Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Więcej o prl

Zygmunt Zeydler-Zborowski - Goryl z Wołomina

Iza, dewizowa kurtyzana, uważa się za szczęściarę - Harold, amerykański producent filmowy, zakochał się w niej i zrobi z niej gwiazdę, musi tylko załatwić paszport i wizę. Piotr, siostrzeniec badylarza Grabieckiego[1], ma w Wołominie zająć się ochroną Amerykanki, Adelajdy, której grozi śmierć z rąk amerykańskiej mafii. Odwołany do - podobno - chorej matki, zostawia dziewczynę, a kiedy wraca, ta już nie żyje, a zwłoki mają zmasakrowaną twarz. Niezależnie, do milicji zgłasza się koleżanka Izy, niespodziewanie atrakcyjna[2], i informuje, że jej współlokatorka zniknęła. Czytelnik już się domyśla, a organa śledcze niebawem również odkrywają, że nastąpiła tu klasyczna podmianka. Ślad prowadzi w przeszłość - mąż córki Grabieckiego pojechał swego czasu do Stanów, gdzie zadał się najpierw ze starszawą milionerką, a potem zakochał w ślicznej i młodej pannie Adzie[3]; niestety po powrocie zginął w tajemniczym wypadku, a wdowa po nim smętnie się kręci po gospodarstwie i odrzuca kwaśną miną. Nie że jest łatwo - Kozielski (ranga nieznana) od pięciu tygodni rzuca palenie, a porucznik Bielak miewa okresy załamania zawodowego[4].

Się wymienia: dolary u cinkciarza.
Się je: stek w Europejskim, kawę i tort w Grand hotelu, kopytka ze słoniną (u p. Marii), barszcz z kartoflami, pierogi ruskie i kompot.
Się przywozi ze wsi: sympatyczną indyczkę, króliczki i porządne warzywa niepryskane żadnymi świństwami, i jabłuszka, i powidła swojej roboty.
Się pije: nalewkę na czarnych porzeczkach.
Się wymiotuje: w restauracji - Pan Terner był taki pijany, że tamten musiał go podtrzymywać. O mało nie upadł. Bałem się, że mi zarzyga cały hol. Ale jak ktoś płaci twardą walutą, to może sobie i rzygnąć.
Się wyjaśnia oczywistości: - liii... - krzywiła się sceptycznie Walicowa. - Gdzie on tam rozumu nabierze. Szkoda gadać. Jak się kto głupim urodzi, to i głupim umrze. Na to nie ma żadnej rady. Kara boska i tyle. A wszystko przez tą przeklętą wódkę. Mój Józek, Panie, świeć nad jego duszą, wrócił podpity z jarmarku i zaraz do mnie pod pierzynę. A pijanego chłopa nie wolno wpuszczać pod pierzynę. Tak nam pani doktor tłumaczyła. Ale cóż... młoda byłam, głupia, nieuświadomiona.

[1]

Szymon Grabiecki pozował na szlachciurę z dawno minionej epoki. W zimie nosił wszelkiego rodzaju półkożuszki przepasane szerokim pasem, w lecie zaś i na jesieni myśliwskie kurtki, a w razie niepogody jakieś dziwne opończe, peleryny i paltoty w stylu retro. Futrzane kołpaki, włożone na bakier, nadawały mu wygląd starego zawadiaki. Był słusznego wzrostu, tęgi, mocno zbudowany. Wystarczyło spojrzeć na niego, aby nabrać pewności, że ten wesoły, trochę rubaszny jegomość nie hołduje żadnym odchudzającym, antycholesterolowym kuracjom. Z zadowoleniem klepał się po wydatnym brzuchu i zwykł mawiać, że nim tłusty schudnie, to chudego diabli wezmą. W rozmowie chętnie używał archaizmów zaczerpniętych zapewne z Trylogii Sienkiewicza, która była jego ulubioną i jedyną lekturą. Z prawdziwym upodobaniem wtrącał też co parę zdań „panie dzieju”, podkręcając dziarskim ruchem sumiastego wąsa. Lubił nosić buty z cholewami, w których nawet nieraz przyjeżdżał do Warszawy, chociaż nie było to zbyt wygodne.

