Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Więcej o reportaz

Magdalena Omilianowicz - Mistrzynie kamuflażu. Jak piją Polki?

Książka zajawiana jest jako obiektywna (dla mnie trochę w kontraście do subiektywnej opowieści np. Małgorzaty Halber) wersja doświadczenia alkoholizmu współczesnych kobiet, ze szczególnym akcentem na osoby wysokofunkcjonujące. Zaczyna się m.in. od takiego cytatu:

Piją prawniczki, policjantki, lekarki i celebrytki. Pije się od nizin po wyżyny. Od kobiet, które odkurzają cudze mieszkania, po doktorantki. Od salowych po serialowe aktorki.
Z konstrukcji wychodzi, że ma to być poradnik motywujący dla pań, które rekreacyjnie wychylają co wieczór kilka piw albo butelkę wina pod serial, co weekend wydają grube złotówki na drinki w klubie (sprawdzić, czy nie w pandemii), ale - ponieważ ogarniają lepiej lub gorzej dom i pracę - bynajmniej nie są w swoim mniemaniu alkoholiczkami, bo alkoholiczka to degeneratka, co leży w rynsztoku; na końcu książki jest dostępny test AUDIT.

Problem w tym, że książka jest zupełnie o czym innym i na tytułowe pytanie nie odpowiada - to wywiady z terapeutami uzależnień (w tym Osiatyńskim) i niepijącymi alkoholikami płci obojga oraz DDA, których rodzice pili. Cechą wspólną jest oderwanie od współczesności (picie w PRL-u czy w okresie transformacji miało dla kobiet naprawdę inny ciężar, chociażby ze względu na edukację o skutkach alkoholu) poza jedną opowieścią Joanny, która właśnie podjęła pierwszą próbę terapii, między innymi dlatego, że nie da się już dłużej ukrywać. Wbrew tytułowi nie ma tu żadnych mistrzyń kamuflażu, jeśli już, kamuflaż jest nieudolny i sypie się przypadkowo (tylko niechęci do konfrontacji u bliskich bądź społecznemu przyzwoleniu na picie można przypisać to, że nikt nie interweniuje[1] z powodu odoru przetrawionego alkoholu, niepewnego kroku czy małpki podzwaniającej w torebce). Historie motywujące trzeźwych alkoholików nie opisują sprawności lawirowania między życiem a alkoholem, tylko kolejne wpadki (wypadek dziecka, wyrzucenie z pracy, rodzina wzywa policję z alkomatem, sprawa w sądzie), które prowadzą do często wspominanego trafienia na dno. Więc jeśli chcecie - w trosce o - podrzucić tę pozycję znajomej, która Waszym zdaniem straciła kontrolę, chociaż na insta tego nie widać, to poszukajcie czegoś innego. Świadomość, że pije prawniczka i sprzątaczka, niewiele wnosi. Przy czym, żeby było jasne, to jest ciekawa pozycja o uzależnieniu od alkoholu i konsekwencjach, więc jeśli ktoś tego szuka, to jak najbardziej.

[1] Na przykład: jak reagować na widok współpracownika, który wlewa zawartość małpki, niech będzie, cytrynówki, do częściowo opróżnionej butelki izotonika i finalizuje tę niewinną butelkę podczas pracy? Pytam dla kolegi, oczywiście.

#12

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek stycznia 25, 2021

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: 2021, reportaz - Komentarzy: 2


Caroline Criado Perez - Niewidzialne kobiety. Jak dane tworzą świat skrojony pod mężczyzn.

Są książki, o których wiem, że spowodują u mnie irytację, smutek czy złość. To jedna z takich książek. Wyobraźcie sobie sytuację, że na osiedlu jest ankieta, czy mieszkańcy chcą monitoringu. Wynik ankiety to 51% na NIE. Demokracja, głosem większości monitoring nie zostaje zainstalowany. Czy aby na pewno jednak demokracja? Załóżmy, że robimy głosowanie z rozbiciem głosów na płeć i tu się okazuje, że znacząca większość kobiet jest za monitoringiem. Skąd 51% na nie? Znacząca większość uprawnionych do głosowania właścicieli mieszkań to mężczyźni, którzy narzucają swój wybór kobietom, bo nie straszne im powroty nocą, nie boją się napaści, a nie chcą kontroli. I o tym opowiada, podpierając się setkami badań, autorka - o luce, która powstała na świecie, bo głos kobiecy nie jest w wielu przypadkach brany pod uwagę. Z perspektywy białej kobiety, mieszkającej w Zachodniej Europie, nie jest to aż tak bolesne do momentu, kiedy nie zaczniemy sprawdzać liczb. W testach leków (ile badań zostało zahamowanych, bo nie miało efektów dla mężczyzn albo ile leków było testowanych głównie na mężczyznach; pada straszna statystyka, gdzie co drugą niepożądaną reakcją na lek u kobiet jest brak opisanego działania), w kryteriach oceny wykładowców, w dysproporcji obciążenia kobiet pracą opiekuńczą (co przekłada się na dyspozycyjność czy zmęczenie), w uśrednianiu do wzrostu i wagi 30-letniego mężczyzny, w prowadzeniu debaty i kulturze wypowiedzi (podczas debaty Clinton/Trump, Trump przerwał oponentce 51 razy, ona jemu - 17; słownik nawet teraz podpowiada mi, że na pewno chciałam napisać “oponentowi”), w diagnozowaniu czy - żeby tę smutną wyliczankę skończyć - w negowaniu historycznych osiągnięć kobiet, które, nawet jeśli przebiły się przez blokadę edukacyjną, nie mogły publikować pod swoim nazwiskiem.

