Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

O koloniach na Dębcu (1)

Jeżdżąc po Polsce, trafiliście już zapewne na określenie "kolonia", które nie oznacza bynajmniej wyjazdu letniego dla dzieci i młodzieży, tylko odrębną jednostkę administracyjną. W Poznaniu koloniami określa się osiedla budowane czasem przez znanych architektów w okresie międzywojnia. A ponieważ w najbliższej okolicy spacerowej mam kilka, to mogę okazać.

Kolonia mieszkaniowa przy ul. Wspólnej w Poznaniu, mieszcząca się między Wspólną, Tokarską i Rolną, została zaprojektowana przez Władysława Czarneckiego i wybudowana w 1927 roku. Wzorowana na wiedeńskich Arbeiterhofach, jest w zasadzie jednym budynkiem w kształcie prostokąta, z dużym dziedzińcem pośrodku; podwórko ma ponad 8 tys. m² i jest najprawdopodobniej największym podwórkiem na świecie. W założeniu na podwórzu miała powstać pralnia samoobsługowa (mieszkania były zbyt małe, żeby dało się w nich trzymać własną pralkę) i ochronka dla dzieci mieszkańców, ale było to podobno zbyt awangardowe rozwiązanie. Ostatecznie powstał teren zielony, po wojnie zabudowany garażami i szopkami wbrew zamysłowi architekta. Aktualnie z podwórza pozostał ring dookoła, służący do komunikacji i parkowania licznych samochodów, na środku jest ogrodzone boisko i garaże. Żeby dostać się do środka, trzeba trochę cierpliwości - często ktoś wyjeżdża lub wjeżdża samochodem albo wchodzi do jednej z licznych klatek schodowych.

GALERIA ZDJĘĆ.

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek lipca 23, 2020

Link permanentny - Kategorie: Fotografia+, Moje miasto - Komentarzy: 2


Devs

Zwyczajny dzień w San Francisco. Sergei, młody obiecujący programista, pokazuje właścicielowi firmy, Fosterowi, obiecującą prezentację. Szef jest zachwycony i proponuje mu awans do tajemniczego acz prestiżowego działu, nazywanego po prostu DEVS. Na miejscu okazuje się, że to mokry sen geeka - kubistyczne laboratorium zawieszone w próżni, superkomputer kwantowy o niewyobrażalnej mocy i algorytm, który sprawia, że Sergei wpada w przerażenie. Ale zanim wyjaśni się, czemu tak go to przestraszyło i co do cholery robią w tym laboratorium (poza tym, że nie umieją naprawić ciągle mrugającego światła, oszalałabym tam), bardzo smutny Foster bierze młodego na stronę, po ojcowsku go przytula i udzial mu rozgrzeszenia, po czym każe go zabić swojemu szefowi ochrony. Od tego momentu zaczyna się właściwa akcja - Lily, dziewczyna Sergeia, usiłuje odkryć, czemu jej chłopak nie wrócił do domu.

Jaki to jest wciągający serial! Z jednej strony thriller typu trust no one, szpiedzy, ucieczki, hackowanie, włamania i wszechmocny multimilioner z idée fixe, z drugiej to filozoficzna przypowieść o determinizmie, wolnej woli, przyczynie i skutku. Na FB pisałam już o zakończeniu - dla mnie jest satysfakcjonujące i choć trochę wyjaśniające sens na pierwszy rzut oka nieludzkiego postępowania niektórych bohaterów. Nie wszystko mi się podobało i nie wszystko akceptuję (np. jak jestem w stanie uwierzyć, że da się zrobić komputer o takiej mocy, że będzie w stanie wyliczyć wszystkie możliwe stany od danego momentu, tak wybór tej jednej konkretnej ścieżki tak w przód, jak i w tył, którą podążyła rzeczywistość, już wydaje mi się zbyt abstrakcyjny; jest trochę typowych strzelb Czechowa w fabule), ale poza tym zachwycało mnie wszystko. Doskonały, szalony Nick Offerman (wprawdzie nie doczekałam się, aż rzuci sążnistym żartem Rona Swansona[1], ale lekka szydera z administracji państwowej była), nieoczywista bohaterka[2], lokalizacje tak przepiękne - zwłaszcza San Francisco - że nic tylko brać paszport i lecieć (oh wait, pandemia) i niesamowite efekty wizualne.