[2]

Nie przypuszczali, że zobaczą tak piękną kobietę. Wysoka, świetnie zbudowana, szczupła, ale nie chuda, miała w sobie coś dostojnego w sposobie poruszania się. Twarz owalna o delikatnie rzeźbionych rysach, okolona ciemnymi, puszystymi włosami, przypominała obrazy z okresu renesansu. Ubrana była bardzo gustownie z dyskretną elegancją.
(...)
- Fantastyczna cizia. Walutowa. Zdaje się, że ci mocno wpadła w oko. Uważaj. Nie próbuj ją motać. A poza tym nie zapominaj, że nie należy spraw służbowych mieszać z dupą.
Kozielski nie zareagował. Nie lubił trywialności.

[3]

- Z tego, co pan mówi, wnioskuję, że pański zięć znalazł sobie w Stanach jakąś sympatię.
- A mało to tam takich bogatych kurew, które żadnemu mężczyźnie nie przepuszczą. Tfu...

[4]

- A co zrobimy, jeżeli nie damy rady?
Kozielski wzruszył ramionami.
- No cóż... Będziemy musieli podać się do dymisji i zmienić zawód. Ty na przykład zostaniesz kierownikiem sklepu spożywczego, a ja może założę prywatną kwiaciarnię.
- Wolałbym sklep mięsny - powiedział Bielak. - Finansowo to się chyba lepiej kalkuluje. A jakie powodzenie u klientek. „Panie Romeczku... Pan będzie taki miły i odłoży mi dwa kilo polędwicy. Jutro mam imieniny męża. Już ja się panu odwdzięczę.”

Inne tego autora tu.

#7

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela stycznia 17, 2021

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: 2021, kryminal, panowie, prl - Skomentuj


Ewa wzywa 07 109-111

Marek Rymuszko - Sprawa osobista #109

Spis osób:

  • prokurator Borowy - narrator, tańczy wyjątkowo podle
  • Ela - robi doktorat ze zobowiązań, nadzwyczaj miła dziewczyna i z zasadami
  • Tosiek - były woźny sądowy, aktualnie szatniarz w Watrze, ma głos dudniący niczym karabin maszynowy
  • Grażyna - była żona prokuratora, projektantka mody, eksplodowała pomysłami (nieistotna dla fabuły)
  • porucznik Łabędzki - wezwany przez GOPR do wypadku, ma podejrzenia
  • Michał Stępień - GOPR, specjalista od najtrudniejszych albo najmniej wdzięcznych akcji
  • doktor Sęporek - patolog, nie ma podejrzeń
  • Andrzej Zwoliński - reporter sądowy, kolega ze studiów Borowego
  • porucznik Roman Żaczyk - zwany żartobliwie Colombo, ale nie lubi tego przezwiska
  • Stanisław (ps. Kalaput) - zatrzymany z pierścionkami ze skoku w Aninie
  • Marzena Czajko (ps. Baluba) - wskutek różnych nieporozumień towarzyskich miała na przedzie wybite kilka zębów[1]
  • Jan Antolak (ps. Toni) - stary łobuz i szczwany paser
  • Czesterfield - nazywany tak nie wiadomo dlaczego, utrzymuje z Balubą tzw. stosunki[2]
  • Docent - sąsiad Zwolińskiego, umie zwęszyć okazję i zorganizować sobie alibi
  • Anna Siedlecka - długowłosa narzeczona Zwolińskiego
  • Szef (zwany Starym) - ma węch psa gończego
  • Chrobik (albo Chwaściński) - kombinator z Bukowiny, procesował się ze Zwolińskim
  • Marta[3] - sekretarka w redakcji
  • Janusz Zimecki - notariusz, kolega Borowego i Zwolińskiego ze studiów
  • Maciej Amerski - redaktor, współpracownik Zwolińskiego, analizował warunki pracy polskich załóg budujących cukrownie w Iraku[4]
  • Stanisław Chamuczyński - wynajmuje obcokrajowcom lokale za dewizy
  • Marian Gajsztler - przedwojenny właściciel posesji Jasielska 8
  • Jan Nowak - niespodziewanie brat Chamuczyńskiego, również dokonuje machlojek z mieszkaniami
  • Mirosław Górny - syn Nowaka i Górnej, właściciel mieszkania, w którym nie mieszka
  • Anna Górna - matka Mirosława, żona Nowaka, kobieta postawna, o wyzywającej, mimo czterdziestu paru lat, urodzie
  • Józef Kaczyński - wraca z emigracji z USA i nieszczęśliwie zażywa środki nasenne ze skutkiem letalnym

