Więcej o
sf-f
(Aniemówiłam?)
Przedwojnie, ale nie do końca wiadomo, czy przed pierwszą, czy drugą wojną. Narratorka właśnie przebywa w “sanatorium”, który raczej jest psychiatrykiem dla zamożnych. Jej wspomnienia niedawnych wydarzeń się zacierają, ale świetnie pamięta wydarzenia z dzieciństwa, kiedy do tytułowego Czarnego, letniska rodzinnego, przyjechał ojciec, znany lekarz i malarz-amator i przywiózł ze sobą piękną Jadwigę, warszawską aktorkę. Pretekstem oczywiście było malowanie portretu, ale żona malarza wiedziała, jak takie sesje się kończą. Z kawałków wspomnień wynika, że 14-letnia wtedy dziewczynka była zafascynowana piękną panią, ale weekend nie zakończył się dobrze, bo znaleziono aktorkę martwą, a narratorka rozpoczęła swoją pielgrzymkę od zakładu do zakładu. Minęło kilkadziesiąt lat, narratorka odczuwa coraz większe odklejenie od realności, obserwuje dookoła siebie przenikanie czasów, widzi przyszłość, a dzięki wsparciu jasnowidzki trafia do kawiarni, w której spotyka swojego młodszego ojca. Udaje aktorkę Jadwigę, żeby pojechać do Czarnego i dowiedzieć się, co się wydarzyło w ostatni weekend pamiętnego sierpnia.
Nie jest to typowy kryminał, raczej gotycka powieść grozy. Od pewnego momentu jest dosyć oczywiste, co odkryje narratorka, chociaż wprowadzenie traumy sprzed lat, podejrzenia schizofrenii, która jednak może być źle zdiagnozowana, jeśli pozwolimy sobie uwierzyć w element nadprzyrodzony, nie do końca pozwala przewidzieć finał. Ładnie napisane, ale jednak wolę realizm.
Inne tej autorki.
#77
Napisane przez Zuzanka w dniu Tuesday June 23, 2026
Link permanentny -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
2026, panie, sf-f
- Skomentuj
Mam wrażenie, że autorka przeczytała “Atlas chmur” i się jej spodobało, więc napisała swoją historię w podobnym schemacie. Cztery niezależne, ale połączone ze sobą postacią bohaterki - Billie Crusoe, nowele opowiadają o końcu cywilizacji i potrzebie stworzenia nowego, lepszego świata. Czasem to obietnica nowej planety, gdzie ludzkość dostanie od nowa wszystko, co zużyła na Ziemi; czasem to próba rezygnacji z emocji ludzkich i oddania rządów wszechwiedzącemu i obiektywnemu Robo sapiens.
Ekologia, miłość nad podziałami, osierocenie i rodzina z wyboru, niedopasowanie i brak rozwagi to wątki, które powtarzają się bez względu na to, czy rzecz się dzieje w przeszłości, czy w przyszłości, a nawet niedwuznacznie pada sugestia, że może już co najmniej raz zatoczyliśmy pełne koło od prymitywu do rozkwitu i upadku cywilizacji. Bardzo przyjemnie się czytało, chociaż nie byłam w stanie złączyć poszczególnych historii w jedną całość.
Inne tej autorki.
#73
Napisane przez Zuzanka w dniu Wednesday June 10, 2026
Link permanentny -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
2026, panie, sf-f
- Skomentuj
Powieść to w zasadzie 6 mini-powieści, ułożonych w łańcuszek. XIX wiek; Ewing, amerykański notariusz, spisuje dziennik swojej podróży przez pacyficzne wyspy. Część tego dziennika w latach 30. XX wieku czyta muzyk Frobisher, który jest sekretarzem znanego, choć bardzo starego muzyka; opisuje wszystko swojemu ukochanemu, fizykowi Sixsmithowi. Kilkadziesiąt lat później, już w latach 80., Sixsmith próbuje zapobiec awarii źle skonstruowanej amerykańskiej elektrowni atomowej, ale zostaje zamordowany. Sprawę próbuje wyjaśnić dziennikarka, Rey, która oprócz dokumentów demaskujących zarząd elektrowni dostaje listy Frobishera. Mija kolejne kilkadziesiąt lat, wydawca Cavendish musi ukrywać się przed rodziną klienta-przestępcy, trafia niespodziewanie do domu spokojnej starości, skąd usiłuje uciec; pozbawiony pracy przegląda nieopublikowane manuskrypty i trafia na 1. część pamiętnika Rey. Daleko w przyszłości, sklonowana robotnica Sonmi-451 (ukłon w stronę Bradbury’ego?) jakimś sposobem zyskuje inteligencję i jej marzeniem staje się obejrzenie w całości filmu na podstawie losów Cavendisha. Wreszcie w ostatniej odsłonie, Zachariasz, cylwizowany członek jednego z plemion na Hawajach, które uchowały się po apokalipsie i nie zostały (jeszcze!) krwawo stłumione przez inne, pomaga Profetce Meronym, należącej do nielicznej grupy ocalałych naukowców, w dotarciu do teleskopu w opuszczonym obserwatorium; luźny związek z powoli zapomnianą przeszłością utrzymuje przez wiarę w boginię Sonmi. Każda historia, oprócz ostatniej, jest przerwana w połowie i dopiero teraz palindromicznie każda z nich dostaje zakończenie.
