17-letnia Naomi ulega wypadkowi, w wyniku czego traci pamięć - ostatnie cztery lata jej nastoletniego życia są dla mniej niedostępne, przy czym doskonale pamięta to, co wcześniej. Zaskakuje ją fakt, że jej rodzice się rozstali, że ma popularnego chłopaka Ace’a, że gra w tenisa, że redaguje księgę pamiątkową, nie pamięta nawet najbliższych przyjaciół, w tym ekscentrycznego Willa, współredaktora. Do tego zakochuje się w Jamesie, tym “dziwnym” chłopcu, który o jej wypadku zawiadomił szpital i przyjechał z nią karetką. A, jeszcze za semestr czekają ją egzaminy, do których absolutnie nie jest przygotowana.
To typowa literatura YA, więc zaskoczki fabularne są dość przewidywalne, największą tajemnicą jest, z którym z trzech chłopców Naomi ostatecznie zostanie. Bo czy wróci jej pamięć i przypomni sobie wszystko przed egzaminami, czy wybaczy obojgu rodzicom, czy odkryje siebie na nowo - to oczywiste. Nie jest to zła książka, ale w porównaniu z poprzednią to taki zwyklak.
Inne tej autorki.
#29
Napisane przez Zuzanka w dniu Saturday March 14, 2026
Link permanentny -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
2026, mlodziezowe, panie
- Skomentuj
Byłam na 100% pewna, że czytałam tę książkę w dzieciństwie, po czym okazało się, że jednak niekoniecznie. A szkoda, bo to fantastyczny zestaw nieco odjechanych historii, taki łagodniejszy Edgar Allan Poe dla dzieci, zwykle z pozytywnym zakończeniem, a jak są źli, to są niebrutalnie ukarani. Tytułowe opowiadanie to historia zamku, gdzie w jednym pokoju rośnie drzewo, będące zupełnie odrębnym światem i dzięki temu chłopiec może uratować zamek przed sprzedażą do Ameryki. Urocza jest historia ogłoszenia wymiany pokoi, która prowadzi do fizycznej zmiany jednego pokoju w drugi, również z widokiem za oknem. Mimo że rzecz się dzieje w czasach współczesnych autorki (lata 60-70), pojawiają się królowie, królewny, moralnie elastyczne wróżki, magiczne gołębice czy spełniający życzenia (uwaga na trzecie życzenie) czarownicy. Jednym z moich ulubionych jest historia pechowego baletu, podczas premiery którego balerina poślizgnęła się na skórce banana i rzuciła klątwę.
Oczywiście musiałam się dowiedzieć, że jest oddzielny tomik bajek o rodzinie Armitage, która pojawia się w historii o zamianie pokojów, na szczęście już do mnie idzie przez vinted.
#28
Napisane przez Zuzanka w dniu Friday March 13, 2026
Link permanentny -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
2026, dla-dzieci, opowiadania, panie
- Skomentuj
[26.02.2026-1.03.2026]
Lubię Liberec. Nie powiem jeszcze, że czuję się w nim jak w domu, ale to Moje Miasto. Wiem, gdzie co jest, chodzę bez mapy, dużo rzeczy widziałam, oczywiście mam jeszcze parę miejsc do przespacerowania, ale zostawiłam je sobie na lato. Nieustająco, zawsze udaje mi się znaleźć coś nowego, nawet jeśli to tablica Járy Cimrmana.
Tu z pewnością nigdy nie pracował Jára Cimrman
Jacuzzi z widokiem
To były najbardziej leniwe ferie, bo - pomijając obowiązkowy dla mnie spacer na Jested[1] - robiłam nic. To znaczy spałam, jadłam, czytałam, pokręciłam się po mieście, zabrałam rodzinę na ciepły basen oraz do jacuzzi, bo odkryłam, że do apartamentu przynależy taras, a na tarasie czeka ciepła woda z bąbelkami. W lutym. Ciepłym lutym, ale jednak lutym. A, jeszcze drobne zakupy spożywcze - ta radość z wietnamskiego napoju o smaku mango o dźwięcznej nazwie K#RWA COLLECTION (tyle pytań), pomazanki i czekolada Studentska, czy odzieżowe - krótki rajd z nastolatką po libereckich second handach (czarne koszulki, a jak). A, i na cmentarz poszłam, bo czemu nie (głównie dlatego, że rozłożyła mnie nazwa ulicy - U Krematoria; tak wiem, u nas nikogo nie dziwi ulica Cmentarna).
