Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Więcej o Oglądam

Secret Diary of Adrian Mole, Aged 13¾

Prowincjonalne angielskie miasteczko, nastoletni Adrian opisuje swoje życie w pamiętniku. Miłość do koleżanki z klasy, Pandory, z którą wprawdzie uprawia “intensywny petting”, ale nie zaczyna jeszcze życia erotycznego, wprawia go w stan frustracji. Proza życia - matka wyprowadziła się i mieszka z sąsiadem, ojciec jest na zasiłku, a do tego do domu wprowadziła się jego kochanka z synem - irytuje go i smuci, zwłaszcza że wszyscy traktują go jak piąte koło u wozu. W szkole też nie jest lepiej, bo nikt nie docenia jego poezji i intelektualnych wywodów. Dookoła bujne czasy Margaret Thatcher - kryzys, wojna na Falklandach (przypadek?), ślady zimnej wojny, ślub Diany i Karola (“jaki ten Andrew przystojny”), kulejąca opieka zdrowotna.

Kiedy pierwszy raz oglądałam te seriale (drugi to “Growing Pains”) w latach 80. rozumiałam niewiele z otoczki społecznej - mundurki szkolne i afera ze skarpetkami, spóźniający się czek z zasiłkiem, problem z pakistańską rodziną w “dobrej” dzielnicy. Skupiałam się na tym, że Adrian skrupulatnie rysuje wykres długości swojego przyrodzenia i nie może się dogadać ze swoją zasadniczą dziewczyną Pandorą, a do tego zupełnie nie rozumie, co się dzieje dookoła niego; poza tym w Polsce też wtedy wszyscy palili. Znacznie mniej docierało do mnie, jak patologiczną jest rodzina państwa Mole’ów, z rozchodzącymi i zdradzającymi się rodzicami, toksyczną babcią, parentyfikacją i zaniedbaniem, a Adrian pod pozorami pretensjonalności zwyczajnie potrzebuje kogoś, kto go pokocha i się nim zajmie (np. piorąc mu te skarpetki).

Czytałam chyba wszystkie książki Sue Townsend, które wyszły w Polsce, ale nie do końca rozumiałam, skąd się jej ogląd świata wziął. Trochę światła rzuca film wspomnieniowy o autorce - jej robotniczych korzeniach, sympatiach i animozjach czy wreszcie postępującej chorobie, mimo której usiłowała ciągle pisać.

Inne tej autorki.

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek maja 10, 2024

Link permanentny - Kategorie: Oglądam, Seriale - Komentarzy: 3


Unbreakable / Split / Glass

Unbreakable (2000) to opowieść o niepozornym ochroniarzu Dunnie (Willis), który jest niezniszczalny - jako jedyny przeżywa bez szwanku katastrofę kolejową. Niedługo potem poznaje ekscentrycznego kolekcjonera komiksów, pana Price’a (Jackson), który jest na drugim końcu skali - najmniejszy nacisk łamie jego kości. Okazuje się, że Price ma misję - uważa, że są na świecie superbohaterowie i chce, żeby Dunn uwierzył w swoje supermoce (niezniszczalność i umiejętność wyczuwania zagrożenia). I kiedy go wreszcie przekonuje, Dunn odkrywa straszną prawdę o Price’ie.

Tytułowy Split (2017) dotyczy osobowości Kevina Crumba (doskonały McAvoy), młodego chłopaka, który ma 24 osobowości - od psotnego 9-latka przez kostyczną opiekunkę do Bestii, supersilnego choć niezbyt elokwentnego morderczego nadczłowieka. W teorii Kevin się leczy psychiatrycznie, ale do specjalistki chodzą tylko wybrane osobowości, a te skrywane porywają trzy młode dziewczęta, żeby wydać je bestii na pożarcie. Jedną z dziewcząt jest Casey (Taylor-Joy), introwertyczna dziwaczka, która wydaje się do porywacza docierać i ma mroczną przeszłość.

Wreszcie Glass (2019) to koda całego cyklu. W szpitalu psychiatrycznym spotykają się Dunn, który w międzyczasie został mrocznym mścicielem, polującym na znanego z drugiej części Crumba, zabijającego jako Bestia kolejne nastolatki oraz Price, od 15 lat przebywający w stanie bliskim katatonii po odkryciu przestępstw w finale pierwszej części. I jedyną rzeczą, o jaką tu chodzi, jest potwierdzenie, że trzej mężczyźni są superludźmi, co od lat tuszuje agencja rządowa.

