Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

O tym, że rzadko jadam poza domem

Znaczy, codziennie prawie, ale wizyt w Express Marche nie traktuję jako wyjścia do restauracji.

Indian Steak, Ułańska 1. Drogie, ale pyszne. Ze sprawną obsługa kelnerską.

Bajgle Króla Jana, Kraszewskiego 15. Dobre na szybki lancz. Fajne, świeże składniki, niezłe pieczywo.

Razowa bistro, Wrocławska 20. Nie dość, że śniadania, to jeszcze jest piekarnia, gdzie można na wynos chleb i ciasta. Śniadania są świetne, duże, z doskonałym pieczywem (a do tego dostaliśmy dodatkowy koszyczek ze stolika obok, bo sąsiedzi nie byli w stanie zjeść).

Mikoya Ramen Bar, Krysiewicza 6b. To mój pierwszy ramen (wiem, wiem); był poprawny, pomijając tego czarnego glona, bo glon śmierdział rybą i psuł mi całą przyjemność. Nie że nie smakowało, bo było smaczne, ale bez efektu wow.

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota stycznia 18, 2020

Link permanentny - Kategorie: Fotografia+, Moje miasto - Skomentuj


You sezon 2 / Hidden bodies

Ktoś kiedyś szukał “Hidden Bodies” Kepnes po polsku, mam dobrą wiadomość - już jest w księgarniach (“Ukryte ciała”).

Wracając do serialu, sezon drugi jest bardzo luźno oparty na książce. Owszem, Joe przenosi się do znienawidzonego a priori (a nienawiść potwierdza się na każdym kroku w Kalifornii) Los Angeles, ale nie w poszukiwaniu wiarołomnej Amy Adams, ale w celu ucieczki przez cudownie zmartwychwstałą Candace. Trafia do delikatesów rodziny Quinnów (i poznaje Love), ale w przeciwieństwie do książki (gdzie pracował w księgarni opodal) nie ma tu żadnego przypadku, tylko wyrachowana kalkulacja. Jak w pierwszym sezonie, pojawia się nieistniejąca w książce nastolatka, Której Trzeba Pomóc (i stanowiąca tzw. ludzkie oblicze psychopaty) oraz jej siostra, Delilah, z którą Joe przez chwilę coś łączy. To za ich sprawą Joe trafia na celebrytę-pedofila, który w trakcie akcji ginie, jednak ani to morderstwo, ani przeszłość nie dogania Joe’go (posługującego się imieniem Will[1]). I jak narzekałam, że w drugim tomie trzeba zawieszać niewiarę na kołku, tak tutaj absurd goni absurd. Morderstw jest mniej, wszak Joe “chce być uczciwym człowiekiem” dla Love Quinn, ale o wiele więcej lawirowania i zamykania ludzi w klatce. Finał jest bardziej złowieszczy niż w książce (eójavr cflpubcnglpmal Sbegl tvavr mnfgemrybal cemrm cbyvpwę, xvrql cynahwr mnovć Wbr, n Ybir bxnmhwr fvę cbgeówaą zbeqrepmlavą orm żnqalpu jlemhgój fhzvravn. Wbr m avą mbfgnwr, pubpvnż zn cbpmhpvr, żr mr młlpu cbohqrx, ob avol mnnxprcgbjnłn tb gnxvrtb, wnxvz ancenjqę wrfg, nyr jgrz fvę bohqmvł, żr wrqanx avr zbżr fnz cemrq fboą mnnxprcgbjnć fjbvpu pmlaój).

Więc jak w pierwszym sezonie/pierwszym tomie można się było złapać na lep scenarzystom/autorce, że wyższa konieczność, cel uświęca środki, przecież w końcu chodzi o miłość, tak tutaj już nie. Owszem, emocje są, scenariusz napisany sprawnie, ale nie da się kibicować Joe, bo nic go nie usprawiedliwia.

[1] Bo kradnie tożsamość lokalnemu cwaniaczkowi, którego trzyma w dźwiękoszczelnej klatce, zainstalowanej samodzielnie w przypadkowym storage’u. Cwaniaczek okazuje się być wplątany w mafijne rozgrywki, przez co Joe traci palec i musi - w celu odzyskania do przyszycia - zabić mafioza.

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek stycznia 17, 2020

Link permanentny - Kategorie: Oglądam, Seriale - Skomentuj


Andrzej Sapkowski - Ostatnie życzenie / Miecz przeznaczenia

Narzekałam już na wybiórczość serialu, która skastrowała opowiadania z tego, co unikalne i cenne, nie będę się już więcej pastwić. Wprawdzie opowiadania z pierwszego tomu (Ostatnie życzenie) znam raczej z poprzedniego wydania (tomiku Wiedźmin ze srogą okładką), ale znam je prawie co do frazy. Co ciekawe, poza pierwszym, zupełnie nie kojarzyłam fabuły opowiadań z drugiego tomu.