Adresy:
- Mountain - Felberova 15/13, Indická a Nepálská Restaurace
- saber - nám. Malé 292, śniadania
- MASA BUKA - Nikosova řecká taverna, Sokolská 168
- VITA Café Bistro - Zhořelecká 414/19, śniadania
- Wink Café - Tržní náměstí 876/11, śniadania
- Babylon - Nitranská 415/1, aquapark i inne atrakcje
[1] Klasycznie już wjechaliśmy na najwyższy parking, bo przecież. Ale tuż przy wjeździe na drogę dookoła góry minęliśmy starszego pana w kowbojskim kapeluszu, który dzielnie pocinał pod górę na nieelektrycznym rowerze. Weszliśmy z parkingu na górę, wypiliśmy kawę i herbatę, zjedliśmy pieczone jabłka w cieście, pokręciliśmy się po szczycie, a schodząc na parking minęliśmy wspomnianego pana, który solidnie spocony wjeżdżał właśnie na górę. Żeby minutę później zjechać z góry z rozwianym włosem. Podziwiam, nie rozumiem.
GALERIA ZDJĘĆ.
Napisane przez Zuzanka w dniu Thursday March 12, 2026
Link permanentny -
Kategorie:
Listy spod róży, Fotografia+ -
Tagi:
czechy, jested, liberec
- Skomentuj
Stanisław jest bezrobotnym czterdziestoparolatkiem, ciągle mieszka ze starzejącą się matką w nieco niezdrowym układzie, wtem dowiaduje się o śmierci swojego biologicznego, acz od zawsze nieznanego ojca. Pogrzeb, a po pogrzebie dowiaduje się o odziedziczonym mieszkaniu. Z agresywnym psem Rambo i książką o Indianach, którą chyba pod pseudonimem napisał jego ojciec. Ukrywa fakt istnienia psa przed matką, która wprawdzie nie rusza się z domu, ale podejrzewa, że syn ma kochankę. Jednocześnie następuje postęp demencji u matki; miałam wrażenie, że czas w historii jest dość umowny, ale jednocześnie cały czas pojawia się stopniowo oswajany pies Rambo. Dziwna opowieść, bardzo meta, urywana, bogata i zdawkowa jednocześnie - o relacji rodzic-dziecko, człowiek-zwierzę, młody-stary, przeplatana dialogami z lokalnym pijaczkiem-filozofem.
Inne tego autora.
#27
Napisane przez Zuzanka w dniu Wednesday March 11, 2026
Link permanentny -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
2026, beletrystyka, panowie
- Skomentuj
Toby Hennessy ma w życiu szczęście - jest przystojny, bezproblemowy, wiele rzeczy uchodzi mu na sucho, nawet jeśli czasem powinien ponieść konsekwencje swojej niefrasobliwości. Ma szczęście do czasu, kiedy ktoś się włamuje do niego do domu, okrada go, a przy nieco naiwnej próbie interwencji dotkliwie bije, co skutkuje licznymi problemami neurologicznymi, w tym częściową utratą pamięci. Na to nakłada się informacja o chorobie w rodzinie - jego ukochany wuj, Hugo, właściciel domu, w którym Toby ze swoimi kuzynami spędzał regularnie wakacje, zachorował na nieuleczalny nowotwór mózgu i wiadomo tylko, że nie zostało mu wiele czasu. Toby wraz ze swoją dziewczyną, Melissą, wprowadza się do domu wuja, oficjalnie, żeby przejść swoją rekonwalescencję, a tak naprawdę, żeby się wujem zaopiekować w jego ostatnich miesiącach życia. Wtem podczas rodzinnej imprezy dzieci odkrywają w jednym z drzew w ogrodzie szkielet, co rozbija ostatnie pozory normalności. Policja zaczyna śledztwo i szybko wykrywa, że w drzewie przez lata znajdowało się ciało jednego z zaginionych znajomych Toby’ego, Dominica. To sprawia, że narrator zostaje jednym z podejrzanych. Problem w tym, że sam nie wie, co się stało 10 lat wcześniej, kiedy Dominic zaginął.
