Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Więcej o beletrystyka

Lisa Halliday - Asymetria

Zawsze się nabieram, zawsze. Literacki fenomen, rzecze The New Yorker. Niesamowita, wtóruje The New York Times”. Jedna z najważniejszych książek 2018 według czołowych amerykańskich czasopism branżowych…

Książka składa się z trzech niezależnych części. Część pierwsza to historia związku 25-latki, asystentki w wydawnictwie, aspirującej do bycia pisarką oraz ponad 70-letniego, uznanego i nagradzanego pisarza, oczekującego na ukoronowanie kariery Literacką Nagrodą Nobla. Związek to zresztą określenie nieco na wyrost, bo to powtórka z “Pigmaliona” - pisarz poza pożyciem intymnym edukuje dziewczynę, podsuwa jej lektury, ale ukrywa ją przed znajomymi i światem, każąc jej udawać kogo innego. W ramach “prezentu” daje jej pieniądze i spłaca jej kredyt studencki, ale oczekuje, że będzie na jego każde skinienie. Dodatkowo całość rozepchana jest obszernymi cytatami z dzieł literatury światowej. Koniec części pierwszej. Część druga, moim zdaniem najciekawsza, to dygresyjna opowieść o życiu młodego Irakijczyka, który urodził się w samolocie nad Stanami Zjednoczonymi i dzięki temu otrzymał podwójne obywatelstwo. Czytelnik poznaje go, gdy zostaje zatrzymany na lotnisku w Londynie podczas międzylądowania w skomplikowanej logistycznie podróży do Bagdadu. Po wielu irytujących spotkaniach z pracownikami ochrony, okazuje się, że ze względu na podwójne obywatelstwo jest persona non grata w Wielkiej Brytanii i nie może opuścić terenu lotniska, żeby spotkać się z dawnym znajomym. Czeka więc ponad dwie doby w poczekalni, a w międzyczasie snuje refleksje o skomplikowanym losie osoby rozdartej pomiędzy kulturami, pomiędzy USA, gdzie żyje i gdzie mieszkają jego rodzice, a Irakiem, gdzie mieszka pozostała część jego rodziny i ukochany brat. Koniec części drugiej. Część trzecia to egzaltowany wywiad z pisarzem znanych z części pierwszej tuż po otrzymaniu przez niego nagrody Nobla. Autor w audycji radiowej opowiada o swoich ulubionych utworach muzycznych oraz o życiu.

I serio, to jest naprawdę dobrze napisana książka, a w zasadzie dwie i pół książki, tyle że poszczególne części nie mają ze sobą w zasadzie nic wspólnego. I kompletnie nie rozumiem tytułowej asymetrii poza tym, że ludzie są różni i koleje ich życia są różne.

#104

Napisane przez Zuzanka w dniu środa września 28, 2022

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: 2022, beletrystyka, panie - Skomentuj


Małgorzata Kalicińska - Dom nad rozlewiskiem

Potrzebowałam czegoś nieskomplikowanego w uszach do pestkowania śliwek na korzenne powidła, wylosował się właśnie “Dom” i już w pierwszym rozdziale narratorka zachwyca się dojrzałą śliwką i marzy o smażeniu powideł w tytułowym domu na Mazurach. Wiadomo, przypadek (a może nie?), ale dałam na wejściu duży kredyt zaufania, chociaż pamiętałam dużo opinii walcujących autorkę na płasko. Więc w Kalicińskiej są dwa wilki - jeden ironiczny, sarkastyczny, a nawet cyniczny, który opisuje celnie hipokryzję pracy w agencji reklamowej, a wcześniej w telewizji, nieudany związek bez miłości, takie sobie życie erotyczne oraz zanikanie społeczne i zawodowe kobiety po 40. Niestety, jest też drugi wilk - pal diabli, że czułostkowy, ckliwy, egzaltowany - niestety też boomerski, rasistowski, klasistowski, pełen hipokryzji i zwyczajnie głupi. Podpisuję się pod wszystkimi zarzutami krytyków, a nieco zalet tej książki - kilka ciekawych historii, opowieść o ratowaniu się z kryzysu w życiu, wielopokoleniowej miłości matki do córki, przyjaźni - jest skutecznie stłamszonych przez ogrom wad, żenujących opinii, jakie autorka wkłada w usta bohaterki czy rzeczy zwyczajnie szkodliwych (np. nazywanie boreliozy wymysłem farmaceutów, wszak kiedyś ludzi gryzły kleszcze i żyli albo sugerowanie, że zapuszczenie barszczu Sosnowskiego w ogródku, bo taki ładny). Jeśli tego byłoby za mało, akcję powieści przeplatają opisy gorącego seksu i detaliczne przepisy kulinarne, bo bohaterka od razu po zejściu z penisa siada do siekania i pieczenia.

