Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Więcej o podgorica

O spontanie

[16-19.07.2026]

Jeszcze nie przetrawiłam czerwcowo-lipcowego wyjazdu do Andaluzji, a już pojechałam do Czarnogóry na weekend, konkretnie do Podgoricy. Nie planowałam tego jakoś specjalnie z rocznym wyprzedzeniem, w zasadzie to chciałam polecieć do Kopenhagi, ale mnie niedużo trzeba (tani lot, tani apartament, znajoma opowiadająca, że w Czarnogórze fajnie), żeby zmienić plany. Miałam wyjątkowo natężony reisefieber, ale wyjazd - pomijając może upał[1] i ząb[2] - okazał się bardzo przyjemny i wypoczynkowy. Było jedzone, było dużo pite, zimnego i bardzo zimnego (może stąd katar po powrocie), było chodzone, było głaskane[3], było wzdychane do księżyca (głównie w stylu “za duże kontrasty!”). Można na dowód, a płaci się euro, ale dla odmiany się nie jest w Unii, więc są różne zabawne kontrasty - a to w knajpach się powszechnie pali, w sklepach są Zupełnie Inne Marki (no dobra, była Terravita i Pudliszki) czy też napisy są niekonsekwentnie dwualfabetowe. Poza tym czysto, ludzie ładni i mówią w języku prawie że zrozumiałym dla Polaków.

I tak, potwierdzam, w samej Podgoricy nie ma żadnych spektakularnych zabytków, są mosty przez rzekę i widoki, ale to bardzo przyjemne miejsce na weekend, a ze względu na to, że w Czarnogórze wszędzie blisko, warto mieć na uwadze jako stałą lokalizację przy jeżdżeniu tu i ówdzie. Bardzo zielono, drzewa, parki, malownicze wzgórza, ogłuszające cykady, w zieleni i kwiatach pomniki (słynny spomenik Josipu Brozu Tito), mnóstwo restauracji i pubów, letnimi wieczorami tłumy, nieco mniej tłumnie o porankach.

GALERIA ZDJĘĆ.

[1] Jak w Polsce się przyjemnie schłodziło, tak w Podgoricy poza pierwszym dniem, gdzie drobny deszczyk, było ostre słońce i temperatury 38-39. Trochę dużo.

[2] Z ubiegłorocznego letniego weekendu w Berlinie wracałam bez wypadniętego wkładu korzeniowego, tym razem wtem ukruszył mi się ząb na froncie. Boję się jechać na następne wakacje!

[3] To nie tak, że najciekawszą częścią Muzeum Historii Naturalnej, o czym niebawem, był kot, ale nie mówię, że nie spędziłam czasu przed wejściem z prześlicznym burasem. Oraz warto uważać na psy, które się kręcą po mieście. Zachęcił mnie do kontaktu śliczny labradorowaty pod restauracją, po czym - pogłaskany - zamerdał całym psem i stwierdził, że teraz jesteśmy jego ludźmi i idzie z nami. No przecież nie wsadzę takiego dużego psa do podręcznego! Na szczęście trzy ulice dalej został przy ewidentnie zaprzyjaźnionym zakładzie fryzjerskim. No ale serio.

Napisane przez Zuzanka w dniu Wednesday July 29, 2026

Link permanentny - Kategorie: Listy spod róży, Fotografia+ - Tagi: czarnogora, podgorica - Skomentuj