Głos rozsądku to spoiwo do pierwszego tomu opowiadań - Geralt, ranny podczas odczarowywania strzygi, kuruje się w świątyni Melitele, jest sprzeczka z rycerzami lokalnego możnowładcy (“upadło ci coś, rycerzyku”), pulchna piegowata Iola oraz przepowiednia. Wiedźmin podejmuje się uratowania strzygi, w którą zamieniła się kazirodcza córka króla Foltesta i jego siostry Addy. Zyskuje mieszek złota, szacunek króla i pociętą szyję. Ziarno prawdy to chyba jedno z moich ulubionych opowiadań, motyw Pięknej i Bestii. Nivellen, niewydarzony księciunio, mężnieje za podszeptem kolegów za pomocą gwałtu na mniszce mrocznego klasztoru, która go przeklina, darowując mu szpetną mordę. Dopiero prawdziwa, choć niespodziewana i dramatyczna w finale, miłość odczarowuje księcia. Mniejsze zło to chyba najsmutniejszy wariant opowieści o Renfri, królewnie Śnieżce, zaszczutej przez macochę i jej nadwornego czarodzieja pod pozorem mutacji, spowodowanej Czarnym Słońcem. Renfri udało się przeżyć, nauczyła się walczyć o swoje, a z Geraltem spotkała się w Blaviken tuż przed tym, jak usiłowała wymierzyć sprawiedliwość Stregoborowi, czarownikowi, który chciał wykonać jej sekcję. Ubolewam, że Renfri była bohaterką tylko tej historii, bo dziewczyna miała potencjał. I batystowe majtki, wszak to księżniczka. Kwestia ceny to zaczątek sagi. Geralt zostaje zaproszony na ucztę w Cintrze, gdzie królowa Calanthe usiłuje przeprowadzić po swojej myśli konkury do ręki swojej córki, Pavetty. Pojawia się rycerz zaklęty w jeża oraz Prawo Niespodzianki. Kraniec świata też bardzo lubię. Opowieść o diabole, który grozi, że dupczyć będzie, przeradza się w melancholijną opowieść o eksterminacji elfów i ich próbach pozostania przy życiu bez asymilacji ze szkodnikami, którzy zniszczyli i zajęli ich kraj (tak, ludźmi). Ostatnie życzenie opowiada o pierwszym spotkaniu Geralta z Yennefer, które wcale nie zwiastowało wielkiej miłości, mimo urody czarodziejki. W trakcie zniszczeniu ulega spora część miasta, na widok publiczny zostaje wystawiony tyłek znanej w mieście osoby, a najbardziej zirytowaną istotą jest dżin, zmuszony do czynności uwłaczających.

Granica możliwości przeprowadza całą ekipę (króla z doradcą, jednego błędnego rycerza, a drugiego całkiem ogarniętego, krasnoludy, rzezimieszków, czarodzieja-pacyfistę, chłopów i wreszcie Yennefer, Geralta i Jaskra) przez góry w poszukiwaniu nadpsutego faszerowanym baranem smoka (i jego skarbu, bo smoki mają skarby). Tu nie strzymam, bo to opowiadanie jest świetnie napisane i zaplanowane, a jednak udało się w serialu całkowicie wypruć je z emocji i logiki. Zerrikanki są ozdobami, Borch Trzy Kawki ma w zasadzie epizod, błędny rycerz ginie w żenujący sposób (oraz nawet nie wiadomo, kto go zabił), krasnoludy zostają przymrożone przez Yennefer, przez co Yarpen Zigrin nie obwieszcza oficjalnie konwencjonalnej walki ze smokiem, wreszcie w ogóle nie pojawia się wątek polityczny Niedamira ani ruchy oddolne chłopstwa. W Okruchu lodu (trawestacji baśni o Królowej Śniegu) pojawia się Istredd jako konkurent do szczupłej dłoni Yennefer. Wieczny ogień to slapstikowa historia o dopplerze, który w imieniu niziołka-handlowca zrealizował szereg zaskakujących transakcji handlowych. Serial z tego wyjął tylko ideę mimetyzmu i ją zepsuł, wprowadzając niewiarygodną postać dopplera-psychopaty. Trochę poświęcenia to baśń o pięknej syrence, która - zakochana w człowieku - nie do końca ma ochotę tracić ogon na korzyść niewygodnych nóg. Geralt odkrywa potwory morskie oraz Essi Daven, pięknooką pieśniarkę. Miecz przeznaczenia i Coś więcej wprowadzają do Sagi, przeprowadzając Geralta przez Brokilon, w którym poznaje Ciri (a czytelnik dowiaduje się, gdzie driady widzą granice swojego lasu oraz w jaki sposób odczarować kogoś zaklętego w kormorana, wbrew legendzie o 11 bratach-łabędziach i ich siostrze), a następnie dowozi rannego wiedźmina aż do jego przeznaczenia, już po bitwach o Cintrę i pod Sodden.

