Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu
Lou i Ruben są w trasie, ona śpiewa, on gra na perkusji. Oboje są po przejściach - on od czterech lat jest czysty, ona z nim odnajduje stabilność. Wszystko idzie dobrze aż do momentu, kiedy Ruben zaczyna głuchnąć, utrata słuchu jest nagła i nieodwracalna. Lou w obawie o nawrót nałogu organizuje mu grupę terapeutyczną dla głuchych, żeby był w stanie uzyskać wsparcie w trudnym momencie. On nie chce nic zmieniać, nauczy się grać na pamięć, nawet nie słysząc, jakoś to będzie, ale zostaje na terapii, bo nie jest w stanie funkcjonować tak jak do tej pory. Uczy się języka migowego, angażuje w życie małej społeczności, ewidentnie pasuje do tego świata. Ale też nie chce się odciąć od wszystkiego, co ważne, próbuje więc doprowadzić do kosztownej (USA mistrzem świata) operacji, która może chociaż częściowo przywrócić mu słuch.
Jaki to wnikliwa, kameralna historia o małym końcu świata, kiedy coś, co było od zawsze, nagle znika. Nie ma winnego, nie ma łatwego rozwiązania, finał jest niejednoznaczny. Świetna rola Riza Ahmeda, który nie dość, że nauczył się do niej grać na perkusji, to nauczył się też języka migowego. Bardzo mi się podobało.