Przede wszystkim nie róbcie tego błędu co ja, i nie zaczynajcie od “Glassa”, bo bez obejrzenia pozostałych części jest bez sensu. A i trzecia część, w założeniu finałowa i spinająca wszystkie wątki, jest delikatnie mówiąc najsłabsza i trzyma się na ślinę, taśmę klejącą i wiarę. Dwie pierwsze są świetne - trzymają w napięciu, bardzo kameralne, a jednocześnie potężne w swojej wymowie, bardzo dobrze zagrane. Trzecia - dzień po obejrzeniu już nie pamiętałam, co się wydarzyło. Najciekawsze wydawało mi się obserwowanie, jak bardzo zmienił się Bruce Willis przez te kilkanaście lat.

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek maja 7, 2024

Link permanentny - Kategoria: Oglądam - Komentarzy: 2


God’s Favorite Idiot

Clark, niepozorny pracownik w bliżej nieokreślonym biurze, nieśmiały i zwyczajnie miły, zostaje porażony piorunem i zaczyna czasem świecić. Najpierw wszyscy podejrzewają sztuczkę, potem okazuje się, że został wybrany przez boga. Ma głosić dobrą nowinę o tym, że bóg jest miłością i kocha wszystkich bez względu na wybraną religię, bo tylko tak powstrzyma ostateczny koniec świata. Współpracownicy, a zwłaszcza ekscentryczna Amily, w której Clark się podkochuje, wspierają go, bo niedługo po bogu ukazuje się przedstawicielka szatana, który planuje usunięcie Clarka oraz rozwalenie nieba. W finale pojawia się czworo Jeźdźców Apokalipsy i do zobaczenia w sezonie drugim.

Nie do końca rozumiem, po co ten serial, skoro jest “Good Place” i “Dobry omen”. Tu w zasadzie jest crossover wątków z obu seriali biurowego klimatu z “The Office”, co jest zabawne, ale nie do końca wybrzmiewa, bo wszystko jest takie powierzchowne, niby się pracuje, ale raczej to aktywności pozorne w tle. Owszem, to miła i ciepła, taka feelgood i wholesome komedia o dobroci i przyjaźni oraz sprawach ontologicznych, głównych bohaterów grają Melissa McCarthy i Ben Falcone (prywatnie małżeństwo), widać, że się lubią. Tyle że nie ma tu nic, do czego warto by było wracać.

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek marca 26, 2024

Link permanentny - Kategorie: Oglądam, Seriale - Skomentuj


Rojst - Millenium

Trzecia część mrocznej sagi z małego miasta na Dolnym Śląsku. Akcja właściwa dzieje się prawie 3 lata po powodzi w 1997, a retrospektywnie w lata 60. Współcześnie, Kierownik w swoje urodziny zaprasza Wanycza, bo coś dla niego ma, ale spotkanie nie dochodzi do skutku, bo ktoś wkłada tego pierwszego do gara z wrzątkiem ze skutkiem śmiertelnym. Widz już wie, że to list z lat 60., a znając poprzednie sezony, można się domyślić, że to list od wojennej miłości, do której Wanycz chciał jechać i nie pojechał. Anna Jass zostaje ranna w strzelaninie, ląduje w lokalnym szpitalu, gdzie znajduje ją złotousty Mika, który przed emeryturą chce wyjaśnić sprawę prawdopodobnie porwanej i zmuszanej do prostytucji 14-letniej Romki. Do kompletu znika Wanda, 15-letnia córka Zarzyckiego, a policja, cóż, nie rzuca się specjalnie do szukania.

I jak poprzednie sezony zostawiły mi po oglądaniu pewne poczucie przykrości ze względu na drastyczność tego, co się działo, tak tutaj nie odczułam żadnych emocji. Owszem, intryga poprowadzona ładnie, złole są źli, zraniony ojciec zastępuje bezwładną policję, która w ogóle nie rejestruje, że ma w miasteczku od lat burdel, a prawdziwe śledztwo prowadzi emeryt i nerd od komputerów, nieporadna pani asesor i świeżo pozszywana policjantka po traumie. Finał jest dramatyczny i z jednej strony przykry, z drugiej taki słodko-liryczny, w teorii zamyka wszystkie wątki, ale są plotki, że będzie kolejny sezon. I tak jak poprzednie dwa są warte obejrzenia, tak ten tylko ze względu na sentyment dla serii.

Poprzednie sezony.

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota marca 23, 2024

Link permanentny - Kategorie: Oglądam, Seriale - Skomentuj


12 małp (film)

Niedawno wspominałam o serialu, ale oczywiście najpierw był film. Podchodziłam z pewną obawą, bo kiedyś był dla mnie filmem kultowym i zawsze jest strach, że po prawie 30 latach (!) coś się zestarzało. Otóż nie.

