Więcej o
prl
Danuta Frey - Hotel „Kormoran” #106
Spis osób:
- Zdzisław Piotrowski - taksówkarz, krępy o ciemnych, kręconych włosach i śniadych, muskularnych rękach
- Jan Gadkowski - właściciel cukierni-lodziarni , obrzękła, obwisła twarz, worki pod oczami, alkoholik
- Jerzy Skoczek - recepcjonista, młody, trochę kudłaty, z brodą i w okularach
- Wiesław Dworak - dyrektor hotelu, tęgawy, niewysoki, z paskiem wrzynającym się w brzuch
- Pani Jadzia - księgowa, wyblakła, anemiczna,niemodnie ubrana, nieumalowana, siwe odrosty spod źle ufarbowanych włosów
- Basia - recepcjonistka, odrobinę przesadnie umalowana, modne dżinsy i bluzka z kwadratowym dekoltem, świeża cera
- Heniek Gadkowski - syn cukiernika, niewysoki blondyn o dziecinnym, trochę naiwnym wyrazie twarzy, mięsiste czerwone wilgotne usta i grube uda
- porucznik Andrzej Hołubiec - ciemnoblond, przylizane włosy, wąsik, jasne, niemal bezbarwne brwi i wystająca grdyka
- Ewa Romanowicz - drobna blondynka, leczona w szpitalu neuropsychiatrycznym w Garwolinie
- Edyta Zaręba - bufetowa, ruda, wysoka, młoda, płaska, za bardzo upudrowana twarz z brudami wokół uszminkowanych ust
- Gadkowska - żona cukiernika, siedzi na kasie w cukierni, żółte światło nadaje jej cerze chorobliwy wygląd
- Teresa Dworak - żona Dworaka, odgrzewa mężowi obiad, bo sam tego nie lubi robić
- sierżant Sadowski
(Fikcyjne) Ujsołty nad jeziorem Bokwałd. Seria dziwnych zdarzeń zaczyna się w hotelu “Kormoran”. W wypadku ginie kierowca taksówki, jadący z hotelu, tego samego dnia znika recepcjonista. Jest podejrzenie, że panowie pili razem, a wypadek spowodował właśnie alkohol, ale z sekcji wynika, że kierowca był trzeźwy. Ktoś napada na panią Jadzię, kiedy wścibska księgowa idzie zbadać źródło dziwnego dźwięku. Porucznik Hołubiec rozpoczyna śledztwo, ale z wody pobliskiego jeziora wyciąga wcale nie zwłoki Skoczka, a nastoletniej blondynki, nagiej, zawiniętej w folię i niebieski wełniany koc; inwentaryzacja koców - odrzutów z eksportu - w “Kormoranie” przyczyni się do rozwiązania zagadki. Jest pożar, w którym o mało co nie ginie jeden z podejrzanych, ale ofiarny Hołubiec wyciąga go z ognia. Nietypowo, już po oskarżeniu mordercy, jest finał w postaci sprawy sądowej, a nawet dwóch.
Się pali: marlboro, sporty.
Się pije: wódkę.
Się ma: żonę księgową (Hołubiec).
Inne tej autorki tutaj.
