mydełka czy ekologiczna winnica). Ale to trochę mało, żeby nie mieć poczucia zmarnowanego wieczoru.

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek września 16, 2019

Link permanentny - Kategoria: Oglądam - Skomentuj


W Rogalinie bez (większych) zmian

[11.08.2019]

Podobnie jak trzy lata wcześniej, przeszliśmy przez galerię obrazów (za szybko, ale młodzież nie jest wielbicielką sztuki), ogród (za szybko, bo gorąco i nogi-mnie-bolą) i pałac (tempo dyktował audio-przewodnik, więc w miarę). Zmieniło się to, że można już płacić w kasie kartą, a rogalińska biblioteka jest już zapełniona książkami i wygląda jeszcze bardziej olśniewająco. Fotograficznie podobnie jak poprzednio, ale tym razem skupiłam się na oknach. Wyginając się w dziwnych pozycjach, bo dodatkową zasadą podczas zwiedzania jest “podłoga to lawa” - nie można zejść z chodnika i dotknąć parkietu, zmotywowałam jedną z kustoszek do wyciągnięcia telefonu i robienia zdjęć. Eksponatom, nie mnie.

GALERIA ZDJĘĆ oraz poprzednie notki: 2015 * 2013 (październik) * 2013 (maj) * 2012 * 2010 * 2008.

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela września 15, 2019

Link permanentny - Tag: rogalin - Kategorie: Listy spod róży, Wielkopolska w weekend, Fotografia+ - Skomentuj


Dashiell Hammett - Sokół maltański

Panna Wonderly zgłasza się do Sama Spade’a, ponieważ nie może się skontaktować ze swoją siostrą Corinne, która podobnież zadawała się z przedstawicielem półświatka, Floydem Thursbym. Wspólnik Sama, Miles Archer, ostrzy sobie ząbki na uroczą pannę, planując po zakończeniu poszukiwań zająć się nią bardziej intymnie. Wtem coś idzie nie tak, najpierw martwy zostaje znaleziony Archer, potem Thursby. Szybko wychodzi, że panna Wonderly wcale nie ma siostry, nie nazywa się Wonderly, a straszliwie zagmatwana intryga zmusza Spade’a do lawirowania między siedzącą mu na karku policją, a przestępcami, którzy usiłują od mijającej się z prawdą panny wydobyć cenną statuetkę, tytułowego sokoła maltańskiego.

Niestety, jak na top10 wszelkich rankingów powieści kryminalnych, to straszliwie słaba książka. Prowadzenie śledztwa przez Spade’a polega na spuszczaniu łomotu rozmówcom, przeszukiwaniu mieszkań i pokojów hotelowych, nadużywaniu przyjaźni i namawiania znajomych do półlegalnych przysług, podpuszczaniu ludzi na siebie nawzajem, żeby się wygadali, czy wreszcie na piciu sporych ilości alkoholu. Sam Spade jest osobnikiem przeraźliwie antypatycznym, zrzucającym na (tak na oko zakochaną w nim) sekretarkę rzeczy przykre (np. konieczności poinformowania żony Archera, że właśnie została wdową, przy czym sekretarka ma polecenie trzymać ją od niego z daleka, bo wprawdzie Spade z żoną partnera sypiał, ale już go za bardzo irytuje bądź wyjaśniania policji, skąd zakrwawione zwłoki w agencji). Na to wszystko nakłada się rozbuchany erotyzm detektywa: sypiał z żoną partnera (“- Nic nie poradzę, że nie umiem inaczej postępować z kobietami - rzekł tonem skargi - a poza tym nie lubiłem Milesa”), okłamuje klientkę, że ktoś ją śledzi, więc dziewczę zostaje więc u niego na noc (z wiadomym skutkiem), wielokrotnie obraża swoją sekretarkę (”- Jesteś aniołem - rzekł z czułością poprzez dym - moim aniołkiem z pustą głową. Uśmiechnęła się trochę kwaśno”) czy wreszcie do każdej kobiety pcha się z łapami - tu przytuli policzek do biodra stojącej obok niego sekretarki lub szarpnie w zdenerwowaniu jej ramiona, tu oprze dłoń na “pulchnym ramieniu” telefonistki, tam kładzie dłoń na gładkim, nagim ramieniu klientki albo na jej kolanie.

Spoiler alert! Doskonałym podsumowaniem jest wyimek z posłowia, autorstwa Krzysztofa Zarzeckiego: “I nie okaże się bynajmniej rycerzem z dawnych romansów, który na koniec poprowadzi swoją wybrankę do ołtarza, lecz gorzkim realistą z nowoczesnej powieści, który odda w ręce policji przewrotną klientkę, mimo że wziął od niej pieniądze, przespał się z nią po drodze i ciągle nieobojętne mu są jej wdzięki”. (posłowie).

Się je: nóżki w galarecie, kanapki z pasztetówką i peklowaną wołowiną, jajka, bułki i sok pomarańczowy bądź jajecznicę na bekonie i grzanki z marmoladą na śniadanie, kotlet, pieczony kartofel i sałatkę z pomidorów na obiad.
Się pije: bacardi, brandy, johnnie walker, cocktail manhattan.

