Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Więcej o klub-srebrnego-klucza

Zygmunt Zeydler-Zborowski - Major Downar przechodzi na emeryturę

Major Downar w sile wieku, jak to u służb, dochrapał się wreszcie upragnionej emerytury. Dla uczczenia zmiany życiowej wybrał się na długo oczekiwaną wycieczkę objazdową do Włoch. Niestety, zamiast zachować planowane incognito, został wciągnięty w dziwne sprawy współtowarzyszy podróży - niesnaski małżeńskie[1], przygody ekscentrycznej babci, listy z pogróżkami, szyfry i rewolwer, postrzelenie jednego z uczestników wycieczki oraz dziwne, niespójne zachowanie drugiego. Nawet okazjonalna podrywka, piękna pani Anna, nie rozproszyła napięcia, zwłaszcza że wprost podziękowała za awanse. I, jak się okazało po powrocie, jego przyjaciel z komendy, Walczak, poprosił go o wsparcie po tym, jak zginął jeden z uczestników wycieczki, a wiadomości o obserwacje Downara oczywiście pomogły wyjaśnić nie jedną, a dwie zbrodnie.

W zasadzie pierwsza połowa książki to raczej relacja z wycieczki do Włoch - zachwyty Wenecją, opisy zwiedzania, jedzenie i picie ze sporą porcją obserwacji społecznych pt. Polak na wakacjach; pojawiają się kąśliwe stwierdzenia, że Amerykanie i Zachodni Niemcy zepsuli Włochów i wszystko jest drogie. Dopiero druga część to właściwe śledztwo, w którym Downar pełni rolę konsultanta, takiego Herculesa Poirota zza kulis.

Się je: owocowe cukierki w samolocie (jak w “Misiu”!), makaron z sosem pomidorowym z małymi kawałkami wołowiny, posypany parmezanem; makaron, kawałek wysuszonego mięsa z sałatką i winogrona; bułeczki, serki, dżemy; ze szwedzkiego stołu[2]; faszerowane bakłażany w sosie pomidorowym; placki ziemniaczane - ze śmietaną i konfiturami (u Walczaka); grzyby w śmietanie (na ostatni posiłek); domową szarlotkę, drobne ciasteczka, słone paluszki.

Się bywa dowcipnym: Ta opalenizna to raczej od wina, a nie od słońca; Downar usilnie pracował intelektem, żeby powiedzieć coś dowcipnego, ale poległ i zaproponował zamiast tego, żeby się czegoś napili.

Się nabywa okazyjnie: foteliki z importu z Jugosławii.

Się ma terroryzm: bo we Włoszech nie ma kary śmierci. I biedni turyści z Polski nie mogą zwiedzać Palermo w obawie o bezpieczeństwo.

Się ignoruje: konflikty blisko i dalekowschodnie, afrykańskie, niech się biją, jak mają ochotę.

Się pije: białe i czerwone wino, herbatę (do śniadania), amaro z lodem, lemoniadę, coca colę; koniak na przeziębienie, domową kawę, ekspresową holenderską herbatę, Remy Martin; wodę (na przesłuchaniu).

Się konsumuje literaturę: Sienkiewicza (według Downara każdy, kto nie uważa, że to genialny pisarz, to idiota); Kotarbińskiego - Traktat o dobrej robocie (powinien być obowiązkową lekturą w szkołach).

Się czeka na turystów: piękne włoskie dziewczyny, takie że palce lizać (sic!).

[1] Żona zgłasza się do kierownika wycieczki, że boi się zostać sama z mężem, bo ją zamorduje. Downar: nie sądzi pan, że to histeria?

[2] Dotychczas szwedzki stół był dla Downara pustym, pozbawionym jakiejkolwiek treści dźwiękiem. (...) Wszelkiego rodzaju sałatki z krabów, z ośmiornic, z ananasów, z bakłażanów, rozmaite gatunki ryb w pikantnych sosach, warzywa, oliwki, pomidory, kucharze w białych kitlach kroili smakowite mięsiwa, a ogromne plastry rostbefów, cielęciny i pieczony drób… Samoobsługa. Każdy brał talerz, a nawet dwa talerze. (...) Przybysze z Polski byli tak oszołomieni tym zaopatrzeniem, że w pierwszej chwili nie wiedzieli, co brać. (...) I bez żadnych ograniczeń! Pieczywo i wino, białe i czerwone. Ale i szwedzki stół po kilku dniach powszednieje.