[1] Wiem, nie napisałam nigdy o “Parks and Recreation”, ale koniecznie idźcie obejrzeć.

[2] W ogóle obsada w Devs spełnia mnóstwo zasad równościowych. Główna bohaterka nie wygląda jak z okładki czasopisma dla panów, jest androgyniczna, ma azjatyckie rysy (wprawdzie w serialu sugerują pochodzenie chińskie, ale aktorka jest w połowie Japonką), nie ma widocznego makijażu ani burzy loków. Pojawia się naukowczyni - jeżdżąca na wózku kobieta z artrogrypozą (Liz Carr), zaś w roli genialnych programistów pojawiają się ciemnoskóry, stary mężczyzna oraz chłopiec, grany przez kobietę (co w efekcie daje ciekawy efekt transpłciowości).

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek lipca 20, 2020

Link permanentny - Kategorie: Oglądam, Seriale - Skomentuj


Ewa wzywa 07 73-74-75

Maciej Z. Bordowicz - Handlarze jabłek #073

Spis osób:

  • Krawczuk - milicja, młody chłopak o kędzierzawej czuprynie
  • Kołdak - milicja, kudłaty rudzielec w cyklistówce z orzełkiem
  • doktor Sarnicki - opiekuje się rannym
  • porucznik Marian - milicja, zwany Komendantem, młody niebieskooki mężczyzna
  • Jan Jeżewski - milicja, nie ogolony i zaniedbany, z twarzy widać, że dużo zniósł i dużo przeszedł
  • Jeremiasz Listwa - milicja, wysoki, żylasty, w za małym dla niego mundurze
  • Wiktor Malarczuk - ps. Wertep, duży, z głupkowatym wyrazem twarzy
  • „Siarka" - milicjant, wielki dryblas
  • Grom - dowódca “Wertepa”, mityczny szef organizacji podziemnej
  • Antoni Malarczuk - nauczyciel, ojciec “Wertepa”
  • Maria Malarczuk - matka
  • Woźny - szczęśliwie uratowany przez problemy żołądkowe
  • “Łysy” - więzień, chudy, zniszczony, z pokaźną łysiną i brwiami prawie przy rzęsach
  • “Hiszpan” - więzień, cyniczny, z wąsikiem
  • Józek - milicjant z karabinem
  • Kazimierz Jazgarz - prokurator powiatowy, niski i krępy, ale silny
  • ”Mięta” - milicjant, młody z wypomadowaną czupryną, miał bogate życie towarzyskie
  • Irka - czarnowłosa i z pięknymi ustami, flama Mariana
  • ojciec Irki - sadownik
  • “Melancholik" - amator piwa i młodych kobiet
  • Zenek - kuzyn “Melancholika”
  • Władek - listonosz, starszy, siwiejący człowiek, ale zaskakująco sprawny

Niedługo po wojnie. Milicja schwytała 5 mężczyzn, wśród których podobno jest “Grom”, przywódca bandy, która mordowała mieszkańców okolicy, wymierzając im “sprawiedliwość” za kolaborację z “bolszewickimi pachołkami”. Niestety, nie wiedzą, który z nich to właśnie on; wie to aresztowany członek bandy, “Wertep”, który jest lojalny do momentu, kiedy milicja nie wykazuje, że “Grom” zabił i jego rodziców. “Wertep” chce zeznawać, ale ktoś wbija mu strategicznie nóż, nie zabija od razu, ale prawdopodobnie delikwent długo nie przeżyje. Problem w tym, że albo ktoś rzucił super celnie nożem zza okna, albo - co bardziej prawdopodobne - więźnia zabił jeden z milicjantów, który jest byłym członkiem bandy. Milicjanci incognito wiozą więc “Wertepa” do miasteczka przebrani za handlarzy jabłkami, licząc, że ten dożyje i wskaże bandytę.

To bardzo chaotyczny tomik, pełen przemocy, krzyków i decyzji podejmowanych ad hoc. Nikt nikomu nie ufa, nie ma żadnych procedur, widać, że nawet milicjanci są silnie straumatyzowani przez wojnę. Drogę do prowizorycznego więzienia obstawia reszta bandy, wykolejony pociąg, ciemność; ewidentnie autor szedł na wysoki poziom dramy.

