Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Więcej o Czytam

Sylwia Kubryńska - Furia mać!

Od kiedy pamiętam, od kiedy wymyślono ten cholerny wyświetlacz, cała się trzęsę, kiedy dzwoni telefon. Każda rozmowa to niewiadoma, w którym momencie pojawi się to rozdygotanie, ten brak pewności, ta wściekłość, że ktoś ci zadaje pytanie, którego wcale nie chcesz słyszeć, a już na pewno nie chcesz na nie odpowiadać i czujesz wszechogarniającą złość na rozmówcę, że co się przypierdala.

Magda idzie przez życie z wkurwem, nie żeby tego chciała, ale to jej zaszczepiły poprzednie pokolenia, które tylko furią były sobie w stanie dać radę ze sobą i ze światem. Owszem, ma poczucie wygranej w każdej potyczce, ale kosztem tego jest jej szczęście. W pewnym momencie Magda uczy się słuchać Leny, swojego spokojnego alter ego i razem z nią chce zespolić się w bardziej zrównoważoną Magdalenę.

To zbiór felietonów o moim pokoleniu kobiet, kobiet, które musiały być zawsze przygotowane na wszystko, czym rzuca w nie życie, czego kosztem było wieczne rozedrganie i niepokój. O pokoleniu, które zaczęło zadawać sobie pytanie, czy zawsze trzeba być w konflikcie ze wszystkimi i jak to zrobić bez utraty siebie. Co znamienne, zaczęłam tę książkę czytać kilka lat temu, w czasach, kiedy każdy telefon - jak u Kubryńskiej - oznaczał tylko złe wiadomości, a jeśli się go wyłączyło, było tylko gorzej. Wtedy jej nie skończyłam, dziś już chyba tyle wypoziomowałam, że mogłam.

Inne tej autorki.

#106

Napisane przez Zuzanka w dniu Sunday August 23, 2026

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: 2026, felietony, panie - Skomentuj


Jerzy Edigey - Dzieje jednego pistoletu

Rozczarowanie roku - tomik KAW z czerwonej serii mam niekompletny, brakuje zakończenia. Na szczęście można zapolować na audio na YT.

Milicja w osobie nieco pechowego majora, a potem podpułkownika Makowskiego, przez kilka lat usiłuje odkryć, kto stoi za serią napadów rabunkowych w Warszawie. Rzecz zaczyna się w 1965 roku od morderstwa w podwarszawskim Zygmuntowie, gdzie ginie funkcjonariusz, a jego służbowa broń zostaje skradziona. Potem przez kolejnych kilka lat, aż do lat 70., powtarza się scenariusz - na konwojentów napada mężczyzna z pistoletem, zwykle zabija jednego ze strażników, resztę rani i sprawnie ucieka. Mimo że napady odbywają się w biały dzień, świadków jest zwykle mało, a ich zeznania są mało wiarygodne. Wreszcie pewien przełom następuje po tym, jak Makowski radzi się swojego kolegi, profesora filozofii Żywieckiego, który buduje profil grupy przestępczej. Niestety, to bardziej beletryzacja przebiegu śledztwa, więc sprawa kończy się w momencie aresztowania zbrodniarzy na gorącym uczynku; nie wiadomo, jak planowali swoje zuchwałe ataki i czemu to robili.

Się nie zabezpiecza: pocisków po zabójstwie Kennedy’ego (a milicja i owszem).

Się nie produkuje: czarnych wartburgów i trabantów, żeby się nie myliły z mercedesami jak głosi żartobliwa plotka/

Się kupuje: półtora kilo polędwicy i pół kilo szynki (co oczywiście budzi podejrzenia).

Się pali: amerykańskie Morrisy.

Się nosi: amerykańskie szelki (ratują życie!).

Się zataja zdrady przed żoną: w imię męskiej solidarności (taki sobie kociak, w miarę przyjemny, w miarę głupi).

Inne tego autora.

