Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Informacje dla 2018

Caitlin Moran - Dziewczyna, którą nigdy nie byłam

14-letnia Johanna dorasta w robotniczym angielskim mieście, w wielodzietnej rodzinie, którą można określić jako patologiczną - troje starszych dzieci, świeżo urodzone bliźnięta, którymi opiekuje się matka z depresją poporodową i żyjący na krawędzi alkoholizmu bezrobotny ojciec, marzący o karierze muzyka. Żyją z zasiłku, do pewnego momentu hojnie serwowanego przez opiekę społeczną. Johanna, skupiona głównie na odkryciu masturbacji i chęci rozpoczęcia intensywnego życia erotycznego, co jest dość trudne zwłaszcza dla grubej i niezbyt pewnej siebie dziewczyny (branej czasem za matkę rodzeństwa!), decyduje się wyjść ze strefy komfortu i zostać ekscentryczną dziennikarką muzyczną. Wybiera pseudonim - Dolly Wilde, dobiera kostium i zmienia się tak, żeby pasować do swojej wizji siebie. Pisuje kąśliwe, czasem niezamierzenie zabawne recenzje, rzuca się w wir zabawy, starając się pozbyć niewinności przez praktykę, poznaje angielską scenę muzyczną lat 90. i biznes stojący za prasą muzyczną.

Mimo mylącego tytułu (sensowniejszego oryginale “How to build a girl” - Jak stać się dziewczyną), skupiającego się na udawaniu przez Johannę (a może i autorkę) kogoś innego, to historia odkrywania siebie metodą prób i błędów. Jak sama Johanna określa, jej życie to “Szklany klosz” napisany przez Adriana Mole’a, gdzie z wielu pomyłek (nadużywania alkoholu i narkotyków, swobodnego, nie zawsze przyjemnego seksu) udaje jej się zbudować całkiem niegłupią kobietę. Krytycy zarzucali autorce epatowanie autoerotyzmem, ale na litość - ile znacie książek o dorastających chłopcach, na stałe przyspawanych do przyrodzenia, którym nikt jakoś nie zarzuca onanizmu jako wady, traktując to jako uroczą fazę? Pytanie retoryczne, nie musicie wymieniać, ja znam kilka (i założę się, że w usuniętych fragmentach “Buszującego w zbożu” niejedno by się znalazło); mnie w każdym razie jakoś to specjalnie nie oburzało.

Świetny drugi plan - brat ukrywający swoje skłonności seksualne, ojciec - alkoholik nie umiejący zadbać o rodzinę, ale przy tym ekscentryczny i niegłupi, redakcja czasopisma muzycznego i fikcyjni (choć pewnie oparci na realnych) muzycy brytyjskiej sceny niezależnej czy wreszcie schemat życia na zasiłku (godny pióra Roddy’ego Doyle’a). Do tego autorka dołożyła sporo zabawnych dialogów (nie tylko Johanna jest obdarzona (auto)ironicznym poczuciem humoru) i dużą dawkę humoru sytuacyjnego.

Inne tej autorki tutaj.

#49

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek lipca 19, 2018

Link permanentny - Tagi: wielka-brytania, panie, beletrystyka, 2018 - Kategoria: Czytam - Komentarzy: 1


Robert Rient - Świadek

Łukasz od zawsze czuł się inny - dorastał w zborze Świadków Jehowy. Wytykany palcami w szkole, pomijany przy obchodzeniu urodzin i rozmów o świątecznych prezentach (ze względu na restrykcyjną doktrynę kwestii świętowania, zwłaszcza uroczystości świeckich), chciał zrealizować się jako człowiek przez wiarę. Mimo euforii związanej z akceptacją we wspólnocie i poczuciem spełnienia przy głoszeniu dobrej nowiny, nie był jednak w stanie przejść nad ograniczeniami ciała - dojrzewanie i zakazana fascynacja własnym ciałem sprawiły, że miał poczucie rozdarcia i grzechu, jednego z cięższych. Opresyjna religia wymagająca absolutnego podporządkowania się hierarchii, wykluczająca kwestionowanie zasad przez członków wspólnoty za pomocą wzajemnej inwigilacji, doprowadziła Łukasza na skraj załamania nerwowego, zwłaszcza gdy przyznał się przed sobą, że jest homoseksualistą. Po długiej walce z samym sobą, stopniowo przestając negować swoje potrzeby i przykrawać je do wymagań wspólnoty, analizując krytycznie wszystkie wartości, wśród których wzrastał, dojrzał do odejścia (a w zasadzie do zostania usuniętym) ze zboru, zataczając koło ponownego wykluczenia. Umarł Łukasz - skazany na piekło grzesznik, pełen lęku i frustracji, a narodził się Robert - spełniony człowiek, choć z musu bez korzeni.

