Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Ann Cleeves - Czerwień kości / Błękit błyskawicy

”To tylko wrażenie, że wyspiarze nigdy nie uwolnili się od swojej historii. Że nie mają wolnej woli. Albo że nie mają ochoty sobie na jakąkolwiek pozwolić”.

Tytułową “Czerwień kości” widać w wykopie archeologicznym na wyspie Whalsay, rodzinnej wyspie Sandy’ego Wilsona. Wykopaliska odbywają się na ziemi jego babki, Mimy, zażywnej staruszki w typie Niani Ogg, popijającej rześko procentowe napoje, wiecznej wdowy nie stroniącej - choć dyskretnej - od uciech cielesnych. Sandy na urlopie, nieco pijany po imprezie z kolegami z młodości, idzie do babki wytrzeźwieć, co udaje mu się niespodziewanie szybko, bo znajduje jej zwłoki, odziane w żółty płaszcz przeciwdeszczowy jednej z archeolożek. Wydaje się, że to wypadek - jego kuzyn Roland, również pod wpływem alkoholu, wyszedł postrzelać do królików i chociaż zaklina się, że nie strzelał w stronę chaty Mimy, to była mgła i poczuwa się do winy. Perez przybywa na wyspę, chociaż wszystko wygląda na nieszczęśliwy wypadek; do czasu aż jedna z archeolożek - wycofana i depresyjna Hattie - nie zostaje znaleziona martwa w wykopie.

”Błękit błyskawicy” oryginalnie miał być finałowym tomem kwartetu; to, że wyszły kolejne trzy tomy, to raczej nie było początkowym planem autorki.

W Centrum Turystyczno-Badawczym na Fair Isle, rodzinnej wyspie Pereza, odbywa się jego przyjęcie zaręczynowe z Fran. Impreza kończy się małą awanturą, kiedy Angela, ornitolożka-celebrytka, zarządzająca Centrum, zostaje oblana piwem przez pijaną pasierbicę. Następnego poranka Angela zostaje znaleziona martwa. Jako że nad wyspą przetacza się fala kiepskiej pogody, nie pływają promy ani nic nie lata, Perez jest zdany tylko na siebie, chociaż - jak się okazuje w trakcie śledztwa - zaangażowani mogą być również członkowie jego rodziny. Niedługo potem ginie Jane, zdolna i doskonale zorganizowana kucharka w Centrum, wreszcie w dramatycznym finale morderca uderza po raz trzeci.

J svanyr zbeqrepn mnovwn anemrpmbaą cbyvpwnagn, xgóen joerj bonjbz Crermn jłąpmlłn fvę j śyrqmgjb. Wn jvrz, żr cemlcnqxbjn śzvreć anemrpmbarw Crermn zvnłn olć gnxvz zbpalz chaxgrz an xbavrp, nyr gb ebmjvąmnavr nofbyhgavr avr snve. J frevnyh bjfmrz, Crerm wrfg mtbemxavnłl v fnzbgavr jfcółjlpubjhwr m ovbybtvpmalz bwprz whż anfgbyrgavą Pnffvr (j xfvążpr j zbzrapvr śzvrepv zngxv qmvrjpmlaxn zn 6 yng), nyr śzvreć Sena bqoljn fvę cemrq cvrejfmlz bqpvaxvrz. J xbyrwalpu gbznpu, xgóer whż cemrpmlgnłnz, Crerm cbjbyv cbqabfv fvę cb genhzvr.

Inne tej autorki tutaj.

#104-105

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota sierpnia 22, 2020

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: 2020, kryminał, panie - Komentarzy: 1


Ann Cleeves - Czerń Kruka / Biel nocy

Inspektor Jimmy Perez, rodowity Szetlandczyk z Fair Isle, chociaż z hiszpańskich nazwiskiem, jest wzywany do wszelkich poważniejszych przestępstw w okolicy (co czasem oznacza pływanie promem z wyspy na wyspę). Uwielbia swoją pracę nie tylko dlatego, że pilnuje prawa, ale z etnologicznym zacięciem obserwuje ludzie sekrety i rzeczy, które zwykle ukrywają. Rozwiedziony, nie bardzo umie znaleźć równowagę między pracą a życiem prywatnym, ale nie aż tak jak współpracujący z nim inspektor Roy Taylor z Inverness, ambitny pracoholik bez bliskich. Poza epizodycznie pojawiającą się prokuratorką i ekipą techniczną, na posterunku pracuje też Sandy Wilson, pochodzący z wyspy Whalsay, jak to oględnie Perez stwierdził, “czasami wydawał się największym durniem w Szkocji”, ale za to świetnie ogarnia komputerowe technikalia.

