Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Tess Gerritsen - Umrzeć po raz drugi

Detektyw Jane Rizzoli wraz z zaprzyjaźnioną patolog, Maurą Isles, prowadzą śledztwo w sprawie brutalnie zamordowanego myśliwego, częściowo zjedzonego przez zwierzęta domowe oraz wypatroszonego. Szybko odkrywają, również za pomocą mozolnej analizy mikrośladów i billingów (na które notabene czeka się miesiącami), że tego typu zbrodni pojawiło się więcej. Drugi wątek, sprzed kilku lat, opowiada o pechowym safari w Afryce, podczas którego giną kolejni uczestnicy, w tym syn zamordowanego współcześnie myśliwego. Obie sprawy się splatają, a Maura adoptuje kota, znalezionego w domu denata.

Złego słowa bym nie powiedziała, bo to uczciwy procedural, nie przeszkadza nawet, że 9. tom cyklu o obu bohaterkach (zekranizowanego, oglądał ktoś?), tyle że jak na topową powieść z twistem to jednak tego twista za mało. Morderca podszywa się pod kogoś innego, finał.

#40

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek czerwca 12, 2018

Link permanentny - Tagi: usa, panie, kryminał, 2018 - Kategoria: Czytam - Komentarzy: 2


Andrzej Sapkowski - Boży wojownicy

Ponieważ okrutnie ciekawiło mnie, co się stało z wesołą ekipą po zakończeniu tomu pierwszego, rzuciłam się na tom drugi jak świnia na obierki. W przeciwieństwie do świni rozczarowałam się, bo jednak "Boży wojownicy" głównie skupiają się na opisie wojny podjazdowej, miotając bohaterami z południa na północ i odwrotnie. Reynevan, Szarlej i Samson Miodek rozczarowani polityką na Śląsku (i zapewne strwożeni nieco możliwościami i brakiem skrupułów Świętego Oficjum) oficjalnie opowiadają się po stronie Husytów i lądują w Pradze. Podczas dwuletniego pobytu lokalni czarnoksiężnicy próbują odwrócić rytuał, który zamontował ducha Samsona w ciele przygłupa, a kiedy się to nie udaje, sugerują ekipie wycieczkę na Śląsk, do zamku Troski, gdzie podobno żyje jedyny znany mag, który potrafi ducha wymontować. Reynevan jest tym bardziej chętny, bo dowiaduje się, że Katarzyna Biberstein, z którą zapoznał się cieleśnie podczas sabatu na Grochowej Górze, powiła syna niespełna rok później. Jest jedno zaskoczenie, trochę miłości, znacznie więcej zdrady i trupów, drugoplanowo pojawiający się mamun; niestety poza tym głównie są opisy bitew i mordów oraz przekrzykiwanie się, czyja wiara jest bardziej.

Znużył mnie ten tom, powiedzcie, proszę, że trzeci naprawi kiepskie wrażenie. Przecież muszę przeczytać, nie będę szukać streszczenia.

Inne tego autora tutaj.

#39

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek czerwca 11, 2018

Link permanentny - Tagi: sf-f, polska, panowie, 2018 - Kategoria: Czytam - Komentarzy: 3


Caroline Kepnes - Ty

Genevieve Beck, zwana przez przyjaciół Beck, trafia przypadkiem do księgarni, gdzie nawiązuje z chłopakiem zza lady nić porozumienia - czytają te same, niesztampowe książki, wygląda na interesującego gościa. Niedługo potem spotyka go przypadkiem, kiedy rozżalona zachowaniem swojego chłopaka (który nie do końca się poczuwa), pijana wraca z imprezy; Joe - bo tak ma na imię - jest fantastyczny: odwozi ją do domu, rozumie jej problemy, nie próbuje nawet jej pocałować, chociaż widać, że jest zainteresowany. Beck wymienia się z nim numerami telefonów, rozpoczynają rozmowy, o, jakże on ją rozumie, jej problemy z życiem, olewającym ją chłopakiem, z przyjaciółkami. Czasem się spotykają, ale wiadomo, że raczej nic z tego nie będzie do momentu, kiedy znika chłopak Beck. Dziewczyna jest wściekła, czytając na facebooku i twitterze zachwyty nad inną, hermetyczne opisy narkotycznych zjazdów, więc wygląda na to, że kiedy zniknęła przeszkoda, Beck i Joe mogą ze sobą być i będzie to świetny związek.