Jak to jest pysznie napisane - doskonałe dialogi, dobrze bilansujące powagę i ironiczny, inteligentny humor, świetne, pełnokrwiste postaci, od małych cwaniaczków do bandytów przy władzy. Jak ładnie zbudowane są postaci kobiece, z poglądami i kierowaniem własnym losem, w którym niekoniecznie chęć zdobycia męża zajmuje miejsce prominentne (co oczywiście nie wyklucza zakochania). Ba, jak na kilka opowiadań, napisanych bez większego planu, doskonale się wszystko składa w spójny świat.

A Wy, które opowiadanie lubicie najbardziej?

Inne tego autora tutaj.

#5-6

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek stycznia 16, 2020

Link permanentny - Tagi: sf-f, panowie, 2020 - Kategoria: Czytam - Komentarzy: 3


Zygmunt Zeydler-Zborowski - Zaczęło się w sobotę

Mecenas Natorski właśnie przegrał sprawę Warysa, której podjął się mimo otrzymywanych ostrzeżeń i gróźb. Zirytowany szykuje się na spotkanie z narzeczoną, gdy wtem do kancelarii wchodzi mężczyzna, informując, że w ważnej sprawie, niezbornie mówi coś o astygmatyzmie[1], którego adwokat nie ma, a kiedy Natorski wraca z kuchni ze szklanką wody dla spanikowanego gościa, znajduje go martwego (nóż w plecach). Podejrzenia oczywiście padają na mecenasa, bo nikogo innego nie było, na szczęście szczęście patolog Ziemba[2], znajomy Natorskiego, wierzy mu i dzwoni po Downara, człowieka-instytucję od dziwnych spraw. Za samowolne dołączenie do śledztwa major obrywa od szefa, który jednak później go przeprasza, bo jednocześnie rozwiązują się dwie sprawy. Oczywiście, jak w innym tomach, największą uwagą milicjant darzy spotkane panie[3][4], absolutnie nie profesjonalnie, bez problemu podrywa w żenujący sposób urzędniczkę, żeby uzyskać informacje (i vice versa, jedna z osób zaangażowanych w sprawę usiłuje go pocałować korzystając z awarii prądu, podobne sugestie wysnuwa też współpracowniczka[5]), a jego mentor, Walczak, zaniepokojony wypytuje o użycie przemocy[6]. Wracając do meritum, w obu przypadkach - sprawie Warysa i sprawie Natorskiego - pojawia się otrucie arszenikiem i posądzenie obecnych w pomieszczeniu osób o zbrodnię. Milicja początkowo nieudolnie (w pierwszym rzucie pominięto wiele śladów, które wskazuje ochotniczo[7] dołączający do śledztwa Walczak), potem już coraz sprawniej odkrywa, co łączy zabójcę z procesu poszlakowego, mecenasa, optyka i żonę pewnego zasłużonego profesora. W ramach śledztwa poczciwy Kobiela przebiera się za hydraulika, żeby odpytać fertyczną gosposię u państwa inżynierostwa, a Downar ze specjalistką od daktyloskopii wynajmuje od cwanej damy[9] mieszkanie na godziny oraz uzyskuje informacje od damy negocjowalnego afektu[10].

[1] “Zastanawiałem się nad tym i dochodzę do wniosku, że to musiał być albo okulista, albo optyk. W każdym razie ktoś z tej branży. No bo wiesz, przeciętny człowiek nie będzie mówił o astygmatyzmie, a przypuszczam, że jest bardzo wielu ludzi, którzy w ogóle nie wiedzą, co to jest astygmatyzm”. Pozdrawiam z moim astygmatyzmem.

[2] W nowym mieszkaniu Ziemby chodzi się “na suknach”, bo teściowa dba o świeżo wylakierowany parkiet.

[3] No przecież nikt nie odmówi przystojnemu majorowi[7]...

„Śliczna dziewczyna - pomyślał Downar - prześliczna dziewczyna.” Zdawał sobie sprawę z tego, że zaczyna myśleć zupełnie o czym innym, a nie o morderstwie popełnionym w kancelarii adwokackiej. Opanował się całym wysiłkiem woli. „Do wszystkich diabłów, przecież nie przyszedłem tutaj na flirty” - próbował sobie wybić z głowy te niebezpieczne myśli. (...) Obserwował ją. Wysoka, postawna, efektowna. Prześliczna dziewczyna. Co za włosy, co za oczy… (...) Usiłowała sobie przypomnieć, a robiła to z takim wdziękiem, że Downar nie mógł od niej oderwać oczu. Czuł, że uroda tej dziewczyny zupełnie paraliżuje w nim zdolność spokojnego, logicznego rozumowania. Był zły na siebie. Postanowił jak najprędzej zakończyć tę rozmowę. (...) Od pewnego czasu obserwował nogi Ewy. Były długie i bardzo zgrabne. (...)
- Mam nadzieję, że będziemy się czasem widywać.
Uśmiechnęła się.
- Oczywiście. Jeżeli tylko śledztwo będzie tego wymagało.
Downar spojrzał jej w oczy.
- Przyznaję, że chętnie zobaczyłbym się z panią niezależnie od śledztwa. Nie zawsze przecież musimy rozmawiać o morderstwach. Sądzę, że moglibyśmy sobie znaleźć jakiś weselszy temat.