"Czerń kruka"

Zima na Szetlandach. Fran, rozwiedziona artystka, znajduje odcinające się kolorem od płaszczyzny śniegu zwłoki nastolatki, Catherine. Ludzie wtem przypominają sobie o poprzedniej niewyjaśnionej zbrodni - kilkanaście lat wcześniej zniknęła mała Catriona, mieszkająca w tym samym domu co współcześnie Catherine. Wszystkie tropy wskazują na Magnusa, nieco opóźnionego i autystycznego starszego samotnego mężczyznę, mieszkającego po sąsiedzku. Obie dziewczyny bywały w jego domu, Catherine nawet w dniu śmierci. Jimmy Perez jednak nie do końca wierzy w łatwe rozwiązanie, nawet kiedy Fran przypadkiem odkrywa zwłoki Catriony niedaleko domu Magnusa, odsłonięte w wyniku osunięcia gruntu po burzy. Podejrzewa nauczyciela Catherine, który zainteresowanie dziewczyny potraktował dość osobiście; byłego męża Fran, lokalnego bogacza i bon-vivanta; młodego rybaka, obiekt westchnień wielu dziewczyn; ojca przyjaciółki Catherine, Sally, działacza ekologicznego, który znika wieczorami z domu. Tuż przed finałem, w trakcie hucznych obchodów lokalnego święta, znika Cassie, córka Fran (kolejna dziewczyna o imieniu na C).

"Biel nocy"

Lato na Szetlandach, słońce nie zachodzi całkowicie, ludzie są niewyspani i drażliwi. Na wernisażu prac lokalnej sławy, Belli i Fran (tu już partnerki Pereza) dochodzi do dziwnej sceny - obcy mężczyzna płacze przed jednym z obrazów, po czym informuje, że ma amnezję i ucieka przed Perezem na plażę. Następnego dnia zostaje znaleziony martwy, powieszony w rybackiej szopie opodal, z twarzą w masce klauna; odkrywa go Kenny, sąsiad Belli. Wernisaż nie tylko z tego powodu był porażką - mężczyzna przebrany za klauna rozdawał wcześniej ulotki z informacją, że impreza jest odwołana z powodu śmierci. Niedługo potem ginie siostrzeniec Belli, obiecujący młody muzyk. Przy okazji ekipa przeszukująca okolice klifu znajduje kości sprzed lat. Perez podejrzewa o wszystko pisarza, który przyjechał na Szetlandy dla klimatu, a do tego jest zainteresowany Fran; podejrzenia są tym bardziej sensowne, bo pisarz był już na wyspie przed laty, kiedy wyjechał brat Kenny’ego i nie dał potem znaku życia (pb wrfg ancenjqę gnx gbcbealz ebmjvąmnavrz snohynealz, żr nż obyv - avr cvfnł, ob bq xvyxhanfgh yng yrżnł znegjl cb hcnqxh m xyvsh).

W obu tomach rozegrany jest kontrast między sielskością otoczenia i pozornym poczuciem bezpieczeństwa mieszkańców małych wysp, gdzie wszyscy wszystkich znają, a zło może przyjść tylko z zewnątrz.

Jeśli coś Wam to przypomina, to tak - na podstawie książek powstał serial, kiedyś dostępny na Netflixie (przynajmniej sezony 1-3, teraz jest już 5).

Inne tej autorki tutaj.

