Więcej o
panowie
Mimo że na samym początku po wybuchu w laboratorium technik eksperymentalnych zostają znalezione zwłoki naukowca Kriwoszeina i pojawia się nieco zahukany kapitan Onisimow, to nie jest kryminał, tylko filozoficzna powieść science-fiction. I to absurdalnie bardzo aktualna, albowiem eksperyment Kriwoszeina polega na tym, że zmontował sobie super mózg elektronowy, który wtem osiągnął próg świadomości[1] i za jego pomocą uprawia vibe coding[2], konstruując z protoroztworu organizmy żywe. Najpierw króliki, a wyniki nieudanych eksperymentów kicają skrycie po parku, a potem ludzie, wszystko w celu uszlachetnienia radzieckiego człowieka. Dużo filozofowania o tym, co konstytuuje świadomość i jakim ograniczeniom powinna taka zabawa w demiurga polegać, a wszystko podlane socjalistyczną ideologią. Przezabawne są motta poszczególnych rozdziałów, głównie składające się z notatek niejakiego inżyniera K. Prutkowa typu “Ci, którzy uważają, że życie ludzkie w stosunku do dawnych czasów zmieniło się tylko powierzchownie, przyrównują ognisko, przy którym spędzali wieczory troglodyci, do telewizora, umilającego czas współczesnym. Porównanie to jest dyskusyjne, ponieważ ognisko i świeci, i grzeje, telewizor zaś tylko świeci, a i to z jednej strony”.
Się je: kiełbasę z kefirem.
Się pije i pali: tak.
[1] Być może frazy typu „Badanie możliwości samoorganizacji układu złożonego w układ o wyższym stopniu komplikacji przed integralnym (nie zróżnicowanym pod względem sygnałów i symboliki) wprowadzaniu różnorodnej informacji na drodze rozbudowywania układu zgodnie z jego sygnałem wyjściowym” przypominają mi to specjalizację magisterską pt. Kooperacyjne Systemy Informatyczne w Środowisku Wirtualnej Organizacji Działań, gdzie trzeba było generować tonę papieru dla zaspokojenia apetytu profesora nadzwyczajnego K.
[2] Kriwoszein opisuje to, co właśnie obserwuję na żywo - wprawdzie prompty dla AI nie są wprowadzane w mowie naturalnej, tylko za pomocą odbierania impulsów elektrycznych ze specjalnie okablowanej głowy inżyniera, ale czy to różni się czymkolwiek od programowania metodą “tak/nie” w kolejnych iteracjach? Nie przypuszczam. I tak samo jak AI, nie wiadomo co w kodzie, tak tutaj w jaki sposób mózg elektronowy buduje z protein kolejne istoty - tego Kriwoszein i jego “współpracownicy dowiadują się już po zapuszczeniu kodu na produkcję.
Inne z tej serii.
#122
Napisane przez Zuzanka w dniu Tuesday September 15, 2026
Link permanentny -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
2026, panowie, sf-f, z-jamnikiem
- Skomentuj
Wracamy do Björnstad chwilę po wydarzeniach “Miasta niedźwiedzia”; Kevin znika z miasta po traumatycznej konfrontacji z Mają, a Maja próbuje wrócić do normalności, ale spotyka się z ostracyzmem jako ta, która “zniszczyła” Kevina, a co za tym idzie, całą drużynę. Do Petera zgłasza się pewien gładki polityk, który obiecuje znaleźć sponsorów dla upadającego klubu, ale pod pewnymi warunkami, między innymi kosztem pozbycia się Grupy - kibicowskiej bojówki. To nie jest w miasteczku mile widziane, co mieszkańcy dają dyrektorowi klubu odczuć. Mira, matka Mai, usiłuje odciąć się od niszczącego jej rodzinę klubu i mieć wreszcie coś swojego. A niedobitki drużyny - Amat, Bobo, Benji i wypuszczony z poprawczaka Vidar - każdy z nich ma swoje demony, z którymi walczy. Wszystko finalnie sprowadza się do dwóch meczów - pierwszego i ostatniego w sezonie - z Hed, największym rywalem Björnstad; to dwa mecze o wszystko, więc po obu stronach barykady wyciągnięte zostają najbardziej drastyczne narzędzia, żeby pognębić przeciwnika.