Jedyny problem jest w tym, że całą historię opowiada Joe i jej wymowa jest absolutnie inna. Joe wcale nie jest szarmancki, nie ma intuicji, nie jest stworzony dla Beck. Joe poznał jej dane z karty kredytowej, którą płaciła, znalazł jej adres, bo nieostrożnie opisywała swoje życie w social mediach, ba - nie oddał jej znalezionego telefonu (za który rachunki płaciła nic nie wiedząca matka), dzięki czemu dostał wgląd w każdy szczegół życia Beck i mógł bez problemu pójść ścieżką, która doprowadzi go do jej łóżka. I jeszcze można by było to Joe wybaczyć, zakochał się od pierwszego wejrzenia, pasują do siebie, małe socjotechniczne wsparcie nie zawadzi, tyle że to nie pierwszy raz, kiedy coś się zdarzyło. Przed Beck była inna dziewczyna, którą tak bardzo kochał, ale nie była wystarczająco dobra, a finał tej znajomości chyba nie był zbyt dobry. Wspominałam, że w pewnym momencie zniknął z życia Beck jej chłopak, ignorując ją, oddalając do innej i w świat ciągłej imprezy? On nie zniknął - został porwany przez Joe, który zbudował historię jego odejścia na twitterze, po czym go zabił. I znowu - gdy mimo ogromnego zaangażowania Joe, Beck zaczyna się od niego oddalać (wymawiając się chęcią pomocy przyjaciółce, studiami, terapią); chłopak musi podjąć po raz kolejny mocniejsze akcje, żeby mogli być szczęśliwi.

To świetne studium zachowań psychopatycznych, akcja wciąga, a autorka potrafi nawet czasem pokazać, że świat opisany nie jest czarno-biały.

#38

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela czerwca 10, 2018

Link permanentny - Tagi: usa, panie, kryminał, 2018 - Kategoria: Czytam - Skomentuj


Modliszka

Rok 1991. Na wyrok dożywocia zostaje skazana Jeanne, seryjna morderczyni przezwana Modliszką, która przyznała się do torturowania i bestialskiego zabicia ośmiu mężczyzn (których łączyło to, że byli pedofilami, psychopatami, krzywdzili żony i dzieci). Mija 25 lat, pojawia się kolejny morderca, który również morduje na pierwszy rzut oka niepowiązanych ze sobą mężczyzn, kopiując modus operandi Modliszki. Skazana wyraża chęć wsparcia śledztwa pod trzema warunkami - zostanie przeniesiona z więzienia do miejsca z większą swobodą[1], jej osoba będzie utrzymana w tajemnicy (jest osadzona pod zmienionym nazwiskiem), a łącznikiem z policją będzie jej syn, Damien (pracujący w policji w dziale ds. zorganizowanej przestępczości[3]). Damien się matki-morderczyni wyparł, nie opowiedział o swoim pochodzeniu nawet żonie, Lucie. Szybko się okazuje, że przestępca jest sprytniejszy od policji, wie rzeczy, które teoretycznie wiedziała tylko Modliszka i wygląda na to, że traktuje sprawę bardzo osobiście.

