Więcej o
Listy spod róży
[1.07.2026]
Rok temu pojechaliśmy na łódkę do Fuengiroli, bo niczego w okolicy Pszennej Wólki nie znalazłam. Ale teraz już sezon, więc na łódkę można w pobliskiej Calahondzie. Wybrałam sobie kameralny rejsik wzdłuż wybrzeża, 2 godziny z opcją pływania w przezroczystej wodzie z rybkami. Nie że ja, bo ja muszę mieć grunt, ale reszta rodziny i owszem. Przejrzystość wody niesamowita, rybki typu dorada, ale małe, przypływały po pieczywo, kapitan opowiadał po hiszpańsku i angielsku o mijanych okolicach, podpłynęliśmy aż do Castillo del Ferro z przystankiem obok Cala de Rijana. Mimo SPF przypiekłam sobie łydki, ale było warto. B. zadowolona.
Adresy:
- El origen - Av. de los Geraneos 20, Calahonda, bar/restauracja z tapas, bardzo lokalna
- Samuel’s boat - Embarcadero Calahonda, różnej długości rejsy, również przez GYG
















GALERIA ZDJĘĆ.
Napisane przez Zuzanka w dniu Thursday July 16, 2026
Link permanentny -
Kategorie:
Listy spod róży, Fotografia+ -
Tagi:
andaluzja, castel-del-ferro, hiszpania, calahonda
- Skomentuj
[30.06.2026]
Otóż na andaluzyjskim wybrzeżu było przyjemne 28-29 stopni, chociaż oczywiście pełna klara albo jak to uczenie mówi eloy, duży indeks UV. Ale wymyśliłam sobie, że wyprawa. I owszem, mogłam wreszcie ruszyć na Gibraltar, ale miałam jakiś opór, mimo że auto klimatyzowane. Więc wymyśliłam, żeby tym razem do Rondy, a po drodze przejechać przez Olverę, gdzie zamek i zabytkowy kościół na wzgórzu (szkoda, że zamknięty!) oraz Monumento el Sagrado Corazon w parku. Wjechaliśmy na przyzwoicie położony parking pod zamkiem, wspięliśmy się na górę pod wejście i rodzina odmówiła dalszej drogi w górę na sam zamek. Krótka wizyta na cmentarzu i stwierdziliśmy, że kawa. Ale jakkolwiek Olvera jest przepięknym białym miasteczkiem, tak w kawiarnie nie obfituje, a jedyna otwarta, do której prowadziła nawigacja, mieściła się na samym końcu labiryntu jednokierunkowych uliczek, które pod koniec przestały wyglądać przejezdnie, a nie było gdzie zaparkować. Zrezygnowałam z Jezusa w parku i pojechaliśmy na kawę do następnego punktu wyjazdu - Setenil de las Bodegas - po drodze mijając nadzwyczajne okoliczności przyrody przez górki. Ale tuż przed miasteczkiem, dosłownie 2 kilometry, okazało się, że droga jest zamknięta z powodu drobnej kolizji dwóch samochodów i nie ma, że dalej, tylko uprzejmie proszę zawróć. W efekcie, nadkładając solidnie drogi przez te przepiękne górki i serpentynki, które za drugim razem już aż tak nie cieszyły, do Rondy przyjechaliśmy głodni i już w czasie sjesty, co w Hiszpanii oznacza, że we wszystkich miejscach z jedzeniem, nawet tych oznaczonych w Google jako “otwarte teraz” można popatrzeć przez szybkę. Dodatkowo nie doceniłam wielkości Rondy i myślałam, że wszystko jest na kupie, a tu wtem to 40-tysięczne, rozległe miasto i nie że na 10 minut oglądania. Więc nie zobaczyłam ani Setenil, ani - poza błądzeniem po wąskich uliczkach - niczego unikalnego w Rondzie, a na obiad pojechaliśmy do centrum handlowego La Canada pod Marbellą; nastolatce znacznie poprawiło się w KFC, a dodatkowo mieli znikniętego już z Polski Marksa & Spencera, więc zaopatrzyliśmy się w uczciwą herbatę i sosy w słoiku. Nastolatka dodatkowo zaopatrzyła się w sztryms w Bijou Brigitte, wszyscy zadowoleni. Na następny raz do Rondy jednak muszę się lepiej przygotować.












