Więcej o
panowie
Marjorie Baldwin (albo Piętaszek Jones) jest SIL - Sztuczną Istotą Ludzką, zwaną też artefaktem. Nie do odróżnienia z wyglądu od zwykłych ludzi, ma jednak nadludzkie zdolności regeneracyjne, szybkość, siłę, inteligencję i co ino, dzięki czemu doskonale sprawdza się w zadaniach specjalnych. Pracuje dla tajemniczej korporacji jako kurierka i poznajemy ją, kiedy jakimś cudem zostaje pojmana przez wroga, ale niczego nie ujawnia mimo obficie opisywanych przez autora tortur (typu tjnłg tehcbjl pml bqpvanavr cvrefv). Po uratowaniu bierze urlop, ale wtem wydarzenia Czerwonego Czwartku - serii zamachów, które destabilizują kruchy pokój międzynarodowy - odcinają ją od zasobów i szefa. Pół tomu usiłuje się przedostać do swojego kraju, drugie pół - usiłuje dyskretnie opuścić Ziemię na życzenie swojego zmarłego szefa, kiedy już do swojej korporacji powróci. A, i odzyskać kontakt z przyjaciółmi poznanymi w trakcie wydarzeń, bo teraz są jej rodziną.
Co mnie podkusiło, żeby wyjąć tę ramotkę (44 lata to już ramotka!), to sama nie wiem. Kiedyś zachwycałam się Heinleinem[1] i jego wizjami, dziś zastanawiam się, dlaczego główną cechą protagonistki jest nimfomania przedstawiana jako “zdrowe podejście do seksu”. Piętaszek udostępnia swoje ciało każdemu, kto ma na nią ochotę, bo ona ochotę ma zawsze, nawet jeśli jest sponiewierana i skrzywdzona. Fabuła jest pretekstowa, przetykana rozważaniami o tym, czy człowiek sztucznie wyhodowany jest rzeczywiście gorszy od urodzonego naturalnie; nie, a nawet lepszy, chociaż to społecznie niewygodna prawda. Nieźle się czyta, taka przygodówka dla fanów rozebranych bohaterek, ale na koniec nie zostaje żadna głębsza myśl.
[1] Czy “Obcy w obcym kraju” też mnie aktualnie będzie mierzić? Ostatni raz czytałam go ponad 20 lat temu!
#129
Napisane przez Zuzanka w dniu Monday September 28, 2026
Link permanentny -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
2026, panowie, sf-f
- Skomentuj
Finlandia, lata 50 XX wieku, jeszcze pobrzmiewają echa ledwie zakończonej wojny. Gunnar Huttunen kupuje stary młyn, próbuje go wyremontować i oferuje mieszkańcom okolicznych wsi usługi. Brzmi sensownie, problem w tym, że młynarz jest nieco ekscentryczny - mówi zbyt szczerze, czasem wyje jak wilk, czasem udaje zwierzęta lub celnie parodiuje innych ludzie ku radości dzieci i zgorszeniu rodziców, zwłaszcza tych parodiowanych. Ma też ogromne poczucie sprawiedliwości, więc kiedy czuje się źle potraktowany, jego reakcja bywa gwałtowna. Próbuje sobie z tym radzić, zwłaszcza że się zakochuje i udaje się po poradę do lokalnego doktora, który lekkomyślnie przepisuje mu coś, co dziś pewnie nazwalibyśmy substancjami psychoaktywnymi. Efekt jest katastrofalny, doktor nie bierze odpowiedzialności, zaczyna się nagonka na pechowego młynarza, co kończy się umieszczeniem go w szpitalu psychiatrycznym. A z “Lotu nad kukułczym gniazdem” wiadomo, że jak się trafi do takiej placówki, to dostaje się łatkę wariata na zawsze. Na szczęście Huttunen ucieka i zaczyna żyć obok wsi, irytując wszystkich coraz bardziej.
Nie nazwałabym tej historii pogodną, raczej przerażającą, chociaż jest rzeczywiście dość humorystyczna. Zawiera mnóstwo celnych obserwacji na temat odstawania i ostracyzmu, jakim otacza się osoby dziwne z jakiegoś powodu, nawet jeśli problemem nie jest sama odmienność tych osób, a nieelastyczne zasady społeczne, cwaniactwo i egoizm otoczenia. Doskonale się czytało, uśmiechnęłam się raz czy dwa, ale pozostało mi poczucie niesprawiedliwości mimo - w pewnym sensie - pozytywnego zakończenia.
