Guareschi przede wszystkim jest znany z opowiadań o księdzu Don Camillo, który wypędza diabła z komunistycznych mieszkańców włoskiej wsi w latach 50. "Rodzinka" to zbiór felietonów z wczesnych lat 50., opowiadających o codziennym życiu pewnej zupełnie niezwiązanej z autorem rodziny, przypadkiem tylko noszącej te same imiona i w tym samym składzie osobowym. Żona Margerita jest głową domu, ona decyduje, co będzie na obiad i jak należy wychowywać najukochańsze dzieci, wbrew zapędom okrutnika i tyrana, ojca. Córka Passionata, mimo iż ma 5-7 lat, jest cyniczna i nie daje się nabierać na to, co serwują jej dorośli. Syn Albertino, 11-latek, jest w zasadzie głównie wykonawcą rozkazów Passionaty. Ojciec, Giovannino, jest spokojnym pisarzem-felietonistą, który chciałby jedynie zjeść raz na jakiś czas niesmażony obiad, bo smażone mu szkodzi, żeby dzieci nie podbierały mu papieru, atramentu i kleju, a żona nie wydawała wszystkich walorów finansowych.
Warstwa rodzinno-ojcowska jest świeża, zestarzały się mocno realia. Szycie garnituru dla syna z ojcowskiego wojennego munduru, przemyt drewna z miasta do miasta, wpuszczanie w obieg fałszywego banknotu, który zna cała dzielnica, gospodyni domowa, mieszkająca "przy rodzinie". Mimo to czyta się gładko, bywa refleksyjnie, bywa śmiesznie (tu uwaga dla słabo czytających - to są żartobliwe felietony, tak naprawdę Guareschi nie kupił Passionacie na komunię korkownicy do butelek z winem).
Inne tego autora:
#45
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela lipca 30, 2006
Link permanentny -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
2006, beletrystyka, panowie
- Komentarzy: 1
Cadfaelami się obłowiłam na kwietniowej przecenie w Zysku, na przyszły rok już zbieram tytuły ;-)
Miłe czytadło, nie wymaga skupienia, można leniwie po kawałku czytać przed snem. W zasadzie wszystko jedno od którego tomu się zacznie (ale lepiej czytać po kolei, bo czasem są odwołania do wcześniejszych tomów). Zyskowy cykl niestety trochę traci, bo redakcja taka sobie (w tomie 6 jest chłopiec o imieniu Iwon, który w którymś następnym tomie już jest wspomniany jako Ives - co ciekawe, tłumaczyła ta sama tłumaczka, potem hospicjum Św. Idziego u drugiego tłumacza przeradza się w hospicjum Św. Egidiusza). Ciekawy ze względu na realia historyczne - konflikt wewnętrzny w Anglii, walka o tron, kraj podzielony między wzajemnie zwalczające się stronnictwa. I błyskotliwy mnich, który nie zawsze był zakonnicą (a konkretnie rycerzem krzyżowym). Wraz z przyjacielem szeryfem odkrywają każdą tajemnicę i wyjaśniają każde morderstwo (jeśli warto, bo jeśli nie - zostawiają sprawy tak jak są). Do tego miłe, sielskie opisy herbarium i codziennego życia w klasztorze.
- (4) Jarmark Świętego Piotra
- Do miasteczka leżącego opodal opactwa Shrewsbury przyjeżdżają kupcy na jarmark. Wszystkie wpływy idą do opactwa, o co miasto - zniszczone przez niedawne walki - ma żal. Ginie jeden z przyjezdnych kupców, podejrzani są młodzi ludzie, którzy poszli z awanturą do opactwa, żeby uzyskać jakiś procent z wpływów na naprawę miejskich murów i domów. Potem giną następni.
- (6) Dziewica w bryle lodu
- Podczas walk w okolicach Shrewsbury znika rodzeństwo. W poszukiwaniu ich wszyscy krążą po okolicy, znajdując to przymarzniętego mnicha, to zamrożone ciało blondynki, to jedno z poszukiwanego rodzeństwa, to drugie.
