Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Informacje dla polska

Robert Rient - Świadek

Łukasz od zawsze czuł się inny - dorastał w zborze Świadków Jehowy. Wytykany palcami w szkole, pomijany przy obchodzeniu urodzin i rozmów o świątecznych prezentach (ze względu na restrykcyjną doktrynę kwestii świętowania, zwłaszcza uroczystości świeckich), chciał zrealizować się jako człowiek przez wiarę. Mimo euforii związanej z akceptacją we wspólnocie i poczuciem spełnienia przy głoszeniu dobrej nowiny, nie był jednak w stanie przejść nad ograniczeniami ciała - dojrzewanie i zakazana fascynacja własnym ciałem sprawiły, że miał poczucie rozdarcia i grzechu, jednego z cięższych. Opresyjna religia wymagająca absolutnego podporządkowania się hierarchii, wykluczająca kwestionowanie zasad przez członków wspólnoty za pomocą wzajemnej inwigilacji, doprowadziła Łukasza na skraj załamania nerwowego, zwłaszcza gdy przyznał się przed sobą, że jest homoseksualistą. Po długiej walce z samym sobą, stopniowo przestając negować swoje potrzeby i przykrawać je do wymagań wspólnoty, analizując krytycznie wszystkie wartości, wśród których wzrastał, dojrzał do odejścia (a w zasadzie do zostania usuniętym) ze zboru, zataczając koło ponownego wykluczenia. Umarł Łukasz - skazany na piekło grzesznik, pełen lęku i frustracji, a narodził się Robert - spełniony człowiek, choć z musu bez korzeni.

Książka to autobiograficzny reportaż, pisany przez dwóch autorów - Łukasza i Roberta. Poza dramatyczną historią dojrzewania w skrajnie nieprzyjaznym dla wrażliwej i analitycznej osoby środowisku, jest to dokument pokazujący skrywane wewnętrzne zasady wspólnoty Świadków Jehowy. Czytałam kolejne rozdziały w tramwaju w drodze do pracy, mijając codziennie ustawiony przed Szpitalem Ortopedycznym stand z kolorowymi czasopismami, obstawiany przez parę sympatycznych, wizytowo ubranych ludzi w średnim wieku. To dość drastycznie współgra z opisywaną przez Rienta religią wybiórczego miłosierdzia (tylko ci, co przyjęli Dobrą Nowinę i weszli do wspólnoty, mają szansę na życie wieczne), braku empatii, archaicznych zasad rodem z XIX wieku, masońskiej hierarchicznej struktury i absurdu, który nakazuje żyć ze świadomością rychłej eksterminacji.

Inne tego autora tutaj.

#48

Napisane przez Zuzanka w dniu środa lipca 18, 2018

Link permanentny - Tagi: polska, panowie, beletrystyka, 2018 - Kategoria: Czytam - Skomentuj


Ryszard Ćwirlej - Masz to jak w banku

1989. Obraduje Okrągły Stół.

W Pniewach pod Poznaniem ginie w wypadku obcokrajowiec, lokalne służby porządkowe (a konkretnie dwóch cwanych milicjantów) plądrują bagażnik samochodu, a znalezione walory w dolarach skrzętnie zagospodarowują do celów prywatnych.

Miesiąc później. W Poznaniu jednocześnie ginie dwóch mężczyzn związanych ze środowiskiem cinkciarzy (z czego jeden nosi nazwisko Krzyżaniak, przypadek?) oraz pojawia się plotka, że już za chwilę handel walutą będzie legalny.

Obydwa wątki splatają się za sprawą Grubego Rycha, nieopanowanego pociągu Teosia Olkiewicza do alkoholu i płci pięknej (w tej kolejności) oraz mody, a konkretnie marmurkowych dżinsów, produkowanych w manufakturze Krzyżaniaka na Podolanach. Jak w kilku innych tomach, do gry wkraczają aktywni i emerytowani członkowie SB, którzy w aktualnej sytuacji politycznej są zdeterminowani do zapewnienia sobie godnej emerytury.

To, co spodobało mi się w tym tomie, to silne postaci kobiet - właścicielka butiku na Głogowskiej, Magda Jankowska, narzeczona ajenta motelu w Pniewach, Zosia Pietruszka czy pojawiająca się już wcześniej Marylka, eks-flama Olkiewicza. Tak naprawdę one rozwiązują całą sprawę i wymierzają sprawiedliwość, nawet najbardziej ogarnięty Mirek Brodziak jest tutaj postacią drugoplanową (bo kapitana Marjańskiego, który w tym tomie odkrywa prawdziwe uczucie, czy Teosia raczej nie można brać pod uwagę jako spiritus movens).

Inne tego autora tutaj.

#47

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek lipca 10, 2018

Link permanentny - Tagi: prl, polska, panowie, kryminał, 2018 - Kategoria: Czytam - Skomentuj


Andrzej Sapkowski - Boży wojownicy

Ponieważ okrutnie ciekawiło mnie, co się stało z wesołą ekipą po zakończeniu tomu pierwszego, rzuciłam się na tom drugi jak świnia na obierki. W przeciwieństwie do świni rozczarowałam się, bo jednak "Boży wojownicy" głównie skupiają się na opisie wojny podjazdowej, miotając bohaterami z południa na północ i odwrotnie. Reynevan, Szarlej i Samson Miodek rozczarowani polityką na Śląsku (i zapewne strwożeni nieco możliwościami i brakiem skrupułów Świętego Oficjum) oficjalnie opowiadają się po stronie Husytów i lądują w Pradze. Podczas dwuletniego pobytu lokalni czarnoksiężnicy próbują odwrócić rytuał, który zamontował ducha Samsona w ciele przygłupa, a kiedy się to nie udaje, sugerują ekipie wycieczkę na Śląsk, do zamku Troski, gdzie podobno żyje jedyny znany mag, który potrafi ducha wymontować. Reynevan jest tym bardziej chętny, bo dowiaduje się, że Katarzyna Biberstein, z którą zapoznał się cieleśnie podczas sabatu na Grochowej Górze, powiła syna niespełna rok później. Jest jedno zaskoczenie, trochę miłości, znacznie więcej zdrady i trupów, drugoplanowo pojawiający się mamun; niestety poza tym głównie są opisy bitew i mordów oraz przekrzykiwanie się, czyja wiara jest bardziej.

