Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Informacje dla sf-f

Pojechali na wakacje...

... wszyscy nasi podopieczni, co to wymagają filmów z dubbingiem, więc korzystając z okazji ogarnęliśmy trochę w kinie.

W starym stylu (Going in Style) to urocza komedia kryminalna Zacha Braffa o trzech emerytowanych dżentelmenach (Arkin, Freeman, Caine), którzy - pozbawieni przez przekształconego własnościowo pracodawcę emerytury (viva la USA), bez możliwości dojścia sprawiedliwości metodami legalnymi (viva la USA) oraz oszukani na kredyt mieszkaniowy na kiepskich warunkach (viva la cały świat po 2008) - zdecydowali się na napad na bank. Problem w tym, że nie wiedzieli, jak, a dodatkowo jeden z nich był bardzo chory (na granicy wytrzymałości nerki), a drugi przeciw całemu przedsięwzięciu. Wiadomo, jeśli w opisie pojawiły się słowa "komedia" i "urocza", to finał może być tylko jeden, ale emocje w trakcie i tak są, tym bardziej, że udało się rozegrać dwa zgrabne twisty w finale.

Gra o wszystko (Win it All) to również komedia, aczkolwiek mniej żartobliwa. Eddie (Jake Johnson, Nick z "New Girl"), nałogowy hazardzista, dostaje na przechowanie od znajomego odsiadującego wyrok torbę na przechowanie. Mimo że jest sowicie wynagrodzony i obiecał, że nie zajrzy do środka, zagląda i znajduje okrągłą sumkę pieniędzy, które oczywiście przeznacza na hazard. Szybko mu się powija noga, zamiast wygranej zaczyna przegrywać coraz więcej. Próbuje wyjść na prostą - poznaje mądrą i piękną dziewczynę, podejmuje uczciwą pracę u swojego brata, ale hazard nie dość, ze kusi, to jeszcze znajomy dzwoni z więzienia i mówi, że wychodzi wcześniej. Pointa trochę rozczarowuje, jest bardziej życiowa, mniej filmowa.

Łotr 1 (Rogue One, nieustająco przekręcany na Hultaja Jednego) nie rozczarował, ale i nie zachwycił. Zgrabny spin-off sprzed TOT IV, w którym córka inżyniera porwanego do zbudowania Gwiazdy Śmierci leci z przypadkowo zebraną ekipą w celu wykradzenia planów Gwiazdy, co potem umożliwi spektakularny lot Luke'a Skywalkera zakończony widowiskowym rozbłyskiem. Trochę nudne (pierwsza połowa), trochę wzruszające (końcówka), aktorzy nie zapadają w pamięć.

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek lipca 6, 2017

Link permanentny - Kategoria: Oglądam - Tagi: kryminał, sf-f, obyczajowy, komedia - Skomentuj


China Mieville - Ambasadoria

Świat gdzieś na końcu znanego wszechświata. Avice, wychowana w Ambasadorii, raczej omija Gospodarzy, obcą rasę z dwojgiem ust, mówiącą dwugłosem. Nie chce być jedną z Ambasadorów, specjalnie dostrojonych empatów, którzy w parach jednocześnie prowadzą dialog; woli być nawigatorką statku kosmicznego. Kiedy po latach wraca na rodzinną planetę z trzecim chyba z kolei mężem, tym razem lingwistą, szybko się orientuje, że mąż jest bardziej zainteresowany mieszkańcami planety niż nią. Pechowo, akurat wtedy pojawia się na planecie nowa para ambasadorów - EzRa i jej dwugłos okazuje się mieć działanie narkotyczne na Gospodarzy. Burzy to ustalony na planecie porządek i prowadzi do niespotykanego wcześniej konfliktu i wojny domowej.

