Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Więcej o panowie

Terry Pratchett - Pomniejsze bóstwa

To trochę zapomniany i niesłusznie niedoceniany tom, bo w zasadzie nie ma żadnych znanych z innych podcykli bohaterów - magów, wiedźm czy straży. Ale są małe państewka dookoła sporego akwenu wodnego, zamieszkałe przez podobnych ludzi, ale wierzących w różnych bogów - Efeb ze swoim wielobóstwem i filozofami, nie wahającymi się rzucić herezją (oczywiście pod warunkiem, że budynek ma miedziany dach) i Omnia z wiarą w jedynego boga, Oma. Czystości wiary przestrzega brutalna Kwizycja, dbająca o morale wiernych metodami może i brutalnymi, ale gwarantującymi odpracowanie grzechów jeszcze na ziemi. Brutha, nowicjusz zajmujący się ogrodem, niespecjalnie błyskotliwy, za to z ejdetyczną pamięcią, staje się uczestnikiem wyprawy pokojowej do Efebu; problem w tym, że słyszy głos małego, nieco zniszczonego życiem żółwia, który przedstawia się jako jedyny bóg Om, a formę swoją - bo przez Omnian przedstawiany jest jako wielki byk, płonący orzeł czy inne stworzenie o sporych gabarytach - wyjaśnia tym, że tylko Brutha w niego wierzy, mimo całego przedsiębiorstwa religijnego. Wyprawa pokojowa oczywiście okazuje się być krucjatą mającą na celu podporządkowanie pogańskich Efebian, a intryga, grubymi nićmi szyta przez bezlitosnego inkwizytora Vorbisa, sprawia, że Brutha kwestionuje wszystko, w co wierzył. Oprócz samego Oma, bo żółwik jest jak najbardziej realny i nawet zdarza mu się spowodować malutkie wyładowanie elektryczne.

To gorzka opowieść o religii i opresji; o ludziach, którzy zakładają szaty kapłańskie i czują się sami bogami. Oczywiście jest to gorycz kontrapunktowana pratchettowską ironią i przymrużeniem oka, finał daje nadzieję (mimo skomplikowanej rozgrywki wśród bogów). Zawsze może przyjść czas łagodnego proroka, który nie karze, a łagodnie napomina.

Inne tego autora tutaj.

#120-121 (przeczytałam też ponownie Carpe jugulum, gdzie kapłan wspomina proroka Bruthę).

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek września 29, 2020

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: 2020, panowie, sf-f - Skomentuj


Zygmunt Zeydler-Zborowski - 7 kanarków Maurycego

Cała ta historia nigdy by się być może nie zdarzyła, gdyby Maurycy poszedł do kina.
… co jest pewną przesadą, bo historia się i tak by zdarzyła, tylko Moryś nie byłby w nią zaangażowany (a dwa kanarki miałyby dłuższe życie). W każdym razie, Moryś - młodzieniec raczej pierdołowaty i mało przebojowy - wraca do domu zamiast iść do kina, bo narzeczona, Joanna, wystawiła go do wiatru. Niespodzianka, zastaje w łóżku swojego współlokatora, Krzysztofa, właśnie Joannę w negliżu (tak, też uważam, że to było proszenie się o kłopoty). Ponieważ, jak wspomniałam, Maurycy nie jest zbyt asertywny, to właśnie on wyprowadza się z mieszkania na stryszku, biorąc ze sobą 7 kanarków, mimo że mieszkanie jest jego[1]. Zatrzymuje się u znajomej, Tereni, córki profesora; w nocy budzi go ktoś wchodzący przez okno do profesora, który niedługo potem - ale dalej to środek nocy - daje mu list i prosi o dostarczenie na drugi koniec miasta. Na miejscu Maurycy znajduje, tak, zwłoki właśnie Krzysztofa, panikuje i ucieka, ze strachu - wszak miał motyw - wybiera strategię wyparcia, nic nie zaszło, nic nie widział, tym bardziej, że indagowany profesor wypiera się całej sprawy, zrzucając to na zwidy. Co ciekawe, Krzysztof dzwoni do Maurycego i informuje go, że na jakiś czas wyjechał, a ojciec Krzysztofa pokazuje list nadany w Paryżu, pisany ręką syna, z informacją o zadomowieniu się w nowym miejscu.

Dopiero w połowie książki pojawia się duet Walczak-Downar (obydwaj w randze kapitana); trafiają przypadkiem po awarii samochodu do pałacu w Koronowie, gdzie odpoczywa warszawska śmietanka - między innymi ojciec Krzysztofa z młodą żoną i profesor, ojciec Tereski. Właściwe śledztwo zaczyna się od samobójczej śmierci profesora, który ewidentnie przestraszył się widoku władzy wykonawczej. Po nitce do kłębka trafiają do Maurycego i zaczyna ich zastanawiać fakt tajemniczego wyjazdu Krzysztofa. Tło jest bogate - aktor-pederasta[4], fałszerstwo czeku (czego Walczak nie cierpi, bo nic tak go nie nudzi, jak przestępstwa finansowe), kolekcja obrazów odzyskanych po wojnie, rzut oka na studiującą na Politechnice młodzież, znudzoną żonę przy mężu (niedwuznacznie zainteresowaną Downarem, bo to - mimo zagrypienia - mężczyzna postawny i przystojny) czy szantaż z powodu kolaboracji w czasie wojny. Do wyjaśnienia zbrodni przydają się kanarki Maurycego oraz para rogów, które zniknęły z pewnej ściany.