Jest za seksizm:

- Ty... Ty w tym lesie to lepiej przyciśnij - mruknął Kołdak.
- Przycisnąć to se możesz babę do płotu! - warknął Krawczuk.

Inne tego autora tutaj.

Maria Osiadacz - Trop wiedzie w historię #074

Spis osób:

  • profesor Osadnicki (70) - pedagog, w czasie wojny prowadził tajne komplety i był partyzantem
  • Brynicki (26) - doktorant Osadnickiego, bardzo obiecujący historyk
  • Karolowa - gospodyni Osadnickiego
  • Leokadia Sałakowska (Lonia) - wychowanica Osadnickiego, chce się wydać za mąż, zwana “księżycową panienką”
  • kapitan Witold Januszkiewicz - w pracy dość zgryźliwy, pracoholik
  • Julian Łabęcki (25) - według profesora chłystek i bez perspektyw, stara się o rękę Loni, zupełnie nie Herkules
  • Panna Zosia - maszynistka, doskonale parzy kawę, ale nie stosuje się do RODO
  • porucznik Jerzy Łęski - dla dobra sprawy daje sobie postawić horoskop
  • kapitan Zbigniew Kuklowski - miły i poważny, tropi zbrodniarza wojennego
  • Jacek - młodociany z doskonałą pamięcią
  • Marek - młodociany z predylekcją do samochodów
  • Halina - siostra kapitana Januszkiewicza, studentka, woli mieszkać z bratem niż w akademiku
  • Basia - sekretarka Januszkiewicza
  • Daniel Złociński - pomocnik buchaltera w tartaku

Profesor Osadnicki szykuje się do długo wyczekanego urlopu, niestety tuż przed opuszczeniem domu ktoś, anonsując się jako pracownik elektrowni, wchodzi i morduje go z zimną krwią, po czym wsiada w samochód i ucieka. Niedługo potem zwłoki profesora odkrywa odrzucony kandydat do ręki profesorowej wychowanki, ale nie zgłasza tego milicji, tylko ucieka. Zbrodnię zgłasza asystent profesora, zaniepokojony niezwykłą niepunktualnością. Milicja szybko odkrywa, że poza drobną biżuterią z gabinetu zniknęły dokumenty z czasu wojny, a jakiś czas wcześniej profesor miał być poproszony o identyfikację potencjalnego zbrodniarza wojennego. Nietypowo, w drugim wątku narrator pokazuje postać mordercy i próbuje wyjaśnić jego motywacje (nie żeby się specjalnie starał czyny motywować, raczej skupia się na zacieraniu śladów i cieszy z przeprowadzonej sprawnie akcji).

Do wykrycia sprawcy przydają się sprytni chłopcy, co to haratają w gałę na podwórku i śledzą każdy samochód w okolicy. Kapitan Januszkiewicz dodatkowo czerpie pozazawodową przyjemność z kontaktów z osieroconą po raz kolejny panną Leokadią.

Się leczy: grypę mocną herbatą, kieliszkiem spirytusu i cytryną.
Się cytuje: Pana Tadeusza.

Marian Łohutko - Czarno na ulicy Błękitnej #075

“Osoba, która w czasie kąpieli zgubiła sztuczną szczękę, proszona jest o zgłoszenie się z dowodem osobistym do ratownika”.

Spis osób:

  • Grzegorz Zięba - narrator, były oficer milicji, pechowo poszedł za przynętą
  • Joanna Dolińska - była flama Grzegorza, kobieta z przeszłością, ale bez przyszłości
  • major Szymański - zastępca komendanta, znajomy Grzegorza
  • podpułkownik Jańczak - zarządza śledztwem
  • kapitan Krzemień - prowadzi śledztwo, żonaty i z dziećmi, ale to mu nie przeszkadza
  • Jan Trzeciak - właściciel garażu - miejsca zbrodni, unika odpowiedzi
  • Karol Wierzbicki - dawny najemca garażu, podobno poczucie winy zmusiło go do samobójstwa
  • porucznik Kowalczyk (27) - temperament południowca, incognito zażywa widoku na Krupówki
  • Leon Wierzbicki - brat Karola, mieszkaniec Krakowa, zginął 10 dni przed bratem
  • porucznik Walkowiak - KM Kraków, udaje złotą młodzież w “Paprotce”
  • Helena Jaskuła - właścicielka pensjonatu “Paprotka” w Zakopanem, oskarżana anonimowo o wszelkie zło
  • Nestor Paliżyto - każe się nazywać Arturem, twardy negocjator
  • Walczak - młody wywiadowca, #pieszopomieście
  • Janusz Owczarek - aresztowany za kradzież tranzystorowych radioodbiorników
  • Wiktor Zieliński - ubrany w Bóg wie co, jakieś kwiatki, chusteczki, jak jaki pederasta