[4]

Drzwi otworzyła mu Warysowa. Miała na sobie ciemną, bardzo obcisłą suknię, podkreślającą jej kształty. Zaczynała trochę tyć, ale była jeszcze doskonale zbudowana. Gęste, ciemne włosy upięła w wysoki kok, przyozdobiony zbyt ekscentrycznym grzebieniem. Tę hiszpańską fryzurę podkreślały jeszcze duże, ciężkie kolczyki czy klipsy. Usta miała mocno ukarminowane. Patrząc na nią, miało się wrażenie, że za chwilę zacznie uderzać w kastaniety i odśpiewa habanerę z Carmen. (...) Właściwie dopiero w tej chwili uświadomił sobie, jak bardzo działa na niego fizycznie ta kobieta.

[5] OMFG. Pan autor i jego wyobrażenie romantyzmu.

Pracowali intensywnie przez trzy godziny. Zmęczona Grażyna usiadła na brzegu tapczanu i wierzchem dłoni odgarnęła spadającą jej na oczy czuprynę.
- Wiesz, o czym sobie teraz pomyślałam?
- O czym?
- Że właściwie mógłbyś mnie tutaj zgwałcić.
Downar wzruszył ramionami.
- Też masz pomysły. Co ci do głowy przychodzi?
- No, ale sam przyznaj, przecież mógłbyś mnie zgwałcić. Głucha noc. Jesteśmy tu sami. No tak czy nie?
- Oczywiście, gdybym chciał... - mruknął niechętnie Downar.
- Ale ty nie chcesz?

[6]

- Właśnie. Przecież tę całą historię z zamianą oprawki opowiedział mi właściwie sam, z własnej woli, to znaczy prawie z własnej woli.
Walczak spojrzał bystro na przyjaciela.
- Słuchaj no, Stefuś, czyś ty czasem nie nakładł temu optykowi po mordzie?
- Zwariowałeś? - oburzył się Downar.
- Nie. Ja tylko tak pytam. Wiem przecież, że ty czasem bywasz nerwowy podczas śledztwa.
- Bądź spokojny. Nie stosuję żadnego mordobicia.
- To ci się chwali.

[7] Walczak ma bezpłatny urlop, bo szykuje się egzaminu na studiach prawniczych, więc korzysta z każdej okazji, żeby się nie uczyć. Jest również źródłem bonmotów ("Tyle razy ci przecież tłumaczyłem, że największą przeszkodą w pracy śledczej jest myślenie. ") i dźwięków (pogwizduje arię Nadira z “Poławiaczy pereł” i marsz z “Aidy”).

[8]

[Downar] Był jak zwykle gładko ogolony i pachniał dobrą wodą kolońską. Jasnobrązowa, dwurzędowa marynarka leżała na nim znakomicie.

[9]

[Wiśniewska] Była średniego wzrostu i miała widoczne skłonności do tycia. Znajdowała się w tym trudnym okresie życia, kiedykobieta jeszcze pragnie się podobać, ale wszelkie zabiegi w tym kierunku okazują się już bezowocne. Kokieteryjna, utleniona czuprynka, spora ilość pudru na sfatygowanej twarzy i przesadnie ukarminowane wargi.

[10]

- Ile razy byłaś u niego?
- Dwa.
- No i co...?
- No i nic. Miły, starszy facet, forsiasty. Płacił dolarami.
- W jakim języku z nim rozmawiałaś?
- Właściwie nie mówiliśmy dużo. Parę słów po niemiecku parę słów po francusku. Wiesz, że nie jestem znowu taka wykształcona w obcych językach.

Się pali: aż gęsto w pokoju, tureckie papierosy (wcale niezłe), wawele, belwedery.
Się pije: wermut, ratafię, chiński koniak(?!), jarzębiak, wódkę, również zagraniczną, i piwo (do obiadu), wino burgundzkie.
Się je: zupę pomidorową i rumsztyk, bryzole cielęce z pieczarkami, szarlotkę i ptysie, rybę w galarecie, móżdżek zapiekany w muszelkach, pasztet domowej roboty, kawior, łososia, pieczoną indyczkę z borówkami, a na deser tort orzechowy, doskonała kawa i likiery.

Inne tego autora tu.

#4

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek stycznia 13, 2020

Link permanentny - Tagi: prl, panowie, kryminał, 2020 - Kategoria: Czytam - Skomentuj


Za oknem szaro...