- (7) Wróbel w świątyni
- Młody minstrel zostaje oskarżony o próbę zabicia złotnika podczas uczty weselnej jego syna. Ukrywa się przez rozwścieczonym tłumem w świątyni. Ginie kolejna osoba, minstrel się zakochuje w służącej, a wszystkim zależy, żeby to jednak nie on okazał się mordercą, bo miły z niego chłopak.
- (8) Nowicjusz diabła
- Do zakonu zostaje przysłany nowicjusz, który miewa w nocy koszmary. Przy okazji wychodzi, że zginął rycerz, który ostatnią noc spędził w domu rodzinnym nowicjusza i możliwe, że jest związek między koszmarami a zaginięciem rycerza.
- (9) Okup nieboszczyka
- W średniowiecznej Anglii permanentnie się tłuką. A to między sobą, a to z okolicznymi Walijczykami. W trakcie potyczek pojmany zostaje walijski młodzian, a druga strona bierze w niewolę szeryfa ze Shrewsbury. W trakcie wymiany szeryf umiera w dziwnych okolicznościach, a Walijczycy nie chcą z powrotem młodziana, który z kolei też nie bardzo chce wracać, bo się zakochał w córce szeryfa.
- (10) Pielgrzym nienawiści
- Na święto patronki opactwa, Św. Winifredy, przybywają pielgrzymi - kaleki chłopiec z siostrą, przystojny rycerz z bosym pielgrzymem z ogromnym krzyżem na szyi. Wraz z pielgrzymami dochodzą do Shrewsbury echa tego, co dzieje się wielkim świecie - walki między królem i cesarzową, w trakcie której ginie jeden z rycerzy posłanych w celu mediacji. Rozwiązanie tajemnicy - jak się łatwo domyślić - leży w opactwie.
- (11) Doskonała tajemnica
- Do klasztoru przybywa dawny rycerz krzyżowy, ciężko ranny w walkach. W klasztorze chce spędzić resztę swojego życia. Wraz z nim pojawia się niemy brat, który nim się opiekuje. Okazuje się, że była narzeczona rycerza, która na wieść o jego ranach miała również wstąpić do klasztoru, zniknęła. W tej części wyjątkowo nie ma trupów.
- (12) Kruk na podgrodziu
- Po śmierci dotychczasowego księdza, biskup przysyła nowego - gorliwego, ale nielitościwego, który kijem i krzykiem zaczyna wypędzać zło z lokalnych grzeszników. W pierwszy dzień Bożego Narodzenia ksiądz zostaje znaleziony martwy.
- (13) Róża w dani
- Bogata mieszczka po śmierci męża zostawia opactwu połowę majątku, pod warunkiem, że co roku z okazji dnia Św. Winifredy dostanie różę ze swojego ogrodu. Najpierw ginie mnich, który co roku różę wręczał, potem znika wdowa. Na pierwszy rzut oka widać, że ktoś poluje na jej majątek i woli cały niż połowę.
Więcej, jak dokupię brakujące ;-)
Inne tego autora:
#35-43
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela lipca 30, 2006
Link permanentny -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
2006, kryminal, panowie
- Komentarzy: 2
Przypomina mi się ten dowcip o farmerze McGregorze:
McGregor żali się koledze:
- Widzisz ten mur? Sam go zbudowałem, kamień po kamieniu budowałem go rok,
ale nikt nie mówi na mnie "McGregor, który zbudował mur". Widzisz tamten
bar? Prowadziłem go przez 2 lata bez przerwy, ale nikt nie mówi na mnie
"McGregor, który prowadził bar". A widzisz tamtą łódź? Sam ją zbudowałem,
deska po desce, gwóźdź po gwoździu, ale nikt nie mówi na mnie "McGregor,
który zbudował łódź". Ale wystarczy, że człowiek raz w życiu po pijaku
przeleciał kozę...
