Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Informacje dla panie

Clare MacIntosh - Pozwolę ci odejść

Zaczyna się mocno - 5-letni Jacob wyrywa się matce tuż pod domem i kiedy przebiega przez ulicę, wjeżdża w niego rozpędzony samochód i dziecko umiera. Kierowca samochodu zawraca i znika. Akcja pokazywana jest dwutorowo - jeden wątek to poszukiwania przestępcy: policja rozpoczyna mozolne śledztwo - nikt nic nie widział, śladów (poza odpryskiem reflektora nie ma), matka nieprzytomna z żalu niedługo potem znika, zaszczuta przez lokalną społeczność (mogła dopilnować). Doświadczony komisarz Ray wraz z początkującą, ale pełną entuzjazmu policjantką Kate docierają w pewnym momencie do ściany - mija rok, zwierzchnicy każą sprawę zawiesić, bo nie rokuje. Ray, mimo że nie chce stawać na drodze do swojego awansu (i podwyżki!), decyduje, że sprawę będą prowadzić w tajemnicy i po godzinach. Wspólny sekret z młodą współpracowniczką nieco oddala go od żony, eks-policjantki, która zrezygnowała z obiecującej kariery, żeby wychować dzieci. Drugi wątek rozpoczyna ucieczka Jenny, która nie jest w stanie poradzić sobie z widokiem własnego domu po śmierci dziecka. Z minimalnym bagażem trafia do maleńkiej miejscowości letniskowej w Walii, gdzie za niewielkie pieniądze wynajmuje starą ruderę. Unika ludzi, cieszy ją tylko kontakt z przyrodą, wraca - mimo niesprawnej ręki - do sztuki (nie może wprawdzie rzeźbić, ale zaczyna fotografować). Mimo niechęci, zaprzyjaźnia się jednak z lokalnymi mieszkańcami, koszmary, z których budzi się z krzykiem, zdarzają się coraz rzadziej, nawiązuje też z lokalnym weterynarzem i ratownikiem głębszą więź. I wszystko idzie ku lepszemu, kiedy do drzwi jej chaty puka policja.

Tyle że w tym miejscu następuje cała seria zwrotów akcji i historia o wypadku i ucieczce z miejsca zbrodni zmienia się w zupełnie inną, jeszcze bardziej dramatyczną historię. Jest to książka na jeden wieczór, bo czyta się bez odrywania i kiedy docieram do ostatniej strony, jest dobrze po 1 w nocy. Czasem brutalna, miejscami wzruszająca, nieźle napisana; zdecydowanie nie włożyłabym jej do worka z literaturą kobiecą.

#37

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek czerwca 1, 2018

Link permanentny - Kategoria: Czytam - Tagi: wielka-brytania, panie, kryminał, 2018 - Skomentuj


P. D. James - Intrygi i żądze / Ułomna ręka sprawiedliwości

Akcję "Intryg i żądz" rozpoczyna urlop Dalgliesha, który dziedziczy po zmarłej ciotce posiadłość w Suffolk. Ciotka mieszkała w pięknym, zabytkowym, odludnym wiatraku na przylądku, niedaleko od stanowiącej punkt zapalny w lokalnej społeczności elektrowni atomowej. Wprawdzie inspektor nie jest na służbie, ale obiecał (głównie mentalne) wsparcie lokalnej policji przy złapaniu seryjnego mordercy zwanego Świstunem. Ma okazję poznać czynny zbrodniarza szybko - podczas spotkania towarzyskiego z sąsiadką Alice, autorką znanych książek kucharskich, Świstun uderza po raz kolejny, zabijając pracownicę elektrowni. Niedługo potem ginie jedna z uczestniczek kolacji, administratorka elektrowni Hillary - osoba kontrowersyjna, znienawidzona przez ekologów (jednemu z aktywnie działających właśnie wytoczyła proces) i lokalną społeczność (chce usunąć owdowiałego najemcę, który nie ma gdzie się podziać), a nawet przez niektórych współpracowników. Lokalna policja szybko odkrywa że mimo upozowania nie jest to dzieło seryjnego mordercy, bo ten popełnił samobójstwo chwilę wcześniej. Inspektor wprawdzie nie uczestniczy w śledztwie, ale obserwuje - połowa mieszkańców kłamie, druga połowa coś ukrywa, jak to w małej sielskiej nadmorskiej miejscowości.

