Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Więcej o panowie

Janusz Płoński, Andrzej Rybiński - Wielka islandzka

W redakcji “Wiadomości porannych” zamordowano jednego z dziennikarzy, Grzegorza Hofmana. Milicja umieszcza incognito swojego człowieka, Jana Kowalskiego, specjalistę od literatury, żeby zinfiltrował środowisko od środka i odkrył, komu zależało na śmierci Hofmana. Umieszczenie jest proste, wystarczy powiedzieć, że z nadania, gorzej ze zrozumieniem, co się w bałaganiarskiej redakcji, pełnej klik i układów dzieje oraz na czym tak naprawdę polega praca. Kowalski jest przerażony, bo trudno mu się wpasować w obowiązującą nowomowę, a to, co pojawia się ostatecznie w prasie, nie jest tym, co dziennikarze oddają do druku. Ale nic to, jest młody i dzielny, chętnie stawia wódeczkę, ludziom się języki rozwiązują, gorzej, że po wódce też nadwyręża się nieco przykrywka oficera.

Jakkolwiek opis frywolnych praktyk w PRL-owskiej redakcji jest absurdalnie zabawny i jestem w stanie uwierzyć, że każda z historii miala oparcie w rzeczywistości, tak jest to książka mocno postmodernistyczna - wydany współcześnie “zaginiony maszynopis”. Zupełnie nie rozumiem zabiegu wprowadzenia starego islandzkiego rybaka, który jest narratorem historii, bo miała się ona jakoby dziać na Islandii, a w polskie realia została przeniesiona dla ułatwienia czytelnikowi zrozumienia istoty sprawy. Jeśli taki był oryginalny zamysł autorów, takie puszczenie oka do cenzury - akceptuję, ale w książce wydanej współcześnie to już tylko element chaosu. Dużo mrugnięć okiem do czytelnika - pojawiają się między innymi wspomnienia o innych książkach duetu, oczywiście w bardzo pozytywnym tonie. Zabawna humoreska o minionych czasach, sprawa kryminalna jest potraktowana dość marginalnie, ale chyba zyskałaby na wycięciu sztafażu “islandzkiego”.

Się pije: żytnią z kłosem, coca-colę, wodę mineralną, kawę, koniaczek, gruzińskie wino Cinandali, piwo Żywieckie, martini z ginem i cytryną, czystą z colą, Veuve Clicquot Ponsardin, koniak Pliska, Napoleon Brandy.

Się zagryza: słonymi paluszkami, byczkami w tomacie, migdałami prażonymi.

Się odmierza: wódkę za pomocą pudełka zapałek (“najkrótszego boku nikt nie używał, bo i po co”).

Się je: ciągutki; szynkę, polędwicę i schab; naleśniki z barszczem zabielanym, pasztecik (bo “Alkohol tylko do konsumpcji”), chleb ze smalcem i ogórkiem kiszonym.

Bawiąc-uczyć: jak rozpoznać klasę społeczną po konsumowanym alkoholu.

Inne tych autorów.

#97

Napisane przez Zuzanka w dniu Monday August 3, 2026

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: 2026, kryminal, panowie, prl - Skomentuj


Zygmunt Zeydler-Zborowski - Major Downar przechodzi na emeryturę

Major Downar w sile wieku, jak to u służb, dochrapał się wreszcie upragnionej emerytury. Dla uczczenia zmiany życiowej wybrał się na długo oczekiwaną wycieczkę objazdową do Włoch. Niestety, zamiast zachować planowane incognito, został wciągnięty w dziwne sprawy współtowarzyszy podróży - niesnaski małżeńskie[1], przygody ekscentrycznej babci, listy z pogróżkami, szyfry i rewolwer, postrzelenie jednego z uczestników wycieczki oraz dziwne, niespójne zachowanie drugiego. Nawet okazjonalna podrywka, piękna pani Anna, nie rozproszyła napięcia, zwłaszcza że wprost podziękowała za awanse. I, jak się okazało po powrocie, jego przyjaciel z komendy, Walczak, poprosił go o wsparcie po tym, jak zginął jeden z uczestników wycieczki, a wiadomości o obserwacje Downara oczywiście pomogły wyjaśnić nie jedną, a dwie zbrodnie.

W zasadzie pierwsza połowa książki to raczej relacja z wycieczki do Włoch - zachwyty Wenecją, opisy zwiedzania, jedzenie i picie ze sporą porcją obserwacji społecznych pt. Polak na wakacjach; pojawiają się kąśliwe stwierdzenia, że Amerykanie i Zachodni Niemcy zepsuli Włochów i wszystko jest drogie. Dopiero druga część to właściwe śledztwo, w którym Downar pełni rolę konsultanta, takiego Herculesa Poirota zza kulis.

Się je: owocowe cukierki w samolocie (jak w “Misiu”!), makaron z sosem pomidorowym z małymi kawałkami wołowiny, posypany parmezanem; makaron, kawałek wysuszonego mięsa z sałatką i winogrona; bułeczki, serki, dżemy; ze szwedzkiego stołu[2]; faszerowane bakłażany w sosie pomidorowym; placki ziemniaczane - ze śmietaną i konfiturami (u Walczaka); grzyby w śmietanie (na ostatni posiłek); domową szarlotkę, drobne ciasteczka, słone paluszki.