Pół czwartku i kawałek piątku "pomagałam" koleżance z marketingu przenieść skrypty z serwera testowego na produkcyjny. Normalnie da się to zrobić w minut 10, dostaję maila z opisem, kilka razy klikam i zrobione. Ale tutaj nie - najpierw dziewczę przez pół godziny nadawało na GG, że zaraz wyśle mi maila. I opisywało, co w tym mailu będzie. Potem wysłało ("Zuzka, mail, czytaj!"). Niestety, czytanie maila trwało długo, bo dziewczę dalej napierdzielało na GG z szybkością karabinu maszynowego, bo ona musi PYTAĆ, DOWIADYWAĆ SIĘ, WYJAŚNIAĆ. A bo jej hasło nie działa. A bo ona nie rozumie, jak to jest z tym mysql-em. A bo dlaczego tak, a nie inaczej. A bo że ona to zrobiła tak, czy to dobrze?! A bo jej jeden kolega od nas, co to jest na urlopie, mówił tak, a drugi, co to też jest na urlopie, jej koleżance powiedział inaczej. Po godzinie prób uciszenia laski (jak przestałam czytać GG, zadzwoniła telefonem), żebym mogła spróbować zacząć przenosić pliki i strukturę danych do bazy, okazało się, że w katalogu "gotowym do przerzucenia" jest syf i malaria - pliki backupowe edytora, jakieś zipy i dumpy danych z bazy, niepotrzebne skrypty typu "proba.php", katalogi "imie - test". A bo ona nie wiedziała, ona na tym cały czas pracuje, to posprzątać? Nie, samo się posprząta przecież. W chwili, kiedy okazało się, że katalog ma w środku chyba pięć podkatalogów, które po kolei, jeden po drugim, należy wyczyścić ze skopiowanego przez nich mechanizmu wersjonowania i dodać po kolei do naszego mechanizmu wersjonowania, zaczęłam się wkurzać. I zadziałał Murphy. Po dodaniu plików do systemu wersjonowania przychodzi mail informacyjny do wszystkich w dziale technicznym (z listą plików, różnicą zawartości między tą wersją a poprzednią i informacją, kto wrzucił i z jakim komentarzem). Pech chciał, że od czwartku równo co półtorej godziny przychodzi do wszystkich w DT ponad dwumegowy mail z informacją, iż o 15:44 pliki dodawała Zuza z komentarzem "dla K. jeszcze jeden poziom zagnieżdżenia i eksploduje, a moje szczątki będą zbierać w promieniu kilometra"...
Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela lipca 30, 2006
Link permanentny -
Kategoria:
SOA
- Skomentuj
- Poziom: 3
TŻ idzie w niedzielę na mecz. Nieco się nabijam, znając zamiłowanie TŻ-ta do sportu, a zwłaszcza piłki kopanej. Ale nie moze być inaczej, bo kołorker - fan Lecha Poznań - kupił już bilety. Było odmówić. Nie, nie da rady. Przecież nie da rady odmówić takiemu kotu czarnemu, który robi oczka i mówi "Jeść?". Z kołorkerem jeszcze gorzej, bo oprócz robienia oczek jeszcze mówi.
Zostałam pochlebiona. Najpierw TŻ wczoraj mnie skomplementował, mówiąc "Wygladasz na rozpłaszczoną" (opatulona poduszkami czytałam 3-kilowy komiks w pozycji półsiedzącej, w której mi plecy nie odpadają). Dziś mnie odgwizdali robotnicy, majstrujący na drugiej połowie piętra.
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek lipca 27, 2006
Link permanentny -
Kategoria:
Żodyn
- Skomentuj
damage beoynd repair = uszkodzenia po kuracji [Six Feet Under]
[o imigrancie] send him the Pledge of Allegiance - wyślij mu "Podręcznik elegancji" [Married with children]
would you like to go to the bedroom? - chcesz iść do łazienki? [jw., ale pomyłka może być bolesna ;-)]
he was doing something worthwhile - widać działo się coś dziwnego [jw.]