#105/#18

Napisane przez Zuzanka w dniu Friday August 21, 2026

Link permanentny - Kategorie: Słucham (literatury), Czytam - Tagi: 2026, kryminal, panowie, prl - Skomentuj


Marta Kisiel - Dywan z wkładką / Efekt pandy

Wszystko zaczęło się od tego, że w lodówce państwa Trawnych dało się słyszeć odgłosy pożycia intymnego sąsiadów. Andrzej, człowiek-labrador, spontanicznie a okazyjnie zakupił dom na prowincji i wywiózł tam całą rodzinę - Teresę, księgową o cholerycznym usposobieniu, 17-letnią Zoję, uosobienie rozsądku, 12-letniego Maciejkę, leniwego fana gier komputerowych oraz zaawansowaną wiekiem suczkę typu PON o dźwięcznym imieniu Pinacolada[1]. Na miejscu dołączyła do nich matka Andrzeja, Mira, kobieta mikrych rozmiarów, ale ogromnej energii. Nowy dom okazał się mieć kilka wad - niedziałający pilot do garażu, obrzydliwy kolorystycznie dywan zostawiony przez poprzednich właścicieli i tego jednego sąsiada, który wszystkim robi na złość. Ale niedługo, bo tuż po pierwszych scysjach Tereska i Mira znalazły zwłoki sąsiada zawinięte w ich dywan (patrz tytuł), zdecydowały się więc zrobić wszystko, żeby oddalić potencjalne podejrzenie od Andrzeja, którego sąsiad wyprowadził z równowagi.

Druga część opisuje przygody pań Trawnych oraz matki Tereski, wielojęzycznej Brigitte, która wtem organizuje wyjazd do spa Angelique w Dzierzążni Zdrój. Na miejscu ma być relaks, który się Teresce należy po traumatycznych wydarzeniach z pierwszej części, ale zamiast tego Mira i Tereska wpadają na trop kolejnego przestępcy - sąsiada z drugiej połowy domku, zwanego ze względu na walory zewnętrzne Żelingtonem. Podejrzewają, że dżentelmen zamordował swoją małżonkę, a teraz usiłuje pozbyć się zwłok. Jedyną osobą, która niczego nie podejrzewa, jest Brigitte. Warto po kolei, bo wątki z pierwszej części wspominane są często w drugiej.

Jest i część trzecia, ale jeszcze nie słuchałam.

Nie oczekiwałam wiele, a miło się zaskoczyłam. Bywa zabawnie, aczkolwiek nie na tyle, żeby głośno chichotać (albo może już jestem za stara na takie reakcje, ech). Bohaterki (bo głównie to książki o paniach) są niegłupie, przeważnie nie irytujące - nawet do Brigitte można się przyzwyczaić, aczkolwiek trudno mi uwierzyć w funkcjonowanie dorosłej osoby mówiącej jednocześnie po francusku, polsku i rosyjsku. Intrygi są ciekawe i, co mi się chyba najbardziej spodobało, ludzie ze sobą rozmawiają ze zrozumieniem.

[1] Trochę mi zgrzytało, że była zdrabniana do Pindzi, ale kimże ja jestem, żeby oceniać.

#103-104 / #16-17

Napisane przez Zuzanka w dniu Wednesday August 12, 2026

Link permanentny - Kategorie: Słucham (literatury), Czytam - Tagi: 2026, kryminal, panie - Skomentuj


Anna Kańtoch - Czeluść

Współcześnie. Agnieszka ma wrażenie, że ktoś jej chowa w domu rzeczy. Ma raptem 60 lat, jeszcze nie powinna tracić pamięci. A coraz więcej nie pamięta, ani z rzeczy, które się właśnie wydarzyły, ale też z przeszłości. Usiłuje sobie przypomnieć, co w 1985 roku zaszło w kamieniołomach w jej rodzinnej miejscowości, na swojej pamięci nie może polegać, a z nikim z tamtych czasów nie utrzymuje kontaktu, po części dlatego, że w bujnych latach 90. XX wieku chętnie, aczkolwiek niekoniecznie zgodnie z prawdą, opowiadała redaktorom szmatławych czasopism o nadprzyrodzonych wydarzeniach z tychże kamieniołomów. Tym bardziej jej to ciąży, że pojawiła się dziennikarka, która chce poznać “jej wersję”, a tuż po wizycie znika jeden z trzech psów Agnieszki. Oraz wygląda na to, że w zamkniętym pokoju na piętrze ktoś jest. A może jednak dzieją się jakieś rzeczy nadprzyrodzone, bo sądząc z kurzu, nikt tam nie wchodził.

Jakie to przejmujące studium demencji, kiedy człowiek zawodzi sam siebie - nie pamięta, nie rozumie kryptycznych notatek, które zrobił (jak w “Memento”!), nie poznaje ludzi, a do tego w lustrze widzi kogoś obcego. Klimatem przypomina też ”Ojca” z przerażającą perspektywą osoby chorej, która nie rozumie świata dookoła. Finał jest dość nagły i w przeciwieństwie do ^dees, nie zrozumiałam go. Świetnie się mi czytało (nic nowego, Kańtoch doskonale umie w fabułę), ale wolałabym zakończenie w wersji dla słabszych.

