Sabina jest szczęśliwa, bo w firmie trwa kontrola ze skarbówki. Nie że jej padło na głowę, ale zdecydowanie na uszy - uwielbia głos inspektora Majewskiego i stara się przedłużać czas kontroli, żeby nasycić się pięknym brzmieniem jego głosu (a z poprzednich tomów pamiętamy, że zdarzało się jej jeździć pod dom kontrolera i obserwować, mimo delikatnych sugestii Piotrusia, że to niezbyt zdrowe). Jest też zaniepokojona, bo do Brzegu zjeżdżają z międzynarodowego tournee ojciec i matka; matka-strzyga, a ojciec z kolei obdarzony głosem, którego nienawidzi zarówno Sabina, jak i jej zmarła babka. Usiłuje wprowadzić rozdział między swoją rodziną a normalnym życiem, obawiając się, że komentarz o głosie ojca może rozwścieczyć jej matkę, a to niekoniecznie dobrze się skończy. Zabiera więc część ekipy do lasu, w teorii, żeby sprawdzić, czy nie ma w lesie magicznych odpadów, ale tak naprawdę, żeby być daleko od rodzinnej dramy. Tyle że znika. Najpierw na chwilę i odnajduje się w zapadlisku pod ziemią, potem już na tyle trwale, że do akcji włączają się wilkołaki, wampiry (a konkretnie Władzio) i bardzo entuzjastyczny czupakabra. Historia jest dość krótka, ale zostaje wyjaśniona kwestia złola z poprzedniego tomu, na szczęście dodatkowo w książce są dwa opowiadania - jedno o pechowych łowcach potworów, drugie o mumiach w piramidzie, które wychodzą i straszą.
Tak jak teraz szłam przez kolejne strony jak przecinak, to zdecydowanie za drugim razem (bo będzie drugi) będę już powoli delektować się lekturą, bo warto.
Inne tej autorki.
#137
Napisane przez Zuzanka w dniu Tuesday October 13, 2026
Link permanentny -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
2026, kryminal, panie, sf-f
- Skomentuj
Znamy już kilkoro z nienormatywnych mieszkańców Brzegu i okolic, teraz pojawia się ich więcej. Sabina przysposobiła sobie jako asystentkę i podopieczną Żanetę, która ma w sobie krew dziadów borowych, co czyni z niej babę borową. Żaneta studiuje ochronę środowiska, bo może przekuć swoje zdolności w coś dobrego i jeszcze dostać na to granty. Tyle że ktoś ją śledzi. Ludmiła, współposiadająca z seniorką Strzelecką Siedlisko Rekreacji, okazuje się być potomkinią łowców potworów, na emeryturze, ale to się może zmienić, bo w lasach pod Brzegiem zaczyna się coś niepokojącego z żywiołami dziać. Wilkołaki z Wrocławia zaczynają dziczeć i trzeba uruchomić kontakty w nienormatywnej policji, żeby trzymać rękę na pulsie. Do tego w jeziorze opodal miasta pojawił się cudem ocalały złoty cuś, który jest samotny i lubi muzykę. Do wesołej gromadki dołącza też Agnieszka, siostra Ewy, przyjaciółki Sabiny; nie jest nienormatywna, ale jest w policji i dużo rozumie, podobnie jak Ewa, człowiek-taran, ale w pozytywnym sensie. W trakcie akcji ekipa ma do czynienia ze stalkingiem, napadem i porwaniem, jednocześnie próbując przeprowadzić skomplikowany logistycznie transport cusia wielkości średniego dinozaura. I to zaburzenie żywiołów.
Skądinąd wiem, że akcja tego tomu zazębia się z “W świetle nocy” z innego cyklu, ale tu jeszcze nie jest to krytyczne w przeciwieństwie do części trzeciej, o czym niebawem. W każdym razie warto przed kolejnym tomem zacząć cykl o wampirach. Ja nie zaczęłam, więc trochę narzekałam, że są wzmianki o akcji spoza cyklu, zamiast wyjaśnienia, kto był tajemniczym zleceniodawcą asystentki Ewy.
Inne tej autorki.