#102-103

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek sierpnia 14, 2020

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: 2020, kryminał, panie - Komentarzy: 3


Henning Mankell - Mózg Kennedy’ego

Louise Cantor, szwedzka archeolożka w średnim wieku, wraca z wykopalisk w Grecji na chwilę do rodzinnego miasta, żeby wygłosić odczyt naukowy. Cieszy się, bo to dobra okazja do spotkania z dorosłym, 25-letnim synem Henrym. Niestety, kiedy dociera do jego mieszkania, znajduje zwłoki. Szok, policja skłania się do teorii, że samobójstwo, na co Louise nie może się zgodzić. Rozpoczyna na własną rękę poszukiwanie prawdy i szybko odkrywa, że jej syn ukrywał przed nią mnóstwo rzeczy - mieszkanie w Barcelonie, liczne pobyty w Afryce, kochanki, straceńczą misję odkrycia prawdy o “hospicjach” dla chorych na AIDS w Mozambiku i wreszcie fakt, że był nosicielem wirusa HIV.

I jakkolwiek to dobrze napisana książka, śledztwo prowadzone przez Louise jest ciekawe i poruszające, tak modus operandi bohaterki jest, oględnie mówiąc, drażniący. Pani archeolog podejmuje decyzje spontanicznie - to rusza na Antypody, bo tam podobno ostatnio był jej były mąż, ojciec Henry’ego; tamże odpytuje losowe osoby, wszak wszyscy na pewno znają ekscentrycznego Szweda. Podobnie z wyprawą do Afryki - przeglądając w Barcelonie rzeczy syna, odkrywa informację o dziewczynie z Mozambiku, rusza więc ze zdjęciem syna rozpytywać przypadkowe osoby.

Finał jest mocno nieokreślony - bohaterka niby odkryła, że albo ktoś syna zabił lub zmusił do samobójstwa, niby otarła się o światowy spisek, mający na celu eliminację/osłabienie natywnych mieszkańców Afryki, ale na tym się opowieść kończy. Nie wiemy, czemu zniknął Aron i kto śledził każdy krok Louise. Warto, bo Mankell nie rozczarowuje jako pisarz, tematyka raczej z tych cięższych, ale jeśli szukacie czegoś, co zostawia z katharsis, to weźcie inną książkę tego autora.

Inne tego autora tutaj.

#101

Napisane przez Zuzanka w dniu środa sierpnia 12, 2020

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: 2020, kryminał, panowie - Skomentuj


Mariusz Czubaj - Około północy

1969. W dziwnych okolicznościach umarł Komeda, Warszawka jest pełna plotek; na pogrzebie spotykają się wszyscy, którzy się o Komedę otarli, w tym narrator - Tadeusz Janczar (ale nie ten aktor), kontrabasista z mroczną przeszłością. Zwykle grywa na pogrzebach, jeśli akurat nie gra jazzu w jakimś modnym klubie, tym razem nie. Po pogrzebie stypa, wspominki, jeden bar, kolejna knajpa, wódka, kolejna wódka, bo zdrowie nieboszczyka trzeba wypić. I tak toczy się akcja większość czasu - alkohol, rozmowy, muzyka, długie noce, przypadkowa podrywka, bo dziewczyny lecą na muzyków. Ale to powierzchnia. Pod spodem jest trudna, wojenna przeszłość narratora, który widział dużo śmierci, a niektóre - jako cyngiel AK - sam spowodował, wychodzą też powidoki po wydarzeniach z 1968. Teraz Tadeusz chce wyjaśnić, kto zabija dziewczęta na ulicach.

Mam mieszane uczucia po lekturze. Intryga jest zgrabna, nieprzewidywalna (lubię rozwiązania, kiedy moebqavr fą rsrxgrz qmvnłnń qjópu avrmnyrżalpu zbeqrepój - ghgnw wrqra wrfg mjlebyrz, n qehtv mjlpmnwavr pupr hxelć cemrfmłbść, jvęp ryvzvahwr śjvnqxój), realia oddane świetnie, czuć duch Tyrmanda i “Złego” unoszące się nad ulicami Warszawy Czubaja, a dodatkowo takie osadzenie w czasie ma sens fabularny. Nie złapałam jednak zupełnie motywu z “widzącym przyszłość” Quasimodo; użyteczność jego przepowiedni była mniej więcej na poziomie “Przistoynych i akuratnych profecyj” Agnes Nutter.