Inne tego autora, inne z tej serii.

#95/#15

Napisane przez Zuzanka w dniu Thursday July 30, 2026

Link permanentny - Kategorie: Słucham (literatury), Czytam - Tagi: 2026, klub-srebrnego-klucza, kryminal, panowie, prl - Skomentuj


Wilhelmina Skulska - Słowo inspektora

Sama akcja jest dość pretekstowa - inspektor Rogosz zostaje poproszony o odłożenie do archiwum sprawy sprzed 20 lat - napadu na konwój z pieniędzmi, podczas którego zginął jeden z milicjantów. Zgadza się niechętnie, ale już za chwilę wpada na trop - w różnych miejscach Polski zostały znalezione zwłoki potencjalnych samobójców, niby nic ich nie łączy, ale Rogosz ma PRZECZUCIE. I rzeczywiście, wyprasza ostatnią szansę i wykrywa grupę znajomych, którzy przed laty dokonali pechowego napadu, po czym się rozjechali po Polsce, a pieniędzy i tak nie zyskali, bo zostały odnalezione przez milicję. Za to ile tu detalu obyczajowego! Żona inspektora umarła w bliżej nieznanych okolicznościach, nie żeby wielka miłość wcześniej, ale trochę żal. Samotnie wychowuje nastoletniego syna, co powoduje liczne problemy logistyczne, bo Rogosz mało czasu spędza w domu, na szczęście młody jest bezproblemowy i zajmują się nim współpracownicy Rogosza, w tym zakochana w inspektorze sekretarka szefa. Do tego ma depresję - budzi się rankiem zmęczony i z zazdrością patrzy na pracowników Spółdzielni Inwalidów, którzy czerpią radość z pracy mimo że są “ciężko przez los doświadczeni”. Ociera się o środowisko waluciarzy i dam negocjowalnego afektu, oczywiście z poczuciem wyższości i niechęcią, za to zakochuje się w uczciwej żonie podejrzanego, z którą pracuje pod przykrywką. Niestety, w momencie aresztowania sprawcy sprawa się kończy, nie wiadomo, czy Rogosz spróbował z piękną panią Krystyną, czy finalnie wrócił do zakochanej w nim współpracowniczki.

Się je: kaszankę ze świniobicia, kanapki i jabłka (w trasie), obfite śniadania (twarożek, sery, płatki różowej szynki); mandarynki, banany i pomarańcze (jak się kupi przed świętami), rogale i solanki (kupowane poza kolejką, bo ekspedientka zna Rogosza), szarlotkę (od sąsiadki), sztukę mięsa i flaczki (na stołówce), lody “Ambrozja” (w Hortexie); rosół z makaronem, gotowane mięso z kartoflami i marchewką, na deser kompot z jabłek (ostatni posiłek denata), suche bułki z nadmiarem masła (Rogosz chciał śniadanie - jajecznicę, mleko i bułki, ale dowcipny kelner “w idealnie brudnym fartuchu” zaproponował bigos, śledzika i nóżki oraz setkę lub pięćdziesiątkę), wiedeńskie śniadanie (w hotelu); jajka na twardo owinięte w plastry szynki, rozmaite marynaty, pasztet domowy ozdobiony niby koroną białą rzepą (na domówce); szynkę (na święta, ale sznurkową, nie z puszki), konserwę rybną, czekoladę (dla syna); precelki, nadmuchaną kukurydzę, słone paluszki (można gościom).

Się pije: mocną herbatę, brazylijską kawę (od pacjenta z ambasady), “marago”, sok porzeczkowy (syn Rogosza), złocisty koniak (z kieliszków “tulipanków”), “Budafok”.

Się przynosi: bukiecik na biurko koleżance z pracy, goździk i kopertę (przy przejściu na emeryturę).

Się całuje: rączki paniom, obowiązkowo, nawet tym grubym, brzydkim i starszym (sic!).

Się nosi: levisy, haftowaną koszulę z “Juniora” (syn Rogosza).

Się nie nosi: kożucha z Cepelii, bo Rogosz był ponad załatwianiem takiego czegoś.

Się czyta: Agathę Christie, kryminały spod znaku „Srebrnego Klucza", czy zabawne „Jamniczki”.

Się pali: dużo (zwłaszcza pan, nomen omen, Kopeć).