Książka to autobiograficzny reportaż, pisany przez dwóch autorów - Łukasza i Roberta. Poza dramatyczną historią dojrzewania w skrajnie nieprzyjaznym dla wrażliwej i analitycznej osoby środowisku, jest to dokument pokazujący skrywane wewnętrzne zasady wspólnoty Świadków Jehowy. Czytałam kolejne rozdziały w tramwaju w drodze do pracy, mijając codziennie ustawiony przed Szpitalem Ortopedycznym stand z kolorowymi czasopismami, obstawiany przez parę sympatycznych, wizytowo ubranych ludzi w średnim wieku. To dość drastycznie współgra z opisywaną przez Rienta religią wybiórczego miłosierdzia (tylko ci, co przyjęli Dobrą Nowinę i weszli do wspólnoty, mają szansę na życie wieczne), braku empatii, archaicznych zasad rodem z XIX wieku, masońskiej hierarchicznej struktury i absurdu, który nakazuje żyć ze świadomością rychłej eksterminacji.

Inne tego autora tutaj.

#48

Napisane przez Zuzanka w dniu środa lipca 18, 2018

Link permanentny - Tagi: polska, panowie, beletrystyka, 2018 - Kategoria: Czytam - Skomentuj


Ryszard Ćwirlej - Masz to jak w banku

1989. Obraduje Okrągły Stół.

W Pniewach pod Poznaniem ginie w wypadku obcokrajowiec, lokalne służby porządkowe (a konkretnie dwóch cwanych milicjantów) plądrują bagażnik samochodu, a znalezione walory w dolarach skrzętnie zagospodarowują do celów prywatnych.

Miesiąc później. W Poznaniu jednocześnie ginie dwóch mężczyzn związanych ze środowiskiem cinkciarzy (z czego jeden nosi nazwisko Krzyżaniak, przypadek?) oraz pojawia się plotka, że już za chwilę handel walutą będzie legalny.

Obydwa wątki splatają się za sprawą Grubego Rycha, nieopanowanego pociągu Teosia Olkiewicza do alkoholu i płci pięknej (w tej kolejności) oraz mody, a konkretnie marmurkowych dżinsów, produkowanych w manufakturze Krzyżaniaka na Podolanach. Jak w kilku innych tomach, do gry wkraczają aktywni i emerytowani członkowie SB, którzy w aktualnej sytuacji politycznej są zdeterminowani do zapewnienia sobie godnej emerytury.

To, co spodobało mi się w tym tomie, to silne postaci kobiet - właścicielka butiku na Głogowskiej, Magda Jankowska, narzeczona ajenta motelu w Pniewach, Zosia Pietruszka czy pojawiająca się już wcześniej Marylka, eks-flama Olkiewicza. Tak naprawdę one rozwiązują całą sprawę i wymierzają sprawiedliwość, nawet najbardziej ogarnięty Mirek Brodziak jest tutaj postacią drugoplanową (bo kapitana Marjańskiego, który w tym tomie odkrywa prawdziwe uczucie, czy Teosia raczej nie można brać pod uwagę jako spiritus movens).

Inne tego autora tutaj.

