Więcej o
Fotografia+
Babie lato, niespodziewanie ciepłe trzy tygodnie we wrześniu, ze słońcem i niebem jak z katalogu. Mogę pójść z książką do ogrodu i skulić się jak w kokonie w hamakowej huśtawce na czereśni.
Ciągle ta sama playlista, wspólny mianownik to “Lubię to”. Od kalafiorów z lat 80. przez NiN do Prince’a. Bo kto bogatemu zabroni. Chyba że słucham audiobooków, ale wtedy nie mogę pisać.
Policzyłam wczoraj książki w stosiku wstydu na komodzie. 45. Nie doliczam tych, co leżą na szafce nocnej.
W sklepie na rogu w czwartki jest doskonałe drożdżowe ze śliwkami i kruszonką. Jak nie jestem fanką drożdżowego w przeciwieństwie do kruszonki, tak regularnie pielgrzymuję po kolejną dawkę przypominającą.
Biało-rudy z sąsiedztwa sam przybiega na głaskanie i nie że tak delikatnie, tylko wywala się na plecki i zachęca.
Są młode orzechy laskowe.
Na nic tak nie czekam jak na sobotni poranek, żeby pojechać z eloyem na śniadanie. Myślę o tym od środy co najmniej.
W ogrodzie bywa wiewiórka. Ostatnio ganiała się ze sroką.
Jakiś czas temu kupiłam na przecenach w Home&You szklaną wielościenną bryłę, która robi tęcze. Tęcze są najlepsze.
Napisane przez Zuzanka w dniu Thursday October 1, 2026
Link permanentny -
Kategorie:
Z głowy, czyli z niczego, Fotografia+
- Komentarzy: 2
[19.09.2026]
Byłam blisko, kimże byłabym, żeby odmówić wizyty w skarbnicy Polskiej Estetyki. Poprzednio nie udało mi się wjechać windą na wieżę widokową (winda nieczynna po 18:30) i odpuściłam wspinanie się na prawie 800 stopni za pół ceny[1], tym razem jak dama wjechałam windą i rozkoszowałam się widokiem okolicznych pól w powoli zachodzącym słońcu. I kopuły, nie zapominajmy o ultra-złotej kopule, która w zachodzącym słońcu wygląda jeszcze bardziej zamożnie niż zwykle. Być może miała miejsce mini-sesja fotograficzna, podczas której denatka leżała u podnóża przepięknej klatki schodowej (3 piętra, nie 27!), nie potwierdzam, nie zaprzeczam. M. był zachwycony, bo na straganie oprócz plastikowych Maryjek znalazł małpkę na wodę święconą, coś pięknego i niedrogo.










[1] No chyba że naprawdę lubicie chodzić po schodach, ale dla mnie oszczędność 6 złotych nie jest przekonująca w zestawieniu z 27 piętrami.
GALERIA ZDJĘĆ i poprzednia wizyta.
Napisane przez Zuzanka w dniu Wednesday September 30, 2026
Link permanentny -
Kategorie:
Listy spod róży, Fotografia+ -
Tagi:
lichen, polska
- Skomentuj
[18-20.09.2026]
Kiedyś na frazę “impreza integracyjna” skręcało mnie w środku (IYKYK), dziś - jeśli tylko termin pasuje - chętnie się wybieram. Tym razem padło na Ślesin, a konkretnie ośrodek przy jeziorze. To lato było nieco naciągane, bo wieczory i poranki już takie bardziej rześkie, ale sobota była przepiękna, słoneczna i można było leżeć w hamaczku, jak się odbyło pośniadaniową drzemkę albo iść popatrzeć, jak nieco bardziej aktywni ludzie pływają po jeziorze na różnych sprzętach. Można było iść z A. i D. na spacer o poranku, a po południu pojechać na improwizowaną wycieczkę do pobliskiego Kuriozum, o czym niebawem. Trochę wymarzłam, bo domki nie miały ogrzewania, a grzejniczek miał za krótki kabel, żeby był użyteczny, ale pod dwiema kołderkami przeżyłam. Same moje ulubione rzeczy - jedzenie, które ktoś zrobił, spacer, mini wycieczka, spanko, hamak, a wieczorem kino. Notka na przyszłość: brać zatyczki do uszu, bo nie wszyscy nocą sypiają.