Jadwiga Kaflińska - Magiczny papierek #107
Spis osób:
- profesor Wielowieyski - uczynny dyrektor zakładu dla nerwowo chorych
- Krystyna Zawidzka - atrakcyjna[1] pacjentka po załamaniu nerwowym, malarka czy coś takiego
- Janusz Zawidzki - mąż Krystyny, redaktor, nie znosi dzieci
- Irena Urbańska - siostra Krystyny, twarz ma niezbyt piękną, ale miłą i inteligentną
- kapitan Marcin Roszczyk - nie waha się zostać po godzinach
- porucznik Aleksander Kowalski - zastępca Roszczyka, pisze na maszynie używając dziesięciu palców
- gospodyni domu Zawidzkich - chuda, żylasta, ale schludna
- Lilka Krzycka[2] - eks-przyjaciółka Krystyny, kochanka Zawidzkiego, kierowniczka zakładu kosmetycznego Afrodyta
- Zygmunt Krzycki - przyjaciel Zawidzkiego z lat dziecinnych, zażywny i elegancki mężczyzna
- porucznik Alek Kowalski - z wielką przyjemnością wypytuje ładne panie
- M. Kawecka - sąsiadka Zawidzkich, krawcowa, starsza, starannie ubrana i umalowana
- inżynier Urbański - dobroduszny olbrzym o serdecznie uśmiechniętej twarzy
- Lucyna - dziewczyna Roszczyka, zaopatruje mu lodówkę i dba o garderobę[4]
- sierżant Borek - udaje montera
- sierżant Grabowski - inwigiluje Krzyckich
- porucznik Sikora - rozpytuje w wydawnictwie o Zawidzkiego
- profesor Ireneusz Zamorski - od Zawidzkiego zależał jego wyjazd do RFN
- Grażyna Marciszewska - sekretarz redakcji[5]
- dyrektor Małecki - od miesiąca na emeryturze, bardzo miły i kulturalny pan.
- sekretarka - straszny plociuch, ale to cenne[3]
Mąż nie pojawia się, żeby odebrać żonę ze szpitala dla nerwowo chorych w Klimowie, więc zirytowana pani Zawidzka wraca sama do domu, gdzie znajduje męża zamordowanego. Uczynny ordynator powiadamia milicję, a damę w szoku odwozi z powrotem do szpitala. Na biurku zabitego walają się rozsypane dokumenty i notatki, ale kosztowne precjoza są na miejscu. Na broni, z której zastrzelono Zawidzkiego, milicja znajduje odciski palców żony, ale mimo tego, że żona przyznaje się, że strzelała do męża, nie zostaje aresztowana. W śledztwie okazuje się, że pan redaktor nie był zbyt wierny, a dodatkowo zdarzało mu się szantażować otoczenie (np. potencjalnym plagiatem czy wyciąganiem incydentów z przeszłości).
Milicja stosuje metody nieortodoksyjne - zaczyna od udawania krewnego, a kiedy przesłuchiwana osoba się nie nabiera, dopiero wtedy macha legitymacją. W celu pobrania odcisków od podejrzanych, wysłany zostaje wywiadowca w przebraniu konserwatora z Urzędu Telekomunikacji. Autorka każdej pani ocienia oczy rzęsami, a funkcjonariuszy bardzo uwrażliwia na piękno kobiece (oraz twierdzi, że rozpoznają po zapachu Soir de Paris). Miarą zamożności jest posiadanie kolorowego telewizora.
Się je: jajecznicę z kiełbasą oraz szklanką herbaty.
Się pali: tak, ale nie wszyscy.
Szowinizm codzienny:
- Często przebywała poza domem?
- Dosyć często. Pracownię wynajęła w Alejach Jerozolimskich, to chodzi tam malować. Nieraz i zanocuje tam, jak ma dużo roboty. A chyba coś ze dwa razy wyjeżdżała na jakieś targi za granicę i do Poznania, to nie było jej po dwa tygodnie.
- A mąż pozwalał jej, nie denerwował się?
- Tego to ja już nie wiem, ale tak po mojemu chyba nie, bo zawsze był bardzo wesoły.
Poszłam do niego [do kochanka] jak zwykle około godziny siedemnastej. (...) Janusz nie jadł jeszcze obiadu, ja również, więc upitrasiłam coś naprędce. Następnie poszłam do kuchni pozmywać, a on w tym czasie załatwiał jakieś telefony. Chciałam zaparzyć kawę, ale przeprosił mnie, że tego wieczoru nie będzie miał dla innie czasu, bo umówił się z kimś w domu na wpół do siódmej.