Bawiąc-uczyć: jak się pisze protokół zamknięcia sprawy.

Się nie ma: nadmiernego zaufania do techniki, może kiedyś komputery wytypują mordercę, ale Rogosz w to nie wierzy.

Się obwinia: oczywiście ofiarę. Jest takich opinii więcej, przy którejś już mnie zemdliło.

(...) Znowu przypadek dziewczyny, która poszła do obcego mieszkania z chłopcami poznanymi na przystanku autobusowym.
Rogosz zastanawiał się głośno:
- Czy w tego rodzaju przypadkach nie można by zadziałać prewencyjnie? Jeżeli te idiotki w końcu zrozumieją...
Chmura wzruszył ramionami.
- Co ty wiesz o dziewczętach? Każda jest teraz znakomicie uświadomiona i nawet te z zapadłej wsi czytały o gwałtach zbiorowych. Gubi je zarozumiałość, jak każdego człowieka - i tu nieprzypadkowo spojrzał na Kopcia. - Taka dziewczyna wie, że jej poprzedniczki zostały oszukane. Ale w niej jednej facet zakochał się od pierwszego wejrzenia. I ryzykuje wizytę. Tylko nikt mi nie wmówi, że z naiwności.

Się jest przykładnym mężem: oddaje się prawie całą pensję i pije w sposób umiarkowany (Rogosz).

Inne tej autorki, inne z tej serii.

#86

Napisane przez Zuzanka w dniu Wednesday July 15, 2026

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: 2026, klub-srebrnego-klucza, panie, prl - Skomentuj


Patrick Quentin - Mój syn mordercą?

Wracają znajomi bohaterowie, chociaż drugoplanowo - pojawia się wyrozumiały, acz dociekliwy detektyw Trant oraz znani z innych książek Iris i Peter Duluthowie - ale narratorem jest Jake Duluth, brat Petera, skromny wydawca książek. Skromny, bo od lat żyje w cieniu przebojowego i zamożnego wspólnika, Ronny’ego. I wtem Ronny wraca ze swojej podróży po Europie, przywożąc młodziutką żonę, Jean, która mogłaby być jego córką, oraz jej rodzinę - egotystycznego pisarza Leightona, jego potulną żonę i opryskliwą muzę/kochankę. I wszystko poszłoby zgodnie z planem - wydawnictwo inwestuje w nowego genialnego literata, na rynku pojawiają się bestsellery, a młoda żona uszczęśliwia męża - tyle że Jean zakochuje się w synu Jake’a, Billu. I wtedy okazuje się, że Ronny - owszem, znany z gwałtowności i łatwego wpadania w gniew, ale też szybkiego powrotu do normalności - decyduje się podjąć zdecydowane kroki: zamknąć wydawnictwo, doprowadzając do ruiny Jake’a i przekreśli szansę debiutu Leightona. Tyle że zanim kontaktuje się ze swoim prawnikiem, ktoś go zabija, a jedyną osobą bez alibi jest Bill. Co gorsza, jego ojciec też nie jest na początku przekonany co do niewinności jedynaka, a mimo aresztowania w jego winę powątpiewa sam inspektor Trant.

Nie wiem, gdzie w tej książce znajduje się zapowiadany humor, to rzetelny thriller z twistem, zwłaszcza że rodzina Duluthów została kilka lat wcześniej dotknięta tragedią - żona Jake’a i matka Billa wypaliła ostatniego papierosa i skoczyła z parapetu okna ze skutkiem śmiertelnym. Teraz w dodatkowo trudne stosunki między mężem i synem, z których każdy obwinia się o śmierć żony i matki, weszła dodatkowa nieufność, najpierw na tle finansowym, potem - czy młody jednak nie jest winny. No chyba że zabawne są wstawki typu zaskakujący opis kobiety w spodniach, “nie wolno nosić serca na dłoni, szczególnie jeśli się ma szerokie biodra” czy “zauważyłem, że jest rudy, ale poza tym nie zainteresowałem się nim”.

Inne tego autora, inne z tej serii.

