Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Więcej o Z głowy, czyli z niczego

Rzeczy małe na okres schyłkowy

Babie lato, niespodziewanie ciepłe trzy tygodnie we wrześniu, ze słońcem i niebem jak z katalogu. Mogę pójść z książką do ogrodu i skulić się jak w kokonie w hamakowej huśtawce na czereśni.

Ciągle ta sama playlista, wspólny mianownik to “Lubię to”. Od kalafiorów z lat 80. przez NiN do Prince’a. Bo kto bogatemu zabroni. Chyba że słucham audiobooków, ale wtedy nie mogę pisać.

Policzyłam wczoraj książki w stosiku wstydu na komodzie. 45. Nie doliczam tych, co leżą na szafce nocnej.

W sklepie na rogu w czwartki jest doskonałe drożdżowe ze śliwkami i kruszonką. Jak nie jestem fanką drożdżowego w przeciwieństwie do kruszonki, tak regularnie pielgrzymuję po kolejną dawkę przypominającą.

Biało-rudy z sąsiedztwa sam przybiega na głaskanie i nie że tak delikatnie, tylko wywala się na plecki i zachęca.

Są młode orzechy laskowe.

Na nic tak nie czekam jak na sobotni poranek, żeby pojechać z eloyem na śniadanie. Myślę o tym od środy co najmniej.

W ogrodzie bywa wiewiórka. Ostatnio ganiała się ze sroką.

Jakiś czas temu kupiłam na przecenach w Home&You szklaną wielościenną bryłę, która robi tęcze. Tęcze są najlepsze.

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek października 1, 2026

Link permanentny - Kategorie: Z głowy, czyli z niczego, Fotografia+ - Komentarzy: 2


O powrotach

Nie pisałam, bo byłam na wakacjach.

W wakacjach najbardziej lubię wracać do domu. Ten moment, kiedy otwieram drzwi i wszystko jest na miejscu i znane. I jakkolwiek się cieszę z samych wyjazdów, tak dałabym dużo monet, żeby na noc zawsze wracać do domu.

Niesamowicie wygodne łóżko, duże, z kocykiem i kołderką, nawet w upał (chociaż ostatnio nieco zrezygnowałam w cieplejsze dni z kocyka, bo uderzenia gorąca).

Łazienka, w której nie trzeba się doktoryzować z prysznica, pod którym jest mnóstwo miejsca, a ciśnienie i temperatura wody idealna.

Miejsce na rzeczy. O niebo łatwiej się rozpakowywać niż pakować, bo wszystko gdzieś należy. Nawet 5 rund prania zawartości walizki nie sprawia problemu (byłoby mniej, ale jedna zdobyczna puszka napoju nastolatki się rozszczelniła).

Dzbanek z herbatą. I duże kubki.

Światło. Tak, wiem, mam umyte tylko kilka z 13 okien, żeby Jezus mógł zajrzeć na Wielkanoc, ale nawet z nieumytymi jest jasno. Jakkolwiek uwielbiam zewnętrze na południu Europy, tak temperatury nieco mniej i rozumiem brutalną konieczność odcinania się od słońca, kiedy najgoręcej. Ale jakże nie lubię ciemnych pomieszczeń, nawet przestronnych.

Biurko do pracy z komputerem. Nie umiem pisać czegokolwiek dłuższego na telefonie, nie umiem siedzieć zwinięta w paragraf przy stole czy na kanapie. Jestem starą kobietą i potrzebuję swojego biurka do szczęścia.

Cisza. Szanowne, jak tu się śpi. Nie trzeba zatyczek do uszu!

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek sierpnia 20, 2026

Link permanentny - Kategoria: Z głowy, czyli z niczego - Komentarzy: 1


O uroku użycia pluralis

Pani i pan, wchodzą do ogródka w mallowej restauracji, w zasadzie pustej. Pan steruje w kierunku lady, pani scenicznym szeptem napomina: "Najpierw siadamy, bo musimy się rozebrać". Po czym pani zdjęła kurtkę, pan nie zdjął nic, nawet czapki i razem poszli do kasy.

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek lutego 19, 2013

Link permanentny - Kategoria: Z głowy, czyli z niczego - Komentarzy: 5



Nie chcę

Weszłam w świat jednolinijkowców, z formą narzuconą przez medium. Elaboruję się w sytuacjach służbowych, wprowadzając wstęp, rozwinięcie i zakończenie oraz koniecznie jakiś mocny charakter dla ożywienia akcji. Prywatnie 160 znaków z niejakim obrzydzeniem do dwóch zdań. Nie umiem przejść do drugiego akapitu, nie wspominając o suspensie.

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek lutego 11, 2013

Link permanentny - Kategoria: Z głowy, czyli z niczego - Skomentuj


Blue Monday

Ze względu na gabaryt, jakiego nabrałam przez zimę, zdecydowałam się nie kupować nowych spodni, bo dotychczasowe całkiem fajne. A jak kupię nowe, to nie ma szans, że będę robić jakiekolwiek wysiłki[1] w celu zmieszczenia się w posiadane. Dlatego dziś założyłam legginsy. Dawno nie czułam się tak atrakcyjna dla siebie.

Już za drugim razem udało mi się wydrukować w pracy wędrujący dokument[2]. Za drugim bo za pierwszym razem machałam identyfikatorem po ekranie dotykowym, a nie po czytniku. Ekran dotykowy bynajmniej nie identyfikuje.

Mam ochotę dodać nową kategorię pt. "Nieustające pasmo sukcesów"[3].

[1] Restauracja w nowym budynku fabrycznym nie pomaga. Od 12 patrzę na zegarek, żeby o 13 wystartować po pyszną zupkę i co ino. Menu bywa na stronie na facebooku.

[2] True story - puszcza się na drukarkę, macha identyfikatorem i z dowolnej drukarki wylatuje cieplutki wydruk.

[3] Nie żebym nie odniosła dziś sukcesiku. Poszłam do banku zanieść cesję ubezpieczenia mieszkania, której się bank domagał. Przed ponagleniem! I przed naliczeniem kary umownej. Normalnie nie jak ja.

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek stycznia 21, 2013

Link permanentny - Kategoria: Z głowy, czyli z niczego - Komentarzy: 2