Książka niespecjalnie porywa - kto jest zabójcą, domyśliłam się już w 1/3 lektury. Dużo wnikliwych opisów wnętrz i strojów, sporo dodatkowych wątków na drugim i trzecim planie, trochę spraw pozostawiono odłogiem - na przykład wyjaśnienie sprawy Świstuna, którego samobójstwo w zasadzie kończy wątek.

"Ułomna ręka sprawiedliwości" dzieje się w środowisku prawników - w znanej londyńskiej kancelarii zostaje znaleziona zamordowana Venetia Aldridge, adwokat. Ktoś po zabójstwie upozował ją na krześle, założył zabytkową perukę i oblał krwią[1]. Dalgliesh z ekipą (znana z poprzednich tomów Kate Miskin i nowy współpracownik, Pierce, z wykształcenia teolog) usiłuje dociec, czy sprawcą jest ktoś z kancelarii, rodzina (zmarła ma 18-letnią córkę, która właśnie się wdała w romans z obronionym przez matkę mordercą, ku wściekłości matki) czy może osoba poszkodowana w procesie, w którym Aldridge była obrońcą. W dużej mierze to krytyczne spojrzenie na zasady prawne - miejscami kwestionowalna moralnie zasada domniemania niewinności, dzięki której sprawny adwokat jest w stanie obronić kogoś, co do którego winy nie ma wątpliwości. Tłumaczenie ma ewidentne braki - miejscami bywa niezrozumiałe (zapewne źle przetłumaczone idiomy), czasem czegoś brakuje (np. wyjaśnienia, czemu osoba o nazwisku Eager jest aktywna, a pewien Nigel - wbrew imieniu - jest blondynem).

[1] Nie, nie podejmuję się sprawdzać sensowności tego, że osoba, która za kilka dni idzie na operację, pobraną wcześniej krew (niezbędną do operacji) trzyma w woreczku w biurowej lodówce.

Inne tej autorki tutaj.

#34-35

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek maja 28, 2018

Link permanentny - Tagi: wielka-brytania, panie, kryminał, 2018 - Kategoria: Czytam - Skomentuj


Chimamanda Ngozi Adichie - Amerykaana

Ifemelu i Obinze poznali się w liceum w Lagos, zakochali się w sobie i byli nierozłączni do momentu, kiedy Ifemelu wyjechała na stypendium do USA. Obinze - wprawdzie zafascynowany Ameryką bardziej niż Ifemelu - został, aby opiekować się matką i w oczekiwaniu na wizę, której jednak nie otrzymał. Po kilkunastu latach, podczas których Obinze po emigracyjnym epizodzie w Londynie wrócił do Nigerii, zostając - przypadkiem - znanym biznesmenem, mężem i ojcem, a Ifemelu - wpływową blogerką, piszącą o rasie, spotykają się w Lagos, oboje z bagażem doświadczeń. Tu wchodzi typowa dla komedii romantycznych fraza o tym, czy uda im się nadrobić stracone lata i odzyskać siebie. Ale tak naprawdę to nie jest tylko romans, ale głębokie studium emigracji i re-emigracji Nigeryjczyków. Historie obojga przypomina losy Polaków na zarobkowej emigracji - wykształconych, ze znajomością języka, z tzw. dobrych rodzin, którzy w obcym kraju zniżali się do najpodlejszych, najgorzej płatnych prac, często poniżani przez ludzi z o wiele niższym statusem społecznym, ponieważ w ich rodzimym kraju układ był na tyle źle i bez perspektyw, że nie byli w stanie egzystować. Mit USA jako Krainy Wolności (i w nieco mniejszym wymiarze - Londynu dla Obinze) okazał się boleśnie nieprzystający do rzeczywistości. Podobnie - w drugiej części książki - oboje zaskakująco szybko odzwyczajają się od nigeryjskich realiów, nawet po kilku latach poza krajem zaskakuje ich wszechstronna korupcja, rządy wojskowe, skrywana bieda czy licznie rozplenione prawie że szamańskie kościoły.

Na to nałożona jest druga warstwa, stanowiąca oś życia Ifemelu, która dopiero w Nowym Jorku odkryła, że jest czarna; bez względu na to, kim jest, jej dystynktywną cechą jest kolor skóry i faktura włosów. Pod tym kątem obserwowani są wszyscy, odstający od standardu - jasnoskórego rasy kaukaskiej: Azjaci, Murzyni oraz (w nieco mniejszym stopniu) Latynosi. Notki na jej blogu poświęcone są całemu zakresowi problemów - od poszukiwania pracy, wymuszonego prostowania afro, żeby choć trochę upodobnić się do "białych", braku kosmetyków do skóry innej niż jasna ("Kiedy używasz bielizny i plastrów w kolorze „nude", z góry wiesz, że kolorystycznie nie będą pasować do twojej skóry?"), obserwowania w luksusowych sklepach pod kątem potencjalnej kradzieży czy wreszcie nieobecności w tzw. mainstreamie, zarówno kulturalnym czy politycznym.