GALERIA ZDJĘĆ.
Napisane przez Zuzanka w dniu Sunday July 12, 2026
Link permanentny -
Kategorie:
Listy spod róży, Fotografia+ -
Tagi:
andaluzja, hiszpania, olvera, ronda
- Skomentuj
[28.06.2025]
Do Malagi wybrałam się głównie na pchli targ, ale niestety na miejscu okazało się, że większa część to bazar z chińskim mydłem i powidłem, trochę warzyw i owoców, a już na typowym targu asortyment raczej w kierunku czyszczenia piwnicy po mocno oszczędnych dziadkach. Za to mogłam skorzystać z najlepszej ceny biletów do Alcazaby, bo w niedziele po 14 darmo. I, uwaga, nie trzeba się wspinać na górę, tylko można wjechać jak sołtyska windą, a potem sobie zejść przez ogrody do Teatru Rzymskiego. Ponieważ temperatura podskoczyła powyżej 30 stopni, nie ciągnęłam rodziny na punkt widokowy Gibralfaro, bo tam się już nie dało windą. Poza tym klasycznie wizyta w Ale-Hop (dla odmiany hiszpańskie mydło i powidło) i obiad. Ciągle nie przejechałam się malagijskim metrem!
Adresy:
- Szimple Cafe - Paseo Andres Segovia 56, La Herradura, śniadanie i brunch (w drodze do Malagi)
- Ascensor a la Alcazaba - C. Guillén Sotelo 1
- Mercadillo Cortijo de Torres 2ª Mano - Av. de las Malagueñas, pchli targ w niedziele
- Kogan Santiago - C. Santiago 8, sushi i ramen














GALERIA ZDJĘĆ.
Napisane przez Zuzanka w dniu Wednesday July 8, 2026
Link permanentny -
Kategorie:
Listy spod róży, Fotografia+ -
Tagi:
andaluzja, hiszpania, malaga
- Skomentuj
[27.06.2026]
Pojechałam do Hiszpanii, żeby uciec przed 35-stopniowymi upałami w Poznaniu. Misja udana (z drobnym wyjątkiem, ale o tym niebawem), bo w Andaluzji przy wybrzeżu było skromne 29 stopni.
Moją wadą jest to, że nieustająco wierzę w słowo pisane, a konkretnie w zaznaczone w Google godziny otwarcia. Dlatego do Akwarium w Almuñécar wybrałam się po południu, bo mieli mieć przerwę do 16:30, a potem czynne. I tak rzeczywiście było. Problem w tym, że najpierw planowałam coś zjeść, ale dla odmiany wszystkie restauracje i bary, ochoczo oznajmiające, że są otwarte, nie były, przecież to oczywiste, że zamknięte, nawet jak napisano, że otwarte. Więc najpierw rybki, potem jedzenie. Akwarium jest wygodnie tuż przy parkingu, nie jest bardzo duże, ale urokliwe i ma tunel z płaszczkami i rekinami. Samo Almuñécar jest niewielkie, przyplażowe i ma jeszcze kilka ciekawych rzeczy typu stanowiska archeologiczne czy zamek, ale to na następny raz.
Adresy:
- Acuario de Almuñécar - C. San Juan 8
- Tandoori house Indian restaurant - C. Marquita 3, restauracja hinduska










GALERIA ZDJĘĆ.
Napisane przez Zuzanka w dniu Sunday July 5, 2026
Link permanentny -
Kategorie:
Listy spod róży, Fotografia+ -
Tagi:
andaluzja, hiszpania, almunecar
- Skomentuj
[1-3.05.2026]
Można miasto zwiedzać od samego dołu, uczestnicząc w obiegu cyrkularnym, co od niedawna jest hobby nastolatki, która kilka lat temu z fazy hellokitty i brokatu przeszła konsekwentnie (choć z twistem) na stronę alternatywnego mroku. Niemieckie pchle targi dostarczają, dla mnie również ogromnej radości, zwłaszcza że nie zawsze dobrze rozumiem, czy ktoś powiedział fünfzig czy fünfzehn (tym razem miłe zaskoczenie). Ja oczywiście lubię bardziej strefę wzornictwa, jestem absolutną fanką ogromnych komód z solidnego drewna z milionem szufladek za jedyne 2000 euro. W Lipsku na majowy weekend było kilka opcji na zaawansowany thrifting, aktualną listę można znaleźć na stronie miasta. Te lokalizacje, które odwiedziłam, mają dodatkowy walor w postaci klimatu squatowego - zadbane zaniedbanie, murale i neony.