Się je: chleb z masłem i świeżą szynką, kawiorek, śledzik, tatar, sardynka, jajeczko w majonezie (na przyjęciu pod wódeczkę), bryzol i tort (w Bristolu), rumsztyki, a po rumsztykach steki cielęce i omlet z konfiturami na deser (w Kaskadzie), bitki wołowe z makaronem i omlet z dżemem (w pałacu w Koronowie, pyszne, ale mało!).
Się je (jak się jest kanarkiem): jabłka, biszkopty, sałatę, siemię lniane, osasepię (ususzona muszla mątwy).
Się reaguje na milicję:

- Panie profesorze, przyjechali z milicji.
Wiadomość ta wywołała konsternację. Na całym bowiem świecie, niezależnie od ustroju i szerokości geograficznej, słowo „milicja" czy „policja" oddziałuje w sposób deprymujący na ludzi choćby nawet najuczciwszych.

Się mówi slangiem: ustawić cizię na chatę, wyrolować zaflitowanego piklafona (?!?).
Się pije: wódkę [2], koniak, francuskie białe wino „Haut Sautene”, krupnik[3], wiśniak, drinki z jałowcówki, wermutu i soku ananasowego, grzaniochę (na grypę, oczywiście, z piwa, jaj i ćwiartki wódki).
Się pali: giewonty, Moryś nie pali.
Się przebiera: porucznik Kobiela za montera od telefonów w celu dokonania przeszpiegów w mieszkaniu podejrzanej.
Się nie ceni: kina amerykańskiego:
Film był podły, mocno szmirowaty. Wyszli z kina zniechęceni.
- Przepraszam, że zaprowadziłem cię na taką chałę - powiedział zmartwiony Maurycy.
Uśmiechnęła się i wzięła go pod rękę.
- Przecież to nie twoja wina, Moryś. Nie wszystkie filmy amerykańskie są dobre.

[1] No też nie do końca. Rzewna historia, wywalili Morysia za niewinność z akademika, plątał się po ulicy, aż zgarnął go życzliwy staruszek, właściciel kanarków, i zaproponował mieszkanie w zamian za opiekę nad ptaszkami, po czym umarł, a młodzieniec zaniedbane mieszkanie w kamienicy do rozbiórki przejął. A potem pozwolił mieszkać Krzysztofowi, synowi zamożnego architekta, który pokłócił się z ojcem i bez skrupułów wystawił Morysia za drzwi.

[2]

- Nie powinnaś mnie prowadzać na te ochlaje. Tylko sobie niszczę zdrowie (...).
- Nikt ci nie każe pić. Jak ci szkodzi, to nie pij.
Czekał tylko na to, żeby się odezwała. Wybuchnął.
- Łatwo ci mówić „nie pij". To się tylko tak gada. Spróbuj coś załatwić u nas w Polsce bez wódki. Zobaczysz. „Panie inżynierze, skoczymy na jednego", „Panie inżynierze, musimy to oblać", „No jak to? Nie napije się pan z nami?", „Heniu, cyk na drugą nóżkę", „Heniu, jak Boga kocham, ze mną się nie napijesz?". I tak wszędzie i tak w kółko. Aż do obrzydzenia. A spróbuj odmówić. Natychmiast stajesz się śmiertelnym wrogiem, człowiekiem podejrzanym, niegodnym zaufania, przyjaźni. Wychodzisz z obiegu, kończysz się. Tylko ten, kto chla wódę, ma u nas jakieś szanse życiowe.
Ale to nie do końca tak, że to żona zmusza męża do wypitki:
Zaróżowiona nienaturalnie twarz i błyszczące oczy świadczyły o tym, że pan inżynier pił do obiadu nie tylko fructovit.
- A, pan kapitan! (...) Napije się pan czegoś mocnego?
- Dziękuję, już piłem.
-Już pan pił? Cha, cha, cha. To dobre, to wspaniałe. Ja, prawdę mówiąc, też już piłem. Ale nie można inaczej. Trzeba dbać o zdrowie. Ta epidemia grypy[3]...

[3] Ponieważ jest sezon grypowy, chorują i świadkowie/podejrzani, ale też i Downar, który mimo gorączki łazi po mieście. Walczak leczy “domowymi metodami” i Downara, i - jak poniżej - profesora, bo *zupełnym przypadkiem* nosi ze sobą flaszkę spirytusu.

- Zabieraj to lekarstwo i aspirynę. Dosyć mam tego świństwa. Pan kapitan będzie mnie leczył krupnikiem, staropolskim krupnikiem. Czy słyszał kto, żeby dawna szlachta chorowała na grypę? Skądże! W dawnej Polsce grypa była zupełnie nieznana. A dlaczego? Bo pili krupnik, gorący krupnik. I nie tylko krupnik — dodał ciszej.
Pani profesorowa spojrzała na męża z wyrzutem.
- Ależ Józieczku, co ty wyprawiasz? Obawiam się, że masz większą temperaturę.
- Zrób nam krupniczku, kochanie - powiedział energicznie chory, który w obecności gościa czuł się o wiele śmielszy.
- Nie mam przecież spirytusu - próbowała argumentować sterroryzowana kobieta.
Walczak poderwał się i pobiegł do przedpokoju.
- Mam spirytus! - zawołał triumfalnie i wyjął ćwiartkę z palta.
Profesorowa musiała skapitulować.

