Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Więcej o 2021

Michał Paweł Urbaniak - Lista nieobecności

W achronologicznej sadze rodziny Hnatów narrator przenosi czytelnika między 1996 rokiem, kiedy Zuzanna Grentel, rozwiedziona aptekarka, samotnie wychowująca syna Krzysztofa, poznaje Artura Hnata, malarza a rokiem 2010[1], kiedy cała rodzina radzi sobie z przedwczesną śmiercią Artura, wracając mozolnie do 2009, pokazując, co doprowadziło do śmierci. Wcześniej odchodzi ukochany brat Artura, Janek, z którym wzajemnie wspierali się i ratowali po tragicznej przeszłości - śmiertelnym wypadku jednej siostry, chorobie i śmieci drugiej, chorobie psychicznej matki i ojcu-psychopacie, nie wspominając o tym, że obaj bracia są chorzy na serce. Krzysztof, który nienawidził drugiego męża matki i oskarżał go o zabranie mu całej matczynej miłości, wpada w związek z Jakubem, sąsiadem z dzieciństwa; śmierć też krąży dookoła nich, bo Jakub ma epizody samobójcze i bogatą historię samookaleczeń. Wreszcie jest Danka, sąsiadka, przyjaciółka Zuzanny, tzw. życzliwa dusza, pomocna w nieszczęściu i Honorata, żona Janka, miotająca się między wściekłością i żałobą.

I powiem Wam, że totalnie bym tej książki nie skończyła, gdyby nie to, że miałam ją przeczytać na spotkanie klubu książkowego. Jaka to jest przykra i tragiczna rzecz. Tragiczna, bo od razu wiadomo, że wszystko się posypie, wszyscy umrą, a przykra, bo dawno nie czytałam historii o tak antypatycznych i zwichrowanych psychicznie bohaterach. Każdy z nich kwalifikuje się do leczenia - Artur i Janek, którzy nurzają się w rodzinnej tragedii, z upodobaniem wciągając w nią swoje żony, obiecujący córkom śmierć w ramach dziedzictwa[2]; zimna Zuzanna, która nie potrafi kochać dzieci i męczy ją to strasznie, ale nic z tym nie robi, wszak nie musi; Krzysztof, który neguje swoją orientację seksualną, wprawdzie radośnie czerpiąc z miłości Jakuba, ale mało dając w zamian i wielokrotnie niszcząc swojego partnera wspominaniem tymczasowości ich związku i wstydem przed otoczeniem. Nie zapominajmy o Honoracie, niemiłej i zmęczonej koniecznością wspierania wiecznie rozsypanego męża. Pytacie o sympatyczną sąsiadkę Dankę? Danka jest sympatyczna po musierowiczowsku: złośliwie komentuje zachowanie wywyższającej się przyjaciółki, a pełnymi religijnej zajadłości opiniami o homoseksualizmie Krzysztofa dzieli się z mężem, chętnie piekąc za wynagrodzeniem torty dla obu panów i płacąc Jakubowi za korepetycje dzieci. Wreszcie sedno całej opowieści - mroczna tajemnica w przeszłości braci Hnatów i ich rozłożone w czasie śmierci - to już było na dobicie. Powiedziałabym, że to powieść z zaskoczką, ale bynajmniej mnie nie zaskoczyła.

[1] Oczywiście kłamię, bo prolog i epilog książki dzieje się powiedzmy w roku 2040, gdzie spotykamy Zuzannę trzydzieści lat później, już podwójnie owdowiałą; nieco sztuczna klamra dla wyjaśnienia kilku wątków.

[2] B pmlz Mhmnaan ormanzvęgavr jfcbzvan j rcvybth, żr złbqfmn póexn mnpubebjnłn v hznełn ebx cb śzvrepv bwpn, fgnefmn cbqpvęłn fbovr żlłl m zvłbśpv, xvrql qbebfłn.

#13

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek stycznia 29, 2021

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: 2021, beletrystyka, panowie - Komentarzy: 1


Magdalena Omilianowicz - Mistrzynie kamuflażu. Jak piją Polki?