[2.09.2018/8.09.2019]

... albo ciemno. Z wiekiem dorobiłam się choroby afektywnej sezonowej, od listopada oszczędzam energię, śpię i nie mam siły na aktywności poza domem. Owszem, jest łatwiej, bo sypialnia z wykuszem, ale i tak. W tym roku nie udało mi się oszukać głowy, wyjeżdżając w ciepłe. A to, czego mi brakuje (poza sandałkami cały rok i dniem kończącym się nie o 16), to kolor. Uprzejmie proszę o kolor cały rok.

GALERIA ZDJĘĆ.

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela stycznia 12, 2020

Link permanentny - Tag: ogrod-botaniczny - Kategorie: Fotografia+, Moje miasto - Skomentuj


Working mums

Kanada, Toronto. Kilka kobiet, które niedawno zostały matkami, spotyka się wraz z dziećmi w klubie dla mam, prowadzonym przez egzaltowaną Valerie (to zdecydowanie któryś z kręgów piekła). Kate przed urodzeniem dziecka była gwiazdą agencji reklamowej, usiłuje dalej udawać, że nic się nie zmieniło, że jest bardziej niezależna i silna niż panowie, przez co znika z życia rodziny. Jej mężowi to niespecjalnie się podoba, zwłaszcza że chciałby mieć drugie dziecko. Franky przed urodzeniem dziecka sprzedawała nieruchomości, ale teraz nie jest w stanie sobie poradzić z niczym, bo cierpi na depresję. Anne, psychiatra, właśnie się dowiedziała, że jest znowu w ciąży (co w serialu jest nie wiedzieć czemu poniekąd niespodzianką), ale wcale nie chce trzeciego dziecka, bo praca sprawia jej przyjemność, a dość kłopotów ma przez dorastającą córkę. Jenny niespecjalnie chce wracać do pracy (teoretycznie jest to firma IT, ale w życiu bym nie powiedziała, ponieważ jedyną oznaką jest to, że używają komputerów), mimo że jej mąż obiecuje zająć się dzieckiem (i pisać scenariusz). Wszystkie chciałyby się wyspać.

Serial jest przezabawny, ale mocno nierówny - to pomieszanie czasem gorzkich obserwacji, jak na rolę kobiety w świecie wpływa macierzyństwo, co się zmienia, z czego trzeba zrezygnować, co trzeba sobie z powrotem wywalczyć, jak się odbija od szklanego sufitu czy braku awansu z dość miałkimi sytuacjami, które są raczej z gatunku #problemypierwszegoświata. Wszystkie panie mają zaplecze finansowe (a nawet jeśli współmałżonek traci pracę, niebo nie wali się na głowę), łatwiej wtedy podejmować decyzje. W drugim i trzecim sezonie doszło wiele nowych wątków, już nie stricte macierzyńskich - zdrada i jej konsekwencje, #metoo, etyka w pracy, opieka naprzemienna i problemy z tym związane czy wychowanie dorastających dzieci. Niestety, jednocześnie rozwiązania fabularne stały się dość schematyczne, dążąc czasem w stronę absurdu.

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota stycznia 11, 2020

Link permanentny - Kategorie: Oglądam, Seriale - Skomentuj


Ewa wzywa 07 31-32-33

Aleksander Ścibor-Rylski - Złote koło #031

Spis osób:

  • kapitan Budny - narrator, żona go opuściła na korzyść ognistego bruneta
  • porucznik Traszka - jak wszyscy, pracuje po godzinach
  • Piotr (16) - syn Budnego, nieco smutny, bo ojciec jest pracoholikiem
  • doktor Turska - młoda lekarka o skupionym wzroku, ratowała Kruka
  • podporucznik Prałat - sumienny i obowiązkowy
  • Janusz Kruk (17) - denat ze Złotego Koła
  • Feliks - kierowca milicyjnego wozu, jeździ, gdzie mu każą
  • doktor Miśkiewicz - dyżurny anestezjolog
  • profesor Krauswald - Zakład Medycyny Sądowej
  • Jan Butyrak - badylarz, właściciel czarnego “spartaka”
  • Aleksander Semko - karany za stręczycielstwo i próby wymuszenia
  • porucznik Walendziak - robi nadgodziny, młodziak
  • Josiek - prowadzi nieoficjalny komis (czytaj: paserka)
  • Kaśka Raz-Dwa-Trzy - bardzo dobrze wychowana kobieta, partnerka Semki, piękny biust
  • major Skoczylas - “stary”, naczelnik wydziału
  • Konrad Zagórski (67) - emeryt, samotny schizofrenik
  • ciotka Janusza - mizerna kobieta o bardzo smutnych oczach
  • Stanisław Kruk - stryj Janusza, bardzo porządny człowiek[1], o suchej twarzy pastora
  • Adam Rokita - uczeń technikum, chłopak z ery tranzystorów i stereofonii
  • porucznik Zaleska - ma rozeznanie w gangach młodocianych
  • Basia - ładna panienka Rokity, w greckich kozaczkach z łańcuszkiem
  • Jan Sadowski (ps. Długi Janek) - ma żółte, zepsute zęby
  • Tadeusz Piechalak - pozornie usłużny, syn zamożnych rodziców, ale się stoczył
  • Michalski - magazynier z Centrali Zbyt Materiałów Budowlanych, może załatwić cegłę
  • Halina Bartoszewska (15) - ofiara gangu
  • pani Bartoszewska - matka Haliny, drobna kobieta o bardzo dobrej twarzy