#127
Napisane przez Zuzanka w dniu Thursday September 24, 2026
Link permanentny -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
2026, beletrystyka, panowie
- Komentarzy: 2
Mieszkający na Florydzie Eddie Rico, najstarszy z braci, jest “księgowym” - pod przykrywką legalnego biznesu zbiera haracz z kontrolowanego przez mafię hazardu. Jednocześnie przychodzi list od matki z Nowego Jorku i niespodziewanie pojawia się u niego jeden z braci, Gino, który również oddaje usługi Organizacji - jest sprawnym zabójcą. Pół roku wcześniej razem z trzecim bratem - kierowcą Tonym - przeprowadzili udaną akcję zlikwidowania jednej z przeszkadzających osób. Z listu matki Eddie już wie, że Tony zniknął, a od brata dowiaduje się, że Organizacja podejrzewa go o przeciek i usiłuje go znaleźć. Gino odmawia zabicia brata i ucieka, Eddie zaś myśli, że rzecz go nie dotyczy. Ale jest w błędzie, bo dostaje zadanie odnalezienia Tony’ego i przeprowadzenia z nim rozmowy “naprawczej”. Eddie sam nie wie jeszcze, co wybierze - wierność rodzinie czy mafii, ale wie, że przy każdej opcji ma wiele do stracenia.
Nietypowo, to nie powieść detektywistyczna, a thriller moralnego niepokoju, do tego dziejący się w USA, a nie we Francji. Nie ma śledztwa ani tajemnicy, wszystko dzieje się w głowie protagonisty, który wie, że bez względu na to, co wybierze, będzie żałował, bo albo pogrąży brata, albo straci swoją żonę i dzieci oraz pozycję, na którą latami ofiarnie pracował.
Inne tego autora, inne z tego cyklu.
#126/#23
Napisane przez Zuzanka w dniu Wednesday September 23, 2026
Link permanentny -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
2026, klub-srebrnego-klucza, kryminal, panowie
- Skomentuj
Zbiorek opowiadań, interesujących w formie, niekoniecznie łatwych w treści. Są historie pogodne, jak ta o ojcu, który śnił przyzwoicie o Avie Garner czy o spacerze ze starą matką, która tęskni za dawnym porządkiem świata. Są nowelki niepokojące - o więzieniu, nieco przypominającym zakład psychiatryczny - gdzie przetrzymywani są ludzie normalni czy o chatce w lesie, gdzie narrator mieszka z qhpunzv mtjnłpbalpu v mnzbeqbjnalpu qmvrjpmąg. Niektóre oniryczne i dziwne, jak ta o rzeczniku praw umarłych, którymi żywi sobie wycierają gęby bez potrzeby bądź o pięknej żonie brutalnego barona, o której prawda wychodzi na jaw podczas sekcji szczególnie szpetnego wieprza. Co ciekawe, co najmniej jedno z opowiadań było napisane współcześnie, bo to już świat z Internetem, chociaż opisywany z nietypowej perspektywy mnicha sprzed 2000 lat. Chyba tytuł jest zaskakująco trafny, treść zostaje w czytelniczce jak drzazga.
Inne tego autora.
#124
Napisane przez Zuzanka w dniu Friday September 18, 2026
Link permanentny -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
2026, beletrystyka, opowiadania, panowie
- Skomentuj
Dwójka rezolutnych 9-latków - Ika i Groszek - mieszkają w jednej kamienicy, chodzą do jednej klasy i zwyczajnie lubią ze sobą spędzać czas. Wtem jeden z sąsiadów wtacza na podwórko zdezelowanego Opla Kapitäna, planując go naprawić. Pewnego deszczowego popołudnia nudzące się dzieci słyszą w radio komunikat o zaginięciu małego Jacusia, po czym okazuje się, że samochód mruga do nich światłami. To początek pierwszej z przygód - samochód potrafi mówić, sam się prowadzi i pomaga Ice i Groszkowi odnaleźć porwanego chłopca. Podczas przygody drugiej podwozi dzieci na opuszczone lotnisko, gdzie odbiera ich równie wiekowy Jak, z którym lecą do Afryki ratować pasażerów zaginionego samolotu. Wreszcie podczas leniwego popołudnia w Kazimierzu (gdzie jechało się z Warszawy 4 godziny pociągiem, a potem godzinę autobusem) Kapitan zabiera dwójkę bohaterów do statku kosmicznego, gdzie - nieświadomi - mają przekonać mieszkańców planety Vega, że wbrew krążącej w mediach opinii, ludzie nie są tak do końca źli.
