Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Marian Keyes - Arbuz

Błyskotliwie zauważyłam, że to kolejna część książek o pięciu siostrach Walsh. Poprzednia, "Anioły", była o Maggie, której mąż miał romans i odeszła. Ta opowiada o Claire, wesołej młodej mężatce, którą mąż zostawia w dniu, w którym urodziła ich dziecko. Jak się łatwo domyślić, przestała być taka wesoła. W zasadzie każdy, kto miał okazję być przez kogoś zostawiony, powita jak starego znajomego całą gamę uczuć, jaka w człowieka trafia w takiej sytuacji. Depresja, smutek, poczucie beznadziejności i marzenia, że będzie tak jak kiedyś, kiedy ON wróci. Pytanie tylko, czy da się dwa razy wejść do tej samej rzeki (wiem, wiem, Kasia Piórecka jednego lata się dwa razy w Świdrze kąpała) i czy warto.

Nie przepadam za wklejaniem cytatów z książek, ale ten mnie szczególnie ujął:

Pokoje mężczyzn są ładnie posprzątane tylko wtedy, gdy pierwszy raz idziemy z nimi do łóżka. Potem pomieszczenie znowu wyglada tak, jakby uderzyła w nie bomba.
Zupełnie jakby po skonsumowaniu znajomości facet wołał: "W porządku, kochani, możecie wyłazić!"
I wtedy spod łóżka wyłania się cała armia brudnych slipek, przepoconych skarpet, a także kubków, talerzy, czsopism motoryzacyjnych, obrzydliwych swetrów, brudnych spodenek i koszulek piłkarskich, szklanek po piwie, kalendarzy z panienkami, książek Stephena Kinga, wilgotnych ręczników, sloików z dżemem, a wszystkie te rzeczy przepychają się łokciami, hałasują i głośno protestują, że tyle czasu musiały spędzić w ukryciu. A potem zaczynają się przeciągać, otrzypywać z kurzu, by wreszcie ułożyć się w artystycznym nieładzie na dywanie, tam, gdzie ich miejsce.
"Co tak długo", woła wesoło jakaś skarpetka do zwycięskiego uwodziciela. "Opierała się trochę, co?"

Inne tej autorki tu.

#76

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota grudnia 2, 2006

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Skomentuj


Small world

No ja nie mogę :-> Żeby poznawać kogoś z pracy przez bloga? Ja rozumiem, społeczeństwo informatyczne. Ale nie prościej byłoby na kawie w biurowej kuchni?

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek grudnia 1, 2006

Link permanentny - Kategoria: Żaden - Komentarzy: 1


No ja sobie wypraszam

Według google analitycs, top hits mojego joggera. No miejcież litość:
Keyword/Source[Medium] Visits P/Visit
1. 5ex ze zwierzętami 61 1.56
2. 5ex ze zwierzetami 15 1.53
6. 5ex ze zwierzetami 4 1.00
7. 5ex ze zwierzakami 3 3.33
8. dziwki z rosji 3 2.00
9. 5ex ze zwierzentami 3 1.33
10. filmy o pedałach 2 1.00
12. 5ex zwierzętami 2 1.00
15. 5ex ze zwierzetami 2 1.00
17. 5ex z zwierzetami 2 1.00
18. 5ex ze zwierzetami 2 1.00
19. 5ex z zwierzętami 2 1.00
21. 5ex ludzi ze zwierzętami 1 1.00
28. 5ex z trupami 1 1.00
30. 5ex kobiet ze zwierzetami zdjęcia 1 2.00
31. bartosz skóra 5ex 1 1.00
32. 5ex z zwierzĘtami 1 2.00
33. śmieszne filmy o lesbijkach 1 4.00
35. 5ex laski w magazynach 1 1.00
37. smieszny 5ex 1 1.00
41. 5ex w biurze fotki 1 1.00
43. junior gej 1 1.00
45. filmy 5ex ze zwierzetami 1 4.00
46. ładna sekretarka 1 1.00
49. erotyczne zabawy ze zwierzętami 1 3.00
50. kłykciny 1 1.00
51. 5exs ze zwierzetami 1 1.00
52. 5ex ze zwierzetami filmy 1 2.00
55. pani zapłaci za 5ex 1 1.00
56. 5ex w koninie 1 1.00
58. 5ex filmy ze zwierzetami 1 1.00
59. "5ex ze zwierzętami 1 1.00
62. 5ex momenty z filmow 1 1.00
64. 5ex.ze,zwierzetami 1 1.00
65. satanistka 1 3.00
68. ludzie i 5ex ze zwirzetami 1 1.00
71. w klasztorze 5ex 1 1.00
75. czarno bialy 5ex 1 1.00
77. "5ex ze zwierzętami" 1 1.00
81. jestem satanistką 1 3.00
83. 5ex ze zwierzetami 1 1.00
84. świat według bundych porno 1 1.00
85. 5ex ze zwierzĘtami 1 2.00
87. 5ex ze zwierzĘtami fotki 1 1.00
88. 5ex w filmie 1 2.00
91. jestem trans5exualistą 1 1.00
92. 5ex prywatnie filmy 1 4.00
93. polskie filmy 5ex ze zwierzetami 1 1.00
95. 5ex pan z zwierzetami 1 1.00
96. 5ex opowiadania przemoc 1 1.00