Książka zajawiana jest jako obiektywna (dla mnie trochę w kontraście do subiektywnej opowieści np. Małgorzaty Halber) wersja doświadczenia alkoholizmu współczesnych kobiet, ze szczególnym akcentem na osoby wysokofunkcjonujące. Zaczyna się m.in. od takiego cytatu:

Piją prawniczki, policjantki, lekarki i celebrytki. Pije się od nizin po wyżyny. Od kobiet, które odkurzają cudze mieszkania, po doktorantki. Od salowych po serialowe aktorki.
Z konstrukcji wychodzi, że ma to być poradnik motywujący dla pań, które rekreacyjnie wychylają co wieczór kilka piw albo butelkę wina pod serial, co weekend wydają grube złotówki na drinki w klubie (sprawdzić, czy nie w pandemii), ale - ponieważ ogarniają lepiej lub gorzej dom i pracę - bynajmniej nie są w swoim mniemaniu alkoholiczkami, bo alkoholiczka to degeneratka, co leży w rynsztoku; na końcu książki jest dostępny test AUDIT.

Problem w tym, że książka jest zupełnie o czym innym i na tytułowe pytanie nie odpowiada - to wywiady z terapeutami uzależnień (w tym Osiatyńskim) i niepijącymi alkoholikami płci obojga oraz DDA, których rodzice pili. Cechą wspólną jest oderwanie od współczesności (picie w PRL-u czy w okresie transformacji miało dla kobiet naprawdę inny ciężar, chociażby ze względu na edukację o skutkach alkoholu) poza jedną opowieścią Joanny, która właśnie podjęła pierwszą próbę terapii, między innymi dlatego, że nie da się już dłużej ukrywać. Wbrew tytułowi nie ma tu żadnych mistrzyń kamuflażu, jeśli już, kamuflaż jest nieudolny i sypie się przypadkowo (tylko niechęci do konfrontacji u bliskich bądź społecznemu przyzwoleniu na picie można przypisać to, że nikt nie interweniuje[1] z powodu odoru przetrawionego alkoholu, niepewnego kroku czy małpki podzwaniającej w torebce). Historie motywujące trzeźwych alkoholików nie opisują sprawności lawirowania między życiem a alkoholem, tylko kolejne wpadki (wypadek dziecka, wyrzucenie z pracy, rodzina wzywa policję z alkomatem, sprawa w sądzie), które prowadzą do często wspominanego trafienia na dno. Więc jeśli chcecie - w trosce o - podrzucić tę pozycję znajomej, która Waszym zdaniem straciła kontrolę, chociaż na insta tego nie widać, to poszukajcie czegoś innego. Świadomość, że pije prawniczka i sprzątaczka, niewiele wnosi. Przy czym, żeby było jasne, to jest ciekawa pozycja o uzależnieniu od alkoholu i konsekwencjach, więc jeśli ktoś tego szuka, to jak najbardziej.

[1] Na przykład: jak reagować na widok współpracownika, który wlewa zawartość małpki, niech będzie, cytrynówki, do częściowo opróżnionej butelki izotonika i finalizuje tę niewinną butelkę podczas pracy? Pytam dla kolegi, oczywiście.

#12

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek stycznia 25, 2021

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: 2021, reportaz - Komentarzy: 3


Terry Pratchett - Wiedźmikołaj

Audytorzy wynajęli Skrytobójcę do tajemniczego, acz intratnego zlecenia. Pan Herbatka (Herr-bat-ká), którego boją się nawet inni Skrytobójcy, ma już gotowy plan, angażujący ślusarza, maga, czterech spryciarzy i porwaną Wróżkę Zębuszkę. Śmierć domyśla się, że sprawa dotyczy Wiedźmikołaja - jowialnego grubasa w czerwonym płaszczu, który w saniach zaprzężonych w cztery wieprze roznosi dyskowym dzieciom prezenty w Noc Strzeżenia Wiedźm, a ponieważ odczuwa imperatyw zachowania ciągłości wydarzeń, wraz z nieco niechętnym Albertem rozpoczyna odwiedziny w dyskowych domach. Susan, wnuczka Śmierci, niechętnie odrywa się od bycia postępową (bo z pogrzebaczem) guwernantką i wraz z O, bogiem kaca (niestety po polsku to nie brzmi tak ładnie jak oryginalne “Oh, god”) udaje się na poszukiwanie zaginionej Wróżki Zębuszki, żeby trafić do Zamku Kości.