#66

Napisane przez Zuzanka w dniu Tuesday May 26, 2026

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: klub-srebrnego-klucza, kryminal, panowie - Skomentuj


Zygmunt Zeydler-Zborowski - Pasta do zębów

Pani Aniela Jaworska wraca od szwagra nieco pod wpływem śliwowicy, ale szybko trzeźwieje, kiedy do jej drzwi puka kuzynka nielubianej sąsiadki i pada martwa. Kuzynka, nie pani Aniela. Okazuje się, że ktoś zmyślnie zatruł pastę do zębów cyjankiem, za co oczywiście zostaje aresztowana kuzynka, salowa[1] Dorota Barańska. Sprawę wstępnie prowadzi kapitan Motycz[2], ale pechowo niebawem wpada pod samochód prowadzony przez pijanego kierowcę i ląduje w szpitalu. Dzięki temu śledztwo przejmuje porucznik Anna, na której presję wywiera mąż, lekarz ze szpitala, w którym Barańska pracuje, a do tego jej były kochanek. Barańskiej, nie Anny. Związek Anny i Pawła nie jest w najlepszym miejscu, on się irytuje o wszystko, bo w domu nienagotowane i nieposprzątane, a do tego Anna wraca późno i im parówki stygną. Anna zgadza się więc oczyścić Barańską z zarzutów, żeby zapunktować u męża. Okazuje się, że zamordowana kuzynka parała się szantażem, ale niedoszła ofiara szantażu decyduje się również na porcję cyjanku, żeby uniknąć blamażu. Wtedy pojawia się kolejny trop - hospitalizowany Motycz zaczyna opowiadać o cudotwórcy, który za drobną opłatą wysyła fluidy[3] w czasie operacji i jest większa szansa, że się uda. Okazuje się, że salowa Barańska była jedną z osób, które z dobrego serca łączyły potrzebujących z cudotwórcą, profesorem Mortinberem.

Się je: zimne parówki (na urodzinową kolację, były gorące, ale wystygły); bułki, twarożek, jajka na twardo, sałatę i szczypiorek (na śniadanie), kruche ciasteczka, kurczaka z rożna, pudełko sardynek i kawałek znakomitego keksu (w ramach “luksusowej” kolacji); najrozmaitsze przystawki, sardynki, łosoś, ryba w galarecie, pasztet z drobiu, potem pieczone i wędzone kurczęta z sałatą, na deser ciasta, kompoty, owoce (również na kolację, tym razem z okazji zakończenia śledztwa).

Się pije: wino, gorące mleko, herbatkę po angielsku i coca colę, śliwowicę, koniaczek “Hennessy” u hrabiny, białe wino, koniak gruziński.

Się ma toksyczny związek: “Moja cierpliwość ma swoje granice, doprowadzisz w końcu do tego, że cię pobiję”.

Się pali: na przykład “Sporty”, ogólnie się pali za dużo, również lekarze, ale się rzuca. W finale Anna wyrzuca symbolicznie paczkę “Winstonów” za okno.

[1] Wszyscy się dziwią, że jest tylko salową, wszak jest piękna, elegancka, a w domu ma srebrne łyżeczki i ciotkę-hrabinę, a do tego zaopatruje się we francuskie perfumy w Peweksie. Zagadnięta o źródła dochodu odpowiada arogancko, że może się kurwi.

[2]

Kapitan Władysław Motycz był z natury człowiekiem pogodnym i wesołym. Niezbyt pasował do Wydziału Zabójstw. Lubił muzykę, tańce, zabawę. Zawsze był w dobrym humorze, pamiętał masę najrozmaitszych kawałów, którymi przy lada okazji częstował swoich kolegów. W młodych latach uczył się śpiewu i podobno miał dobry głos. Złośliwi powiadali, że jest najlepszym śpiewakiem wśród detektywów i najlepszym detektywem wśród śpiewaków. Zrezygnował z kariery artystycznej, ponieważ miewał częste chrypki, co jest wprawdzie cenną zaletą u piosenkarzy jazzowych, ale wyraźnie przeszkadza w występach na scenach operowych, a Motycz miał właśnie takie operowe ambicje.

[3] Nawet w Związku Radzieckim zaczynają się naukowo zajmować telepatią.

Inne tego autora, inne z tej serii.