Prokurator na “dobrowolnym wygnaniu” w Zakopanem odkrywa, że turysta, który uległ wypadkowi w Sylwestra[5], to jego dawny znajomy, dziennikarz. Podczas śledztwa w sprawie włamania, kradzieży i gwałtu w odnalezionych u włamywaczy fantach znajdują też rzeczy nieżyjącego Zwolińskiego. Niepełnosprytni włamywacze przyznają się, że nadano im mieszkanie po nekrologu w gazetach, ale twierdzą, że mieszkanie było już wcześniej przeszukane. Prokurator upiera się więc, że jego znajomy nie zginął przypadkiem, a został zamordowany. Metodą odpytywania kolejnych znajomych i współpracowników Zwolińskiego udaje się zrekonstruować sprawę, nad którą pracował, a która spowodowała, że stał się niewygodny. Zaskoczka fabularna - zbrodniarzem jest jfcóyal manwbzl cebxhengben v qrangn m pmnfój fghqrapxvpu, pupvjl abgnevhfm. Brakiem zaskoczenia jest natomiast, że prokurator przyatakowuje z przesłuchaniem dziennikarza na lotnisku po powrocie z długiego wyjazdu zagranicznego i nie pozwala mu nacieszyć się rodziną, tylko każe mu robić wizje lokalne (a potem bez skrupułów angażuje go w śledztwo).

Się pije: koniak.
W zdenerwowaniu się mówi: słowa typu “kurcze”.
Bawiąc-uczyć: wyłuszczone prawo własności lokalowej i zasady spekulacji nieruchomościami.
Estetyka: Usiadłem przy stoliku z serwetą we wściekle kolorowe pasy. Taki deseń mógł wymyśleć jedynie ktoś, kto był chory psychicznie.

[1] Na szczęście szczerby układały się w miarę symetrycznie, co w jakimś stopniu łagodziło uciążliwość estetyczną objawiania przez nią życzliwości.

[2]

Jak sobie przypominam, Czesterfield przyszedł do mnie koło godziny trzeciej po południu i zaproponował mnie odbycie stosunku płciowego. Ja się na tę propozycję zgodziłam i odbyłam stosunek płciowy z Czesterfieldem. Następnie Czesterfield wyciągnął przyniesione ze sobą pół litra wódki, którą wypiliśmy. Na moją propozycję, żeby Czesterfield dał mnie coś w zamian za stosunek płciowy powiedział on, że chwilowo jest bez forsy, bo cały bank trzyma Kalaput. doradził, żeby zgłosić się po wypłatę do Kalaputa. Ja nie traktowałam tego jako żart, gdyż współżyłam także z Kalaputem, od którego otrzymywałam kilkakrotnie różne prezenty. (...) Następnie udałam się do Kalaputa na ulicę Brzeską, którego zastałam w domu. Była to godzina siódma albo ósma wieczorem. Razem z Kalaputem wypiliśmy około pół litra wódki, a następnie Kalaput jeszcze ćwiartkę, ale już beze mnie, bo czułam się pijana. Po wypiciu tego alkoholu Kalaput zrobił mnie dobrze, po czym zasnął.

[3]

Ciemnowłosa sekretarka uśmiechnęła się na mój widok. Była na oko w szóstym miesiącu ciąży. Boże, kto tak skrzywdził tę piękną dziewczynę? - przemknęło mi przez myśl.

[4] Reportaże Amerskiego były równie budujące, jak nasze eksportowe osiągnięcia.

[5]

Orkiestra po raz któryś z kolei tej nocy grała „Ramaya".(...) Trzeba było dużej sztuki, żeby na sylwestra do „Watry" ściągnąć właśnie tę trupę [Stasiek i Jasiek], tylko pozornie rozrywkową, w rzeczywistości zaś dramatyczną, co z każdą godziną stawało się coraz bardziej oczywiste. Facet, tłukący w bębny, miał oblicze krasnoludka po dużej wódce i z trudem utrzymywał rytm, wyznaczany improwizacją zaplutego saksofonu. Pianista, tępo wpatrzony w pierwszy z brzegu stolik, przy którym kiwała się sennie rozłożysta blondyna, przebierał palcami po klawiaturze w sposób niekoniecznie zgodny z linią melodyczną forsowaną przez basy. Te ostatnie obsługiwał najwyraźniej skołowany grubas. Jeśli chodzi o wokalistkę, to zamilkła definitywnie w okolicach północy; jej chrypnący z minuty na minutę głos już znacznie wcześniej sygnalizował owo szczęśliwe w istocie rzeczy wydarzenie.

