Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Robert Galbraith - Naznaczony

Do Cormorana zwraca się zdesperowana powinowata Charlotte, Decima, która rozpaczliwie potrzebuje potwierdzenia, że rozczłonkowane ciało znalezione w skarbcu sklepu z masońskim srebrem to jej ukochany. Rozpaczliwie, bo nie jest w stanie inaczej zrozumieć sytuacji, w której jej wybranek ją opuścił, wiedząc, że jest w ciąży i tylko potwierdzenie, że to właśnie Rupert, ukoi jej serce. Sprawa jest o tyle nietypowa (tak, wiem, czy w tym cyklu są jakieś sprawy typowe?), że ciało ma zmasakrowaną twarz i odcięte ręce, a policja zakończyła śledztwo, oznajmiając, że denatem jest znany złodziej. Tyle że dowody na to są nikłe, potencjalnymi denatami może być kilka zaginionych osób, a do tej pory nie wypłynęło dość unikalne skradzione srebro, więc nie wiadomo, kto na kradzieży zyskuje. A, wszyscy starają się Strike’a i Ellacott zniechęcić, czasem dość brutalnymi metodami.

Trochę za dużo grzybów w barszczu - wiele krzyżujących się spraw, wchodzi MI5, masoni, przestępcy, celebryci z podwójnym życiem, ktoś kto zna przeszłość Robin, grozi jej wielokrotnie, aż biedna musi zrobić domowy gaz pieprzowy. Detektywi dostają anonimowe donosy, które posuwają śledztwo naprzód, ale to takie rozwiązanie akcji w stylu deus ex machina (i całe zamieszanie związane z Rita… Lin… Da…, serio wątpiłam w jakąkolwiek przydatność). I do tego wszystkiego dochodzi Strike, do którego dociera, że Robin jest w coraz poważniejszym związku ze swoim atrakcyjnym Ryanem, więc knuje wielopiętrową intrygę, jakby tu Robin wyznać, że on ją i czy może też i ona jego; jednocześnie jest szantażowany, bo zadał się lekkomyślnie z jedną znajomą panią, co ma potencjalne konsekwencje. No i znowu, Robin w kolejnym związku musi się tłumaczyć z pracy, może powody są inne, ale to kolejny facet, który przewraca oczami nad zaangażowaniem partnerki w śledztwa oraz narażanie się na bezpośrednie niebezpieczeństwo, jak można być tak ostrożnym… Mimo tego wszystkiego wciąga bardzo, dodatkowo jest trochę brytyjskich plenerów, również mało uczęszczanych typu wyspa Sark.

Inne tej autorki.

#89

Napisane przez Zuzanka w dniu Tuesday July 21, 2026

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: 2026, kryminal, panie - Skomentuj


Czwartek, Nerja

[2.07.2026]

Wróciłam do jaskiń w Nerja (Nersze?), bo poprzednim razem było miło, chociaż ciepło, a dodatkowo tym razem eloy wziął okulary i cokolwiek widział, bo 2 lata temu miał tylko przeciwsłoneczne, więc albo ciemno, albo wcale (w oryginale poruszono kwestię widzenia elementu męskiej anatomii). Potwierdzam, że w jaskiniach dalej miło, widoki przepiękne, nietoperzy nie widziałam, parking był płatny, ale niedrogo, a ścieżka turystyczna dookoła obiektu na raptem 800 metrów jednak czeka, aż temperatury nie będą tropikalne. Podobnie botanik opodal. Jedyna wada - obsługa przed wejściem wymusza zrobienie zdjęcia na green screenie, ale można nie kupować. Poza tym klasycznie - obiad w Mum, lody opodal, jasno i z widokami.

Adresy:

GALERIA ZDJĘĆ oraz 2025 i 2024.

