Więcej o
Oglądam
Nie pisałam, bo było gorąco, a poza tym byłam na grillu z ludźmi, a w przerwach czytałam. Dziś do tego rano nie kursowały tramwaje, bo bieg uliczny; nie że ma to związek, ale na śniadanie musiałam jechać samochodem jak zwierzę.
Ekspansja kosmosu w czasie zimnej wojny mocno związana była z tym, że każdy - a konkretnie Wschód i Zachód, kapitalizm i socjalizm - chciały być tymi, które zrobią coś pierwsze. W naszym świecie pierwsi na Księżycu wylądowali Amerykanie i to w zasadzie mocno ograniczyło ich chęć do inwestowania w podbój przestrzeni, wybierając ekspansję na Ziemi. Ale nie w serialu, bo tu na skutek zbiegu okoliczności pierwszy krok na Księżycu należał do Sowietów, czego konsekwencją była zmiana amerykańskiej polityki. W efekcie ludzkość (już nie tylko USA, ale ZSRR czy Korea) nie dość, że osiedliła się na Księżycu, ale i w kolejnych sezonach, już prawie współcześnie, sięgnęła po Marsa i księżyce Saturna. A to oznaczało zmiany w historii współczesnej, bo zimna wojna nie skończyła się w latach 80., nie było zwycięstwa Solidarności w Polsce, Papież Polak zginął w zamachu, a John Lennon nie. Rzeczywiste wydarzenia przeplatają się z alternatywnymi, oczywiście protagonistami jest dzielna ekipa NASA, w zależności od potrzeb rywalizująca albo współpracująca z innymi mocarstwami. Na tle skali makro pokazywane są wydarzenia osobiste bohaterów na przestrzeni kilkudziesięciu lat, więc jest trochę dramy, trochę chaosu, trochę komizmu, ale w większości to pochwała myśli inżynieryjnej.
Na mój odbiór serialu mocno wpływa to, że uwielbiam temat podboju kosmosu, czy to ma sens, czy nie, ominęła mnie fascynacja Dzikim Zachodem, ale w niebo uwielbiam patrzeć i mam na tyle mało wiedzy o astronomii, żeby nie zgrzytać zębami na liczne kiksy w kwestiach grawitacji, przesyłu informacji czy poruszania się w próżni siłą mięśni bez punktów oparcia. Bardziej humorystycznie odbierałam elementy związane z historią alternatywną, przewracałam oczami na zachowania bohaterów i hurrapatriotyzm, nie wspominając o grubo zaznaczonej kresce między Dobrymi, a Złymi (USA kontra ZSRR, państwowe kontra prywatne, interes kontra ludzie). Nie jest to serial dla poważnych naukowców, nie jest to serial o równym poziomie, są gorsze i lepsze momenty, mnie się podobało, ale rozumiem też, że mógłby irytować uproszczeniami.
Napisane przez Zuzanka w dniu Sunday June 21, 2026
Link permanentny -
Kategorie:
Oglądam, Seriale
- Skomentuj
Greg pisuje bestsellery o awanturniku Roosterze, popularne, ale niekoniecznie jest to sztuka wysoka. Mimo to zostaje zaproszony na uczelnię, którą kończyła jego była żona, a na której aktualnie wykłada jego córka, żeby gościnnie poprowadzić wykład o swoich książkach. W wyniku skomplikowanych wydarzeń, które być może były spowodowane spaleniem zabytkowej książki, dostaje propozycję nie do odrzucenia, żeby przez semestr poprowadził warsztaty z pisania. Ogromnie go to cieszy, bo jego córka właśnie została porzucona przez wiarołomnego męża i niespecjalnie sobie radzi. Greg też sobie nie radzi, ale świetnie udaje.
Nie spotkałam jeszcze serialu Billa Lawrence’a, który by mnie nie wciągnął[1]. Na pierwszym miejscu, wiadomo, “Scrubs”, potem ”Ted Lasso”, a “Roostera” ulokowałabym zaraz po albo i przed “Cougar Town”. Klimatycznie przypomina mi “Community”, a o dziwo bardzo mało “The Office” mimo wyrazistego Carrella w roli tytułowej, ale może po prostu wszystkie historie o uczelniach są do siebie podobne? Drugoplanowo świetny McGinley w roli rektora, poznałam od razu, w przeciwieństwie do Phila Dunstera, którego nie poznałam absolutnie, bo za wyrafinowanie się wyraża i ma inną fryzurę niż w “Tedzie Lasso”.