Przyszłość. Więzień James Cole zostaje “na ochotnika” wybrany do testowego projektu podróży w przeszłość, żeby zgromadzić informacje pozwalające na uzyskanie próbki wirusa, który spustoszył Ziemię w 1996 roku. Oczywiście trafia do szpitala psychiatrycznego, bo tylko tam może trafić nagi, awanturujący się mężczyzna, przypadkiem wysłany do 1990 roku. Obserwuje go doktor Railly, która nie uważa, że jest niebezpieczny, ale że cierpi na ostry atak psychozy i można mu pomóc. Poznaje też Jeffreya Goinesa, silnie zaburzonego syna naukowca, któremu wyjawia cel swojej misji, biorąc go za sojusznika. Kolejne podróże składają powoli z kawałków puzzli całą historię, bo - jak się okazuje - w części wydarzeń Cole uczestniczył jako dziecko. Mniej tu jest elementów nadnaturalnych, wszechwiedzących wrogów czy niesamowitej techniki, więcej zestawienia przypadku z przeznaczeniem. I finał, wzruszający i przerażający jednocześnie.

To, o czym zapomniałam, to scenografia - rozpadający się świat przyszłości to “Brazil”, brudny, ubogi, sklejony z rzeczy znalezionych na śmietnisku cywilizacji, a jednocześnie skuteczny w kontrolowaniu i terrorze; typowy Gilliam. I można się oczywiście skupić na brzydocie i umowności, ale ten film wybroni się i współcześnie, mimo braku AI i superkomputerów. Fabuła jest poprowadzona jak po linijce, precyzyjna, każdy szczegół jest ważny, zdecydowanie to film do obejrzenia dwukrotnie, bo wtedy wiesz, na zwrócić uwagę. I aktorzy - nie ujmując nic obsadzie serialu, nikt tak nie gra szaleńca jak Brad Pitt, człowieka zdeterminowanego, który nie ma nic do stracenia, jak Bruce Willis i wreszcie naukowczyni, do której dociera, że właśnie natrafiła na coś, co wymyka się poznaniu, jak Madeleine Stowe.

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek marca 21, 2024

Link permanentny - Kategoria: Oglądam - Skomentuj


El Vecino / Ile waży koń trojański?

Madryt. Javi, zwykły, nieco mniej ogarnięty chłopak przypadkiem zostaje namaszczony na Strażnika Ziemi, w zestawie dostaje kombinezon superbohatera i czerwone pigułki na latanie i super siłę. Próbuje zorientować się w swoich mocach, chce dokonywać rzeczy wielkich, ale niespecjalnie mu idzie. Jego eks-dziewczyna Lola, dziennikarka internetowa, usiłuje zrobić z superbohaterem Titanem wywiad, co daje mu nadzieję, że do siebie wrócą. Tyle że Lola niespecjalnie lubi Titana. Do tego dochodzi sublokator z prowincji, prostolinijny Jose Ramon, przyjaciółka i sąsiadka Loli, ekscentryczna i kolorowa Julia, oraz pozostali mieszkańcy bloku - handlarz ziołem czy właściciel bistro w suterenie ze swoją grupą “wolnomyślicieli”. Zabawne, niezobowiązujące, ale czasami krindżowe. Trzeci sezon planowany.

Niestety, obejrzałam też “Ile waży koń trojański?” i jak tu również jest krindż, to niestety mniej zabawny niż w hiszpańskiej serii. 1999/2000. Zosia mieszka z drugim mężem i córką z pierwszego, mocno nieudanego związku, a w swoje 40. urodziny podczas przełomowego Sylwestra życzy sobie, żeby była młodsza. I pach, budzi się 15 lat wcześniej, w łóżku z byłym mężem, oblechem i szowinistą. Ratuje ukochaną babcię od śmierci w wypadku, po czym orientuje się, że dzięki temu może zyskać o kilka więcej lat z drugim mężem, jeśli szybciej pozbędzie się pierwszego. Problem w tym, że Kuba ma aktualnie żonę i nie zwraca na nią uwagi, a dodatkowo jeszcze nie zaszła w ciążę, więc szanse na to, że 15 lat później będzie miała córkę Florkę, są nikłe.

Nastawiłam się na coś fajnego, bo nie dość, że Machulski, to jeszcze podróże w czasie. Niestety, to przede wszystkim tak sobie zagrana komedia romantyczna. I jak poziomu komedii bym się nie czepiała, jest do obejrzenia, nie że paździerz, tak niestety nic poza tym. Wiedza bohaterki ogranicza się do jej prywatnego życia, raz uspokaja w Warsie zgorzkniałego pasażera, że musi wytrzymać do czerwca 1989, wtedy będzie już dobrze. Mało różnic między 1987 a 1999, w zasadzie tylko nie można płacić kartą (a i w 1999 autoryzowana była żelazkiem), nie ma telefonów komórkowych, a na włosach widać efekty karbownicy.

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek marca 19, 2024

Link permanentny - Kategorie: Oglądam, Seriale - Skomentuj