Więcej o
Z głowy, czyli z niczego
Nie pisałam, bo byłam na wakacjach.
W wakacjach najbardziej lubię wracać do domu. Ten moment, kiedy otwieram drzwi i wszystko jest na miejscu i znane. I jakkolwiek się cieszę z samych wyjazdów, tak dałabym dużo monet, żeby na noc zawsze wracać do domu.
Niesamowicie wygodne łóżko, duże, z kocykiem i kołderką, nawet w upał (chociaż ostatnio nieco zrezygnowałam w cieplejsze dni z kocyka, bo uderzenia gorąca).
Łazienka, w której nie trzeba się doktoryzować z prysznica, pod którym jest mnóstwo miejsca, a ciśnienie i temperatura wody idealna.
Miejsce na rzeczy. O niebo łatwiej się rozpakowywać niż pakować, bo wszystko gdzieś należy. Nawet 5 rund prania zawartości walizki nie sprawia problemu (byłoby mniej, ale jedna zdobyczna puszka napoju nastolatki się rozszczelniła).
Dzbanek z herbatą. I duże kubki.
Światło. Tak, wiem, mam umyte tylko kilka z 13 okien, żeby Jezus mógł zajrzeć na Wielkanoc, ale nawet z nieumytymi jest jasno. Jakkolwiek uwielbiam zewnętrze na południu Europy, tak temperatury nieco mniej i rozumiem brutalną konieczność odcinania się od słońca, kiedy najgoręcej. Ale jakże nie lubię ciemnych pomieszczeń, nawet przestronnych.
Biurko do pracy z komputerem. Nie umiem pisać czegokolwiek dłuższego na telefonie, nie umiem siedzieć zwinięta w paragraf przy stole czy na kanapie. Jestem starą kobietą i potrzebuję swojego biurka do szczęścia.
Cisza. Szanowne, jak tu się śpi. Nie trzeba zatyczek do uszu!
Napisane przez Zuzanka w dniu Thursday August 20, 2026
Link permanentny -
Kategoria:
Z głowy, czyli z niczego
- Komentarzy: 1
Mam dwa służbowe moleskiny (dwa, bo ubiegłoroczny ma jeszcze puste kartki i przecież można go używać) oraz jeden podróżny, a i tak - jak szewc niepewny swego rękodzieła - notuję wszystkie myśli w głowie. A potem, haha, ależ oczywiście, że zapominam.
Poza tym dzisiaj wyprało mnie z czegokolwiek. Więc i z notesem nie byłoby ze mnie pożytku.
Napisane przez Zuzanka w dniu Thursday February 21, 2013
Link permanentny -
Kategoria:
Z głowy, czyli z niczego
- Komentarzy: 11
Pani i pan, wchodzą do ogródka w mallowej restauracji, w zasadzie pustej. Pan steruje w kierunku lady, pani scenicznym szeptem napomina: "Najpierw siadamy, bo musimy się rozebrać". Po czym pani zdjęła kurtkę, pan nie zdjął nic, nawet czapki i razem poszli do kasy.
Napisane przez Zuzanka w dniu Tuesday February 19, 2013
Link permanentny -
Kategoria:
Z głowy, czyli z niczego
- Komentarzy: 5
Ostatnie zdjęcie zrobiłam w niedzielę. Przez cały tydzień nie wzięłam aparatu do ręki. Suxx to be me.
Napisane przez Zuzanka w dniu Friday February 15, 2013
Link permanentny -
Kategoria:
Z głowy, czyli z niczego
- Komentarzy: 1
Weszłam w świat jednolinijkowców, z formą narzuconą przez medium. Elaboruję się w sytuacjach służbowych, wprowadzając wstęp, rozwinięcie i zakończenie oraz koniecznie jakiś mocny charakter dla ożywienia akcji. Prywatnie 160 znaków z niejakim obrzydzeniem do dwóch zdań. Nie umiem przejść do drugiego akapitu, nie wspominając o suspensie.
Napisane przez Zuzanka w dniu Monday February 11, 2013
Link permanentny -
Kategoria:
Z głowy, czyli z niczego
- Skomentuj
Ze względu na gabaryt, jakiego nabrałam przez zimę, zdecydowałam się nie kupować nowych spodni, bo dotychczasowe całkiem fajne. A jak kupię nowe, to nie ma szans, że będę robić jakiekolwiek wysiłki[1] w celu zmieszczenia się w posiadane. Dlatego dziś założyłam legginsy. Dawno nie czułam się tak atrakcyjna dla siebie.
Już za drugim razem udało mi się wydrukować w pracy wędrujący dokument[2]. Za drugim bo za pierwszym razem machałam identyfikatorem po ekranie dotykowym, a nie po czytniku. Ekran dotykowy bynajmniej nie identyfikuje.
Mam ochotę dodać nową kategorię pt. "Nieustające pasmo sukcesów"[3].
[1] Restauracja w nowym budynku fabrycznym nie pomaga. Od 12 patrzę na zegarek, żeby o 13 wystartować po pyszną zupkę i co ino. Menu bywa na stronie na facebooku.
[2] True story - puszcza się na drukarkę, macha identyfikatorem i z dowolnej drukarki wylatuje cieplutki wydruk.
[3] Nie żebym nie odniosła dziś sukcesiku. Poszłam do banku zanieść cesję ubezpieczenia mieszkania, której się bank domagał. Przed ponagleniem! I przed naliczeniem kary umownej. Normalnie nie jak ja.
Napisane przez Zuzanka w dniu Monday January 21, 2013
Link permanentny -
Kategoria:
Z głowy, czyli z niczego
- Komentarzy: 2