Z jednej strony warto czytać tomy w serii po kolei, z drugiej - cały początek drugiego tomu to streszczenie tego, co wydarzyło się w poprzednim, tak że da się wejść z marszu. Można się zżymać na manierę autora, który udziela tylko częściowej informacji, każąc się domyślać tragedii przy każdym wyjściu do lasu, każdym spotkaniu, każdym nieszczęściu, w każdej wspomnianej strzelbie i potknięciu. Ja się na to doskonale łapię, aż musiałam przerywać czytanie na korzyść nieco mniej emocjonalnej autobiografii Zappy, chociaż Backman bynajmniej nie stroni od humoru i pewnej uszczypliwości, więc to nie tak, że drama dramę pogania. Ale ładunek emocjonalny jest duży, nawet jeśli widać, jakimi środkami osiągnięty.
Inne tego autora.
#121
Napisane przez Zuzanka w dniu Monday September 14, 2026
Link permanentny -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
2026, beletrystyka, panowie
- Skomentuj
Akcja zaczyna się dość niepozornie - malarz podaje się za znajomego dyrektora Galerii Trietiakowskiej i dzięki temu nikt nie niepokoi go, kiedy kopiuje akwarele Chagalla. Oczywiście po zakończeniu prac okazuje się, że spryciarz zabrał oryginały, a zostawił całkiem dobre kopie. Milicja w osobach pułkownika Sierpuchowa - starszego, bardziej elastycznego funkcjonariusza - i podporucznika Karsawina - młodego gniewnego (“jesteś w Polsce trzy godziny i już ci się wszystko nie podoba”), który chciałby szybko, szybko oraz zadaje dużo pytań - rozpoczyna śledztwo, które szybko utyka po znalezieniu zwłok malarza. Panowie sprawnie typują, że obrazy mogą wyjechać za granicę i rzeczywiście - trop wiedzie do Polski, a potem na Węgry, skąd dzieła i morderca mogą przemieścić się przez Jugosławię do Włoch, a potem nawet do USA. Dzięki temu radzieccy milicjanci odwiedzają Warszawę, Budapeszt i Szeged, gdzie mają czas na zawieranie przyjaźni (również bliższych, z piękną recepcjonistką), ucztowanie w najbardziej polecanych lokalach i nieco śledztwa. Sporo pościgów, zwrotów akcji, kolejny denaci znaczą ślad ucieczki mózgu całej operacji, na szczęście przestępca nie jest sprytniejszy od organów.
Się przynosi: paniom bukieciki kwiatów, kilka owoców, czekoladki, panom dobre słowo, co wystarczy oprócz odrobiny tupetu, żeby uzyskać dostęp do muzeum.
Się pije: kawę i koniak, kompoty i soki owocowe, soplicę, gruziniak, Egri Leányka.
Się je: pielmienie z masłem (najlepsze na prospekcie Leningradzkim w Moskwie), rybę w galarecie.
Się przywozi: radziecki koniak i czerwony kawior z Moskwy oraz haftowaną serwetkę od mamusi.
Się uprawia rozrywkę:
(...) - Pojedziemy do kongresowej, tam jest striptiz.
- A tfu! - żachnął się Sierpuchow. - Za stary jestem, żebym gołe baby oglądał.
Podporucznik Ksarsawin nie był od tego daleki, żeby jednak obejrzeć te gołe baby.
Się uczy języków: [Karsawin narzeka, że w Polsce nie ma otczestwa i nie wie, jak się zwrócić do poznanej atrakcyjnej recepcjonistki, wtedy słyszy o tym, że jest przydatna fraza “pani”, co go nieco irytuje] U nich nawet zwykły tofel to pantofel.