Nie spodziewałam się oczywiście, że mnie Mieville rozczaruje, ale zaskoczył mnie po raz kolejny: kreacja świata, nie dość, że pełnego Obcych, to tak obcych, że nie ma opcji wejścia w ich psychikę i zrozumienie motywacji, ma rozmach i świeżość porównywalną chyba z "Mówcą umarłych" Carda. Dodatkowo - to chyba znak szczególny autora - jest to świat na krawędzi, tuż przed konfliktem, którego rozwiązanie jest faktyczną osią powieści. Narracja Avice, która retrospektywnie odkrywa kawałkami przyczyny i rozwiązanie, wprowadza stopniowo we wszystkie zawiłości oraz w semantykę, która jest - mam wrażenie - najważniejsza.

PS Będą zdjęcia jeszcze, obiecuję.

Inne tego autora tutaj.

#29

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek maja 11, 2017

Link permanentny - Tagi: sf-f, panowie, 2017 - Kategoria: Czytam - Komentarzy: 1


Ted Chiang - Historia twojego życia

Tytułowe opowiadanie zostało zekranizowane jako Arrival (Nowy początek), co chyba najlepiej pokazuje, jak ciekawe pomysły ma autor. Absurdalnie, to jedyne opowiadanie o Obcych i statkach kosmicznych, reszta ma źródło w zjawiskach trywialnych (semantyka, matematyka, wiara) lub historii. Jest świat starożytnego Babilonu, gdzie tysiące robotników stawiają wieżę Babel, która pozwoli im na przebicie do nieba i spotkanie z bogiem. W "Zrozum" pojawia się bardzo dickowska w wymowie idea sztucznego rozwinięcia intelektu aż do bycia nadczłowiekiem; podobnie jak u Dicka czy Keyesa intelektu przybywa kosztem empatii. W "Dzieleniu przez zero" bohaterka udowadnia wewnętrzną sprzeczność aktualnie znanej algebry, z czym nie umie sobie psychicznie poradzić. "Siedziemdziesiąt dwie litery" są o sile sprawczej słowa w świecie, w którym słowo powołuje do życia maszyny (na kanwie legendy o golemie, powoływanym do życia za sprawą zwoju ze Słowem). Short o "Ewolucji ludzkiej nauki" (o różnicy między dorobkiem ludźmi i nadludźmi) i quasi-reportaż o tym, czy warto byłoby wyłączyć umiejętność postrzegania piękna ludzi z życia codziennego, są stosunkowo najsłabsze. Moje ulubione opowiadanie to mistyczne "Piekło to nieobecność Boga", opisujące świat, w którym podobnie jak u nas klęski żywiołowe występują nawiedzenia lub spotkania istot nadprzyrodzonych. Można mieć szczęście - zstępujący anioł może świadków uzdrowić, można mieć pecha - świadkowie giną lub zostają okaleczeni. Wiadomo też, co się dzieje z ludźmi po śmierci - widać, czy idą do nieba czy do piekła. W warstwie fabularnej to historia męża, którego żona zginęła jako przypadkowy świadek pojawienia się anioła, poszła do nieba, a on - aby się z nią połączyć - chciał wykrzesać w sobie miłość do boga.

Dalej nie jestem fanką opowiadań ze względu na ich nieskomplikowanie fabularne (np. "Historia twojego życia" jest jednak zbyt skrótowa, przez co ma dla mnie mniejszą dawkę emocji niż film), ale Chiang potrafi ładnie nakreślić świat nawet na kilkudziesięciu stronach.

#20

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek marca 21, 2017

Link permanentny - Tagi: sf-f, panowie, 2017 - Kategoria: Czytam - Komentarzy: 3


China Mieville - Dworzec Perdido

Issac, naukowiec-renegat dostaje lukratywne zlecenie - ma wymyślić sposób, żeby okaleczony człowiek-orzeł (garuda o imieniu Yagharek) mógł się samodzielnie wznieść w powietrze. Dziewczyna Issaca, rzeźbiarka rasy khepri (człekokształtny insekt) otrzymuje z kolei propozycję stworzenia unikalnej rzeźby dla pewnego bossa półświatka. Te dwa nie powiązane ze sobą zdarzenia uruchamiają cały szereg wydarzeń, który może doprowadzić nieomal do zagłady miasta, zaatakowanego przez żywiące się ludzkimi myślami ćmy.