#47

Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek lipca 10, 2018

Link permanentny - Tagi: prl, polska, panowie, kryminał, 2018 - Kategoria: Czytam - Skomentuj


Alice Sebold - Nostalgia anioła

Susie opowiada swoją dramatyczną historię - kiedy miała 14 lat, wracała ze szkoły przez pobliskie pole kukurydzy, na którym spotkała tego dziwnego sąsiada. Sąsiad pod pretekstem pokazania ciekawostki, zaciągnął ją do wykopanej w ziemi jamy, zgwałcił i zabił. Tak, Susie opowiada swoją historię już po śmierci, opowiadając ze specjalnego nieba o sobie i swojej osieroconej rodzinie. Z sielskiej krainy obserwuje, co dzieje się z jej rodziną - ojcem, który nie ustaje w poszukiwaniu zbrodniarza, kiedy policja rozłoży już ręce; matką, wybierającą ucieczkę i zapomnienie; młodszą siostrą, która czuje, jakby straciła pół siebie i musi żyć za dwie osoby; 4-letnim (w momencie śmierci) bratem czy wreszcie ekscentryczną babcią, która wprowadza się, by spoić rodzinę. Obserwuje przyjaciół, sąsiadów i swojego mordercę.

Znów mam rozjazd między reklamą a lekturą. Miało być wzruszająco, a łza mi się zakręciła w oku raz - kiedy do nieba po śmierci trafił pies Susie. Miała był zaskakująca fabuła ze zwrotem akcji - nie wiem, czy chodziło o osobę narratorki (zapewne rzadko jest nią zamordowana), czy też o magiczną zamianę, kiedy Susie na kilka godzin zamieniła się duszą z koleżanką ze szkoły[1], dzięki czemu mogła przespać się ze swoim ukochanym z liceum. Owszem - jest to książka miejscami drastyczna (zwłaszcza że osnuta częściowo na przeżyciach autorki[2]) i przerażająca dla rodzica, ale bajkowość narracji sprowadza ją do kryminału z wszechwiedzącym autorem.

[1] Tu w ogóle wątek jest słaby na wielu poziomach, raz, że realizm magiczny, dwa, że Ruth była raczej homoseksualna, ale dzięki wspólnej miłości do zamordowanej Susie i chwilowej zamianie dusz rozpoczęła heteroseksualny związek z Rayem.

[2] Czy ja chcę przeczytać autobiograficzną opowieść tej autorki, rozpoczynającą się od gwałtu?

#46

Napisane przez Zuzanka w dniu piątek lipca 6, 2018

Link permanentny - Tagi: usa, panie, kryminał, 2018 - Kategoria: Czytam - Komentarzy: 2


Yann Martel - Życie Pi

Jak to się ładnie określa, to powieść szkatułkowa. Zablokowany twórczo pisarz odwiedza Indie i tam dostaje kontakt do mieszkającego w Kanadzie Pi Patela, któremu udało się przeżyć katastrofę statku oraz przez 227 dni utrzymać przy życiu na oceanie w szalupie ratunkowej z tygrysem bengalskim na pokładzie. Dorosły już Pi chętnie opowiada pisarzowi historię sprzed ponad 30 lat.

Piscine (zwany na własną prośbę Pi po tym, jak rówieśnicy przezwali go Pissingiem) Patel wychował się w niewielkim miasteczku w Indiach, tuż przy zoo, którego właścicielem był jego ojciec. Jako chłopiec zafascynowany był na równi zwierzętami i religią - po wielu poszukiwaniach wyznawał jednocześnie chrześcijaństwo, hinduizm i islam. Gdy miał 16 lat, wraz z rodziną i większością zwierząt, sprzedanych do zoo w Ameryce Północnej, rozpoczął wielką podróż statkiem do Kanady, która całkowicie zmieniła jego życie. Po nocnym zatonięciu statku uratował się tylko on, hiena, samica orangutana, ranna zebra i tygrys (zwany Richardem Parkerem), wspólnie zaludniający szalupę. Hiena szybko zabiła i zjadła zebrę, potem - mimo większego wyrównania szans - orangutana, aby ostatecznie stanąć do przegranej walki z tygrysem. Pi udało się przeżyć dzięki sprytowi godnemu Pomysłowego Dobromira, znajomości psychiki zwierząt i - głównie - faktowi, że tygrys cierpiał na chorobę morską. Dalsza opowieść to wahanie między chęcią pozbycia się tygrysa a zatrzymaniem go, wizyta na magicznej wyspie z algami i surykatkami, a wreszcie przybiciu resztek szalupy do brzegów Meksyku.