[1] “Shrinking” też mnie wciągnęło, chociaż tu mam najwięcej rzeczy, które mi się nie podobały.
Napisane przez Zuzanka w dniu Sunday June 14, 2026
Link permanentny -
Kategorie:
Oglądam, Seriale
- Komentarzy: 1
Gabriel (K. Reeves), niezbyt błyskotliwy anioł, ma pilnować i ostrzegać ludzi, którzy mają nos w telefonie podczas jazdy. Tak trafia na Arja (A. Ansari), który ima się każdej pracy, ale i tak ledwo wiąże koniec z końcem, więc myśli o tym, że lepiej to już było, nie dziwią specjalnie. Nasłuchawszy się o Azraelu, przywódcy dusz, Gabriel decyduje się przynieść nadzieję i stara się pokazać Arjowi, że jego życie może być piękne. Niestety, kiedy w ramach eksperymentu Arj zamienia się na życia z super-bogatym Jeffem (S. Rogen), okazuje się, że blichtr i nieograniczony strumień pieniędzy jest znacznie fajniejszy niż nocowanie w samochodzie i żonglowanie kilkoma słabymi fuchami. I tu Gabriel jest w kropce, bo musi jakoś namówić podopiecznego do oddania Jeffowi jego życia.
Nie jest to może wybitny film, ale bardzo ciepła i sympatyczna komedia o tym, że może i ocieranie łez studolarówkami wygląda na fajnie życie, ale finalnie ważni są inni ludzie. I tacos. Nie powiedziałabym też, że rola Keanu jest wyjątkowa, ale zawsze miło go zobaczyć.
Napisane przez Zuzanka w dniu Wednesday June 3, 2026
Link permanentny -
Kategoria:
Oglądam
- Skomentuj
Jeśli podobał Wam się cykl o Panu Mercedesie, to nie będziecie rozczarowane serialem. Świetna obsada, doskonałe zdjęcia i muzyka, kameralny, ale z rozmachem. Po fabułę można zerknąć do książek, ja już też nie do końca - poza ogólnym zarysem - pamiętałam. Są pewne odstępstwa od oryginału - zamieniona została kolejność - najbardziej mistyczny ”Koniec warty” stał się bardzo mocnym drugim sezonem, zaś środkowe ”Znalezione niekradzione”, ostatnim i najsłabszym; trochę szkoda, bo mnie się akurat bardzo podobał, a w serialu miałam poczucie, że pojawił się na doczepkę, wprowadzając klimat jak z “Fargo”. Wprowadzono trochę nowych wątków (Alma, Lou), trochę zniknęło (wycofywanie się Hodgesa w ostatnim tomie i jego choroba, szersze wykorzystanie urządzeń pozwalających na wprowadzanie ludzi w trans), ale całość mi się bardzo podobała.
Napisane przez Zuzanka w dniu Thursday May 28, 2026
Link permanentny -
Kategorie:
Oglądam, Seriale
- Skomentuj
Nie pisałam, bo byłam na majowych przygodach, o czym niebawem.
Poznań, początek lat 2000. Trójka młodzików umawia się na akcję z niejakim Dżokerem (Linda), mają dyskretnie porwać pewnego biznesmena, który kilka lat temu Dżokera wyrzucił z pracy; okup i zemsta, dwa w jednym. Oczywiście poszkodowany mógłby sam, ale boi się rozpoznania, stąd potrzebne nieopatrzone twarze. Problem w tym, że poza anonimowymi twarzami Fifi, Bonus i Kozioł mają dość nikłe doświadczenie w kwestii działalności przestępczej, ale bardzo bogate w teorii za sprawą uwielbienia dla filmów Tarantino. Wszystko idzie źle, tym gorzej, że Fifi ma uczulenie na koty, Kozioł nie jest najostrzejszym nożem w szufladzie, a Bonus jest karykaturalnie przesądny, więc to, że rzecz się dzieje w piątek 13-tego, nie pomaga.