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek listopada 30, 2006

Link permanentny - Kategoria: Śmieszne - Komentarzy: 9


Borat

Nie podobało mi się. Film może egzystować jako zbiór filmików na Youtube, bo niektóre sceny są świetne ("He's a rapist. You naughty, naughty", walenie konia przed wystawą z manekinami czy sceny z sąsiadem), ale jako całość jest niesmaczny, chamski i przegięty. Ok, przyznam się, że na odbiorze przeważyła scena, jak nagi Borat (z wymoderowanym przyrodzeniem) bije się nago z potwornie grubym facetem. Ale głównie nie podoba mi się jedno - stylistyka jackassa i "wkręcanie" ludzi. W efekcie jest głupio i wychodzi bucówa. Mam szczerą nadzieję, że przynajmniej w wiosce w Rumunii, w której kręcił film, powiedział ludziom (przez odpowiednio wiernego tłumacza): "Słuchajcie, kręcimy film, pokażemy, że wyglądacie jak opóżnieni w rozwoju, cały świat będzie się z was śmiał. Wchodzicie w to?".

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela listopada 26, 2006

Link permanentny - Kategoria: Oglądam - Komentarzy: 1


Trzy pogrzeby Melchiadesa Estrady

Nudnawy. Z klimatem, ze ślicznymi krajobrazami, niezłymi aktorami, nawet ciekawie skonstruowaną akcją, ale nudny. Na początku jest trochę zakręcony przez zmienioną kolejność scen (reminiscencje mieszają się z tym, co się dzieje aktualnie). Przypadkiem ginie pewien Meksykanin. Jego przyjaciel nieco się wkurza, szuka winnego, a potem wraz z nim i trupem jedzie do rodzinnego miasteczka Melchiadesa w Meksyku. Dziwny. Nie jest zły, możliwe, że w kinie lepiej by się oglądało (albo wręcz przeciwnie), ale też trudno go nazwać całkiem dobrym.

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek listopada 23, 2006

Link permanentny - Kategoria: Oglądam - Komentarzy: 2


Douglas Coupland - Poddani Microsoftu

To książka o mnie, o Tobie i o tych wszystkich ludziach, którzy siedzą kilkanaście godzin dziennie przed monitorem, mają znajomych na drugim końcu Polski, mimo że nigdy ich nie widzieli i o wiele lepiej im idzie komunikacja za pomocą klawiatury. Książka to w zasadzie blog (tyle że bez komentarzy) o tym, jak wygląda życie programistów i geeków (i oczywiście programistek i geeketek), najpierw w kampusie Microsoftu, potem we własnej firmie. W zasadzie nie jest ważne, jak wyglądasz, ile masz lat i jakiej płci jesteś - ważne, co piszesz i co robisz (brzmi jak społeczeństwo idealne...). Trochę CyberJoli Dream, trochę dziennik z korporacji, trochę o tym, jak w świat superinfostrady wchodzą ludzie z innego pokolenia. I o życiu - trochę nudnym, monotonnym, takim, jakie ma większość informatyków.