Napisane przez Zuzanka w dniu Monday July 20, 2026

Link permanentny - Kategorie: Listy spod róży, Fotografia+ - Tagi: andaluzja, hiszpania, nerja - Skomentuj


Jerzy Edigey - Trzy płaskie klucze

Powszechny Bank Rzemiosła, dzień jak co dzień, tyle że po otwarciu skarbca okazuje się, że zniknęło 10 mln rezerwy bankowej w nowych 500-tkach. Sprawa jest o tyle skomplikowana, że do otwarcia skarbca potrzebne są tytułowe trzy przedwojenne angielskie klucze z rzadkiego stopu platyny i irydu, które podobno istnieją tylko w dwóch kompletach - jeden ma milicja w sejfie, drugi rozdzielony jest między trzech urzędników banku i wszyscy trzej są potrzebni do otwarcia. Kapitan Piotr Jarkowski z Komendy Stołecznej zaczyna rozpytywać, ale jak tylko trafia na cokolwiek, to jego współpracownik - porucznik Widera - chce każdego podejrzanego od razu aresztować. Ale u Edigeya jest milicja z misją, więc przede wszystkim nie wolno aresztować bez dowodów, a jak już są dowody, to warto grzecznie poprosić, żeby się sam zgłosił i zrehabilitował. Milicja zatrudnia swojego człowieka w banku, a w finale dokonuje eksperymentu psychologicznego i złodziej wpada.

Się pali: Wawele.

Się wierzy: Wierzę we wszystko, w co kościół święty wierzyć każe, w świętych obcowanie i ciała zmartwychwstanie (stary, przedwojenny woźny).

Się pije: wódkę jałowcówkę, starowin, wino jugosłowiańskie, meukow fine champagne (u starszej pani z pretensjami), pięciogwiazdkowy jubilejny (w Komendzie Stołecznej).

Się zagryza: bułką, pudełeczkiem korków (zgaduję, że chodzi o śledziowe), 10 deka szynki i słoikiem ogórków.

Się mieszka: w willi przy ulicy Dygasińskiego.

Się szabruje: biurko z byłej kwatery Goeringa na Mazurach.

Inne tego autora, inne z tej serii.

88/#13

Napisane przez Zuzanka w dniu Sunday July 19, 2026

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: kryminal, panowie, prl, z-jamnikiem - Skomentuj


Barbara Gordon - Ulica Bliska

Jest zbrodnia, ale nie ma żadnej tajemnicy, ba, nawet nie ma śledztwa jako takiego. W kamienicy na Bliskiej, w której mieszka Teresa, samotna, choć jeszcze nie tak stara kobieta, zostaje zamordowany niejaki Walczak, pijak i brutal. Ktoś rozwalił mu siekierą głowę, kiedy pijany wracał do domu. Pierwsze przesłuchania sąsiadów, wtem do Teresy przychodzi Walczakowa i zwyczajnie się zwierza, że w ogóle nie żałuje męża, bo to przemocowiec i gwałciciel, a w zasadzie to ona go zabiła, bo już nie dała rady. I tu zaczyna się właściwa akcja - Teresa oczywiście nie pochwala morderstwa, ale jednocześnie widzi beznadziejność sytuacji Walczakowej, która nie była w stanie uzyskać znikąd pomocy, kiedy mąż krzywdził ją i dzieci. Zgłasza się więc do znajomego mecenasa Zamorskiego z prośbą o poradę. W wyniku różnych wydarzeń Walczakowa sama zgłasza się na milicję, po czym następują przygotowania do procesu, w których aktywnie uczestniczy obrońca - Zamorski oraz Teresa jako sojuszniczka. Poszukiwanie świadków, okoliczności łagodzących i szczegółów życia Walczaków zbliża ją do innych mieszkańców kamienicy - łagodnego wdowca, doktora Gawra, młodej zakochanej Irki z problemem mieszkaniowym (dyskusje o aborcji!), rozwodników mieszkających ciągle razem, źle dobranej pary czy wreszcie bogatego, choć moralnie dyskusyjnego starszego pana (dyskusje o prostytucji!). W finale jest proces i wyrok, ale chyba istotniejsza jest warstwa obyczajowa - co się zmieniło w życiu bohaterów w trakcie.

