Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Więcej o Oglądam

The Walsh Sisters

Nie pisałam, bo byłam trochę na feriach, o czym niebawem.

Wspominałam, że czekam na ekranizację “Grown Ups”? Ale nie wspominałam, że już jest[1] serial oparty na dwóch książkach Keyes - “Wakacje Rachel” i “Jest tam kto?”. Zacznę od zalet, bo serial (pierwszy sezon na razie, ale czy będzie więcej?) niestety ma też wady. Wszystkie 5 sióstr Walsh jest obsadzonych i zagranych świetnie, a dynamika między nimi jest fantastyczna. Doskonały jest też Papa Walsh, ciepły i zawsze dostępny dla swojego głośnego i kapryśnego przychówku. W tle Blackrock, gdzie mieści się jedno z biur firmy, w której pracuję; idę następnym razem szukać domu Walshów (wiem, nie ma gwarancji, że rzeczywiście jest w Blackrock). Na tym się kończą zalety.

A wady… Czemu połączone są dwa niezależne, bogate wątki dwóch sióstr, i to w taki sposób, że nie da się przywrócić czystej miłości między Anną i Rachel?! Wprawdzie losy Anny kończą się pewną klamrą, ale historia rehabu Rachel urywa się w niesatysfakcjonującej połowie, pozostali pensjonariusze Cloisters potraktowani są dość szkicowo, a szkoda (co z historią Jacquie?), może kolejny sezon pociągnie ten wątek. Czemu zaczęto od środka cyklu, pomijając ciążę Claire (rzecz się dzieje 6 lat później, i już wiadomo, jak się skończył związek Claire)? Ale najgorszą rzeczą, jaka się temu serialowi przydarzyła, jest postać Mamy Walsh, w książkach nieco narcystycznej i zaabsorbowanej sobą starszej pani (wiem, jest ledwo pod sześćdziesiątkę), ale kochającej i wiążącą ze sobą całą rodzinę. Tu Mama Walsh jest kostyczną zołzą, na każdym kroku kąśliwie i zwyczajnie przykro komentującą każdego, a zwłaszcza Rachel, u której zupełnie nie dziwi zanurkowanie w używki, bo kto by wytrzymał cotygodniowe spotkania z osobą skrajnie nieprzyjemną i toksyczną. Zniknęła cała warstwa ciepła i humoru z książek, została sama drama, czasem aż za dużo dramy.

Oczywiście, że obejrzę kolejne sezony, jeśli będą, ale jest mi przykro, bo był potencjał, ale nie wyszło tak, jak powinno.

[1] Jest, aczkolwiek trudno dostępny poza RTE.

Napisane przez Zuzanka w dniu Sunday March 1, 2026

Link permanentny - Kategorie: Oglądam, Seriale - Skomentuj


The Righteous Gemstones

Jako rekomendację (lub wręcz przeciwnie) może służyć to, że to serial z tej samej stajni, co ”Vice Principals”. Tym razem zamiast szkoły jest skomplikowana rodzina zamożnych amerykańskich kaznodziejów - Gemstone’ów. Senior, Eli, jest wdowcem i ciągnie interes głównie z tego względu, że jest intratny, bo prawdziwą duszą kościoła była wcześniej jego żona, Aimee-Leigh, ostoja cnót wszelakich (tyle że paliła). Nie chce się wycofać, bo trójka jego dzieci - Jessie, Judy i Kelvin - mentalnie są nastolatkami i głównie zajmują się imprezowaniem oraz kłótniami, a czasem działalnością absolutnie niezgodną z Pismem, ale jakoś trzeba kościół utrzymać. W każdym z sezonów pojawia się inny wątek - szantaż, konflikt pokoleń, rywalizacja z innymi kościołami, dziennikarz, który chce obłudę środowiska kaznodziejskiego ujawnić, a Gemstone’owie radzą sobie raz lepiej, raz gorzej.

To nie jest tak, że to nie jest śmieszne, bo chociażby zestawienie namaszczonego stylu nauczania z jakże odległym od tego zachowaniem w życiu poza ołtarzem, wygrane jest doskonale. Może nieco odrzucać fakt, że to serial z wysokim poziomem kutasów na odcinek (nie, nie żartuję; tak jak gdzie indziej emitowane są bez skrępowania gołe panie, tak tutaj większość bohaterów i statystów ochoczo macha kuśkami, czy ma to fabularnie sens, czy nie), możliwe, że ktoś policzył i wyciągnął statystyki, nie będę szukać, czy to najszczodrzej obdarzony serial wszech czasów. Estetyka oczywiście w ulubionym stylu “złote, ale skromne”, rozwiązania fabularne często zdążają w stronę żenujących, śmiałam się jak norka, ale czasem raczej czułam wstyd zastępczy.

Jest trzeci serial tego zespołu, “It's Florida, Man”, trochę się boję.

Napisane przez Zuzanka w dniu Sunday February 22, 2026

Link permanentny - Kategorie: Oglądam, Seriale - Skomentuj


Sound of Metal

Lou i Ruben są w trasie, ona śpiewa, on gra na perkusji. Oboje są po przejściach - on od czterech lat jest czysty, ona z nim odnajduje stabilność. Wszystko idzie dobrze aż do momentu, kiedy Ruben zaczyna głuchnąć, utrata słuchu jest nagła i nieodwracalna. Lou w obawie o nawrót nałogu organizuje mu grupę terapeutyczną dla głuchych, żeby był w stanie uzyskać wsparcie w trudnym momencie. On nie chce nic zmieniać, nauczy się grać na pamięć, nawet nie słysząc, jakoś to będzie, ale zostaje na terapii, bo nie jest w stanie funkcjonować tak jak do tej pory. Uczy się języka migowego, angażuje w życie małej społeczności, ewidentnie pasuje do tego świata. Ale też nie chce się odciąć od wszystkiego, co ważne, próbuje więc doprowadzić do kosztownej (USA mistrzem świata) operacji, która może chociaż częściowo przywrócić mu słuch.