GALERIA ZDJĘĆ.
Napisane przez Zuzanka w dniu Saturday September 26, 2026
Link permanentny -
Kategorie:
Listy spod róży, Fotografia+ -
Tagi:
polska, slesin
- Skomentuj
[13.09.2026]
Niedzielną (albo ostatni-dzień-wyjazdu) tradycją jest śniadanie w La Femme przy Winterfelderplatz, zawsze napycham się jak sołtys i niczego nie żałuję. Kolejną tradycją staje się odwiedzenie pchlego targu w Mauerpark; nastolatka wyszła z handmade koszulkami, ja z talerzykami Minton Haddon Hall za drobne euro. Potem dla odmiany pojechaliśmy do Spandau (tak, stąd nazwa Spandau Ballet), gdzie wśród fabryk Siemensa i BMW wtem w zieleni można wejść do Zitadelle Spandau. Więzienia już nie ma, są za to zdekomisjonowane pomniki na wystawie Unveiled (w Proviantmagazin) oraz mini zoo z nietoperzami w piwnicy Haus 4; cała cytadela jest siedliskiem lokalnych nietoperzy, ale te raczej nie są do zwiedzania. Pomniki są duże i dobrze oświetlone z prominentną Głową Lenina (oraz kilka bez nosów[1]), nietoperze zaś malutkie i w świetle czerwonym, za to dostarczają dużo radości. Na miejscu można ciacho i kawę w kawiarni przy wejściu. Na następny raz planuję samo Spandau, może nawet metrem.
Hasło wyjazdu: "Nie było znaku zakazu, a po niemiecku nic nie rozumiem".















GALERIA ZDJĘĆ.
[1] Jako że chwilę temu oglądaliśmy rodzinnie w kinie “Asteriksa i Kleopatrę”, śmiechom i facecjom z utrąconych nosów nie było końca.
Napisane przez Zuzanka w dniu Wednesday September 23, 2026
Link permanentny -
Kategorie:
Listy spod róży, Fotografia+ -
Tagi:
berlin, niemcy
- Skomentuj
[12.09.2026]
Impulsem do wyjazdu był Festiwal Latawców, który odbywał się przez cały dzień na Tempelhof, gdzie od dawna chciałam pojechać, a jakoś się nie składało. I wtem się złożyło. Ale chronologicznie, 17 tysięcy kroków i bardzo holistycznie wyszło, bo prawie była sztuka, była natura, konsumpcjonizm i festyn. Najpierw zabrałam rodzinę do Neue Nationalgalerie na wystawę rzeźb Fujiko Nakaya, której integralną częścią miała być mgła opływająca rzeźby. Tyle że maszyna do mgły się zepsuła. Więc pojechaliśmy dalej, do Viktoriapark, gdzie wprawdzie trochę się wchodzi pod górę, ale są za to widoki i wodospad. Potem nieco zakupów - nastolatka jak zwykle wyszła szczęśliwa z Darkstorów, a ja wyszłam szczęśliwa z 5-piętrowej Humany, ale nie ze względu na zakupy, a na klatkę schodową. Wspominałam, że lubię klatki schodowe? Po obiedzie i krótkiej drzemce wielka wyprawa; wielka, bo miasto Berlin z niewiadomych przyczyn zamknęło, poza Tempelhofer Damm dla ruchu samochodowego, trzy przystanki metra przy Tempelhof i trzeba było w dwie strony iść z i na Platz der Luftbrücke. Ale dzień był piękny, niebko dopisało, trochę już było czuć jesień, a setki kolorowych latawców to fantastyczny widok. Bardzo mi się podobało, może i za rok pojadę?
A na sam koniec dnia, kiedy wracaliśmy po zakupach do HIT-a, bo przypomniałam sobie, że nie zrealizowałam kupony za butelki, a eloy przypomniał sobie, że nie zjadł Curry Wursta, usłyszałam przy przejściu przez Wilhelmstrasse "A dzień dobry", bo niespodziewanie wpadłam na A. W Poznaniu się nie możemy spotkać, za to w Berlinie i owszem.
Adresy:
Metrem: Unter den Linden - U6 - Platz der Luftbrücke.






















GALERIA ZDJĘĆ.
Napisane przez Zuzanka w dniu Saturday September 19, 2026
Link permanentny -
Kategorie:
Listy spod róży, Fotografia+ -
Tagi:
berlin, niemcy
- Skomentuj
Żeby nie było, to nie jest tak, że ja się rzucam z łapami. Najpierw grzecznie pytam, czy lokales jest zainteresowany i jakby co, to tu jest ręka i można się o nią poczochrać. Nie wszystkie chcą, ale niektóre są zachwycone. A ja bym chciała je wszystkie przywieźć do domu na stałe.
Marina, miała własną budkę z podpisem i zdjęciem
GALERIA ZDJĘĆ i przypominajka z listopada 2025.
Napisane przez Zuzanka w dniu Wednesday September 16, 2026
Link permanentny -
Kategorie:
Koty, Listy spod róży, Fotografia+ -
Tagi:
grecja, saloniki
- Skomentuj