they decided not to press charges = zdecydowali się nie informować prasy [nie pamiętam]
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek lipca 27, 2006
Link permanentny -
Kategoria:
Oglądam
- Skomentuj
Nie chce mi się przerabiać skryptów. Nie chce mi się pisać systemu, który skopiuje pliki, przeczyta je, zawartość włoży do bazy, sprawdzi, czy wszystko włożył i pokasuje. Nie chce mi się testować. I tak na końcu wyjdzie jedna wielka kupa. Chcę natomiast na urlop. Cztery dni, ostatnio spędzone w domu (no, trzy, bo jeden zmarnowany na wyjazd do rodziców), dobitnie pokazują, że doskonale się realizuję, leżąc wentylem do góry, czytając ośmiokilowy komiks (no, jedno z prawie trzykilowych tomiszcz), opalając się na parapecie i patrząc, jak matka wyprowadza z piaskownicy małego Olafka. I chlapiąc się w jeziorze. Praca jest zdecydowanie przereklamowana. Wracam, jem, o 22 ziewam, idę do łóżka i usypiam po przeczytaniu trzech stron książki. Czasem czytam więcej, ale po trzeciej stronie już i tak następnego dnia nie pamiętam.
A PRAWDZIWY urlop dopiero za prawie trzy tygodnie. Znajomy opracował listę TODO (pokaz sztucznych ogni i Red Bull Air Race nad Dunajem, Ocenarium, gdzie można głaszczyć płaszczki, jaskinie na wzgórzach Budy, Visegrad, basen, w którym kręcili "CK Dezerterów"), oprócz tego planujemy zerknąć, jak wyglada Eger i może zamoczyć palce w Balatonie... Chcę JUŻ.
Napisane przez Zuzanka w dniu środa lipca 26, 2006
Link permanentny -
- Skomentuj
- Poziom: 2
W Fabryce jest kuchnia. W kuchni są szafki. W szafkach są supportowane przez Fabrykę goodiesy - zupki chińskie, kawa, herbata, mleko i syropy owocowe. Oprócz szafek w kuchni są szuflady. W szufladach zwykle ludzie (czytaj: ja) trzymają prywatną spożywkę (herbatę inną niż przydziałowy Tetley/Lipton, witaminy rozpuszczalne, chleb, kornflejksy i inne takie). Jako że do tej pory nikt mi chleba nie wyżerał, umieściłam w szufladzie obok chleba torebki z czekoladą rozpuszczalną wielosmakową (banan, pomarańcza, marcepan). Udało mi się wypić jedną czekoladę, innych nie, bo po dwóch dniach mojego urlopu zniknęły jak sen złoty (no, została jedna). Dostałam piany na ryj^Wsłodkich usteczkach, wystosowałam grzecznego acz wkurzonego maila do korzystających z kuchni, gdzie do cholery są moje czekolady. Przyznało się dwóch, z czego jeden dorzucił, że I TAK BYŁO NIEDOBRE. A poza tym oni myśleli, że to ogólnofirmowe goodies i można wpierdzielić. Przecież leżało w ogólnofirmowej szufladzie, nie było podpisane i zamknięte na klucz. Chleba nie ruszali, bo chleba firma nie kupuje. Czekolady też nie kupuje. Ale może tym razem kupili. O, jakby było w lodówce, to by też nie wzięli.
Szanowna widownio, czy ja się za dużo domagam? Na kilka zapytanych znajomych (płci niemęskiej), większość odpowiedziała "Było podpisać". Chyba jestem w mniejszości :-/
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek lipca 25, 2006
Link permanentny -
Kategoria:
SOA
- Komentarzy: 8
- Poziom: 3
Wybraliśmy łóżko. Już po 5,5 roku mieszkania i spania na materacu. Teraz tylko pozostaje poczekać, aż będziemy mieli wolne ponad 2k zł. I już za 4-6 tygodni będziemy mieli dwie nowe szafeczki do kuchni. Z szafeczkami śmiesznie, bo jak je kupowaliśmy, to nazywały się Ola Mat. Aktualnie nazywają się Siódme Niebo. Ciekawe, jak się będą nazywać za 6 tygodni.