I naprawdę to był pomysł na świetny serial, niestety wyszedł dość miałki fabularnie, czasem niezborny klon historii o Hannibalu Lecterze. Jeanne jest mądrzejsza od całej policji francuskiej[4], mimo odseparowania od świata[2] bez problemu wyszukuje adres syna oraz przemieszcza się współczesną komunikacją (nie wiem, może ukradła zabytkowy samochód agentowi), absolutnie nie rzucając się przy tym nikomu w oczy. Wskazówek w śledztwie udziela co najmniej dwuznacznie, a praca detektywów polega na olśnieniach. Współczesny zbrodniarz jest sprytnym i długoterminowym strategiem, swoje morderstwa planuje co do szczegółu, po czym - po odkryciu tożsamości - zaczyna się zachowywać jak ostatni idiota. W ogóle scena iluminacji, podczas której Damien odkrywa, kim jest Modliszka Bis, pisana była chyba tępym ołówkiem - zamiast zebrać oddział szturmowy, do podejrzanego wysyła dwóch (tak, dwóch) policjantów tak na oko z drogówki i dzwoni do osoby, która przebywa w domu mordercy z informacją: "Słuchaj, twój gospodarz to morderca, wyjdź dyskretnie, nie budząc podejrzeń", po czym czeka na efektu na korytarzu komendy. Nie mówię, że był to najgorszy serial kryminalny, jaki widziałam, miał swoje mocne momenty, ale jak macie do wyboru coś innego - warto coś innego.

[1] Tak jak Barb, absolutnie rozważam popełnienie serii przestępstw (morderstw niekoniecznie) i odsiadywanie wyroku we Francji. Jeanne ma samodzielny, jasny, spory pokój, z osobistymi drobiazgami, półką pełną książek, nosi eleganckie, wygodne stroje, jest ładnie uczesana, a jak się okazuje w toku akcji, miewa swobodny dostęp do Internetu[2].

[2] To kolejny słaby punkt fabuły - kobieta skazana w 1991 roku (w Polsce 1991 to pierwszy rok po zniesieniu monopolu państwa na usługi telekomunikacyjne, we Francji pewnie technologia mogła być nieco bardziej zaawansowana) bez problemu korzysta z nowoczesnych technologii, absolutnie nic jej nie dziwi.

[3] Niestety, jego doświadczenie w postępowaniu z hardcorowymi bandytami absolutnie nie przekłada się na logikę współprowadzonego śledztwa. Lezie sam w miejsce, gdzie może być zbrodniarz, ukrywa wiele rzeczy przed zespołem oraz cierpi za miliony.

[4] Co nie jest trudne, bo do pilnowania zbrodniarki zatrudniony jest jeden (tak, jeden) agent[5], a seryjnego mordercy poszukuje skromna grupka 5 osób - sfrustrowany syn, nieobliczalna i ulegająca napadom furii policjantka, zgadzający się na wszystko szef (prowadzący oryginalne śledztwo, w co trudno uwierzyć, chyba że się spojrzy na jego fryzurę i ubranie), azjatycki spec od informatyki (specjalizujący się w Facebooku i robieniu zamyślonych min) oraz policjant o nieokreślonej funkcji i przydatności.

[5] Dzięki czemu Jeanne minimalnym wysiłkiem zwiewa z miejsca osadzenia, unieszkodliwiając agenta. Kto by zamykał budynek, włączał alarm, chował kluczyki od samochodu itp.

Napisane przez Zuzanka w dniu środa czerwca 6, 2018

Link permanentny - Kategorie: Oglądam, Seriale - Komentarzy: 1


O tym, że Bad w nazwach jest nie bez przyczyny (3/4)

[03.05.2018]

Moje dziecko, mimo że zodiakalna Panna, jest wodnikiem bądź syreną - uwielbia się moczyć i nie ma opcji, że omijamy jakikolwiek basen. Rozczarowane temperaturą Bałtyku (dzieci są wytrzymałe, ale jednak nie na tyle, żeby w maju wejść do lodowatej wody) zdecydowanie lobbowało za ciepłym. A że pojechaliśmy w tereny kąpielisk, Ostseetherme okazały się idealne również dla mnie, nieco zmęczonej intensywnością ostatnich dni. Termy mieszczą się w Heringsdorfie (zwanym Sledziowem) i tuż obok mają wieżę widokową (za marne euro od osoby).