#136
Napisane przez Zuzanka w dniu Monday October 12, 2026
Link permanentny -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
2026, kryminal, panie, sf-f
- Komentarzy: 1
Podwrocławski Brzeg. Małe miasto, wszyscy się znają, wiadomo więc, że specjalistką od BHP jest Sabina Piechota, a młody Piotr Strzelecki prowadzi coaching i terapię. Nie wszyscy jednak wiedzą, czemu ta dwójka prowadzi wspólnie - mimo rozbieżności kodów PKD - firmę, mimo że odpowiedź jest dość oczywista. Nie, nie łączy ich romans, za to miłość i owszem, ale platoniczna. Bo Sabina jest strzygą, a Piotr nie, ale też należy do koegzystującej i uczłowieczonej mniejszości nienormatywnych. Na co dzień wymaga to od nich nie lada opanowania, jako że Piechota ma krótki loncik i silną potrzebę rozrywania denerwujących ją osób na kawałki, pożera więc jako substytut niesamowite ilości wysoko przetworzonych cukrów, zaś Strzelecki w celu utrzymania zen - bo jak nie utrzyma, to będzie źle - wypala lawendowe świeczki i biega. Okazjonalnie mogą się jednak wykazać, bo wokół jest więcej nienormatywnych, którzy prowadzą firmy i dbają o bezpieczeństwo pracowników, a tych normatywnych czasem trzeba przekonać, że absolutnie nic dziwnego nie widzieli. Jednocześnie następują dwa incydenty - ktoś nieudolnie próbuje zabić jednego z pracowników znajomego zakładu przemysłowego, a grób pewnego szczególnie upartego nieboszczyka, którego Piotruś namawia na zaprzestanie nawiedzania rodziny, ktoś wysypuje mnóstwo soli. Niemiło.
Jakie to jest ładne i świeże! Przeczytałam już dwa kolejne tomy, więc absolutnie się z tej oceny nie wycofuję, nie że efekt nowości. Osadzenie nienormatywnych w małomiasteczkowej rzeczywistości i realiach XXI wieku, gdzie trzeba rozliczać faktury, żeby się Urząd Skarbowy nie przyczepił, a ustawy związane z BHP trzeba śledzić na bieżąco, jest urocze. Tak jak wspomniałam, nienormatywni się nie obnoszą, ale i tak ci, co powinni, swoje wiedzą, bo wszyscy wszystkich znają. Ale przymykają oko, bo w zasadzie to nienormatywni są przydatni. Chyba że komuś zaczynają przeszkadzać.
Inne tej autorki.
#135
Napisane przez Zuzanka w dniu Saturday October 10, 2026
Link permanentny -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
2026, kryminal, panie, sf-f
- Komentarzy: 2
[27.09.2026]
Najpiękniejsze światło jest jesienią o poranku, zwłaszcza jak słońce. Nierozsądnie bez śniadania, przed 10 stanęłam w grupie fotografów podekscytowanych wszystkim - światłem, zabytkowym tramwajem jadącym 27 Grudnia, odbiciami w szybach Okrąglaka - żeby obejrzeć odremontowany Dom Książki. Jeśli jesteście ze mną od dawna, możecie pamiętać, jak jeszcze kilka lat temu budynek wyglądał; zmiana nawet z zewnątrz jest uderzająca. Odtworzono oryginalne kafle, ten sam artysta, który zaprojektował neon na dachu, stworzył kolejne na elewację. W środku też wykorzystano, co się dało, w znajdujących się na parterze i w piwnicy księgarni i restauracji wróciło lastryko, ciepłe drewno i mocne pop-artowe kolory z epoki. Jestem starą kobietą zbierającą chrust, zdarzyło mi się zaglądać do Domu Książki, kiedy jeszcze funkcjonowała tam księgarnia i sklep muzyczny, ale kompletnie nie pamiętam wnętrz. Na pewno za to nie byłam wcześniej na tarasie dla mieszkańców, skąd widok na CK Zamek, UEP czy Jeżyce; jakie stamtąd muszą być piękne zachody słońca, ani w jednym z mieszkań, skąd dla odmiany Gwarna, Mielżyńskiego i Okrąglak (i pewnie analogicznie, wschody słońca nad hotelem Bazar w perspektywie).


















GALERIA ZDJĘĆ i inne fotografie z #instameet_domksiazki (na tyle, na ile Instagram kapryśnie pokazuje).
Napisane przez Zuzanka w dniu Thursday October 8, 2026
Link permanentny -
Kategorie:
Fotografia+, Moje miasto -
Tag:
photowalk
- Skomentuj
Nie ważne, czy bohaterkami (i jednym rodzynkiem-bohaterem) są królowe czy zwykłe kobiety bez tytułu, częścią wspólną ich doświadczenia jest odrębność. Jedne były w związkach, ale zostały opuszczone mniej lub bardziej nagle. Inne zdecydowały same, że lepiej im będzie solo, z różnych względów. Jeszcze inne wchodziły w kolejne związki, żeby się zorientować, że to nie dla nich. Dawały się oszukiwać, same się oszukiwały, chyba tylko korespondująca z amerykańskim żołnierzem kobieta wie, że jego tak naprawdę nie ma, ale ładnie do niej się zwraca, jak nikt inny. Ale to nie są historie o dramatach, raczej pokazane z łagodną rezygnacją, bo tak bywa.