Inne tego autora.
#120/#21
Napisane przez Zuzanka w dniu Friday September 11, 2026
Link permanentny -
Kategorie:
Słucham (literatury), Czytam -
Tagi:
2026, kryminal, panowie, prl
- Skomentuj
Lata 50., I wojna indochińska. Brytyjski dziennikarz Fowler jest korespondentem Timesa w Sajgonie, ale w zasadzie głównie go zajmuje piękna Phuong, z którą ma romans. Nie dziwi to specjalnie, bo wszystko, co napisze, przechodzi przez podwójne sito cenzury, wartość korespondencji jest niewielka, dodatkowo ma poczucie, że jako bezstronny reporter - wszak to konflikt między Francją a emancypującym się Wietnamem - nie powinien się w nic angażować. Wtem pojawia się Pyle, młody Amerykanin, który od pierwszego wejrzenia się w Phuong zakochuje. Wybór dla dziewczyny jest dość prosty - Fowler jest stary i nie da pożądanej stabilności, bo w Anglii pozostała żona, która nie chce dać mu rozwodu, zaś Pyle jest młody, z perspektywami i może zapewnić Wietnamce bilet do USA. Można by więc sprowadzić całość intrygi do konfliktu o dziewczynę, której obaj panowie odbierają sprawczość, ale już na wstępie wiadomo, że Pyle zginął. Fowler wyjaśnia, jak do tego doszło i jakie były konsekwencje.
Książka była wydana w Polsce w 1956 roku i sympatie wtedy ewidentnie były po stronie socjalistycznego Vietkongu, w przeciwieństwie do zachodniej narracji, gdzie jako “rozjemca” (zwany tutaj “trzecim graczem”) weszło USA, żeby zaprowadzić porządek. Jak już wspominałam przy okazji "Sympatyka", dziś również na Zachodzie pobudki Fowlera nie budzą niechęci. Qbść cemrjvqljnyavr, Clyr wrfg ntragrz, xgóel hmoenwn obwójxv, żrol Jvrganz fmlopvrw cbmolł fvę bxhcnagój v cbwnjvłb fvę zvrwfpr qyn jfcbzvnartb gemrpvrtb tenpmn. Gb fvę Sbjyrebjv oneqmb avr cbqbon, ob Nzrelxnava hjnżn śzvreć pljvyój, xgóeml tvaą j mnznpunpu obzobjlpu, mn avrvfgbgaą j xbagrxśpvr uvfgbevv. V qyngrtb Natyvx qbcebjnqmn qb mnovpvn tb, n avr m cemrjvqljnyarw mnmqebśpv b Cuhbat.
#119/#20
Napisane przez Zuzanka w dniu Thursday September 10, 2026
Link permanentny -
Kategorie:
Słucham (literatury), Czytam -
Tagi:
2026, beletrystyka, panowie
- Skomentuj
Imperium co roku zbroi się na porę deszczową. Wtedy pod chroniące miasto mury podpływają niebezpiecznie blisko lewiatany, niewyobrażalnie wielkie morskie potwory, które - jeśli się przedostaną - na trwałe niszczą ziemię i wszystko, co na niej się znajduje ze względu na swoją niesamowitą krew. Dopóki mury są solidne i obstawione przez armię, niebezpieczeństwa można uniknąć, ale wystarczy, że pójdzie coś nie tak i świat się posypie. Problem pojawia się niespodziewanie bliżej centrum Imperium, gdzie w luksusowej rezydencji bogatych Hazów zostają znalezione zwłoki jednego z urzędników, brutalnie zabitego przez skażenie szybkorosnącą trawę, przerastającą żywe ciało w ciągu minut. Na miejscu nieco niepewnie wizję lokalną przeprowadza mnemorytnik Kol, początkujący asystent ekscentrycznej detektyw Dolabry. Młody wącha fiolkę i z precyzją nagrania zapamiętuje wszystko, co widzi, Dolabra dostaje więc pierwszorzędną relację bez wychodzenia z domu; twierdzi, że nadmiar bodźców przeszkadza jej w rozumowaniu. Chwilę później ekipa dociera na obrzeża, gdzie tuż przed pojawieniem się lewiatana zawaliła się część murów, również z powodu zamordowania grupy ludzi przez zakażenie ich trawą. Teraz to nie tylko tajemnica do rozwikłania, ale bezpośrednie niebezpieczeństwo dla całego Imperium.
