Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

John Le Carre - Ze śmiertelnego zimna

50-letni Leamas, brytyjski szpieg w Berlinie Zachodnim, na własne oczy widzi zamordowanie swojego agenta, który ginie podczas przedarcia się przez Mur Berliński. Złamany tym zdarzeniem wraca do Londynu, chce przejść na emeryturę, ale okazuje się, że nie ma wystarczająco dużo wypracowanych lat i ląduje za biurkiem w dziale finansowym. W pewnym momencie i stąd go wyrzucają, plotka głosi, że za defraudację. Ma głodową emeryturę, wynajmuje podłe mieszkanie i szuka niewymagającej (wszak doświadczeniem szpiegowskim nie może się publicznie pochwalić, a dodatkowo nie da się ukryć, że nadużywa alkoholu) pracy w biurze pośrednictwa. Trafia do zapyziałej biblioteki, gdzie poznaje młodą i naiwną Liz, zwolenniczkę socjalizmu; mimo jego niechęci, zostają kochankami. Nagle dzieje się coś dziwnego - Leamas prosi sklepikarza o kredyt, a gdy ten odmawia, bije go i ląduje na kilka miesięcy w więzieniu. Po wyjściu zostaje zwerbowany przez aparat szpiegowski NRD, aby dostarczył im - za sowitym wynagrodzeniem, które ukoi resztki poczucia przyzwoitości - szczegółowego opisu tego, co wywiad brytyjski wie o siatce agentów w NRD. Ale czy tak jest? Wygląda na to, że całość akcji - niechlubne zwolnienie ze służby, pijaństwo, wreszcie więzienie - została zaplanowana jako ostatni przed emeryturą występ starego agenta.

O, to jest właśnie taki Le Carre, jaki mi się kojarzył - dużo polityki i mylenia tropów, mało pracy detektywistycznej, a na końcu wygrywa tylko organizacja. Dużo gorzkich słów pada zarówno pod adresem socjalizmu, budowanego na zabijaniu lub więzieniu niepokornych, jak i zachodniego wywiadu. Podsumowuje to wschodnioniemiecki szpieg: "Pan wie, wszyscy jesteśmy tacy sami, to jest najlepszy dowcip".

Inne tego autora tutaj.

#42

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela czerwiec 18, 2017

Link permanentny - Tagi: wielka-brytania, panowie, mwa, kryminał, cwa, 2017 - Kategoria: Czytam - Skomentuj


Strażnicy galaktyki vol. 2

Tak samo jak w pierwszej części, ekipa Strażników ratuje wszechświat. Nawet dwukrotnie. Peter Quill, czasem nawet rozpoznawany jako Starlord, ochrania bardzo ważne ogniwa energetyczne na planecie zarozumiałych ludzi pomalowanych na złoto (i wyglądających jak Paris Hilton, bez względu na płeć) przed dość paskudnym i wytrzymałym pomiotem piekielnym, ale zamiast zebrać owoce swojej pracy musi uciekać, bo Rocket dla zabawy kradnie trochę ogniw. Z jednej strony ścigają ich Złoci ludzie, przezornie sterujący myśliwcami zdalnie z takich sprytnych klęczników, co to kiedyś były modne wśród nerdów, z drugiej pragną dopaść straszliwie szczerbaci Ravengersi pod wodzą Yondu, który wychowywał małego Quilla po porwaniu z Ziemi. WTEM Peter spotyka swojego ojca, który okazuje się bogiem i ma własną planetę oraz rozumną istotę z czułkami, która wyczuwa uczucia (ale - według Draxa, człowieka o aparycji Muru Chińskiego - jest okrutnie brzydka). Jest dużo naparzanek w kosmosie, a w decydującym momencie wchodzi mały Groot z dwoma czerwonymi przyciskami, z których jeden daje 5 minut, a drugi od razu rozwala całą okolicę. Mały Groot jest doskonały, aczkolwiek do końca nie mogłam się zdecydować, czy wolę człowieka-szopa, czy człowieka-sadzonkę.

Oraz widok Davida Hasselhofa jest wart wszystkich pieniędzy.

