Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Więcej o prl

Wilhelmina Skulska - Słowo inspektora

Sama akcja jest dość pretekstowa - inspektor Rogosz zostaje poproszony o odłożenie do archiwum sprawy sprzed 20 lat - napadu na konwój z pieniędzmi, podczas którego zginął jeden z milicjantów. Zgadza się niechętnie, ale już za chwilę wpada na trop - w różnych miejscach Polski zostały znalezione zwłoki potencjalnych samobójców, niby nic ich nie łączy, ale Rogosz ma PRZECZUCIE. I rzeczywiście, wyprasza ostatnią szansę i wykrywa grupę znajomych, którzy przed laty dokonali pechowego napadu, po czym się rozjechali po Polsce, a pieniędzy i tak nie zyskali, bo zostały odnalezione przez milicję. Za to ile tu detalu obyczajowego! Żona inspektora umarła w bliżej nieznanych okolicznościach, nie żeby wielka miłość wcześniej, ale trochę żal. Samotnie wychowuje nastoletniego syna, co powoduje liczne problemy logistyczne, bo Rogosz mało czasu spędza w domu, na szczęście młody jest bezproblemowy i zajmują się nim współpracownicy Rogosza, w tym zakochana w inspektorze sekretarka szefa. Do tego ma depresję - budzi się rankiem zmęczony i z zazdrością patrzy na pracowników Spółdzielni Inwalidów, którzy czerpią radość z pracy mimo że są “ciężko przez los doświadczeni”. Ociera się o środowisko waluciarzy i dam negocjowalnego afektu, oczywiście z poczuciem wyższości i niechęcią, za to zakochuje się w uczciwej żonie podejrzanego, z którą pracuje pod przykrywką. Niestety, w momencie aresztowania sprawcy sprawa się kończy, nie wiadomo, czy Rogosz spróbował z piękną panią Krystyną, czy finalnie wrócił do zakochanej w nim współpracowniczki.

Się je: kaszankę ze świniobicia, kanapki i jabłka (w trasie), obfite śniadania (twarożek, sery, płatki różowej szynki); mandarynki, banany i pomarańcze (jak się kupi przed świętami), rogale i solanki (kupowane poza kolejką, bo ekspedientka zna Rogosza), szarlotkę (od sąsiadki), sztukę mięsa i flaczki (na stołówce), lody “Ambrozja” (w Hortexie); rosół z makaronem, gotowane mięso z kartoflami i marchewką, na deser kompot z jabłek (ostatni posiłek denata), suche bułki z nadmiarem masła (Rogosz chciał śniadanie - jajecznicę, mleko i bułki, ale dowcipny kelner “w idealnie brudnym fartuchu” zaproponował bigos, śledzika i nóżki oraz setkę lub pięćdziesiątkę), wiedeńskie śniadanie (w hotelu); jajka na twardo owinięte w plastry szynki, rozmaite marynaty, pasztet domowy ozdobiony niby koroną białą rzepą (na domówce); szynkę (na święta, ale sznurkową, nie z puszki), konserwę rybną, czekoladę (dla syna); precelki, nadmuchaną kukurydzę, słone paluszki (można gościom).

Się pije: mocną herbatę, brazylijską kawę (od pacjenta z ambasady), “marago”, sok porzeczkowy (syn Rogosza), złocisty koniak (z kieliszków “tulipanków”), “Budafok”.

Się przynosi: bukiecik na biurko koleżance z pracy, goździk i kopertę (przy przejściu na emeryturę).

Się całuje: rączki paniom, obowiązkowo, nawet tym grubym, brzydkim i starszym (sic!).

Się nosi: levisy, haftowaną koszulę z “Juniora” (syn Rogosza).

Się nie nosi: kożucha z Cepelii, bo Rogosz był ponad załatwianiem takiego czegoś.

Się czyta: Agathę Christie, kryminały spod znaku „Srebrnego Klucza", czy zabawne „Jamniczki”.

Się pali: dużo (zwłaszcza pan, nomen omen, Kopeć).

Bawiąc-uczyć: jak się pisze protokół zamknięcia sprawy.

Się nie ma: nadmiernego zaufania do techniki, może kiedyś komputery wytypują mordercę, ale Rogosz w to nie wierzy.

Się obwinia: oczywiście ofiarę. Jest takich opinii więcej, przy którejś już mnie zemdliło.