Widzi pan, mój mąż dawno już wyrósł z tego stanu, co to „uważaj, złotko, bo tu błotko”. Dla niego małżeństwo to pewnego rodzaju instytucja, a żona, to mebel, potrzebny w charakterze domowego robota, czasem w charakterze dekoracji. Często powtarza jako dowcip, że mu ze mną „do twarzy”. A czy mnie się już nic od życia nie należy?
Widzi pan, redaktor Zawidzki był moim zwierzchnikiem blisko pięć lat i ten układ stał się dla nas chlebem powszednim. Szanowałam go, wykonywałam jego polecenia, a on z kolei też zachowywał się zawsze fair w stosunku do mnie; może dlatego, że mam ojca na stanowisku? Jednym słowem - pełna kultura obcowania na co dzień.
[1] Była dość wysoka, smukła, długonoga, ciemne, lśniące włosy spadały jej na ramiona, błękitne oczy ocienione długimi, podwiniętymi rzęsami patrzyły na świat zachłannie i z nadzieją. Ubrana była w zgrabny, wiosenny płaszcz popielatego koloru oraz w filuterną malinową czapeczkę. (...) To wszystko rzuciło się w oczy Roszczykowi, zanim jeszcze spojrzał jej w twarz; bo wtedy poczuł skurcz w gardle. To chyba najpiękniejsza, a zarazem najsmutniejsza twarz, jaką widziałem w życiu - pomyślał.
[2] Na szczęście kolor ten [różowy] harmonizował świetnie z jasnymi włosami i fiołkowymi oczami pani kierownik, ubranej dla kontrastu w elegancko skrojony fartuch koloru lila. Liliowa przepaska utrzymywała w porządku falujące włosy. Oczy podłużne, ocienione długimi rzęsami, zgrabny nosek i pięknie wykrojone usta w łagodnym owalu twarzy tworzyły obrazek, przypominający Roszczykowi wisiorek z kameą. Gdy wstała na jego widok, ze znawstwem ocenił piękne nogi i zgrabną figurę pani kierownik.
[3] W tym momencie do pokoju weszła młoda dziewczyna, niosąca na tacy dwie szklanki herbaty; postawiła je na konferencyjnym stoliku. To była chyba seksbomba wydawnictw. Wyobraź sobie - platynowe loki spadające w puklach na ramiona, szarozielone oczy ocienione sztywnymi od tuszu, długimi, podwiniętymi rzęsami, lekko zadarty nosek, który zdawał się węszyć dookoła, usta pomalowane perłową szminką, uśmiechające się zachęcająco w lalkowatej twarzy. Miała wysokie, proste nogi, na których poruszała się szybko i zręcznie kręcąc okrągłym kuperkiem. Ubrana była w spódniczkę midi koloru szarego i granatową bluzkę bez rękawów. Zapytała lekko schrypniętym głosem (...) a mnie wpadło do głowy, że takie osóbki, jak ta ślicznotka, bywają nieocenionym źródłem różnych informacji i ploteczek biurowych.
[4] Czekała już w jego kawalerce śliczna i zgrabna, w świetnie skrojonej sukience z barwnego tergalu. Na krześle wisiała jego najlepsza, świeżo uprasowana koszula.
[5] No i wyobraź sobie, za chwilę do pokoju wmaszerowała zamaszyście postawna brunetka około trzydziestki, uczesana na pazia, w sportowych półbutach, szerokiej spódnicy „midi” koloru miodu i w brązowym golfie, opinającym kształtne piersi. Twarzy nie miała może pięknej, ale regularne rysy, wyraziste, podłużne, szare oczy i skórę do uśmiechu usta. Jednym słowem całość miła dla oka.
Inne tej autorki.
Inne z tego cyklu tutaj.
#1 (przeczytałam też po raz kolejny EW108).