Narrator, który przedwcześnie wrócił z urlopu nad morzem do Warszawy, znajduje w kieszeni klucz[1] i tajemniczą wiadomość, która kieruje go na ulicę Błękitną. W garażu, do którego pasuje klucz, znajduje zwłoki swojej byłej dziewczyny. Aresztowanie, przesłuchanie, alibi, uwolnienie. Milicja prowadzi szeroko zakrojone śledztwo (kursują na linii Warszawa-Kraków-Zakopane), bo z garażem łączy się nie jedna, a dwie śmierci. Grzegorz rozpoczyna oczywiście własne dochodzenie, kręcąc się w miejscach, w których bywał z dawną dziewczyną. Dzięki temu rozpoznaje tajemniczego mężczyznę, który przed nim ucieka, a że milicja go śledzi, ma ułatwione zadanie.

Intryga jest bardzo skomplikowana, osią są przestępcy, którzy najpierw okradają państwo polskie i obywateli, potem - kiedy ich współpracownicy chcą odejść - robią im wbrew, co prowadzi do sfingowanego włamania, dwóch (a może i trzech?) morderstw, szantażu, wymuszenia i porwania.

[1] Niestety, autor nie wpada na pomysł, żeby wyjaśnić, jak się klucz w kieszeni eks-milicjanta znalazł. Podobnie nie wiadomo, jak milicja wpadła na trop Wiktora.

Się urządza przyjęcie: francuskie koniaki, kawior, łosoś, ostrygi.
Się pali: ekstramocne.

Inne tego autora:

Inne z tego cyklu tutaj.

#92

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela lipca 19, 2020

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: 2020, kryminał, panie, panowie, prl - Komentarzy: 2


Jaroslav Rudiš - Grandhotel

W małym sudeckim miasteczku Liberec o skomplikowanej wielonarodowej historii, która zaowocowała wielopoziomową zmianą nazw ulic i miejsc, na szczycie góry Ještěd stoi nietypowy architektonicznie hotel. Fleischman (przez jedno “n”, drugie zgubiło się w zaułkach XX wieku), narrator historii, to przynieś-podaj-pozamiataj w hotelu, którym zarządza jego daleki kuzyn, Jegr. Ale to nie tak, że to historia od zera do bohatera, bo Fleischman nie chce osiągnąć nic. Jest szczęśliwy, kiedy nikt się go nie czepia i kiedy może obserwować pogodę. Osierocony w dramatycznym wypadku przez rodziców, nie mający nic poza walizką z listami z Niemiec pod łóżkiem i traumatycznie nie potrafiący opuścić Liberca, jest jednak dobrym obserwatorem i chętnie o wszystkich opowiada. Niechętnie zdradza jednak swoją przeszłość, nawet na terapii. Z obserwacji Fleischmana wynika, że niekoniecznie jest tak, że to tylko on jest wariatem - Jegr to podstarzały erotoman, skupiony na pamiątkach po socjalistycznych turystkach, z którymi się przespał, Franz - emerytowany gość hotelowy z Niemiec - przyjechał do Liberca ukradkiem rozsypać prochy swoich nieżyjących kolegów, którzy pochodzili z Sudet, ale musieli odejść z miejsca urodzenia, Ilja, robiąca sobie codziennie zdjęcia, Patek uwielbiający USA, chociaż chyba tam nigdy nie był i sprzedający magiczny płyn Happy Life czy Zuzana, szukająca wielkiej miłości i czerpiąca życiową wiedzę z quizów typu “jakim pokemonem jesteś”.

Lubię ten typ narracji, który stopniowo odsłania kolejne warstwy - Fleischman nie jest do końca uczciwy w swojej opowieści, trochę zataja, trochę przekłamuje. Skupia się na kompulsywnym onanizmie do zdjęć prezenterki pogody i budowie balonu, którym wreszcie będzie mógł opuścić Liberec drogą poprzez chmury. To poza i sztuczny dystans do życia i wspomnień, które bez tego byłyby nie do wytrzymania. Ale to czeska opowieść, w której jest równowaga nastrojów - dramat przeplata się z groteską i ironicznym poczuciem humoru.