Dużo celnych obserwacji na temat życia ludzi ery wieloczynnościowej, którzy jednocześnie pracują, odpisują na e-maile, myślą, czują i żyją tym, co do nich przez ekran monitora przychodzi. Inne książki Couplanda tak mi się nie podobały, do tej - jak widać - mam odpowiedni background.

Inne tego autora:

#75

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek listopada 23, 2006

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Komentarzy: 3


Tajemnica Poczty na Grochowskiej

Spora poczta, dużo okienek. Między okienkami 1-5 wisi tablica treści: "Do okienek 1-5 obowiązuje jedna kolejka". Między okienkami 6-7 wisi analogiczna tablica treści "Do okienek 6 i 7 obowiązuje jedna kolejka". Do okienek 1-5 nie było kolejki. Do okienek 6-7 była na ładne kilka osób. Każde z okienek 1-7 było opisane identycznie: Odbieranie i nadawanie paczek Wpłaty i wypłaty Przelewy Fax. I w każdym można było zrobić to samo. Podeszłam bez kolejki do okienka 4, odebrałam przesyłkę[1] i poszłam dalej nie rozumiejąc.

[1] No, odebrałam. Najpierw musiałam uspokoić panią, że ich nie pozwę, bo paczka była przez pocztę przepakowana z powodu że była źle zapakowana i się podarła. W środku były leżaczki dla kotów. Niepolecam. Nieporozumienie. Nietakt. Ładny leżaczek ze zdjęcia okazał się być prętem stalowym fi ileś, wygiętym w U z zaczepami, na którym była nasunięta nie obrębiona pochewka z czegoś futropodobnego. O co zakład, że wystawienie panu komentarza neutralnego zaoowocuje negatywem dla mnie?

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek listopada 21, 2006

Link permanentny - Kategoria: Żaden - Komentarzy: 6


Jasminum

Żadnych filmów o blokersach. Żadnych filmów o policjantach. Chcę ładne, ciepłe filmy o uczuciach, takie, jak Jasminum. Uwielbiam takie filmy, dziejące się w Nibylandzie, bo jest w nich ciepłe światło, kolory i muzyka, a po obejrzeniu świat wydaje się lepszy. Wprawdzie nie przepadam za Błęcką-Kolską (mam straszliwą awersję po ohydnie głupich i szkodliwych filmach z serii "Kogel-mogel"), ale kocham Gajosa ("kaczka, to sra"), Pieczkę i Ferencego. Niezła jest też 5-letnia aktorka, grająca małą Eugenię - mam awersję do dzieci w kinie polskim, bo zwykle drętwo recytują rolę jak na szkolnym apelu.

Do klasztoru, w którym mieszkają bracia pachnący kwiatami, przyjeżdża konserwatorka obrazów i jej 5-letnia córka. Oczywiście na odnowieniu obrazu się nie kończy, matka z dziewczynką zmieniają dużo w codziennym życiu braci. Przeorowi udaje się rozwiązać kilkusetletnią tajemnicę klasztoru (intryga lepsza od "Kodu Da Vinciego" :>), Nataszy stworzyć zapach, kilku ludziom ze sobą zejść, a jeden z braci zostaje świętym. No i jest świetna scena erotyczna z udziałem Bogusia Lindy (który notabene naprawdę dobrym aktorem jest i ma spory dystans do tego, jak jest postrzegany).

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela listopada 19, 2006

Link permanentny - Kategoria: Oglądam - Komentarzy: 1


The Office (US) sezon 2

Z każdym odcinkiem jest coraz lepiej. Każdy, kto chociaż chwilę pracował w korporacji bądź miał okazję popatrzeć z boku, odczuje boleśnie większość odcinków. Obowiązkowy wyjazd integracyjny w ulubionej formule niespodzianki (alkoholowy rejs statkiem w połowie stycznia, a dla zmyły w mailu informacyjnym pracownicy są proszeni o zabranie kostiumu kąpielowego). Szef-buc, dowcipkujący ze wszystkiego, szpiegujący emaile pracowników i wpychający się na siłę na prywatną imprezę. Impreza gwiazdkowa z prezentami do $20 dla wylosowanych współpracowników, na której szef kupuje swojemu ulubieńcowi iPoda i nie jest zadowolony, bo dostaje szydełkową rękawicę kuchenną. Coś pięknego i niedrogo.