PS Dementuję plotki, jakobym się zdrzemnęła w termach na leżaku, kiedy reszta rodziny pływała i była w łaźni parowej. Czytałam i może na chwilę przymknęłam oko.

GALERIA ZDJĘĆ.

Świnoujście niestety z braku czasu i ogarnięcia nie dostało wystarczającej uwagi, a szkoda. Skupiona głównie na opcji niemieckiej, po stronie polskiej bywałam popołudniami, przy okazji spożywczej. Przepiękna plaża, wiatrak na końcu falochronu, spacer wzdłuż Świny koło fortów, Park Zdrojowy, promenada wzdłuż plaży - i to by było na tyle. Podjęłam nawet heroiczną próbę obejrzenia o poranku kościoła z zawieszoną pod sufitem korwetą (o poranku, bo tylko ja miewam ataki alergii, reszta śpi), ale poszłam do innego kościoła (nie mam nic na swoje usprawiedliwienie) i nic nie zobaczyłam. Podobnie wyszło z próbą dotarcia do kawiarni z punktem widokowym na wieży dawnego kościoła luterańskiego - młodzież zobaczyła plac zabaw, a potem jednak wszyscy uznali, że są głodni. I tak, o.

GALERIA ZDJĘĆ.

Restauracje:

  • San Francisco Cafe & Restaurant, Uzdrowiskowa 16 - ryby i kuchnia europejska
  • Cafe Amsterdam - Uzdrowiskowa 12 - śniadania
  • Czuć miętą - Uzdrowiskowa 20 - lody i gofry

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela czerwca 3, 2018

Link permanentny - Tagi: heringsdorf, uznam, swinoujscie, niemcy - Kategorie: Listy spod róży, Fotografia+ - Komentarzy: 2


Clare MacIntosh - Pozwolę ci odejść

Zaczyna się mocno - 5-letni Jacob wyrywa się matce tuż pod domem i kiedy przebiega przez ulicę, wjeżdża w niego rozpędzony samochód i dziecko umiera. Kierowca samochodu zawraca i znika. Akcja pokazywana jest dwutorowo - jeden wątek to poszukiwania przestępcy: policja rozpoczyna mozolne śledztwo - nikt nic nie widział, śladów (poza odpryskiem reflektora nie ma), matka nieprzytomna z żalu niedługo potem znika, zaszczuta przez lokalną społeczność (mogła dopilnować). Doświadczony komisarz Ray wraz z początkującą, ale pełną entuzjazmu policjantką Kate docierają w pewnym momencie do ściany - mija rok, zwierzchnicy każą sprawę zawiesić, bo nie rokuje. Ray, mimo że nie chce stawać na drodze do swojego awansu (i podwyżki!), decyduje, że sprawę będą prowadzić w tajemnicy i po godzinach. Wspólny sekret z młodą współpracowniczką nieco oddala go od żony, eks-policjantki, która zrezygnowała z obiecującej kariery, żeby wychować dzieci. Drugi wątek rozpoczyna ucieczka Jenny, która nie jest w stanie poradzić sobie z widokiem własnego domu po śmierci dziecka. Z minimalnym bagażem trafia do maleńkiej miejscowości letniskowej w Walii, gdzie za niewielkie pieniądze wynajmuje starą ruderę. Unika ludzi, cieszy ją tylko kontakt z przyrodą, wraca - mimo niesprawnej ręki - do sztuki (nie może wprawdzie rzeźbić, ale zaczyna fotografować). Mimo niechęci, zaprzyjaźnia się jednak z lokalnymi mieszkańcami, koszmary, z których budzi się z krzykiem, zdarzają się coraz rzadziej, nawiązuje też z lokalnym weterynarzem i ratownikiem głębszą więź. I wszystko idzie ku lepszemu, kiedy do drzwi jej chaty puka policja.