Jeśli potrzebujecie argumentów do dyskusji o tym, że “kobiety jakoś inaczej myślą”, “człowiek to oczywiście mężczyzna”, “kobieta jest taka jak mężczyzna, tylko mniejsza”, “czemu nie ma kobiet-górników”, “co oznacza kompromis w przypadku, kiedy ktoś (mężczyzna) nie chce negocjować z kobietą” czy “no to wymień choć 133 sławne kobiety z XIX wieku”, to jest książka dla Was. Ważna i o bardzo, bardzo smutnej wymowie.

Gdy wybucha konflikt, wzrasta przemoc domowa. Więcej – zdarza się ona częściej niż wojenna przemoc na tle seksualnym. Spójrzmy na to w określonym kontekście: według szacunków w trzyletnim konflikcie w Bośni zgwałcono 60 tysięcy kobiet, a w trwającym 100 dni ludobójstwie w Rwandzie nawet 250 tysięcy. Agendy ONZ szacują, że ponad 60 tysięcy kobiet zostało zgwałconych podczas wojny domowej w Sierra Leone (1991–2002), ponad 40 tysięcy w Liberii (1989– 2003) i co najmniej 200 tysięcy w Demokratycznej Republice Konga od 1998 roku. Ze względu na luki w danych prawdziwe statystyki w tych wszystkich konfliktach mogą być znacznie wyższe (pomijając wszystkie inne przyczyny, gdyż często kobiety nie mają kogo zawiadomić o przemocy).

#4

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek stycznia 11, 2021

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: 2021, panie, reportaz - Skomentuj


Joanna Bator - Japoński wachlarz / Rekin z parku Yoyogi

W obydwu tomach znajdują się zbiory felietonów o Japonii. Pierwszy tom (2001-2007) jest bardziej etnograficzny - o tym, jak trudno być gaijinką (obcą), jaka jest topografia Tokio, czemu ciężko się nauczyć japońskiego, gdzie znaleźć cosplayerki, czemu lepszy jest beton niż zieleń, a bonsai i sakura bardziej cieszą niż swobodne drzewo i kwitnąca śliwa. Jest to swego rodzaju pamiętnik pierwszego zauroczenia Japonią i przede wszystkim światem japońskich kobiet, kraju ze znacznie trudniejszymi warunkami dla osób, które odstają od normy.

Drugi tom ("Rekin") jest naznaczony katastrofą elektrowni Fukushima i tsunami w marcu 2011 - bardziej skupiony na przemijaniu i reakcji Japończyków na sytuacje ekstremalne i kondycji japońskiego społeczeństwa. Mniej istotne są prostujące duszę gorące kąpiele i sztuka sushi, bardziej istnienie otaku, wycofanie się z życia młodych Japończyków, którzy nie są w stanie być sararimanami w czarnych garniturach, komiksowość życia w fetyszystycznych maid-cafe czy wreszcie las samobójców.

Nie ukrywam, że nie jestem wielbicielką szeroko pojętego orientu, cenię kulturę europejską. Mimo to do Japonii opisanej przez Bator wybrałabym się na chwilę, żeby zobaczyć świat, który ją uwiódł.

Inne tej autorki tu.

#14-15

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek stycznia 27, 2015

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: 2015, panie, reportaz - Skomentuj