Dużo prześlicznych scen odbywa się na Niewidocznym Uniwersytecie, gdzie nadrektor Ridcully odkrywa zabite gwoździami drzwi do łazienki zaprojektowanej przez Bezdennie Głupiego Johnsona, skok mocy thaumaturgicznej powoduje powstanie wielu jakże potrzebnych stworzeń (wspomnianego O, boga kaca, Pożeracza Skarpetek, Gnoma Kurzajki czy Wróżki Dobrej Zabawy), a Myślak Stibbons dokłada do HEXX-a rozszerzenie w postaci pluszowego misia. Nie zapominajmy też o tym, co wydarzyło się w Ankh-Morpork, gdzie Śmierć w roli Wiedźmikołaja uszczęśliwił mnóstwo dzieci (rodziców już niekoniecznie, podobnie jak właściciela sklepu) oraz Nobby’ego Nobbsa.

Inne tego autora tutaj oraz o ekranizacji.

#11

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela stycznia 24, 2021

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: 2021, panowie, sf-f - Skomentuj


Shirley Jackson - Nawiedzony dom na wzgórzu

Naukowiec John Montague, doktor filozofii, wynajmuje od właścicieli tytułowy nawiedzony dom i zaprasza osoby, które miały za sobą doświadczenia pozazmysłowe, żeby z ich pomocą przeprowadzić badania. Na ogłoszenie odpowiadają 32-letnia Eleanor, która w dzieciństwie doświadczyła deszczu kamieni spadających na dom oraz młodsza od niej Theodora, mająca silną intuicję. Na czas eksperymentu dołącza też krewny właścicielki, potencjalny dziedzic posiadłości, Luke Sanderson. Żadne z nich nie wierzy w złowieszczą moc Domu do momentu, kiedy go nie zobaczą - budynek emanuje złem. Przed wejściem do niego wszyscy są przestrzegani przez opiekunów posesji - państwa Dudleyów - że są zdani sami na siebie. W środku odkrywają różne fenomeny - drzwi, które się same zatrzaskują, strefę lodowatej temperatury, której jednak nie wychwytują urządzenia mechaniczne, poczucie czyjejś obecności. Do pewnego momentu jest zabawnie, zwłaszcza kiedy wjeżdża żona pani Montague ze swoimi spirytystycznymi akcesoriami, ale kiedy na ścianach pojawiają się napisy, a pokój jednej z dziewcząt zostaje wysmarowany czerwoną, przypominającą krew cieczą, sytuacja robi się mniej przyjemna.

I, jakby to nie była Jackson, można by uwierzyć, że Dom jest nawiedzony. Autorka jednak sprytnie myli tropy, wprowadzając niewiarygodną narratorkę, która kłamie o swojej przeszłości, skrywa tajemnice (między innymi niedopowiedzenie w kwestii śmierci jej matki), jest niestabilna emocjonalnie (co widać na przykład w jej love-hate stosunku do Theodory, którą raz kocha i chce z nią zamieszkać, chwilę potem uważa ją za wroga). Może to nie Dom jest nawiedzony, a Eleanor? Finał niczego nie sugeruje. Dom jest oczywiście prominentnym bohaterem - szalona architektura, pokój w otoczeniu innych pokojów, biblioteka ze schodami, ogród, w którym nie wszystko jest realne, do tego pani Dursley - kucharka i gospodyni, która - jak robot - recytuje plan dnia i zasady.

Widziałam, że jest w miarę świeży serial luźno osnuty o książkę, widzieliście?

Inne tej autorki tutaj.

#10

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek stycznia 21, 2021

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: 2021, beletrystyka, panie - Komentarzy: 1


Arnaldur Indriðason - Ciemna rzeka / Czarne powietrza

Oba tomy są wobec siebie komplementarne - opisują jednoczesne dwie sprawy, prowadzone niezależnie przez Elinborg[1] i Sigurdura Oli. Obawiam się nieco, że to trylogia i w kolejnym tomie, niewydanym jeszcze w Polsce, dowiemy się, co robił Erlendur, który niespodziewanie zniknął na urlop, co nikogo poza konkubiną i córką nie zainteresowało.