Tadeusz Kwiatkowski - Turysta #111

Spis osób:

  • kapitan Smulski - interesuje się odmianą nazwisk i wynikami śledztwa
  • porucznik Tomaszek - wysoki, barczysty, przywykły do noszenia munduru
  • Franciszek Piwiński - zachciało mu się mleka nad ranem, bo we krwi 1.6 promila
  • sierżant Zdobycz - pisze na maszynie jednym palcem
  • Dańda - przystojny młody człowiek czuły na wdzięki kobiece[1]
  • Wieczorek - przyjaciel Piwińskiego z Różanej
  • Złotowska - lokatorka z Różanej, starsza pani, głucha, ale co trzeba, to słyszy
  • Jan Możdżeń - roznosiciel mleka, nie uczył się, bo rękami więcej zarobi niż głową
  • Bolek Siwiec - taki chudy, że same kości
  • plutonowy Zięba - bobruje w krzakach za dowodami
  • Wojciech Paliwoda - nie zna się na psychologii 10-latków
  • Staszek Paliwoda - syn Wojciecha, znalazł zwłoki i nie tylko
  • dozorczyni - wścibska baba oraz nie sprawia najlepszego wrażenia
  • Sroczyński - ślusarz, fachowiec od delikatnego otwierania drzwi
  • doktor Baryczko - patolog
  • Janina Barabasz - nogi i inne części ciała miała w najlepszym wydaniu, przyrodnia siostra Siwca
  • Kurt Breitner - wojenny lokator Złotowskiej, Gestapo, szrama na lewym policzku i brodawka koło ucha

Piwiński, słomiany wdowiec, udał się do kolegi na przyjęcie. Nad ranem, wracając z promilami do domu, połaszczył się na mleko, niestety zaprawione cyjankiem. Lokatorzy domu, w którym Piwiński spędził ostatni wieczór, skarżyli się, że mleko dostali 2 godziny później niż zwykle. Pani Złotowska się nie skarżyła, bo jakiś czas potem okazało się, że też nie żyje (uderzenie butelką w głowę), podobnie jak roznosiciel mleka, załatwiony cyjankiem w salami. W mieszkaniu Złotowskiej ktoś wykuł dziurę w ścianie i prawdopodobnie zabrał coś cennego. Idąc tropem roznosiciela, milicja znajduje niemiecką zapalniczkę i informację o białym mercedesie, co prowadzi do niejakiego Kurta Breitnera, obywatela RFN, w czasie wojny zatrudnionego w Gestapo, a aktualnie leżącego w ciężkim stanie po wypadku samochodowym w szpitalu. Sprawa kilku morderstw się wyjaśnia, ale zadra po okupacyjnej przeszłości zostaje[2].

Się pali: Tomaszek w samochodzie (ale dmucha dymem przez okno).
Się je: salami (którego milicjanci nie widzieli od kilku lat).
Się pije: Żywiec (bo upał, ale nie na koszt państwa).
Złote myśli: My dzisiaj pracujemy opierając się na nauce, aparaturze i wszelkich zdobyczach technicznych. Kojarzenie jest dobre, ale na podstawie danych naukowych!

W hallu komendy Tomaszek przystanął.
- No i jak będzie?
Dańda podniósł i opuścił ramiona.
- Będzie, jak będzie.

[1]

Wprawdzie charakter jego zawodu wykluczał jakikolwiek wpływ uroków kobiecych na jego pracę, lecz porucznik nie mógł się oprzeć fascynacji tak piękną dziewczyną.
W południe zadzwoniła do Dańdy Janina Barabasz. (...)
- Umówimy się na randkę, dobrze?
- W biurze pracuję.
- A więc w jakiejś pobliskiej kawiarence.
- Po godzinach pracy.
- Ależ z pani służbistka!
- Przecież mam do czynienia z oficerem milicji.
- Nie jesteśmy tacy straszni. Chyba się pani przekonała. (...)
Odłożył słuchawkę. Nie krył przed sobą, że ucieszył się telefonem od tej dziewczyny. Podszedł do otwartego okna i tak ustawił szybę, by móc zobaczyć w niej swoje odbicie. Przygładził włosy i mrugnął wesoło sam do siebie.
Na szczęście nad morale milicji czuwa kapitan:
- Nie należy wierzyć nikomu. Nieraz trzeba sprawdzić i dziesięć razy to, co mówią świadkowie, aż wyjdzie szydło z worka - kapitan najwyraźniej nie miał najlepszego humoru. - To pewnie ładna kobieta, co?
Tomaszek spojrzał z ukosa na Dańdę. Uśmiechnął się.
- Chyba tak.
Kapitan pokiwał głową i westchnął.
- W waszym wieku wierzy się bardziej kobietom. Ale wbijcie sobie do głowy, że dla milicjanta nie ma ładnych kobiet, oczywiście wśród tych, które łączy coś z dochodzeniem. Nie ma! - klepnął Dańdę po ramieniu. - Ładna jest?
Dańda, nieco zbity z tropu, przyznał półgłosem:
- Ładna.
- I sprawa załatwiona. Ładna nie może kłamać, nie może oszukać. Oj, chłopcy, chłopcy!
Niechcący dotknął kolanem jej uda. Zrobiło mu się gorąco. Chciał jej wierzyć, ale może Smulski miał słuszność, że urodziwe dziewczyny mają większe szanse, by kłamać i zdobyć zaufanie? Podobała mu się i wszystko, co mówiła, wydawało mu się wiarygodne.