Najbardziej lubię Jima, głównego salesa, największą szuję w biurze (to już wiadomo, czemu lubię). Jim wymyśla mnóstwo dowcipów, aby ośmieszyć Dwighta (naczelnego przydupasa), nie żeby Dwight sam nie dawał rady. Wmówienie Dwightowi, że w czwartek jest piątek jest proste jak zabranie małemu kotku mleczka. Zamontowanie zawartości szuflad w automacie do batoników - bezcenne. Namówienie go do zamknięcia się w kartonowym pudle w magazynie bądź do ufarbowania włosów na blond (szpiedzy są wszędzie) - jak wyżej. Trochę więcej kosztowało namówienie ludzi, żeby cały dzień mówili do Dwighta per Dwayne. Jim kocha się w Pam, recepcjonistce. Pam wprawdzie ma narzeczonego - magazyniera Roya, ale to straszny buc i wcale jej nie kocha, więc ja kibicuję Jimowi (nie powiem, nie powiem :->).

Bardzo fajny jest też drugi plan - chuda księgowa Angela, która ma tajemny romans z Dwightem (zupełnie nie przypomina mi naszej koleżanki M., no nijak nie przypomina ;-)). Nieco zapijaczona Meredith, która co jakiś czas lubi się rozebrać. Ryan - pracownik tymczasowy, który bardzo nie chciał mieć żadnej ksywy (no, wiecie - ten Ryan-w-śmiesznej-czapce czy Ryan-co-ładnie-śpiewa), ale jednak się na własną ksywę załapał. Hinduska Kelly, która uwielbia różowe i bez przerwy gada tak straszliwe pierdoły, że uszy więdną (nie, zupełnie nie przypomina Panny-Futrzane-Buty wraz z koleżanką). Oscar, latynowski lowelas. Pulchna Phyllis, która ma bogatego chłopaka (Cześć, jestem Bob Vance. Vance Refrigerators). Wreszcie zasadnicza i zimna Jen, szefowa z centrali, która z bliska wcale się taka zimna i zasadnicza nie okazuje. I gruby Kevin, który się ślicznie uśmiecha.

Każdy odcinek to inna sytuacja, ale w zasadzie każdy jest o tym samym - jak żyć z ludźmi w biurze. Jak (nie)rozwiązywać konfliktów, jak sprawić, żeby kolejny dzień chociaż trochę różnił się od poprzedniego, jak (nie)zarządzać ludźmi i jak (nie)łączyć życia osobistego z pracą.

Trzeci sezon w pełni, witam kolejny serial, w którym jestem on-line ;-) Oczywiście nie jestem nałogowcem, mogę przestać w każdej chwili.

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota listopada 18, 2006

Link permanentny - Kategoria: Oglądam - Komentarzy: 4


Does a sleeping cat count mice in his dreams?

Wielokulturowość jest piękna. Dzisiaj z kolegą z Węgier odkryliśmy kolejną ligwistyczną zagwozdkę. U nas, kiedy się coś robi po raz pierwszy, mówi się "raz kozie śmierć". Po węgiersku - "now jumps the monkey in the water". Wychodzi, że jesteśmy bardziej drastyczni.

Jestem trochę roztargniona. Tak trochę. Znajomy do dzisiaj pewnie opowiada przezabawną anegdotkę o tym, jak to podczas imprezy u nich w mieszkaniu (Wrocław), usiłowałam znaleźć telefon umieszczony w jednym z plecaków. Rozsądnie poprosiłam, żeby ktoś do mnie zadzwonił, to po dzwonku znajdę. Zaiste, zadzwonił, znalazłam, po czym zerknęłam na wyświetlacz i błyskotliwie stwierdziłam: "O, ktoś do mnie dzwonił, kierunkowy z Wrocławia, znacie kogoś z numerem 2233...". No bardzo śmieszne. Dzisiaj wychodząc z domu postawiłam torbę przy drzwiach, bo wygodniej mi było zamknąć drzwi bez torby. Zamknęłam na klucz, rozejrzałam się, otworzyłam z powrotem, przestawiłam torbę z wnętrza mieszkania na zewnątrz i ponownie zamknęłam...

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek listopada 17, 2006

Link permanentny - Kategoria: Śmieszne - Skomentuj