Menu

Zuzanka.blogitko

Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu

Tana French - Ściana sekretów / Ostatni intruz

Po drobnej zniżce formy w dwóch poprzednich tomach, co zrzucam nieco na postaci narratorów, wraca sprawdzona metoda na duet. W “Ścianie sekretów” do Wydziału Zabójstw zgłasza się w tajemnicy 16-letnia Holly Mackey, córka Franka, wychowanka prestiżowej żeńskiej szkoły z internatem u Świętej Kildy. Rok wcześniej na terenie szkoły znaleziono zwłoki Chrisa, ucznia sąsiadującej szkoły dla chłopców i przez rok nie udało się niczego odkryć. Holly przynosi kartkę znalezioną na tablicy, gdzie można zostawić anonimową informację; ktoś wkleił zdjęcie Chrisa i zgrabnie wyciął z książki zdanie “Wiem, go kto zabił”. Detektyw Antoinette Conway, jedyna kobieta w WZ, nielubiana i pogardzana, zwłaszcza że to ona prowadziła nieudane śledztwo, dobiera sobie świeżaka, Steve’a Morana, drugoplanowego bohatera “Bez śladu” - i to on zostaje narratorem; Conway zdaje sobie sprawę, że jest oschła i nieprzyjemna, co niekoniecznie dobrze wróży przesłuchaniom nastoletnich dziewcząt, dlatego wybór Morana wydaje się dobrym pomysłem - to człowiek-labrador, miły, szczery i uśmiechnięty, budzący zaufanie i łatwo nawiązujący kontakt. Co nietypowe, śledztwo toczy się w ciągu jednego, trudnego i wypełnionego zdarzeniami dnia, kiedy detektywi muszą przesiać mnóstwo informacji od niechętnych im dziewcząt, dla których ważniejsza jest przyjaźń niż prawda. Jednocześnie pojawia się relacja wydarzeń, które doprowadziły do morderstwa rok wcześniej.

”Ostatni intruz” to zamknięcie cyklu[1]. Ten sam zespół śledczy - Moran i Conway, ale dla odmiany narratorką jest Antoinette, wrzucona w sprawę nieco z braku innych opcji, bo właśnie była na dyżurze, a dodatkowo dostaje “wsparcie” w postaci detektywa Breslina, który ewidentnie ma własną agendę. A sprawa jest niby łatwa, ale dziwna. Ktoś anonimowo zgłasza na lokalny komisariat, że w domu pod adresem takim i takim była bójka i leży tam poszkodowana kobieta, i rzeczywiście - patrol znajduje młodą, atrakcyjną dziewczynę, Aislinn, martwą; ktoś rozbił jej głowę i uciekł. Na stole stoi przygotowana uroczysta kolacja, co sugeruje, że morderstwa dokonał oczekiwany gość. Szybko odnajduje się Rory, nieśmiały adorator Aislinn, plącze się w zeznaniach, w zasadzie można by go oskarżyć, do czego niedwuznacznie dąży detektyw Breslin, ale Antoinette i Steve czują, że coś śmierdzi i wbrew wszelkim przesłankom drążą dalej. Może dlatego, że Antoinette już dziewczynę spotkała, może też dlatego, że jej losy są zaskakująco podobne do losów detektyw - ojciec Aislinn zniknął, kiedy dziewczynka miała 9 lat, zaś Antoinette o swoim nigdy nie znanym ojcu słyszała kolejne legendy od swojej matki. Tak jak poprzedni tom jest o przyjaźni, tak tutaj głównie chodzi o wewnątrzsterowność, zaufanie, lojalność i próbę znalezienia swojego miejsca w świecie.

[1] Ależ oczywiście, że chciałabym więcej, zwłaszcza że nigdy nie wyjaśniono tajemnicy lasu Knocknaree z pierwszego tomu, a do Cassie Maddox bardzo się przywiązałam. Ale to dobrze, bo to książki, od których autentycznie nie mogłam się oderwać, co nieco utrudnia codzienność, bo świat jest tak urządzony, że trzeba pracować i robić inne rzeczy niż czytanie (tu wstaw przewracanie oczami). Nie rozumiem tego.

Inne tej autorki.

#41-42

Napisane przez Zuzanka w dniu Sunday April 5, 2026

Link permanentny - Kategorie: Czytam, Fotografia+ - Tagi: 2026, kryminal, panie - Skomentuj

« Lauren Groff - Awanturnica

Skomentuj