Zacznę od tego, że żałuję, że nie przeczytałam tej książki w dzieciństwie, bo zapewne - patrząc na mój eklektyczny gust - byłaby jedną z moich ulubionych. Co jest o tyle dziwne, że maniakalnie czytałam wszystkie lektury, a mój egzemplarz oznaczony jest jako lektura klasy V. Więc jakim cudem?! Teraz już za bardzo przeszkadza mi dydaktyczny smrodek, jakim książka jest przepojona. Samochód zaczyna swoją opowieść od historii wojennej, wyjaśniając, że był Dobrym Niemcem[1] (sic!). Dzieci wzajemnie się mitygują, żeby nikt nie zarzucił im, że są niegrzeczne, bo grzeczność przede wszystkim. Milicjanci są pomocni, no chyba że przypadkiem mają tak samo na imię jak poszukiwany listem gończym. Wreszcie dwójka dzieci jako niewinni ambasadorowie - tu już przewracałam oczami co chwila.
[1] Muszę zresztą przyznać - choć tu, w Warszawie, brzmi to trochę… niedobrze - że rzecz się działa w Niemczech. Bo ja właśnie stamtąd pochodzę. Ale umówmy się, że porządny samochód tak jak porządny człowiek potrafi zachować swoją porządność na każdym miejscu kuli ziemskiej.
#123/#22
Napisane przez Zuzanka w dniu Thursday September 17, 2026
Link permanentny -
Kategorie:
Słucham (literatury), Czytam -
Tagi:
2026, mlodziezowe, panowie, prl
- Komentarzy: 3
Mimo że na samym początku po wybuchu w laboratorium technik eksperymentalnych zostają znalezione zwłoki naukowca Kriwoszeina i pojawia się nieco zahukany kapitan Onisimow, to nie jest kryminał, tylko filozoficzna powieść science-fiction. I to absurdalnie bardzo aktualna, albowiem eksperyment Kriwoszeina polega na tym, że zmontował sobie super mózg elektronowy, który wtem osiągnął próg świadomości[1] i za jego pomocą uprawia vibe coding[2], konstruując z protoroztworu organizmy żywe. Najpierw króliki, a wyniki nieudanych eksperymentów kicają skrycie po parku, a potem ludzie, wszystko w celu uszlachetnienia radzieckiego człowieka. Dużo filozofowania o tym, co konstytuuje świadomość i jakim ograniczeniom powinna taka zabawa w demiurga polegać, a wszystko podlane socjalistyczną ideologią. Przezabawne są motta poszczególnych rozdziałów, głównie składające się z notatek niejakiego inżyniera K. Prutkowa typu “Ci, którzy uważają, że życie ludzkie w stosunku do dawnych czasów zmieniło się tylko powierzchownie, przyrównują ognisko, przy którym spędzali wieczory troglodyci, do telewizora, umilającego czas współczesnym. Porównanie to jest dyskusyjne, ponieważ ognisko i świeci, i grzeje, telewizor zaś tylko świeci, a i to z jednej strony”.
Się je: kiełbasę z kefirem.
Się pije i pali: tak.
[1] Być może frazy typu „Badanie możliwości samoorganizacji układu złożonego w układ o wyższym stopniu komplikacji przed integralnym (nie zróżnicowanym pod względem sygnałów i symboliki) wprowadzaniu różnorodnej informacji na drodze rozbudowywania układu zgodnie z jego sygnałem wyjściowym” przypominają mi to specjalizację magisterską pt. Kooperacyjne Systemy Informatyczne w Środowisku Wirtualnej Organizacji Działań, gdzie trzeba było generować tonę papieru dla zaspokojenia apetytu profesora nadzwyczajnego K.
[2] Kriwoszein opisuje to, co właśnie obserwuję na żywo - wprawdzie prompty dla AI nie są wprowadzane w mowie naturalnej, tylko za pomocą odbierania impulsów elektrycznych ze specjalnie okablowanej głowy inżyniera, ale czy to różni się czymkolwiek od programowania metodą “tak/nie” w kolejnych iteracjach? Nie przypuszczam. I tak samo jak AI, nie wiadomo co w kodzie, tak tutaj w jaki sposób mózg elektronowy buduje z protein kolejne istoty - tego Kriwoszein i jego “współpracownicy dowiadują się już po zapuszczeniu kodu na produkcję.
Inne z tej serii.
#122
Napisane przez Zuzanka w dniu Tuesday September 15, 2026
Link permanentny -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
2026, panowie, sf-f, z-jamnikiem
- Skomentuj