Świetna książka, absolutnie wciągająca, z niesztampowymi rozwiązaniami fabularnymi. Autorka z równą łatwością przywołuje sielskie wspomnienia Toby’ego sprzed lat, żeby je złośliwie za chwilę skontrastować z tym, co pamiętają jego kuzyni. A mimo że czytelniczka wie, że wspomnieniom narratora nie można ufać, a jego postrzeganie świata jest skrzywione, doskonale daje się nabierać na wszystkie sztuczki. Dodatkowo akcja dzieje się w Dublinie, więc również plusik.
#26
Napisane przez Zuzanka w dniu Tuesday March 10, 2026
Link permanentny -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
2026, kryminal, panie
- Skomentuj
Lata 50. XX wieku. Tytułowy młody przyrodnik przypadkiem trafia do BBC, żeby popularyzować zwierzęta. Początkowo pomaga tylko przy organizacji programów, w których na żywo w studiu prezenter pokazuje zwierzę i o nim opowiada, ale kiedy prezenter ciężko choruje, zastępuje go, co rozpoczyna jego wielką telewizyjną karierę. Wtem telewizja sypie kasą i zatrudnia Attenborough i innych do wypraw w celu pozyskania zwierząt z ich naturalnych miejsc przebywania. Przypominam, lata 50 - Europa świeżo po wojnie, reszta świata jeszcze kolonialna i w taki klimat wjeżdża trzech gostków, którzy nie znają języka, ale mają trochę znajomości i dużo towarów na wymianę (są wspomniane paciorki!) i zaczynają rozpytywać o dzikie zwierzęta. Podróżują do Gujany (jeszcze Brytyjskiej) po mrówkojady, potem do Indonezji po warana z Komodo, wreszcie po pancerniki z Paragwaju. I jakkolwiek trudne jest pozyskanie żywego i zdrowego zwierzęcia, tak znacznie trudniejsze jest utrzymanie go przy życiu i skomplikowania logistyka transportu. Jak wiadomo skądinąd z książek Geralda Durrella, bardzo pomocna jest wykafelkowana łazienka.
Książka jest urocza, staromodna, trochę trzeba przymknąć oko na białych w dziczy, załatwiających wszystko przez kolonialne znajomości, spierających się z lokalnymi urzędnikami, którzy bynajmniej nie są nastawieni frontem do klienta; nie ma Internetu i komórek, a co gorsza, nawet w zasadzie nie ma telefonów, zdarza się, że jest tylko radio. Cały ekwipunek, w tym wyżywienie, trzeba wlec ze sobą i mieć nadzieję, że umówiony kilka tygodni wcześniej kapitan z łodzią pojawi się tam, gdzie ma się pojawić, a łódź nie będzie przeciekać. Gorzej, trzeba znać zwierzęta, ich potrzeby i wymagania oraz zapewnić je do czasu odtransportowania do jednego z brytyjskich ogrodów zoologicznych. I jak w przypadku karmienia warchlaka pekari mlekiem co trzy godziny trzeba mieć mleko, butelkę i dwie sprawne ręce, tak żeby dowieźć warana czy manata, trzeba trochę więcej wysiłku. Bardzo przyjemna lektura, nie wiem, czemu skończyłam dopiero za drugim podejściem.