[4]

Idziemy na ubaw.
- Gdzie?
- Do Podjemskiego. Nie znasz go?
- Do tego aktora?
- Właśnie. Zaprosił nas na wieczór.
Maurycy skrzywił się niechętnie.
- Słyszałem, że to jakiś zboczeniec.
- No pewnie. Stary pedał. Ale co ci szkodzi. Nie bój się.
- Nie zgwałci cię. Nie lubi takich drągali.
(...)
Ciekawie przyglądał się temu pulchnemu mężczyźnie, którego gładka, mocno napudrowana twarz przypominała raczej twarz podstarzałej kobiety.

Inne tego autora tu.

#119

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota września 26, 2020

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: 2020, kryminał, panowie, prl - Komentarzy: 2


Ewa wzywa 07 85-87

Ignacy Seweryn Kryński - Szwedka #85

Spis osób:

  • Ignacy Seweryn Kryński (37) - narrator i autor(!), zwany Sawką
  • Hanka Rut - narzeczona Sawki, plastyczka
  • Cyryl Goldman - pęta się przy Hance, młodzieńczo śliczny i beztroski
  • Katarzyna - przyjaciółka Hanki, ma okrągłe, ptasie oczy
  • Paweł Maciak - od 4 lat mieszka w Kazimierzu, artysta, pozuje na Chrystusa
  • Zyta - żona Pawła, duża i tęga, ale zgrabna i sprężysta, dobrze prowadzi samochód
  • Woźniakówna - nastolatka z podrapanymi nogami, pechowa pasażerka pociągu
  • kapitan Jacek Białowiejski - rozpracowuje morderstwo Brikson
  • Gunnar Brikson (29) - zamordowana szwedzka turystka
  • Stanisław Malkiewicz - znany grafik, również mieszka w Kazimierzu
  • Markowska - ze spożywczego, jechała pociągiem krytycznego dnia
  • Wanda Jagielska - dziennikarka z telewizji, Malkiewicz z nią nie gada, ale Markowska i owszem
  • porucznik Kinga Borzęcka - oficer Stołecznej Komendy MO, rozpracowuje morderstwo Jagielskiej
  • Andrzej Jagielski - eks-mąż Wandy, pracownik Radiokomitetu, it’s always a husband, więc podejrzany o zabójstwo żony
  • Tadeusz Barański - kolejarz, pechowo rozmawiał ze Szwedką w pociągu
  • Jurek Burski - korespondent Sawki ze Stanów
  • Mr Ogorec (Ogórek) - polski właściciel chińskiej knajpki w Nowym Jorku
  • Michał Burany - zapuszczony malarz, lokator Sawki, z niewiadomych powodów utrzymywany przez Hankę
  • pani Janicka - spontanicznie sprząta u Sawki oraz gotuje obiady
  • Marcin Rut - profesor, stryjeczny dziadek Hanki, ma dobrą pamięć i mało go dziwi
  • Antosia - pracuje u profesora Ruta, lubi sobie strzelić kielicha
  • Anna - matka Hanki, Francuzka, nie żyje
  • Henryk - ojciec Hanki, bratanek profesora, znany lekarz, aktualnie podobno w Hongkongu
  • Krysia - pomoc domowa Maciaków
  • pułkownik Stanisław Bieda - wtyka Sawki w komendzie, szef Białołęckiego

Sawka, rencista po wczesnym zawale (przy czym bliżej nie wiadomo, czym się wcześniej zajmował - filozof z wykształcenia, naukowiec, dyplomata, autor powieści kryminalnych?), nie za bardzo ma co ze sobą robić po wyjeździe ekscentrycznej narzeczonej-artystki (USA, Meksyk i Izrael). Wybiera się więc w odwiedziny do kolegi w Kazimierzu, ale zamiast odpoczynku trafia w sam środek śledztwa - ktoś zabił pasażerkę pociągu, którym jechał. Niedługo potem giną kolejne osoby - dziennikarka, która podobno rozmawiała z naocznym świadkiem, kolejarz widziany z zamordowaną Szwedką, nastolatka siedząca w przedziale Sawki. Jak się łatwo domyślić, narrator nie ma poczucia zagrożenia, mimo że dookoła niego dzieją się rzeczy dziwne. A to dostaje wiadomości o narzeczonej z różnych źródeł, ktoś nawet - wbrew faktom - widział ją w Warszawie, a to nachodzą go wynajmujący poddasze na starym mieście malarze-lekkoduchy, sugerując, że narzeczona nie odmawia im pieniędzy, ktoś bywa (i pali papierosy) w jego mieszkaniu pod jego nieobecność, wreszcie ktoś uderza go w głowę i Sawka budzi się w szpitalu.

Rozwiązanie intrygi jest dramatyczne - zaprzyjaźniona milicja zbiera wszystkich zainteresowanych w mieszkaniu Sawki, podaje szereg faktów, kierując podejrzenia w dość absurdalnym kierunku i liczy na to, że obecny w pokoju morderca straci zimną i krew i się przyzna. Oczywiście tak się kończy, a winny popełnia w więzieniu samobójstwo.

W telewizji: drużyna Górskiego i Watergate Nixona.
Się pije: ogólnie dużo, a w detalu białą wódkę, koniak i domową nalewkę.