(...) Znowu przypadek dziewczyny, która poszła do obcego mieszkania z chłopcami poznanymi na przystanku autobusowym.
Rogosz zastanawiał się głośno:
- Czy w tego rodzaju przypadkach nie można by zadziałać prewencyjnie? Jeżeli te idiotki w końcu zrozumieją...
Chmura wzruszył ramionami.
- Co ty wiesz o dziewczętach? Każda jest teraz znakomicie uświadomiona i nawet te z zapadłej wsi czytały o gwałtach zbiorowych. Gubi je zarozumiałość, jak każdego człowieka - i tu nieprzypadkowo spojrzał na Kopcia. - Taka dziewczyna wie, że jej poprzedniczki zostały oszukane. Ale w niej jednej facet zakochał się od pierwszego wejrzenia. I ryzykuje wizytę. Tylko nikt mi nie wmówi, że z naiwności.

Się jest przykładnym mężem: oddaje się prawie całą pensję i pije w sposób umiarkowany (Rogosz).

Inne tej autorki, inne z tej serii.

#86

Napisane przez Zuzanka w dniu Wednesday July 15, 2026

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: 2026, klub-srebrnego-klucza, panie, prl - Skomentuj


Jerzy Edigey - Mister MacAreck i jego business

Narrator, dziennikarz Jerzy E., zostaje oddelegowany do pięknego miasta Szczecin w celu uzyskania relacji z głośnego procesu poszlakowego (jak już ogarnia, że przestępstwa nie popełnił znany podróżnik Vasco da Gama). Na miejscu okazuje się, że jest spiętrzenie przyjezdnych i nie ma szans na żaden hotel. Wtem Edigey w przypadkowo spotkanym amerykańskim milionerze Henrym MacArecku rozpoznaje kolegę ze szkoły, Henia Makarka, dzięki czemu nie dość, że dostaje pokój, to jeszcze panowie się spotykają co wieczór i Makarek opowiada swoje życiowe przygody. A jest o czym opowiadać, bo jak się okazuje, do wszystkiego w życiu doszedł sprytem i kosztem ludzi, którzy chcieli go oszukać. Nie wiem, czy współcześnie można by nazwać McArecka grifterem, bo uczciwie o wszystkim mówił, a jego kontrahenci nabierali się na własne wyobrażenia, ale jest to fucha zupełnie nie do pomyślenia w czasach PRL. Oryginalny cel podróży dziennikarza - relacja z procesu[1] - jest potraktowany dość po łebkach, bo oskarżony nie przyznaje się do zamordowania żony, a twardych dowodów nie ma, więc sprawa kończy się i owszem, wyrokiem skazującym, ale nie oczekiwaną przez wszystkich karą śmierci. Za to historie opowiadane przez Henia - tu jest dużo zdziwienia, bo i ogromne kwoty, jakimi operował, i amerykańskie realia (czeki, luksusowe statki wycieczkowe, kopalnie złota, brylanty…) są dość niespotykane.

Pamiętam, że czytałam tę książkę ładne kilka razy z ogromną uciechą, teraz już raczej widziałam grube nici, jakimi była szyta. Autor w usta ekspata wkłada mnóstwo “obiektywnych” ocen kraju - piękna odrestaurowanego (nie zrekonstruowanego!) Szczecina, urody wioseczek i małych zabytkowych miast (gdzie absolutnie można byłoby powiesić bannery Coca-cola), zaś narrator wprawdzie widzi niedostatki PRL-u, ale oczywiście cieszy się, że pobyt w szpitalu darmo, w przeciwieństwie do zgniłego Zachodu.

Się zarabia na przemycie: z opium wytwarza morfinę, a następnie przerabia na heroinę (?!).

Się pije: kawę, Hennessy, starkę i inne polskie wódki, bo to luksus za granicą, oranżadę, winiaczek, kwaśne mleko.

Się je: słynne parówki na poznańskim lotnisku; wyrafinowane frykasy w restauracjach, acz bez szczegółów; domowy razowiec ze świeżym domowym masłem.

Się tańczy: “ukulele” (sic! Ukulele tańczone było przez piękne hawajskie dziewczęta).

Się zachwyca: asortymentem polskich monopolowych, bo czego jak czego, ale wódki to nie brakuje.

Bawiąc-uczyć: Hitler w Trzcińsku-Zdroju.

[1] I okazuje się, że proces rzeczywiście się toczył, bo odciętą głowę Walentyny M. (z pochodzenia Rosjanki) autentycznie znaleziono w Odrze w 1957 roku.

Inne tego autora, inne z tej serii.