[2]

- Przegranych nazywa się zbrodniarzami. Zwycięzców bohaterami - uśmiechnął się Breitner - macie słuszność. Czytałem o kolegach, którym wytoczono procesy. Cóż, byli przecież tylko wykonawcami poleceń swych władz, a odpowiadali, jakby od nich zależało tępienie wrogów. (...) Nie mam do dziś dnia poczucia winy. Byłem żołnierzem.
- Żołnierzem? Gestapowcem. To chyba coś innego?
- Och, to są niuanse, które wy tylko rozróżniacie. Wszyscy Niemcy byli żołnierzami i walczyli dla dobra swego kraju.

Inne z tego cyklu tutaj.

#6 (przeczytałam też po raz kolejny EW110).

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek stycznia 15, 2021

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: 2021, kryminal, panowie, prl - Komentarzy: 2


Urszula Milc-Ziembińska - Śmierć wśród chryzantem

Awansem na zbliżające się Wszystkich Świętych (bo to już za chwilę, jak w tym roku czas pędzi) kryminał z morderstwem na Powązkach. Niedaleko grobu swojej narzeczonej, zabitej w 1943 roku przez Gestapo, ginie Ludwik Zarzecki, majętny prawnik z Francji, który do Polski wrócił po latach w celu ożenku z Polką. Opuszczona jeszcze przed ślubem piękna Joanna jest cała roztrzęsiona, ale milicja nie wierzy, że miała z zabójstwem coś wspólnego mimo licznych sugestii ze strony przesłuchiwanych świadków. Podejrzanych w najbliższym otoczeniu jest wystarczająco - choćby wychowanek ciotki Joanny, zwany "Sierotką" czy opuszczony dla naturalizowanego Francuza poprzedni narzeczony-lekarz.

Autorka niespecjalnie lubi tzw. prywatną inicjatywę - kapitan Czerwiński, który wszak rozumiał, że lokalni złodziejaszkowie okradli zwłoki na Powązkach, kompletnie nie mógł darować sprytu państwu Majcherkom, którzy wynajęli Zarzeckiemu luksusowy pokój w zamian za obietnicę noclegu i goszczenia w Paryżu (według przelicznika: 2 dni w Polsce - 1 dzień we Francji). Uważał to za przeraźliwy dowód na matactwa prywatnej inicjatywy. Znacznie mniej zirytował go fakt, że gospodyni denata bez żadnego skrępowania okazywała przywiezioną przez niego dla swej wybranki ślubną suknię i dawała do przymierzenia córce sąsiadów, którą stręczyła Zarzeckiemu. Setnie też ubawił mnie fragment, w którym wywiadowca żali się, że w celu pozyskania informacji musiał postawić "butelkę ryzlinga i dwa żywce. - Co? - Dwa piwa". Dzisiaj trzeba by tłumaczyć, co to riesling, bo żywca zna nawet przedszkolak.

Atmosfera na komisariacie jest wyjątkowo frywolna - funkcjonariusze żartują z siebie wzajemnie, oczywiście nie przekraczając dobrego smaku ("- Zadajesz pytania mniej niż mądre. - Szefie. Pan Bóg[1] w momencie stworzenia Wojtka musiał mieć okropną migrenę"). Nieustająco wzrusza mnie, zwłaszcza po moich doświadczeniach z aktualnie działającą policją, że umawiają się - dla wygody świadka - zwłaszcza z paniami[2] w kawiarniach (tym razem modna "Telimena").

[1] Ateizm ateizmem, materializm dialektyczny materializmem, ale Pan Bóg to Pan Bóg.