Stefan Kos - Śmierć krąży o zmroku #086

Spis osób:

  • Jan Dymek - stróż nocny w magazynach spółdzielni “Przyszłość”, znalazł zwłoki ofiary “wampira”
  • Irka Pawelczyków - kioskarka, poszła jakiś czas temu do biura i nie wróciła
  • sierżant Chomoński - MO Poręba, powolny, ale czujny
  • kapitan Kęski - KG MO, jeden z najbardziej twardych i upartych w służbie, choć wolno awansuje
  • porucznik Patryk - zdolny analityk, odpowiada za mapy i wykresy
  • Maria Wasilewska (24) - denatka, niezamężna, ale w zaawansowanej ciąży[1], pracownik umysłowy
  • Stanisław Geza - reporter “W Służbie Narodu”[2], rozpytuje tu i ówdzie, bo ma urlop
  • Wytycz - jasnowidz, mieszka opodal we wsi Gołąb, po seminarium duchownym
  • stara Wasilewska - matka zabitej, próbuje manewrować śledztwem
  • inż. Zbigniew Melczarek - obiekt szkalowania anonimami, wdowiec z willą
  • doktor Herbst - znany i szanowany lekarz, ginekolog z klauzulą sumienia
  • Zofia Narowska - pielęgniarka z kardiologii
  • Wilhelm Szmit - syn sąsiadów Narowskiej, trochę durnowaty i nie panuje nad popędem[3]
  • Marta Krzyżogórska - skądinad rozwódka, kochanka Melczarka, ma duże, białe piersi
  • gosposia jasnowidza - dwa złote zęby i czarne oczy, co to się rozjeżdżają na boki, wścibska i zawistna
  • Herbstowa - internistka, katoliczka
  • Krzysztof Lebioda (40) - magazynier z Zakładach Mechaniki Precyzyjnej, w stałej niezgodzie z żoną
  • Snopkiewicz - niezbyt zdolny architekt z Poręby

W okolicach Poręby zgwałcono i zamordowano 9 kobiet. Milicja ochrzciła mordercę Pętlarzem (od pętli, jaką dusił swoje ofiary) i - jako że pojęcie seryjnego mordercy były już znane w PRL (a nie tylko na zgniłym Zachodzie) - przygotowała szczegółowe analizy zachowania, z mapą, trasą kolei, którą się potencjalnie przemieszcza, a nawet związkami z fazami księżyca. Ba, zajmują się nawet profilowaniem (psycholog, socjolog, psychiatra i seksuolog), czytają opracowania Jamesa Russela (tego od wampira z Bostonu, “Zielonego Człowieka”). Zamordowanie Marii i pozyskanie jej pamiętnika poszerza krąg podejrzanych o mieszkańców Poręby, tym bardziej, że samotna dziewczyna była w ciąży, zniknął pierścionek z brylantami, który ukrywała przed matką, a w jej torebce znaleziono 15 tys. złotych i plan domu, co sugerowało jednak motyw osobisty. W pamiętniku w zawoalowany sposób pisała o spotkaniach i swoich oczekiwaniach, posługując się pseudonimami i metaforami; sprytny redaktor Geza powoli odkrywa, kim był “Boj”, “Doktorek” i “M.D.”. Odwiedza również, na prośbę matki zamordowanej, lokalnego jasnowidza. Milicja otrzymuje też dziwne anonimy, kierujące śledztwo w stronę inżyniera, budującego od kilku lat willę. Półtora ofiary później (jedna przeżyła dzięki stalkerowi) milicja aresztuje “wampira”.

[1] Ciąża jest tak “zaawansowana”, że jeszcze nie widać. Absurdalnie, nie budzi to niczyjego zdziwienia, nikt nie zadaje pytań o ojca. Matka Wasilewskiej jest wręcz obrażona, że milicja sugeruje iż jej córka chodziła do ginekologa.

[2] Mimo że po szkole milicyjnej. Przez to trochę z niego szydzą na komendzie, ale jest - jako “swój” - dopuszczony do tajemnicy śledztwa.

[3] Wilek Szmit swego czasu na siłę pocałował Zofię i zasugerował, że tak mu się podoba, że ją zgwałci. Potem śledził ją we mgle, co uratowało dziewczynie życie, bo spłoszył “wampira”. Widać jak na PRL było to nadzwyczaj romantyczne, więc w finale milicja zostaje zaproszona na ślub pary.

Się używa: pudru “Celia”, kremu do rąk “Uroda”, czerwonej szminki “Max Factor”.
Się pije: koniak do kawy, piwo (dla zdobycia informacji), Martel (w zacisznym motelu).
Się planuje aborcję: podobno wystarczyło 15 tys. (chociaż dama prosiła o 50 tys. na początku).
Się ma: papieża na ścianie.
Się nosi: jaskrawe kreacje na wysoki połysk w stylu Maison Ciuch.
Się pali: sporty.

Andrzej Krzysztof Barcz - Madonna z Piaskowej Góry #087

Spis osób:

  • Paweł Wert - konserwator, a naprawdę porucznik incognito
  • ksiądz proboszcz - zaaferowany starszy pan
  • Jerzy Braniecki - poprzednik Werta, kochliwy
  • Zatłokowa - wynajmuje pokoje, dobra parafianka, ale długi język
  • Marta Nowak - nauczycielka, kochała się w Branieckim
  • Dzidek Tobola - skórzana kurtka i koszula w kratę, zarządza budową browaru we wsi
  • Zosia - kelnerka w Regionalnej, mini i senny wzrok
  • Kazimierz Waśko - lokalny zakapior, lubi wypić i popatrzeć na gołe panie
  • Irena Firas - prowadzi sklep galanteryjny, skupiona na zawartości portfela
  • doktor Detyniecki - kolekcjoner, organizuje obiady czwartkowe
  • Nowocień - weterynarz, z żoną w Bułgarii
  • Korda - przedwojenny rejent, skłócony z Branieckim i z Firasową
  • Sobociński - kierownik poprawczaka, wdowiec, odmładza się koszulą w kropki i baczkami
  • Zajączkowski - kierownik cukierni, lubi się otaczać zamożnymi
  • Jadwiga Zajączkowska - żona cukiernika, o niepokojąco dużym biuście i tzw. reputacji
  • Łucja Detyniecka - żona doktora
  • Filip - bratanek doktora, student, chętny do współpracy z milicją
  • Józefowa - gosposia u doktorostwa
  • Witold Kowalewski - stomatolog, czasem kłamie
  • starszy sierżant Kujawiak - przypadek i szczęście pomagają mu w pracy
  • major Baliński - zwierzchnik Werta
  • Borowicz - kulejący woźny szkolny, snuje się po mieście i dużo widzi
  • kapitan Morski - niewysoki, ale przystojny, o twarzy zeszpeconej blizną na policzku
  • Stefania Wójcik - znalazła zwłoki Borowicza, pisał jej podania do urzędu
  • Stefańska (87) - sąsiadka Borowicza, wiekowa, ale wszystko pamięta
  • Józek Michalak - popijał z Waśką
  • Anita Falango - rewelacyjna (podobno) gwiazda striptizu