#70/#11

Napisane przez Zuzanka w dniu Thursday June 4, 2026

Link permanentny - Kategorie: Słucham (literatury), Czytam - Tagi: 2026, kryminal, panowie, prl - Skomentuj


Zygmunt Zeydler-Zborowski - Pasta do zębów

Pani Aniela Jaworska wraca od szwagra nieco pod wpływem śliwowicy, ale szybko trzeźwieje, kiedy do jej drzwi puka kuzynka nielubianej sąsiadki i pada martwa. Kuzynka, nie pani Aniela. Okazuje się, że ktoś zmyślnie zatruł pastę do zębów cyjankiem, za co oczywiście zostaje aresztowana kuzynka, salowa[1] Dorota Barańska. Sprawę wstępnie prowadzi kapitan Motycz[2], ale pechowo niebawem wpada pod samochód prowadzony przez pijanego kierowcę i ląduje w szpitalu. Dzięki temu śledztwo przejmuje porucznik Anna, na której presję wywiera mąż, lekarz ze szpitala, w którym Barańska pracuje, a do tego jej były kochanek. Barańskiej, nie Anny. Związek Anny i Pawła nie jest w najlepszym miejscu, on się irytuje o wszystko, bo w domu nienagotowane i nieposprzątane, a do tego Anna wraca późno i im parówki stygną. Anna zgadza się więc oczyścić Barańską z zarzutów, żeby zapunktować u męża. Okazuje się, że zamordowana kuzynka parała się szantażem, ale niedoszła ofiara szantażu decyduje się również na porcję cyjanku, żeby uniknąć blamażu. Wtedy pojawia się kolejny trop - hospitalizowany Motycz zaczyna opowiadać o cudotwórcy, który za drobną opłatą wysyła fluidy[3] w czasie operacji i jest większa szansa, że się uda. Okazuje się, że salowa Barańska była jedną z osób, które z dobrego serca łączyły potrzebujących z cudotwórcą, profesorem Mortinberem.

Się je: zimne parówki (na urodzinową kolację, były gorące, ale wystygły); bułki, twarożek, jajka na twardo, sałatę i szczypiorek (na śniadanie), kruche ciasteczka, kurczaka z rożna, pudełko sardynek i kawałek znakomitego keksu (w ramach “luksusowej” kolacji); najrozmaitsze przystawki, sardynki, łosoś, ryba w galarecie, pasztet z drobiu, potem pieczone i wędzone kurczęta z sałatą, na deser ciasta, kompoty, owoce (również na kolację, tym razem z okazji zakończenia śledztwa).

Się pije: wino, gorące mleko, herbatkę po angielsku i coca colę, śliwowicę, koniaczek “Hennessy” u hrabiny, białe wino, koniak gruziński.

Się ma toksyczny związek: “Moja cierpliwość ma swoje granice, doprowadzisz w końcu do tego, że cię pobiję”.

Się pali: na przykład “Sporty”, ogólnie się pali za dużo, również lekarze, ale się rzuca. W finale Anna wyrzuca symbolicznie paczkę “Winstonów” za okno.

[1] Wszyscy się dziwią, że jest tylko salową, wszak jest piękna, elegancka, a w domu ma srebrne łyżeczki i ciotkę-hrabinę, a do tego zaopatruje się we francuskie perfumy w Peweksie. Zagadnięta o źródła dochodu odpowiada arogancko, że może się kurwi.

[2]

Kapitan Władysław Motycz był z natury człowiekiem pogodnym i wesołym. Niezbyt pasował do Wydziału Zabójstw. Lubił muzykę, tańce, zabawę. Zawsze był w dobrym humorze, pamiętał masę najrozmaitszych kawałów, którymi przy lada okazji częstował swoich kolegów. W młodych latach uczył się śpiewu i podobno miał dobry głos. Złośliwi powiadali, że jest najlepszym śpiewakiem wśród detektywów i najlepszym detektywem wśród śpiewaków. Zrezygnował z kariery artystycznej, ponieważ miewał częste chrypki, co jest wprawdzie cenną zaletą u piosenkarzy jazzowych, ale wyraźnie przeszkadza w występach na scenach operowych, a Motycz miał właśnie takie operowe ambicje.

[3] Nawet w Związku Radzieckim zaczynają się naukowo zajmować telepatią.

Inne tego autora, inne z tej serii.

#63/#10

Napisane przez Zuzanka w dniu Sunday May 17, 2026

Link permanentny - Kategorie: Słucham (literatury), Czytam - Tagi: 2026, kryminal, panowie, prl, klub-srebrnego-klucza - Skomentuj