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek lipca 21, 2006
Link permanentny -
Kategoria:
Żodyn
- Skomentuj
Mogą być upały przez miesiąc. Ale w weekend zwykle jest chłodniej i bywa, że nie ma słońca. Żeby oszukać system, wzięłam urlop w piątek. Jest chłodniej i nie ma słońca, które miało nieco przykryć opalenizną moją szlachetną bladość.
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek lipca 21, 2006
Link permanentny -
Kategoria:
Żodyn
- Komentarzy: 8
Kupiłam sobie w Duce kinky tarkę, taką jak ma Nigella. Pierwszą krew poczuła, kiedy ścierałam czosnek. Nie wiem, co gorsze - pieczenie w palec czy oblizanie startego palca ze świeżutkiego, ostrego czosnku. Dobrze, że nie trzeba ścierać ostrej papryczki. Mogłabym nie przeżyć.
W Fabryce dzień jak co dzień. Migrujemy cały system z jednej bazy na drugą, sporo różnic funkcjonalnych, więc trzaskamy skrypt za skryptem, przeróbka, testowanie, poprawianie bugów, następny skrypt i tak od półtora miesiąca. Nuda, panie, trzaskam mechanicznie, co jakiś czas poziewując na rozgrzewkę, bo jeszcze zimno). Nie ma nowych projektów, pozostała część firmy na nasz widok spluwa, bo wszyscy chcą, żebyśmy im coś zrobili.
Nieco ożywiło się od wczoraj, bo przyszedł marketing z informacją, że podpisali umowę z pewnym bankiem na pewną usługę. Obie strony się wypromują, zaszczyty, kwiaty, miljony (dla marketingu) i w ogóle (umowa już podpisana zresztą, wiecie). A dla nas to tylko kilka linijek kodu. Za każdym razem, jak słyszę "kilka linijek kodu", uszka stają mi na baczność. Grzecznie został poinformowany, że nie robimy nowych projektów do końca migracji, do września. Ale skoro to kilka linijek, niech przyśle DOKŁADNIE opisaną specyfikację. Ustaloną z marketingiem i działem technicznym firmy siostry, która pośredniczy między nami a bankiem. Potem już było tylko weselej. Przyszedł kołorker techniczny z firmy siostry i objaśnił nam, jak to ma technicznie wyglądać. 10 linijek kodu okazało się być przeróbką trzech dość integralnych elementów serwisu (z co najmniej dniem na testowanie zmian, bo odkręcanie w razie pomyłki to grób i mogiła). Żeśmy się pośmiali, zwłaszcza że kołorker od jutra idzie na urlop. Wraca trzy dni przed moim urlopem. Potem przyleciał marketing z firmy siostry z trzema wydrukami stron, na których czerwonym mazaczkiem dopisał po linijce tekstu, która miała wizualizować zmiany. A nie, z czterema. Na czwartym był dopisek "Nie wymaga zmian!". Że luz, spoko, 10 linijek kodu, damy radę, kolega techniczny zrobi dziś, a my sobie to szybciutko machniemy w poniedziałek-wtorek, się wrzuci i umowa uratowana. Ponownie objaśniliśmy z kolegą technicznym, że nie luz, się nie machnie. Że nie robimy nowych projektów, odmawiamy tym, tym i tym, a tamtym to już w ogóle. Aktualnie sprawa utknęła na przygotowaniu kompletnego opisu planowanych zmian. Nasz marketing udaje, że go nie ma, pozwalając, żeby wyjaśnianiem zajmował się marketing firmy-siostry, prywatnie tłumacząc wyżej wymienionemu, że ci z działu technicznego to straszne zwisy męskie, wszystko utrudniają, a my tu przecież mamy podpisaną umowę. Na 27 lipca start. I co teraz. I niech mi ktoś jeszcze powie, że marketing jest potrzebny i zaludniają go inteligentni, mili i doskonale zorganizowani ludzie. Pogryzę.
Szczęśliwie - urlop. Do wtorku. Pomijając planowaną na sobotę cokwartalną wizytę w domu rodzinnym - będzie leniwie.
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek lipca 20, 2006
Link permanentny -
Kategoria:
SOA
- Skomentuj
- Poziom: 3