Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Więcej o opowiadania

Connie Willis - Miracle and Other Christmas Stories

Jak sam tytuł wskazuje, to zbiorek opowiadań i to o określonej tematyce. Absurdalnie, mniej mi przeszkadzało, że to opowiadania, bo większość to raczej dłuższe formy, raczej nowelki, bardziej multum odniesień do niespecjalnie znanej mi świątecznej tradycji popkulturowej (filmy). Na szczęście clou większości opowiadań to to, co autorka umie fenomenalnie, czyli opisywanie biurokratyczno-organizacyjnego chaosu. Z elementami nadnaturalnymi. Wyczułam nuty z “Przewodnika stada” (w zasadzie to tak dawno nie czytałam “PS”, że zatęskniłam), poczucie konieczności utrzymania kontinuum czasowego z cyklu o podróżnikach w czasie czy wreszcie ontologiczną nutę z “Przejścia” i wątki romansowe z “Crosstalk”.

”Miracle” to szalona opowieść o przygotowaniach do świąt w biurze, z całym zamieszaniem z kupowaniem 72 prezentów, sukienki na przyjęcie, bo może dzięki temu bohaterka zostanie zauważona przez biurowego przystojniaka, zagubionymi zszywaczami, sympatycznym acz otyłym współpracownikiem oraz Duchem Świąt, który pojawia się znienacka i rozsypuje wszystkie plany. Podobne w klimacie jest “Inn”, gdzie podczas kolejnych prób jasełek pojawiają się bezdomni - nastolatka w ciąży i opiekujący się nią niewiele starszy chłopak, oboje w sandałach, nie mówiący po angielsku ani w żadnym zrozumiałym języku, zmarznięci, głodni i brudni. Bohaterka usiłuje im pomóc wbrew zasadom, które zakazują wpuszczania potrzebujących na plebanię, bo zdarzały się przypadki kradzieży czy “ulżenia sobie” na dywany. W ”Adaptation” ożywają duchy z “Opowieści wigilijnej” i pomagają pracownikowi księgarni przejść przez trudny czas przed świętami, z natłokiem klientów, spotkaniem autorskim i rozczarowaniem, bo eks-żona wywiozła ich córkę mimo obietnicy, że święta spędzą razem. “Newsletter” to - przypominający “Crosstalk” natężeniem kontaktów rodzinnych - thriller o obcych, którzy najeżdżają Ziemię i sprawiają, że zakażeni ludzie są dla siebie sympatyczni przed świętami. A tak być nie może!

”In Coppelius's Toyshop” jest krótką historią absurdalnie niesympatycznego narratora, zgubionego z dzieckiem potencjalnej podrywki w sklepie z zabawkami. “The Pony” to króciak o tym, co by było, gdyby ludzie dostawali w prezencie dokładnie to, o czym marzyli. ”Cat's Paw” to kryminał - znany detektyw zostaje wezwany do posiadłości ekscentrycznej naukowczyni, forsującej tezę, że Naczelne powinny być traktowane jako istoty świadome. Już po przyjeździe gości zostaje popełnione morderstwo, a detektyw - mimo wielu sprzecznych tropów - doprowadza do aresztowania złoczyńcy. Jego nieco pierdołowaty asystent jest jednak innego zdania co do przebiegu zdarzeń. ”Epiphany” jest dość mroczne - pastor ucieka od swojej kongregacji po objawieniu, że nastąpiła lub niebawem nastąpi paruzja i musi być tam, gdzie pojawi się Zbawiciel. Warunki atmosferyczne - śnieżyca i huragan - są przeciwko niemu, sam na siebie jest zły za uleganie mistyczności, nie ma żadnych wyraźnych znaków poza absurdalnym konwojem lunaparku. To trochę zabrakło mi pointy, ale najeżona przeszkodami wyprawa po coś ulotnego i nierealnego jest bardzo klimatyczna.

Inne tej autorki tutaj.

#123

Napisane przez Zuzanka w dniu środa października 27, 2021

Link permanentny - Tagi: 2021, opowiadania, panie, sf-f - Kategoria: Czytam - Skomentuj


Lucyna Legut - Życie artystki Kingi Kidney

Trochę rozczarowanie, bo to nie powieść, a opowiadania. Owszem, bardzo zgrabne, melancholijne, taki artystyczny PRL w sepii, ale zanim zdążę się przywiązać do bohaterek, historia się kończy.