Imienniczka autorki, Małgorzata[1], po redukcji w agencji reklamowej, nie umie sobie znaleźć miejsca w życiu. Teściowa doradza jej, żeby odwiedziła matkę, która opuściła córkę, gdy ta była nastolatką. Małgorzata jedzie więc na Mazury, zatrzymuje się po drodze, żeby się wysikać na śniegu, po czym natychmiast nawiązuje z matką doskonały kontakt, bo okazuje się, że to nieżyjący już ojciec matkę wywalił z domu z powodu zdrady i zakazał się kontaktować, wszystko wybaczone. Bohaterka decyduje się zamieszkać z matką i z przyszywaną ciotką, Kaśką, osobą z niepełnosprawnością intelektualną. Na początku dorabia sobie przez internet pracami zleconymi, po czym wpada na pomysł rozbudowy domu w pensjonat. Rozstaje się w zgodzie z mężem (ona go zdradzała podczas pracy w agencji, on - jak się okazało - sypiał ze swoją szefową, proszę przechodzić), na miejscu nawiązuje intymne kontakty z dentystą Januszem, Janusz okazuje się być alkoholikiem, zostawia go, spotyka się incydentalnie z kimś innym, ale wraca do Janusza, który obiecuje nie pić. Do pensjonatu zjeżdżają się wszyscy - córka z przyjaciółmi, mąż z nową flamą, narzeczony matki, ci lepsi sąsiedzi (o gorszych za chwilę), sielska atmosfera, namaszczone rozmowy po świt (“- O! Zobaczcie! - woła Konrad. - Bociek! / - Marysiu! Złap się za cipkę! - mówię szybko. - Złap się, bo inaczej...wiesz, ten dureń dzieci roznosi”). Koniec tomu pierwszego.

Przeczytałam, żebyście Wy nie musiały. Jakie to złe. Małgorzata zachwyca się wsią spokojną, wsią wesołą, ale z pozycji “pani z miasta”; mieszkańcy są dobrzy, choć prości (przy czym partnerami dla pani z Warszawy mogą być tylko napływowi, nie prostacy z okolic) albo, kontrastowo, śmierdzący alkoholicy, podłe plotkary czy przemocowcy i przestępcy, chętnie wyciągający rękę po cudze, bo PGR nauczył ich tylko kradzieży. Wyśmiewa pomysł młodych w kwestii otwartego związku, mimo że chyba każda z głównych postaci ma na koncie ukradkowe romanse. Szydzi z lokalnych pijaczków, ale sama spożywa niesamowite ilości alkoholu - naleweczki, pysznie chłodzące piwo, dobrze schłodzoną wódeczkę na trawienie, koniaczek do rozmowy - nawet wtedy, kiedy już wie, że jej kochanek ma problem alkoholowy (ale to co innego!). Z jednej strony twierdzi, że siła tkwi w kobietach i kobiecej sztamie, ale bez żadnych oporów nazywa wszystkie młode koleżanki z pracy i potencjalne podrywki znajomych panów “cipciami”. Jakkolwiek historia opóźnionej intelektualnie Kaśki[2], odebranej od patologicznego ojca-alkoholika, ma pozytywny wydźwięk, tak bardzo gorzko brzmi spokojna opowieść o ukradkowej sterylizacji, żeby się “głupie” nie mnożyło. Ćwierć książki zajmują fatfobiczne rozważania bohaterki na temat tego, że na domowej kuchni “apetycznie przytyła”, pod tym kątem analizuje wszystkie napotkane kobiety, wyrzucając im zapuszczenie. W planach pensjonatu uwzględniane są tylko osoby starsze lub bezdzietni, bo najgorsze są “wychowywane bezstresowo” drące ryja bachory[3], których Małgorzata nienawidzi. Jest sporo rozważań o tym, jak bardzo cierpi duma bohaterki, że musi “usługiwać” byle komu, prowadząc pensjonat; na szczęście przyjmują tylko ludzi na poziomie, którzy awansują do rodziny, więc nie ma ujmy na honorze. Jest tęsknota za szlachtą i ginącym świecie przedwojennych majątków (“Zastępy podkuchennych robiących setki pierogów, kołdunów? Wielkie kuchnie całe w mące i śmiechach? Szpikowe kluseczki do rosołu? Zupę rakową?”). Jest pochwała pielęgniarki, która w klasztorze opiekuje się erotycznie staruszkami za pomocą zręcznej dłoni (cytat mogę okazać na życzenie, ale ostrzegam, to jest mocno krindżowe). Wreszcie, wspominałam o rasizmie? Proszę, dwie zabawne scenki:

Z cukierni vis-a-vis McDonalda wysypuje się grupa Niemców. Głośno krzyczą po niemiecku, gestykulują i zajmują całą ulicę. Przystajemy. Piotr wchodzi w tłum z podniesionymi rękoma i woła:
- Nicht schissen!
- Sorry... - któryś przeprasza po angielsku i uśmiecha się.
Robi się cicho i Niemcy milkną. Szybko wchodzą na frytki i hamburgera, nie wiedząc, czym może ich ugościć Kraków. Profani. Kilka osób klaszcze. Piotr kłania się i ma na twarzy minę chłopczyka, który wie, że narozrabiał.
Peter - ten skośnooki kurdupel [Holender pochodzenia azjatyckiego] (...) powiedziałam już rozwścieczona namolnością tego dupka.(...)
- Mamo, Tomek! Ten mały żółtek ciągnie mnie do łóżka!
Tomasz był rozbawiony:
- I co? Pytasz się tatusia o zgodę?
- Tomasz! - Dałam mu ścierką po plecach. - Z takim konusem?! Pijanym, małym, holenderskim krasnoludkiem? Zwariowałeś?! Za kogo mnie masz?
- Widzisz, jakie robisz wrażenie?
- Na konusie. Pijanym Tamagoci. Pewnie wszystko ma na bateryjkę. Kurczak. Japoński kogucik.
- Masz rację, Gosiu. - Tomasz wstał do wyjścia. - Oni są do bani w te klocki. (...) Owszem, mówiła, że napaleni na Europejki, ale jak króliki - robią to bez finezji.
- Nie chcę z królikiem i to jeszcze miniaturką! On mi sięga do sutka! Karzełek. Idę spać.(...) Karzełek-królik Peter, puścił mi oczko przy śniadaniu. Ale głupol!

Nie planuję następnych tomów, jeśli ktoś z Was czytał, poproszę o pobieżne streszczenie, zwłaszcza tomu trzeciego, bo słyszałam, że jest jeszcze gorzej, a tego nawet w audiobooku nie dam rady, mimo uroczej Marty Klubowicz.

[1] Zdrabniana na wszystkie możliwe sposoby, od takiej “Gonisi” kwas mi podchodził do gardła. Ale to moja prywatna fobia.

[2] Z postacią Kaśki w ogóle jest taki problem, że nie wychodzi poza rolę bezwolnej służącej, która wykonuje polecenia, albo - posadzona przez telewizorem - bez zrozumienia ogląda migający ekran.