Napisane przez Zuzanka w dniu Sunday January 3, 2021
Link permanentny -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
panie, panowie, prl, 2021, kryminał
- Skomentuj
Maciej Z. Bordowicz - Off side #103
Spis osób:
- Zdzisław Kaczmarek - rasowa twarz, leciutka siwizna na skroniach, bujna czupryna, a w ogóle to siła i prężność, mógłby reklamować asortyment w ilustrowanych tygodnikach
- James Norton - nie tyle niski, ale jakby krótki, silnie rozwinięte barki i potężna łysina, sztucznie białe zęby
- lokaj Nortona - w białym, niemal operetkowym uniformie
- Florence Norton - młoda żona Jamesa, niebieskie oczy ze strzałkami kierunkowymi, prowadzącymi do sypialni
- Mecenas Tubolicz - przyjaciel Nortona w czasach pobytu w Polsce
- Helena Walstein - ówczesna sympatia Nortona
- Jasio Karpat - przysadzisty mężczyzna w poplamionym smarami kombinezonie
- Kazio Grzonka - rosły blondyn o fizjonomii Misia Yogi, unerwionej małymi, rozbieganymi oczkami
- Maniek Kubisz - niewysoki, z wyraźną nadwagą, autor poczytnych kryminałów
- kapitan Olecki - przypala papierosa od papierosa, fan piłki nożnej
- plutonowy Zbigniew Ciech - wysoki i jakby trochę niezdarny
- porucznik Iza Ogalska - posiada dar gromadzenia danych szybciej niż komputer, charakterystyczny, skośny wykrój oczu
- Anna Seciak - przystojna pięćdziesiąciolatka o bezbłędnym makijażu i równie efektownej fryzurze
- Marek Tubolicz - syn mecenasa, wysoki i przystojny, porusza się miękko i nonszalancko
- pani Stenia - efektowna pani po pięćdziesiątce, na jej twarzy zacierają się już ostatnie ślady dawnej, nieprzeciętnej urody
- Johnny Padewsky - całkiem dobrze mówi po polsku
- wywiadowca Krawczyk - w celu inwigilacji udaje zawianego
- pułkownik Gawecki - zwalisty i wysoki 60-latek
- Nowakowa - dozorczyni w bloku Anny Seciak, chętna na współpracę z milicją
Kalifornia. Kaczmarek czuje się tu jak ryba w wodzie, nawet z językiem sobie świetnie radzi. Szantażuje biznesmena Nortona zyskownymi, choć do nie końca legalnymi interesami na darach UNRRY dla powojennej Polski. Jakiś czas później, już w Warszawie, Kaczmarek okazuje się być prawą ręką niejakiego Dziadka, szefa lokalnej grupy przestępczej. Zirytowany Karpat, szantażowany przez Kaczmarka, idzie na poważną rozmowę, ale wybiega zakrwawiony i z pomocą wiecznie pijanego Grzonki pozoruje wypadek w celu uzyskania alibi. Kapitan Olecki, oderwany od meczu, traktuje sprawę osobiście, bo zamordowanego Kaczmarka - jak się okazuje Dziadka - usiłuje złapać na gorącym uczynku już od dawna. Karpata wkopuje Anna, flama Kaczmarka, rozpoznając zapach smaru i benzyny, dodatkowo Olecki wyciąga z niego wyznanie za pomocą blefu na temat zeznań Grzonki. Poczucie kapitana, że tu coś śmierdzi (i nie jest to smar) potwierdza się, kiedy okazuje się, że Kaczmarek został zastrzelony z colta, a nie parabellum, którym dysponował Karpat. Ekipa milicyjna co jakiś czas udziela sobie “opeerów”, ale śledztwo posuwa się do przodu aż do dramatycznego finału na zewnętrznej klatce schodowej. Ślad prowadzi w przeszłość, a dodatkowo jedna z osób okazuje się być powojennym szpiegiem.
Się pije: zimną whisky, dry martiny (pisownia oryginału) z kropelką vodka Smirnoff, żytniówkę (w warsztacie), jugosłowiańską śliwowicę (pod mecz), pełne królewskie (na rybach).
Się pali: sporty.
Inne tego autora tu.
Inne z tego cyklu tutaj.
#152 (przeczytałam też po raz kolejny EW104 i EW105).
