Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Więcej o ogrod-botaniczny

Lumina Park

[31.10.2021]

Bardzo się cieszę, kiedy coś nowego i potencjalnie ciekawego pojawia się w Poznaniu, zwłaszcza na zewnątrz. W Ogrodzie Dendrologicznym na Golęcinie bywałam kilkukrotnie (oczywiście nie wtedy, kiedy pracowałam tuż po drugiej stronie Niestachowskiej, bo po co), ale raczej za dnia. Lumina Park zwiedza się dla odmiany po zapadnięciu zmroku i - w przeciwieństwie do okresu wiosna-jesień - za opłatą. Z pozytywów - wszystko działa, instalacje świetlne są estetyczne, animacje dopracowane, elementy światło-dźwięk ciekawe, zwłaszcza burza czy świetlny zamek. Na wejściu można pobrać mapkę parku z zagadkami dla dzieci.

Słabiej wypadła organizacja, możliwe że z powodu ogromnych tłumów i chaosu rozpoczęcia (byłam trzeciego dnia po otwarciu); możliwe, że już to się zmieniło. Teoretycznie liczba wejść na godzinę jest limitowana, ale w praktyce nie, bo są dwa wejścia i nikt nie sprawdza ruchu wychodzącego, skończenie się e-biletów na daną godzinę nie oznacza bynajmniej, że nie można ich kupić na miejscu. Nie ma oddzielnej bramki dla osób z e-biletami, odstałam kilkanaście minut, zanim obsługa wpadła na pomysł rozdzielenia kolejki na tych, co już bilety mają i tych, co chcą kupić. Brak było oznaczeń w terenie, gdzie jest wejście, informacje na stronie były mylące, podobnie na Google Maps, które uparcie kierowało na ulicę Warmińską, zamkniętą dla ruchu samochodowego. Dotychczasowe wejście do Ogrodu od strony Niestachowskiej było nieczynne, weszłam przez tereny Uniwersytetu Rolniczego, idąc za ludźmi. W samym parku też oznaczeń specjalnie nie było, tym bardziej kłopotliwe było poruszanie się w ciemności i tłumie, zwłaszcza że część ludzi szła pod prąd i większość z dziećmi, również bardzo małymi (a teren do wózków niespecjalnie dostosowany, zwłaszcza po ciemku). Przy wejściu dość ubogie stanowiska gastronomiczne, oblężone przez odwiedzających. Podsumowując - raczej się nie wybiorę ponownie, choć instalacja wzrokowo przyjemna i będzie dostępna do lutego 2022.

GALERIA ZDJĘĆ i wcześniejsze: lato 2009, jesień 2011 oraz wiosna 2014.

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela listopada 21, 2021

Link permanentny - Kategorie: Fotografia+, Moje miasto - Tag: ogrod-botaniczny - Komentarzy: 2


3 maja

Tak, wiem, Majówkę ZOZI (a wcześniej ZOZO) miałam na własne życzenie. Było nie jęczeć w pięknych okolicznościach przyrody (Berlin - w 2015 i 2016), Praga, Uznam i Drezno), że bolą nogi, po co tyle chodzenia, miał być odpoczynek, następnym razem nie wychodzę z domu. To w ubiegłym roku nie wyszłam, bo nie było gdzie, w tym roku - bo w zasadzie cały weekend padało i było zimno w sam raz na zimową kurtkę. W maju. Zimową kurtkę. Rzutem na taśmę ostatniego dnia przez chwilę się przejaśniło, zdążyliśmy obejść Ogród Botaniczny zanim zaczęło znowu padać. Zdaję sobie sprawę, że wyjazdy majowe to była całkiem świeża tradycja, ale jednak chciałabym ją jeszcze trochę pokoontynuować. Z góry dziękuję.

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela maja 16, 2021

Link permanentny - Kategorie: Fotografia+, Moje miasto - Tag: ogrod-botaniczny - Skomentuj



O niedzieli we Wrocławiu

[4.10.2020]

(Będzie i o sobocie).

