Ta ruda metalówa, co ma bloga o gotowaniu
Nie jestem fanką wątków szpiegowskich w kryminałach i tutaj niestety całości nie ratuje Hercules Poirot, a nawet wprowadzenie jego brata, Achillesa. Z niezależnych od siebie spraw wyłania się międzynarodowy spisek, o którym wie niewielu - cztery osoby, tytułowa Wielka Czwórka, popełnia zbrodnie zupełnie ze sobą niezwiązane, bo docelowo chce doprowadzić do upadku wszystkich rządów i do panowania anarchii (sic!). Wyjaśnia się, że Lenin i Trocki byli marionetkami Wielkiej Czwórki, a aktualnie grupa posiada techniczne możliwości użycia “skoncentrowanej energii bez kabli” do pokonania wszystkiego - okrętów podwodnych czy wręcz anihilacji całych miast za pomogą okiełznanego atomu. Na szczęście jest Poirot, który z pomocą swoich małych szarych komórek i dzielnego, choć nieco tępego Hastingsa, a czasem wykorzystując niemiło przyjaciela, najpierw wykrywa, kim są główni złoczyńcy, a potem na drodze podstępów i zasadzek (na przykład zakamuflowanej strzałki z kurarą!) udaje mu się trójkę z nich zebrać w jednym miejscu i unieszkodliwić, zaś czwarta osoba popełnia samobójstwo.
Narracja zawiera trochę szowinizmu (po co szukać zaginionego w Paryżu, wszak wiadomo, co tam robią mężczyźni bądź że nie ma kobiet-naukowców) czy ksenofobii (ponura jak Francuzka w żałobie, wszyscy Chińczycy są do siebie podobni), albo wręcz humorystycznych wstawek o tym, że inspektor Scotland Yardu jest jak zawsze wesoły i wytworny czy że Poirot ma irytujący zwyczaj brania Hastingsa z uczuciem za ręce. Poza tym niestety, nadludzkim wysiłkiem oraz matkę oszukasz, ojca oszukasz, Hastingsa oszukasz, ale Herculesa nie oszukasz. Więc niekoniecznie.
Inne tej autorki.
#43/#7