Kościół z XIV wieku w małym miasteczku. Konserwator zabytków podczas renowacji odkrywa cenną rzeźbę, niestety zostaje zamordowany, a rzeźba znika. Na jego miejsce przybywa funkcjonariusz incognito i szybko rozgryza lokalne układy towarzyskie - kto się z kim przyjaźni, kto kogo nie lubi, kto się w kim kocha i kto mówi nieprawdę. W finale zbiera wszystkich poznanych mieszkańców w willi doktora i opisuje przebieg śledztwa, żeby na końcu wskazać jedną z obecnych na spotkaniu osób.

Się pali: klubowe[1].
Się je: sery, miód i konfitury na plebanii, schabowego w “Regionalnej”, bulion z żółtkiem, ragout z baraniny (u doktora), jajeczniczkę z bułką (u gospodyni).
Się pije: koniak i piwo, domową nalewkę, White Horse/Martel.
Się wiesza: Kossaki, Axentowicze, Fałaty i Malczewskiego.
Się ma: meissenowskie filiżanki (sic!).
Się czyta: Córkę rzeźnika Harasymowicza oraz Borgesa.

[1]

- Poproszę paczkę Klubowych.
Mężczyzna mrugnął do kioskarki, a ona dyskretnie podała mu paczuszkę “Eros”.
- Panie poruczniku, mam małą prośbę. Jest taka seria: “Ewa wzywa 07”. Dają mi tylko trzy egzemplarze, a ludzie tak się o to dopominają. Czy mógłby pan powiedzieć w zarządzie dwa słowa, żeby przysyłali więcej?...

Inne tego autora:

  • Rendez-vous w hotelu „Royal”

Inne z tego cyklu tutaj.

#118

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek września 24, 2020

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: 2020, kryminał, panowie, prl - Skomentuj


Colson Withehead - Kolej podziemna. Czarna krew Ameryki

Cora od urodzenia mieszka na plantacji. Nie zna swojej daty urodzin, bo jej matka nie znała kalendarza, zna za to rodzinne opowieści - czy to o babci, która została porwana w Afryce i w ładowni, wszak była towarem, przewieziona do Stanów Zjednoczonych i rozdzielona z rodzeństwem i plemieniem, czy o matce, która wyszarpała dla siebie kawałek poletka, na którym hodowała warzywa. O więcej nie zapyta, bo babcia umarła, a matka uciekła, zostawiając ją samą, wyrzuconą poza społeczność. Nie jest więc jej aż tak trudno podjąć w pewnym momencie decyzję o ucieczce, mimo że nie ma żadnych szans poza plantacją, ale też nie ma żadnych szans na plantacji.

To opowieść fabularna, nawet można nazwać ją przygodową, o losach tych nielicznych niewolników, którzy próbowali uciekać z obozów pracy, jakimi były w większości plantacje bawełny. Nie wiedzieli, co i czy w ogóle coś ich czeka poza plantacją, zwłaszcza że dzięki doskonale wyposażonym w narzędzia i siatkę kontaktów łowcom niewolników większość wracała w kajdanach, żeby zostać brutalnie zabita jako odstraszający przykład. Corze ucieczka się udaje, odkrywa tytułową kolej podziemną, przewożącą zbiegłych niewolników do innego stanu, gdzie prawo jest łaskawsze dla uciekinierów. Problem w tym, że ląduje w kolejnych odsłonach tego samego więzienia - zamknięta na strychu, żeby nie narażać pomagających jej białych, w sielankowym “domu przejściowym”, gdzie poznaje prawdziwy cel resocjalizacji niewolników, wreszcie w komunie, gdzie próbuje ułożyć sobie życie. I o tym po części jest ta historia - o szansach na aklimatyzację w świecie, gdzie nie było miejsca na ciemnoskórych, celowym niszczeniu kultury i świadomości ludzi zmuszanych do pracy, pozbawianych rodzin, o amerykańskim majątku, zbudowanym na zaprawie z krwi Afrykanów na terenach zagrabionych Natywnym Amerykanom.

To też portret nielicznych białych przewijających się przez karty opowieści - dobrej pani, uczącej swoich niewolników czytać i obiecującej im wolność w testamencie, psychopatycznym właścicielu zabijającym dla przyjemności, łowcy niewolników z etosem, ale i bezwzględnością, zawiadowcach Podziemnej Kolei i abolicjonistach (tych z przypadku i tych z wyboru) czy lekarzach-eksperymentatorach, korzystających z ciał niewolników do testów bez ich wiedzy, co tym bardziej przeraża, że - mimo fabularyzowania - niewiele tutaj zostało zmyślone przez autora.