Tyle że w tym miejscu następuje cała seria zwrotów akcji i historia o wypadku i ucieczce z miejsca zbrodni zmienia się w zupełnie inną, jeszcze bardziej dramatyczną historię. Jest to książka na jeden wieczór, bo czyta się bez odrywania i kiedy docieram do ostatniej strony, jest dobrze po 1 w nocy. Czasem brutalna, miejscami wzruszająca, nieźle napisana; zdecydowanie nie włożyłabym jej do worka z literaturą kobiecą.

#37

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek czerwca 1, 2018

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: wielka-brytania, panie, kryminał, 2018 - Skomentuj


Andrzej Sapkowski - Narrenturm

Na wstępie powiem, że trochę mi zajęło oswojenie się z audiobookiem, który był połączeniem audiobooka właściwego (dokładną treścią książki) a słuchowiskiem (ponoć setka aktorów, w tle odgłosy np. bitwy czy spółkowania); podziwiam zamach przedsięwzięcia, ale na przyszłość dziękuję, wolę sam tekst.

XV wiek, w centralnej Europie szaleje krucjata antyhusycka. Reinmar z Bielawy, student medycyny i - jak się okazuje - adept sztuk magicznych, zostaje nakryty podczas pozamałżeńskich uciech z Adelą von Stercza, żoną śląskiego szlachcica. Chwilę później goni cała rodzina von Sterczów, a że podczas pogoni jeden z prześladowców ginie w wypadku, niebawem jego tropem ruszają wynajęte zbiry. Z pomocą spowinowaconego kanonika wrocławskiego młodzian otrzymuje eskortę w postaci ekscentrycznego eks-zakonnika, zwanego przez siebie Szarlejem i w zasadzie zamierza posłuchać kanonika, żeby ukryć się na Węgrzech i przeczekać, ale serce nie sługa - najpierw planuje odwiedzić brata, a potem porwać ukochaną z klasztoru i na Węgry udać się razem, bo miłość i te sprawy. Problem w tym, że brata Reinmara właśnie ktoś zabił, a jego samego zaczyna ścigać Święte Oficjum. Podczas coraz bardziej chaotycznej ucieczki (przerywanej oczywiście doskonałymi dialogami, potyczkami, spotkaniami barwnej galerii postaci, również historycznych) do wspomnianej dwójki dołącza Samson Miodek, istota z innego wymiaru w ciele klasztornego idioty, przywołana podczas niezbyt udanego egzorcyzmu. I tak jeżdżą sobie po Śląsku, trup ściele się gęsto, czasem pojawia się i magia, i miłość, nad wszystkim krążą mroczne pomurniki, kilka tajemnic się wyjaśnia (chociaż, umówmy się, Reinmar nie jest bardzo błyskotliwy) gdy WTEM po ponad 700 stronach książka się kończy.

Zaskakujące dla mnie jest, czemu tak długo unikałam tego cyklu. Zdecydowanie nie ma spadku formy w stosunku do cyklu o Wiedźminie, zwłaszcza w kwestii dialogów czy postaci. Doskonale odrobione tło historyczne, wcale nie delikatna krytyka kościoła katolickiego i jego aktywności podczas wojen husyckich, szczypta magii i epicki rozmach, których każe mi teraz rzucić wszystko i czytać kolejne tomy.

Inne tego autora tutaj.