Grażyna Jagielska - Anioły jedzą trzy razy dziennie

Beletryzowana relacja z półrocznego pobytu autorki w szpitalu psychiatrycznym ze specjalizacją PTSD. Łatwo się ocenia z zewnątrz, ale w środku są ludzie, którzy nie umieją wrócić do siebie z miejsca, w którym się znaleźli. Autorka (alter ego?) cały czas żyje w przerażającym strachu, że z jej męża - korespondenta wojennego - zostały szczątki i że musi je zebrać. Dopóki nie zacznie brać lekarstw, co noc chodzi do sali weteranów i pyta, czy ktoś nie widział tego, co zostało z jej męża. Weterani w większości mentalnie zostali w Afganistanie i po powrocie nie są w stanie egzystować ze swoimi bliskimi. Karolina, której umysł poddał się podczas robienia doktoratu, ma 12 lat i stara się, żeby jej nie było nigdy widać. Julia, specjalistka od PR-u, daje sobie świetnie radę, ale zaczesuje włosy tak, żeby nie było widać ucha, które sobie odcięła, kiedy miała wprowadzić zmiany w programie imprezy. Życiorysu, czyli historii o tym, skąd się człowiek pojawił w szpitalu, najbardziej boi się pani Stasia; od 20 lat nie wychodziła z domu, mąż i dzieci nie chcą z nią rozmawiać. Pamięta dzień, kiedy miała 7 lat, wyszła na dach, a potem mama ją ściągnęła z dachu za warkocz i zbiła. Oraz że była pominięta przy awansach w pracy. Ale nie rozumie, czemu jest w szpitalu, czemu jest sama.

Świat urojeń w ludzkiej głowie, mechanizmu wyparcia, blokada, jaką mózg sam sobie założył, żeby przeżyć - z tym walczą lekarze i terapeuci, a wrogiem jest pacjent sam dla siebie. Od tej strony to fascynująca lektura - jak człowiek nie umie poradzić sobie z tym, co jest codziennością dla większości populacji; ładny przyczynek do rad typu "weź się w garść" dla ludzi z depresją. Fabularnie książka nieco siada - to raczej zbiór scenek niż powieść. Brakuje finału (i zupełnie nie wiadomo, co z panią Stasią, bardzo mnie to zirytowało).

#92

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota września 13, 2014

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: 2014, panie, reportaz - Skomentuj


Wacław Radziwinowicz - Gogol w czasach Google'a

W tle obrabiam kaktusy (a jest ich mnóstwo, tyle że konkurują z zaległościami serialowymi, więc wiecie), więc na czas oczekiwania przerywnik kulturalny (dzięki kindle'owi będzie ich chyba 8, nie licząc "Ewa wzywa 07").

Krótka forma - zbiór felietonów korespondenta GW z Moskwy z lat 1998 – 2012. O Putinie, Biesłanie, wojnie, korupcji, łagrach, Pussy Riot, zalegalizowanej bezkarności noworuskich, kontrastach, rosyjskiej duszy i rozmrażających się zwłokach żołnierzy zabitych w Czeczenii w chłodni-kostnicy. O nienawiści Rosjan do innych nacji - Czeczenów, Chińczyków czy Gruzinów, a nawet o nienawiści Moskwianin do Rosjan napływających do stolicy. O dzikiej brawurze, która każe krzyczeć pilotowi samolotu tuż przed katastrofą "Pizdziec!". To wszystko, co opisuje Daszkowa z przymrużeniem oka, w reportażach Radziwinowicza okazuje się oparte na faktach. Nie da się tej książki czytać z czystą głową, rzeczy paradoksalne i zabawne nie równoważą przerażającego spustoszenia, które historia poczyniła w głowach Rosjan.

#1 (chociaż zaczęłam w 2013).

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek stycznia 13, 2014

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: 2014, panowie, reportaz - Skomentuj


Filip Springer - Wanna z kolumnadą

W zasadzie książkę streszcza zdanie autora: na moim stole leży “Wanna z kolumnadą”, w której chciałem sobie po prostu odpowiedzieć dlaczego w Polsce jest tak okropnie brzydko (blog [2018 - link nieaktualny]). Konkretnie, czemu architektura budowana współcześnie jest czasem ohydna i niezgodna z jakimikolwiek zasadami estetyki, czemu deweloperzy grodzą osiedla, a już wybudowane malują w palecie pasteli, kim jest miejski plastyk oraz czemu nie można oczyścić miast z reklam.

Dla mnie to książka bardzo bolesna, gorsza od horroru, bo horror po przeczytaniu zamknę, a tymczasem jutro znowu wyjdę w miasto, które zaatakuje mnie zaniedbanym brzegiem Warty, samochodami na ulicach, reklamami wielkoformatowymi, psimi kupami oraz poczuciem, że nawet jeśli - z powodu indolencji odgórnej - zacznie się inicjatywa oddolna, to na posprzątanym kawałku i tak za chwilę wyrośnie ta sama pleśń co wcześniej. Zdradzę Wam sekret tego, czemu w Polsce jest brzydko. Bo nikomu się nie opłaca, żeby było ładniej.

Zdaniem, które chyba najbardziej zapadło mi w pamięć, było rozróżnienie lotnisk: "wsiąść w Monachium (na wieży lotniska zobaczymy napis »München«) albo w Pradze (na wieży będziemy mogli przeczytać »Praha«) i wylądować w Warszawie (z wieży powita nas »Samsung«)".

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota listopada 2, 2013

Link permanentny - Kategorie: Czytam, Moje miasto - Tagi: 2013, architektura, panowie, reportaz - Komentarzy: 1