[3] Państwo Kwintowie są w porządku, bo wprawdzie ona bez skrępowania karmi niemowlę dużą, białą piersią, ale dziecko w ogóle nie płacze i jak się okazuje, to ludzie Wysoko Moralni:

Starsi państwo popatrywali na nowo przybyłą rodzinę z zainteresowaniem, zastanawiając się, czy obecność ich będzie miła czy dręcząca. Zaniemówili, kiedy Piotr nakrył do stołu, podał śniadanie żonie i Józiowi, po czym usiadł i złożył dłonie, oni też i zmówili cicho modlitwę! Potem radośnie wzięli się do jedzenia. Pani Wanda miała wielkie oczy pełne uśmiechu, a Bogdanowie zerkali z uszanowaniem. Z naszych tu nikt nigdy nie modlił się przed posiłkiem. Nawet w niedziele nie chodzili do kościoła. Wcześniej Tadeuszowie podobno chodzili. Teraz w niedzielne poranki odmawiają modlitwę w pokoju. Pan Staś jest niewierzący, pani Wanda owszem. Sama jeździ do kościoła. W tygodniu.

#102 / #1

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota września 24, 2022

Link permanentny - Kategorie: Słucham (literatury), Czytam - Tagi: 2022, beletrystyka, panie - Komentarzy: 1


Łukasz Orbitowski - Kult

Oława, pamiętny rok 1997, powódź tysiąclecia. Zbyszek, fryzjer męski, mąż i ojciec, opowiada historię swojego brata, Henryka. Henio od dzieciństwa był “trochę nie tego”, łatwo się gubił, często zamyślał, był niespecjalnie inteligentny, zainteresowany światem, ale na swoich warunkach, tu upadł na głowę, tam sobie coś innego uszkodził, w dorosłe życie wszedł więc z rentą i pod niechętną opieką brata i jego żony. I do tego momentu historia jest taka zwyczajna, gdy wtem Heniowi na działkach objawia się Matka Boża, co zapoczątkowuje ogromny kult, który jednoczy wiernych (“jeremiaszów”) i grupkę szukających zarobku przy proroku Heniu wraz z pomocnikami (“mateuszów”). Henryk uzdrawia ludzi dwa razy w tygodniu, raz na jakiś czas ma objawienia, ostatnią osobą, która w to wierzy, jest Zbyszek, ale że to brat, to wspiera go w wieloletniej walce z kościołem i partią, współpracując z ze swoimi szkolnymi kolegami - księdzem Romkiem i partyjniakiem Waldkiem.

Pomijając niejednoznaczność historii rodzinnej, opowiadanej przez Zbyszka, wiarołomnego męża i cynika, ale mimo to kochającego brata - bo nie wiadomo, czy rzeczywiście przez naiwnego Henia przemawiała Matka Boża Oławska, czy jednak były to omamy powodowane uciskiem krwiaka na mózg - to fantastyczny opis okresu przemian lat 80. i 90. w małym miasteczku pod Wrocławiem. Budowa sanktuarium, sfinansowana z datków “jeremiaszy”, przeprowadzona całkowicie na dziko, przejście od schyłkowego socjalizmu do pierwszej zachwytu kapitalizmem, o tym starzejący się Zbyszek opowiada młodemu Łukaszowi, alter ego autora. Ironicznie, ale nieoceniająco - owszem, może i to wszystko to był zabobon, nakręcany przez cwaniaków kosztem nieco opóźnionego Henia, ale tylko Zbyszkowi wolno było z tego kpić; z perspektywy roku 1997 nic nie jest już takie oczywiste. Opowieść oparta jest na faktach - był w Oławie lokalny “prorok”, Kazimierz Domański, z wizjami, budową nieuznawanego przez kościół miejsca kultu i tłumami zadeptującymi ogrody działkowe - ale dużo, mam wrażenie, pochodzi od samego autora i czyta się to doskonale (jakie ten chłopak ma ucho do języka!). Dees ma o “Kulcie” ładną notkę.

Inne tego autora.