O tytułowym “Życiu artystki Kingi Kidney” opowiada jeden pan drugiemu panu w zamkniętym już barze, a rozmowie przysłuchuje się barman, podając kolejne kieliszki. Kinga była artystką trzecioplanową, opisywaną jako “Kobieta 6”, nie brzydką, nie ładną, nie beztalenciem, ale kimś nijakim, kto nie mógł się niczym pochwalić. Dla uniknięcia współczucia biedę tuszowała ekscentrycznością, granie ogonów - pełnym zadowolenia lenistwem, a kiedy przypadkiem wpadła w romans z pierwszym amantem, sama była tym faktem zdziwiona. I nawet śmierć miała taką przypadkową, niepotrzebną. W innych opowiadaniach te wątki się powtarzają - jest o starości i niepotrzebności, maskowanej biedzie, nieodwzajemnionej miłości i nieplanowanym okrucieństwie, prowincji i tworzeniu.

Inne tej autorki tutaj.

#80

Napisane przez Zuzanka w dniu środa lipca 28, 2021

Link permanentny - Tagi: beletrystyka, opowiadania, panie, 2021 - Kategoria: Czytam - Skomentuj


Alice Munro - Odcienie miłości

Powinnam się poddać, ale nieustająco próbuję odkryć, skąd decyzja komitetu noblowskiego (i coraz bardziej się skłaniam do opcji, że chodziło o wybór najmniej kontrowersyjnego autora). Munro się doskonale czyta, ale absolutnie nic po lekturze mi nie zostaje; ba, zdarzyło mi się nawet przerwać opowiadanie w połowie, bo przysypiałam i po podjęciu lektury już nie pamiętałam, o czym jest. Plus, na co się już skarżyłam parokrotnie, opowiadania opisują jakiś wycinek z życia bohaterów, a czasem nawet jakieś wspomnienie, które po latach uaktywnia coś w ich życiu (albo i nie), ale nie mają zakończenia jako takiego. A to bohaterkę powiadomił ojciec, że jej matka umarła, więc bohaterka wspomina panikę, kiedy zobaczyła, że jej matka planowała się powiesić; co ciekawe, jej młodsza siostra pamięta historię jako żart, który matka chciała zrobić ojcu. Pierwszej żonie były mąż zwierzył się, że zdradza drugą żonę z kochanką. Dwaj bracia żyją obok siebie, jeden w cieniu drugiego, który podczas zabawy uszkodził sobie głowę i nie jest już tak sprawny intelektualnie jak wcześniej. O rodzinnej wyprawie, która mogła się zakończyć tragedią, ale na szczęście nie zakończyła, bo matka we właściwej chwili spojrzała na kąpiącą się córkę. O powrocie po latach do miasteczka i spotkaniu z dawną kochanką, która została żoną brata. I tak dalej.

Inne tej autorki tutaj.

#70

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek czerwca 8, 2020

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: 2020, panie, beletrystyka, opowiadania - Skomentuj


Alice Munro - Zbyt wiele szczęścia

W dalszym ciągu nie odkryłam klucza doboru opowiadań do zbiorków - w tym są historie żony dzieciobójcy; "środkowej" żony, dla której mąż zostawił poprzednią, a ją zostawił dla następnej; studentki, która za sprawą neurotycznej współlokatorki wplątuje się w psychodeliczno-erotyczny epizod; matki, której syn (po wypadku w wieku kilkunastu lat) dorósł i rozpoczął życie poza nawiasem społeczeństwa; wdowy zaatakowanej przez mordercę; aktora radiowego ze zniekształconą twarzą, żyjącego w cieniu matki i zdradzającego ojca; młodej dziewczyny, pracującej jako dama do towarzystwa śmiertelnie chorego człowieka i obserwującej dziwny trójkąt pomiędzy jego matką, żoną i masażystką; kobiety, która wyparła zbrodnię z dzieciństwa do czasu, aż przypomniała ją jej ówczesna przyjaciółka, dręczona wyrzutami sumienia; drwala, który miał żonę z depresją czy wreszcie tytułowe opowiadanie - beletryzowana biografia Zofii Kowalewskiej.