[2] Niestety, nie zawsze trafiały się ładne:


Tak na oko: podlotek z lat pięćdziesiątych, uformowany przez naturę w kształcie gruszki, czyli niżej dookoła szeroko i okrągło, a im bardziej w górę, tym mniej, ale również okrągło. I wszystko to w postaci płynnej - dodał z niesmakiem. - A szyja jak pacha słonia. Zielone kropki na powiekach i ciut, ciut rozmazana pomadka w kolorze jasny cyklamen[3].
- Co ty znowu trujesz, stary?
- Nie truję, tylko zdaję rzeczową relację. Nie jest jeszcze ona nawet pełna, bo nie uwzględniłem ciuchów. Jeśli ci powiem, że wyplamioną spódnicę w kolorze brudnobrązowym z zepsutym suwakiem oraz szałowy sweterek w kolorze lila z dziurą pod prawą pachą uzupełniał naszyjnik - a jakże złoty - i rajstopy, w których puściły oczka, tworząc mało oryginalny wzór, będziesz miał pełny obraz owej osoby.
(...) Mógł tylko żywić nadzieję, że że nikt ze znajomych go w tym towarzystwie nie zobaczy i tym samym uniknie złośliwych dowcipów.

[3] Uhm, prawdziwy mężczyzna rozpoznaje trzy kolory: fajny, ciulowy i pedalski.

#102

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela października 5, 2014

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: 2014, kryminal, panie, prl - Skomentuj


Zygmunt Janet - Święto kobiet

Buldog, Panienka, Płetwa i Niania to nie są bynajmniej ksywy członków grupy przestępczej, tylko przezwiska funkcjonariuszy wydziału zabójstw komendy stołecznej. W nocy 8 marca, po obfitych obchodach (wszak nikt tak nie fetuje pań, jak milicja) panowie zostają wyrwani z mocno zakrapianej kolacji u koleżanki z obyczajówki, bo tuż przy grobie Nieznanego Żołnierza leżą zbezczeszczone zwłoki. Kobiety. Śledztwo jest niezbyt priorytetowe, bo zginęła "nurek" - starsza kobieta, przetrząsająca śmietniki w poszukiwaniu czegoś, co można sprzedać. Mimo szerokiego wachlarza podejrzanych (inni "nurkowie", przechadzający się po okolicy pederaści, żołnierze czy erotoman-parkingowy) sprawa się wlecze. Buldog, kierownik wesołego zespołu, ma własne problemy - za dużo kobiet, z którymi sypia (i nie może się zdecydować na jedną). Poza śledztwem to Polska milicyjna na progu zmian ustrojowych - w punkcie skupu można zarobić więcej niż na etacie (a scena w punkcie skupu, nad podręcznikiem savoir-vivre'u jest perełką samą w sobie).

Bogactwo tej książki to drugi plan - nieheteronormatywny inżynier z kotem Pstrykotem, organizacja wczesnego recyclingu i podejrzany z zaawansowaną psychozą (oraz jamnikiem). Strona edytorska za to jest przerażająca - czcionka maszynowa, korektor albo był nieobecny, albo pijany.

#79

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek sierpnia 8, 2014

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: 2014, kryminal, panowie, prl - Komentarzy: 6


Zygmunt Zeydler-Zborowski - Major Downar zastawia pułapkę #100

Spis osób:

  • porucznik Stanisław Olszewski - prowadzi śledztwo
  • doktor Ziemba - patolog
  • Karol Rodecki - denat w butach od Kielmana, chirurg
  • Kowierski - internista, przyjaciel denata, przypomina goryla, rozwiedziony
  • Rodecka - udziela lekcji angielskiego, niemieckiego i francuskiego, więc nigdzie nie pracuje
  • pułkownik Leśniewski
  • major Stefan Downar - nie żeni się, bo ma mało czasu
  • sierżant Maciaszek - ofiara napadu, traci służbową broń i życie
  • Joanna Grabińska - była kochanka Rodeckiego, pracuje w MHZ
  • Edward Tarkowski - następca Rodeckiego w łóżku, również pracuje w MHZ
  • Anna - gosposia Kowierskiego, z tyłu czarownica, z przodu zabawna laleczka
  • Zenon Kowierski - syn doktora, niby uczy się na inżyniera
  • Michał Sołtysiak - bratanek gospodyni, niestety chuligan
  • Domańska - dawniej Kowierska, panienka z okienka w wieku trolejbusowym
  • Domański - tytułują go „panem mecenasem”, ale dałbym sobie głowę uciąć, że on nawet bardzo rzadko przechodził koło uniwersytetu
  • Karol Walczak - przyjaciel Downara
  • Helena Walczak - małżonka, umie wyczarować posiłek z pustej lodówki
  • Waldek - brat Joanny, raczej narwany
  • Grażyna Mierzycka - dziewczyna Waldka
  • Sikora - kierowca milicyjny
  • Kazimierz Łukasiak - taksówkarz, dawniej pracodawca Sołtysiaka
  • Świerczak - w narciarskim stroju wyglądał raczej na trenera kadry olimpijskiej aniżeli na milicjanta