Inne tego autora tutaj.

#91

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota lipca 18, 2020

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: 2020, beletrystyka, panowie - Skomentuj


Paul Auster - Lewiatan

Peter, literat, dowiaduje się od oficerów FBI, że w wybuchu bomby-samoróbki zginął niezidentyfikowany człowiek, w którego rzeczach znaleziono numer telefonu literata. To wystarcza, żeby Peter wszystko zrozumiał - ofiarą wybuchu jest Ben Sachs, jego najlepszy przyjaciel. Nie spieszy się jednak z podzieleniem się tą wiedzą z agentami, wybiera opcję napisania powieści o Sachsie, żeby oddać mu należną uwagę i obiektywną ocenę.

Bardzo mi w klimacie przypomina powieści Franzena. To retrospektywna opowieść o przyjaźni Petera i Bena, burzliwym małżeństwie Bena z Fran oraz o romansach obojga i wreszcie o chwili, która zmieniła życie pisarza i felietonisty, przez co stał się wyrzutkiem i terrorystą, wysadzającym w powietrze repliki Statuy Wolności. Jak to u Austera, to historia o przypadku - między innymi erotycznej rozmowie na schodach zakończonej wypadkiem, zagubieniu w lesie prowadzącym do śmierci dwóch osób, czy - wcześniej - ekscentrycznym pomyśle performerki, szukającej właściciela notesu. Każda z tych scen mogła mieć inny finał, ale zebrane w ciąg przyczynowo-skutkowy doprowadziły właśnie do tego momentu, kiedy agenci odwiedzają Petera.

Inne tego autora tu.

#90

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek lipca 16, 2020

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: 2020, beletrystyka, panowie - Skomentuj


W głębi lasu

Fabułę streszczałam przy okazji lektury książki, więc może nie będę szczegółowo powtarzać, bo główne wątki się zgadzają - 25 lat wcześniej zaginęła siostra głównego bohatera, aktualnie prokuratora, który do dziś usiłuje odkryć, co zaszło pewnej nocy w lasach. Dodatkowo jest wdowcem, samotnie wychowuje córkę, współpracuje ze szwagierką w fundacji prowadzonej wcześniej przez żonę, a aktualnie prowadzi trudną sprawę o gwałt. Problem tylko tkwi w szczegółach. Zadam to pytanie wprost - po co brać amerykańską do bólu książkę i tłumaczyć ją na polskie realia (profilowanie rasistowskie, bogaci chłopcy z ekskluzywnej uczelni, pogrobowcy KGB, były hippis organizujący hobbystycznie egalitarne obozy dla młodzieży, amerykańskie prawo - odszkodowania i brak immunitetu dla prokuratora) oraz przenosić ją o kilkanaście lat (oryginał opisywał wydarzenia z 1986 i 2006) ze szkodą dla fabuły? Wiem, odpowiedź brzmi “dla sławy”. I nie ratuje tej książki niezły zespół aktorów (i zdecydowanie lepiej wypada młodzież niż starsi), świetna polska muzyka i całkiem zgrabne dialogi. Bo logika siada na każdym kroku - szantażowany prokurator nie wykonuje żadnej akcji w związku z tym, że ojciec podejrzanego wywiera na niego presję; przechodzi bez słowa nad tym, że ktoś wysłał mu prywatny intymny film z jego zasobów (w ogóle nadużywane jest magiczne słowo “w chmurze”); skąd się wziął “pamiętnik” dostarczony Laurze; badanie DNA znalezionego szkieletu zostaje zlecone trzy odcinki po wykopaniu, trochę na zasadzie olśnienia; dramatyczne i ciekawe śledztwo przed procesem o gwałt zostaje sprowadzone do “o, ktoś nagrywał filmik, to nam rozwiąże sprawę” (i znowu w sukurs przychodzi “w chmurze”).

Uprzedzając pytanie, czy warto - niekoniecznie. Lepiej książkę, a jak serial, to są lepsze polskie kryminalne. Chyba że ma się nostalgiczne wspomnienia z lat 90., to kawałki retrospektywne są nieźle odrobione. Albo jak się lubi Damięckiego, Grochowską, Jakubika czy Kolak (pani naczelnik świetna!).