Miałam wrażenie, że autorka pod pretekstem historii chciała poruszyć wiele problemów powojennego życia - konsekwencje braku mieszkań, alkoholizmu, wyobcowania (śmierć angielskiej żony doktora), zdrad małżeńskich czy tajemnic, które ludzi łączą i dzielą. Pobrzmiewają echa Żeromskiego i jego “szklanych domów”, również jako utopia, ale też coś o czym powojenni ocaleńcy marzą. Pojawia się światek przestępczy jak u Tyrmanda - wszechwiedzący, skrajnie źli rzezimieszkowie i szlachetni zbłądzeni, którzy pomagają w śledztwie.

Się pije: zmrożoną wódkę, landrynkową lemoniadę.

Się zagryza: kwaszonym ogórkiem.

Inne tej autorki.

#87

Napisane przez Zuzanka w dniu Friday July 17, 2026

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: 2026, kryminal, panie, prl - Skomentuj


Środa na morzu

[1.07.2026]

Rok temu pojechaliśmy na łódkę do Fuengiroli, bo niczego w okolicy Pszennej Wólki nie znalazłam. Ale teraz już sezon, więc na łódkę można w pobliskiej Calahondzie. Wybrałam sobie kameralny rejsik wzdłuż wybrzeża, 2 godziny z opcją pływania w przezroczystej wodzie z rybkami. Nie że ja, bo ja muszę mieć grunt, ale reszta rodziny i owszem. Przejrzystość wody niesamowita, rybki typu dorada, ale małe, przypływały po pieczywo, kapitan opowiadał po hiszpańsku i angielsku o mijanych okolicach, podpłynęliśmy aż do Castillo del Ferro z przystankiem obok Cala de Rijana. Mimo SPF przypiekłam sobie łydki, ale było warto. B. zadowolona.

Adresy:

  • El Origen - Av. de los Geraneos 20, Calahonda, bar/restauracja z tapas, bardzo lokalna
  • Samuel’s boat - Embarcadero Calahonda, różnej długości rejsy, również przez GYG

GALERIA ZDJĘĆ.

Napisane przez Zuzanka w dniu Thursday July 16, 2026

Link permanentny - Kategorie: Listy spod róży, Fotografia+ - Tagi: andaluzja, castel-del-ferro, hiszpania, calahonda - Skomentuj


Wilhelmina Skulska - Słowo inspektora

Sama akcja jest dość pretekstowa - inspektor Rogosz zostaje poproszony o odłożenie do archiwum sprawy sprzed 20 lat - napadu na konwój z pieniędzmi, podczas którego zginął jeden z milicjantów. Zgadza się niechętnie, ale już za chwilę wpada na trop - w różnych miejscach Polski zostały znalezione zwłoki potencjalnych samobójców, niby nic ich nie łączy, ale Rogosz ma PRZECZUCIE. I rzeczywiście, wyprasza ostatnią szansę i wykrywa grupę znajomych, którzy przed laty dokonali pechowego napadu, po czym się rozjechali po Polsce, a pieniędzy i tak nie zyskali, bo zostały odnalezione przez milicję. Za to ile tu detalu obyczajowego! Żona inspektora umarła w bliżej nieznanych okolicznościach, nie żeby wielka miłość wcześniej, ale trochę żal. Samotnie wychowuje nastoletniego syna, co powoduje liczne problemy logistyczne, bo Rogosz mało czasu spędza w domu, na szczęście młody jest bezproblemowy i zajmują się nim współpracownicy Rogosza, w tym zakochana w inspektorze sekretarka szefa. Do tego ma depresję - budzi się rankiem zmęczony i z zazdrością patrzy na pracowników Spółdzielni Inwalidów, którzy czerpią radość z pracy mimo że są “ciężko przez los doświadczeni”. Ociera się o środowisko waluciarzy i dam negocjowalnego afektu, oczywiście z poczuciem wyższości i niechęcią, za to zakochuje się w uczciwej żonie podejrzanego, z którą pracuje pod przykrywką. Niestety, w momencie aresztowania sprawcy sprawa się kończy, nie wiadomo, czy Rogosz spróbował z piękną panią Krystyną, czy finalnie wrócił do zakochanej w nim współpracowniczki.

