Więcej o
Czytam
Rzadko mi się zdarza, że nie wiem, o czym właśnie przeczytałam. Ale to jedna z takich książek - bohater szuka oświecenia, kolejno przechodzi przez bycie braminem, ascetą, rozpustnikiem i bogaczem, żeby wreszcie zostać przewoźnikiem i znaleźć sens życia w słuchaniu tego, co mówi rzeka. Serio, to wszystko. Najlepiej chyba podsumowuje całość to zdanie: “Gowindo - rzekł pewnego razu Siddhartha do przyjaciela - Gowindo, chodź ze mną pod drzewo banyana, będziemy kontemplowali”. Możecie wypuścić powietrze, nic nie zaszło, siedzieli i kontemplowali, każdy sobie. Po trzech nutkach zgaduję, skąd Coelho czerpał natchnienie. Nie że się źle czyta, ale to nie jest powieść dla plot junkie.
Inne tego autora.
#149
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota listopada 7, 2026
Link permanentny -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
2026, beletrystyka, panowie
- Skomentuj
Gregor Samsa przesypia budzik, co jest o tyle problematyczne, że przez to spóźni się do pracy. Wprawdzie jej nie lubi, ale poczucie obowiązku jest silne - próbuje znaleźć jakąś sensowną wymówkę, kiedy dociera do niego, że w nocy przekształcił się w ogromnego robaka. Oswojenie nowego ciała, zrozumienie, że nie jest w stanie się porozumieć z rodziną. A rodzina jest słusznie zaniepokojona, bo Georg był jedyną pracującą osobą w rodzinie, a ze względu na to, że nie jest w stanie opuścić mieszkania, już nie zarabia. Rodzina się od niego odsuwa, wszyscy podejmują działania zarobkowe, coraz bardziej krzywym okiem patrząc na to obrzydlistwo; Georg to rozumie, sam by się sobą brzydził. Więc finalnie umiera, trochę z głodu, trochę z braku sensu życia, a rodzina jedzie na piknik.
Jak pewnie już zauważyłyście, słaba jestem w realizm magiczny, więc umówmy się, że potraktuję tę nowelę jako humoreskę. Jedyną rozrywką Georga jest wycinanie laubzegą w drewnie i chyba tego najbardziej mu brakuje, kiedy staje się robakiem. Czytałam kilka analiz o depresji, utylitaryzmie, toksycznej rodzinie, to wszystko pewnie też pasuje, ale jestem w stanie zrozumieć, że nie chciało mu się iść do nielubianej pracy.
Inne tego autora.
#148/#27
Napisane przez Zuzanka w dniu piątek listopada 6, 2026
Link permanentny -
Kategorie:
Słucham (literatury), Czytam -
Tagi:
2026, beletrystyka, panowie
- Skomentuj
Rzecz się dzieje w starożytnym Babilonie. Do miasta przyjeżdża przybysz z Północy (blond włosy, bursztyny, wiadomo, rodak) i już pierwszej nocy, kiedy setnicy pokazują mu miasto, natyka się na przestępstwo. Ktoś zaprawił bogatego kupca w głowę i skradł mu ogromny majątek. Złoczyńca ucieka, a goniącego go żołnierza traktuje z łuku dość specyficzną strzałą. Jako że to starożytność, nie ma mikrośladów czy odcisków palców, ale da się ustalić, kto o specyficznej transakcji mógł wiedzieć, pójść śladem pieniędzy oraz przeanalizować strzałę, a na końcu zostawić na zarozumiałego przestępcę pułapkę. Jest i wątek miłosny, bo przecież wszystko, co dobre, kończy się ślubem, nawet jeśli jedno z pary jest w niewoli.
Cały czas liczyłam na to, że sztafaż jest sprytnie zamaskowanym PRL-em, ale nie. To rzetelnie, choć dość stronniczo, odrobiony kawałek starożytnej historii z wierzeniami, zwyczajami, miarami i kulturą starożytnej Mezopotamii. Trochę bawiąc-uczyć, trochę sensacyjki, całość mocno niekoniecznie.
Inne tego autora.
