Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Polska Gola!

TŻ idzie w niedzielę na mecz. Nieco się nabijam, znając zamiłowanie TŻ-ta do sportu, a zwłaszcza piłki kopanej. Ale nie moze być inaczej, bo kołorker - fan Lecha Poznań - kupił już bilety. Było odmówić. Nie, nie da rady. Przecież nie da rady odmówić takiemu kotu czarnemu, który robi oczka i mówi "Jeść?". Z kołorkerem jeszcze gorzej, bo oprócz robienia oczek jeszcze mówi.

Zostałam pochlebiona. Najpierw TŻ wczoraj mnie skomplementował, mówiąc "Wygladasz na rozpłaszczoną" (opatulona poduszkami czytałam 3-kilowy komiks w pozycji półsiedzącej, w której mi plecy nie odpadają). Dziś mnie odgwizdali robotnicy, majstrujący na drugiej połowie piętra.

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek lipiec 27, 2006

Link permanentny - Kategoria: Żaden - Skomentuj


Kącik wesołego tłumacza

damage beoynd repair = uszkodzenia po kuracji [Six Feet Under]

[o imigrancie] send him the Pledge of Allegiance - wyślij mu "Podręcznik elegancji" [Married with children]

would you like to go to the bedroom? - chcesz iść do łazienki? [jw., ale pomyłka może być bolesna ;-)]

he was doing something worthwhile - widać działo się coś dziwnego [jw.]

they decided not to press charges = zdecydowali się nie informować prasy [nie pamiętam]

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek lipiec 27, 2006

Link permanentny - Kategoria: Oglądam - Skomentuj


Zmiany, zmiany

Wybraliśmy łóżko. Już po 5,5 roku mieszkania i spania na materacu. Teraz tylko pozostaje poczekać, aż będziemy mieli wolne ponad 2k zł. I już za 4-6 tygodni będziemy mieli dwie nowe szafeczki do kuchni. Z szafeczkami śmiesznie, bo jak je kupowaliśmy, to nazywały się Ola Mat. Aktualnie nazywają się Siódme Niebo. Ciekawe, jak się będą nazywać za 6 tygodni.

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek lipiec 21, 2006

Link permanentny - Kategoria: Żaden - Skomentuj


Pierwsze Prawo Urlopu

Mogą być upały przez miesiąc. Ale w weekend zwykle jest chłodniej i bywa, że nie ma słońca. Żeby oszukać system, wzięłam urlop w piątek. Jest chłodniej i nie ma słońca, które miało nieco przykryć opalenizną moją szlachetną bladość.

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek lipiec 21, 2006

Link permanentny - Kategoria: Żaden - Komentarzy: 8


Syberia

Ja wszystko rozumiem. Ludzie mają różną tolerancję na temperaturę (nic to, że kolega siedzący w koszulce i permanentnie narzekający, że tu duszno i zaduch znowu poszedł chorować do domu). Ludziom może nie przeszkadzać, że w pracy wieje zimnem. Ale nie rozumiem ludzi, którzy siedzą w polarze i się trzęsą, a patrzą na mnie krzywo, jak narzekam, że można by było do cholery coś z tą klimą zrobić i majstruję przy prztyczkach, co do których mam dziwne poczucie, że nie działają. Sami nie pójdą, będą się dalej trzęśli w polarze.

Napisane przez Zuzanka w dniu środa lipiec 19, 2006

Link permanentny - Kategoria: SOA#1 - Skomentuj


Bu

Nie działa ekspress do kawy.
Po oku lata mi taka kropka. Krople do oczu nie pomogły.
Pieprzone biuro rachunkowe, któremu od paru lat płacę za wypełnianie PIT-ów (proszę mi nie tłumaczyć, że wypełnianie PIT-ów jest proste i zapewnia urokliwa rozrywkę na zimowe wieczory, lepszą niż zabawa w remizie, bo PIT-ami się brzydzę i nie zamierzam czytać trzystu milionów rubryczek, żeby w trzech wpisać to i owo) nie umiało przeczytać zdania "minimalna kwota odliczenia 500 zł" i dzielnie wpisało w rybryczkę 350 zł i oddało PIT-a, inkasując z uśmiechem pieniądz. Nawet nie mam siły iść ani dzwonić do tego biura, żeby powiedzieć, że przez ich głupotę musiałam wlec się przez pół miasta w upał, rozmawiać z bucowatą i nadętą urzędniczką i czekać na zwrot moich 115 zł nadpłaty następne trzy miesiące...

Szczęśliwie ekspress do kawy zaczął działać.

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek lipiec 18, 2006

Link permanentny - Kategoria: Żaden - Skomentuj


Jabłka Adama

Tak od 1/4 filmu miałam już ugruntowaną opinię i utrzymała mi się ona do końca filmu. Opinia brzmi "Ojapierdolę". To bardzo dobry film, ale nielekki. Siwa, nie oglądaj. A już w ogóle nie z Byśkiem. Do parafii przyjeżdża wypuszczony warunkowo nazista. Na, nazwijmy to, rekonwalescencję. W parafii jest już były tenisista - alkoholik i gwałciciel, arabski terrorysta, dość specyficzny pastor i kobieta w ciąży. TŻ mi wytłumaczył, że to taka - trudne słowo - alegoria księgi Hioba. Czy wszystko, co się dzieje w życiu, wychodzi na dobre, czy wręcz przeciwnie i od czego to zależy. Mocne.

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela lipiec 16, 2006

Link permanentny - Kategoria: Oglądam - Komentarzy: 2


Keep away

Połowa lipca. Rano 21 stopni celsjusza. Lato miało być, nie? Ale za to wczoraj znowu wygraliśmy pod Grunwaldem.