Wrocław. Kapitan Budny ma wprawdzie w planach kolację ze swoim synem, ale wystarczy telefon z pracy, żeby zmęczenie po dyżurze ustąpiło adrenalinie i chęci rozwiązania zagadki. Na izbę przyjęć trafia 17-letni chłopiec z rozbitą głową, który umiera mimo szybkiej reakcji lekarzy. Milicja szuka najpierw mężczyzny, który przywiózł nastolatka i zniknął, ale trop szybko się wyjaśnia jako niezwiązany (przestępstwo gospodarcze), zaczyna więc drążyć, czemu - jak się w śledztwie okazuje - były uczeń technikum zniknął ze stancji u stryja i ze szkoły. W międzyczasie pojawia się jeszcze podejrzany lokalny złodziejaszek oraz zakrwawiony schizofrenik, który twierdzi, że kogoś zabił. Śledztwo prowadzi do bandy, z którą się bujał zamordowany oraz do niewyjaśnionej wcześniej sprawy wielokrotnego gwałtu na 15-latce.

Mam wrażenie, że albo widziałam ekranizację w telewizji (z ojcem i synem Janczarami) albo czytałam już ten tomik. Wyjaśnienie intrygi jest raczej z tych smutnych, ale mało wiarygodnych: mnzbeqbjnal olł eójavrż fcenjpą tjnłgh an anfgbyngpr, nyr jgrz cbpmhł, żr wrqanx pupr fvę avą bcvrxbjnć v mnpmął fmnagnżbjnć xbyrtój j pryh hmlfxnavn cvravęqml an mnqbśćhpmlavravr.

[1] Który, kiedy 16-latek pod jego opieką sprzedaje wieczne pióro i kupuje sobie apaszkę, drze tę apaszkę, daje siostrzeńcowi w twarz i każe mu się wynosić. No dusza-człowiek.

Się kupuje (i je): obrane ziemniaki w delikatesach (nie eko!) w nylonowym woreczku (eko!), konserwowy krupnik w puszce, schab w foliowym woreczku (również nie eko!), smalec do smażenia, piękny trójkącik sera brie (w Delikatesach).

Zygmunt Sztaba - To nie było samobójstwo #033

Spis osób:

  • stara Malewska - wdowa, wynajmuje Kocybie pokój
  • Alojz Borowiak - starszy syn, pracuje z Kocybą na kopalni
  • stary Borowiak - również na kopalni, ale w innym dziale
  • stara Borowiakowa - o twarzy pooranej zmarszczkami, dba o garderobę
  • Konrad Borowiak - młodszy syn, pracuje w hucie
  • Walenty Kocyba - lokator Malewskiej, sztygar na kopalni, ostry, ale sprawiedliwy
  • Ewa - narzeczona Alojza, z Nowej Huty, maszynistka w dyrekcji
  • Gerard Kowalik - brygadzista z huty, przysadzisty, łysawy blondyn
  • Karlik - chudy rudzielec w sztruksowej marynarce
  • Władek - zwalisty dryblas z pechem w życiu
  • Bronka Borowikowa - dziewczyna Konrada, nie chce legalizować związku
  • porucznik Łukasz Kowalik - powiatowa KMO, przystojny i dobrze zbudowany
  • Paweł Trumel - sekretarz komitetu zakładowego, szczupły w sztruksowej marynarce
  • Jan Koza - przygarbiony starszy górnik, rębacz, lubil się z Kocybą
  • Gerard Strusik - przewodniczący rady, oskarża młodych o konflikt z Kocybą
  • Antoni Lepik - krępy, barczysty, z małą głową, 20 lat we Francji
  • Bronisław Sosnowski - raczej bumelant, przeraźliwie chudy i wysoki, krawat w różowe i zielone końskie głowy
  • Stefan Mikulec - nic dobrego, mały i baryłkowaty, uczesany na mandolinę, błyszczący od pomady
  • Marian Ziomek - przewodniczący ZMP
  • Leon Bartłomiejczuk - przewodniczący samorządu
  • Felek Owczarek - miał imieniny w noc śmierci Kocyby
  • Sierżant Plich - ówczesna wyszukiwarka i agregator danych
  • Marian Zymła (19) - ofiara napaści
  • Hilda - taka lepsza, wszyscy ją znają
  • kapitan Zdebel - kierownik sekcji
  • Zofia Lepik - umie w koronki