Jaki to wnikliwa, kameralna historia o małym końcu świata, kiedy coś, co było od zawsze, nagle znika. Nie ma winnego, nie ma łatwego rozwiązania, finał jest niejednoznaczny. Świetna rola Riza Ahmeda, który nie dość, że nauczył się do niej grać na perkusji, to nauczył się też języka migowego. Bardzo mi się podobało.

Napisane przez Zuzanka w dniu Monday February 2, 2026

Link permanentny - Kategoria: Oglądam - Skomentuj


Down Cemetery Road

Nie pisałam, bo kot mi się pochorował, dawno nie miałam takich rozrywek, nie tęskniłam. Chorobę nagłą powoli się leczy, ale trzeba jeszcze dodiagnozować właśnie odkrytą chorobę przewlekłą.

Sarah, konserwatorka sztuki w Oxfordzie, prowadzi stabilne życie - naprawia stare obrazy, czasem sarkastycznie komentuje rzeczywistość muzealną, a po pracy przygotowuje przyjęcie dla klienta męża. Klient okazuje się straszliwym bucem, ale nie to przesądza o klęsce mężowskiego przedsięwzięcia, tylko to, że podczas kolacji wybucha dom obok. Sarah dowiaduje się, że przeżyła tylko dziewczynka, którą spotkała poprzedniego dnia, znajoma dzieci jej przyjaciółki, proponuje więc, że zawiezie w drodze do pracy kartkę z życzeniami. Tyle że w szpitalu zostaje spławiona, a potem w ogóle się okazuje, że żadnego dziecka oficjalnie nie było. A to już za dużo i kobieta zatrudnia prywatnego detektywa, żeby jej pomógł. Tylko że chwilę później detektyw zostaje znaleziony martwy, co dla odmiany jest za dużo dla Zoe, jego byłej żony, która nie wierzy, że to samobójstwo. Sytuacja się zaognia i wychodzi, że obie panie niechcący wdepnęły w aferę związaną z obronnością kraju.

Jeśli podobały się Wam “Kulawe konie”, to absolutnie spodoba się też “W stronę prawdy”, też na podstawie książki Mike'a Herrona. Świetne panie - Emma Thompson i Ruth Wilson, idą jak przecinaki i bynajmniej nie dają sobie wciskać kitu. A kit wciskają wszyscy wszystkimi - policja obywatelkom, kontrwywiad ministerce, zwierzchnicy podwładnym, maż żonie i partner partnerce, ludzie wstają z martwych, a wszystko podlane jest sarkazmem i licznymi przekleństwami. I trup pada gęsto, czasem nawet za. I jak nie lubię o szpiegach, tak ogląda się świetnie i nawet oczywiste cliffhangery nie irytują.

Napisane przez Zuzanka w dniu Saturday January 24, 2026

Link permanentny - Kategorie: Oglądam, Seriale - Skomentuj


Synden

Zaletą tego serialu jest długość - 4 odcinki. Poza tym jest niesamowicie dołujący i posępny oraz utrzymany w tonacji polskiego pantone’u. Policjantka Danni szuka zaginionego nastolatka, Silasa. Przez jakiś czas opiekowała się nim po tym, jak opieka społeczna odebrała go niewydolnym wychowawczo rodzicom, wtedy chłopak zaprzyjaźnił się z jej synem Oliverem. Niestety Silas zostaje znaleziony martwy, a podejrzanym jest Oliver i Danni zostaje odsunięta od śledztwa ze względu na osobiste zaangażowanie. Oczywiście to jej nie przeszkadza w kontynuowaniu dochodzenia, mimo że im więcej się dowiaduje, tym mroczniej jest. Tego serialu nie powstydziłby się Smarzowski, patologia, przemoc, narkotyki, skłócone rodziny, błoto i zawiedzione nadzieje. Nie mówię, że jest zły, ale radości z oglądania nie miałam żadnej. Czy jest jakikolwiek niemroczny szwedzki serial?

Napisane przez Zuzanka w dniu Sunday January 18, 2026

Link permanentny - Kategorie: Oglądam, Seriale - Komentarzy: 2


The Chair Company

Ron Trosper ma ważne zadanie - zrobić oficjalny kick-off projektu budowy nowego centrum handlowego w priorytetowej lokalizacji. Niestety, podczas prezentacji siada na uszkodzonym krześle i z niego spada, blamaż przed całą firmą, niefortunne lądowanie pod spódnicą koleżanki, obciach. Oficjalnie, Ron obraca wszystko w żart, ale że jest jak Tommy Lee Jones w “Ściganym”, próbuje wyśledzić, skąd się wzięło wadliwe krzesło. Kosztem pracy i życia prywatnego wkręca się w rozpracowanie spisku, w którym obrywa po głowie, grożą mu i jego rodzinie, a do tego jego stanowisko jest zagrożone.

Niestety, to serial z takim nagromadzeniem żenady i zachowań szkodliwych, że boli podczas oglądania, więc przyjemność z gatunku dla znawców. Wszystkie postaci są skrajnie niesympatyczne i irytujące, zwłaszcza Ron (Tim Robinson, zwyczajnie nie lubię gry tego aktora i jego przejaskrawionej mimiki). Zaleta - serial jest krótki i zakończenie jest nawet zabawne, ale jak ktoś pracował w korpo, to się w cyrku nie śmieje.

Napisane przez Zuzanka w dniu Monday January 12, 2026

Link permanentny - Kategorie: Oglądam, Seriale - Skomentuj