Właśnie wyrżnęłam z kolejnej sukienki okurwiale gryzącą wszywkę z nazwą firmy. Dalej nie rozumiem sensu istnienia tych pętelek pod pachami (albo w okolicach pasa w spódnicy), ale jeszcze bardziej nie rozumiem, po co do delikatnej i cienkiej bluzeczki ktoś wszywa przy szyi albo z boku, na wysokości talii sztywną, drapiącą metkę z dumnym napisem "Made in China/Trendi Fashion Company", w najzłośliwszym wydaniu za pomocą sztywnej żyłki wędkarskiej. Bluzka się podrze pod pachą. Odedrze się ramiączko sukienki. Puści na szwie na obrąbku na dole. Ale metka zostanie do usranej śmierci, albo i dłużej. Przy okazji przejrzałam leżące w okolicy bluzki, jedna (aktualnie śpi na niej kot) ma piękną metkę, którą chyba zostawię, bo jest niegryząca i nieiwazyjnie przyszyta na dole. Metka głosi, że bluzkę wyprodukowała firma "Keep Away From Fire" (dla hablających po hiszpańsku - MANTEGNA APARTADO DEL FUEGO).

Nie powiem od kogo dostałam wczoraj sms-a treści: "Aaaaaa właśnie widziałam faceta w całości, oprócz twarzy, porośnietego FUTERKIEM!".

Jak przystało na niedzielę, zdrzemnęłam się (znaczy: poszłam poczytać komiks, ale oko mi trochę opadło). Czy ktoś może mi wyjaśnić, czemu najpierw mi się śniło, że kolega P. kazał nam z TŻ adoptować niemowlę, które - jeśli nie adoptujemy - to zostanie deportowane do Indii, a tam wiadomo, co się robi z niemowlętami płci żeńskiej. Zaraz potem byłam w liceum, miałam lekcję wuefu z dwiema babami i wyszła kwestia, czemu nie mam stroju do cwiczeń (bo niby skąd?) i skąd mam tyle nieobecności (no, w pracy siedzę, nie?). I kazali mi siedzieć w szatni.

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela lipiec 16, 2006

Link permanentny - Kategoria: Żaden - Komentarzy: 2


Do radioactive cats have 18 half-lives?

Przełączanie się między kanałami TV daje czasem upojne wrażenia. Oglądam kątem oka prezydenta i jego brata premiera (albo odwrotnie), następny rzut oka - Reni Jusis z jakimś chyba sławnym gładkim przystojniakiem prosi zebraną publiczność o brawa dla występujących na jakiejś tam podróbie Opola. TŻ często przyprawia mnie o traumy, zapując po kanałach, gdzie Cezary Pazura nagle pomyka po byłej Jugosławii.

Byliśmy w hurtowni kociego żarcia na Obornickiej. Bez rewelacji, niestety. Zółtych gimpetów serowych (zwanych śmierdziuchami) nie ma, kotżarcie jak w większości sklepów - tańsze i większy wybór (np. foremki Athena) jest w Geancie. Żwirek sporo tańszy. W ramach robienia kotom funu, wyszło, że kupowanie Sheby krewetkowej kotom to marnowanie nie dość, że finansów (no, te 2,40 jakoś przeboleję), ale i powietrza (wali straszliwie ohydnym skisłym rybskiem, jak ogólnie lubię zapach kotpuszek, to ta zabija) i wykładziny (kotek siorbnął trochę, pognał na balkon do sąsiadów zagryźć trawką, wrócił i zwomitował na wspomnianą wykładzinę, która wprawdzie i tak jest do wyrzucenia, ale zawsze). I niech mi ktoś powie, czemu w misce leży prawie nietknięte żarcie do momentu, aż jeden nie wyjmie sobie ryjem kawałka, nie zaniesie na wykładzinę, żeby tam skonsumować. Wtedy drugi za nim idzie i usiłuje mu z paszczy ten kawałek wyjąć, przy okazjonalnym warczeniu pierwszego. Miska, przypominam, cały czas zawiera żarcie. Aktualnie jeden kot siedzi w postaci czujnego kłębka w kącie i patrzy, jak drugi wyjmuje żarcie z miski, idzie na wykładzinę i zaczyna jeść, wtedy ten zaczajony idzie na zwiad do tego jedzącego, słychać warczenie i tak dalej...

Wczoraj podczas wizyty u kołorkera, jednym z dyżurnych tematów (oczywiście poza pracą, bo o czym mogą rozmawiać cztery osoby z jednej firmy, nawet biorąc pod uwagę, że dwie pozostałe nie są, ale SĄ W TEMACIE) było zagadnienie, czemu jeden z kolegów przed wyjściem z psem na spacer prasuje świeżą koszulę i się w nią przebiera, a dopiero potem na spacer wychodzi. Ochotniczo zgłosiłam się, żeby śledzić na okoliczność jakiejś kochanki. Ogólnie było uroczo, a kolega od zmiany koszuli nawet się nie obraził, jak został nazwany jełopem.

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela lipiec 16, 2006

Link permanentny - Kategoria: Koty - Skomentuj


Dogs have owners. Cats have staff.

Jest zimno. Wieje z balkonu. A miały być upały, nie? Jestem ciepłolubnym zmarzluchem, zaraz pójdę po ciepłe skarpetki, a tymczasem zamknęłam drzwi na balkon. To sygnał dla kotów, od godziny malowniczo upozowanych na kuchennym krześle/fotelu obrotowym TŻ, że należy ziewnąć, wstać, przytruchtać pod zamknięty balkon i zacząć piszeć, patrzeć wyczekująco i/oraz skrobać łapą w szybę. Bo kot musi wyjść teraz i zaraz.

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek lipiec 14, 2006

Link permanentny - Kategoria: Koty - Skomentuj