Napisane przez Zuzanka w dniu Sunday December 20, 2020
Link permanentny -
Tagi:
2020, kryminał, panowie, prl -
Kategoria:
Czytam
- Skomentuj
Jan Koprowski - Maskotka #101
Spis osób:
- kapitan Zenon Górski - z wykształcenia matematyk, umie pracować samodzielnie
- Andrzej Wirski - sportowa koszula i spodnie z teksasu, kolega ze studiów Górskiego
- plutonowy Olszewski - Międzyzdroje, najstarszy stopniem, bo [2]
- doktor Sawicki - patolog
- Władek Bojarski - stały bywalec “Kolorowej”, robi w samochodach
- Zdrojewska - zwana babcią, właścicielka “Bogdanki”, wynajmuje wesołym panienkom z Warszawy
- Basia Namirska - księgowa z Pabianic, nie tylko ładna, wręcz piękna[1]
- Irena Bojarska - eks-żona Władka, ładna była, ale wyjechała do Paryża i tam została
- Zbyszek Namirski - mąż Barbary, kierownik sklepu spożywczego, podobno nie zabiłby nawet muchy
- Jan Zalewski - z Łodzi, świadek nocnych spotkań w pensjonacie “Bogdanka”
- sierżant Paprocki - z Łodzi, lubi szybkie rozwiązania oraz przebieranki
- Bojarska - dystyngowana siostra denata
- Zbyszek Bojarski - siostrzeniec denata, trochę student, bardziej hazardzista
- Kępski - starszy mechanik, pilnuje interesu po Bojarskim
- Tomaszewski - młodszy mechanik, skłócony z szefem
- “Piękna Danka” - marzy o dżinsowym komplecie z komisu
- Regina - zadaje szyku w dżinsie, irytując Dankę
- Zuzanna - ciotka Danki, niestety niechętna sponsorowaniu zachcianek modowych siostrzenicy
- Staszek - student z Warszawy, a tak naprawdę służby incognito
- Zdzisiek - zawsze mówi prawdę, nawet jak nieco pijany
- mecenas Waniewski - zaprzyjaźniony z sierżantem, posiadacz walorów w złocie
- Edward Kowalski - Otwock, robi w zabawkach
- Wiśniewski - czasem idzie mu w kartach
Fikcyjne Wirciny pod Międzyzdrojami, kapitan Górski spędza urlop ze swoim przyjacielem ze studiów (nic zdrożnego!). Ponieważ przy drodze nad morze wczasowicze znajdują zwłoki, Górski samorzutnie włącza się w ku radości niedoświadczonego plutonowego Olszewskiego. Denat, zamożny właściciel łódzkiego zakładu samochodowego, nad morzem spotykał się z mężatką, stąd naturalny kierunek śledztwa, czyli zdradzany mąż (który o sprawie wiedział z anonimów). Mimo nie do końca ciekawej przeszłości męża i jego krętactw na przesłuchaniu, milicja szuka złodzieja złotego sygnetu w Łodzi, a finalnie sprawę wyjaśnia tytułowa maskotka w samochodzie jednego z podejrzanych oraz przebieranka, którą wykonał sierżant Paprocki.
[1]
… musiał przyznać patrząc na jej zgrabny biust i świetnie prezentującą się w letniej sukience sylwetkę. Kształtna głowa, lśniące włosy, nieco rozjaśnione, upięte w kok, piękne zęby ukazujące się przy rozchyleniu namiętnych ust; zdrowa cera i duże, niebieskie oczy, czarne brwi niewątpliwie zwracały uwagę każdego mężczyzny. Słowem babka z seksem, naprawdę warta grzechu - stwierdził Górski w myślach.
[2] Problemy kadrowe w milicji w Międzyzdrojach: komendant w sanatorium, zastępca sierżant Kozioł - chory.
Się je: chrupiące bułeczki z masłem.
Gadżety: plastikowa maskotka chłopczyka, który po zdjęciu spodenek polewa wodą.