Znużył mnie ten tom, powiedzcie, proszę, że trzeci naprawi kiepskie wrażenie. Przecież muszę przeczytać, nie będę szukać streszczenia.

Inne tego autora tutaj.

#39

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek czerwca 11, 2018

Link permanentny - Tagi: sf-f, polska, panowie, 2018 - Kategoria: Czytam - Komentarzy: 3


Krzysztof Daukszewicz - Meneliki, limeryki, epitafia, sponsoruje ruska mafia

Bardzo przyjemny zbiorek z anegdotkami głównie o znawcach win świata - ogorzałych na twarzy pogodnych panach, którzy wypijają w bramie o szóstej rano swoje śniadanie, a potem kontynuują ten miły zwyczaj do wieczora. Tragedia od strony redakcyjnej (pułki w sklepie, interpunkcja woła o pomstę do nieba) i edycyjnej (ładne rysunki, ale po co ćkać na każdą stronę arabeskę i zaczynać każdą anegdotkę od brzydkiego inicjału?).

#24

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela maja 21, 2006

Link permanentny - Tagi: humor, polska, panowie, 2006 - Kategoria: Czytam - Komentarzy: 2


Janusz Płoński, Maciej Rybiński - Balladyna Superstar (git czytanka z momentami)

Duet Płoński-Rybiński (tak, ten Rybiński, który niedawno z nieco ambitniejszej prasy wyniósł się do Faktu) znany jest w kręgach czytelników kryminału z "Góralskiego tanga", a w kręgach ogólniejszych ze scenariusza do niektórych odcinków "Alternatyw 4".

"Balladyna" łączy oba nurty - teoretycznie jest to kryminał, ale trup pojawia się na stronie 202 (na 270 wszystkich), więc i morderstwo, i śledztwo potraktowane jest pretekstowo. Za to przez 200 stron autorzy opisują przygotowania do wystawienia awangardowego przedstawienia "Balladyny" w latach 70. w PRL-u. Żeby było nowocześnie, rzecz się dzieje w kosmosie, wśród komputerów, a grają roboty. Wszystko w ryczącym entourage'u peerelu, widać sporo ówczesnych postaci - wiecznie pijanego kamieniarza-poetę, reżyserów, którzy nieśmiało pytają, czy tu biją, aktorki gotowe dla sławy dać się polansować za kulisami przez 2 godziny lub szczycące się swym szlacheckim pochodzeniem, SPATIF i inne okoliczne pijalnie napojów procentowych, młodych poetów czy zarośniętych grafików; podejrzewam, że ktoś bardziej ode mnie obeznany rozpozna kogoś więcej niż tylko Jasia Himilsbacha, dowcipnie dopowiadającego pointy na próbach w teatrze.

Książka zabija dialogami, kurwy i inne epitety lecą często, panowie się prowadzą zygzakiem, panie też niezbyt prosto. Grafik, który nie czytuje literatury, tworzy projekt programu teatralnego na podstawie ustnego opisu (Alinie wysypują się z dzbanka grzyby, bo malin to ja rysował nie będę, w następnej wersji pojawia się gustowna wygódka), scenografia została zaprojektowana z pomocą pana docenta, specjalisty od maszyn liczących dziesiątej generacji, wszystko gra i błysko, a w dzień premiery widowiskowo się fajczy, co jakiś czas dzwoni ktoś z komitetu, a wszyscy wszystkim podkładają świnie.

#21

Napisane przez Zuzanka w dniu sobota maja 13, 2006

Link permanentny - Tagi: prl, polska, panowie, kryminał, 2006 - Kategorie: Czytam, Przeczytali mnie - Komentarzy: 4


Tadeusz Kostecki - Waza z epoki Ming

Tadeusz Kostecki był znany pod wieloma pseudonimami - Krystyn T. Wand czy W. T. Chrystyne, co zważywszy na angloasaską tematykę jego kryminałów, nie jest bardzo dziwne. W "Wazie z epoki Ming" można znaleźć tchnienie finansjery (sprzedaż akcji, maklerzy giełdowi, gotowi na skinienie bogaczy nawet o 5 nad ranem), elitarne kluby dla panów, gdzie rżnęło się w szlachetnego bridża czy świat właścicieli ziemskich, dla których normalne było posiadanie własnej wyspy, na której wstęp mogli ograniczać nawet policji. Trochę mnie to bawi, zważywszy, że kryminał powstał w 1959 r. Jest głupawy służbista ze Scotland Yardu, błyskotliwy ex-Secret Service pułkownik Pentham i są oczywiście piękne kobiety.

#16

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek maja 2, 2006

Link permanentny - Tagi: prl, polska, panowie, kryminał, 2006 - Kategoria: Czytam - Skomentuj