Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Więcej o Czytam

Anna Kańtoch - Łaska

Październik 1955. Grzybiarz znajduje w lesie zaginioną 6-letnią Marysię, brudną, ale w zaskakująco dobrej formie fizycznej jak na tydzień w zimnym juz lesie. Psychika jednak nie jest w porządku, dziewczynka nie pamięta nic, a o tym, że mogła doświadczyć traumy, wiele mówi krew pokrywająca jej ubranie i włosy. Mija 30 lat. Dorosła już Maria jest nauczycielką, wróciła po studiach do rodzinnej miejscowości, żeby zaopiekować się umierającą, coraz mniej obecną ciotką. Wtem jeden z jej uczniów, Wojtek, 14-latek z deficytami, którego się przepycha z klasy do klasy, bo nawet jakby się zostawiło na drugi rok, to i tak nie ma sensu, zostaje znaleziony martwy. Milicja ocenia to jako samobójstwo, ale Maria przypomina sobie dziwną scenę sprzed kilku dni, kiedy zamiast sprawdzianu Wojtek oddał rysunek, który prawdopodobnie ilustrował scenę morderstwa. Maria zaczyna miewać przebłyski wspomnień sprzed lat, które wiążą się jakoś z obecnymi wydarzeniami. Milicja nie jest zbyt chętna, żeby wysłuchiwać teorii jakiejś nauczycielki, ale kiedy giną kolejne dzieci, narysowane przez Wojtka, jednak skłaniają się do teorii, że obie sprawy coś może łączyć.

Jak to się pysznie czyta. Depresja, czy raczej SAD Marii brzmi jak moje coroczne potyczki z brakiem światła i sensu życia zimą. Małe miasteczko skrywa wiele tajemnic, a śledztwo - czasem również z zastosowaniem środków pomagających pamięć, bo jak milicja pyta, to się odpowiada - wyciąga na jaw różne niekoniecznie dobre historie. Zgadłam osobę mordercy dość wcześnie, co nie przeszkadzało mi się zastanawiać prawie do samego końca, czy jednak się nie mylę.

Inne tej autorki.

#74

Napisane przez Zuzanka w dniu Thursday June 11, 2026

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: 2026, kryminal, panie - Skomentuj


Jeanette Winterson - Kamienni bogowie

Mam wrażenie, że autorka przeczytała “Atlas chmur” i się jej spodobało, więc napisała swoją historię w podobnym schemacie. Cztery niezależne, ale połączone ze sobą postacią bohaterki - Billie Crusoe, nowele opowiadają o końcu cywilizacji i potrzebie stworzenia nowego, lepszego świata. Czasem to obietnica nowej planety, gdzie ludzkość dostanie od nowa wszystko, co zużyła na Ziemi; czasem to próba rezygnacji z emocji ludzkich i oddania rządów wszechwiedzącemu i obiektywnemu Robo sapiens. Ekologia, miłość nad podziałami, osierocenie i rodzina z wyboru, niedopasowanie i brak rozwagi to wątki, które powtarzają się bez względu na to, czy rzecz się dzieje w przeszłości, czy w przyszłości, a nawet niedwuznacznie pada sugestia, że może już co najmniej raz zatoczyliśmy pełne koło od prymitywu do rozkwitu i upadku cywilizacji. Bardzo przyjemnie się czytało, chociaż nie byłam w stanie złączyć poszczególnych historii w jedną całość.

Inne tej autorki.

#73

Napisane przez Zuzanka w dniu Wednesday June 10, 2026

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: 2026, panie, sf-f - Skomentuj


Steve Erickson - Dni między stacjami

Paryż, tuż po 1. wojnie światowej, Adolphe Sarre, znajda wychowany ukradkiem w domu publicznym, zostaje reżyserem i chce stworzyć wiekopomne dzieło o śmierci Marata. Mimo że nie chce znanych nazwisk, a film kręci w zapyziałym miasteczku, zdobywa coraz większą sławę, kiedy pokazuje kawałki krytykom. Tyle że filmu nie kończy mimo największego poświęcenia - oddaje za środki na finalizację filmu swoją ukochaną. Mija kilkadziesiąt lat, pojawia się jego wnuk, który planuje rzecz dokończyć, ale znika. Pojawia się syn malarza, który wypłynął na dziele namalowanym jako ilustracja do filmu i to jemu udaje się zebrać wszystkie kawałki w całość. Ale że rzecz dzieje się w jakimś alternatywnym świecie, gdzie zaraza, świat w chaosie, trzeba oszczędzać prąd, a spalić wszystko, co niepotrzebne, na premierze wywiązują się zamieszki i syn malarza ginie, a niedługo po tym umiera wiekowy już reżyser. Na to nakłada się drugi wątek - Michel Sarasan, tak na oko wnuk Adolphe’a, wdaje się w romans z Lauren, piękną Amerykanką, która umie przywoływać koty i niedawno straciła w niewiadomych okolicznościach dziecko, a do tego mąż ją notorycznie zdradza. Jadą oboje do Paryża, żeby uprawiać intensywnie pożycie intymne i odkryć przeszłość Michela, bo ten nic nie pamięta, nawet własnego imienia nie jest pewien. W finale, po zagubieniu całego peletonu rowerzystów w Wenecji, Lauren musi zdecydować, czy wrócić do męża, czy zostać z Michelem. A Michel odkrywa swoją przeszłość po którejś mistycznej, wielotygodniowej podróży pociągiem, bo transport ciągle wraca do tego samego miejsca.