Inne tej autorki.
#134
Napisane przez Zuzanka w dniu Tuesday October 6, 2026
Link permanentny -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
2026, beletrystyka, opowiadania, panie
- Skomentuj
Kiedy 11 września 2001 roku runęły wieże WTC, cały świat patrzył na to z przerażeniem, a zwłaszcza ci mieszkańcy Nowego Yorku, którzy mieli bliskich czy to w biurowcach, czy w samolotach. Zaskakujące jest więc, że zarówno Joyce patrzy się na ruinę z nadzieję, bo liczy na to, że był tam jej mąż, zaś Marshall myśli z radością o tym, że jego żona miała lecieć jednym z tych samolotów. Jak się łatwo domyślić, para się od jakiegoś czasu burzliwie rozwodzi, ale skoro oboje cudem uniknęli śmierci - on uciekł z płonącego budynku, ona jednak nie miała potrzeby lecieć - to może się coś zmieni. Ale nie, jeśli już, to pojawia się jeszcze większa zajadłość, żeby skrzywdzić to drugie; mimo że mają dwójkę małych dzieci i wspólne mieszkanie z kredytem, którego żadne z nich nie utrzyma samodzielnie.
Okładka zapowiada czarną komedię, ale obserwowanie rozkładu niegdyś kochającego się związku jest zwyczajnie smutne. Zmroziła mnie scena, w której Marshall buduje bombę, żeby wysadzić w powietrze siebie, żonę i dzieci, a Joyce beznamiętnie próbuje zlokalizować usterkę, skoro do wybuchu nie doszło. Narracja przeskakuje między obojgiem małżonków, a nawet przez chwilę do głosu dochodzi ich czteroletnia córka, która widzi zaskakująco dużo, co niekoniecznie stawia oboje w dobrym świetle. Powtórzę - humoru nie znalazłam, do czytania niekoniecznie, chyba że kogoś interesuje amerykańska trauma po 9/11.
#133
Napisane przez Zuzanka w dniu Monday October 5, 2026
Link permanentny -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
2026, beletrystyka, panowie
- Skomentuj
Opowiada o starożytnym Rzymie, ale jednocześnie brzmi jak ktoś żyjący współcześnie, a jego rozmówczynią jest, jak się szybko można domyślić, psychiatrka. To sam Neron, dla którego Antium Rzym i kilka innych prowincji są domem rodzinnym, a jego historię stronniczo a kłamliwie opowiedzieli ci, co go przeżyli. Ale czemu wspomina o straży pożarnej i gaszeniu pożarów, wolontariacie w sztabie wyborczym Samoobrony i wreszcie o podpaleniu domu towarowego? Bo że nie przyznaje się do podpalenia Rzymu, to nie dziwi. Kto rozmawia z lekarzem - strażak Stanisław z Krakowa, czy świadomość Nerona, która w nim się obudziła podczas utraty przytomności w pożarze? Nie wiadomo. Sam Stanisław tego nie wie, ale upiera się, że musi opowiedzieć swoją historię, bo to w niej jest wyjaśnienie, czemu ze strażaka stał się piromanem i mordercą. Tego dla odmiany się nie wypiera, chociaż szczegółowo uzasadnia każdą zbrodnię, którą musiał popełnić jako cezar.
Jeśli by chcieć traktować tę książkę jako historyczną, zapewne można się srodze rozczarować, ale z drugiej strony to takie samo świadectwo jak tych wszystkich, którzy o Neronie i jego czasach pisali, niektórzy kłamali dla zysku, niektórzy ze strachu, niektórzy szczerze wierzyli w swoją wersję historii. Tak też brzmi Staszek, jego historia jest spójna i wciągająca, chociaż oczywiście nie do sprawdzenia. Może jest chory psychicznie, może rzeczywiście w jego głowie pojawiła się jaźń Nerona, nie ma rozstrzygnięcia.
Inne tego autora.