Się pije: wermut z wodą sodową, koniak.
Inne tego autora:
Jerzy Edigey - As trefl #102
Spis osób:
- mecenas Mieczysław Ruszyński - niewierny Tomasz, czego nie dotknie palcem, to nie uwierzy
- inżynier Koryciński - mimo wykształcenia technicznego zwolennik parapsychologii
- podpułkownik Krzyżewski - wierzy w przypadek, uroczy gawędziarz
- (doktor) Boguszewski - wielbiciel pokera
- sierżant Jan Siatka - lubi zaglądać do kieliszka, więc się stacza
- Cyganka - wróży z wdzięczności za poczęstunek i bilet na pociąg
- Stanisław Prochal - przedsiębiorca budowlany ze zwłokami w domu
- Bronisława Prochalowa - handlarka recyklingiem, nie dość, że z rozbitą głową, to uduszona i utopiona
- Kazimierz Prochal (23) - syn, ekscytuje się nadchodzącym weselem
- Zofia Myszka - młoda, przystojna żona Wojciecha
- Wojciech Myszka - kierowca w Nowej Hucie z biało-niebieskim portfelem, zaginiony
- Polewnikowa - dozorczyni u Siatki, wdowa
- Bogusław Polewnik - syn dozorczyni, czuje niepohamowany wstręt do nauki
- Tadeusz Wiktorek - szatyn z tendencją do łysienia, uwielbia Bogusława
Pensjonat w Zakopanem. Major Krzyżewski nie daje się długo prosić znajomym i opowiada o ciągu łączących się ze sobą spraw. Cyganka, czekając na rzadko kursujący pociąg, wróży na komisariacie, jeden z milicjantów - sierżant Siatka - wyciąga asa trefl, co zwiastuje śmierć. Jako że zadaje się z panienkami i nadużywa alkoholu, odchodzi z milicji. Dopiero 4 lata później, już w cywilu, powraca jako zaginiony; jego rozkładające się zwłoki zostają znalezione w zamkniętym mieszkaniu, a pod stołem leży znamienna karta - as trefl. Niezależnie, zdarzają się dwa przestępstwa, które milicja poszlakowo zaczyna łączyć z zabójstwem Siatki: Prochalowa, handlarka złomem i butelkami (w latach 50. jest to zyskowny interes, nie to, co dzisiaj), zostaje znaleziona zamordowana, a pieniądze i charakterystyczny zegarek, złota Doxa, skradzione. Jakiś czas później znika niejaki Myszka, kierowca z przedsiębiorstwa budowlanego. Jego zwłoki zostają znalezione w piwnicy domu, w którym mieszkał zamordowany Siatka. Podejrzani zostają aresztowani na podstawie powiązań towarzyskich - obaj pili z Siatką, jeden młodzieniec pożyczał pieniądze od Prochalowej i kumplował się z jej synem, drugi pracował jakiś czas z Myszką. Problemem okazuje się być udowodnienie na podstawie skradzionych rzeczy, który z delikwentów dokonał zbrodni. Poszlakowy proces trwa długo, jeden z oskarżonych się nie przyznaje, drugi zrzuca winę na pierwszego, a potem odwołuje zeznania.
Jak większość tego typu “opowiadanych” spraw, ta jest dość statyczna i nudna, a narracja po latach odejmuje jakichkolwiek emocji, bo od razu wiadomo, jak się wszystko skończyło.
Inne tego autora tutaj.
Inne z tego cyklu tutaj.
#146 (przeczytałam też po raz kolejny EW100).