Nie wiem, co mi nie podeszło przy pierwszym i chyba drugim czytaniu, bo kilka prób podejmowałam. Jak już przeskoczyłam do drugiego epizodu, zaczęło mi się podobać, a jak dotarłam do przyszłości i historii “fabrykantki”, nie mogłam się oderwać. Nie upieram się, że związki między historiami są wyraźne, raczej absolutnie pretekstowe; pamiętam, że to było dla mnie problemem podczas oglądania ekranizacji, która składała się z tych samych aktorów obsadzonych w coraz dziwniejszych sztafażach. Książka jest bardziej składna i coraz bardziej wciągająca, im dalej w akcję. Czy zaliczyłabym ją do top 100 najlepszych książek sf? Niekoniecznie.
#67
Napisane przez Zuzanka w dniu Wednesday May 27, 2026
Link permanentny -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
2026, panowie, sf-f
- Skomentuj
Pamiętacie ”Kolej podziemną”? Ta książka nawiązuje do historii opisanych przez Whiteheada, ale rzeczy dzieją się współcześnie, w alternatywnych Stanach Zjednoczonych, w których jednak nastąpiła secesja i 4 południowe stany utrzymały przywilej niewolnictwa. Czarni są wolni w pozostałych stanach, ale ta wolność może być im odebrana - zdarza się, że wolni są porywani do pracy na Południu, podobnie jak uciekinierzy są - z użyciem nowoczesnej technologii - wyłuskiwani z ogólnej populacji i surowo karani. W teorii są przepisy dotyczące humanitarnego traktowania niewolników, w teorii produkty wytworzone w strefie bezpłatnej pracy powinny być oznaczane, dzięki czemu mogą być bojkotowane, ale jak wiadomo z naszej historii, bardzo łatwo to wszystko obejść. Narratorem jest “Victor”, były niewolnik, który - niekoniecznie z własnej woli - jest łowcą uciekinierów. Teraz ma znaleźć w wolnym Indianapolis pewnego specyficznego uchodźcę, który jest ukrywany przez tajną organizację pomocową, tytułowe Podziemne Linie Lotnicze.
To dystopia w stylu ”Mirażu” Ruffa, świat niby znany, z istniejącą techniką, ale zaburzony. Przepięknie pokazane jest zakłamanie polityczne, gdzie w teorii nikt nie kupuje towarów pochodzących ze stanów niewolniczych, ale ochoczo przymyka oko, kiedy towar przejdzie przez spółkę-pośrednika, który przeszyje metki. Podobnie jest z organizacjami pomocowymi - w dalszym ciągu działa symbol “Zabić drozda”, uratować Czarnych może tylko biały dobroczyńca, nikt nie zostawi całości organizacji w tak niepewnych rękach. Do tego dochodzi dramat narratora, który zlicza w głowie wszystkie sytuacje, kiedy doprowadził do aresztowania zbiega, ale nie dlatego, żeby się napawać sukcesem, tylko każda sytuacja to kolejna zbrodnia na swoich braciach (nie darmo nosił służbowe imię Brother), bo do współpracy jest zmuszony. Podobnie jak wielu innych Czarnych, podobnie jak wszyscy, którzy oficjalnie się od niewolniczych stanów odcinają.
#54
Napisane przez Zuzanka w dniu Wednesday April 29, 2026
Link permanentny -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
2026, panowie, sf-f
- Skomentuj
[Nie wiem czemu uparcie czytam tytuł jako “Instytucjonalistka”, chociaż to zupełnie nie o tym.]