Skądinąd zabawny zbieg okoliczności, że prawie jednocześnie czytałam trzy jakże różne historie o starszych kobietach, każda tak bardzo inna.

Inne tej autorki.

#102

Napisane przez Zuzanka w dniu Monday August 10, 2026

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: 2026, beletrystyka, panie - Skomentuj


Juhani Karila - Polowanie na małego szczupaka

Do wschodniej Laponii jadą tylko ci, którzy z niej pochodzą - jak Elina, albo ci, którzy służbowo - jak Janatuinen, która ściga Elinę jako podejrzaną o morderstwo (jej partner wolał sobie dosłownie strzelić w stopę niż jechać). Czy jednak spokojna, małomówna, ciężko pracująca dziewczyna, która raz do roku bierze w czerwcu urlop, żeby złowić szczupaka z jeziora Oś, może być niebezpieczna? Ślady wskazują, że ktoś na nią napadł i pozbyła się zwłok. W Laponii wszystko okazuje się inne, o czym policjantka przekonuje się szybko, kiedy zostaje poproszona o zaopiekowanie się kudłatym chyłkiem, który zajął dom jednego z mieszkańców.

Klimatycznie najbliżej tej historii do ”Starej Słaboniowej”, gdzie zwykła staruszka ma moc utrzymania porządku między światem żywych a nadprzyrodzonym. W Laponii wszyscy wiedzą, że stary Asko umie ożywiać kukły, chociaż pamięć mu mocno szwankuje, matka Eliny była wiedźmą, że w Osi siedzi wodnik, a w gomońską noc się nie wychodzi. Mimo dramatyzmu akcji jest też zabawnie, bo mówiący gwarą mieszkańcy są wygadani i całkiem sprawnie posługują się sarkazmem. Żałuję, że to jedyna przetłumaczona na polski książka autora.

#101

Napisane przez Zuzanka w dniu Monday August 10, 2026

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: 2026, panowie, sf-f - Komentarzy: 3


Olga Tokarczuk - Prowadź swój pług przez kości umarłych

Janina Duszejko mieszka we wsi pod Kudową, tuż przy granicy z Czechami. Miała dwa psy, ale jakiś czas temu zniknęły, szukała, ale przepadły. Brzydkie podejrzenia oczywiście kierowała w stronę lokalnych myśliwych, dla których wszystko, co się rusza, to dzik, ale za rękę nie złapała. I tak sobie żyje, w środy uczy angielskiego w pobliskiej szkole, czasem spotyka się ze znajomym z aspiracjami literackimi, który tłumaczy wiersze Blake’a, zimą pilnuje domów letniskowych tych, którzy wolą miejskie wygody. I wtem zaczyna się czarna seria - ginie jeden z jej sąsiadów, nie żeby go żałowała, kłusownik i morderca zwierząt, potem kolejni. W dziwnych okolicznościach, zwykle dookoła są tropy zwierząt. Nie wspominałam, że pani Duszejko nieustająco wysyła listy do wszystkich władz z uprzejmymi pytaniami o morderstwa, podpierając się swoim autorytetem astrolożki; nie wiedzieć czemu, nikt jej nie odpowiada, chociaż ustawowo powinni. I tu już czytelniczka się orientuje, że została koncertowo wprowadzona w maliny, bo bohaterka jest, cóż, zwyczajną starą wariatką i to nie dlatego, że jest przeciwko zabijaniu zwierząt i polowaniom.

Jak już przyzwyczaiłam się do pewnej maniery - pisania nazw Zwierząt wielką literą i niejakiej egzaltacji - to bardzo mi się spodobało, bo to pełnowartościowy kryminał, aż do momentu, kiedy nie wjechała astrologia. Wtedy zaczęłam nieco przewracać oczami, zastanawiając się, czemu autorka zdecydowała się wyposażyć swoją postać w tak eklektyczny zestaw poglądów - ezoteryka przy bardzo twardym stąpaniu po ziemi, nie kleiło mi się to. Obawiałam się nawet wejścia w tematykę nadprzyrodzoną, ale nie, finał - choć przewidywalny - nagradza lekturę. Niekoniecznie cenię formę, ale obserwacja świata doskonała.

Inne tej autorki.

#100

Napisane przez Zuzanka w dniu Sunday August 9, 2026

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: 2026, kryminal, panie - Skomentuj