Nie widziałam wcześniej tego filmu i żałuję, bo jest dla mnie o wiele zabawniejszy niż kultowe “Chłopaki nie płaczą”, a dodatkowo ze względu na achronologiczną strukturę (i liczne przypały) przypomniał mi mój ukochany “Przekręt” (nie pisałam nigdy o tym?!). Jak wspomniałam, akcja dzieje się w Poznaniu i pod Poznaniem, mój lokalny patriotyzm się wzbudził. Może i geografia szwankuje (raz ekipa jedzie Hetmańską w stronę ronda Starołęka, za chwilę są przy Rolnej, a drugą chwilę potem w nieistniejącym już Tesco na Piątkowie), może i Agnieszka Maciąg nie jest najlepszą aktorką, ale ten entuzjazm i dialogi nadrabiają wszystko. Dyskusja, kto ma lepsze cycki - Rosie Perez czy Melanie Griffith - zepsuła mnie bezpowrotnie.
Napisane przez Zuzanka w dniu Monday May 4, 2026
Link permanentny -
Kategoria:
Oglądam
- Skomentuj
Na Netflixie pojawiło się trochę polskich filmów typu klasyka kina, poszłam więc nadrabiać zaległości. Przestałam oglądać telewizję gdzieś w okolicy studiów, najpierw, bo nie miałam telewizora, potem, bo pojawił się Internet.
O “Niewinnych czarodziejach” czytałam w chyba w bio Kaliny Jędrusik, która pojawia się drugoplanowo; i, mam wrażenie, nie oglądałam tego filmu wcześniej. “Bazyli”, lekarz sportowy, prowadzi dość hulaszczy tryb życia, nie przywiązuje się do nikogo, z zwłaszcza do panienek, które ciągną do niego jak pszczoły do miodu; jego pasją jest jazz, grywa w zespole m.in. z Komedą i Polańskim. Podczas pokoncertowej popijawy jego przyjaciel, Edek, zwraca mu uwagę na dziwkę (sic!), którą “Bazyli” wydaje się niezainteresowany, ale którą wyjmuje od jej partnera na życzenie kolegi. Tyle że zmienia zdanie i zabiera pannę, która przedstawia się jako “Pelagia”, do domu, gdzie coś tam się między nimi zaczyna dziać. Spisują kontrakt, piją, grają w grę, śpią (osobno!), wychodzą, wracają, opędzają się od rozczarowanego Edka… Może coś z tego będzie.
Ja wiem, że przemawiam z perspektywy setek obejrzanych filmów i kilkudziesięciu lat rozwoju kinematografii, ale “Before Sunrise” to to nie jest. Te kilkadziesiąt lat temu dwójka ludzi płci komplementarnej, która wychodzi ze zwykłych ról uwodzonej i uwodzącego, łatwej i bawidamka, była zapewne niespotykana, ale cały czas czekałam na coś, co nie jest grą. Ładna, estetyczna (jak się przymknie oko na kable wiszące w garsonierze “Bazylego”, przerażające), postmodernistyczna historia, którą ratuje chyba otwarte zakończenie.
”Nóż w wodzie” mnie bardziej zirytował. Starszy mężczyzna z młodą żoną, jadący na jachting na Mazurach, zabierają młodego autostopowicza, a potem - mimo braku wzajemnego zrozumienia - biorą go też na łódkę. Wszystko idzie źle, bo testosteron buzuje - starszy się lansuje na zamożność i doświadczenie, młody - na spontaniczność i zręczność. Żona pozwala się podziwiać w kostiumie kąpielowym i rozładowuje napięcie, kiedy sytuacja zaczyna iść w tragicznie złą stronę. Wszyscy na siebie krzyczą, po czym następuje niedramatyczny finał. Konkurs na to, kto ma dłuższego, toksyczna męskość, nieumiejętność współpracy, to wszystko bardzo razi, ale wierzę, że to znak czasów. Nie rozumiem nagród i kontrowersji, zapewne - powtórzę - z powodu lat, jakie upłynęły od czasu premiery i innych thrillerów, jakie obejrzałam.
Napisane przez Zuzanka w dniu Monday April 27, 2026
Link permanentny -
Kategoria:
Oglądam
- Skomentuj