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota czerwiec 17, 2017

Link permanentny - Tagi: usa, sf-f - Kategoria: Oglądam - Komentarzy: 2


Olga Rudnicka - Zacisze 13 / Zacisze 13 powrót

Marta, kobieta po przejściach (eks-mąż psychopata, wbrew rozsądkowi wspierany przez równie psychopatyczną matkę Marty) jest samotną nauczycielką w śremskiej szkole. Zaskakuje ją znalezienie zwłok rosłego mężczyzny z rozwaloną głową w swoim ogródku, więc - ze strachu - nie waha się przygarnąć pod swój dach przyjaciółkę ze szkoły, Anetę, której mieszkanie uległo zalaniu. Niespodziewanie pozostawiona w domu Aneta napotyka na drugiego intruza, przypadkiem zrzuca go ze schodów, ze skutkiem śmiertelnym. Ponieważ Marta ma uraz do organów ścigania (były mąż próbował ją zaatakować nożem, a kiedy przypadkiem się obroniła i go pokaleczyła, oskarżył ją o próbę zabójstwa i udało mu się doprowadzić do skazania Marty), obie panie decydują się zwłoki dyskretnie ukryć[1], co - o dziwo - udaje im się, mimo że ich dom jest obserwowany przez różne grupy zainteresowanych. Po koniec tomu wyjaśnia się, czemu pojawili się denaci, kim jest Damian i Dorota, kto obserwował dom Marty oraz kim była prostytutka o ksywie Barbie. Zwłoki spoczywają pod podłogą piwnicy.

W części drugiej Marta wyjeżdża z nowym mężem (tak, mąż został pozyskany w tomie pierwszym) i w ciąży do Krakowa, zostawiając na posesji Anetę (i zwłoki). Anetę ktoś szantażuje, tyle że Aneta jest na tyle zirytowana problemami z byłym mężem (nie psychopatą, ale wiarołomnym łajdusem), aktualnym chłopakiem i wścibską sąsiadką[2], iż nie zwraca na szantażystę uwagi. Niestety, sąsiadka zapewnia co chwilę wizyty policji, bo zgłasza każdą "dziwną" rzecz, więc trudno najpierw obu damom (a potem trzem, bo Dorota przypadkiem się dowiaduje o trefnej zawartości piwnicy) wymyślić sposób na utylizację zwłok. Ale, ponieważ to powieść, ekhm, humorystyczna, wszystko się udaje, zwłoki lądują na cmentarzu, nikt nie zadaje pytań o świeżo rozkopaną mogiłę, szantażystę dopada karma, a skruszony narzeczony Anety wraca z kwiatami.

Oba tomy zachwalane były jako "najlepsze" autorki. Niestety, mam wrażenie, że przeczytałam już te gorsze i wszystkie trzymają jeden poziom. Lokalizacja (Śrem) dalej jest potraktowana pretekstowo (wszystko dzieje się na ulicy Zacisze[3]), a pozostałe miejsca są absolutnie anonimowe (sklep, basen, cmentarz, szkoła, rozgłośnia radiowa). Tutaj dodatkowo bohaterki są wyjątkowymi idiotkami (które wysyłają sobie maile[4] "nie rozmawiajmy przez telefon o trupach, morderstwie i zakopywaniu zwłok, bo mogą nas podsłuchać... o, napisałam o tym w mailu, siet, jestem taką idiotką"), nie będącymi w stanie przeczytać instrukcji ze zrozumieniem. Cud prawdziwy, że wszystko im się udaje.

[1] Najpierw kupując zamrażarkę, potem betonując panów pod podłogą piwnicy, co jest przyczynkiem do zabawnej historii o kupnie wieprzowiny "od rolnika" oraz kilkudziesięciu stron dywagacji, jak to trudno się zorientować (mając internet i markety budowlane), w jakich proporcjach rozrobić beton oraz co jest jastrych i wylewka samopoziomująca.

[2] Zagadująca sąsiadka, włażąca do domu bez pozwolenia, zatrzymująca na ulicy i wciągająca do siebie do domu i nikt nie jest w stanie jej powiedzieć, żeby oddaliła się rączo?