To nie jest książka dla mnie, albowiem usiłuję szukać logiki w realizmie magicznym, gdzie nie ma samolotów, świat jest pozbawiony rządów i ładu, w butelce po koniaku znajdują się oczy zmarłego dziecka, a spora część historii to opisywanie ruchów posuwisto-zwrotnych, przerywanych onirycznymi scenami, które może się zdarzyły, może nie. Wierzę, że lektura może wciągać i mieć urok, ale mnie straszliwie zmęczyła.

#72

Napisane przez Zuzanka w dniu Monday June 8, 2026

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: 2026, beletrystyka, panowie - Skomentuj


Beatriz Serrano - Ogień w gardle

Blanca od zawsze czuła, że nie pasuje. Może dlatego, że jej mama odeszła (“wyjechała na wakacje”), kiedy miała kilka lat? Może dlatego, że kiedy zaczynała odczuwać silne emocje, w jej ciele budzi się dziwna, nieokiełznana energia, która sprawia, że rzuca klątwy albo zostawia ślady na innych? Kiedy dorasta, zaczyna się buntować, a w ramach szukania odpowiedzi, których nie znajduje w realnym życiu, odkrywa Internet i grupę XiKaS 666 SaTaNiKaS, gdzie zaprzyjaźnia się z trzema dziewczętami - Veronicą, Carlą i Inmą. Jest 1998, to świat tekstowy, dziewczęta wymieniają się fotografiami, ale minie kilka lat, zanim mogą się spotkać. I wtedy następuje kataklizm, bo ukochana przez Blancę Veronika okazuje się kimś innym, niż twierdziła. Pytacie może, jaki to ma związek z matką Blanki? W drugiej części jej matka w swoim pamiętniku, pisanym na prośbę psychiatry, wyjaśnia, co zaszło przed “wakacjami”, z których nie wróciła. Kiedy Blanca na swoje 18. urodziny dostaje zapiski matki, podejmuje decyzję o zmianie i wraca do Veroniki, żeby ta pomogła jej spotkać się z matką.

Jaka to piękna książka o przyjaźni na odległość, o niekomercyjnym Internecie, w którym spędziłam wczesną dorosłość, gdzie każdy był na wyciągnięcie ręki. Jest to też opowieść o inności i odstawaniu, co odczuwają obie - i matka, i córka. Miejscami trochę naiwna, ale mam wrażenie, że raczej powieść YA niż skierowana do dorosłych, co nie ujmuje jej szczerości i głębi.

Inne tej autorki.

#71

Napisane przez Zuzanka w dniu Sunday June 7, 2026

Link permanentny - Tagi: panie, 2026, beletrystyka - Kategoria: Czytam - Skomentuj


Jerzy Edigey - Mister MacAreck i jego business

Narrator, dziennikarz Jerzy E., zostaje oddelegowany do pięknego miasta Szczecin w celu uzyskania relacji z głośnego procesu poszlakowego (jak już ogarnia, że przestępstwa nie popełnił znany podróżnik Vasco da Gama). Na miejscu okazuje się, że jest spiętrzenie przyjezdnych i nie ma szans na żaden hotel. Wtem Edigey w przypadkowo spotkanym amerykańskim milionerze Henrym MacArecku rozpoznaje kolegę ze szkoły, Henia Makarka, dzięki czemu nie dość, że dostaje pokój, to jeszcze panowie się spotykają co wieczór i Makarek opowiada swoje życiowe przygody. A jest o czym opowiadać, bo jak się okazuje, do wszystkiego w życiu doszedł sprytem i kosztem ludzi, którzy chcieli go oszukać. Nie wiem, czy współcześnie można by nazwać McArecka grifterem, bo uczciwie o wszystkim mówił, a jego kontrahenci nabierali się na własne wyobrażenia, ale jest to fucha zupełnie nie do pomyślenia w czasach PRL. Oryginalny cel podróży dziennikarza - relacja z procesu[1] - jest potraktowany dość po łebkach, bo oskarżony nie przyznaje się do zamordowania żony, a twardych dowodów nie ma, więc sprawa kończy się i owszem, wyrokiem skazującym, ale nie oczekiwaną przez wszystkich karą śmierci. Za to historie opowiadane przez Henia - tu jest dużo zdziwienia, bo i ogromne kwoty, jakimi operował, i amerykańskie realia (czeki, luksusowe statki wycieczkowe, kopalnie złota, brylanty…) są dość niespotykane.