Inne tego autora tutaj.

#100 (wiem, wiem)

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek sierpnia 10, 2020

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: 2020, kryminał, panowie - Skomentuj


O tym, co po drodze z Łagowa

[22.07.2020]

Można prosto autostradą do Poznania, ale można też pokręcić się nieco po mniej uczęszczanych drogach. Do Świebodzina pojechaliśmy po okulary do pływania, bo młodzież się tak pakowała, że zapomniała (podobnie jak dolnych części garderoby, przez co miała jedną parę legginsów, przypadkiem mokrych oraz dresiwo, co to je zabraliśmy na wyprawę do bunkrów, nieco przyciepłe na letni dzień). Brakujące lżejsze gatki kupiłam młodzieży w najstarszym centrum handlowy (wiem, że stary żart, ale dalej mnie bawi) w cieniu żelbetonowego Króla Polski. I naprawdę nie czepiam się samego pomnika, bo jest estetyczny i starannie wykonany. Ale ten kontekst. Oraz rodzina nie pozwoliła mi na obejrzenie Sanktuarium Miłosierdzia Bożego, nad czym ubolewam, zachwycona zewnętrzem budynku.

Pałac w Gliśnie można obejrzeć z zewnątrz, w środku są biura Ośrodka Postępu Rolniczego; budynek jest w dobrym stanie, ale w takim stopniu pomiędzy zadbaniem i niezadbaniem jak pałac w Miłosławiu - nie ma przyciągać zwiedzających. A szkoda, bo to naprawdę ładne miejsce. Można też po parku, chociaż wszędzie straszą, że do piknikowiczów wyślą policję. Chciałam zatrzymać się też niedaleko, w Nowej Wsi, ale tu z kolei pałac był ściśle ogrodzony i niedostępny.

W drodze. Śmieszne nazwy miejscowości: Poźrzadło, Ledow, Niedźwiedź, Nietoperek, Pieski, Cibórz czy Rudgerzowice.

Wreszcie Międzyrzecz. Najlepsza restauracja wyjazdu - grecka "Zorbas" (Garncarska 2, zupełnie niewyględna okolica koło bazarku); nie mam zdjęć, bo zanim się ogarnęłam, to już wszystko zjadłam. Krótki spacer dookoła zamku, bez zwiedzania, bo tuż przed zamknięciem oraz zakatarzona młodzież miała wszystko za złe; park i posągi męczenników w parku.

Mural przy wjeździe

GALERIA ZDJĘĆ.

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela sierpnia 9, 2020

Link permanentny - Kategorie: Listy spod róży, Maja, Fotografia+ - Tagi: miedzyrzecz, glisno, swiebodzin, polska, lubuskie - Skomentuj


Czarny punkt

Małe francuskie miasteczko w Wogezach, Villefranche, bociany zawracają, odizolowane od świata, wcale nie jest sielską okolicą. Mieszkańcy żyją w ciągłym strachu przed mistycznym lasem, niektórzy ciągle oddają cześć starym bogom (por. Hern, Leszy), kraczą czarne ptaki, a wskaźnik przestępstw jest najwyższy w kraju. Mimo wysiłków major Lauren Weiss, przywódczyni trzyosobowego zespołu żandarmów, co chwila coś się dzieje - porwanie dziecka, zaginiona kobieta w jaskiniach, zemsta gangu, pedofil, zamordowany szantażysta, śmierć nastolatka w lesie podczas rytuału przejścia. Nawet przysłany z większego miasta prokurator Siriani, skądinąd urocza postać, nie jest w stanie wyjaśnić tego nagromadzenia zbrodni. Inna sprawa, że głównie mu zależy na oskarżeniu mera miasteczka, który - wraz z ojcem - prowadzi ciemne interesy na szkodę społeczności. Podobny cel ma lokalna bojówka ekoterrystyczna. Ten wątek i dwa inne śledztwa - sprawa zaginionej Marion, 16-letniej córki mera oraz poszukiwania miejsca i sprawcy traumatycznego porwania Lauren przed 20 laty - spajają poszczególne, częściowo niezależne epizody.