Adichie porównywana jest z Zadie Smith i pod pewnym względem te podobieństwa widać - łatwość konstruowania spójnej, epickiej opowieści, z wieloma bohaterami i bogatym tłem społecznym. Sam sposób pisania jednak jest zupełnie inny, inaczej prowadzona narracja. Dodatkowo nie fabuła jest tu najistotniejsza, a właśnie tło.

#33

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek maja 22, 2018

Link permanentny - Tagi: afryka, usa, panie, beletrystyka, 2018 - Kategoria: Czytam - Skomentuj


Ewa wzywa 07

Pojechałam na wakacje i WTEM na półce trzy tomiki.

#61 Danuta Frey - Pensjonat "Pod Złotym Lwem".

W Jazach, małej górskiej miejscowości, pani Żarnowska prowadzi luksusowy (jak na polskie warunki) pensjonat dla emerytów. Przyjeżdża do niego samotna wdowa po prawniku, Bergerowa, żeby nie siedzieć samotnie w domu. Na miejscu zastaje zróżnicowany zestaw ludzi u schyłku życia - emerytowaną śpiewaczkę operową, starego, zapomnianego aktora, tzw. bogatego prywaciarza (parającego się oczywiście nielegalnymi interesami), małżeństwo - lekarza i małżonkę (bez zawodu, za to maniakalnie robiącą na drutach), uwłaszczoną hrabinę, byłego wojskowego czy wreszcie niepozornego urzędnika. Cechą wspólną wszystkich jest starość i brak zajęć; czas spędzają na wspominaniu, kiedy jeszcze byli potrzebni, graniu w brydża (co powoduje wielkie kłótnie) czy szachy (mniejsze) oraz rzadkich spacerach po okolicy, bo nie ta pogoda i oczywiście zdrowie nie za bardzo pozwala. Tragedia rozpoczyna się po tym, jak pewnego wieczoru pani Berger ku rozrywce rozpoczyna stawianie kabały, w której szybko wychodzi as pik - śmierć. I rzeczywiście - niebawem starsza pani ginie. Jakiś czas później ginie kolejna osoba, trzecia zostaje znaleziona z rozbitą głową. Włącza się rzutki milicjant, wspomagany przez młodzika zaraz po szkole (i psa). Rozwiązanie jest, delikatnie mówiąc, rozczarowujące: pubel cflpuvpmavr nxgbe mnovwn ybfbjr bfbol qyn fłnjl v fnz cbqnwr ebmjvąmnavr cbyvpwv, żrol zvrć onejal cebprf.

Fantastyczna skądinąd jest idea takiego pensjonatu - brak jakiejkolwiek aktywności poza siedzeniem w fotelu, czytaniem (bądź robieniem na drutach) i czekaniem na posiłki. W tle wszyscy palą, nawet chory na astmę, który ma specjalne, "zdrowotne" papierosy.

#52 Helena Sekuła - Kartka z notesu

Napad na jubilera, ginie zabytkowy wisior ze szmaragdem z 1898 roku. Jeden z przestępców zostaje ujęty po spektakularnym pościgu (porywanie tramwaju jednak nie jest opłacalne), ale okazuje się, że jest wynajętą dzień wcześniej płotką. Dowody pokazują, że podobnie bezczelny napad miał miejsce 4 lata wcześniej, gdzie skradziono pół miliona złotych, złapany współuczestnik również okazał się znęconą szybkim zarobkiem płotką. Milicji udaje się rozwiązać sprawę przypadkiem - przestępca, dostarczający skradzione precjoza, zostaje spłoszony przez tajniaka (jak widać - niezbyt tajnego) i podrzuca wisior do torebki przypadkowej panience, skanując przy okazji jej dowód (jak widać, usunięcie adresu z dowodu nie jest takim głupim posunięciem). Panienka wisior gubi, co zapoczątkowuje ciąg wydarzeń prowadzący do odkrycia zwłok i rozwiązania śledztwa (z niemałym współudziałem zaciągającego taksówkarza pochodzenia kresowego).