Mieville nie stworzył gęstej, mocnej epickiej opowieści o Nowym Crobuzon, on to miasto zbudował słowami. Realne, pełne zapachów, ze skomplikowaną geografią terenu poprzecinanego rzekami, zamieszkałe przez ekumeniczną różnorodność ras - ludzi, kheprich, vodyanoich, ludzi-kaktusów, konstrukty, pasożytów i byty z innych wymiarów; wszyscy zanurzeni w skomplikowanych politycznych układach i zależnościach. Nie ma elektryczności, jest za to taumaturgia pozwalająca na pracę z różnymi substancjami i - przede wszystkim - przekształcanie żywych istot (zwykle przestępców, przy czym kodeks karny jest raczej taki po uważaniu) w czasem najbardziej zwyrodniałe cyborgi; gospodarka miasta w głównej mierze opiera się właśnie na przemysłowej pracy tak przystosowanych istot. Tytułowy Dworzec Perdido to główny węzeł komunikacyjny, serce miasta, może rzeczywiście nieco pretekstowy jako lokalizacja tytułowa (choć tuż obok rozgrywa się najważniejsza walka o mieszkańców metropolii), ale pozostający w głowie na mapie Nowego Crobuzon.

Szybko czytam, ale przez tę książkę przechodziłam przez ponad trzy tygodnie (owszem, czytając w międzyczasie cztery inne, ale jakby nie o to chodzi, tak?). Nie wiem, czy da się od niej nie oderwać aż do ostatniej, ja musiałam ze względu na intensywność opisu i czasem jego drastyczność. Oraz oczywiście żeby starczyło mi na dłużej, mimo że wiem o kolejnych dwóch tomach cyklu. Wprawdzie dopiero luty, ale mam poczucie, że już mam książkę roku 2017.

Inne tego autora tutaj.

#12

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek lutego 20, 2017

Link permanentny - Tagi: sf-f, panowie, 2017 - Kategoria: Czytam - Komentarzy: 1


Wayward Pines / Janusz A. Zajdel - Cylinder van Troffa

[Uwaga, zdradzam fabułę.]

Ethan, agent federalny, szuka zaginionej przed kilkoma tygodniami koleżanki po fachu (z którą miał romans). Po wypadku budzi się w małym miasteczku gdzieś w Idaho, otoczony dziwnymi ludźmi, którzy - jak się okazuje - przede wszystkim zapobiegają wyjazdowi z miasta. O dziwo, znajduje poszukiwaną koleżankę, ale starszą o ładnych kilka lat, która mieszka tu od lat. Nic się nie zgadza, nie ma telefonów komórkowych, nikt nie odbiera w domu Ethana, podobnie jest ignorowany przy próbie rozmowy z szefem. Tymczasem żona Ethana z synem, zaniepokojone brakiem postępu w śledztwie, planują go odnaleźć.

Tyle że to serial zupełnie nie o tym. Wiem, że już samym tytułem zdradziłam największe zaskoczenie serialu, ale tajemnica z pierwszego odcinka i tak bardzo szybko się wyjaśnia (i zastanawia mnie, czy autor książki, na podstawie której powstał serial, miał możliwość czytać Zajdla). To nie sensacyjny thriller, to utopijny sf o odciętym od ludzkości zbiorowisku ludzi, otoczonych przez wrogów, których - de facto - sami sobie stworzyli i o trudności rządzenia społeczeństwem, niebezpieczeństwem między zbyt dużą ilością informacji, a jej brakiem. Dwa sezony, oparte o różny zestaw bohaterów, po kolei odsłaniają kulisy projektu, który spowodował powstanie miasteczka. Zgrabne zakończenie, kilka oczywistych braków fabularnych, ale do wybaczenia; smutna jest tylko konstatacja, że nie jesteśmy całkiem fajnym gatunkiem.