#147/#26
Napisane przez Zuzanka w dniu środa listopada 4, 2026
Link permanentny -
Kategorie:
Słucham (literatury), Czytam -
Tagi:
2026, kryminal, panowie
- Skomentuj
O, dawno się tak nie zgrzałam podczas lektury, prawie jak za starych czasów, kiedy pół nocy wyjaśniałam komuś, dlaczego nie ma racji w Usenecie. I najlepsze jest to, że co do meritum się z autorem zgadzam - tak, prawdziwe życie to te, które prowadzimy twarzą w twarz, z przyjaciółmi, rodziną, ukochanymi, jedząc dobre rzeczy zrobione samodzielnie z innych dobrych rzeczy, w pięknych okolicznościach przyrody. Autor niestety idzie dalej, bo piętnuje wszystko, co nowoczesne i ułatwiające życie jako złe i rozleniwiające. A do tego jest amerykańskim dziadersem, co nie pomaga. Tak, chciałabym, żeby mnie było stać na proste życie, takie że wstaję o świcie i robię same fajne rzeczy, mam czas na patrzenie na wyrastający chleb, zbieranie truskawek z własnego ogrodu, pakowanie lata w słoiki i siedzenie z kotem na kolanach, patrząc na zachodzące słońce. No school, no work, just hopsasa. Ale jest jak jest, mogę tak jak autor rantować, że człowiek nie jest stworzony do siedzenia cały dzień przed komputerem, robienia pracy, która nie daje namacalnych efektów i nie można się nią pochwalić przed tymi, na których opinii nam zależy, ale nie stać mnie - i tutaj dla ustalenia uwagi, nie chodzi tylko o kwestie finansowe, tylko o odwagę na zmianę i ryzyko - żeby wypiąć się na świat i robić po swojemu. Mam dziecko w wieku jeszcze szkolnym, które uczęszcza do placówki edukacyjnej; mogłabym oczywiście zrezygnować i prowadzić edukację domową, jak szanowny autor, ale w przeciwieństwie do niego wiem, że nie mam do tego kwalifikacji i poza przyjemnym albo wręcz przeciwnie, przymusem spędzeniem czasu razem, raczej bym do matury nie przygotowała. I tak, znam rodzinę, która zabrała trójkę małoletnich dzieci w podróż dookoła świata, zapewne to doświadczenie jedyne w swoim rodzaju, ale jakoś nie widzę egalitarności takiej wyprawy. Autor sugeruje wyrzucenie zmywarki, bo zmywanie ręczne jest przyjemne, samodzielne hodowanie warzyw i zwierząt oraz gotowanie i pieczenie, bo tańsze i zdrowsze niż żywność przemysłowa, budowanie własnego domu po taniości bez brania kredytu, wyrzucenie suszarki do prania, bo on ma ogród, w którym może pranie wywiesić. Zapytacie, skąd wziąć na to czas, jeśli się pracuje. Otóż można nie pracować na cały etat, tylko troszkę, bo pracujemy na niepotrzebne gadżety (wyrzucamy komputer, telefon, a nawet walkmana) i inne oznaki statusu typu za duży samochód albo trzy, za duży dom, złe jakościowo i drogie jedzenie z marketu, które sprawia, że chorujemy i potrzebujemy walorów na lekarza. Niestety, nie przeczytałam tych światłych porad 25 lat temu, kiedy wybierałam ścieżkę kariery we wczesnych latach 2000 w Polsce i jestem, gdzie jestem, licząc na to, że nie podniosą progu przejścia na emeryturę, a z tejże emerytury będę w stanie prowadzić życie pełne przygód i rozrywek.
Fajne to prawdziwe życie, panie Máté, ale się nie skaluje.
Inne tego autora.
#146
Napisane przez Zuzanka w dniu wtorek listopada 3, 2026
Link permanentny -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
2026, beletrystyka, panowie
- Skomentuj
Teksas. Elsa żyje obok swojej rodziny, bez perspektyw i nadziei na zmianę. Dlatego niespecjalnie dziwi, że kiedy Raf, przystojniak z okolicy, zwraca na nią uwagę, rzuca się na uczucie bez wahania, mimo że chłopak ma oficjalną dziewczynę. Kiedy rodzina się dowiaduje, a objawy są ewidentne, wystawiają zbłąkaną córkę rodzicom chłopaka pod drzwiami i odmawiają prawa powrotu do domu. Absurdalnie, nowa rodzina akceptuje Elsę i dwójkę dzieci, które ma w związku z Rafem i ta wreszcie czuje, że jest u siebie w domu. Tyle że właśnie wybucha Wielki Kryzys, cała rolnicza okolica cierpi z powodu suszy, w tym farma teściów. Pierwszy pokład opuszcza Raf, ucieka w nocy, zostawiając lakoniczny list. Elsa i teściowie próbują utrzymać farmę, ale sytuacja jest coraz gorsza. Szykanowana przez nastoletnią córkę i zmuszona do działania przez ciężką chorobę syna, Elsa decyduje się pojechać do żyźniejszej Kalifornii, gdzie podobno jest praca. Tyle że na miejscu okazuje się, że praca jest w niegodnych człowieka warunkach, za grosze, a z zarobionych pieniędzy nie da się utrzymać poza sezonem.
Jeśli macie wrażenie, że już to czytałyście - Farming sucks. Road trip! Road trip sucks. - to macie rację. To beletryzacja motywu z “Gron gniewu”, z ciekawą bohaterką i dobrze naszkicowaną rodzinną dynamiką. I pewnie bardziej by mi się podobało, gdyby nie wtórność. Podobnie jak oryginał, to posępna lektura, niekoniecznie na czas ciemności i słoty.
Inne tej autorki.
#145
Napisane przez Zuzanka w dniu sobota października 31, 2026
Link permanentny -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
2026, beletrystyka, panie
- Skomentuj
To, co przyciąga do Świata Dysku, to jego konstrukcja, bohaterowie i kulturowe bogactwo. Oczywiście to dla tych, co są odporni na błyskotliwe dialogi i uderzającą dawkę sarkazmu. W tym opracowaniu Pratchett jest autorem przedmowy i licznych cytatów, zaś Simpson dokłada do tego szeroką analizę pochodzenia tropów i użytych, oczywiście czasem z pewnym marginesem dowolności, realnych śladów z ziemskiej kultury. Skąd się wziął Długi w Lancre, czy elfy są miłe, dlaczego pod powierzchnią Dysku zdarzają się pokłady melasy, czy Hogfather to ten pulchny facet w czerwonym kubraczku czy szczury z Hameln rzeczywiście się utopiły. Mimo że to rzetelne opracowanie z solidnym zapleczem źródeł, nie jest nudne, bo i Świat Dysku nie jest nudny. Oczywiście warto czytać po lekturze całego cyklu, bo się można zaskoczyć, jeśli kogoś zaskakuje, że jakiś bohater umiera i przychodzi po niego zakapturzony szkielet z błękitnym błyskiem w oczodołach.
Inne tego autora.
#144
PS Nie kupujcie w Lidlu kandyzowanych owoców w ciemnej czekoladzie. Zostawcie dla mnie, zwłaszcza imbir i kantalupę.
Napisane przez Zuzanka w dniu czwartek października 29, 2026
Link permanentny -
Kategoria:
Czytam -
Tagi:
2026, panie, panowie
- Skomentuj