Drugoplanowo pojawiają się ciekawe postaci kobiet - luksusowa prostytutka Markiza, czekająca na odsiadującego wyrok Siemaszkowa (wysyłająca przez 4 lata do wiezienia paczki żywnościowe) czy opiekująca się cwaniaczkiem Rajmundem Magdalena, traktująca przestępstwa ukochanego jako nieuleczalną chorobę.

Widome oznaki luksusu: winiak w luksusowym barze hotelu Continental (dwa winiaki plus sok pomarańczowy - 83 zł), włoski garnitur, koszula z jedwabnej popeliny szyta na miarę, woda po goleniu Yardleya (za 10 dolarowych bonów w Peweksie) oraz złoty zegarek Patka (kradziony).

#42 Artur Morena - Arlekin

Autor, dziennikarz Morena, zostaje wezwany do luksusowej willi krytyka muzycznego przez Avę, primabalerinę tuż po tym, jak reżyser oczekiwanej premiery baletowej, Romea i Julii, został znaleziony martwy w basenie. Okazuje się, że wypadł z okna z pokoju, w którym wszyscy byli - Ava, krytyk muzyczny (dawny kochanek Avy), wiolonczelista (aktualny kochanek Avy) oraz wuj Avy (też prawdopodobnie w niej kiedyś zakochany, o tempora, o mores). Problem w tym, że śmierć reżysera nikomu nie przynosi korzyści. Milicjant prowadzący śledztwo niedwuznacznie sugeruje, że zbrodnia była pomyłką i za chwilę pojawią się kolejne zwłoki. I rzeczywiście.

To bardzo zła książka, pełna artystycznej egzaltacji i peror zarówno o istocie sztuki i celu krytyki sztuki, jak i o konstrukcji powieści kryminalnych. W tle tzw. bohema, pijąca drogie alkohole i paląca drogie papierosy (milicjant Anioł dziękuje za Carmeny, bo stać go na sporty).

Inne z tej serii tutaj.

#29

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek maja 4, 2018

Link permanentny - Tagi: polska, panie, kryminał, 2018 - Kategoria: Czytam - Komentarzy: 2


Margaret Atwood - Opowieść podręcznej

Zwyczajne, mówiła Ciotka Lidia, to to, do czego jesteśmy przyzwyczajeni. Teraz może się wam to nie wydawać zwyczajne, ale po jakimś czasie się wyda. To się stanie zwyczajne.

Bezimienna Podręczna, zwana Fredą ("należąca do Freda"), opisuje zdawkowo, w jaki sposób ze studentki, żony i matki w ciągu trzech lat stała się jednym z elementów opresyjnego systemu kastowego. Zmiany wprowadzano najpierw w sposób niedostrzegalny, krok po kroku zabierając kobietom kolejne prawa ("utrzymaliśmy kompromis aborcyjny, sukces"), dostęp do kont bankowych, możliwość pracy, wreszcie ubezwłasnowolniając i zamykając w obozach, skąd można było wyjść jedynie jako Podręczna bądź zostać przeniesiona do Kolonii (ciężkie roboty). Podręczne, wedle jednego z kontrowersyjnych ustępów Biblii, służyły jako surogatki dla bezpłodnych Żon majętnych obywateli; inwigilowane i pozbawione możliwości ucieczki czy nawet swobodnego kontaktu z kimkolwiek. Freda jest posłuszna (bo musi), ale ciężko jej wyprzeć z pamięci, że kiedyś nosiła dżinsy, jeździła na rowerze, pracowała, spędzała czas z córką, mężem czy przyjaciółką. Odkrywa w żałośnie pozbawionym jakichkolwiek unikalnych cech pokoju napis, wyskrobany przez poprzednią bezimienną Podręczną, "nolite te bastardes carborundorum" (nie daj się zgnębić sukinsynom), co daje jej nadzieję, że może jest wyjście z sytuacji.

Czytając, zastanawiałam się, czemu tak bardzo zirytowała mnie ta książka przed laty (odrzucając poniekąd relewantny argument, że byłam młoda, głupia i do psa podobna) i wyjaśniło mi się to, kiedy dojechałam do "posłowia", będącego żartobliwym podsumowaniem konferencji naukowej odbywającej po kilkuset latach od opisanych przez Podręczną wydarzeń. Między dywagacjami "co na lancz" i "kiedy kawa", zebrani naukowcy rozważają, czy znalezione dokumenty są sfabrykowane (za czym przemawia niemożność zweryfikowania jakiejkolwiek z osób opisanych), czy też realne (za czym z kolei przemawia fakt, że z tamtego okresu zachowało się dramatycznie mało źródeł pisanych ze względu na ograniczenia praw kobiet). I to dolepione na ślinę podsumowanie psuje wymowę wcześniejszej, dramatycznej, opowieści, urywającej się znienacka (czy uciekła, czy odzyskała córkę, co rozwaliło Gilead, jak mógł w ogóle funkcjonować otoczony demokracją, z której turyści przyjeżdżali oglądać kobiety jak zwierzęta w zoo).