#63/#10

Napisane przez Zuzanka w dniu Sunday May 17, 2026

Link permanentny - Kategorie: Słucham (literatury), Czytam - Tagi: 2026, kryminal, panowie, prl, klub-srebrnego-klucza - Skomentuj


Zygmunt Zeydler-Zborowski - Nawet umarli kłamią

Franek Kociuba, znany z tomiku ”Czerwona nitka”, pracuje aktualnie w Warszawie, ale nie jest zadowolony, bo nie może się wykazać. Do tego tęskni za wsią, w Warszawie spaliny, a córka jego gospodyni - początkowo nie wiedząc, że pracuje w milicji[1] - usiłuje go swatać z niejaką Klaudią, która okazuje się być nieco problematyczna[2]. Nagle pojawiają się jednocześnie dwie sprawy - zaginięcie amerykańskiego turysty polskiego pochodzenia, pana Ratajskiego oraz zamordowanie macochy Klaudii i jednak Kociuba prosi o wsparcie, bo nie wie, jak to wszystko ugryźć. Na szczęście dostaje się z powrotem pod skrzydła majora Downara i razem rozpracowują dwie pozornie niezwiązane sprawy. Są przebieranki - Kociuba udaje szukającego pracy chłopaka ze wsi, a potem brodatego motocyklistę, wielbiciela “mocnego uderzenia”, a obie sprawy rozwiązują się dzięki niespotykanie długiemu szaremu sznurowadłu (“kto używa szarych sznurowadeł?!”).

Się je: jajecznicę z 6 jaj, pierogi ruskie i popija litrem zsiadłego mleka albo dokłada do jajecznicy naleśniki (w barze mlecznym), malutkie kanapeczki, również z kawiorem (na prywatce), kruche ciasteczka (do kawy), kiełbasę pod bigos i wódkę.

Się pije: koktajle w dzbankach, koniak, mocną aromatyczną herbatę, wermut (ale nie na służbie, jak już funkcjonariusze muszą, to tylko maczają usta w trunku), jałowcówkę, dry martini, eksportowy winiak (na zakończenie śledztwa), wodę sodową, nienadzwyczajną herbatę z elektrycznego samowaru, z cytryną.

Się imprezuje: tańcząc półnago miłosne pieśni murzyńskie oraz uczestnicząc w orgii (sprawdzić, czy nie Kociuba, który woli poprowadzić mercedesa, więc zwiewa z imprezy).

Szowinizm powszechny: Makertowa “ubrana była pretensjonalnie i kolorowo, jak się to zdarza kobietom w pewnym wieku” (ten wiek to 35-40 lat), a “na jej twarzy kosmetyki walczyły z przysłowiowym zębem czasu”. Nie zawsze jest miarodajne, co mówi żona. Jeden z przesłuchiwanych nie interesuje się charakterami kobiet, z którymi flirtuje oraz twierdzi, że “nie łatwo poznać jest duszę kobiety, zakładając, że kobieta w ogóle ma duszę”.

Erotycznie: jeden z panów określany jest jako blagier, łobuz i zboczeniec seksualny, bo podobno bije kobiety zabytkowym nahajem (sic!).

Społecznie: babki klozetowe to doskonałe źródło informacji (zwłaszcza jak dostaną czekoladę w podziękowaniu), a śmieciarze wprawdzie gazet nie czytają, ale znajdują różne dziwne rzeczy.

Się pali: giewonty. Chyba że się jest Downarem, to się nie pali, bo się rzuciło.

Się jest mężczyzną luksusowym: nosi się jedwabną bonżurkę i pachnie lawendą.

Się żartuje: o dawkowaniu leku (“to zależy, jakie masz zamiary w stosunku do teściowej, uśmiechnął się Downar”, ha ha, zatrzymajcie tę karuzelę śmiechu).

[1] Po co kto ma wiedzieć, gdzie pracuje Kociuba. Bezpieczniej powiedzieć, że w Radzie Narodowej.

[2] Jej rodzice nie żyją, mieszka z toksyczną macochą, gorylowaty mąż macochy próbuje ją uwieść, poza tym dziewczyna się go boi, bo jest brutalny, a do podejrzewa, że wuj wspomnianego męża macochy nie umarł śmiercią naturalną. Nie może się wyprowadzić, bo chce skończyć studia. Straszna histeryczka. Szkoda tylko, że w toku akcji okazuje się, że miała cały czas rację. Ale łatwiej zbagatelizować i stwierdzić, że „babka ma niewąskiego szmergla”.

Inne tego autora, inne z tej serii.

#22/#5

Napisane przez Zuzanka w dniu Saturday February 21, 2026

Link permanentny - Tagi: kryminal, panowie, prl, klub-srebrnego-klucza - Kategorie: Słucham (literatury), Czytam - Skomentuj