PS Oraz wyszłam ze strefy komfortu, idąc na spotkanie z ludźmi, którzy też tę książkę czytali.

#117

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek września 21, 2020

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: 2020, beletrystyka, panowie - Skomentuj


Ewa wzywa 07 82-84

Władysław Krupiński - Jak pan przeniósł ten gryps? #082

Spis osób:

  • Jerzy Lewicki - zegarmistrz, potrzebuje ludzi zdecydowanych i z głową na karku
  • Tadek Nowicki - dawny współpracownik Lewickiego, źle znosi zamknięcie w celi
  • Adam Sarna - przeniósł gryps w ustach, w celofanie
  • Stefan - barczysty, młody mężczyzna, umie w karate
  • Wanda - dziewczyna ładna, dobrze zbudowana, elegancka
  • Krystyna - twierdzi, że kupuje sukienki na bazarze za grosze, a mąż to łyka bez pytania
  • Wolniak - aktywistka komitetu blokowego
  • naczelnik - w sprawie listu do Teresy wpuszcza bez czekania
  • Curzydło - kioskarz
  • Roman - mógłby być kierowcą rajdowym, gdyby w Polsce były prawdziwe wyścigi i dobre firmy
  • Irena - żona Romana, ciągle o czymś Romanowi po dziesięć razy przypomina
  • Ryszard Rępisz - blada, wychudła twarz i zmięty garnitur
  • Dzieciuch - mocno popłynął, aż mu łeb bumbował
  • Mietek - posiadacz mieszkania z wanną

Adam Sarna, były student geologii, po dwuletniej odsiadce dostaje od współosadzonego kontakt do zegarmistrza, u którego można dobrze zarobić. Na miejscu okazuje się, że zegarmistrz ma już ekipę, a do tego jest nieufny w kwestii kontaktu z zakładem karnym, na tyle, że wysyła za Adamem swojego pomagiera. Adam nadludzkim wysiłkiem broni się przed napadem, przez co zegarmistrz decyduje się przyjąć go do zespołu (niestety, kosztem biednego Stefana). Jest to dość ryzykowna narracja, bo czemuż czytelnik ma się cieszyć, że eks-osadzony i mastermind zbrodni zamierzają napaść na konwojentów, załatwić ich strzałami w głowę i zabrać pieniądze przeznaczone na wypłaty dla ludu pracującego? Opowieść nieco się prostuje, kiedy do zegarmistrza przychodzi kolejny były więzień, powołujący się na tego samego znajomego, co Sarna. Odpowiedź jest oczywista - Fnean gb cbehpmavx Fnean, jglxn, xgóen zn ebmcenpbjnć tnat mrtnezvfgemn. Pb pvrxnjr, zvzb żr gra fnz zbglj olł hżlgl j cvrejfmlz bqpvaxh manartb frevnyh, fpranevhfm wrtb avr olł ba bcnegl b gę xfvążrpmxę.

Się pali: ekstra mocne, sporty.
Się je: wiejską kaszankę.
Się pije: pluskwiankę (whisky), winiak.
Dentyści: nie prowadzą kartotek, bo to nie Ameryka.

Inne tego autora tutaj.

Helena Sekuła - Srebrna moneta #083

Spis osób:

  • Łukasz Majewski - psycholog Telefonu Zaufania
  • Iza Białoń - potencjalna samobójczyni, pomoc domowa z aspiracjami
  • kapitan Andrzej Czyżewicz - inspektor służby kryminalnej, nosi norweskie golfy
  • mgr Piotr Paweł Łapiński - kierownik w centrali handlu zagranicznego, przyjaciel pani Wójcikowej
  • Celina Wójcikowa - właścicielka gustownego medalionu i dramatycznie uszkodzonej twarzy
  • Maria - córka, z pretensjami, a żyje w nie uświęconym związku
  • Jacek - nieletni syn Marii i Norberta
  • Norbert Olansky - mąż Marysi, kanadyjski Polak, robi w konfekcji skórzanej, skąpiradło
  • Adam Kornacki - były narzeczony Izy, elektryk w objazdowej scenie Estrady
  • Ilona L. - znana aktorka, poprzednia chlebodawczyni Izabeli
  • porucznik Marian Józefczyk - przyjaciel i współpracownik Czyżewicza
  • pani M. - modystka, szyje kapelusze, kiedyś zatrudniała Izę
  • Marieta Jaromianka - protegowana Adama, daleka znajoma Ilony L.
  • Białoń (senior) - strapiony ojciec, mocno zainteresowany oszczędnościami córki
  • Sasinowa - dobrze poinformowana sąsiadka Białoniów
  • Iwona - nowa dochodząca pani M., tyranizuje pracodawczynię
  • Majzlakowa - chuda kobieta z pyszczkiem jak u łasicy, sprzątała u Jaromianki

Na telefon zaufania dzwoni potencjalna samobójczyni. Mówi rzeczy dziwne, egzaltowane, wreszcie - zanim psycholog namierzy jej adres - rzuca słuchawką. Już na miejscu ofiarny psycholog spotyka milicję, wezwaną przez przyjaciela domu, który znalazł zwłoki. Szybko okazuje się, że nic nie pasuje - pomoc domowa ubrana jest w elegancką suknię balową i biżuterię pani domu, ma doskonale zrobiony makijaż i manicure, jej portret psychologiczny nie pasuje do opisu psychologa na podstawie przeprowadzonej rozmowy, na książeczce oszczędnościowej dziewczyna zebrała prawie ćwierć miliona (ponad 100-krotność “uczciwej” pensji) mimo że oceniana była przez pracodawczynię jako rozrzutna. Milicja obserwuje najpierw domowników, odkrywając tajemnicę maskarady pani Wójcikowej (dość oczywistą), potem rozszerza śledztwo o byłego narzeczonego Izabeli (rozstanie z którym podobno doprowadziło ją na skraj wytrzymałości) i poprzednie pracodawczynie dziewczyny. Co mnie zirytowało, to lalki na kanapie denatki, które nie wniosły nic do fabuły.