Dziś książka uderza w miękkie zwłaszcza w aktualnej sytuacji politycznej, pokazując, jak niewiele trzeba, żeby zamiast demokracji zaczął rządzić terror (udany zamach na rząd, błyskawicznie przegłosowane ustawy, wprowadzenie stanu wojennego, zamknięcie granic i natychmiastowe wyroki). Uderza w miękkie tym mocniej, jeśli się jest rodzicem córki. Świat Gileadu sprzedawany jest jako idylla kobiet - są bezpieczne (a jeśli tego nie czują, w Szkole Podręcznych pokazywane im są dokumenty pokazujące wcześniejsze uprzedmiotowienie i przemoc wobec kobiet), nie są zmuszane do pracy, utrzymują je mężowie, te płodne mogą spełniać się w najszczytniejszym celu - rodzenia dzieci, a dodatkowo zdejmuje się z nich konieczność opieki nad potomstwem (zabierając im dzieci i oddając zamożnym Żonom), te niepłodne mogą zajmować się domem, do czego są przeznaczone. Absurdalnie, to nie mężczyźni są najbardziej restrykcyjnymi strażnikami, to same kobiety pilnują się nawzajem, żeby żadna nie opuściła "bezpiecznej strefy".

Inne tej autorki tutaj.

#28

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek kwietnia 24, 2018

Link permanentny - Tagi: usa, sf-f, panie, 2018 - Kategoria: Czytam - Komentarzy: 6


Liane Moriarty - Sekret mojego męża

W życiu trzech kobiet pojawiają się punkty zwrotne: Tess dowiaduje się, że jej mąż i kuzynka/najlepsza przyjaciółka odkryli łączące ich głębokie uczucie i to ona ma podjąć decyzję, co dalej, bo zakochane gołąbki nie są w stanie bez siebie żyć; Cecilia, szczęśliwa żona i matka trzech córek, odkrywa list napisany ręką swojego ukochanego męża, zatytułowany "Otworzyć po mojej śmierci"; Rachel, o pokolenie starsza, 23 lata wcześniej doświadczyła śmierci córki (morderca do dziś nieznany), z czym boryka się do dziś i nie jest jej łatwiej, gdy dowiaduje się, że syn z synową planują wyemigrować z Australii do USA, zabierając jej jedynego wnuka. Tess reaguje błyskawicznie, uciekając z 6-letnim synem do matki (mieszkającej w tej samej miejscowości co Rachel i Cecilia), a Cecilia się waha, ale na skutek drobnych zdarzeń decyduje się otworzyć list, co - jak się łatwo po tytule domyślić - zmienia całkowicie jej życie. Rachel, odkrywając na starej kasecie wideo nagranie, rozpoczyna po raz kolejny podejście do ukarania chłopaka, który jej zdaniem był winny.

Tak jak w poprzedniej książce autorki, jest to przemieszanie zgrabnych obserwacji socjologicznych rodziców (ze sporym akcentem na tzw. overachieving mothers, tylko wtedy szczęśliwe, jak dom posprzątany, kariera zawodowa w górę, dzieci najlepsze, a mąż jak w starym dowcipie) z opowieścią o poczuciu winy i zemście. Jest też o książka z tezą, co potwierdza (jak w poprzedniej) zestaw pytań na ostatnich stronach, mający chyba skupić czytelnika na refleksji nad tym, co przeczytał. Przeszkadzał mi nieco wszechwiedzący narrator, bez oporów eksplorujący wszystkie zaułki "co by było gdyby", pokazujący, że wystarczyło małe pchnięcie w którąkolwiek stronę, żeby do nieszczęścia nie doszło. Mimo pewnego dydaktyzmu, czyta się gładko, nawet jeśli uśmiech w którejś z kolejnych scen potrafi nagle zamarznąć.

#20

Inne tej autorki tutaj.

Napisane przez Zuzanka w dniu niedziela marca 18, 2018

Link permanentny - Tagi: panie, beletrystyka, australia, 2018 - Kategoria: Czytam - Skomentuj