Pamiętam, że czytałam tę książkę ładne kilka razy z ogromną uciechą, teraz już raczej widziałam grube nici, jakimi była szyta. Autor w usta ekspata wkłada mnóstwo “obiektywnych” ocen kraju - piękna odrestaurowanego (nie zrekonstruowanego!) Szczecina, urody wioseczek i małych zabytkowych miast (gdzie absolutnie można byłoby powiesić bannery Coca-cola), zaś narrator wprawdzie widzi niedostatki PRL-u, ale oczywiście cieszy się, że pobyt w szpitalu darmo, w przeciwieństwie do zgniłego Zachodu.

Się zarabia na przemycie: z opium wytwarza morfinę, a następnie przerabia na heroinę (?!).

Się pije: kawę, Hennessy, starkę i inne polskie wódki, bo to luksus za granicą, oranżadę, winiaczek, kwaśne mleko.

Się je: słynne parówki na poznańskim lotnisku; wyrafinowane frykasy w restauracjach, acz bez szczegółów; domowy razowiec ze świeżym domowym masłem.

Się tańczy: “ukulele” (sic! Ukulele tańczone było przez piękne hawajskie dziewczęta).

Się zachwyca: asortymentem polskich monopolowych, bo czego jak czego, ale wódki to nie brakuje.

Bawiąc-uczyć: Hitler w Trzcińsku-Zdroju.

[1] I okazuje się, że proces rzeczywiście się toczył, bo odciętą głowę Walentyny M. (z pochodzenia Rosjanki) autentycznie znaleziono w Odrze w 1957 roku.

Inne tego autora, inne z tej serii.

#70/#11

Napisane przez Zuzanka w dniu Thursday June 4, 2026

Link permanentny - Kategorie: Słucham (literatury), Czytam - Tagi: 2026, kryminal, panowie, prl - Skomentuj


Anna Kańtoch - Wiara

Lipiec 1986. Chwilę temu wybuchła elektrownia w Czarnobylu, nie dziwią więc protesty hipisów przeciw budowie elektrowni atomowej koło wsi Rokitnica pod Żywcem. Dziwi jednak znalezione przez proboszcza na torach ciało młodej kobiety, elegancko ubranej i nie tutejszej; nie przejechał jej pociąg, ale została zabita nożem. Milicja, a konkretnie oddelegowany z komendy wojewódzkiej kapitan Witczak, człowiek nietypowo niepijący, usiłuje wyjaśnić sprawę morderstwa, a mimo że ma do pomocy lokalną ekipę - rzutką szeregową Gierasównę, wycofanego kaprala Synowca oraz ewidentnie nadużywającego alkoholu starszego sierżanta Waśkowiaka - to mieszkańcy wsi bynajmniej nie kwapią się do pomocy, nikt nic nie widział, nikt nic nie słyszał, mimo że miejsce zamordowania było dość widoczne. Dopiero kiedy proboszcz Marczewski apeluje po mszy o współpracę, coś zaczyna się dziać. Po czym ginie druga dziewczyna. Nie są to pierwsze nietypowe zdarzenia w okolicy - ponad 20 lat wcześniej nastolatek zabił swoją rodzinę, po czym wylądował w szpitalu psychiatrycznym, jeden duszpasterz popełnił samobójstwo, a drugi nagle został gdzieś oddelegowany.

Nie wiem czemu broniłam się przed tą autorką, bo książka wciągnęła mnie od samego początku. Świetnie oddany klimat leniwego lata na PRL-owskiej wsi, nic się nie dzieje, ale wszystko aż wibruje od plotek, domysłów, zatargów z przeszłości i tajemnic. Mieszkańcy rzucają aluzjami, milicja też niespecjalnie ze sobą współpracuje, raczej współzawodniczy, narzędzia są na miarę epoki - mało mikrośladów, raczej mozolna praca polegająca na telefonicznym poszukiwaniu potencjalnie zaginionych i rozmowach, z których z czasem wyłania się coraz więcej szczegółów. Nie byłam sprytniejsza od śledczych, w zasadzie tylko trafnie podejrzewałam, co stoi za aferą ze zdechłą myszą. Jako fanka kryminałów z epoki jestem absolutnie usatysfakcjonowana realiami i jednocześnie zadowolona, że w przeciwieństwie do niektórych autorów, osadzających akcję w przeszłości, stylizacja nie poszła w pastisz, ale w uczciwy, klimatyczny dreszczowiec.

Inne tej autorki:

#69

Napisane przez Zuzanka w dniu Tuesday June 2, 2026

Link permanentny - Tagi: 2026, kryminal, panie - Kategoria: Czytam - Skomentuj