Miało padać po południu, więc rozczarowana byłam bardzo, kiedy o poranku zza okna przywitał mnie półmrok i mżawka przechodząca w sieknącą ulewę. Awaryjnie, zamiast Ogrodu Japońskiego, zaproponowałam Muzeum Sztuki Współczesnej opodal, mając nadzieję, że kiedy będziemy nasiąkać sztuką zamiast deszczem, pogoda się ogarnie. Żeby Was nie trzymać w niepewności, tak, pogoda się ogarnęła, ale muzeum okazało się być świetnym miejscem z trzech powodów. Po pierwsze sztuka współczesna. Wszyscy znajdą Rafaela, Wenus z Milo, sceny batalistyczne Matejki czy konie Kossaka, bo to jeszcze da się ogarnąć w szkole. Z rzeźby i malarstwa po II wojnie światowej to już tak nie za zbytnio, kilka sztandarowych obrazów Beksińskiego, prowokacje Kantora czy rzeźby Abakanowicz. A tu się można ocierać o dużo dobra, od obrazów przez instalacje, plakaty do rzeźb - jest Chwistek, Witkiewicz, Jarema, wspomniany Kantor i Beksiński, Cybis czy Mikulski (na widok którego oczywiście rzuciliśmy jednocześnie z TŻ "O, Ferdynand Wspaniały"). Nie było nudne nawet dla młodzieży, która - i tu przechodzimy do drugiego powodu - żyje w estetyce "ładnie", że trzeba równo, realistycznie i nie wychodzić poza kartkę, co owocuje dyskwalifikującym podejściem "nie umiem, więc nie zacznę". Wtem okazuje się, że można robić sztukę "brzydką", niepokojącą, z użyciem dziwnych materiałów, z zabawą fakturą, nie wiadomo o czym. Jakie to jest dobre i otwierające! Trzeci powód to sam modernistyczny budynek, zwłaszcza kratownica projektu architekta Hansa Poelziga, gdzie kawiarnia i takie światło, że nie mam słów.

Pawilon Czterech Kopuł Pawilon Czterech Kopuł / Centralna część budynku Beksiński / Mikulski Hala Poelziga

A skoro nastało słońce, przez Pergolę i obok Fontanny Multimedialnej, przeszliśmy do Ogrodu Japońskiego. Nie jest duży, ale urokliwy; karpie i żaby, kamienna ścieżka, po której można z zachowaniem pewnej ostrożności przejść suchą nogą po brzegu stawu, klony i rzeźba.

Fontanna Multimedialna z widokiem na Halę Stulecia Pergola Ogród Japoński Joga na trawie

GALERIA ZDJĘĆ.

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela października 18, 2020

Link permanentny - Kategorie: Listy spod róży, Maja, Fotografia+ - Tagi: ogrod-botaniczny, wroclaw, polska - Skomentuj


Berlin - Gärten der Welt

[29.08.2020]

To nie tak, że trafiłam do dzielnicy Marzahn (a konkretnie Marzahn-Hellersdorf) śladami serialu ”Dogs of Berlin [1]; okazało się, że przypadkiem właśnie tu mieszczą się Ogrody Świata, całkiem świeży obiekt rekreacyjny dla dużych i małych. Celowo podjechaliśmy od strony Hellersdorfer Strasse, żeby zacząć od kolejki gondolowej - wejść jest więcej, ale wtedy kolejka jest typowo rekreacyjna; bilet na kolejkę jest w dwie strony z opcją przystanku przy wieży widokowej i torze saneczkowym (warto zachować do wyjścia z obiektu, bo inaczej może być smutno). Na wieżę widokową można windą w opcji dla leniwych, ze szczytu przepięknie widać blokowiska Marzahn i Hellersdorf, w tym najdłuższy mural świata (przejeżdżałam obok, przepiękny!). Młodzież oczywiście nie odpuściła zjazdu saneczkami (takimi korytkami na szynach), ja nie jestem fanką przeżyć ekstremalnych, ale wyraziłam ostrożną chęć - nie było dramatu, trochę panikowałam przy zakrętach, na szczęście projektanci byli lepszymi inżynierami niż ja. Młodzież oczywiście zachwycona, choć narzekała, że można było szybciej, więcej i bez powolnego powrotu pod górę.