EDIT: Ponieważ w wielu miejscach aż pulsuje od "świetny serial, ale to otwarte zakończenie i nierozwiązane wątki aż się proszą o drugi sezon", to tutaj jednak autorytatywnie stwierdzę, że otwarte wątki to niedoróbki scenariuszowe, a zakończenie jest raczej #zdupy, ale zamknięte.

Napisane przez Zuzanka w dniu środa lipca 15, 2020

Link permanentny - Kategorie: Oglądam, Seriale - Komentarzy: 3


Helena Sekuła - Dziewczyna znikąd

Nieznany polski fotograf Radley[0] nagle wypływa na paryskich salonach; polska prasa jest oczywiście podzielona[1], ale skoro światowa sława, to na wernisażu fotografii w Warszawie zbiera się sama śmietanka towarzyska i artystyczna. Problem w tym, że wernisaż odwiedzają też kieszonkowcy. Portfel traci pułkownik Lis, chargé d'affaires ambasady francuskiej, znany pisarz, prokurator, minister, słynna aktorka, wpływowy prezes, korespondent zagraniczny „Paris Match”, attache prasowy ambasady Iranu, ambasador JKM królowej Holandii, wreszcie sam Radley, a nawet szef ochrony, porucznik Cieślik. Major Korosz dostaje więc do wyjaśnienia najpierw sprawę samych kradzieży, potem - po owocnym spotkaniu z doliniarskim półświatkiem u Dziadka Truciciela - dochodzą do tego kolejne sprawy pobić niepokornych kieszonkowców. W drugim wątku pojawia się postać Zuzanny, przerażonej 19-latki, odratowanej przez żyjących nieco poza społeczeństwem kamieniarzy. Dziewczyna trafia do Radleya jako asystentka, okazuje się mieć doskonałe oko do fotografii, nieco gorzej jej idzie na gruncie towarzyskim, co prowadzi do związania obu wątków demoniczną postacią Hrabiego Siekierek.

Jaki to jest pyszny kryminał. Milicja sobie kpinkuje[2] i amosfera ogólnie jest raczej wesoła. Major Korosz ma spore rozeznanie w środowisku doliniarzy, więc nie waha się nadać im sprawy honorowej i - absurdalnie - jego prośba jest respektowana. Kawałek akcji odbywa się w pociagu, gdzie pełen wersal[3]. Sprawa zostaje rozwiązania dzięki wystawianiu na wabia “ładnych dziewczyn (...) - zdecydował major. - Niech mieszkają w hotelach, jeżdżą samolotami i w ogóle: turystki. Niech obnoszą pierścionki, bransoletki i wszelkiego rodzaju świecidełka” i częstowaniu podejrzanego piwem w upał w celu zebrania odcisków. Major Korosz unika śmierci dzięki swojemu ukochanemu psu, Owieczce[4].

Się je: pieczoną gęś z jarzynami (u Dziadka Truciciela), międzynarodowe rarytasy na przyjęciu w ambasadzie: A stoły przedstawiały rzeczywiście pełne zbratanie narodów. Połyskliwe ziarnka ciemnego kawioru z Astrachania sąsiadowały z obłożonymi lodem półmiskami bladych małży z wybrzeża Atlantyku, portugalskie sardynki z produktem winnic Szampanii, a różowe płatki polędwicy i butelki polskiej Żubrówki stały w zgodzie z ciężkim winem hiszpańskim.
Się pije: eksportową, koniak z mlecznej drogi (martell z pięcioma gwiazdkami).
Odniesienia literaturowe: “Zły”, “Zbrodnia i kara”.
Bawiąc-uczyć: grypsera.
Czego się nie leczy wódką: zapalenia płuc.

[0] Czy to jest polskie nazwisko?

[1] Oczywiście sukcesy warszawskiego fotografika nie pozostały bez echa w kraju. Kilku poszukującym tematu krytykom stworzyły okazję do napisania ciętych artykułów, w których pognębili swoich kolegów po fachu, przypisując krytyce polskiej kompromitujący brak zainteresowania rodzimymi talentami, co - o hańbo! - robi za nią, jak zwykle, zagranica. Wielu poczuło się dotkniętych osobiście - mimo że w enuncjacjach nie wymieniono żadnego nazwiska - więc grupa recenzentów „dotkniętych" odpowiedziała natychmiast na napaść z temperamentem i swadą.