Kazimierz Korkozowicz - Będę zamordowana

Koniec sierpnia, polskie wybrzeże. Piękna panna Justyna przybywa do nadmorskiego pensjonatu dla odpoczynku po tragedii - zmarł jej ojciec, profesor Skoroń. Jak się okazuje, ktoś go otruł w zaskakujący sposób, a że przed śmiercią wraz z córką kończył strategiczne badania nad farbą prześwietlającą kliszę, teraz w niebezpieczeństwie jest i Justyna, a odpoczynek jest tak naprawdę strategią w celu wykrycia przestępcy. Panna Justyna jest przekonana, że zarówno przestępca, jak i chroniący ją śledczy jest już na miejscu w pensjonacie, a w celu rozpoznania ma prowadzić dziennik, w którym zapisuje obserwacje dla oficera prowadzącego, zwanego przez nią Czarnym Jegomościem. Poza śledztwem i podejrzewaniem każdej osoby, jest jak na wakacjach - słońce, plaża, podrywki i sojusze. Panie szukają wielbicieli, panowie nie ukrywają spojrzeń na doskonałe figury w kostiumach kąpielowych, nawet jeśli buzia jest brzydka albo właścicielka jest histeryczką (sic!). Dramatyczny zwrot akcji następuje w połowie, kiedy to panna Justyna zostaje znaleziona martwa, co jest nieco nieortodoksyjnym rozwiązaniem fabularnym. Gnx, qboemr fvę qbzlśynpvr, wrw mtba wrfg fsvatbjnal j pryh cebjbxnpwv moebqavnemn.

Się je: bułkę z masłem i jajka (na śniadanie w pensjonacie), jabłka, winogrona.

Się pije: kawę, wino do brydża.

Się zażywa: cholamid na bóle wątroby.

Się pali: powszechnie, a dla konspiracji papierosy “Mewa”.

Się wpada w afekt (sic!):

Zesztywniałam, stawiając opór, ale go pokonał. W jego oczach ujrzałam pożądanie.
— Najdroższa, nie opieraj się...
Próbowałam wyrwać się z uścisku, jednak trzymał mnie mocno. Jego twarz zwisała nad moją. W tej chwili ujrzałam przed sobą inną twarz, tamtą, zatroskaną twarz cyrkowego klowna...
— Nie, Robercie! Nie w ten sposób! — Oparłam mu obie dłonie o piersi i zdołałam oderwać się od niego.
— Każdy sposób jest dobry, aby cię zdobyć! — wykrzyknął, rzucając się ku mnie.

Inne tego autora, inne z tej serii.

#59

Napisane przez Zuzanka w dniu Tuesday May 12, 2026

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: 2026, kryminal, panowie, prl - Skomentuj


Joanna Chmielewska - Upiorny legat

Joanna usiłuje napisać książkę s-f i w tym celu potrzebuje fizyka, który jej podpowie, jak może złapać promienie kosmiczne w takie małe coś, ale żeby w nim zostały, więc musi mieć dno. W celu znalezienia fizyka, a zaskakująco wielu z nich nie bardzo chce kontynuować rozmowę, kręci się po Warszawie i peryferiach, niespecjalnie zwracając uwagę na otoczenie. W celu napisania książki ignoruje potrzeby znajomych i przestaje organizować brydża, więc znajomi muszą się ogarnąć sami, jak chcą rozrywek. To wszystko buduje wstęp do kilku afer - kradzieży bezcennej (no, wycenialnej, ale drogo i w walucie wymienialnej) kolekcji znaczków, napadów na cinkciarzy, które jednak nie są zgłaszane na milicję, dwóch morderstw, bezczelnego przemytu, który jednak w finale okazuje się być na korzyść Skarbu Państwa. A wszystko kręci się wokół zaabsorbowanej książką autorki.

To typowa historia, gdzie każdy wie coś, ale nie ma szans, żeby zainteresowani ze sobą porozmawiali, bo się nie znają, trzeba katalizatora w postaci Joanny i jej miłości do milicji (wielokrotnie emitowanej, po którymś razie już gimnastykowałam oczy), żeby wszystko ze sobą powiązać. Ale nie będę się czepiała samej intrygi, bo jest ciekawa, nawet jeśli nieco chaotyczna, a żarty czasem powtarzalne, natomiast zaczęły tu wychodzić pewne wady w obserwacji świata autorki. Jest mnóstwo natrząsania się z wyglądu osób nielubianych, których jedyną wadą jest to, że ich Joanna nie lubi. Zwyczaj wydzwaniania do ludzi w środku nocy (nie, nie o 23, ale o 4 rano) jest okropny i absolutnie nic tego nie usprawiedliwia. Wciągnięcie wielbiciela jednej z postaci do nieświadomego udziału w przestępstwie, a potem doprowadzenie do tragicznego końca - no cóż, zdarza się, nie ma co deliberować, bo był głupi. Milicja to grupa cudownie puchatych miśków, co to wczuwają się w duszę przestępcy (chyba że akurat jest pijany, to im trudno), odciski palców pozyskują metodą na szklankę, a do tego wszyscy uwielbiają Chmielewską i pozwalają jej fantazjować do woli. Autorka i lubiani przez nią ludzie są nagradzani, reszta świata brzydka i ich nie szkoda. No nie wiem.

Inne tej autorki, inne z tej serii.

#56/#8

Napisane przez Zuzanka w dniu Wednesday May 6, 2026

Link permanentny - Tagi: 2026, kryminal, panie, prl, z-jamnikiem - Kategorie: Słucham (literatury), Czytam - Skomentuj