Się je: kaszankę ze świniobicia, kanapki i jabłka (w trasie), obfite śniadania (twarożek, sery, płatki różowej szynki); mandarynki, banany i pomarańcze (jak się kupi przed świętami), rogale i solanki (kupowane poza kolejką, bo ekspedientka zna Rogosza), szarlotkę (od sąsiadki), sztukę mięsa i flaczki (na stołówce), lody “Ambrozja” (w Hortexie); rosół z makaronem, gotowane mięso z kartoflami i marchewką, na deser kompot z jabłek (ostatni posiłek denata), suche bułki z nadmiarem masła (Rogosz chciał śniadanie - jajecznicę, mleko i bułki, ale dowcipny kelner “w idealnie brudnym fartuchu” zaproponował bigos, śledzika i nóżki oraz setkę lub pięćdziesiątkę), wiedeńskie śniadanie (w hotelu); jajka na twardo owinięte w plastry szynki, rozmaite marynaty, pasztet domowy ozdobiony niby koroną białą rzepą (na domówce); szynkę (na święta, ale sznurkową, nie z puszki), konserwę rybną, czekoladę (dla syna); precelki, nadmuchaną kukurydzę, słone paluszki (można gościom).

Się pije: mocną herbatę, brazylijską kawę (od pacjenta z ambasady), “marago”, sok porzeczkowy (syn Rogosza), złocisty koniak (z kieliszków “tulipanków”), “Budafok”.

Się przynosi: bukiecik na biurko koleżance z pracy, goździk i kopertę (przy przejściu na emeryturę).

Się całuje: rączki paniom, obowiązkowo, nawet tym grubym, brzydkim i starszym (sic!).

Się nosi: levisy, haftowaną koszulę z “Juniora” (syn Rogosza).

Się nie nosi: kożucha z Cepelii, bo Rogosz był ponad załatwianiem takiego czegoś.

Się czyta: Agathę Christie, kryminały spod znaku „Srebrnego Klucza", czy zabawne „Jamniczki”.

Się pali: dużo (zwłaszcza pan, nomen omen, Kopeć).

Bawiąc-uczyć: jak się pisze protokół zamknięcia sprawy.

Się nie ma: nadmiernego zaufania do techniki, może kiedyś komputery wytypują mordercę, ale Rogosz w to nie wierzy.

Się obwinia: oczywiście ofiarę. Jest takich opinii więcej, przy którejś już mnie zemdliło.

(...) Znowu przypadek dziewczyny, która poszła do obcego mieszkania z chłopcami poznanymi na przystanku autobusowym.
Rogosz zastanawiał się głośno:
- Czy w tego rodzaju przypadkach nie można by zadziałać prewencyjnie? Jeżeli te idiotki w końcu zrozumieją...
Chmura wzruszył ramionami.
- Co ty wiesz o dziewczętach? Każda jest teraz znakomicie uświadomiona i nawet te z zapadłej wsi czytały o gwałtach zbiorowych. Gubi je zarozumiałość, jak każdego człowieka - i tu nieprzypadkowo spojrzał na Kopcia. - Taka dziewczyna wie, że jej poprzedniczki zostały oszukane. Ale w niej jednej facet zakochał się od pierwszego wejrzenia. I ryzykuje wizytę. Tylko nikt mi nie wmówi, że z naiwności.

Się jest przykładnym mężem: oddaje się prawie całą pensję i pije w sposób umiarkowany (Rogosz).

Inne tej autorki, inne z tej serii.

#86

Napisane przez Zuzanka w dniu Wednesday July 15, 2026

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: 2026, klub-srebrnego-klucza, panie, prl - Skomentuj


The Four Seasons

Trzy dojrzałe wiekiem [1] pary - Anne i Nick, Danny i Claude oraz Kate i Jack regularnie spotykają się co kwartał w różnych pięknych okolicznościach przyrody. Łączy ich przyjaźń z czasów studenckich, dzieci odchowane, przyjaciele na zawsze, wtem Nick oznajmia, że chce się rozstać z Anne, co wprowadza rozłam w grupę. Bo z kim trzymać - z Anne, która sobie z rozstaniem nie radzi czy z Nickiem, który błyskawicznie przygruchał sobie znacznie młodszą dziewczynę. Cztery pory roku, cztery spotkania aż do dramatycznego finału pierwszego sezonu, żeby w drugim spróbować wszystko, a przynajmniej to, co się da, naprawić. To amerykańska komedia ze wszystkimi tego konsekwencjami, więc dość przewidywalna i nieco toporna, ale całkiem przyjemnie wchodzi w temat zmiany przyjaźni czy związku z wiekiem.