[3] Clou intrygi to pomylenie numeru domu przez złoczyńców, którzy nie wiedzą, że dom numer 13 został rozebrany, a posesja połączona z sąsiadującą, więc aktualnie Zacisze 15 to Zacisze 13. W życiu nie słyszałam, żeby w takiej sytuacji ktoś przenumerowywał pozostałe domy na ulicy, ale może mało słyszałam.

[4] Ćwierć drugiego tomu to wymiana maili między Martą i Anetą, Martą i Damianem oraz Dorotą i Anetą, zawsze z nagłówkami. Wierszówka, te sprawy, bardzo szybko się czyta.

Inne tej autorki tutaj.

#40/41

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek czerwiec 15, 2017

Link permanentny - Tagi: polska, panie, kryminał, 2017 - Kategoria: Czytam - Skomentuj


Wielkopolska w weekend - Duszno

[21.05.2017]

W drodze między Poznaniem a Włocławkiem, obok wsi Wydartowo kusi tabliczka "Duszno - punkt widokowy". Polnymi, acz dobrze oznaczonymi drogami, dojeżdża się do wsi Duszno, a zupełnie pośrodku niczego, za wsią, stoi drewniana platforma obserwacyjna. Niby niska, ale zw względu na lokalizację, dookoła widać na kilkadziesiąt kilometrów. Specjalnie bym tam nie jechała, ale jako przystanek w podróży to fajny przerywnik.

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek czerwiec 15, 2017

Link permanentny - Tag: duszno - Kategorie: Listy spod róży, Wielkopolska w weekend - Skomentuj


Agatha Christie - Zabójstwo Rogera Acroyda

W małej, rozplotkowanej wiosce King's Abbot nic się nie ukryje przed siostrą lokalnego lekarza, Karoliną. Ani śmierć bogatej wdowy, która przedawkowała środki nasenne (a wcześniej podejrzewana była o zamordowanie męża-tyrana), ani obecność niepozornego dżentelmena z wąsikiem, który zgadza się, że nie jest Francuzem. Kiedy zostaje zamordowany przyjaciel wdowy, bogaty Roger Acroyd, niepozorny dżentelmen włącza się do akcji i z pomocą brata Karoliny, doktora Shepparda, rozwiązuje tajemnicę zbrodni.

Znalazłam ostatnio przypadkiem listę 100 najlepszych powieści kryminalnych i, o zgrozo, przeczytałam jakieś 25-30% (nie do końca pamiętam, co czytałam niektórych autorów, a co nie). Stąd kompulsywna konieczność uzupełnienia zaległości. "ZRA" trafiło na listę zasłużenie ze względu na ciekawy zabieg fabularny (chociaż oczywiście nie przebija finału "Kurtyny" tejże autorki).

Inne tej autorki tutaj.

#39

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek czerwiec 12, 2017

Link permanentny - Tagi: mwa, cwa, wielka-brytania, panie, kryminał, 2017 - Kategoria: Czytam - Skomentuj


Henning Mankell - Szwedzkie kalosze

Frederick, emerytowany doktor budzi się w trakcie pożaru - płonie jego dom na wysepce. Dom, w którym żyli jego dziadkowie, rodzice i on chciał też doczekać końca swoich dni. Po wygaszeniu ognia okazuje się, że spłonęło wszystko, co miał, a dodatkowo ślady wskazują na podpalenie, więc zamiast odbudowywać swoje życie, musi stawić czoła przesłuchaniom i podejrzeniom, że sam podpalił dom w celu wyłudzenia odszkodowania. Wprowadza się do przyczepy, którą zostawiła jego dorosła córka (poznana całkiem niedawno, we "Włoskich butach") i próbuje uporządkować życie. Wkurza go fakt, że próbując odkupić sobie odzież, trafia tylko na rzeczy made in China; próbą powrotu do normalności mają być tytułowe szwedzkie kalosze[1]. Nagle przyjeżdża córka, nie dogadują się ze sobą, po wyspie kręcą się śledczy i czterdziestoparoletnia dziennikarka, która robi reportaż o podpaleniach, ale bardzo mu się podoba.