#25
Napisane przez Zuzanka w dniu Monday March 9, 2026
Link permanentny -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
2026, autobiografia, panie, reportaz
- Skomentuj
[26.02.2026]
... a kolacja będzie w Czechach, ale o tym później[1]. Zwykle najpierw załatwiałam główną atrakcję wyjazdu, w tym przypadku będzie to - wiem, znowu - Liberec, ale ponieważ skończyły mi się niemieckie kapsułki do prania, a mieliśmy wracać w niehandlową niedzielę, to tym razem zaczęłam od Niemiec. Jak się pewnie nietrudno domyślić, mam słabość do miast przedzielonych, piękny wiosenny dzień, po obiedzie tuż przed zachodem słońca namówiłam rodzinę na krótki spacer nad rzekę, gdzie po jednej stronie Polska, a po drugiej Niemcy. Kontrast niestety widać, drugą widoczną rzeczą po muralu na baszcie jest wielki napis ZIGARETTEN, tyle spojrzeń. Było trochę narzekania, bo ciągle pod górę, a przecież nawet nie zaproponowałam wejścia na którąś z wież (a są!), ale przez dobry obiad i zakupy - tym razem przemycałam z Niemiec dla kolegi Hubbę Bubbę, która u nas jest raczej niedostępna - nikt się nie obraził. Aż tak. Kuszą mnie jeszcze dwa wyglądające ciekawie muzea i chciałabym okazję, żeby pokrążyć trochę więcej po uliczkach starówki, bo bardzo urokliwe; to nie jest moje ostatnie słowo w kwestii Goerlitz.










Zapiekanka z ziemniaków, boczku, kapusty kiszonej i co ino. Z serem.
[1] Dobra, figura retoryczna, nie było kolacji, bo był późny obiad (i dużo!), ale mieliśmy kupione w niemieckim REWE przekąski i napoje.
GALERIA ZDJĘĆ i wcześniej:
2025 i 2024.
Napisane przez Zuzanka w dniu Sunday March 8, 2026
Link permanentny -
Kategorie:
Listy spod róży, Fotografia+ -
Tagi:
goerlitz, niemcy, polska, zgorzelec
- Skomentuj
Tym razem nie pisałam, bo czytałam wciągającą grubą książkę oraz po dwóch miesiącach unikania tematu wróciłam na zajęcia jogi.
Trzy przyjaciółki z Belfastu - Robyn, Saoirse i Dara - dowiadują się o śmierci czwartej, Grety i, mimo braku kontaktu przez lata od zakończenia szkoły, przyjeżdżają do Donegal na pogrzeb. Problem w tym, że sprawa jest co najmniej dziwna, a zwłoki w trumnie nie do końca przypominają Gretę. Panie stwierdzają więc, że wyśledzą, co tak naprawdę się stało i wpadają w sam środek afery, która ciągnęła się od czasów ich dzieciństwa. Zainteresowałam się, bo to serial ze stajni twórców doskonałych “Derry Girls”, a do tego kryminał. Niestety, jakkolwiek doceniam slapstickowy humor i niespodziewane zwroty akcji, tak niespecjalnie udało się to pożenić z całkiem poważną historią sprzed lat oraz klimatem prawie że z horroru. Zabawne, ale niekoniecznie.
Za to zachwycił mnie film “The Life of Chuck”, o którym nie wiedziałam nic poza tym, że na podstawie opowiadania Stephena Kinga. Trzy achronologiczne epizody, w których - w estetyce przypominającej scenografię Wesa Andersona - pokazana jest historia Chucka, pechowego, choć utalentowanego chłopca. Na końcu przewrotna pointa. Dla fanów Toma Hiddlestona i musicalu - świetna scena z tańcem, jak nie jestem fanką tego typu rozwiązań fabularnych, to naprawdę ładnie zagrany kawałek. I Mark Hamill w jednej z ról.