Nie wiem, naprawdę nie wiem, jakim cudem “Zone blanche” (w serialu oznaczająca miejsce bez zasięgu telefonów, niezbadane) stała się “czarnym punktem”, ale pomijając kwestię nietrafionego tłumaczenia, to wyjątkowo wciągający serial. Dramatyczne śledztwa są kontrapunktowane komizmem postaci - Siriani ma cały bagaż alergii i zachowań kompulsywnych, Misiek - asystent Lauren - to uroczy brodacz o skrywanym życiu uczuciowym, Hermann - najstarszy na posterunku, taki modelowy wesoły wujek z wąsami - wolałby spędzać czas łowiąc ryby, starsza pani obserwująca ulicę z parapetu okazuje się mieć prawie że komandoskie doświadczenie z bronią. Do tego mroczne, piękne górskie pejzaże plus świetna muzyka.

Tajemnica zaginięcia Marion wyjaśnia się w pierwszym sezonie, tajemnica porwania Lauren - w pewnym sensie w drugim, ale zakończenie sezonu jest otwarte. Myślę, że i sezon trzeci mógłby być ciekawy, jeśli jeszcze ktoś im został w miasteczku żywy.

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota sierpnia 8, 2020

Link permanentny - Kategorie: Oglądam, Seriale - Komentarzy: 1


O spacerach zorganizowanych - Stadion Szyca

[18.07.2020]

To absolutnie fascynujące, zwłaszcza patrząc na kolejne biurowce i ciasno stłoczone przedsięwzięcia deweloperskie, że w samym centrum Poznania, koło Starego Browaru, jest ogromna, nieuczęszczana łąka. To - jak się można domyślić z tytułu notki - nieużywany stadion z lat 30. XX wieku. Z bogatą historią i licznymi przebudowami, zniknął z mapy Poznania w transformacyjnych latach 90. Podarowany przez miasto klubowi sportowemu w dzierżawę, przekazany prywatnej firmie z kapitałem zagranicznym, wreszcie z powrotem na łonie miasta, zarasta zielenią i powoli się rozsypuje. Z dawnej korony jest piękny widok na panoramy Poznania. Zieleń bujna, po pas, wszystko brzęczy, bzyczy i szumi; resztki trybun wyglądają na nagrobki, farba na bramkach się malowniczo łuszczy. Aktualnie bardziej dociekliwy przechodzień ogarnie, jak wejść (nie zawsze w sposób łatwy i bezpieczny); fajniej by było, gdyby można było tak zwyczajnie, jak do parku.

GALERIA ZDJĘĆ.

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek sierpnia 6, 2020

Link permanentny - Kategorie: Fotografia+, Moje miasto - Skomentuj


Paweł Huelle - Opowiadania na czas przeprowadzki

Z pewnym wstydem wyznam, że wcale nieduży tomik przeczytałam dopiero za trzecim podejściem; możliwe, że znęcona tytułem zaczęłam go czytać w 2015, kiedy przenosiłam się z Suchego Lasu na Dębiec, nie wypieram się. A warto, bo to zgrabne historie o przeprowadzce w nieco szerszym sensie - o Niemcach, którzy mieszkali przed i w czasie i po wojnie w okolicach Gdańska. O zmianach w ich życiu, rzeczach, które zostawili, a ich aktualni właściciele mają poczucie, że i tak po nie wrócą, więc nie należą do nich. Różne opowieści, różne narracje - wyprawa w poszukiwaniu stołu, który zastąpi kiwający się poniemiecki; Frau Hoffmann, złośliwie zwana dziedziczką, grająca na pianinie w rozgrabionej przez kwaterunek willi i matka, nienawidząca każdej nuty “niemieckiej muzyki”; wyrzucony ze stoczni inżynier, szukający z synem ślimaków, żeby zarobić na życie; wizyta dziadka, który dla odmiany przyleciał samolotem; wreszcie wyprawa na narty z wujem Henrykiem i zagubiona w czasie i przestrzeni wioska, gdzie konflikty rozwiązywała walka kogutów. Zapach, kolor, światło - to wszystko Huelle umie wtłoczyć w litery, nawet jeśli opisuje tylko drobny epizod większej historii.