Zima. Zwłoki nad Wisłą, na Czerniakowie, od zimna nie chroni kożuch ani jesionka. Porucznik Olszewski dostaje kataru. Nieboszczyk ma ręcznie szyte buty od Jana Kielmana. Okazuje się, że to chirurg, którego tajemniczy telefon wezwał w środku nocy. Podczas śledztwa milicja napotyka same piękne panie:

W komendzie oglądano się za nimi. Ktoś szepnął: - Ale Staszek poderwał babkę.
Musiała być kiedyś śliczną dziewczyną - myślał Olszewski, obserwujący dyskretnie klasyczny profil siedzącej obok kobiety, jej pełne, zmysłowe wargi i gęste ciemne włosy, poznaczone tu i ówdzie srebrnymi nitkami.

Piękna wdowa nie jest specjalnie smutna, bo mąż i tak od dwóch lat miał kochankę. Kochanka też niebrzydka:

Olszewski aż poruszył grdyką z wrażenia. Downar wprawdzie zachował zimną krew, ale także wydawał się zaskoczony urodą dziewczyny. Miała najwyżej 25 lat. Wysoka, doskonale zbudowana, nie była pięknością w stylu uznawanym za najmodniejszy. Należała raczej do minionego stulecia. Tak zapewne wyobrażali sobie swoje bohaterki Zola, Flaubert i Maupassant.
Delikatnie zarysowany owal twarzy, miękka linia szyi, ramion, bioder. Z całej postaci emanowało tyle kobiecego wdzięku, że nawet bardzo doświadczonemu mężczyźnie mogło zakręcić się w głowie.
Odgarnęła z czoła długie, jasne włosy i pytająco patrzyła na niespodziewanych gości. Co za oczy - pomyślał Downar. Chrząknął "urzędowo" (...).

Panowie za to niespecjalnie. Zamordowany, kochanek pięknej damy, jest dość otyły. Jego następca... "Szpakowata, mocno już przerzedzona czupryna, ułożona starannie za pomocą brylantyny, nadawała całej postaci ten charakterystyczny rys, który sprawiał, że na pierwszy rzut oka można by go zaszeregować do pewnej kategorii ludzi, coś pośredniego między włoskim fryzjerem a francuskim gigolakiem. Wąski, przyczerniony wąsik potęgował jeszcze to wrażenie. Duże, ciemne oczy, przysłonięte leciutką mgiełką (katarakta?) rozmarzenia, musiały ogromnie oddziaływać na kobiety". Do tego chodził w bonżurce i miał sztuczne zęby (w końcu był po czterdziestce).

Żona Walczaka improwizuje przyjęcie z okazji wizyty Downara: skumbrie [w tomacie], jajka na twardo, trochę sera i pół litra eksportowej żytniówki.

Tym razem obywa się bez pobierania odcisków palców metodą "na szklankę", za to do rozwiązania tajemnicy przyczynia się Downar, najpierw pobierając szczepki pelargonii (wiedzieliście, ze to się nazywa aplegierka?), a potem - w śnieżnym Zakopanem - udając zasobnego niemieckiego turystę, Rudolfa Lipke z Hamburga (tyrolski kapelusik pożycza z lokalnego komisariatu).

Nietypowo akcja nie kończy się po znalezieniu przestępców, następuje przesłuchanie. Wszystkie nagrody wygrywa jeden z podejrzanych, który - zapytany, czemu chciał wykończyć przebranego za turystę z RFN - odpowiada uczciwie: "- Bo myślałem, że pan jest imperialistyczny kapitalista z Niemiec Zachodnich".

Inne tego autora tu.