Rzecz się dzieje w alternatywnej rzeczywiści, gdzie Ameryka rozwinęła niesamowicie technologię transportu pionowego, przez co pozycja inspektora wind jest jedną z najbardziej prestiżowych. Świat jednak nie jest na tyle alternatywny, żeby rasizm i seksizm zniknął i Lila Mae Watson, nie dość, że pierwsza kobieta, to do tego czarna, budzi co najmniej zaskoczenie, a poza tym niechęć. Do tego dochodzi fakt, że nie jest empirystką, tylko intuicjonistką - nie ogląda mechanizmu windy, ale zestraja się z nią, żeby poczuć, czy działa prawidłowo. Empiryści pogardzają “tymi drugimi”, mimo że w niezależnych badaniach udowodniono, że skuteczność drugiej grupy z niewiadomych przyczyn jest 10% wyższa. Wtem spada winda, na szczęście pusta, ale nie dość, że podczas inauguracji z burmistrzem, to jeszcze dzień wcześniej właśnie Lila Mae ją kontrolowała i nie znalazła żadnych wad. Dziewczyna staje się ofiarą politycznej rozgrywki w trakcie toczących się właśnie wyborów i musi sama odkryć, co stoi za awarią - spisek, niedoskonałość intuicji czy zwyczajny błąd konstrukcyjny.
Proszę dać mi w nagrodę lizaka (ale nie o smaku klopsików z Ikei), bo rozpoznałam, że to alegoria. Fikcyjny świat kilkusetmetrowych wind jest pretekstem do pokazania konfliktu rasowego (jeden czarny pracownik to rodzynek, dwóch czarnych - wojna), bezwzględnej walki o władzę w klimacie prawie że thrillera, a do tego w tle pojawia się legenda “czarnej skrzynki” - windy idealnej, która może zrewolucjonizować całą branżę. Nie spodziewałam się po dość mocno osadzonym w realności autorze takiej liryki i klimatu jak u Chiny Mievilla (oczywiście znacznie łagodniejszego), ale wyszło bardzo ciekawie.
Inne tego autora.
#47
Napisane przez Zuzanka w dniu Thursday April 16, 2026
Link permanentny -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
2026, panowie, sf-f
- Skomentuj
Genly AI, przedstawiciel Ekumeny - o której pewnie można przeczytać we wcześniejszych tomach cyklu, mogłam i ja, ale do momentu pojawienia się nazwy “Hain” nie byłam świadoma, że to kawałek większej całości, a nie samodzielny utwór - od jakiegoś czasu przebywa na Gethen, planecie w trakcie epoki lodowcowej i próbuje delikatnie, nie naruszając samostanowienia władców planety, przekonać ich do zjednoczenia i dołączenia do wspólnoty światów. Tu trochę przypomnieli mi się Strugaccy i “Trudno być bogiem”, ale podejście Genly’ego jest mniej protekcjonalne, chociaż zasady świata, do którego przybył, są mu obce. Getheńczycy wyznają zasadę minimalnej ingerencji, nie starając się za wszelką cenę zmienić nieprzyjaznej planety, ale dostosowując się do jej klimatu i ograniczeń. Do tego są hermafrodytami, podział na płci uaktywnia się naturalnie tylko w okresie kemmeru (analogu rui), ale nie jest przypisany do osoby na zawsze. To rozdziela kulturę od rozmnażania, a władzę od seksu, dodatkowo osłabia potrzebę przemocy i wojen (chociaż oczywiście ich nie wyklucza, tak jak animozji między krajami, oddzielonymi od siebie arbitralną linią na mapie). Nagle to, co uważamy za normę u ludzi, staje się wynaturzeniem, Getheńczycy obserwują wysłannika z zaskoczeniem, a czasem nawet z odrazą. Autorka przeprowadza Genly’ego przez sporo politycznych trudności, dzięki czemu zaprzyjaźnia się z wygnanym przez króla Karhidu Estravenem i razem z nim, prawie jak zdobywcy bieguna, każe im wędrować przez skrajnie nieprzyjazny świat na krawędzi śmierci. Rodzi się z tego głęboka przyjaźń mimo różnic między nimi. Tak głęboka, że kiedy na Gethen przybywają oczekujący na wyniki rokowań Genly’ego inni przedstawiciele ludzkości, ten jest negatywnie zaskoczony ich obcością.
No nie podeszła mi ta książka. Z otchłani FB wyciągnęłam, że zaczęłam ją czytać w 2018, potem podjęłam kolejną próbę, a skończyłam dopiero za trzecim podejściem. I nie jest to wina autorki, raczej tego, że z wiekiem zmienia mi się gust czytelniczy i nadmierne filozofowanie nawet przy arcyciekawej konstrukcji świata mnie nie wciąga. Rozumiem wymowę historii, rozumiem eksperyment myślowy, w którym to, co dla nas “normalne”, zostaje odwrócone, ale nie czuję tego.
Inne tej autorki.
#23
Napisane przez Zuzanka w dniu Tuesday February 24, 2026
Link permanentny -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
2026, panie, sf-f
- Skomentuj