Tę historię pisarz konfrontuje z wywiadem nagranym niedługo po tym, jak nieomal zagłodzony na śmierć Pi trafił do meksykańskiego szpitala. Przedstawiciele firmy ubezpieczeniowej japońskiego armatora nie wierzą w historię opowiedzianą przez Pi, opowiada im więc inną wersję, w której nie ma zwierząt. Zarówno pracownicy firmy ubezpieczeniowej, pisarz i wreszcie czytelnik sami powinni wybrać wersję, w którą wierzą, co w jakiś pokrętny sposób ma być metaforą wiary w bliżej nie określonego boga.

Gdzieś przeczytałam, że książka to zlepek różnych historii (z plagiatem w tle), łączących realizm magiczny Marqueza, przygodowość Defoe bądź Verne’a i mistyczność C. S. Lewisa. Nie porwała mnie specjalnie, reklamowany jako absolutnie zaskakujący zwrot akcji był dość oczywisty (avr oneqmb jvremę j ernyabść gltelfn, fłhpunwąp b żnełbpmalpu nytnpu gjbemąplpu zbeqrepmą jlfcę), najciekawszy jest wątek inżyniersko-zoologiczny (przypominający mi z kolei powieści Durrella). Podobno ekranizacja robi wrażenie.

#45

Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek lipca 5, 2018

Link permanentny - Tagi: panowie, kanada, beletrystyka, 2018 - Kategoria: Czytam - Komentarzy: 3


Frank W. Abagnale - Złap mnie, jeśli potrafisz

Beletryzowana biografia jednego z bardziej znanych amerykańskich oszustów finansowych z lat 60., który wsławił się przede wszystkim fałszowaniem czeków na ogromną skalę i bezczelnością, pozwalającą mu na udawanie pilota PanAm, lekarza-pediatry czy adwokata. Abagnale rozpoczął swoją karierę jako 15-latek, korzystając z karty kredytowej ojca, dzięki której zawierał fikcyjne transakcje na stacjach benzynowych, pozyskując gotówkę (na spotkania z kobietami). Po rozwodzie rodziców uciekł z domu do Nowego Jorku, gdzie okazało się, że życie niewykwalifikowanego nastolatka oznacza głodowe stawki i ciężką pracę (i zupełny brak pieniędzy na życie, nie wspominając o funduszach na spotkania z kobietami). Stąd naturalnym wydał mu się pomysł udawania kogoś starszego o wyższych kwalifikacjach, który szybko przerodził się w udawanie drugiego pilota.

Większość fałszerstw i oszustw, dokonywanych przez Abagnele’a była możliwa dzięki niedoskonałości systemu finansowego, w większości kontrolowanego przez ludzi, z małą (i niedoskonałą automatyzacją). Częściowo pomagała też oczywiście bezczelność, bo zaskakująco łatwo było wszędzie wejść, jeśli szło się z pewnością, która doskonale pokrywała niedoskonałość podrobionych identyfikatorów. Książka kończy się dość znienacka, kiedy po szeregu oszustw, odsiedzeniu wyroku w dramatycznie ciężkim więzieniu we Francji oraz zupełnie przyjemnym pobycie w półotwartym więzieniu w Szwecji, Abagnale dwukrotnie ucieka spod opieki FBI. Dygresyjnie przemycone są informacje, że w pewnym momencie wielka ucieczka zakończyła się i Abagnale rozpoczął karierę jako tester zabezpieczeń bankowych i ceniony konsultant, ale tego już w powieści nie ma.

#44/#9

Napisane przez Zuzanka w dniu poniedziałek lipca 2, 2018

Link permanentny - Tagi: usa, panowie, beletrystyka, 2018 - Kategorie: Słucham (literatury), Czytam - Skomentuj