Widać, że autorką jest kobieta. Iza ma niebieski cień do powiek, wieczorową suknię z szafirowej mory, duży dekolt i szeroką spódnicę, czółenka z tej samej tkaniny co suknia, do tego szal i rękawiczki z beżowej gipiury (panowie, wiecie bez guglania, co to gipiura?), paznokcie opiłowane w migdał, błyszczący koralowy lakier. Pani Celina widziana jest w pasiastym płaszczu z norek, modnie ściagniętym paskiem, nosi pantofle typu kozak doński, kowbojski kapelusz i ciemne okulary (wieczorem w listopadzie!), przy następnej okazji spódnicę w szkocką kratę i sweter z moheru w kolorze dobranym do spódnicy. Nie zaczynam nawet opisu kapeluszy z pracowni pani M., a jest ich sporo.

Się pije: koniak na uspokojenie, szkocką na odwagę.
Się ma focha: dama częstuje koniakiem, ale w zwykłych kieliszkach, a nie kryształowych (360 zł sztuka!).
Się jeździ: cadillakiem (bo kto bogatemu zabroni).
Się wydaje: 15 tys. na operację plastyczną.
Się je: hot dogi w kawiarni.

Inne tej autorki tutaj.

Kazimierz Sławiński - Romański krzyż #084

Spis osób:

  • kapitan Włodzimierz Chudzik - dowódca AN-24
  • Kuba - przedstawiciel Lotu w Berlinie, były pilot, świetny organizator
  • Sobótka - oficer SB
  • Andrzej Piworski (29) - porywacz samolotu, inżynier mechanik o pechowym pochodzeniu
  • Janusz Kędziorek (20+) - porywacz samolotu, wałkoń o miernym intelekcie
  • Balcerkowie - siedzieli w samolocie za Kędziorkiem, ajenci kawiarni Muchomorek
  • Mieczysław Konikowski - siedział za Piworskim, konserwator zabytków z predylekcją do alkoholu
  • kapitan Eugeniusz Miłosz - prowadzi śledztwo po włamie do muzeum na Dolnym Śląsku
  • porucznik Romaniak - pomocnik Miłosza
  • Rosenwerth - austriacki Żyd pochodzenia polskiego, kontakt porywaczy w Wiedniu, prowadzi sklep z przemytem[1]
  • Romuald Puwalski - wyprzedzał na trzeciego, właściciel szemranego przybytku “Yellow House”
  • Stanisław Szkudlarek - szatniarz-ekonomista z “Yellow House”
  • Stefania Pałka - przyjaciółka Puwalskiego, bufetowa w “Yellow House”
  • Adolf Horoszko (80+) - mieszka w jednym z majątków Sieklickich, konfident starego szlachcica
  • inż. Z. Borecki - dyrektor PGR w Sieklicach Wielkich, hobby - fotografia
  • Janusz Sieklicki - podobno ostatni z Sieklickich, z kalwińskiego odłamu rodziny
  • Józef Sieklicki - pasażer porwanego samolotu, inżynier ze Spółdzielni Pracy Żelbet, z katolickiego odłamu rodziny
  • Wanda Smólska - de domo Sieklicka, starsza siostra Józefa
  • Zenon Ratajczyk - zootechnik w PGR, przypadkowa ofiara lekkomyślności Puwalskiego
  • podporucznik Adamski - komenda powiatowa, obdarzony bystrym i dociekliwym umysłem
  • Marcjanna - gospodyni Horoszki, również staruszka
  • Grochowiak - traktorzysta, syn zmarłego przyjaciela Horoszki, lubi zaszaleć
  • Feluś Złota Rączka - naprawdę Aleksander Nowak, uzdolniony włamywacz i kieszonkowiec
  • Łumieszko - konserwator przedmiotów zabytkowych, znajomy Konikowskiego
  • Mieczysław Nidecki - właściciel zbytkownej willi, przed wojną pracował u Rosenwertha
  • Hieronim Borowiec - po wojnie produkował zszywki i druciane zmywaki u Nideckiego
  • Rogala - kierownik poczty w Sieklicach
  • Nowaczyński - pomocnik kierownika poczty

Chronologicznie, w jednym z dolnośląskich muzeów zostaje dokonane bezczelne włamanie, giną cenne zabytki kultury (i, jak się finalnie okazuje, włamanie zleca bfbon cbpubqmravn żlqbjfxvrtb). Niedługo potem dwóch niezbyt sprytnych porywaczy usiłuje przekierować samolot na linii Wrocław-Warszawa do Wiednia; dzięki sprawności załogi samolot ląduje w Berlinie, gdzie przestępcy zostają aresztowani. Pracownicy lotniska przez dłuższy czas ignorują potencjalny bagaż porywaczy, ale kiedy go wreszcie otwierają, w jednej z toreb (do której nie przyznawał się żaden z przestępców) znajdują część zrabowanego skarbu z muzeum i tytułowy krzyż. Krzyż - jak się okazuje w trakcie śledztwa - był od czasu wojen krzyżowych przekazywany w rodzinie Sieklickich (kalwinów) z pokolenia na pokolenie, a ostatnim stróżem był Horoszko, dawny zarządca Sieklickiego.