Się bywa dowcipnym: Ta opalenizna to raczej od wina, a nie od słońca; Downar usilnie pracował intelektem, żeby powiedzieć coś dowcipnego, ale poległ i zaproponował zamiast tego, żeby się czegoś napili.

Się nabywa okazyjnie: foteliki z importu z Jugosławii.

Się ma terroryzm: bo we Włoszech nie ma kary śmierci. I biedni turyści z Polski nie mogą zwiedzać Palermo w obawie o bezpieczeństwo.

Się ignoruje: konflikty blisko i dalekowschodnie, afrykańskie, niech się biją, jak mają ochotę.

Się pije: białe i czerwone wino, herbatę (do śniadania), amaro z lodem, lemoniadę, coca colę; koniak na przeziębienie, domową kawę, ekspresową holenderską herbatę, Remy Martin; wodę (na przesłuchaniu).

Się konsumuje literaturę: Sienkiewicza (według Downara każdy, kto nie uważa, że to genialny pisarz, to idiota); Kotarbińskiego - Traktat o dobrej robocie (powinien być obowiązkową lekturą w szkołach).

Się czeka na turystów: piękne włoskie dziewczyny, takie że palce lizać (sic!).

[1] Żona zgłasza się do kierownika wycieczki, że boi się zostać sama z mężem, bo ją zamorduje. Downar: nie sądzi pan, że to histeria?

[2] Dotychczas szwedzki stół był dla Downara pustym, pozbawionym jakiejkolwiek treści dźwiękiem. (...) Wszelkiego rodzaju sałatki z krabów, z ośmiornic, z ananasów, z bakłażanów, rozmaite gatunki ryb w pikantnych sosach, warzywa, oliwki, pomidory, kucharze w białych kitlach kroili smakowite mięsiwa, a ogromne plastry rostbefów, cielęciny i pieczony drób… Samoobsługa. Każdy brał talerz, a nawet dwa talerze. (...) Przybysze z Polski byli tak oszołomieni tym zaopatrzeniem, że w pierwszej chwili nie wiedzieli, co brać. (...) I bez żadnych ograniczeń! Pieczywo i wino, białe i czerwone. Ale i szwedzki stół po kilku dniach powszednieje.

Inne tego autora, inne z tej serii.

#95/#15

Napisane przez Zuzanka w dniu Thursday July 30, 2026

Link permanentny - Kategorie: Słucham (literatury), Czytam - Tagi: 2026, klub-srebrnego-klucza, kryminal, panowie, prl - Skomentuj


Zygmunt Zeydler-Zborowski - Proszę nikogo nie winić

Milicja odkrywa podobieństwa między samobójstwami starszych panów, bo każdy z nich pozostawił prawie identyczny list z tytułową frazą, gdzie skądinąd sprawni i zadowoleni z życia emeryci zwierzali się, że nie chcą być ciężarem, chcą odejść przed całkowitą niepełnosprawnością i zależnością od innych. Drugim podobieństwem jest zamożność ofiar - są dobrze sytuowani, zwykle mają wspierającą rodzinę za granicą, a tuż przed śmiercią wypłacają walory, które potem znikają. Jeden z prowadzących śledztwo przypadkiem poznaje emigrantkę, która próbuje zabrać dziadka-emeryta do Kanady, ale ten narzeka na brak sensu i planuje rychłe odejście, co oczywiście budzi podejrzenia i pani Karolina zostaje uczestniczką ustawki w celu odkrycia, kim jest tajemniczy filozof, znajomy dziadka. W tle dzieją się pomniejsze afery - hazard, narkotyki, prywatny handel warzywami i owocami, wreszcie morderstwo, tym razem ofiara zostaje zastrzelona.

Się je: jajecznicę z 4 jaj, chleb, masło, kiełbasę, kartofle do schabu.

Się pije: mocną herbatę, nalewkę z czarnych porzeczek, żytniówkę, kanadyjskie wino.

Się podrywa na: imponujący schab, kupiony okazyjnie.

Się ma: Oczy niebieskie, jakby wypłowiałe od słońca, pozbawione źrenic. (sic!)

Się (złośliwie) komentuje Warszawę: port lotniczy “Okęcie” to zwykły barak, nie ma taksówek na postojach, przy okazji budowy metra unieruchomione jest całe miasto, jedzenie w Hotelu Forum jest fatalne, trzeba czekać latami na założenie telefonu.

Się (nie) wstydzi: Moja siostra wyszła za milicjanta, ale to miły i kulturalny człowiek.

Się nie nosi: specjalnych wkładek do butów na bolące kolano, bo się w nie nie wierzy.

Inne tego autora.