#70 + ponownie przeczytany #71 Łups!.

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota września 14, 2019

Link permanentny - Tagi: panowie, kryminał, 2019 - Kategoria: Czytam - Komentarzy: 4


Émile Ajar - Życie przed sobą

Schyłek lat 60., Paryż. Belleville, dzielnica pełna kolorowych emigrantów, na szóstym piętrze bez windy mieszka Momo, kilku-kilkunastoletni (do pewnego momentu sam nie wie, ile ma lat) Arab. Opiekuje się nim pani Roza, chorobliwie otyła stara Żydówka z Polski, cudem uratowana z obozu (do dziś trzyma pod łóżkiem portret Hitlera, co stanowi pocieszenie w trudnych chwilach, bo ona żyje, a on nie). Kiedyś była prostytutką, “radziła sobie” na ulicy, obecnie zajmuje się dziećmi innych dam ulicznych, którym nie wolno oficjalnie mieć dzieci, nawet jeśli mają “strączyciela”. Narracja Momo, chłopca wychowywanego przez całą dzielnicę - lekarza-społecznika, transwestytę Lolę, lokalnych sprzedawców czy liczne damy negocjowalnego afektu, w przerażający sposób pokazuje (co potęgowane jest naiwną narracją przedwcześnie dojrzałego dziecka) zaniedbania społeczne w środowiskach emigranckich i tych, którzy żyją na obrzeżach legalności.

Oprócz przemycanej między wierszami historii życia Momo, to bardzo fizjologiczna opowieść o umieraniu. Momo zdaje sobie sprawę, że zdrowie pani Rozy coraz bardziej szwankuje, nawet nie przez to, że mieszkają na 6. piętrze, ale z powodu postępującej degeneracji jej mózgu z powodu problemów z krążeniem (według Momo cierpi na “amnestię”). Pani Roza również zdaje sobie z tego sprawę, a jej największą obawą jest śmierć (a wcześniej długa wegetacja) w szpitalu, którego - jak i wszystkich innych służb socjalnych - panicznie się boi. Pani Roza jest jedyną osobą, którą funkcjonalnie osierocony Momo kocha; chce zrobić wszystko, żeby złagodzić jej cierpienie odchodzenia, na tyle, na ile dziecko jest w stanie pomóc. Celne spostrzeżenia Momo, czasem zabawne swoją świeżością, podkreślają tylko grozę opisywanej historii (svanyavr pułbcvrp hxeljn cnavą Ebmę j cemltbgbjnarw cemrm avą abemr j cvjavpl, tqmvr bcvrxhwr fvę cemrm gltbqavr wrw ebmxłnqnwąplz fvę pvnłrz).

Nie znałam wcześniej nazwiska autora, zapewne dlatego, że pseudonim Romaina Gary’ego, którego już bardziej kojarzę (choć nic nie czytałam).

#69

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek września 13, 2019

Link permanentny - Tagi: panowie, beletrystyka, 2019 - Kategorie: Słucham (literatury), Czytam - Komentarzy: 2


Kjell Ola Dahl - Lodowa kąpiel

Grudzień. Zimno. Zwykli ludzie szykują się do świąt - przygotowują świąteczne potrawy i wymieniają się przepisami (autor czasem również), kupują prezenty i choinki. Tymczasem ekipa z Oslo, składająca się z Gunnarstrandy (którego partner Frølich jest zawieszony po wydarzeniach poprzedniego tomu, pojawia się tylko jako osoba doradzająca), Leny Stigersand, Emila Yttergjerde (dość lekkomyślnie podchodzącego do swojej pracy) oraz Farteina Rise (z ciężko chorym dzieckiem, nieco odsuwanego na drugi tor) wyjaśnia niezależnie kilka spraw: śmierć bezdomnej narkomanki w metrze, list z pogróżkami do posłanki, w którym grożą jej śmiercią czy wreszcie śmierć pracownika agencji rządowej, który wracając z uroczystej kolacji wpadł do portowego basenu. Osią akcji jest śledztwo w sprawie utonięcia (morderstwa, nie wypadku), prowadzone przez Lenę, która szybko odkrywa, że wszystkie trzy sprawy się ze sobą łączą, diagnozuje u siebie raka piersi i dodatkowo nawiązuje romans z dziennikarze, Steffenem Gjerstadem, który jest uroczy, ale nie waha się rzucić Leny na pożarcie, gdy w grę wchodzi chwytliwy artykuł.

Ten tom cierpi trochę na tym, że Lena ignoruje polecenia służbowe, kontynuuje śledztwo mimo wyraźnego zakazu Służby Bezpieczeństwa (PST), przez co o mało co nie ginie z rąk groźnego zbrodniarza (i o mało co nie rozwala poważnej sprawy PST) i - oczywiście - nikomu nic nie mówi prawie do samego końca. Społecznie - jest o oswajaniu choroby, w tym wsparciu kolegów z pracy i szefa (Rindal, mimo że podejmuje niekoniecznie popularne decyzje, działa całkiem racjonalnie).

Inne tego autora tu.

#68

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek września 10, 2019

Link permanentny - Tagi: panowie, kryminał, 2019 - Kategoria: Czytam - Skomentuj