Na resztę szajki milicja trafia przypadkowo - w wypadku ginie właściciel podejrzanego klubu, handlujący walutą, a w bagażniku samochodu znajduje się część łupu z muzealnej kradzieży. Dodatkowo zbiegiem okoliczności wiele osób ma związek z kiepską kawiarenką “Muchomorek”, której ajentem jest Balcerek (pasażer porwanego lotu), gdzie spotykali się Piworski i Kędziorek (porywacze) oraz Feluś Złota Rączka (włamywacz), a tuż obok mieszka Smólska (z domu Sieklicka, z tych katolickich). Wreszcie, jako wisienka na torcie, do wyjaśnienia morderstwa (albo dwóch) przydaje się pasja fotograficzna dyrektora PGR w Sieklicach.

Się łamie prawo: nielegalnie produkując sweterki z dzianiny i przyszywając do nich kradzione, państwowe metki.
Bawiąc-uczyć: jak się włamywać dyskretnie metodą “na parasol”.

[1]

(...) kupował od rodaków wszystko, co przywieźli - kryształy, wódkę, suszone grzyby, szynki konserwowe, puszki faszerowanych karpi po żydowsku.

Inne tego autora tu, a inne z tego cyklu tutaj.

#114

Napisane przez Zuzanka w dniu środa września 9, 2020

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: 2020, kryminał, panie, panowie, prl - Komentarzy: 1


Zygmunt Zeydler-Zborowski - Nieudany urlop majora Downara

Kiedy zostali sami, Sarnecki powiedział:
- Byłeś wspaniały.
Downar uśmiechnął się.
- Daj spokój.

Sopot. Żona profesora archeologii, Skoczyńskiego, zostaje zamordowana. Downar przebywający na urlopie niechętnie włącza się do śledztwa, żeby pomóc lokalnemu funkcjonariuszowi, Sarneckiemu, uzyskać awans do Warszawy. Starsza od atrakcyjnego naukowca żona nie zgadzała się na rozwód, zwłaszcza że straciłaby pozycję i dostęp do sporych pieniędzy. Mimo to zdecydowała się na wspólny wyjazd z mężem, a w tym samym hotelu mieszkał jej kochanek, Terner.

Gdańsk. Niedługo po morderstwie Skoczyńskiej zostają znalezione zwłoki żony reżysera Ternera. O jej obecności wiarołomny małżonek nie wiedział, nie wiedział też, że małżonka planowała opuścić kraj, wywożąc wszyte w pas do pończoch dolary. Okazało się, że była w hotelu w Sopocie w noc zamordowania żony Skoczyńskiego, tyle że nie u męża, a u kochanka; wniosek stąd, że prawdopodobnie zobaczyła mordercę i zapłaciła za to życiem.

W celu wyjaśnienia sprawy milicja “obskakuje” wszystkie sklepy z bielizną pościelową w Gdyni, w Gdańsku, w Sopocie. Może gdzieś sobie przypomną przystojnego filmowca, który kupił prześcieradło. Obdzwaniają też wszystkie hotele, żeby odkryć, że ktoś przed nimi w ten sposób szukał Olgi Terner. Finalnie, morderca zostaje rozpoznany dzięki znalezionym w kieszeni męskiego prochowca nutom.

Się je: zupę owocową i potężny befsztyk, pieczoną kaczkę pod czerwone wino u prywaciarza, oraz - co mnie nieledwie wzruszyło - “Downar przeżuwał swoje melancholijne myśli wraz z przypaloną jajecznicą”.
Się pali: wiadomo.
Się pije: rum.
Się ocenia związki:

- Czy to było dobre małżeństwo?
Honer uśmiechnął się z zakłopotaniem.
- Bardzo żałuję, ale nie umiem panu odpowiedzieć na to pytanie. A w ogóle wątpię, czy ktokolwiek się orientuje, czy jakieś małżeństwo jest dobre czy złe. Sam byłem żonaty, ale tak naprawdę to nigdy nie wiedziałem jakie jest moje małżeństwo. Dopiero jak żona wystąpiła o rozwód, to doszedłem do wniosku, że zapewne złe.
Nazwiskizm: reżyser Terner, poeta Honer, adwokat Zander, morderca Bolner (ale spokojnie, w książce pojawia się pod fałszywym nazwiskiem).
Znak czasów:
Poznaliśmy się zaraz po wojnie. Mieszkałem wtedy w Wałbrzychu. Konrad szabrował na tamtym terenie dzieła sztuki. Przepraszam. Źle się wyraziłem. Nie szabrował, a ratował przed zniszczeniem. Downar pokiwał głową.
- Rozumiem. Każdy wtedy starał się przysłużyć ojczyźnie.

Downar, poza tym, że jest wspaniały, ma też emocje. Ten cytacik dedykuję władzy wykonawczej AD 2020:

- Bardzo się cieszę, że wreszcie się z panem spotkałem - powiedział wesoło Downar.
- Ja również się cieszę - bąknął Koźmicki. Nie był pewien, czy rzeczywiście będzie miał powód do radości. - Miło mi pana poznać, panie majorze.
„Ludzie ciągle jeszcze boją się milicji" - pomyślał ze złością Downar.

Inne tego autora tu.

#108

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek sierpnia 27, 2020

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: 2020, kryminał, panowie, prl - Komentarzy: 1