[1] Jestem przekonana, że lata temu oglądałam oryginalny film z Alanem Aldą, którego pomysł był zalążkiem serialu, ale gdzie, kiedy i czy rzeczywiście - nie pamiętam. Ale zerknęłam na listę aktorów i jakże się świat od 1981 roku zmienił. Aktorzy grający wtedy 50-latków są, nawet jeśli młodsi metrykalnie (Alda - 45 wtedy, ale teraz pojawia się epizodycznie w serialu!), wyglądają bardzo staro, zarówno panie i panowie. Współcześnie patrzę na Tinę Fey (56 lat) czy Steve’a Carella (63 lata) i myślę “w średnim wieku, ale nie starzy”.

Napisane przez Zuzanka w dniu Tuesday July 14, 2026

Link permanentny - Kategorie: Oglądam, Seriale - Skomentuj


Anna Kańtoch - Trzecia osoba

Marcin Breś po latach kupuje dom w rodzinnej wsi, skąd wyjechał po zaginięciu jego rodziców. Rodzice zabrali trójkę przychówku - najstarszego Marcina, 9-latka, 7-letnią siostrę i 2-letniego brata - na niedzielny spacer do lasu. Tyle że podczas zabawy rodzice dosłownie rozpłynęli się w powietrzu, zostawiając samochód i dzieci. Marcin, bohater, zaopiekował się rodzeństwem, doprowadził ich do wsi w aurze bohatera, ale przez kilkadziesiąt lat nie udało się sprawy wyjaśnić, a dzieci wychowała babka. Aktualnie nikt by już o sprawie nie pamiętał, ale Breś ma przykry zwyczaj wystawania, nie wiadomo po co, pod swoim dawnym domem, gdzie aktualnie mieszkają państwo Dębscy. Dodatkowo ich syn nie dostał się na studia, a zamiast przygotowywać do egzaminów, gnije w swoim pokoju przed komputerem. Po czym znika, a głównym podejrzanym jest oczywiście Marcin, który zaczyna rozgrzebywać sprawę zniknięcia rodziców, bo uważa, że oba zniknięcia są ze sobą związane. Po latach zaczyna rozmawiać z rodzeństwem i odkrywa, że jego siostra ma zupełnie inne wspomnienia z tego feralnego dnia.

To rzetelny, precyzyjny kryminał, ale chyba trochę już przejadła mi się formuła z tropem prowadzącym w przeszłość i z dziećmi, które usiłują odświeżyć pamięć o tym, co się wydarzyło przed laty. Ale czyta się bez odkładania, zwłaszcza że psychologicznie autorka umie w ludzi niesympatycznych czy skrzywdzonych przez życie.

Inne tej autorki.

#85

Napisane przez Zuzanka w dniu Monday July 13, 2026

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: 2026, kryminal, panie - Skomentuj


Wtorek, czyli o niedojazdach i nieprzygotowaniu

[30.06.2026]