#132
Napisane przez Zuzanka w dniu Sunday October 4, 2026
Link permanentny -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
2026, beletrystyka, panowie
- Skomentuj
Katrina ucieka z domu, ma spakowany awaryjny plecak i dodatkowo skrzypce, największy skarb. Bo Katrina chce grać, a w domu może spodziewać się tylko przemocy; nic tak nie naprawia poczucia tożsamości płciowej jak bicie. Los Angeles nie jest jednak takim rajem dla osób trans, jaki obiecał jej przygodnie poznany znajomy. Ląduje na ławce w parku, załamana, głodna i zmęczona. Wtem przysiada się nie niej pani Satomi i od słowa do słowa zaczynają rozmawiać o muzyce. To, czego Katrina nie wie, to że pani Satomi, zwana Królową Piekła, szuka duszy siódmej osoby, która za sławę będzie skłonna do największego wyrzeczenia. Zapomniałam o połówce donuta, którego nauczycielka przynosi ze sobą; donut pochodzi ze Starrgate Donut, małej rodzinnej piekarni, która pod zwyczajnym pomieszczeniem kawiarnianym ukrywa bramę do innego wszechświata, a słodkości sprzedaje pani kapitan z Innej Galaktyki. Trzy kobiety - każda z innymi problemami i traumami - nie wiedzą, czy spełnienie ich przeznaczenia przyniesie im szczęście czy wręcz przeciwnie.
Tak, to jest połączenie hard sf z całym sztafażem zaawansowanej techniki z prozaicznie ziemskim piekłem i konkursami muzyki skrzypcowej, doprawione obficie problemami osoby w tranzycji. Porównałabym klimat do Gaimana, ale nikt już nie lubi Gaimana, poza tym humor u Aoki jest bardziej subtelny, a punkt widzenia tak kobiecy, że bardziej nie można. Mimo powracającego wątku seksworkingu to w zasadzie książka młodzieżowa, ale wcale nie naiwna mimo pewnych uproszczeń i powtarzalności wątków. I wciągająca.
#131
Napisane przez Zuzanka w dniu Friday October 2, 2026
Link permanentny -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
2026, panie, sf-f
- Skomentuj
Babie lato, niespodziewanie ciepłe trzy tygodnie we wrześniu, ze słońcem i niebem jak z katalogu. Mogę pójść z książką do ogrodu i skulić się jak w kokonie w hamakowej huśtawce na czereśni.
Ciągle ta sama playlista, wspólny mianownik to “Lubię to”. Od kalafiorów z lat 80. przez NiN do Prince’a. Bo kto bogatemu zabroni. Chyba że słucham audiobooków, ale wtedy nie mogę pisać.
Policzyłam wczoraj książki w stosiku wstydu na komodzie. 45. Nie doliczam tych, co leżą na szafce nocnej.
W sklepie na rogu w czwartki jest doskonałe drożdżowe ze śliwkami i kruszonką. Jak nie jestem fanką drożdżowego w przeciwieństwie do kruszonki, tak regularnie pielgrzymuję po kolejną dawkę przypominającą.
Biało-rudy z sąsiedztwa sam przybiega na głaskanie i nie że tak delikatnie, tylko wywala się na plecki i zachęca.
Są młode orzechy laskowe.
Na nic tak nie czekam jak na sobotni poranek, żeby pojechać z eloyem na śniadanie. Myślę o tym od środy co najmniej.
W ogrodzie bywa wiewiórka. Ostatnio ganiała się ze sroką.
Jakiś czas temu kupiłam na przecenach w Home&You szklaną wielościenną bryłę, która robi tęcze. Tęcze są najlepsze.
Napisane przez Zuzanka w dniu Thursday October 1, 2026
Link permanentny -
Kategorie:
Z głowy, czyli z niczego, Fotografia+
- Komentarzy: 2
[19.09.2026]
Byłam blisko, kimże byłabym, żeby odmówić wizyty w skarbnicy Polskiej Estetyki. Poprzednio nie udało mi się wjechać windą na wieżę widokową (winda nieczynna po 18:30) i odpuściłam wspinanie się na prawie 800 stopni za pół ceny[1], tym razem jak dama wjechałam windą i rozkoszowałam się widokiem okolicznych pól w powoli zachodzącym słońcu. I kopuły, nie zapominajmy o ultra-złotej kopule, która w zachodzącym słońcu wygląda jeszcze bardziej zamożnie niż zwykle. Być może miała miejsce mini-sesja fotograficzna, podczas której denatka leżała u podnóża przepięknej klatki schodowej (3 piętra, nie 27!), nie potwierdzam, nie zaprzeczam. M. był zachwycony, bo na straganie oprócz plastikowych Maryjek znalazł małpkę na wodę święconą, coś pięknego i niedrogo.










[1] No chyba że naprawdę lubicie chodzić po schodach, ale dla mnie oszczędność 6 złotych nie jest przekonująca w zestawieniu z 27 piętrami.
GALERIA ZDJĘĆ i poprzednia wizyta.
Napisane przez Zuzanka w dniu Wednesday September 30, 2026
Link permanentny -
Kategorie:
Listy spod róży, Fotografia+ -
Tagi:
lichen, polska
- Skomentuj