Inne tego autora tu.

#99

Napisane przez Zuzanka w dniu środa sierpnia 5, 2020

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: 2020, beletrystyka, panowie - Komentarzy: 3


Ewa wzywa 07 77-78

Andrzej K. Bogusławski - Sprawa, której nie było #77

Spis osób:

  • Józef Meier, ps. Szef - antykwariusz, łysawy staruszek
  • Edward Molenda, ps. Mały - potężny osiłek o twarzy dziecka
  • Zbigniew Targowski, ps. Gładki - szczupły mężczyzna o pustych oczach, niegdyś aktor
  • kapitan Zakrzeński - 10 lat po ślubie, a z żoną nie dorobili się dziecka
  • pułkownik Wilk - siwe włosy i zadziwiająco młoda twarz, co prowokuje do nieregulaminowych poufałości
  • porucznik Staszek Knapik - powolny, ale pracowity i niesamowicie dokładny
  • sierżant Walny - wszelkie formalności są mu obce, zwłaszcza podczas akcji
  • plutonowy Golik - patroluje pod ambasadami
  • Mariola Załęska - studentka anglistyki, 170 cm, długie jasne włosy
  • Jerzy Cielecki - denat spod lodu, przeciętniak, ale taki miły i dobry człowiek
  • inżynier Władysław Huziński - delegowany pracownik centrali Handlu Zagranicznego, wiecznie zaaferowany
  • Leokadia Góralczyk - ajentka kawiarni “Stokrotka”, przyszywana ciocia Marioli
  • docent Tołłoczko - opiekun roku Załęskiej
  • Żelazkowa - można u niej niekrępująco przenocować i kupić pół litra
  • Jan Dudziński[1] - podobno dyrektor kombinatu przemysłowego, współpasażer Marioli na statku z Londynu[2]
  • Irena - straumatyzowana ofiara napaści[3]
  • Ewa Małkowska - również ofiara napaści
  • Franek - szczupły niepozorny blondynek, wywiadowca
  • Amelia Kołodziej - głuchoniema i upośledzona siostrzenica sąsiadki Molendów
  • Pułkownik Wilk - surowy, ale sprawiedliwy
  • sierżant Barbara - wygląda na licealistkę, ale fachowo zajmuje się ochroną świadków

Kapitan Zakrzeński łączy ze sobą dwie niezwiązane spray - denatkę w śniegu (umarła na atak serca, ale wcześniej ktoś ją chciał udusić) i denata spod lodu (z dziwną karteczką zaciśniętą w dłoni). Połączenie jest nieco karkołomne - przy obu ofiarach znaleziono plastik[4], ale szef się zgadza. Po ponad roku od śmierci mężczyzny zgłasza się studentka anglistyki, Mariola, twierdząc, że to jej były chłopak. Dzięki temu śledztwo rusza, odkrywając przemyt i demonicznego zbrodniarza[5], który nie waha się użyć ograniczonego intelektualnie chłopaka do mordowania niewygodnych świadków.

Się jeździ: do Londynu, ale nie warto: ”Wielkie mecyje ten cały Londyn. Jak nie strajk poczty, kolei czy prasy, to zamachy bombowe”.
Gender na co dzień:

[Sąsiedzi nic nie słyszeli, bo w telewizji był angielski serial historyczny o Henryku VIII].
A kobiety?
Nie wszystkie mają czas na telewizję, nawet wieczorem.

[1] Ale tak naprawdę Teofil Myrdal (sic!), skromny urzędnik w instytucji powiatowej.

[2] Ach, te podróże. Mariola wraca z Londynu do Gdyni statkiem, a jeden ze świadków będzie już za tydzień, bo właśnie zaokrętował się na statek PLO.

[3]

… Nim zdążyłam się odwrócić, chwycił mnie obiema dłońmi od tyłu…
- Za gardło? - Knapik starał się wyobrazić sobie opisywaną scenę.
- Nie. Za biust. Aż do bólu - wyjaśniła spokojnie. (...) Nie zgłaszałam, bo to było straszne przeżycie, wstydziłam się.

