Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu
[25.12.2025]
Świadoma tego, że Amsterdam 25 grudnia jest raczej pozamykany, w przeciwieństwie do 26 grudnia, kiedy już nie, szukałam rzeczy, które mimo świąt będą czynne (czytaj: turystyczne). Padło na rejs po kanałach, tym bardziej, że w grudniu i styczniu trwa Amsterdam Light Festival, gdzie oprócz zwykłych światełek nad kanałami, są też wystawione iluminacje. Można oczywiście oglądać je z ulic, ale trochę się trzeba nachodzić, a aura była nieco niesprzyjająca (czytaj: piździło jak w kieleckiem). Z nabrzeża pod Centraal Station (o czym niebawem) wypływają barki, a płynie ich mnóstwo. Różnią się komfortem i wyposażeniem, można all inclusive, można ekonomicznie. Zaleta jest taka, że nie pada na głowę i jest ciepło oraz można na przykład takie grzane wino, nawet jeśli się człowiek nieco poleje, a potem dostaje migreny. Nie mówię, że nie warto, chociaż napitek był raczej podły. Wodzirejem imprezy był holenderski Strasburger, opowiadający suchary oraz przeurocza androgyniczna osoba płci nieistotnej, opowiadająca o kolejnych instalacjach. Zdjęcia czasem pretekstowe, przez szybkę, bez szybko pewnie lepiej, ale za zimno. Rejs się przedłużył ponad planowaną godzinę i 15 minut, bo nawet na kanałach można stać w korku.