Już po przeczytaniu pierwszych rozdziałów byłam zachwycona, bo to połączenie odjechanego ni to magicznego, ni to biotechnicznego świata jak u Mievilla z sarkastycznym humorem powieści detektywistycznej. Imperium, gdzie domy są zbudowane z przetworzonego papieru, pije się rytualnie herbatę, trzęsienia ziemi, drewniane sandały, gdzieś już to widziałam. Do tego ludzie są uszeregowani w sztywnej hierarchii, nie tylko na podstawie urodzenia, ale umiejętności i modyfikacji, osiąganych metodą prób i błędów przez aplikację substancji z magicznej (a może tylko umiejętnie przetworzonej) krwi lewiatana. Wspomniany mnemorytnik ma wzbogaconą pamięć, inni mają podbite zdolności do walki, szybkość czy wyczuwanie zapachu; wiadomo, zawsze są efekty uboczne, rozwinięcie jakiejś zdolności może oznaczać ograniczenie innych funkcji lub zmiany wyglądu. Ale najlepszym elementem są dialogi, zwłaszcza jeśli uczestniczy w nich złotousta, choć nieokrzesana detektyw Dolabra, jebaniutka.
Mam od jakiegoś czasu trudną do określenia obawę przed sf, że bariera wejścia, że sztafaż przykrywający mizerną intrygę nie wystarczy - tu absolutnie tego nie miałam, od razu weszłam w świetnie skonstruowany, egzotyczny świat, b. zadowolona. Czekam na kolejne tomy, drugi już jest po polsku.
#118
Napisane przez Zuzanka w dniu Wednesday September 9, 2026
Link permanentny -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
2026, kryminal, panowie, sf-f
- Komentarzy: 1
Są ludzie, co się nie martwią niczym i są ludzie, co się martwią wszystkim. Jak już niejednokrotnie wspominałam, należę do tej drugiej grupy, 0.8 Filifionki. Może mniej przejmuję się szeroko pojętym końcem świata, katastrofą klimatyczną, wojnami i tym, że o polityce największych krajów świata decydują psychopaci, ale nie mogę spać, bo trzymam kreden^W^W analizuję idiotyczne scenariusze typu co jutro muszę zrobić przed wyjściem do biura i w jakiej kolejności. Poradnik Tallisa niekoniecznie dał mi 100% receptę na wyłączanie niepokoju, ale dał kilka narzędzi.
Otóż martwię się, bo tak mam. Nie zmienię tego. Mogę najwyżej skrócić czas martwienia się przez: (1) zdefiniowanie, co konkretnie mnie martwi, (2) ustalenie, czy muszę się z tym rozliczyć właśnie teraz (zwykle nie, ale powiedz to mózgowi o 2 w nocy), (3) oszacowanie prawdopodobieństwa, czy czarny scenariusz zajdzie, (4) przygotowanie rozwiązania. Brzmi łatwo i podobno im dłużej się “trenuje”, tym krótszy czas między rozpoczęciem martwienia się a wyjaśnieniem głowie, że już jest zaopiekowany temat, idź spać.
Nie jest to długa książka, warto sobie przeczytać, trochę układa. Oczywiście nie oznacza to recepty na każde natarczywe zmartwienie, ale im mniej, tym lepiej. Oraz, wiadomo, życie lepsze dzięki chemii.
#117
Napisane przez Zuzanka w dniu Tuesday September 8, 2026
Link permanentny -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
2026, panowie, poradnik
- Skomentuj