#101

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek września 19, 2022

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: 2022, beletrystyka, panowie - Skomentuj


Lauren Groff - Wyspa kobiet

Wiek XII, czasy krucjat i burzliwych wojen w Europie. Na tronie Anglii i Francji zasiada kobieta, Eleonora Akwitańska, ale to nie ona jest właściwą bohaterką książki. Nastoletnia bękartka Marie, przyrodnia siostra króla (nie ważne, że z gwałtu), brzydka, za wysoka i niezgrabna, chodzi za królową jak wierny piesek, ale jej miłość nie jest odwzajemniona. Gorzej, królowa z niej otwarcie szydzi, a potem wysyła ją do zapyziałego klasztoru w Anglii, żeby tam niewygodna dziewczyna o dziwnych, nienaturalnych skłonnościach do innych kobiet, dokonała żywota. Klasztorem rządzi niewidoma ksieni, panuje okrutny głód, spowodowany ubóstwem, zakonnice są dziesiątkowane przez choroby, a dodatkowo nad nowicjuszkami znęcają się nieprzyjemne nadgorliwe funkcjonariuszki zakonne. Marie, początkowo zamrożona w środku, chora z miłości do odrzucającej jej królowej, usiłuje wyrwać się z zakonu, śle list za listem, ale w pewnym momencie dociera do niej, że nic nie zmieni jej losu. Nagle budzi się w niej organizatorka i opiekunka, zaczyna reformować klasztor, do którego ściągają równie jak ona dziwne kobiety. Ma widzenia, podczas których wpada na ryzykowne pomysły typu budowa labiryntu, dzięki któremu kobiety są chronione przed zewnętrznym, nieprzyjaznym światem czy sposoby na uzyskanie pieniędzy na rozwój (i podatki).

To utopia o średniowiecznym świecie dla kobiet, gdzie - dzięki wyrzuconej poza nawias Marie - mogły znaleźć spokojną przystań i ujawnić swój potencjał. Zabezpieczone przez głodem, gwałtem i przemocą, mogą albo zostać w klasztorze, albo zostają ożenione na dobrych warunkach. Jest to, zaskakująco, powieść homoerotyczna, oczywiście na miarę średniowiecza. Postaci historyczne mieszają się ze zmyślonymi, Eleonora Akwitańska i Maria z Francji żyły w tym samym czasie, obie dokonały żywota w klasztorach, ale czy ich losy tak się układały, jak opisuje Groff - nie wiadomo. Bardzo wciąga, ale nie jest to raczej moja ulubiona powieść tej autorki.

#91

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek sierpnia 22, 2022

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: 2022, beletrystyka, panie - Skomentuj


Dave Eggers - Hologram dla króla

Alan Clay, starzejący się konsultant z kiepską opinią, dostał życiową szansę od firmy Reliant - ma przygotować prezentację hologramowego połączenia z Londynem dla króla Abdullaha, władcy Arabii Saudyjskiej; kiedyś znał bratanka króla i liczy, że da mu to jakieś fory w przetargu. To wielkie wyróżnienie i ogromna okazja, problem w tym, że na miejscu okazuje się, że reklamowane jako najnowocześniejsze miasto, KAEC, to trzy budynki pośrodku pustyni z niewielką szansą na dokończenie wiecznej budowy[1], zamiast prestiżowej sali konferencyjnej firma Alana zostaje umieszczona w namiocie ze szwankującą klimatyzacją i kiepskim wifi, a dodatkowo nikt nie ma czasu, żeby z Reliantem rozmawiać, nie wspominając o tym, że król jest dość zajęty, a o jego planach na dany dzień pracownicy Alana dowiadują się jako ostatni, mają czekać w gotowości, aż może któregoś dnia król się pojawi. Doprowadza to Alana do szału, rzuca się więc w rozpamiętywanie wszystkich swoich życiowych porażek - rozwodu, utraty kolejnych posad, utraty zdolności kredytowej przez kartę Banana Republic, braku oszczędności, przez co nie może zapłacić za studia córki, pogardy ze strony ojca, wreszcie rosnącego guza na karku. Zaprzyjaźnia się Jusufem, kierowcą wożącym obcokrajowców, dzięki czemu poznaje Arabię od mniej formalnej strony oraz trafia do szpitala na usunięcie rozgrzebanego po pijaku guza. Prezentację finalnie się udaje przeprowadzić, po czym w zasadzie następuje koniec książki.

Można książkę odbierać jako studium porażki na różnych poziomach - osobistym (Alan i jego przyjaciel Charlie) i ogólnonarodowym (KAEC i ludzie żyjący w Arabii Saudyjskiej pod twardymi rządami monarchy absolutnego), można - absurdalnie - potraktować ją jako dającą nadzieję, że z każdej sytuacji da się znaleźć wyjście (również ostateczne, jak Charlie), a nieudane podejścia najwyżej zasypie pustynia. Czyta się bardzo dobrze, ale jak w przypadku innych książek tego autora, trudno powiedzieć, po co ta książka została napisana.