Nie jest to ani stricte powieść kryminalna, chociaż Frederick poszukuje sprawcy podpaleń (nie tylko jego dom spłonął) oraz usiłuje wyjaśnić, czemu Polka, pod której domem parkował samochód w porcie, była przerażona i co spowodowało jej nagłą śmierć[2]. Poprzedni tom był rozliczeniem z niezakończonym związkiem miłosnym, tutaj to uporządkowanie bycia ojcem (i - zepsuję niespodziankę - dziadkiem). Niespecjalnie polubiłam bohatera, jest nieprzyjemny, celowo niegrzeczny, łamie normy społeczne (po wproszeniu się na nocleg do domu znajomej, grzebie w jej prywatnych rzeczach i kłamie) i ewidentnie czuć starczą niechęć do wszystkiego co inne, nowe i nieznane.

[1] I do końca książki ich nie dostaje. Nie jest zresztą jedyny zawieszony wątek, nie wyjaśnia się sprawa skradzionego samochodu zmarłej Polki, ani [2] jej w zasadzie naturalnej (wylew) śmierci.

Inne tego autora tutaj.

#38

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela czerwiec 11, 2017

Link permanentny - Tagi: skandynawia, panowie, beletrystyka, 2017 - Kategoria: Czytam - Komentarzy: 1


Eric Malpass - Wiatr niesie deszcz

1914. Walijka Nel chwilę po ślubie z Tomem, szczęśliwa na pikniku ze wspólnymi przyjaciółmi i kuzynką, dowiaduje się, że Anglia jest na progu wojny. W 1918 jest już wdową, z 4-letnim synkiem, Benbowem i żyje na łasce swoich wiecznie niezadowolonych teściów, którzy korzystają z niej jak z darmowej służącej, na każdym kroku wymagając posłuszeństwa. Przez przypadek wychodzi na jaw, że jest zakochana w jednym z przyjaciół swojego zmarłego męża i chwilę po ogłoszeniu zakończenia wojny, ku zgorszeniu teściów i reszty rodziny zmarłego męża, wychodzi ponownie za mąż. Wprawdzie miewa chwile, kiedy czuje, że jest szczęśliwa, ale nauczona stawiania siebie na ostatnim miejscu, podejmuje kolejne życiowe wybory, które wpychają ją w niekorzystne dla niej sytuacje.

To mniej znana książka Malpassa, może dlatego, że prawie zupełnie pozbawiona elementów humorystycznych (mimo 4-letniego chłopca, którego poczynania są osią akcji). Losy niezamożnej rodziny kupieckiej Dormanów, srodze doświadczonej przez los przez dwie wojny światowe, są bogato obudowane rozmyślaniami o istocie wojny, nieumiejętnościach przewidywania wielkiej polityki i obserwacjami ludzkiej małostkowości, mierności i złośliwości. To wszechstronnie ponura książka, dość przestarzała w wymowie, dodatkowo niespójna kompozycyjnie. Końcówka książki, dziejąca się w 1978 roku, po przejściu 60-letniego już Benbowa na emeryturę i jego traumatyczna wyprawa do Berlina Wschodniego, opisanego jak mentalne więzienie w kontraście do radosnej, wolnej Anglii, wygląda na należącą do zupełnie innej książki.

Inne tego autora tutaj.

#37/#8

Napisane przez Zuzanka w dniu środa czerwiec 7, 2017

Link permanentny - Tagi: wielka-brytania, panowie, beletrystyka, 2017 - Kategorie: Słucham (literatury), Czytam - Skomentuj


W górę i w dół albo o zwiedzaniu na piechotę

[1.05.2017]

W licznych komentarzach padają często pytania o to, w jaki sposób wybieram rzeczy do obejrzenia (oczywiście kłamię, nie ma prawie żadnych komentarzy, #foch). W Pradze, jak wspominałam dwie notki temu, to nietrudne, bo co krok to coś fajnego. Mieszkaliśmy na Małej Stranie, gdzie nie dość, że albo z górki, albo pod górkę, to nie można parkować samochodu, więc nawet wyprawa do samochodu prowadziła przez kilka zabytków. Poniżej moja przybliżona trasa po głównych zabytkach Pragi (oczywiście z pewnymi mentalnymi skrótami - na Vaclavskem Namesti i przy Ratuszu staromiejskim z Orlojem byliśmy dzień wcześniej, w ogrodzie przy Pałacu Czernińskim dzień później, zaś do Lorety w końcu nie weszliśmy).