"Cylinder van Troffa" jest typową dla Zajdla powieścią gadaną, teraz to się ładnie nazywa - szkatułkową: książka A (w zasadzie wprowadzenie i posłowie) jest napisana przez naukowca, który w dokumentach zaginionego kolegi znajduje jego materiały z poszukiwań na zrujnowanej Ziemi (książka B) i tłumaczenie znalezionego w ruinach rękopisu, pozostawionego przez kosmonautę, który opuścił Ziemię w XX wieku i wrócił w XXII (książka C). Mieszkańcy Ziemi, chcąc uniknąć przeludnienia, wysłali w przestrzeń kilka misji, które miały znaleźć nowe planety i jednocześnie zablokowali płodność pozostałym na Ziemi ludziom. Niestety zrobili to tak niefortunnie, że rozmnażać się mogły - za pozwoleniem - osobnicy z wartościowym genonem (10%) i - już bez pozwolenia, na skutek błędu metody - osobnicy zdegenerowani (10%). Pozostała część - 80% "średniaków" wymarło. Aby zapewnić lepsze warunki "elicie", wartościowi odlecieli na księżyc, zostawiając "bezwartościowym" zniszczoną Ziemię i mimimum pozwalające na przeżycie, licząc na to, że za kilkadziesiąt lat wrócą i zasiedlą Ziemię od nowa. Tak naprawdę to jednak książka o miłości - wylatujący na wyprawę kosmonauta zostawia na Ziemi dziewczynę, która dzięki wynalazkowi jego znajomego profesora, ma czekać na niego w cylindrze, w którym czas prawie nie płynie.

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela stycznia 1, 2017

Link permanentny - Kategorie: Czytam, Oglądam, Seriale - Tagi: sf-f, panowie, 2016 - Komentarzy: 2


The Invention of Lying

Wyobraźcie sobie świat, w którym ludzie nie potrafią kłamać. Owszem, jest prościej (jeśli mówisz, że jesteś Janem Kowalskim, to tak jest, nie trzeba dokumentów, notariusza i policji), ale z drugiej strony nikt nie ma też wyobraźni, a co za tym idzie, nie ma fikcji. To świat bez książek, filmu i - co wcale nie jest absurdalne - religii. Mark, pisarz lektur (opisujących wiernie, co się wydarzyło) zostaje zwolniony z pracy, a na koncie ma zbyt mało, żeby zapłacić za mieszkanie. I nagle, również ku swojemu zdziwieniu, kłamie w banku - dostaje więcej pieniędzy, co rozwiązuje część jego problemów. Zaczyna testować reakcje otoczenia na nową umiejętność - da się zgłuszyć zupełnie obcą kobietę do pójścia do łóżka, wzbudzić zainteresowanie w podrywanej (a wcześniej niechętnej) damie, napisać fikcyjną, a przy tym absolutnie ciekawą, historię, dzięki czemu odzyskuje pracę, a w celu uspokojenia umierającej matki, umie opowiedzieć jej o swojej zmyślonej wizji nieba. Tutaj sytuacja się wymyka spod kontroli, bo nagle jest wszędzie - w prasie, w telewizji, a pod domem koczują tłumy ludzi, ciekawych informacji o "Bogu" i podanych przez niego Markowi "zasadach".

To nie jest tak, że jest zły film. Ale z takim reżyserem (Gervais) i aktorami (Gervais, Louis C.K. czy Tina Fey) mógłby być znacznie śmieszniejszy. Mam poczucie zmarnowanego potencjału, chociaż sporo scen jest zabawnych, a obserwacje trafne.

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela sierpnia 14, 2016

Link permanentny - Tagi: sf-f, komedia - Kategoria: Oglądam - Skomentuj