[1] I rzeczywiście - po śmierci króla projekt został zarzucony.

Inne tego autora.

#86

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek sierpnia 5, 2022

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: 2022, beletrystyka, panowie - Skomentuj


Zofia Bystrzycka - Zamknięte oczy

Karol Kresz ma 41 lat i jest urzędnikiem. Kiedyś był ambitny i po linii Partii, teraz przejrzał na oczy i raczej jest zniechęcony i widzi wszystko tylko w czarnych barwach. Julia Kreszowa ma 34 lata i jest aktorką. Niezbyt dobrą, ale jeszcze młodą i ładną, chociaż to ostatni dzwonek dla niej (sic!). W domu Kreszowie się mijają, ona nie słucha jego narzekania, on nie słucha jej opowieści o teatrze. Wisi nad nimi, a w zasadzie nad Julią, niewypowiedziany żal o to, że Karol sześć lat wcześniej pozwolił jej na aborcję. Powtórzę, on jej pozwolił: “Wchodziła w zawód aktorki — ciąża przerwałaby jej pracę na wiele miesięcy. Więc właściwie sama dziecka nie chciała — ale teraz wiedziała tylko to, że Karol mógł je uchronić od zniszczenia. Gdyby bardzo chciał, gdyby kazał jej uwierzyć, że to dziecko jest im potrzebne do miłości. Ale Karol milczał, właściwie nie miała z nim trudności. Pytała go z wahaniem ukrytym pod decyzją, a on od razu uznał, że inaczej być nie może. Mówił nawet, że jeszcze zdążą, że na razie dziecko powikła im życie”. Jak się łatwo domyślić, ona trafia na swojego dawnego kochanka, Tadeusza, z którym wdaje się w namiętny romans, on zaczyna rozmawiać ze swoją sekretarką, myszowatą panną Jadzią, bo tylko ona go rozumie. Uczucie Julii do zaborczego Tadeusza jednak szybko wysycha, użala się więc nad mężem, który wygląda na chorego i do ich związku wraca dawne przywiązanie.

Niestety, nie jest to kryminał! W międzyczasie autorka miota się między przedstawieniem udręki Karola, który nie jest szanowany w swoim biurze, a detalicznym opisywaniem szczegółów pracy w teatrze - intryg, przygotowań do premiery, humorzastego reżysera, który sypia z jedną z aktorek, zakrapianych imprez i miłostek. Zapewne może to być ciekawe dla tych, którzy pamiętają przełom lat 50. i 60. oraz potrafią odszyfrować postaci ludzi teatru - nieutalentowaną młodą aktorkę, która zawraca głowę staremu, przebrzmiałemu gwiazdorowi, dobrą aktorkę z brzydkimi nogami, apodyktycznego reżysera, starą damę, której wiek już się nie liczy, bo ma szacunek; mnie oba światy znudziły. Podobnie jak przemyślenia na temat “zdobywania” kobiet i różnicy między miłością a prostytucją. Ja przeczytałam, wy już nie musicie.

Się robi zakupy: oczywiście tylko kobiety, wystają długo i cierpliwie w kolejnych sklepach, a w efekcie kupują niewiele i kiepskiej jakości, przez co mężowie z dezaprobatą skrzywią usto nadobne.

Się je: zupę w domu, sałatkę i wędlinę na bankiecie, buraczki, “płaskie mięso w wieńcu jarzyn”, keksy, jabłka.

Seksizm powszedni: kult młodości - kobiety tylko wtedy są wartościowe, kiedy są młode.

„Powinna się trochę malować — pomyślał inżynier. — Dziewczyna, która dzisiaj nie podkreśla twarzy, wygląda na chorą wśród tych wszystkich kolorowych kobiet".

Inne z tej serii.

#78

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela lipca 10, 2022

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: 2022, beletrystyka, panie, z-jamnikiem - Skomentuj