#36/#7

Napisane przez Zuzanka w dniu środa maja 30, 2018

Link permanentny - Kategorie: Słucham (literatury), Czytam - Tagi: sf-f, polska, panowie, 2018 - Komentarzy: 3


P. D. James - Intrygi i żądze / Ułomna ręka sprawiedliwości

Akcję "Intryg i żądz" rozpoczyna urlop Dalgliesha, który dziedziczy po zmarłej ciotce posiadłość w Suffolk. Ciotka mieszkała w pięknym, zabytkowym, odludnym wiatraku na przylądku, niedaleko od stanowiącej punkt zapalny w lokalnej społeczności elektrowni atomowej. Wprawdzie inspektor nie jest na służbie, ale obiecał (głównie mentalne) wsparcie lokalnej policji przy złapaniu seryjnego mordercy zwanego Świstunem. Ma okazję poznać czynny zbrodniarza szybko - podczas spotkania towarzyskiego z sąsiadką Alice, autorką znanych książek kucharskich, Świstun uderza po raz kolejny, zabijając pracownicę elektrowni. Niedługo potem ginie jedna z uczestniczek kolacji, administratorka elektrowni Hillary - osoba kontrowersyjna, znienawidzona przez ekologów (jednemu z aktywnie działających właśnie wytoczyła proces) i lokalną społeczność (chce usunąć owdowiałego najemcę, który nie ma gdzie się podziać), a nawet przez niektórych współpracowników. Lokalna policja szybko odkrywa że mimo upozowania nie jest to dzieło seryjnego mordercy, bo ten popełnił samobójstwo chwilę wcześniej. Inspektor wprawdzie nie uczestniczy w śledztwie, ale obserwuje - połowa mieszkańców kłamie, druga połowa coś ukrywa, jak to w małej sielskiej nadmorskiej miejscowości.

Książka niespecjalnie porywa - kto jest zabójcą, domyśliłam się już w 1/3 lektury. Dużo wnikliwych opisów wnętrz i strojów, sporo dodatkowych wątków na drugim i trzecim planie, trochę spraw pozostawiono odłogiem - na przykład wyjaśnienie sprawy Świstuna, którego samobójstwo w zasadzie kończy wątek.

"Ułomna ręka sprawiedliwości" dzieje się w środowisku prawników - w znanej londyńskiej kancelarii zostaje znaleziona zamordowana Venetia Aldridge, adwokat. Ktoś po zabójstwie upozował ją na krześle, założył zabytkową perukę i oblał krwią[1]. Dalgliesh z ekipą (znana z poprzednich tomów Kate Miskin i nowy współpracownik, Pierce, z wykształcenia teolog) usiłuje dociec, czy sprawcą jest ktoś z kancelarii, rodzina (zmarła ma 18-letnią córkę, która właśnie się wdała w romans z obronionym przez matkę mordercą, ku wściekłości matki) czy może osoba poszkodowana w procesie, w którym Aldridge była obrońcą. W dużej mierze to krytyczne spojrzenie na zasady prawne - miejscami kwestionowalna moralnie zasada domniemania niewinności, dzięki której sprawny adwokat jest w stanie obronić kogoś, co do którego winy nie ma wątpliwości. Tłumaczenie ma ewidentne braki - miejscami bywa niezrozumiałe (zapewne źle przetłumaczone idiomy), czasem czegoś brakuje (np. wyjaśnienia, czemu osoba o nazwisku Eager jest aktywna, a pewien Nigel - wbrew imieniu - jest blondynem).

[1] Nie, nie podejmuję się sprawdzać sensowności tego, że osoba, która za kilka dni idzie na operację, pobraną wcześniej krew (niezbędną do operacji) trzyma w woreczku w biurowej lodówce.

Inne tej autorki tutaj.

#34-35

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek maja 28, 2018

Link permanentny - Tagi: wielka-brytania, panie, kryminał, 2018 - Kategoria: Czytam - Skomentuj


Wielkopolska w weekend - Baborówko WKKW

Jeśli się pospieszycie, to jeszcze zdążycie na ostatni dzień Festiwalu Jeździeckiego w Baborówku. Plener, konie, emocje na trybunach (te okrzyki, kiedy koń podczas skoku przez przeszkodę porwał chorągiewkę ogonem!), mały jarmark ze szczególnym uwzględnieniem artefaktów z końmi, strefa dla dzieci oraz otoczony parkiem pałacyk tuż przy stadninie, na leniwy spacer. Upał nieco przeszkadza, ale część trybun jest ocieniona parasolami albo w cieniu lasu, a do tego można kupić mrożoną kawę (i watę cukrową).