[4] Bawiąc-uczyć: co to jest metakrylan metylu (pleksiglas).

[5] Zlecający zbrodnie okazuje się być oczywiście ukrywającym się od wojny Niemcem.

Aleksander Mag - Podwójna gra #78

Spis osób:

  • Kapitan SB - anonimowy, ale zaangażowany
  • Szaman, Wilk, Cichy, Rogacz, Orkan, Halny, Korek, Łasica, Kuna, Sokół, Jeleń, Roland, Kmicic, Wilk, Synek - członkowie Podziemnej Armii Niepodległościowców, absolutnie pozbawieni cech indywidualnych
  • Szarotka - niebieskooka, piękna dziewczyna, o dwu wspaniałych, jasnych warkoczach, była flama Łuki
  • Janosik, Orlik, Mańkut, Urban - licealiści zwerbowani do Armii
  • Stanisław “Ewir” - dowódca Armii, jego pochwała znaczy wiele, tyle że to psychopata
  • Łuka - zwany “Dynią” kolega kapitana, poproszony o przeszpiegi w Armii
  • Jędrek - szemrany gość, załatwia panienki i dolary
  • komendant - słowacki milicjant z Preszowa
  • Janko, Martin - preszowscy przedstawiciele władzy
  • Karol - słowacki łącznik z Armią
  • Małej - SB

1948. “Podziemna Armia Niepodległościowców”, w dużej mierze zbudowana z byłych wojskowych (ale werbują i licealistów), zbiera fundusze za pomocą napadów i morderstw; tu oskubią sklep, tam punkt skupu. Wszystko to oczywiście w imię walki z bolszewikami i odbudowy Prawdziwego Państwa Polskiego. Kapitan SB namawia kolegę z wojska, Łukę, na przyłączenie się do bandy “Ewira”, którego Łuka znał w czasie wojny, żeby rozbić bandę od środka. Po początkowych wahaniach, Łuka zgadza się, obserwując bandytyzm podczas napadów Armii, tym bardziej, że łączniczką z Armią okazuje się jego była miłość[1] i sprawa jest osobista. Udaje się mu namówić “Ewira” na transfer na Zachód przez Słowację (która wtedy nie istniała), co jest pieczołowicie przygotowane przez współpracujących milicjantów z obu krajów. Jest i podstawiony przewodnik, zaprawione środkiem nasennym piwo w “bezpiecznym” zajeździe, wreszcie niby liniowy autobus, wiozący robotników leśnych. Na końcu dramatyczny finał z wieloma wystrzałami.

[1] Co jest o tyle dziwne, że Szarotka ma podobno 18 lat, więc kilka lat wcześniej Łuka się chyba angażował z nieletnią.

Inne z tego cyklu tutaj.

#98 (przeczytałam też po raz kolejny EW076)

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek sierpnia 4, 2020

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: 2020, kryminał, panowie, prl - Komentarzy: 3


O przystanku w Dusznie

[11.07.2020]

Jestem z siebie dość dumna, bo udało mi się zrobić prawie identyczny zestaw zdjęć co trzy lata temu. Historia wieży widokowej jest ciekawa - umieszczona w 1942 przez Niemców w najwyższym punkcie Pojezierza Gnieźnieńskiego, na Wale Wydartowskim, miała 70 metrów. Wytrzymała do uderzenia pioruna w 1956 roku, wtedy została zastąpiona wieżą 50-metrową, a potem 25-metrową, rozebraną w latach sześćdziesiątych. Aktualna wieża widokowa ma 13 metrów i to jest już całkiem sporo schodów do wspinania, nie wyobrażam sobie wchodzenia na wysokość 70 metrów (zwłaszcza że w kość mi dała raptem 24-metrowa wieża w zamku w Łagowie).

GALERIA ZDJĘĆ.

PS Padły pytania o pantofle, bo już któryś raz są na moich zdjęciach - to baleriny firmy Jana, kolor chili, dostępne na Zalando (link niesponsorowany).

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek sierpnia 3, 2020

Link permanentny - Kategorie: Listy spod róży, Wielkopolska w weekend, Fotografia+ - Tagi: duszno, polska - Skomentuj