Napisane przez Zuzanka w dniu Saturday December 5, 2020
Link permanentny -
Tagi:
2020, kryminał, panowie, prl -
Kategoria:
Czytam
- Skomentuj
Sooo socjalistyczne, czyli ponownie Maciej Słomczyński w prl-owskim sztafażu. Źli malwersanci, zwykle obsadzeni wysoko na stanowiskach, zgarniają nielegalnie kasę, przepisują dom, szklarnię, samochód i dobra ruchome na żonę czy też teściową, a gdy przychodzi przysłowiowa kryska na przysłowiowego Matyska, rozglądają się, jakby to zwiać za zachodnią granicę i poprosić o azyl. W tym celu pomaga im przedsiębiorcze rodzeństwo z kumplem na Wybrzeżu, które obiecuje za niewielką (w stosunku do wielkości majątku oszusta przywłaszczającego sobie socjalistyczne dobro) zakwaterowanie bez paszportu na statku płynącym do krainy dobrobytu. Jak się łatwo domyślić, w tym momencie malwersanci giną. Oczywiście milicja się bardzo nimi przejmuje - nie w kategoriach ogólnoobywatelskich, ale szuka ich w celu wymierzenia sprawiedliwości za dokonane kradzieże. Do czasu, aż ginie jeden z trójmiejskich taksówkarzy.
Nie cierpię wszechwiedzącego narratora zwłaszcza w kryminałach. Tytułowy Kowalski nie spodziewał się, że cudem uniknął śmierci. Śmierć jechała do niego pociągiem. Śmierć czekała na peronie. Śmierć miała zaatakować, gdy nagle... Oczywiście narrator wie o wiele więcej niż lokalna milicja, składająca się z socjalistycznie myślących oficerów z Centrali i cichego, ale nieludzko sprawnego umysłowo lokalnego kapitana, który wszystko sobie po cichutku za pomocą mapy rozwiązuje.
TVP nakręciła w 1963 film na podstawie książki (nie jestem pewna, czy nie jest to zbeletryzowany scenariusz) pt. "Ostatni kurs" (zawiera spoilery, jeśli ktoś czytuje PRL-owskie kryminały w celu bycia zaskoczonym). W roli niesamowicie przystojnego taksówkarza Kowalskiego oczywiście Stanisław Mikulski, a w roli femme fatale - Barbara Rylska.
Inne tego autora tu.
#34
Napisane przez Zuzanka w dniu Sunday July 8, 2007
Link permanentny -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
kryminal, panowie, prl, 2007, klub-srebrnego-klucza
- Skomentuj
Tak, wiem, mam, co chciałam. Nie zawsze to, co się kupi jest sensowne i warte czytania. Skusił mnie i tytuł, i autor. Spodziewałam się zajadłego socjalizmu, i to akurat dostałam. Niestety, oprócz tego nic. Lekarz-alkoholik w małej miejscowości co chwilę ląduje w izbie wytrzeźwień, co chwila wywalają go z kolejnej pracy, a kolejni znajomi się od niego odwracają. Podejmuje heroiczną próbę powrotu do stolicy, gdzie na pewno mu się uda. Nie udaje się. Lekarz laduje w izbie wytrzeźwień. Kurtyna. Nudne, negatywne i jeszcze raz nudne.
Inne tego autora:
#54
Napisane przez Zuzanka w dniu Tuesday August 29, 2006
Link permanentny -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
2006, beletrystyka, panowie, prl
- Skomentuj
Słabiutkie. Ani to beletryzacja scenariusza, ani to powieść. Niestety, również nie kryminał - wypuszczony z więzienia szuler, mimo że miał z graniem zerwać, jeździ po Polsce i ot, tak sobie tu kogoś skubnie, tam puści z torbami, tu zachwyci naiwnego małomiasteczkowego taksówkarza, który też chce być wielkim karciarzem. Pewnie clou książki miały być opisy światowego życia - lokali nocnych z lekko prowadzącymi się paniami, pachnącymi peweksowską perfumą czy walizek z dolarami. Nie wyszło, czuć smrodek lat osiemdziesiątych, nic więcej. Film się bronił, ale to za sprawą świetnych aktorów, książka nie daje nic dodatkowo.
#51
Napisane przez Zuzanka w dniu Thursday August 17, 2006
Link permanentny -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
2006, kryminal, panowie, prl
- Skomentuj