Stara Malewska wynajmuje pokój lokatorowi, mimo że obcy człowiek, przywiązuje się do niego. Kiedy Kocyba nie wraca pewnej jesiennej nocy z szychty w kopalni, biegnie do sąsiadów. Borowiak z synami idą szukać zaginionego, znajdują niestety jego zwłoki pod wysokim wiaduktem. Jak wskazuje tytuł, nikt nie wierzy w samobójstwo ambitnego i pracowitego sztygara. Konrad Borowiak podejrzewa brata, kłócącego się ze sztygarem o metody pracy[1], bo przy zwłokach znalazł oderwany guzik (co pasuje do uszkodzeń garderoby Alojza). Przewodniczący rady wskazuje na lokalnych bumelantów, którzy mieli zadrę z pracowitym Kocybą, a dodatkowo w noc śmierci uciekli z miejsca zamieszkania. Milicja rozpoczyna śledztwo od analizy śladów, a na trop zbrodniarza doprowadza ich gazeta trzymana przez denata w szufladzie.

Się je: w zimie chleb z kiełbasą i boczkiem, latem z twarogiem ze śmietaną i szczypiorkiem, bigos na kolację, jajecznicę na boczku.
Się pali: sporty, poznańskie.

[1] Których brak był “wodą na młyn naszych reakcjonistów i światowego kapitalizmu”.

Inne tego autora tutaj. Inne z tego cyklu tutaj.

#3 (przeczytałam też dla porządku EW032)

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek stycznia 9, 2020

Link permanentny - Tagi: prl, panowie, kryminał, 2020 - Kategoria: Czytam - Komentarzy: 2


Shaun Bythell - Pamiętnik księgarza

Shaun Bythell pod wpływem impulsu kupuje zaniedbany antykwariat w rodzinnym miasteczku Wigtown. Wyobrażenie: odwiedzany przez zamożnych i hojnych klientów uzyskuje dla nich cenne pozycje księgarskie, a resztę czasu spędza w wygodnym fotelu przed kominkiem w otoczeniu ukochanych książek. Rzeczywistość: klienci zdejmują książki z półek i zostawiają gdzie bądź, handryczą się o ceny i, co najgorsze, zadają idiotyczne pytania; w sklepie jest wilgotno i zimno (a czasem śmierci kocim moczem); Amazon zabija małe sklepiki, stosując dumping cenowy; współpracownicy nie zawsze chcą współpracować i uważają właściciela za blokadę rozwoju sklepu; od dźwigania pudeł z książkami bolą plecy. Każdy dzień w Book Shopie to powtarzalne rytuały - walka z programem do sprzedaży internetowej (0 zamówień albo obniżone ceny wystawionych książek), wyjazdy w celu wycen księgozbiorów, w których raczej jest 30% sensownych pozycji, reszta to makulatura, cieknące okno, zaginiony kot czy marudny listonosz, odbierający przesyłki do klientów. Mimo negatywów, to bardzo pozytywna i sympatyczna opowieść o tym, że jednak ludzie czytają, zdarzają się nieroszczeniowi klienci, cieszący się ze znalezionego rarytasu; kilkadziesiąt notatek to opis Festiwalu Książek, wzbudzającego całe miasteczko. Wśród codziennej rutyny autor przemyca fantastyczną galerię lokalnych postaci, od irytujących do uroczych. Szczególne miejsce zajmują współpracownicy - ekscentryczna Nicky, świadek Jehowy, przynosząca wygrzebane ze śmietnika łakocie (skądinąd strasznie mnie irytuje tłumaczenie “piątkowe łasuchowanie”, w oryginale “foodie Friday”) i wkładająca książkę Darwina na półkę z fikcją, studentka Flo, wzbijająca się na wyżyny niegrzeczności w stosunku do klientów czy Andrew z zespołem Aspergera, który poległ na ułożeniu książek alfabetycznie. Absolutnie nie przeszkadza mi mizantropia autora ani jego niechęć do nowoczesnych mediów (znakiem firmowym antykwariatu jest rozstrzelany kindle na ścianie).

Ależ oczywiście, że chciałabym mieć własny antykwariat, w którym spędzałabym czas na fotelu przed kominkiem, czytając i popijając herbatę.

#2

Napisane przez Zuzanka w dniu środa stycznia 8, 2020

Link permanentny - Tagi: panowie, beletrystyka, 2020 - Kategoria: Czytam - Komentarzy: 1


Berlin 2019 (2/2)

[22.12.2019]

Wnikliwy obserwator zauważy w poprzedniej notce adres, o którym nie wspomniałam. W niedziele przy Mauerparku rozkłada się Pchli Targ (Flohmarkt); latem pewnie przyjemniej niż w grudniu, więc na czerwiec plan jest taki, że rodzina idzie do parku, a ja zostaję. Mnóstwo wszystkiego, rarytasy przemieszane z badziewkiem, chińszczyzna i współczesność z XIX wiekiem. Bywa stara, nietypowa biżuteria, ale trzeba czasu, żeby ją znaleźć w zalewie byle jakiej. Są ubrania, niektóre nowe, niektóre zdecydowanie vintage. Winyle i książki, niestety raczej w języku sąsiadów. Bywa drogo, bywa za centy.