”Ciemna rzeka” to śledztwo w sprawie gwałtu. Młody mężczyzna, Runolfur[2], zaopatrzony w rohypnol, udaje się na polowanie do znajomego klubu. Wraca z nieprzytomną dziewczyną do domu, a następnego dnia policja przyjeżdża do jego zwłok - ktoś założył mu damski t-shirt, nakarmił go rohypnolem i poderżnął gardło. Elinborg szuka poszkodowanej, która nie zgłosiła napaści, a jednocześnie przegląda przeszłość zamordowanego, znajdując więcej zbrodni; znalezienie mordercy wcale nie sprawia, że ma poczucie dobrze wykonanej pracy. W domu ma problem z najstarszym biologicznym synem, który chce iść w ślad syna przysposobionego i wyprowadzić się z domu; na razie na matkę i resztę rodziny narzeka na blogu, lektura tego dla Elinborg nie jest przyjemna. Dla odstresowania gotuje (przypomnijmy - wydała już poczytną książkę kucharską), sporo więc informacji o jedzeniu: kotlety rybne, zupa razowa, solona ryba gotowana godzinami (w tradycyjnej kuchni matki Elinborg), kiełbasa końska w sosie mlecznym, ryba w panierce z roztopioną margaryną lub majonezem, ikra i rybie wątróbki. Irytuje ją współpraca z Sigurdurem Oli, którego prosi raz czy drugi o wsparcie, bo ten zachowuje się wtedy jej zdaniem nieprofesjonalnie.

W “Czarnych powietrzach” śledztwo trafia do Sigurdura Olego niejako przypadkiem. Przyjaciel prosi go o pomoc - ich wspólnego znajomego, który wraz z żoną uczestniczył w spotkaniach swingerskich (obowiązkowy żart o wspólnym słuchaniu jazzu i potańcówkach), szantażuje swingowa partnerka Lina i domaga się pieniędzy w zamian za zdjęcia. Kiedy policjant idzie do szantażystki, znajduje ją ciężko pobitą, a w drzwiach dosłownie mija się z potencjalnym mordercą. Kobieta umiera w szpitalu, a Sigurdur Oli początkowo zataja swój udział w sprawie, powodowany lojalnością wobec przyjaciela. Lina okazuje się być wplątana w tajemniczy wypadek na lodowcu podczas wycieczki dla biznesmenów; szybko do śledztwa dochodzi wątek gospodarczy z funduszami inwestycyjnymi i spekulacjami oraz praniem pieniędzy. Dodatkowo Sigurdur Oli zostaje poproszony o pomoc przez Andresa, lokalnego menela, który dostarcza mu kawałek starej taśmy filmowej z drastyczną sceną z nagim dzieckiem. Prywatnie Sigurdur Oli rozstaje się z Bergthorą, kiedy okazuje się, że ona nie może mieć dzieci, a on nie chce adopcji.

[1] Właściwa pisownia to Elínborg i Sigurður Óli.

[2] Tak, większość imion męskich kończy się na -ur: Runolfur, Sigurdur, Erlendur, Baldur, a nawet niektóre kobiece - pojawia się Unnur i Brunhildur.

Inne tego autora tutaj.

#8-9

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek stycznia 19, 2021

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: 2021, kryminal, panowie - Komentarzy: 4


Zygmunt Zeydler-Zborowski - Goryl z Wołomina

Iza, dewizowa kurtyzana, uważa się za szczęściarę - Harold, amerykański producent filmowy, zakochał się w niej i zrobi z niej gwiazdę, musi tylko załatwić paszport i wizę. Piotr, siostrzeniec badylarza Grabieckiego[1], ma w Wołominie zająć się ochroną Amerykanki, Adelajdy, której grozi śmierć z rąk amerykańskiej mafii. Odwołany do - podobno - chorej matki, zostawia dziewczynę, a kiedy wraca, ta już nie żyje, a zwłoki mają zmasakrowaną twarz. Niezależnie, do milicji zgłasza się koleżanka Izy, niespodziewanie atrakcyjna[2], i informuje, że jej współlokatorka zniknęła. Czytelnik już się domyśla, a organa śledcze niebawem również odkrywają, że nastąpiła tu klasyczna podmianka. Ślad prowadzi w przeszłość - mąż córki Grabieckiego pojechał swego czasu do Stanów, gdzie zadał się najpierw ze starszawą milionerką, a potem zakochał w ślicznej i młodej pannie Adzie[3]; niestety po powrocie zginął w tajemniczym wypadku, a wdowa po nim smętnie się kręci po gospodarstwie i odrzuca kwaśną miną. Nie że jest łatwo - Kozielski (ranga nieznana) od pięciu tygodni rzuca palenie, a porucznik Bielak miewa okresy załamania zawodowego[4].