Same ogrody, do których można albo ponownie przejechać kolejką, albo przejść się piechotą ze wzgórza widokowego, są spore i mają mnóstwo prześlicznych zakątków. Niektóre kawałki były zamknięte (oranżeria balijska czy labirynt), niektóre ominęłam, bo wycieczka była głodna, więc muszę wrócić za rok, zwłaszcza że w 2021 mają otworzyć dwa nowe ogrody. Najciekawszy chyba był Ogród Chrześcijański (Christlicher Garten) ze złotym płotem z biblijnych wersetów, piękny Ogród Japoński, nader przyjemny zwłaszcza w upalny dzień Ogród Wodny i pachnące obłędnie Rozarium. Dla młodzieży młodszej plac zabaw, dla starszych kawiarnie.

GALERIA ZDJĘĆ.

[1] Za to już zupełnie celowo pojechałam zobaczyć budynek zwany Bierpinsel, ale o tym w następnym odcinku.

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota września 19, 2020

Link permanentny - Kategorie: Listy spod róży, Maja, Fotografia+ - Tagi: berlin, niemcy, ogrod-botaniczny, garten-der-welt - Komentarzy: 1


Palmiarnia Książ & Szczawno-Zdrój

[24.05.2020]

Palmiarnia była prezentem księcia Jana Henryka von Hochberg dla żony, Daisy. Na bogato, bo sprowadził z całej Europy drzewa i krzewy, a całość wyłożył tufem wulkanicznym, którego kilka wagonów sprowadził z Sycylii spod Etny (to już wiecie, kto rozkrada Sycylijczykom wyspę).

Tym razem dostępna była większa część ekspozycji, w tym zamknięte w listopadzie wybiegi dla pawi i lemurów; zdjęć lemurów nie mam, bo a) poruszały się szybko, b) były za zasiatkowaną szybką, c) było gorąco, tym bardziej, że w maseczkach. I jak rozumiem ideę, to jednak Palmiarnie są kiepskimi miejscami, żeby oddychać w materiał. O konieczności maseczki przypomina mocno zirytowana obsługa z maseczką dla komfortu pod nosem.

Majut nabrał zwyczaju proszenia o “pamiątki” (bądź zbierania ich gdzieniebądź); niestety po zakupie lub znalezieniu “pamiątka” ląduje w losowym miejscu i się kurzy, staram się więc kanalizować tę chęć w coś użytkowego. Ponieważ po wizycie w poznańskiej Palmiarni na Majowym parapecie stał samotny kaktus, obiecałam mu rodzinę z Książa. Efekt poniżej. Najwyższy kudłaty pochodzi z Poznania, rojnik ukradłam spod bramy sąsiadów (bo im wyszedł ze skalniaka i zaanektował okolicę), a reszta to właśnie łupy z książeńskiej Palmiarni. Miseczka - Brico, a różowa doniczka jest za mała.

Tak jak się spodziewałam, Pijalnia Wód Mineralnych była zamknięta ze względów epidemicznych. Park i okolica - nie, piękne miejsce na spacer, chociaż może niekoniecznie w butach na obcasach ze względu na liczne przewyższenia (na swoją obronę mam, że poprzednie 2,5 miesiąca spędziłam w domu w dresie i MUSIAŁAM wyprowadzić na spacer pantofle dla odmiany).

GALERIA ZDJĘĆ.

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota czerwca 13, 2020

Link permanentny - Kategorie: Listy spod róży, Maja, Fotografia+ - Tagi: ksiaz, ogrod-botaniczny, szczawno-zdroj, polska - Skomentuj