Pojechałam po porcelanę, w założeniu Churchill Blue Willow/Brook Pink/Brook Green, wróciłam z wymieszanym zestawem talerzy i filiżanką różnych firm.

Spode Pink Tower Mason's Vista Pink Spode Villeroy Boch Rusticana Red Mason's / Villeroy Boch x 2 / Spode

Przychodźcie na kawę, można gościom.

GALERIA ZDJĘĆ.

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek stycznia 7, 2020

Link permanentny - Tagi: niemcy, berlin - Kategorie: Listy spod róży, Fotografia+ - Skomentuj


Berlin 2019 (1/2)

[20-22.12.2019]

TŻ stwierdził, że najbardziej w Berlinie podobało mu się czyste powietrze. Mnie - przypadkowa architektura. Przy okazji losowego wyboru greckiej restauracji na niedzielny lancz przejechałam przez Schöneberg obok elfiego Sporthalle der Spreewald-Grundschule Hinricha Ballera i brutalistycznego Pallaseum; pierwsze wygląda na nigdy nie używane, drugie - na używane zbyt mocno (wyobraźcie sobie, że pod Waszym domem przejeżdżają samochody). Uwielbiam Berlin za kontrasty.

Wybór noclegu w pięknej dzielnicy Prenzlauer Berg pozwolił na zwiedzanie okolic Alexander Platz na piechotę (i pogoda! cały dzień słońce i ponad 10 stopni). Illuseum (Muzeum Iluzji) nieco rozczarowało - jest malutkie (czytaj: cztery pomieszczenia, w jednym szatnia, w drugim recepcja), iluzje są świetne, ale obejrzenie całości zajmuje 20 minut, wliczając czekanie, aż inni odwiedzający wyjdą z kadru. Odcięta głowa na talerzu, kalejdoskop z twarzami, złudzenia perspektywy i wielkości, ukośne podłogi i ściany w paski czy kratkę (to załatwiło mój błędnik - spadłam na ścianę i mózg odmówił chodzenia prosto) czy pokój do góry nogami cieszą młodzież, ale to miejsce na jednorazową wizytę. Więcej czasu spędziliśmy na pobliskim Weihnachtsmarkt am Roten Rathaus, gdzie karuzela i diabelski młyn. Zdjęcia z muzeum w galerii, jako że zawierają lokowanie rodziny.

Torstrasse Mozaika na Berlin Congress Center / Spreewald-Grundschule Ballera Volksbühne Rose Garden Berlin / Torstrasse Berlin Wall Memorial na Bernauer Strasse Niedźwiadek / Karuzela na Weinachsmarkt am Roten Rathaus Berlin wieczorem / Kościół Mariacki Kościół Mariacki

Ponieważ młodzież narzeka, że wybieram same nudne i dla dorosłych (oczywiście, tak jak Muzeum Iluzji w sobotę i w niedzielę Muzeum Techniki, do którego naprawdę już nie chcę chodzić, bo znam je na pamięć), w ramach niespodzianki był basen miejski (Stadtbad) w hotelu Oderberger. Nie trzeba być gościem hotelu, ale trzeba zapłacić za wejście. Fantastyczne wnętrze, woda akurat w takiej temperaturze, żeby na początku zimno, a potem nie. Korzystne światło, wieczorem nie widać, że się pominęło kilka włosków przy depilacji. Taras jest ogrzewany, latem można wyjść na świeże powietrze (zimą niekoniecznie, chociaż była przestrzeń z namiotem dla palaczy). Są dodatkowo płatne sauny, ale to może następnym razem.

A o niedzieli niebawem.

Restauracje i miejsca:

  • Mama India - Schönhauser Allee 10, indyjska
  • Rose Garden Berlin - Alte Schönhauser Str. 61, śniadania, z tych droższych, ale pyszne i dużo!
  • I due forni - Schönhauser Allee 12, pizzeria (płatne tylko gotówką)
  • Berkis - Winterfeldtstraße 45, grecka
  • Illuseum - Karl-Liebknecht-Str. 9.
  • Hotel Stadtbad Oderberger, Oderberger Str. 57 - można wybrać pakiet 2 godzin na samym basenie albo droższy basen z saunami, za opłatą dodatkową można wypożyczyć ręcznik; uwaga - gotówka albo karta maestro
  • Flohmarkt am przy Mauerpark, Bernauer Str. 63-64
Rose Garden Berlin, śniadanie Berkis, lancz / Pallaseum

GALERIA ZDJĘĆ.

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek stycznia 6, 2020

Link permanentny - Tagi: niemcy, berlin - Kategorie: Listy spod róży, Maja, Fotografia+ - Skomentuj