Pałac Czerniński i ogród przy pałacu, przy Loretanskem Namesti/Hradcanskem Namesti. Wejście do ogrodu bezpłatne, miejsce ciche i wyjątkowo jak na Pragę niezatłoczone. Tuż obok Loreta - zespół zabudowań sakralnych, miejsce pielgrzymek i zwykle punkt startowy wycieczek po Hradczanach. Ciężko się było wstrzelić w godzinach otwarcia, żeby nie było tłumu, więc się nie wstrzeliliśmy. Niedaleko jest też klasztor Klasztor na Strahovie (Strahovské nádvoří 1/132) - historia o tym, czemu nie udało nam się wejść do środka, jest typowa: wycieczka zafiksowała się na śniadaniu, a w okolicy wszystkie punkty były, oględnie mówiąc, niewystarczające, więc jak już dotarliśmy do śniadania przy wtórze jęków niektórych uczestników, nie wiedzieć czemu szczególnie tych, którzy zwykle żyją powietrzem i są absolutnie niegłodni, to się nikomu nie chciało wracać pod górę (bo klasztor na górce), żeby zobaczyć obłędnie piękne sale i bibliotekę (powiedzcie, czemuż ach czemuż ulegam?).

Następnym punktem miała być rzeźba Davida Černego Trabant/Quo vadis - można ją znaleźć na dziedzińcu ambasady niemieckiej (Vlašská 347/19), która to ambasada 1 maja była zamknięta. Życie. Na szczęście święto pracy nie obowiązywało ani na Velkopřevorském náměstí, gdzie od lat jest najpiękniej kolorowo i tłumnie, a za każdym razem inaczej.

Podobnie na Kampie - tłumy ludzi wśród pachnących bzów i kwitnących kasztanów, co niestety oznaczało, że trzeba było cudu, żeby zobaczyć "Crawling babies" Černego (U Sovových mlýnů 2) bez wspinających się na nie nastolatków, często w dość niewyrafinowanych pozycjach (bo serio, symulowana kopulacja z metalowymi niemowlętami nadnaturalnych rozmiarów, za to bez twarzy, to +10 punktów do lansu?).

Dalej typowo turystycznie - przez maksymalnie zatłoczony most Karola, przez podobnie zatłoczony, zwłaszcza o pelnej godzinie Ratusz staromiejski z Orlojem aż do reprezentacyjnych Vaclavskech Namesti doszliśmy do Dzielnicy Żydowskiej.

Z Dvořákovo nábřeží (przy wylocie ulicy Parizskej) popłynęliśmy w godzinny rejs po Wełtawie - najprostszy, malutkim stateczkiem; można wybrać rejsy dłuższe, z muzyką, przewodnikiem i kilkudaniowym obiadem. Statki zatrzymują się na Kampie, więc można zrobić pół rejsu albo skrócić sobie drogę, omijając mosty.

Na Małą Stranę wróciliśmy metrem na specjalne życzenie niżej podpisanej (oraz dlatego, że wszystkim doskwierały bolące stopy). Leniwie, pokonując niezliczone schody, z przystankiem na lody na Nerudovej, tęsknie patrząc za płot na Ogrody Wallensteina i w górę na zignorowane tym razem Hraczany, dobiliśmy do apartamentu.

Jeśli jeszcze nie macie dość, spora GALERIA ZDJĘĆ.

Garść adresów:

  • Il Balcone - kawiarnia, śniadania. ul. Karmelitska 27, Praga 1.
  • Nostress Cafe - kawiarnia. ul. V Kolkovne 9, Praga 1.
  • Rugantino - włoska pizza. ul. 4 Dusni, Praga 1.
  • Mayur - indyjska. ul. Stepanska 63, Praga 1.
  • Koh-i-noor Stationary - sklep firmowy, mnóstwo rodzajów kredek, pasteli i różnych materiałów do rysowania, asekuracyjnie wyszliśmy z żarówiastymi pastelami i glinką do lepienia; Nerudova 250/13, Praga 1.