[2]

- Pieniądze przechowuj w PKO! - z namaszczeniem pouczył Korosz.

- Kiciu - zaczął miękko do dyżurnego. - Zbierz ten cały ogródek jordanowski, a szczególnie pierwszą zmianę i bądź uprzejmy zawiadomić ich, że... są wały, a nie tajna służba, paskudnie wystawione do wiatru przez dolinę…

- Zaleciłem funkcjonariuszom godną postawę do spokojnych obywateli i zdecydowaną do elementu przestępczego…
Pierś inspektora rozdarło ciężkie westchnienie, zrezygnowany wsparł głowę na ręku - kapral należał do typu milicjantów elokwentnych, będących postrachem zarówno spokojnych obywateli, jak i swych zwierzchników.

- Znów mnie major uwielbia? - skromnie zapytał Cieślik. - To bardzo dobrze. Ja mogę pracować tylko w atmosferze miłości i łagodnego traktowania.

- Widzicie, to dlatego, że ja nie mam serca do tego pomysłu.
- Ciekaw jestem, do czego macie serce?
- Tak w ogóle to do dziewczyn — zwierzył się porucznik.

[3] W ogólnym pośpiechu i nerwowości tylko bileterzy byli opanowani, spokojni. Wiedzieli, z jakiego toru odjeżdża jaki pociąg, gdzie stoi automat z biletami peronowymi, którędy się idzie do restauracji pierwszej klasy. Sprawdzając bilety, równocześnie informowali podróżnych chętnie i wyczerpująco.

[4] Major wychował tego czworonoga od szczeniaka — stał się jego właścicielem w trochę niecodziennych okolicznościach — bardzo się do niego przywiązał, twierdził, że jest to owczarek podhalański i rodowód ma starszy niż Bourboni. (...) Znajomi inspektora, znając jego słabość, pokpiwali, że pies jest przerasowany, ponieważ ma każdą łapę z innej rasy, tchórzliwy i posądzali go o brak psiego charakteru. Mimo że nosił dumne imię Tygrys, nadane mu przez majora, przezywali go Owieczką. Majora z początku trochę to gniewało, ale po pewnym czasie — ponieważ pies reagował również i na to zawołanie — sam przyzwyczaił się do nowego miana i też nazywał go Owieczką.

Inne tej autorki tutaj.

#89

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek lipca 14, 2020

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: 2020, kryminał, panie, prl - Skomentuj


O alpakach i zbożu

[5.07.2020]

Na specjalne życzenie Majuta ponownie pojechaliśmy do Suchorzewa przespacerować się z Ptysiem i Primem przez łąki i pola. Niestety, Ptyśka na zdjęciach mało, bo prowadził go Majut, a Majut sobie nie życzy publikowania zdjęć. Z obserwacji - lubią kolczaste gałązki jeżyn, koniczynę i wchodzić w szkodę.

GALERIA ZDJĘĆ i ubiegłoroczny spacer. Jeśli chcecie na spacer z alpaką, umawiacie się przez FB.

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek lipca 13, 2020

Link permanentny - Kategorie: Listy spod róży, Wielkopolska w weekend, Fotografia+ - Tag: suchorzew - Skomentuj


Co robimy w ukryciu

Po pełnometrażowym filmie o tym, co współczesne wampiry robią w ukryciu, Taika Waititi i Jemaine Clement zaprosili ekipę filmującą do nieco zaniedbanego domu na Staten Island. Mieszkają tu cztery wampiry - Nandor, Nadja, Laszlo i Colin Robinson; pierwsze trzy są kilkusetletnimi klasycznymi wampirami, zaś Colin to nowszy rodzaj - wampir energetyczny. Jedyną chyba osobą, która dalej uważa, że wampiry są romantyczne i chciałby bardzo zostać wampirem, jest Guillermo, familiar Nandora; niestety trudno nie zauważyć, że z upływem czasu dawni władcy nocy przypominają raczej żenujących starszych krewnych, którzy na siłę chcą być nowocześni. Jeśli jesteście na serio wielbicielami “Zmierzchu”, to raczej nie jest to serial dla Was (i serio, co Wy tu robicie?).