#90/#14

Napisane przez Zuzanka w dniu Thursday July 23, 2026

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: 2026, kryminal, panowie, prl - Komentarzy: 2


Jerzy Edigey - Trzy płaskie klucze

Powszechny Bank Rzemiosła, dzień jak co dzień, tyle że po otwarciu skarbca okazuje się, że zniknęło 10 mln rezerwy bankowej w nowych 500-tkach. Sprawa jest o tyle skomplikowana, że do otwarcia skarbca potrzebne są tytułowe trzy przedwojenne angielskie klucze z rzadkiego stopu platyny i irydu, które podobno istnieją tylko w dwóch kompletach - jeden ma milicja w sejfie, drugi rozdzielony jest między trzech urzędników banku i wszyscy trzej są potrzebni do otwarcia. Kapitan Piotr Jarkowski z Komendy Stołecznej zaczyna rozpytywać, ale jak tylko trafia na cokolwiek, to jego współpracownik - porucznik Widera - chce każdego podejrzanego od razu aresztować. Ale u Edigeya jest milicja z misją, więc przede wszystkim nie wolno aresztować bez dowodów, a jak już są dowody, to warto grzecznie poprosić, żeby się sam zgłosił i zrehabilitował. Milicja zatrudnia swojego człowieka w banku, a w finale dokonuje eksperymentu psychologicznego i złodziej wpada.

Się pali: Wawele.

Się wierzy: Wierzę we wszystko, w co kościół święty wierzyć każe, w świętych obcowanie i ciała zmartwychwstanie (stary, przedwojenny woźny).

Się pije: wódkę jałowcówkę, starowin, wino jugosłowiańskie, meukow fine champagne (u starszej pani z pretensjami), pięciogwiazdkowy jubilejny (w Komendzie Stołecznej).

Się zagryza: bułką, pudełeczkiem korków (zgaduję, że chodzi o śledziowe), 10 deka szynki i słoikiem ogórków.

Się mieszka: w willi przy ulicy Dygasińskiego.

Się szabruje: biurko z byłej kwatery Goeringa na Mazurach.

Inne tego autora, inne z tej serii.

88/#13

Napisane przez Zuzanka w dniu Sunday July 19, 2026

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: kryminal, panowie, prl, z-jamnikiem - Skomentuj


Karl Ove Knausgård - Lato

Ostatni tom z cyklu, jak tytuł wskazuje - migawki z letnich dni są przerywane pamiętnikiem autora, który większość czasu spędza na rozwożeniu czwórki dzieci, bo jak się mieszka na wsi, gdzie nic nie ma, to się robi za szofera. Z pamiętnika można zaobserwować rozpad związku z Lindą, chociaż ta część historii jest dość enigmatyczna. Opisy białych nocy płynnie przechodzą w zupełnie losowe opowiadanie o Norweżce, która w czasie drugiej wojny światowej zakochała się i uciekła od swojego męża i dzieci z Niemcem. Spodziewałam się jakiegoś podsumowania, ale nie.

Inne tego autora.

#84

Napisane przez Zuzanka w dniu Friday July 10, 2026

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: 2026, biografia, panowie - Skomentuj


Anna Kańtoch - Samotnia

(Co, myśleliście, że skończyłam z tą autorką? Nie ma obaw, jeszcze mam na trochę; zalety późnego odkrycia pisarki, jak już dużo napisała).

Leon, pisarz powieści kryminalnych, na wakacjach we Włoszech poznaje Julię. Jest świeżo rozwiedziony, po kilku dniach znajomości oświadcza się i para bierze spontaniczny, cichy ślub w Bari. Nie dziwmy się jego dezorientacji, kiedy budzi się w szpitalu, ktoś w niego wjechał samochodem tuż pod jego domem, tytułową Samotnią, więc raczej nie był to przypadek, ale nic nie pamięta. Obrażenia Leona są poważne, a poza złamaniami doznał uszkodzeń głowy i stracił w zasadzie wzrok. Do tego jest pandemia, szpitale są odizolowane i w chaosie, więc jedyną osobą, którą - poza lekarzami - spotyka, jest jego świeżo poślubiona żona. Tyle że coś jest nie tak, Julia mówi niby właściwe rzeczy, ale coś się nie zgadza, to chyba nie jest ta osoba, z którą się ożenił. Leon wraca do domu, adaptacja do zmienionej rzeczywistości jest trudna, kiedy próbuje prowadzić samodzielnie śledztwo, otoczenie - była żona, znajomi i rodzina - patrzą na niego jak na wariata. Po czym zaczynają się dziać coraz bardziej niepokojące rzeczy - odnajduje zwłoki bliskiej osoby, a Julia Druga - już jest pewien, że to inna osoba, niż ta, którą poznał we Włoszech - znika.

Znowu, mnóstwo tropów i zmyłek, bohater, który ma bardzo ograniczone narzędzia do kontaktu ze światem, gęsta atmosfera narastającego zagrożenia, trust no one, a przede wszystkim poczucie postępującego obłędu. Czytałam, prawie że obgryzając paznokcie z napięcia (nie obgryzam, ale rozumiecie), zwłaszcza że utraty wzroku obawiam się chyba najbardziej, a autorka złośliwie wpędza bohatera w coraz większą kabałę. Po czym elegancko wszystko rozwiązuje.

Inne tej autorki.

#77

Napisane przez Zuzanka w dniu Friday June 19, 2026

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: 2026, kryminal, panowie - Skomentuj