#38

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek kwietnia 8, 2014

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: 2014, kryminal, panowie, prl - Skomentuj


Zygmunt Zeydler-Zborowski - Kardynalny błąd #92

Spis osób:

  • Alicja Miechocka - pielęgniarka, miała krótki romans z Mierzwińskim
  • Andrzej Mierzwiński - chirurg, kochliwy
  • docent Drozdowski - lekarz, pełen życia i szybki w ruchach, szef Mierzwickiego
  • Iza Łastowska - flama Mierzwińskiego, mężatka, Downar określił ją jako “dorodną”
  • Jurek Kalicki - sybaryta, prowadzi jakieś interesy i zbiera kawały (polityczne!)
  • Oskar Łastowski - wysoki, barczysty mężczyzna w eleganckim zimowym płaszczu i w futrzanej czapce
  • major Karol Walczak - umuzykalnia Stefana, a Mierzwiński wycinał mu wyrostek
  • Stefan Downar - nie jest entuzjastą muzyki poważnej
  • Helena Walczak - żona majora, nie chodzi z mężem na koncerty
  • Doktor Ziemba - patolog
  • porucznik Olszewski - ma wprawę w rewizjach
  • doktor Kornak - duże, ciężkie chłopisko, z wyglądu bokser, a mimo to świetny chirurg
  • Sikora - kierowca służbowej Warszawy, mistrz kierownicy
  • Roman Zahorecki (27) - nie wiadomo z czego żyje, ale ładny chłopak, w typie Tarzana
  • Rysiek Borkowski - znajomy Zahoreckiego, ma imieniny 3/04
  • Irka Grabowska - znajoma Zahoreckiego, ma imieniny 2/04
  • Iwona Sobańska - kuzynka Łastowskiego, o egzotycznym guście odzieżowym
  • Marcelina Sobańska - matka Iwony, wygląda jak królowa brytyjska i tak się zachowuje
  • Felicja (70) - pokojówka u Sobańskiej seniorki
  • Rogujski - doktor psychiatrii, leczy Iwonę

W mieszkaniu lekarza-chirurga ktoś zabija męża kochanki. Lancetem. Śledztwo prowadzi Downar, ale taki trochę nie w humorze, bo nie dość, że Walczak go umuzykalnia w operze, zabierając na koncert fortepianowy g-moll Prokofiewa, to jeszcze major rzuca palenie, od miesiąca nie pije, a dodatkowo w sprawie "tego co i owszem" ma chroniczny brak okazji. I nie jest z tych Downarów z Wileńszczyzny, co mu sugeruje pretensjonalna krewna wdowy. Tym razem autor wprowadza spore grono postaci charakterystycznych. Poza wspomnianą pułkownikową Sobańską, co to w koronkowej mantylce dzwoni po służącą, żeby wprowadzić pana do biblioteki, pojawia się jej córka, egzotyczna Iwona, która od ręki przyznaje się do zabójstwa. Niestety, musi się okazać chora psychicznie, albowiem wygląda jak...

skrzyżowanie cyrkowego klowna z rajtarem jego królewskiej mości Karola Gustawa. Spod szerokich rozkloszowanych na dole spodni koloru świeżej jajecznicy wyglądały jasnozielone buty na wysokim obcasie. Czerwony obcisły spencer przepasany był potężnym czarnym pasem, ozdobionym złotymi okuciami i sprzączkami, służącymi zapewne do przypięcia rapieru. Na głowie ogromny filcowy kapelusz z odwiniętym rondem na modłę szwedzką (...). Downar zmartwiał i skurczył się wewnętrznie.

Lekarz o morderstwo podejrzewa swojego jowialnego i ciekawskiego kumpla od obiadków w restauracji, który jednak okazuje się być tylko dystrybutorem dowcipów obrażających system. Milicja trafia też do willi "młodego pana" Zahoreckiego, z którym - oprócz lekarza - sypiała młoda wdowa. Nazwisko ewidentnie sugeruje zgniłą klasę wyższą; wygląd mniej - wysoki, świetnie zbudowany, przypominał filmowego Tarzana w wykonaniu Weissmullera. Nawet okrągłe małpie oczy pasują do charakteru.

Kulinarnie: lekarz na randkę w Delikatesach kupuje węgierskie wino (oraz goździki), a Downara częstuje pyszną herbatą Ceylon, w tych dużych opakowaniach po 62 zł. W restauracji można za to zjeść świetną pieczoną kaczkę.

Jest i nieco mocnej ostatnio kwestii tożsamości płciowej:

- Nie widzicie, kto siedzi za kierownicą? Mężczyzna? Kobieta?
- Chyba facet, ale diabli wiedzą. Teraz babki od faceta trudno odróżnić z bliska, a co dopiero w wozie i na taką szarugę.

A odciski palców podejrzanych, jak zwykle, pozyskiwane są metodą "na szklankę". Jakimż ciosem dla milicji był zgniły kapitalizm, w którym w każdym domu, miejscu pracy i kawiarni są różne szklanki.

Inne tego autora tu.

#26

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek marca 14, 2014

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: 2014, kryminal, panowie, prl - Skomentuj