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek czerwiec 6, 2017

Link permanentny - Tagi: praga, czechy - Kategorie: Listy spod róży, Fotografia+ - Komentarzy: 4


Kawałek metra (5)

Praga, Czechy. Praskie metro jest stosunkowo nowe - otwarte w 1974 roku. Dla wielbicieli ruchomych schodów - zjeżdża się czasem głęboko pod ziemię oraz - dla mnie - każda stacja ma inne paski (przynajmniej te kilka, na których byłam). Trzy linie, odkrywczo nazwane A (zielona), B (żółta) i C (czerwona); czwarta dopiero w planach. W przeciwieństwie do ulic, w metrze jest płasko, a nie pod górkę.

Dotychczas: Berlin * Budapeszt * Buenos Aires * Dublin * Praga. Niebawem: San Francisco * Taipei * Paryż * Londyn

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek czerwiec 5, 2017

Link permanentny - Tagi: praga, metro, czechy, 2017 - Kategoria: Listy spod róży - Komentarzy: 1


Carlos Ruiz Zafón - Gra anioła

Rok 1917. Młody pomocnik, David Martin, redakcyjny z ambicjami pisarskimi dostaje szansę na publikację w gazecie. O dziwo mu wychodzi, dostaje stałą kolumnę za sprawą swojego protektora, właściciela gazety Pedra Vidala, budząc przy tym nienawiść całej redakcji. Kiedy już ma dość, odchodzi, wynajmuje przedziwnie zapuszczony dom, remontuje go[1] i zaczyna pisać popularną literaturę pod pseudonimem, marząc o wydaniu czegoś pod własnym nazwiskiem. Otrzymuje nagle intratną propozycję[2] od tajemniczego nieznajomego, który za sporym wynagrodzeniem chce napisania dzieła o nowym porządku religijnym[3], które porwie tłumy. Przeszkody znikają - wiążący go kontraktem wydawcy giną w tajemniczym pożarze, ukochana Christina decyduje się wyjść za mąż za bogatego Vidala, książka napisana pod własnym nazwiskiem nie przynosi mu sławy, w zasadzie nie ma powodu, żeby nie wziąć łatwych pieniędzy za rok pracy. Tylko Davida nagle ogarnia strach (nie wspominając o dramatycznej depresji po stracie ukochanej), bo sporo wydarzeń jest trudno wytłumaczalnych. Podobnie jak w "Cieniu wiatru", David zbiera drużynę - sprytną i ironiczną asystentkę Isabellę, księgarza Sempere (dziadka Daniela) wraz z przyjacielem donem Gustavo i emerytowanego policjanta po przejściach. Niestety, tuż za nim jest nieufna policja, tym bardziej podejrzewająca Davida, im więcej się trupów ściele dookoła.

Tutaj rzeczywiście pojawia się w jakimś stopniu realizm magiczny - niektórych wydarzeń nie da się wyjaśnić na gruncie logiki, sam bohater ma tak ogromne poczucie nierealności, że nie potrafi oddzielić czasem jawy od snu. Wiem, że to książka o książkach, o czytaniu i pisaniu, ułudzie, ale czasem to trochę przeszkadza, bo jednak po pierwszym tomie chciałam zgrabnego, logicznego wyjaśnienia intrygi, które jednak nie do końca zostaje zaserwowane. Zamiast tego jest alegoria, a ja słaba w alegorie jestem.

[1] Na litość, jak Wam ekipa budowlana, z miarką w oku i w garści dla pewności, mówi, że jest coś nie tak z wymiarami, bo pomieszczenie powinno być dwa razy większe niż jest, to naprawdę warto się tym pochylić, a nie zastanawiać się latami nad smrodkiem wionącym ze stojącej przy ścianie szafy.

[2] Oraz operację usuwającą guza na mózgu oraz inicjację erotyczną w prezencie, kto by się nie oparł.

[3] Nie wiem, jak Wy, ale ja się w zasadzie od razu domyśliłam, co z tego wyjdzie (Zrva Xnzcs).

Inne tego autora tutaj.

#36

Napisane przez Zuzanka w dniu środa maj 31, 2017

Link permanentny - Tagi: panowie, hiszpania, beletrystyka, 2017 - Kategoria: Czytam - Skomentuj