Otóż na andaluzyjskim wybrzeżu było przyjemne 28-29 stopni, chociaż oczywiście pełna klara albo jak to uczenie mówi eloy, duży indeks UV. Ale wymyśliłam sobie, że wyprawa. I owszem, mogłam wreszcie ruszyć na Gibraltar, ale miałam jakiś opór, mimo że auto klimatyzowane. Więc wymyśliłam, żeby tym razem do Rondy, a po drodze przejechać przez Olverę, gdzie zamek i zabytkowy kościół na wzgórzu (szkoda, że zamknięty!) oraz Monumento el Sagrado Corazon w parku. Wjechaliśmy na przyzwoicie położony parking pod zamkiem, wspięliśmy się na górę pod wejście i rodzina odmówiła dalszej drogi w górę na sam zamek. Krótka wizyta na cmentarzu i stwierdziliśmy, że kawa. Ale jakkolwiek Olvera jest przepięknym białym miasteczkiem, tak w kawiarnie nie obfituje, a jedyna otwarta, do której prowadziła nawigacja, mieściła się na samym końcu labiryntu jednokierunkowych uliczek, które pod koniec przestały wyglądać przejezdnie, a nie było gdzie zaparkować. Zrezygnowałam z Jezusa w parku i pojechaliśmy na kawę do następnego punktu wyjazdu - Setenil de las Bodegas - po drodze mijając nadzwyczajne okoliczności przyrody przez górki. Ale tuż przed miasteczkiem, dosłownie 2 kilometry, okazało się, że droga jest zamknięta z powodu drobnej kolizji dwóch samochodów i nie ma, że dalej, tylko uprzejmie proszę zawróć. W efekcie, nadkładając solidnie drogi przez te przepiękne górki i serpentynki, które za drugim razem już aż tak nie cieszyły, do Rondy przyjechaliśmy głodni i już w czasie sjesty, co w Hiszpanii oznacza, że we wszystkich miejscach z jedzeniem, nawet tych oznaczonych w Google jako “otwarte teraz” można popatrzeć przez szybkę. Dodatkowo nie doceniłam wielkości Rondy i myślałam, że wszystko jest na kupie, a tu wtem to 40-tysięczne, rozległe miasto i nie że na 10 minut oglądania. Więc nie zobaczyłam ani Setenil, ani - poza błądzeniem po wąskich uliczkach - niczego unikalnego w Rondzie, a na obiad pojechaliśmy do centrum handlowego La Canada pod Marbellą; nastolatce znacznie poprawiło się w KFC, a dodatkowo mieli znikniętego już z Polski Marksa & Spencera, więc zaopatrzyliśmy się w uczciwą herbatę i sosy w słoiku. Nastolatka dodatkowo zaopatrzyła się w sztryms w Bijou Brigitte, wszyscy zadowoleni. Na następny raz do Rondy jednak muszę się lepiej przygotować.

GALERIA ZDJĘĆ.

Napisane przez Zuzanka w dniu Sunday July 12, 2026

Link permanentny - Kategorie: Listy spod róży, Fotografia+ - Tagi: andaluzja, hiszpania, olvera, ronda - Skomentuj


Alien: Romulus

Być może bardzo narzekałam na poprzednie części z uniwersum Obcego (na Covenanta czy wcześniej na Prometheusa), ale tym razem złego słowa nie powiem! Grupa nastolatków chce uciec z górniczej planety, bo nie chcą skończyć jak ich rodzice, ciężko chorujący/umierający młodo z powodu kiepskich warunków pracy w kopalni. Uciec, bo na legalu się nie da - są nieformalnymi niewolnikami, jak w “Paragrafie 22” można prosić o pozwolenie na wyjazd, jak się przepracuje odpowiednią liczbę godzin, ale… limity się regularnie podnoszą. Dopisuje im szczęście - tuż przy planecie pojawia się porzucona stacja kosmiczna, na oko sprawna, może uda się ją wykorzystać, zwłaszcza że mają ze sobą androida, który potencjalnie może się ze stacją połączyć. Już z tytułu serii wiadomo, że szczęście dzieciaków jest złudne, bo nie dość, że trafiają na znanego z pierwszej części androida, to jeszcze cały statek jest zasobnikiem z Obcymi. Dużo strzelania, krwi, syczącego kwasu, zaskoczek i

jump scare’ów, ale to bardzo zgrabny film przygodowy; dzieciaki są mądrzejsze i sprytniejsze od marines. Dużo mrugnięć okiem do fanów serii, chociaż bez zbytniego popadania w groteskę.

Napisane przez Zuzanka w dniu Saturday July 11, 2026

Link permanentny - Kategoria: Oglądam - Skomentuj