Się wymienia: dolary u cinkciarza.
Się je: stek w Europejskim, kawę i tort w Grand hotelu, kopytka ze słoniną (u p. Marii), barszcz z kartoflami, pierogi ruskie i kompot.
Się przywozi ze wsi: sympatyczną indyczkę, króliczki i porządne warzywa niepryskane żadnymi świństwami, i jabłuszka, i powidła swojej roboty.
Się pije: nalewkę na czarnych porzeczkach.
Się wymiotuje: w restauracji - Pan Terner był taki pijany, że tamten musiał go podtrzymywać. O mało nie upadł. Bałem się, że mi zarzyga cały hol. Ale jak ktoś płaci twardą walutą, to może sobie i rzygnąć.
Się wyjaśnia oczywistości: - liii... - krzywiła się sceptycznie Walicowa. - Gdzie on tam rozumu nabierze. Szkoda gadać. Jak się kto głupim urodzi, to i głupim umrze. Na to nie ma żadnej rady. Kara boska i tyle. A wszystko przez tą przeklętą wódkę. Mój Józek, Panie, świeć nad jego duszą, wrócił podpity z jarmarku i zaraz do mnie pod pierzynę. A pijanego chłopa nie wolno wpuszczać pod pierzynę. Tak nam pani doktor tłumaczyła. Ale cóż... młoda byłam, głupia, nieuświadomiona.

[1]

Szymon Grabiecki pozował na szlachciurę z dawno minionej epoki. W zimie nosił wszelkiego rodzaju półkożuszki przepasane szerokim pasem, w lecie zaś i na jesieni myśliwskie kurtki, a w razie niepogody jakieś dziwne opończe, peleryny i paltoty w stylu retro. Futrzane kołpaki, włożone na bakier, nadawały mu wygląd starego zawadiaki. Był słusznego wzrostu, tęgi, mocno zbudowany. Wystarczyło spojrzeć na niego, aby nabrać pewności, że ten wesoły, trochę rubaszny jegomość nie hołduje żadnym odchudzającym, antycholesterolowym kuracjom. Z zadowoleniem klepał się po wydatnym brzuchu i zwykł mawiać, że nim tłusty schudnie, to chudego diabli wezmą. W rozmowie chętnie używał archaizmów zaczerpniętych zapewne z Trylogii Sienkiewicza, która była jego ulubioną i jedyną lekturą. Z prawdziwym upodobaniem wtrącał też co parę zdań „panie dzieju”, podkręcając dziarskim ruchem sumiastego wąsa. Lubił nosić buty z cholewami, w których nawet nieraz przyjeżdżał do Warszawy, chociaż nie było to zbyt wygodne.

[2]

Nie przypuszczali, że zobaczą tak piękną kobietę. Wysoka, świetnie zbudowana, szczupła, ale nie chuda, miała w sobie coś dostojnego w sposobie poruszania się. Twarz owalna o delikatnie rzeźbionych rysach, okolona ciemnymi, puszystymi włosami, przypominała obrazy z okresu renesansu. Ubrana była bardzo gustownie z dyskretną elegancją.
(...)
- Fantastyczna cizia. Walutowa. Zdaje się, że ci mocno wpadła w oko. Uważaj. Nie próbuj ją motać. A poza tym nie zapominaj, że nie należy spraw służbowych mieszać z dupą.
Kozielski nie zareagował. Nie lubił trywialności.

[3]

- Z tego, co pan mówi, wnioskuję, że pański zięć znalazł sobie w Stanach jakąś sympatię.
- A mało to tam takich bogatych kurew, które żadnemu mężczyźnie nie przepuszczą. Tfu...

[4]

- A co zrobimy, jeżeli nie damy rady?
Kozielski wzruszył ramionami.
- No cóż... Będziemy musieli podać się do dymisji i zmienić zawód. Ty na przykład zostaniesz kierownikiem sklepu spożywczego, a ja może założę prywatną kwiaciarnię.
- Wolałbym sklep mięsny - powiedział Bielak. - Finansowo to się chyba lepiej kalkuluje. A jakie powodzenie u klientek. „Panie Romeczku... Pan będzie taki miły i odłoży mi dwa kilo polędwicy. Jutro mam imieniny męża. Już ja się panu odwdzięczę.”

Inne tego autora tu.

#7

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela stycznia 17, 2021

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: 2021, kryminal, panowie, prl - Komentarzy: 3