Wspólnym mianownikiem tych historii jest przypadek - żadna z osób bezpośrednio nie spowodowała akcji, będącej sednem historii, one po prostu tam były. Nieustająco przeszkadza mi forma, co oczywiście nie wyklucza, że te opowieści się świetnie czyta; nie lubię braku zakończenia, skierowania spojrzenia narratora na innych ludzi z pozostawieniem właśnie opisywanych samych sobie. Czasem aż prosi się o pociągnięcie historii, o pointę, ba - w przypadku jednej z historii, gdzie suspens zrobił się prawie kryminalny - o śledztwo.

Inne tej autorki tutaj.

#64

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota października 21, 2017

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: 2017, beletrystyka, panie, opowiadania - Skomentuj


Alice Munro - Księżyce Jowisza

[Uwaga, zdradzam pointę jednego z opowiadań.]

Kolejne zbiory opowiadań Munro są dla mnie nie do odróżnienia, dobór opowiadań pozostaje niezrozumiały. W tym tomie jest o śmierci ojca, wspomnienie o ekscentrycznych ciotkach, historia znajomości dwóch pań - od dzieciństwa do domu spokojnej starości, opowieść o fermie indyków z dywagacjami, czy jeden z pracowników był homoseksualny, do tego kilka historii o związkach. Absolutnie nie do odróżnienia od innych zbiorów.

Ze wszystkimi wcześniejszymi zastrzeżeniami (oraz że nie lubię opowiadań), jedno z nich jednak uważam za znakomite. W "Autobusie do Bardon" narratorka opowiada o miłości, która się jej zdarzyła w Australii, gdzie pracowała ze swoim znajomym z Toronto. Minęły lata, oboje przeszli przez inne związki, ona dociera do Toronto, gdzie ma przeczucie, że go spotka, jakimś cudem. Odmawia koleżance, która zaprasza ją na hipisowską farmę, woli snuć się po miejscach, w których przypuszczalnie mogłaby na niego trafić. Kochanek sprzed lat oczywiście jest wtedy gościem na farmie i o włos się mijają. Koleżanka wraca i opowiada o poznanym sympatycznym etnografie. A ja się poczułam jak w liceum, kiedy przez kilka lat kochałam się w jednym koledze z klasy równoległej, ale zawsze mieliśmy zły timing - to on z kimś chodził, a to ja z kimś byłam. Kiedy wreszcie zdobyłam się na odwagę, żeby, dowiedziałam się, że chwilę wcześniej wyjęła go nasza wspólna koleżanka, z którą przypadkiem jechał pociągiem i tak im jakoś wyszło, że czemu by nie. Oczywiście im nie wyszło (bo to zła kobieta była), ale poczucie bycia tuż obok mi pozostało.

Inne tej autorki tutaj.

#14

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota marca 4, 2017

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: 2017, beletrystyka, panie, opowiadania - Skomentuj


Alice Munro - Miłość dobrej kobiety

Kolejny zbiór opowiadań, również o związkach i o kobietach. O córce, która wraca z niedokończonych studiów do domu ojca-lekarza, domu, w którym się nie rozmawia innymi słowami niż zezwala ojciec. O pielęgniarce, która opiekuje się śmiertelnie chorą kobietą i słyszy jej ostatnie wyznanie, które zmienia cały świat, mimo ze pielęgniarki bezpośrednio nie dotyczy. O młodym małżeństwie i wścibskiej sąsiadce. O hippisach i młodej matce, która nie umie kochać swojego męża bezwarunkowo. Wszystkie historie są wielowymiarowe, bogate w szczegóły, postaci oddychają, domy mają kurz, kolor i zapach. Niestety, tak jak w poprzednio czytanym tomie, męczy mnie forma - opowiadanie to za mało, żeby mieć przyjemność z lektury. Dodatkowo, w prawie każdym brakuje pointy. Jest element zaskoczenia, jest zmiana perspektywy, ale historie kończą się niedopowiedziane, czytelnik dostaje wycinek, nie całość.

Inne tej autorki tu.

#123

Napisane przez Zuzanka w dniu środa grudnia 3, 2014

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: 2014, beletrystyka, opowiadania, panie - Skomentuj