Napisane przez Zuzanka w dniu Friday March 6, 2026
Link permanentny -
Kategorie:
Oglądam, Seriale
- Komentarzy: 1
John Delano jest wykładowcą uniwersyteckim, wykłada dość nieortodoksyjne kursy z czasów Zimnej Wojny; nieortodoksyjne, bo nie opowiada się po żadnej ze stron, tylko pokazuje wzajemne oddziaływania na siebie obu frakcji. Ale aktualnie w ogóle nie wykłada, bo wziął urlop, żeby napisać bestseller o osobistych obserwacjach z ulubionego okresu historii USA, z czasów, kiedy dorastał. Zupełnie mu nie idzie, po części dlatego, że właśnie umarł jego ojciec, przedostatnia nić łącząca do z przeszłością. Ostatnią ostoją wspomnień jest jego brat, z którym jednak nie kontaktował się od lat, od czasu, kiedy odmówił mu wsparcia. Snuje więc luźne refleksje o tym, co było i wtem wpada na pomysł, że napisze inną książkę - o tym, jak bracia się ze sobą godzą i jaki na ich losy miały wpływ lata 50. i 60.
Autor opowiada o bardzo wąskiej perspektywie osoby dorastającej na jednym z amerykańskich przedmieść, a dygresje przeplata dość błahą historią pisarskiej blokady i zapaści kariery starzejącego się Delano. Niekoniecznie wciąga kilkadziesiąt lat po opisywanych czasach, nawet współczesny wątek próby rozwiązania konfliktu między zupełnie sobie obcymi braćmi nie jest specjalnie ciekawy.
#24
Napisane przez Zuzanka w dniu Monday March 2, 2026
Link permanentny -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
2026, beletrystyka, panowie
- Skomentuj
Nie pisałam, bo byłam trochę na feriach, o czym niebawem.
Wspominałam, że czekam na ekranizację “Grown Ups”? Ale nie wspominałam, że już jest[1] serial oparty na dwóch książkach Keyes - “Wakacje Rachel” i “Jest tam kto?”. Zacznę od zalet, bo serial (pierwszy sezon na razie, ale czy będzie więcej?) niestety ma też wady. Wszystkie 5 sióstr Walsh jest obsadzonych i zagranych świetnie, a dynamika między nimi jest fantastyczna. Doskonały jest też Papa Walsh, ciepły i zawsze dostępny dla swojego głośnego i kapryśnego przychówku. W tle Blackrock, gdzie mieści się jedno z biur firmy, w której pracuję; idę następnym razem szukać domu Walshów (wiem, nie ma gwarancji, że rzeczywiście jest w Blackrock). Na tym się kończą zalety.
A wady… Czemu połączone są dwa niezależne, bogate wątki dwóch sióstr, i to w taki sposób, że nie da się przywrócić czystej miłości między Anną i Rachel?! Wprawdzie losy Anny kończą się pewną klamrą, ale historia rehabu Rachel urywa się w niesatysfakcjonującej połowie, pozostali pensjonariusze Cloisters potraktowani są dość szkicowo, a szkoda (co z historią Jacquie?), może kolejny sezon pociągnie ten wątek. Czemu zaczęto od środka cyklu, pomijając ciążę Claire (rzecz się dzieje 6 lat później, i już wiadomo, jak się skończył związek Claire)? Ale najgorszą rzeczą, jaka się temu serialowi przydarzyła, jest postać Mamy Walsh, w książkach nieco narcystycznej i zaabsorbowanej sobą starszej pani (wiem, jest ledwo pod sześćdziesiątkę), ale kochającej i wiążącą ze sobą całą rodzinę. Tu Mama Walsh jest kostyczną zołzą, na każdym kroku kąśliwie i zwyczajnie przykro komentującą każdego, a zwłaszcza Rachel, u której zupełnie nie dziwi zanurkowanie w używki, bo kto by wytrzymał cotygodniowe spotkania z osobą skrajnie nieprzyjemną i toksyczną. Zniknęła cała warstwa ciepła i humoru z książek, została sama drama, czasem aż za dużo dramy.
Oczywiście, że obejrzę kolejne sezony, jeśli będą, ale jest mi przykro, bo był potencjał, ale nie wyszło tak, jak powinno.
[1] Jest, aczkolwiek trudno dostępny poza RTE.
Napisane przez Zuzanka w dniu Sunday March 1, 2026
Link permanentny -
Kategorie:
Oglądam, Seriale
- Skomentuj