PS W tym roku dojechaliśmy prościej, S11 i DW184, bez błądzenia.

PPS Hitem wycieczki była tablica informacyjna SCHABOWY OLBRZYM 5KM. Taka pożywka dla wyobraźni.

GALERIA ZDJĘĆ + poprzednia wizyta w Baborówku we wrześniu 2011.

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota maja 26, 2018

Link permanentny - Tag: baborówko - Kategorie: Wielkopolska w weekend, Fotografia+ - Skomentuj


Safe / Happy Valley

Zamknięte osiedle (stąd zapewne tytuł - "Safe") gdzieś w niewielkim, angielskim miasteczku. Impreza u córki lokalnych bogaczy kończy się nagle, kiedy ta odkrywa w basenie zwłoki jednego z uczestników. Jednocześnie znika córka owdowiałego niedawno chirurga (Michael C. Hall), który - mimo zaprzyjaźnienia z lokalną policjantką, również mieszkającą na osiedlu - rozpoczyna śledztwo sam. Dodatkowo matka utopionego chłopca, nauczycielka francuskiego z lokalnej szkoły, jest oskarżona o molestowanie nieletnich. Serial zrealizowany jest w konwencji kolejnych odsłon, znaczące epizody są pokazywane w coraz szerszym ujęciu, co zmienia ich odbiór. Niestety, mam poczucie, że scenarzysta/producent/twórca Harlan Coben przesadził z myleniem tropów, wkręcaniem widza w coraz bardziej absurdalne odnogi fabuły, bo całość zrobiła się dość niestrawna, a finał - przewidywalny i rozczarowujący. Bohaterowie zachowują się absolutnie nielogicznie, wszyscy mają przed wszystkimi tajemnice, ale w strategicznym momencie każdy musi wszystko wyznać.

Zdecydowanie ciekawszy okazał się "Happy Valley", dziejący się w małym, na pierwszy rzut oka sielskim miasteczku. Stanowcza policjantka, wychowująca wnuka po śmierci córki, staje przed faktem, że z więzienia wyszedł mężczyzna, który przyczynił się do śmierci jej dziecka, zaczyna więc prywatne śledztwo. Niezależnie, księgowy, zirytowany brakiem podwyżki, wpada na błyskotliwy inaczej pomysł porwania córki swojego szefa, pomysłem dzieli się z lokalnym półświatkiem. Śniegowa kula rusza, mimo że szef niespodziewanie decyduje się dać księgowemu kasę na szkołę dla córek i uczynić go swoim następcą i dotychczas obrażony delikwent już nie chce porywać. Świetne jest to, że w żadnym razie nie są to w żadnym razie mistrzowie intelektu, tylko zwyczajne łośki, sprzedające młodzieży narkotyki (oraz - dla ścisłości - jeden psychopata).

Obydwa seriale łączy to, że dzieją się na angielskiej prowincji. Jak w przypadku "Happy valley" ta prowincja barwna, z dużym przekrojem społecznym (fryzjerka model "Doda dwadzieścia lat później"), tak "Safe", niestety, mogłoby się dziać w dowolnym miejscu, a klimat raczej wskazuje na przedmieścia dużego miasta w USA. TŻ stwiedził, że dla niego największą zagadką w serialu był fakt, że główny bohater (Hall) jest Amerykaninem, a nikt na to nie zwraca uwagi, mimo że reszta mówi British English czy inną gulgoczącą gwarą.

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota maja 26, 2018

Link permanentny - Kategorie: Oglądam, Seriale - Skomentuj