Adresy:
- Feinkost - Karl-Liebknecht-Straße 36
- Kiezflohmarkt - Karl-Heine-Straße 85-93
- HIT - Straße des 18. Oktober, Auf der alten Messe 44, to już typowa spożywka, ale na imponującej powierzchni
- DarXity Ranstädter Steinweg 5, sklep gotycki z nówkami
- Gothic thrift - Wolfgang-Heinze-Straße 18, secondhand
Można też miasto zwiedzać z góry, na przykład wjeżdżając na 31. piętro przy Augustusplatz za jedyne 5 euro od łebka (płatne na górze, nie u ochroniarza na dole - nie bądźcie jak ja), a na górze można kawę i co ino albo - zapewne po umówieniu się - zjechać rollercosterem. Nie, nie umawiałam się! Ponieważ majówka to co do zasady plener, a pogoda była obłędna, zaciągnęłam też już nieco mniej chętną rodzinę na wieżę widokową w lesie w środku miasta. Można podjechać do lasku samochodem, ale potem trzeba się nie dość, że wspiąć na wieżę (104 stopnie), ale jeszcze serpentynową ścieżką wejść na górkę. Niechęć nie była aż tak duża, do tego pięknie pachniało czosnkiem niedźwiedzim, co dało sumpt do dyskusji, czy niedźwiedzie walą czosnkiem, czy jednak raczej czosnek niedźwiedziem, muszę to wiedzieć. A widoki za milion euro, aczkolwiek wieża się nieco rylała, co nie wpływa pozytywnie na osoby z niejakim lękiem wysokości.
Adresy:
GALERIA ZDJĘĆ.
Napisane przez Zuzanka w dniu Monday May 18, 2026
Link permanentny -
Kategorie:
Listy spod róży, Fotografia+ -
Tagi:
leipzig, lipsk, niemcy
- Komentarzy: 2
[1-3.05.2026]
To, że mi się Lipsk spodobał, to mało powiedziane. Nie eksplorowałam dziedzictwa kulturowego - Bachów, Schummanów i Mendelssohnów, ale pokręciłam się po mieście i byłam zachwycona. Bo i starówka piękna, i całe miasto takie do życia. Znalazłam nowiutki apartament w zasadzie pod Lipskiem, w Seehausen, cicho i spokojnie, a do centrum kwadrans. Miałam oczywiście jakiś plan zwiedzania - a to największy dworzec kolejowy, zabytkowe pasaże handlowe, Muzeum Historii Naturalnej i inne muzea; ba, nawet miałam papierowy przewodnik Pascala po Saksonii, ale ze względu na połączenie tropikalnego upału i przeziębienia był raczej plan minimum - jedzenie, zakupy i wchodzenie wysoko (o czym w następnym odcinku).
Adresy:
- Brothers - Eisenbahnstraße 85, turecka śniadaniownia-piekarnia.
- Auszeit Cafe - Karl-Liebknecht-Straße 1A, śniadania mniej wyrafinowane
- Café Luise - Bosestraße 4, śniadania bardziej wyrafinowane (popularna miejscówka)
- Alfa Restaurant - Ratsfreischulstraße 8-10, grecka
- Elliniki - am Sachsenplatz, Reichsstraße 18, też grecka (mieliśmy iść do niemieckiej opodal, ale nie było wolnych stolików, nie szkodzi, bardzo dobre było)
GALERIA ZDJĘĆ.
Napisane przez Zuzanka w dniu Saturday May 16, 2026
Link permanentny -
Kategorie:
Listy spod róży, Fotografia+ -
Tagi:
lipsk, niemcy, leipzig
- Skomentuj