Jaki to jest pyszny serial - nieoczekiwanie zabawny, groteskowy i absurdalny, z wieloma świetnymi aktorami w rolach epizodycznych (Mark Hamill, Tilda Swinton, Wesley Snipes). Poza wampirami pojawiają się wiedźmy (i niesławny kapelusz z wiedźmiej skóry), wilkołaki (pojedynek na dachu!), wampir emocjonalny czy kolejna inkarnacja byłego kochanka Nadji. Moim ulubionym bohaterem jest Guillermo, wprawdzie niezbyt szanowany przez swojego pana, ale z niespodziewanym pochodzeniem.

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela lipca 12, 2020

Link permanentny - Kategorie: Oglądam, Seriale - Komentarzy: 1


Craig Russell - Krwawy orzeł / Baśniowy morderca

Hamburg. Nadkomisarz Jan Fabel, pół Fryzyjczyk, pół Szkot, z zespołem - Wernerem, Anną, Marią i Paulem - szukają psychopaty, który zabija młode kobiety, patrosząc je i wyjmując im płuca, przez co okaleczone zwłoki przypominają skrzydła tytułowego “Krwawego orła”. Dodatkowo sprawa wiąże się z dziewczętami, które zostają znalezione znarkotyzowane i wielokrotnie zgwałcone, o czym nie pamiętają, bo narkotyk uszkadza im mózg. Przestępca zapowiada swoje zbrodnie w e-mailach do Fabla, raz nawet się pod niego podszywa, żeby podejść ofiarę. Dużo ciał, dużo krwi. Intryga jest wielowątkowa i skomplikowana - kult Odyna, ukraińska mafia eliminująca mafię turecką, bogaci nacjonaliści z dostępem do prasy; Fabla prześladują zielone oczy świadka jednej ze zbrodni, a potem podejrzanego. Do rozwiązania przydaje się przyjaźń z księgarzem, który dostarcza literaturę o religii staronordyckiej. Zakończenie tomu jest dramatyczne dla ekipy policji - warto czytać po kolei, bo tom drugi zaczyna się od podsumowania finału tomu pierwszego.

W ”Baśniowym mordercy” (książka występuje też pod tytułem “Brat Grimm”) również znaczące w fabule są książki - tym razem to opracowania baśni znanych braci oraz współcześnie wydana historyzująca powieść kryminalna, w której jeden z braci Grimm inscenizuje morderstwa na podstawie poszczególnych opowieści. Niestety dla ekipy Fabla, akcja książki przenosi się do rzeczywistości - ginie nastolatka z biednej rodziny, bogata i piękna modelka, parka zakochanych na schadzce, podstarzały satyr, prostytutka; zwłoki wszystkich są aranżowane w scenki z baśni. Morderca ewidentnie bawi się z policją, bo przy zwłokach zostawia wskazówki, co będzie dalej. Fabel rozwiązuje sprawę głównie dzięki skojarzeniu, który z przesłuchiwanych miał wielkie ręce.

W tle sporo rozważań o byciu Niemcem - ciężaru, jaki na przodków policjantów nałożyło dziedzictwo 2. wojny światowej; ciekawa jest postawa Anny - Niemki pochodzenia żydowskiego.

Nie jest łatwo być Niemcem. Dźwiga się nadmierny bagaż najnowszej historii, podczas gdy inni Europejczycy podróżują stosunkowo mało obładowani. Na dziesięć wieków kultury i osiągnięć padł cień dwunastu lat w połowie dwudziestego wieku, dwunastu lat, podczas których bezprzykładne zło zyskało prawo obywatelstwa. Te dwanaście lat określiło „niemieckość” w oczach świata i większości samych Niemców. Od tej pory przestano im ufać. Sami nie mogli już sobie ufać.

Polski akcent: konsorcjum wydające czasopismo “Schau Mal!” ma oddział w Polsce, a minister spraw wewnętrznych w latach 80. nazywał się Alfons Pawelczyk (ale nie był Polakiem, tylko z pochodzenia Prusakiem).

Bawiąc-uczyć: zespół XYY (supermana), historia Rusi Kijowskiej.

Inne tego autora:

#87-88

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek lipca 9, 2020

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: 2020, kryminał, panowie - Skomentuj